a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Aliser Lannister



 

 Aliser Lannister

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Aliser Lannister   Czw Lip 14, 2016 1:21 am


ALISER LANNISTERr










Wiek:
21 DNI IMIENIA
Miejsce urodzenia:
CASTERLY ROCK
Ród:
LANNISTER
Stanowisko:
NAJMŁODSZY WNUK LORDA

Aparycja

"Lew stający do walki musi wyglądać tak, by budził respekt wśród wrogów i swym majestatem wznosił serca sprzymierzeńców. Jego ryk bez odpowiedniej prezencji będzie li tylko irytującym skrzekiem. " - Takie właśnie słowa usłyszał Aliser, gdy odwiedził kuźnię, gdzie wykuwano dla niego nową zbroję. Tę, której wciąż używa gdy staje pod lannisterskim sztandarem na polu bitwy bądź w turniejowych szrankach: pozłacana z naramiennikami na których widniały głowy lwów z szeroko otwartymi pyskami oraz wyróżniający się barwą bogato zdobiony burgundowy napierśnik. Obraz dopełnia karmazynowa peleryna o złotych krawędziach. Już po samej zbroi Alisera można bez problemu rozpoznać, a ułatwienie przychodzi ze strony samego Lannistera, który hełm zakłada dopiero wtedy, gdy pewne jest, że musi osobiście stanąć do walki. Zbroja jest dobrze dopasowana, zresztą wykonana specjalnie dla niego. Rycerz osobiście czuwał nad tym, by wszystko było zgodne z jego oczekiwaniami. W efekcie powstał pancerz, który nie daje najlepszej ochrony, w zamian Aliser zyskał całkiem przyzwoitą swobodę ruchów.  Nienawidził gdy coś go ograniczało.
Od ochrony miał zresztą trójkątną tarczę z herbem rodowym oraz lannisterskich strażników. Nie zapominajmy też, że czasem najlepszą obroną jest właśnie a tak, a do tego Aliser miał swój miecz. Prosty, jednoręczny z taszką przypominającym o przynależności rodowej posiadacza, prosty, szerszym u końców pozłacanym jelcem, rękojeścią owiniętą barwioną na szkarłat skórą oraz złotą głowicą w kształcie głowy lwa. Nosił go w szkarłatne pochwie, przy boku.
Korzystał jednak i z dłuższego, długiego miecza o prostym jelcu, owalnej głowicy i rękojeści owiniętej tą samą skórą co pierwsze ostrze. Był o wiele prostszy, noszony przy końskim siodle.
Do obrony ma także dwa sztylety, rzadko jednak używając obu na raz. Jeden z nich, dłuższy i pięknie zdobiony tworzy parę dla jednoręcznego miecza i zabierany jest do każdej bitwy, drugi niepozorna mizerykordia chowana jest w cholewie buta, pod płaszczem, czy w wśród aksamitów i ma zapewnić mu ochronę przed nieoczekiwanym.

Oczywiście Lew wchodzący na uroczysty bal jakiegoś lorda w pełnym rynsztunku, czy chociażby jedzący tak kolację, wzbudziłby raczej śmiech niźli trwogę. Aliser częściej ma więc na sobie strój z drogich tkanin, które ceni za ich wytrzymałość i jakość. Daleko mu jednak do damy i rzadko przejmuje się nad krojem ubrań, czy starannym i misternym dopasowaniem detali do całości. Jedynie barwy zyskują jego większe zainteresowanie. Dba o to, by większa część jego garderoby była szmaragdowa - bądź w innym odcieniu zieleni, szkarłatna - czasem też burgundowa, a resztę okazjonalnie zapełniły inne kolory poza czernią i bielą, które toleruje jedynie w drobnych dodatkach. Nie jest tajemnicą, że nie nadaje biżuterii wielkiego znaczenia, lecz tutaj trzeba pójść o krok dalej - on jej wręcz unika. Nosi tylko to co jest - jego zdaniem - niezbędne, a więc złoty pierścień herbowy Lannisterów noszony na palcu serdecznym lewej dłoni.

