a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Corlys Waters i Lucerys Targaryen



 

 Corlys Waters i Lucerys Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Corlys Waters i Lucerys Targaryen   Sro Sie 17, 2016 4:47 pm


Corlys Waters i Lucerys Targaryen


Corlys Waters     Lucerys Targaryen

Rok 262 AL
Wolne Miasto Volantis





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Corlys Waters i Lucerys Targaryen   Nie Sie 21, 2016 4:19 pm

Od samego ranka nic nie zapowiadało tego, jak ważny będzie ten dzień.
- Ubrania! - wezwał znajdujących się niedaleko niewolników Targaryen. Strój został przygotowany wcześniej. Nie było to nic specjalnego, w końcu w Volantis od kilku dni panował okropny upał. Po ubraniu się, Lucerys zszedł do sali jadalnej. Pomieszczenie było przepełnione niepotrzebnym przepychem oraz wieloma prezentami od obu partii Volantyńczyków.
Tuż po pierwszych kilku krokach stawianych w sali, zauważył ser Gregora. Właściwie nazwanie starca rycerzem byłoby zdecydowaną przesadą - owy mężczyzna ostatni raz miał kontakt z koniem, kiedy połykał kawałki jego mięsa, a i wyglądał, jakby pochłonął zwierzę w całości. Cóż... książę zwykł obracać się w nietuzinkowym towarzystwie.
- Książę! - Summet chciał się podnieść, ale nie podołał nawet oderwać się od sofy - Usiądź, spróbuj tego mięsa, jest naprawdę świetne - „Rycerz” zaśmiał się, przy okazji przewracając znajdującą się obok niego butelkę po winie. Chłopak uśmiechnął się do mężczyzny jednocześnie dając znak znajdującym się obok niewolnikom, by odeskortowali go do jego kwatery.
Srebrnowłosy lubił się czasem napić, niemniej jednak nie mógł pozwolić przyjacielowi ośmieszać się przy innych ludziach. Szeroki wojownik jak zwykle musiał zaprezentować wszystkim swoją siłę, odpychając od siebie niewolników i mrucząc coś pod nosem. Zniknął z pola oczu Lucerysa stosunkowo szybko, a niewolnicy ruszyli szybko za nim, by upewnić się, że dotrze tam, gdzie powinien.
Targaryen usiadł przy stole i zajął się swoją porcją. Mięso było faktycznie bardzo dobre, co lekko zdziwiło Targaryena, który już jakiś czas temu założył, że Gregor Summet stracił smak od ogromu jedzenia, jakie dziennie pochłaniał. Nie było to jednak istotne, bo nadchodziła ta godzina.
Lucerys wyszedł z pałacyku, w którym mieszkał od kilku ostatnich lat i przywołał niewolników z lektyką. Sam środek transportu był prezentem od "słoni" - stąd moc zdobień w kształcie zwierzęcia tej grupy oraz duża ilość drewna, którym, słowami jednego z darczyńców, tworzy się statki. Jest to jeden z głównych powodów, dla którego Volantis od wieków rozkwita.
- Główna brama -młodzian wskazał niewolnikom cel jego podróży. Prawdę mówiąc uważał, że niewolnictwo jest dobrym pomysłem. Nie był złym człowiekiem, ale takie rozwiązanie ulepszało życie. Żałował nieco, że w Westeros nie ma podobnego podejścia. Po dotarciu na miejsce okazało się, że wyruszyli trochę zbyt szybko, gdyż Lucerys Targaryen nigdzie nie widział swego gościa.
Nie musiał jednak czekać długo - kiedy ten już pojawił się na miejscu, Lucerys pierwszy raz od naprawdę długiego czasu uśmiechnął się do kogoś nie z obowiązku, czy grzeszności, ale samego szczęścia. Tak, Targaryen bardzo ucieszył się z faktu spotkania.
- Kuzynie!- wykrzyknął z mocnym akcentem Lucerys. W prawdzie orlys Waters nie był jego dokładnie kuzynem księcia, tym bardziej nie oficjalnie. Był natomiast jednym z krewnych, z którymi książe utrzymywał dobre relacje i których mógł kiedykolwiek nazwać przyjaciółmi.
Nareszcie przybyłeś-  powiedział Targaryen, kierując ich do lektyki - Powiedz mi, jak minęła Wam podróż? Mam nadzieję, że nie mieliście za dużo przeszkód? - spytał.
- Liczę na to, że nie odmówisz mi kielicha wina?- zapytał, nie czekając na odpowiedź i nalał obu znajdującym się w środku młodzieńcom słynnego na całym świecie volantyńskiego trunku, podając jeden z kielichów swemu rozmówcy. Naczynia z kolei zostały przekazane Targaryenowi przez "Tygrysów", co z resztą było widać po samych kielichach - a raczej sposobie ich ozdobienia. Cóż, najwidoczniej książę zaskarbił sobie sympatię wielu partii Volantis, choć sam uważał, że to tylko próba wyjścia przy nim jak najlepiej. Nie byłby to pierwszy raz, gdy spotkał się z takim sposobem zachowania i traktowania. Nie przeszkadzało mu to specjalnie...
- Co ciekawego się u ciebie działo, hm? Dużo podróżowałeś, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Duskendale
Liczba postów :
41
Join date :
06/07/2016

