a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Lelia Mallister i Lusya Rivers



 

 Lelia Mallister i Lusya Rivers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhall
Liczba postów :
8
Join date :
16/01/2016

PisanieTemat: Lelia Mallister i Lusya Rivers   Sro Lip 20, 2016 4:44 pm

Selwyn Tarth napisał:

Lelia Mallister i Lusya Rivers


    

Rok 261 AL
Dorzecze, gospoda na Królewskim Trakcie





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Harrenhall
Liczba postów :
8
Join date :
16/01/2016

PisanieTemat: Re: Lelia Mallister i Lusya Rivers   Sro Lip 20, 2016 5:20 pm

Minął ledwie rok.
Lusya bez większego zainteresowania obserwowała górze zalewane rzęsistym deszczem. Pogoda w Dorzeczu nie należała od kilku tygodni do najwspanialszych, podróż stała się więc mocno uciążliwa. Riversowa wcale nie miała zamiaru nigdzie z Harrenhall się wybierać, ale skoro sprawy nagliły, a ten cholerny kupiec od nowych draperii się spóźniał, to otrzymała zadanie. Słyszała rozmowy swojego pana ojca z dowódcą straży - miała wreszcie wyjść z żałoby, a stanie się to wtedy, gdy wreszcie znajdzie sobie jakieś zajęcie. Z jednej strony czuła, że powinna mu podziękować, bo nie wytrzymywała już w ciemnym i upiornym Harrenhall, z drugiej jednak wciąż miała mu za złe, że nie wysłał do tak błahej sprawy kogokolwiek innego. Na co komu nowe draperie? Temu cholernemu zamczysku już nic nie pomoże.
Jechali tak już od dłuższego czasu - w ciszy, słuchając jedynie parskania koni, syczącego pod kopytami błota i padającego deszczu. Wszystkie ubrania przesiąknęły wodą i zmieszanym zapachem mokrej sierści i skór. Lusya zdawała sobie sprawę, że jej straż oddałaby wiele za kufel piwa i dobrą zupę. Nie znała zbyt dobrze Królewskiego Traktu, ale syn starego zarządcy, Alvart, jeździł tędy wielokrotnie, załatwiając właśnie sprawy oscylujące wokół wyboru koloru draperii, ściągnięciu podatków lub kontroli ziem podległych lordowi Whentowi. Jego ojciec nie mógł już pozwolić sobie na takie wymarsze, zostawał więc w twierdzy i pilnował na bieżąco jej spraw.
Bękarcia córka lorda uznała, że chyba najwyższy czas na chwilę odpoczynku. Sama chętnie by coś przekąsiła, a znała mężczyzn i wiedziała, że gdyby mogli, to zatrzymywaliby się w każdej gospodzie, żeby ochłonąć i najlepiej wyżłopać całą beczkę ale. Popędziła Mursilisa i już wkrótce jechała bok w bok z rumakiem Alvarta.
Syn zarządcy miał około trzydziestu dni imienia. Był postawny, miał solidną szczękę i paskudną szramę przebiegającą przez całą twarz. Niektórzy mówili, że była ona pamiątką po ratowaniu jednego z kupców na trakcie, inni zaś utrzymywali, że młody Alvart zbyt chętnie zabawiał się z dziewką jednego ze służących i dostał nauczkę. Sprawa nigdy nie została wyjaśniona, ale doskonale funkcjonowała w formie legendy i nikt nie zamierzał jej sprawdzać. Sam Alvart milczał jak grób, nie chcąc wspominać okoliczności, w jakich dorobił się szpecącej blizny. Mysie włosy, ukryte teraz pod kapturem, przykleiły się do czoła, stanowiąc jakąś formę ochrony przed deszczem lub stanowiąc kolejny irytujący element obrzydliwej pogody.
- Chyba najwyższy czas znaleźć miejsce, w którym będziemy mogli odpocząć - powiedziała spokojnie, obserwując niemrawe reakcje mężczyzny. Alvart podniósł głowę, rozejrzał się i kwaśno odpowiedział:
- Najbliższa gospoda znajduje się w promieniu kilku mil, pani. Jeśli przyspieszymy, powinniśmy dojechać do niej przed wieczorem.
Lusya pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Sądzę, że wszyscy chcemy trafić tam przed wieczorem - odparła. Zacmokała i popędziła wałacha piętami, a ten ruszył szybkim kłusem przed siebie. Słyszała jeszcze, jak Alvart krzyczy do drużyny, a zgromadzeni w niej mężczyźni odkrzyknęli gromko, z nutą radości przemieszanej ze zmęczeniem.