Wszystko dotychczas powiedziane ma charakter ulotny. Nawet najbarwniejsze stroje nie służą wiecznie, a i zbroja kiedyś ulegnie zużyciu bądź też zostanie wymieniona na inną. Za każdym razem będzie skrywać tego samego Lannistera o wszystkich charakterystycznych dla tej rodziny cechach: złocistych włosach średniej długości, kręcące się przy końcówkach oraz małe ciemnozielone oczy. Z cech wyróżniających go od innych członów rodziny, czy raczej z cech, których suma składa się na indywidualność Alisera wymienić należy: wysokie czoło wyeksponowane przez fryzurę, w której zrezygnowano z grzywki; mocno zarysowaną linię brwi, nieco ciemniejszych niż włosy; nieduży, prosty nos; wyraziste kości policzkowe, małe usta oraz - przynajmniej zazwyczaj - krótki zarost.
Aliser jest mężczyzną wysokim, mierzącym prawie sto osiemdziesiąt centymetrów o wyprostowanej, raczej szczupłej sylwetce i silnych, jak na rycerza przystało, ramionach. Kroki stawia pewnie, a głowę ma wyprostowaną. Nawet gdyby nie przypominał tak bardzo innych członków rodziny, każdy poznałby w nim jednego z możnych Westeros. Może wydawać się nawet nieco oschły, nawet mimo często goszczącego na jego ustach uśmiechu, a to za sprawą nazbyt skąpej wylewności.
W czasach gdy był giermkiem Aliser często - w żartach - nazywany był  Skałą Lannisterów. Oczywiście w tym żartobliwym mianie sporo jest przesady, Aliser jak niemal każdy potrafi się śmiać, płakać, wpadać w gniew. Tylko z pozoru emocje rozbijają się na nim jak fale na klifach, w rzeczywistości trzyma je dla siebie i o wiele więcej nim życzliwości współczucia, ale też zawiści, czy gniewu niż mogłoby się komukolwiek wydawać.



Biografia


Urodził się w Casterly Rock, niezdobytej twierdzy od dawna należącej do jego rodziny, w spokojnych czasach. Dzieciństwo Alisera było zresztą nadzwyczaj spokojne. Nie wiedział o burzach nad Westeros, był zbyt młody, a świat zbyt barwny. Rycerze byli dla maleńkich oczu niemal aniołami w lśniących zbrojach i z towarzyszącymi im chorągwiami. Widok z zamkowych murów był majestatyczny, a rozbijające się o brzeg spienione fale - urzekające. Wszystko to fascynowało Alisera u początku jego życia i nie mógł się napatrzeć. Był przeto dzieckiem nieznośnym, jakby karzącym świat za to, że dał mu błogie dzieciństwo. Nienawidził siedzieć w miejscu. Żądał by go nosić, nim nauczył się chodzić, a później sam podejmował próby wędrówki po zamku, nie zdając sobie sprawy z ryzyka. Wtedy też pozwalał świat usłyszeć swój krzyk - nie znając, nie rozumiejąc wtedy jeszcze rodowej dewizy - wściekły, że mu przeszkodzono. Co więcej z czasem poczuł potrzebę osobistej eksploracji, krzyczał i wtedy gdy podróże musiał spędzić na rękach.

Z czasem stał się chłopcem. Cechy, które wcześniej przysparzały zmartwień okazały się poniekąd błogosławieństwem. Wystarczyło tylko nabranie przez Alisera samodzielności na jaką nie stać niemowlaka, a jaka cechuje starsze dzieci. Wciąż potrzebował poznawać każdy zakamarek rodowej twierdzy, teraz jednak potrafił ustać na nogach i miał świadomość czego lepiej nie dotykać, a nadto służba przyzwyczaiła się do tego, że trzeba mieć na niego oko. Oczywiście to wszystko przyszło z wiekiem. Z początku nie było mowy o braku opiekuna, jeśli już gdzieś szedł musiał mieć kogoś przy sobie. Nie czuł się jednak tą obecnością związany. Dorosły mógł go podnieść, by mógł spojrzeć przez blanki , by móc patrzeć ponad głowami tłumu, a przede wszystkim mógł odpowiadać na pytania. Coraz bieglej posługujący się mową Aliser wręcz nadużywał tego narzędzia.