PisanieTemat: Re: Corlys Waters i Lucerys Targaryen   Czw Sie 25, 2016 4:35 pm

Czuł, jak kolejna kropelka potu powoli spływa po jego karku i wsiąka w materiał koszuli, zbyt brudnej i sfatygowanej, by cokolwiek miało pogorszyć jej stan. Było tu zbyt gorąco, tłoczno, zbyt głośno, z b y t wszystko – Corlys nie cierpiał zatłoczonych, gorących, głośnych miejsc, gdzie ilość wymierzanych w żebra kuksańców równa była grasującym w tłumie kieszonkowcom. Nawet, jeśli jakiś drobny złodziejaszek obrałby bękarta na swój cel, czekało go przykre rozczarowanie – najcenniejszym, co posiadał Waters, było jego… życie.
I tak dość mierne, jeśli być szczerym.
Jasną, bladą cerę pokryła siateczka czerwonych żyłek, które skutecznie odpierały opaleniznę na korzyść nienaturalnego zaczerwienienia – gdy przebywał na słońcu zbyt długo, przywodził na myśl gotowanego homara, co jedynie pogarszało i tak parszywy humor Corlysa. Do Volantis przybył jeszcze przed południem, ale do znienawidzenia tego miasta potrzebował ledwie kilku chwil – choć nie cuchnęło jak Królewska Kloaka (Waters powinien w końcu przestać nazywać w podobny sposób stolicę – kilka razy wymknęło mu się to przy ojcu), nadal było zatłoczone i stanowczo zbyt głośne. Zadziwiające, ale w tułaczce po Wolnych Miastach najbardziej cenił te dni, które spędzali w drodze – mało istotne, czy był to statek, konie bądź rzeczne tratwy, byle dalej od wielkich skupisk ludzkich. Ojciec nie podzielał zdania Corlysa i niecierpliwił się, kiedy tylko podróż trwała dłużej, niż przewidywano – jak wszystko w życiu Maegora, tak i podjęta wyprawa miała być kolosalnym przedsięwzięciem, które pragnął zrealizować w jak najkrótszym czasie. Po dotarciu do murów Volantis natychmiast zniknął wraz ze swymi zausznikami w trzewiach miasta, pozostawiając bękarciego syna z tym, co akurat Corlys miał na sobie i obietnicą, że wkrótce zjawi się po niego Lucerys.
Waters pomyślał z – nieodmiennie cynicznym – rozbawieniem, że w Volantis obecnie znajduje się więcej Targaryenów, niż na Smoczej Skale; zaraz jednak odepchnął od siebie natrętne wspomnienie niegościnnej, skalistej wyspy, za którą oddałby pięć podobnych Volantis miast, i pozwolił, by gęsty tłum pociągnął go za sobą w stronę bramy. Nie znał języka w stopniu na tyle komunikatywnym, aby zrozumieć rozbrzmiewające wokół głosy – mało istotne jednak, w jakim zakątku świata aktualnie się przebywało, jak kontynenty długie i szerokie, wszystko kręciło się wokół pieniędzy. Handlarze zachwalali niewolników, niewolnicy zachwalali to, co nakazał sprzedawać im pan, a kurwy zachwalały siebie – Corlys wyłapywał i pojmował pojedyncze słowa z bękarciej siostry starovalyriańskiego, jednak znaczna większość pozostawała dla niego niezrozumiała… głównie dlatego, że mieszały się tu języki całego świata. Gdzieniegdzie padało słowo w mowie powszechnej, jednak przytłaczająca rzesza ludzi posługiwała się warknięciami, charkotem albo śpiewnymi sylabami, których Waters musiał wysłuchiwać z cierpliwością i pełną świadomością własnej bezradności. Fiołkowe spojrzenie przeczesywało tłum w