Wedle obietnicy, do gospody "Pod Rudą Szkapą" zawitali tuż przed zmrokiem. Budynek był wypełniony gośćmi przemierzającymi trakt. Być może wśród nich odnajdzie się spóźniony kupiec? Lusya błagała w myślach Siedmiu o taką możliwość. Im szybciej załatwią sprawę draperii, tym szybciej wrócą do Harrenhall. Tylko co potem? Znów będzie całymi dniami wyszywała i czytała? Czasem odmiana w postaci podróży była przyjemna, ale z pewnością nie w taką pogodę. Kiedy mężczyźni odprowadzili konie, Alvart podszedł do gospodarza i zaczął się z nim o coś ostro wykłócać. Rivers ściągnęła brwi, słysząc urywki rozmowy i ruszyła w kierunku mężczyzn.
- Alvarcie, co się stało? - spytała stanowczo, mierząc gospodarza wzrokiem. Jej aktualny podwładny westchnął ciężko i rozwiał wątpliwości kobiety:
- Mówi, że nie ma już dla nas miejsca, chyba że w sali wspólnej. Dzisiejsza pogoda spędziła tu chyba pół Dorzecza.
Wydawał się być mocno zrezygnowany, ale Lusya rozumiała, o co mogło mu chodzić.
- Nie potrzebujemy osobnych pokoi. Śpijmy w sali wspólnej, skoro nie ma innego miejsca - odparła spokojnie.
- Pani, ale... to nie wypada - jęknął Alvart, jednak kobieta uciszyła go ruchem dłoni.
- Ile będzie nas to kosztowało? Prosiłabym również o strawę i piwo dla mojej drużyny - rzuciła, po czym odwróciła się, wiedząc, że resztę spraw załatwi już Alvart. Jej ludzie znaleźli już miejsce w kącie gospody, postanowiła więc do nich dołączyć, obserwując zgromadzone towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze - Seagard
Liczba postów :
92
Join date :
25/05/2016

PisanieTemat: Re: Lelia Mallister i Lusya Rivers   Czw Lip 21, 2016 2:11 am

Kopyta uderzały z zapamiętaniem o ziemie, zapadając się w wilgotnej ziemi, rozbryzgując na boki błoto zewsząd ich otaczające. Miarowo i rytmicznie, pozwalały podkowom nurzać się w przydrożnych kałużach, gnieść kwiecie uginające się pod ciężarem chłodnych kropel. Serce przy tym trzepotało szaleńczo w piersi, niczym ptak który po wielu latach zniewolenia wreszcie miał szansę  zakosztować umiłowanej wolności. Śmiała się. Nie potrafiła tego czynić inaczej niż w sposób głośny oraz szczery. Upijała się nieokiełznanym wiatrem przesyconym zapachem deszczu i mokrej skóry, krzyczącym głośno do jej ucha kiedy poddawała się dzikiemu pędowi. Nawet jeśli niebo miało zwalić się jej na głowę, a zwiastowały to ciężkie ołowiane chmury skrywające pod swą milczącą, gniewną powłoką słodki błękit poranka, to nie potrafiłaby ujarzmić własnej radości. Ta zdawała się wręcz ją wypełniać, zaklęta w każdym elemencie składającym się na Lelię, wyśpiewywała prawdziwe peany dla chwili obecnej. Śpiewały ją oczy, czarne i nieprzeniknione które lśniły wewnętrznym blaskiem, policzki zwykle blade teraz rozkosznie zaczerwienione, a nawet różane usta wykrzywione w szerokim uśmiechu gdzie zwykle przyszło każdemu spoglądać na grymas wyrażający jedynie znudzenie. Chciała wykrzyczeć swe szczęście, ten zryw pozytywnych emocji który nie definiował jej jako jedną z rodu Mallister, bratanicę lorda. Nie, ona po prostu była i właśnie tym się radowała, dlatego też każdy powinien o tym wiedzieć. Szczęście jednak ma to do siebie, iż nie daje się nikomu doń przyzwyczaić, ucieka w sposób tak nieoczekiwany iż pragnie się go jeszcze bardziej. Koniec nadszedł niespodziewanie, pod postacią jeźdźca dosiadającego siwego ogiera o twarzy oszpeconej, acz miłej sercu młodej lady. Zaskakująco drobne ręce o śmiesznie cienkich nadgarstkach pociągnęły lekko za wodze, uda zacisnęły się na bokach Szarlotki a czuła na każdy, nawet najlżejszy dotyk kasztanka, niemal natychmiast z galopu przeszła w kłus.
- Panienko, proszę nie znikać z naszych oczu - Conchen od zawsze potrafił w umiejętny sposób przekształcić zwyczajowe `to niebezpieczne`, czy `nie powinna panienka tego robić w nienatarczywe słowa, ubrane w niemą prośbę - Większość z nas pozbawiona jest takiej swobody - dodał szczerząc zdrowe zęby w uśmiechu. Ptaszyna niemalże parsknęła śmiechem słysząc to, doskonale zdając sobie sprawę iż jedenastu pozostałych strażników, musiało trzymać pieczę nad karetą wiozącą osobistą służkę panienki Mallister oraz dosyć pulchną septe. Septę, która od dobrych kilkudziesięciu mil wystawiała przez okno rękę machającą zażarcie białą chustą i wydzierającą się na cały głos `Tak nie wypada! Tak nie wypada panienko!`, kiedy tylko Lelek pozwoliła sobie pognać przed siebie klacz przy ówczesnej aprobacie Marka i samego Conchena.
- Ach, to z lęku przed deszczem - oświadczyła, chichocząc przy tym. Głos miała delikatny a zarazem dźwięczny, taki który zdawałoby się nigdy nie zamęczyłby swego rozmówcy, a już prędzej pozwolił myślom utonąć w słowach przez nią wypowiadanych. Lelia była z niego dumna, a warto wspomnieć że dziewczyna - czy raczej dziewczynka, jak zjadliwie rzekłaby septa Vevina - nie miała zbyt wielu powodów do dumy. Mallisterowskie dzikie dziecko znane ze swego nieokrzesania oraz braku dziewczęcego uroku, było ostatnimi czasy krytykowane wyjątkowo często, dlatego też tak żywiołowo zareagowała na brak uszczypliwych spojrzeń wlepionych w jej zgarbione plecy. Riverrun pozostało już dawno za nimi i chociaż ciemnowłosej będzie doskwierała tęsknota za Lorelay, bratanicą Lorda Tully to nie żałowała opuszczenia murów zamku.
- Deszczem, powiada panienka? W takim razie dobrze się składa, późnym południem dotrzemy do karczmy gdzie przeczekamy najgorsze ulewy - zapewnił blondyn, uśmiechając się szerzej na dźwięk ucieszonego pisku czternastolatki. Każda noc w gospodzie była traktowana przez młodziutką i naiwną Lelie niczym ogromna przygoda, a możliwość obserwacji osób z różnych warstw społecznych tylko to wrażenie potęgowała. I Conchen całym swoim sercem, które zdążyło już zakosztować goryczy pragnął, by tylko takich przygód doświadczała ta jego panienka. Bo każda wielka przygoda niesie ze sobą smutek. Konie poruszały się równo i na tyle wolno, by reszta zziębniętego orszaku odziana w tabardy z herbem Mallisterów mogła ich dogonić, z daleka ogłaszając swe przybycie ochrypłym `Tak nie wypada!`.