Nie przestał być chłopcem, gdy otrzymał swój pierwszy miecz, a raczej mieczyk. Drewnianą zabawkę obłożoną skórą, dzięki której poczuł się jak prawdziwy rycerz. Nie szkolono go jeszcze w walce, był na razie za mały. W żadnym razie nie była to broń ćwiczebna, a li tylko zabawka. Co nie oznacza, że już wtedy nie starano się go przygotować do późniejszej nauki. Jedno z takich zdarzeń szczególnie zapadło mu w pamięć.  Czy może utkwiło w jego pamięci jako jedno z niewielu wspomnień z tego okresu? Pamiętał siebie przytulającego miecz i krzyczącego do Lorda Lannister: "Nie dam, chce sam!" Wydzierającego się nań przy swoich braciach, zebranych na dziedzińcu zbrojnych, a nawet przy rycerzu dorzecza, który był w tym czasie w odwiedzinach w Casterly Rock. I później śmiech. Wbuch radości, który Aliser zrozumiał dopiero wiele lat później, gdy wracał do tego wydarzenia, do chwili gdy Lord chciał pokazać młodemu pokoleniu Lannisterów jak trzymać miecz.

Młodość Alisera to jednak nie tylko zabawy, lecz i nauka. Bardzo szybko zaczął czytać, a wkrótce później i pisać. Słuchał opowieści o minionych czasach i miejscowych legend, a czasem i tych z odległych krain, gdy akurat była ku temu okazja. Z czasem również rozpoczął naukę szermierki. Do tego czasu w końcu dał sobie pokazać jak trzymać miecz, nawet machał nim trochę razem z braćmi, zwykle obrywając od nich. Z zapałem poznawał wszystko co nowe, lecz mimo tego świat stawał się coraz mniej barwny. Chłopiec zaczął dostrzegać problemy. Zmartwienie, smutek - zupełnie inny od jego dziecięcej złości. Nie tylko wśród członków rodziny, a też - a może przede wszystkim - wśród zamkowej służby, czy jeszcze lichszych poddanych.  Czasem nawet rozmyślał jak może wszystkim pomóc, czasem nawet próbował o tym rozmawiać. Ostatecznie jednak nie znalazł dla swych paternalistycznych zapędów zrozumienia.

Im więcej żył, tym lepiej rozumiał otaczający go świat, głównie za sprawą własnej żądzy poznania i ciekawości. Choć uczyli go Ci sami ludzie, którzy mieli przygotować do rządzenia dziedzica rodu, to nie przykładali do Alisera takiej wagi. Był zbyt daleko w kolejce do tytułu Lorda, by być branym pod uwagę, a zbyt liczni Lannisterowie przed nim wciąż żyli. To jednak nie jedyny powód. Trzeba również zaznaczyć, że zawsze chciał wiedzieć więcej niż mu wiedzieć pozwalano. Nieraz ryzykował wymykając się z łóżka, by próbować podsłuchać przeciągające się debaty. Czasem nawet udało mu się nie zostać złapanym.  Z początku był za to ganiony, z czasem jednak pozwalano mu przysłuchiwać się, choć pod warunkiem milczenia.
Chciał więcej także w pojedynkach. Nie wystarczył mu już jeden przeciwnik. Nie zawsze potrafił pokonać nawet samotnego oponenta, lecz walczył już na tyle dobrze, że wytrącenie mu z ręki miecza nie było dziecinną igraszką. Zawsze tłumaczył to tym, że przecież w boju przeciwnicy nie będą uczciwie stać z boku i patrzeć. W rzeczywistości jednak wierzył, że dzięki temu będzie lepszy. Jego wiary nie złamało nawet to, że minęły długie tygodnie nim drewniane miecze przestały uderzać w jego ciało w kilka chwil po rozpoczęciu takiego "pojedynku". Nie zrażało go to. Wprost przeciwnie, wierzył, że każda porażka pozwoli mu na lekcję, dzięki której w przyszłości nie poniesie ich więcej. Także w uczciwych pojedynkach - jeden na jeden - gardził tymi, których bez problemu był w stanie pokonać. Chciał mierzyć się z lepszymi od siebie.