poszukiwaniu jedynego wybawienia, na jakie Corlys mógł liczyć w obecnej chwili, jednak nim zdołało napotkać swój cel – wybawienie odnalazło Corlysa. W tamtym momencie nie było dla Watersa dźwięku bardziej przyjemnego i muzyki słodszej od głosu tego, kto mianował go kuzynem. Bękart bez trudu napotkał wzrokiem zbliżającego się Lucerysa oraz to, czym zechciał przybyć na miejsce spotkania – w piersi Corlysa jęła wzbierać salwa śmiechu, którą stłumił z największym trudem i przy sporych pokładach silnej woli.
Szukając Targaryena, to właśnie na to powinien zwracać uwagę – piękne lektyki, bogate zdobienia i woń, która wydawała się perfumami całego świata w porównaniu z osobliwym smrodem Watersa.
- Jedna złamana oś w kole i dwa padnięte konie. Coś, co mieści się w granicach normy okrucieństwa ojca i właściwego dla mnie pecha – po ustach bękarta przemknął cień uśmiechu, kiedy w ślad za Lucerysem wsunął się w przyjemny cień lektyki, pozostawiając z tyłu żar upalnego dnia, zupełnie obcych ludzi i nieznośny, niezrozumiały gwar rozmów. W milczeniu – czyli stanie właściwym swojej osobie – obserwował, jak Targaryen napełnia kielichy (nie ustępujące bogactwem pojazdowi) trunkiem i podaje jeden z nich Corlysowi, który – nadal milcząc – podziękował za poczęstunek skinieniem głowy. Jeśli coś można było stwierdzić z całkowitą pewnością, to fakt, że w tym duecie to Lucerys był tym, który mówi, Waters zaś tym, który słucha.
I pije, jeśli akurat jest okazja.
W kilku głębokich, przesyconych pragnieniem łykach bękart opróżnił kielich do połowy, nie do końca potrafiąc docenić głębię smaku, aromat i bukiet wina – miał proste podniebienie szukające prostych rozrywek, jeśli więc Lucerys uraczyłby go zwykłym, słomianym sikaczem, wypiłby go z równym smakiem.
- Braavos, Pentos, Myr. Ominęliśmy Lys i Tyrosh, niepokoje na Spornych Ziemiach – kolejne dwa, stanowcze łyki trunku i ciche westchnięcie ulgi, jaka spłynęła na Watersa – nie zdawał sobie sprawy z własnego pragnienia do momentu, w którym nie zaczął go gasić. Najpewniej trwałby w błogim milczeniu przez kilka kolejnych chwil, lecz – sam ganiąc się w myślach – uśmiechnął się w końcu do Lucerysa, odchylając nieznacznie głowę do tyłu.
- Dobrze cię widzieć w zdrowiu… i dostatku – kąciki ust bękarta drgnęły w wyrazie rozbawienia, kiedy otarł podwiniętym rękawem koszuli niewielką kropelkę potu błyszczącą na skroni. – Obawiałem się, że zarabiasz na utrzymanie wdziękami valyriańskiej urody, co niekoniecznie gwarantowałoby zdrowie, ale bez wątpienia odpowiednio wysokie dochody – tym razem uśmiech był jawny, szeroki, na swój sposób wyzywający. Żaden z nich nie musiał poczuwać się do obowiązku zachowania dworskich manier, zaś Corlys posiadał o tyle ułatwione zadanie, że niemal ich nie posiadał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Corlys Waters i Lucerys Targaryen   

Powrót do góry Go down
 

Corlys Waters i Lucerys Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rody Chorążych
» Daenerys Targaryen
» Arateris Targaryen i Daena Velaryon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-