Czarnowłosa Faywyn z cmoknięciem wyrażającym szczerą dezaprobatę, rozczesywała grzebieniem miękkie pukle powstałe pod wpływem wilgoci. Ich głęboki, ciemny brąz mógłby wzbudzać szczery podziw gdyby nie został od udekorowany licznymi pasmami barwy miodu, co było efektem zbyt częstego przebywania na słońcu. Przedziwny i niepowtarzalny, wybitnie nieatrakcyjny. Lelia wierci się na krześle zniecierpliwiona, co i rusz rzucając krótkie spojrzenie w stronę drzwi do ich wynajętego pokoju. Od kilku godzin przebywała w gospodzie `Pod Rudą Szkapą`, zażywając kąpieli oraz rozgrzewając się kubkiem naparu ziołowego. Ponieważ panience z dobrego domu nie wypadało dzień cały siedzieć pośród zwykłego ludu, musiała czekać na sygnał któregoś ze strażników zapraszających ją na wieczerze. Pragnęła zejść na dół w swym stroju do konnej jazdy, nawet jeśli był mokry i brudny od trudów podróży, to i tak częściowo pozwoliłby się jej wtopić w tłum. Na jej nieszczęście, septa Vevina stanowczo odrzuciła jej pomysł nakazując jej założyć nieprzyzwoicie strojną suknie tak bardzo nie pasującą do mizernej urody Lelka i kłócącej się z otoczeniem. I tylko dzięki Faywyn, mądrej i sprytnej Faywyn zaprowadzono kompromis nie krzywdzący żadnej ze stron. Służka upięła delikatnie włosy w misternym koczku, starając się jednak by kilka niesfornych kosmyków okalało twarz jej pani, dzięki czemu powaga fryzury zostanie zrównoważona naturalną figlarnością. Odsunęła się od niej o krok i głową skinęła, a Siedmiu wreszcie odpowiedziało na prośby młódki. Mark o włosach równie czarnych co jego siostry bliźniaczki, ostrożnie zapukał do drzwi oznajmiając iż kolacja już na nią czeka co potwierdzało oburzone parsknięcie septy. Mallisterówna aż podskoczyła, stając na równe nogi poprawiła niedbałym gestem suknie i prędkim krokiem dołączyła do swych opiekunów. Towarzyszący jej jeźdźcy zostali umieszczeni przy długim stole, którego środkowe miejsca pozostawały puste, należące do niewiast. Przy eskorcie Marka oraz Conchena udała się w ich stronę, nie przestając się rozglądać w niemym zachwycie.
Wszystko było takie, takie...ekscytujące i nowe!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Lelia Mallister i Lusya Rivers   

Powrót do góry Go down
 

Lelia Mallister i Lusya Rivers

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Trevet Mallister
» Kronika domu Mallister

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-