W końcu też został giermkiem, zaczął podróżować po świecie. Odwiedzał dwory wszystkich krain Westeros, poznał wielu tamtejszych rycerzy, dam i Lordów. Początkowy zachwyt nad błyszcząćymi pancerzami i proporcami powiewającymi na kopiach turniejowych, właściwy dla dziecka, zaczął ustępować chłodnej prawdzie. Już wcześniej dostrzegał istnienie w świecie zła, lecz dopiero teraz zrozumiał ile sami ludzie go powodują. Długo jednak zajęło mu nim w końcu przyjął tę prawdę. Gdy jednak jeden z lordów nakazał zabić wolnego rycerza, który zbytnio zbliżył się do jego córki, to porzucił już wszelkie wątpliwości. Nie wiedział, czy wyrok został wykonany. Nie mógł przecież stać przy komnatach Lorda i korzystać dłużej z tego, że ten wpadłszy w gniew zapomniał o dyskrecji. Poszedł dalej. Prze tę i wiele innych podobnych sytuacji zaczął poznawać to, co dotąd było dla niego tylko niegodnym występkiem. Coś czego w Casterly Rock nie dostrzegał, póki nie wrócił do domu jako rycerz.  Podstęp, zakulisowe działania tak różne od honorowej bitwy, gdy twarzą w twarz stoją dwie armię, czy pojedynków rycerskich. W większe zdziwienie wprawiło go jednak, że nikt nie gani samych metod. W zemście za otrutego dziedzica stawała jego rodzina i jej sprzymierzeńcy. Nikogo nie oburzała zdrada, gdy dokonywana była na jej korzyść.
Aliser zrozumiał to wszystko i postanowił się dostosować. Zrozumiał rozbawienie na twarzach rozbawionych możnych, gdy jako niedoświadczony giermek mówił o honorze, czy rycerskim etosie. Przestał wierzyć w wielkie ideały, poza jednym. "Rodzina jest najważniejsza" - mawiano do niego wielokrotnie, przypominano przy każdej okazji, wznoszono toasty.  

Szczególnie w pamięci Aliserowi utkwił ostatni jak dotąd turniej, w którym brał udział i pierwszy, na którym miał stanąć w szranki. Był to drobny turniej jednego z lenników Lorda Lannistera z okazji małżeństwa dziedzica zamku. Przybyli na niego głównie szlachetni Zachodu, lecz było i kilku Dorzeczan i ludzi z Włości Korony. Tego dnia niebo było zachmurzone, rano nawet kilka błyskawic przecięło niebo nad pobliskimi wzgórzami. Trybuny dla widzów rozłożono na polach pod zamkiem, który był zbyt lichy by pomieścić w sobie prawie trzydziestu rycerzy ze świtami, często zbyt licznymi.  
Lannister jak przedstawiciel suzerena był traktowany ze wszystkimi honorami. Dostał komnatę w jednej z zamkowych wież, a wraz z nimi przybyli z nim ludzie, w przeciwieństwie do większości, którzy rozłożyli namioty nieopodal pola turniejowego. Jeszcze rano stał na blankach i przypatrywał się ludziom w dole, wyobrażając sobie, że tak właśnie wygląda prawdziwa bitwa. Bardzo niezorganizowana to jednak była armia. Gdzieś w dole koń wpadł na jeden z namiotów, przewracając go na głowy znajdujących się w środku. Silny wiatr wiejący od wschodu poprzewracał część z chorągwi wbitych w ziemię przed namiotami, przez co nie sposób było rozpoznać kto gdzie znalazł swój kawałek ziemi. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury gdzieniegdzie, nigdy jednak nie dość, by oświetlić barwne tkaniny i odbijać się w pancerzach. Aliser widział wiele piękniejszych, lepiej zorganizowanych turniejów, lecz ten był pierwszym, w którym walczył.
Nie mógł jednak patrzeć zbyt długo, musiał ubrać swoją zbroję, dosiąść konia i wyjechać.  Miał w trzecim starciu stanąć naprzeciw młodzikowi z Dorzecza, młodszemu od niego o trzy lata. Obrócił się i tylko kątem oka zauważył jeźdźców, którzy pędem wypadli z lasu i kierowali się ku obozowi.
- Spóźnialscy - Skomentował tylko w myślach i ostrożnie zszedł po stromych, kamiennych schodach na niższe poziomy wieży.

Wyjechał z bramy zamku i ze zdziwieniem stwierdził, że prawie trzecia część obozu nagle gdzieś zniknęła. Wstrzymał swojego konia przed dalszą jazdą. Nie widział żadnych znanych mu herbów Dorzecza, lecz w przeciwieństwie do tych z Zachodu, nie znał większości. Nigdzie jednak nie dostrzegł proporca swojego oponenta. Dobrze go pamiętał, lecz  miejscu gdzie wczoraj stał jego namiot dziś było tylko puste pole z wydeptaną trawą. Później dowiedział się, że Riverrun wezwało swych ludzi i dlatego musieli opuścić turniej, a Aliser mierzyć się będzie z zupełnie innym przeciwnikiem. Bardziej myślał teraz o przyczynie zwołanie lenników Dorzecza, lecz tę poznał dopiero kilka dni później, gdy zjawił się w Casterly Rock.

Jak szło mu w szrankach? Początkowo wysadził trzech rycerzy z siodła, dwóch z nich w pierwszej szarży. W końcu jednak znalazł się lepszy od niego. Dzięki szczęściu lub umiejętnościom jego oponent wykorzystał ten krótki moment, w której tarcza na chwilę opada mimowolnie przez cwał konia i uderzył końcem tępej kopii turniejowej malowanej w niebieskie i zielone pasy w bark Lannistera. Ten nie był przygotowany na to, zachwiał się i gdyby był bardziej doświadczonym żołnierzem może utrzymałby się w siodle.  Nie wyuczył w sobie jednak jeszcze odruchów i zsunął się z wierzchowca spadając na plecy, na udeptaną glebę. Poczuł na policzku coś mokrego. Kropla deszczu. Po chwili kolejna, gdy czując w plecach ból, podnosił się wolno. Spojrzał na swojego konia, który straciwszy jeźdźca zatrzymał się.  Ktoś podał mu dłoń w stalowej rękawicy. Jego oponent przyszedł mu pomóc. Był znacznie od niego starszy, nie miał już hełmu i mógł zobaczyć jego częściowo pozbawioną włosów głowę i liczne zmarszczki na twarzy. Pomoc jednak przyjął, rzucił mu nawet gratulacjami, choć później nie mógł sobie przypomnieć co powiedział. Pamiętał tylko jak ziemia stawała się coraz bardziej wilgotna, a deszcz dzwonił o jego hełm coraz mocniej.

Gospodarz postanowił przerwać turniej z powodu złej pogody. Choć Aliser już odpadł, postanowił zostać. Przegrał, chciał stamtąd uciec, lecz był Lannisterem. Na uczcie, którą wyprawiono dla najznamienitszych na zamku nie bawiły go błazny, a jedzenie niespecjalnie mu smakowało. Wszystko to jednak zrzucił na nieoczekiwane zniknięcie Dorzeczan. W istocie zawsze miał w sobie więcej ambicji, niż możliwości. W jego głowie zawsze były rzeczy wielkie. Chciał wzbudzić podziw wszystkich na swoim pierwszym turnieju. Zresztą miał szansę. Pod zamek nie przybyły najlepsze miecze Królestwa, w większości to młodzi - żółtodzioby jak i on - czy Ci, którzy na wielkich turniejach nie widzieli żadnych szans dla siebie. Wraz z wypitym winem zapominał jednak o swych zmartwieniach, a następnego dnia zaczął nawet żartować z gospodarzem, zajmując honorowe miejsce w jego loży. Nie został jednak dłużej niż to było konieczne. Kolejnego dnia ze wschodem słońca, wraz z całą świtą wyruszył do Casterly Rock.

Gdy przyjechał do domu od razu ruszył do Lorda, lecz tam usłyszał tylko jedno słowo, które przyćmiło całkowicie wszystkie wspomnienia z turnieju, sprawiło że stały się liche jak mała ptaszyna wobec smoka: "Wojna".
Aliser walczył zarówno przeciwko Dorzeczu pod murami Riverrun, jak i później, gdy na Zachód napadli Greyjoyowie. Z początku nie odgrywał zbyt znaczącej roli, mimo że był rycerzem czuł się bardziej jak giermek Lorda Lannistera. W końcu jednak objął dowództwo nad swoimi własnymi ludźmi, nad prawą flanką. Wykonał powierzone mu zadanie, a wkrótce, dzięki przybyciu armii Doliny szala zwycięstwa przechyliła się na stronę Zachodu. Wtedy też dostał inne zadanie.

Wojsko zebrało się i wyruszyło na północ, pozostawiając jedynie garnizony strzegące miast. Zachęciło to licznych rozbójników do wzmożenia swych działań. Jeden z traktów biegnących przez las stał się tak niebezpieczny, że nawet dobrze uzbrojone karawany kupieckie bały się z niego korzystać i nadkładały trzech dni drogi, by górskim szlakiem dotrzeć do celu. Trzeba było coś z tym zrobić. Otrzymał więc pół setki jeźdźców i dwa razy tyle piechoty od Lorda i miał rozprawić się z rabusiami.

Najtrudniejsze nie było jednak zwycięstwo. Aliser zrozumiał to bardzo szybko. Wyzwaniem było odnalezienie swojego przeciwnika. Los chciał jednak by to on odnalazł pierwszy lannisterski oddział. Tak jak wtedy gdy przegrał turniej niebo pokryte było gęstą warstwą chmur. Co niektórzy żołnierze wyciągnęli i zapalili nawet pochodnie, by rozwiać półmrok. Razem z Aliserem jechało dziesięciu rycerzy i około trzydziestu pieszych, patrolowali las już trzeci dzień i wszystko wskazywało, że nikogo nie uda się znaleźć. Żeby wtedy Lannister wiedział jakim był głupcem, jak błądził we mgle wystawiając się na atak. Nawet jednak nie spostrzegł gdy ten nadszedł. Nie od razu. Strzała przemknęła mu przed oczyma, a on obrócił mimowolnie głowę szukając tego co o cal minęło jego nos. Nawet przez chwilę nie pomyślał, że uniknął śmierci. Dopiero gdy z uśmiechem na twarzy obrócił się, by znów spojrzeć na drogę ujrzał jak jeden z jego jeźdźców spada z konia trafiony strzałą. Wykrzyczał komendę: "Z koni!", samemu zeskakując z wierzchowca i dobywając z pochwy swój miecz. Starał się zorganizować swój oddział, było jednak za późno. Napastnicy zniknęli tak szybko, jak się pojawili. Zdążył tylko krzyknąć do swoich ludzi by zaniechali pościgu. Miał na tyle zdrowego rozsądku, by nie pchać żołnierzy w pułapkę. Zbyt szybko się wycofali. Kazał wystawić straże na granicy traktu i ocenić straty.

Tego dnia stracił trzech ludzi, dwóch z nich nie usłuchało jego rozkazu i ruszyło w pogoń. Nie miał pojęcia co się z nimi stało, zapewne zginęli. Ci przeklęci bandyci znali te tereny, jak się później okazało stracił pięciu kolejnych na sidłach i wilczych dołach  rozsianych po lesie. Zapamiętał jednak dobrze rozmowę jaką przeprowadził z jednym ze swych konnych, gdy ten rzekł do niego:
- Panie, czy to nie dziwne, że zaatakowali nas, chociaż nie mieli szans wygrać? Widziałem nie więcej niż dziesięciu, może z dwudziestu ich było. Nie mieli dobrej broni i zbroi, a mimo to zaatakowali.
Odpowiedź ze strony Alisera nie padła od razu. Z początku bardziej był przejęty stratami, które nim zostały oszacowane wydawały mu się ogromne. Ostatecznie skończyło się jednak na siedmiu rannych i wspomnianej już liczbie zabitych. Dopiero w drodze podjechał do żołdaka i odpowiedział.
- Myślałem o tym co powiedziałeś. Może się pomylili? Nie wiedzieli, że mają przeciwko sobie silnie uzbrojony oddział? Jednak przecież to oni zaatakowali, oni widzieli nas pierwsi. Coś mi tu nie odpowiada.
- Nie jestem pewien, ale możliwe, że te szczwane lisy chciały nam pokazać, że się nas nie boją, że to jest ich las lwi ryk tu nic nie znaczy. Ostatecznie też choć lew bez problemu pokona lisa, to ten jest podstępny i może go szarpać, doskakiwać, gdy ten się odwróci i zmykać nim zareaguje. Nawet lew może paść ze zmęczenia i chyba to właśnie jest ich cel.
Słowa jeźdźcy nakazały Lannisterowi obrać inną taktykę. Nie wiedział jeszcze na ile są one zgodne z prawdą, lecz brzmiały sensownie, a dobry dowódca winien słuchać dobrych rad. Rozbił obóz i kazał go ufortyfikować. Palisada z okolicznych drzew poszerzyła tylko polanę, na której dodatkowo rozpalono pochodnie, by nikt nie mógł się zakraść niespostrzeżenie. Wysyłał silne patrole na zwiady, lecz błądziły po omacku. Piątego dnia postanowił zaprzestać wysyłania swych ludzi w puszczę. Myślał nawet o sprowadzeniu kogoś, kto zna dobrze te lasy, lecz najbliżsi lordowie, którzy tu polowali byli teraz na północy i walczyli z wyspiarzami. Może już wygrali? Nie miał żadnych wieści, lecz skąd miałby je brać w środku dziczy?

Nieoczekiwanie wybawienie przyszło z nieoczekiwanej strony. Jego żołnierze zatrzymali jedną z karawan i skierowali do obozu. Kapitan myślał o daniu jej dodatkowej ochrony, twierdząc, że jedenastu ludzi to zbyt mało. To była jednak dla Alisera szansa na uknucie własnego podstępu. Rozładował dwa wozy i ukrył w nich swoich ludzi, jedenastu ochroniarzy wymienił na swoich pięciu piechociarzy. W tym wszystkim miał jeden cel. Oczywistym było, że jak tylko jego wróg dowie się o fortelu to rzuci się do ucieczki i wykorzysta znajomość lasu. Jednak chciał złapać tak wielu jak się uda. Pragnął mieć kilka języków, które rozplątane za odpowiednią namową pozwolą mu poznać kryjówkę bandytów i uderzyć w samo serce tej przeklętej pluskwy. I to też się udało. Jego ludzie złapali i przyprowadzili do obozu pięciu rozbójników. Najpierw Aliser chciał z nimi rozmawiać, lecz Ci woleli go obrazić, machał im przed oczyma złotem, obiecywał, że unikną kary za pomoc. To zadziałało tylko na jednego. W końcu jednak zostało znalezione lekarstwo na zatwardziałość niemal wszystkich - tortury. Po kilku dniach miał informacje i to całkiem wiarygodne, pochodzące z czterech niezależnych od siebie źródeł.
Zawierzył tym informacjom i to był klucz, który pozwolił mu wykonać zadanie. Wyruszył z obozu, zostawiając w nim tylko piątą część swoich sił i ruszył w stronę obozu bandytów, niewielkiego obozu w starym młynie, który został wiele setek lat temu pochłonięty przez las. Rozkazał swoim ludziom zabić wszystkich. Dopiero przechadzając się wśród trupów zdał sobie sprawę, że to nie muszą być wszyscy. Zostawił w obozie dwudziestu swoich ludzi, którzy mieli wyłapać ewentualnych niedobitków. Odjechał niezwłocznie, gdy tylko wykonał wszystko co - jego zdaniem - było konieczne. Śpieszyło mu się by wrócić do cywilizacji, opuścić głuszę, a przede wszystkim dowiedzieć się jak potoczyła się wojna.

 


Ekwipunek


- Miecz jednoręczny w pochwie przy boku.
- Miecz długi noszony przy końskim siodle, bardzo rzadko w pochwie na plecach.
- Dwa sztylety.
- Wykuta dla Alisera zbroja rycerska z karmazynowym płaszczem.
- Pierścień herbowy Lanisterów.
- Kasztanowy koń imieniem Anibesa z siodłem przystosowanym specjalnie do potrzeb rycerza.
- Skrzynia podróżna z ulubionymi strojami .
- Trochę monet na drobne wydatki, czy może łapówki.
- Podróżny zestaw pisarski w składzie: dwa gęsie pióra, atrament oraz kilka kart pergaminu.
- Pięć kopii, z czego trzy turniejowe.

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Aliser Lannister   Czw Lip 14, 2016 9:57 pm

Podziwiam za niezwykle wyczerpującą historię, która pod względem politycznej sytuacji rodu n przestrzeni dwóch ostatnich lat jest bardzo spójna - z przyjemnością akceptuję i witam w rozgrywce!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Aliser Lannister

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Logan Lannister
» Leander Lannister
» Maureen Lannister
» Eleyna Lannister

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-