a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Bitterbridge



 

 Bitterbridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Bitterbridge   Sob Kwi 27, 2013 9:10 pm


Miasto Bitterbridge rządzone jest przez Dom Caswell. Położone jest w punkcie spotkania rzek Mander oraz Roseroad. Zamek w Bitterbridge jest mały, zbudowany z kamienia i dodatkowo umocniony drewnem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Bitterbridge   Nie Paź 13, 2013 1:52 pm

/ Arbor

Tuż przed północą Arborczycy pod wodzą, jakżeby inaczej, dziedzica Redwyne'ów, dotarli na przedpola Gorzkiego Mostu i przekroczyli rzekę, kierując się w kierunku... cóż, póki co bliżej nieokreślonym. Tutejsze tereny, które zdawały się być wizytówką Reach, nasycone zostały przez rzekę tak wielką ilością wody, iż przyzwyczajony do ciepłego i suchego Arbor Lyam klął pod nosem od rana do wieczora. Jego koń, brodzący w podmokłej ziemi przypominającej konsystencją bardziej zupę niż wodę najwyraźniej podzielał zdanie swego właściciela. Zmierzali jednak na wojnę. Redwyne miał być bohaterem, zwycięzcą, otrzymać szansę, aby przeżyć swoje pięć minut... ściągnął lekko wodze konia, pozwalając się dogonić Dumpfowi, czyli jednemu ze swych dowódców i wlokącemu się za nim giermkowi. Dumpf jechał, uważnie kierując ogiera i pilnując, by wszechobecna maź nie przedostała się do wnętrza jego wysokich butów, natomiast nastoletni giermek jechał ze smętnie opuszczoną głową, sprawiając wrażenie, jakby prowadzono go na egzekucję. Lyam krzywo uśmiechnął się pod nosem. Wiedział doskonale, że jeżeli jego misja się nie powiedzie, potencjalnym powieszonym nie będzie ani Dumpf, ani przygarbiony chłopak, pętelkę na szyję dostanie właśnie on, Redwyne. Podobno tuż przed śmiercią w głowie umierającego następuje „przegląd życia". Maestrzy gadają, że jest to emocjonalna obrona przed myślą o samozagładzie. To nie do końca tak... Tuż przed śmiercią w naszych głowach rzeczywiście pojawiają się wspomnienia, ale ich miraże zabierają nas w sentymentalną podróż tylko do momentu, w którym popełniliśmy pierwszy błąd na drodze ku śmierci. Czasami jest to podróż wstecz liczona w latach, niekiedy są to tylko miesiące. Dla Lyama mogły to być dokładnie dwa tygodnie - czyli moment, od którego wypłynął z Arbor, aż do tego miejsca. Wiódł ze sobą pięć tysięcy ludzi, z czego zaledwie tysiąc osiemset konnicy. Resztę stanowiła piechota. Być może nie wyborowa, ale na pewno złakniona krwi wroga. Redwyne nie miałby wątpliwości co do swej przewagi, gdyby było mu dane przypuścić atak z morza - arborska flota ustępowała jedynie Żelaznym...
... ale czy to nie Greyjoyowie właśnie ponieśli srogą klęskę na Zachodzie, pokładając zbyt wielką nadzieję w swym kunszcie? Lyam uśmiechnął się lekko pod nosem. Przegrana Krakenów oznaczała, że Redwynowie wspięli się szczebel wyżej na drabinie władców morza. A przecież byli zaledwie rodem chorążym - w połączeniu z potęgą swego suzerena kolana mogłaby ugiąć nawet flota Korony.... mężczyzna spiął konia, ruszając prędzej przez błotnisty teren. Lada dzień dotrą do celu i w praktyce przekonają się, czy na lądzie potrafią zadawać śmierć równie skutecznie, co podczas abordażu.

/ zt
Powrót do góry Go down

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Re: Bitterbridge   Sro Maj 04, 2016 9:39 pm

Czy ty, czy ty,
Pod drzewem skryjesz się,
Gdzie powieszono męża co zabił ludzi trzech?
Coś ich zatrzymało – jakby oczekiwali tego momentu. Osiem dni jazdy po opuszczeniu Nocnej Pieśni, wpatrzeni w niebo, wsłuchani w martwą ciszę, jaka zapadła wtedy nad ziemią obserwowali piękny początek końca.
Firmament rozbłysnął poprzecinany bliznami spadających gwiazd – były jak łzy wylewane przez Dziewicę, jak krople wody podawanej przez Matkę, jak iskry spod młota Kowala; jasne smugi pozostawiały na nocnym niebie poświatę, jakby zranione niebo już nigdy nie miało się zagoić. Cisza, z jaką obserwowano najpiękniejszy deszcz świata, przerwana została dopiero przez narastające przed karczmą szepty.
To Bogowie, chcą nam coś przekazać.
Nie, stary wieśniaku, to drogowskaz – najwyższa pora ruszyć na Morze Zachodzącego Słońca, czekają tam nowe lądy!
Zamknij się, pirackie ścierwo, wszyscy wiedzą, że to zwiastun nowego Targaryena. Już wkrótce doczekamy się dziedzica tronu!
Szalonego niemowlęcia? Jeszcze tego brakowało.

Dziwnie tu już bywało,
Nie dziwniej by się stało,
Gdyby pod wisielców drzewem spotkać się.
Wyruszyli o świcie – Rolland Caron oraz siedmiu jego ludzi doskonale wiedzieli, że czegokolwiek zwiastunem nie były świetliste smugi na niebie, to, co z nich zostało, może się okazać znacznie cenniejsze od złota. Ze Starego Miasta do Bitterbridge, gdzie dotarli nazajutrz, już dotarł kruk o przewidzianej przez Cytadelę nagrodzie, a był to dopiero początek istnej gorączki – wieśniacy, wędrowni rycerze, kupcy i rzemieślnicy rozprawiali o świetlistym deszczu równie chętnie, co o wydarzeniach na królewskim weselu. Plotki o smoku przeplatały się z wieściami o całopalnych ofiarach, wszystko zaś okraszone zostało niestworzonymi historiami, że spadające gwiazdy były tak naprawdę smoczymi jajami, których teraz pełno tam, gdzie upadły.
Bzdury, pragnął rzucić Caron, ale nie powiedział nic – znacznie lepiej wychodziło mu śpiewanie.
- Czy ty, czy ty
Pod drzewem skryjesz się,
Gdzie martwy człek z uczuciem woła cię?

Rolland przerwał na moment, jak gdyby w obawie, że przejazd mostem i wystawianie własnego głosu na szwank nie idą w parze – mimowolnie sięgnął ku łukowi, który spoczywał bezpiecznie przytroczony do siodła. Kołczan pełen strzał przewieszony został przez plecy, wychylając niepewnie lotki znad ramienia Carona, zaś krótki sztylet ukryty został pod podróżnym płaszczem, najwyraźniej niezadowolony z faktu, że jego właściciel wciąż żyje w przekonaniu o własnym talencie wokalnym. Brunatne, wzburzone wody Mander przelewały się niestrudzenie pod mostem – ląd spadał skośnie ku brzegowi, jak nieudolny szkic w rysunkowej książce dla młodych panien. Kiedy dziedzic Nocnej Pieśni uniósł głowę, ujrzał to, co niepokoiło o tej porze roku.
Chmury.
Workowate, nabrzmiałe, zwisające baniastymi głowami ku linii horyzontu. Nie, bliżej, tam gdzie wzrok nie oczekuje jeszcze przeszkody. Były jak odwrócone kopuły miast rozpiętych między różnymi orbitami. Jakby z wnętrza wydrążonego owocu patrzeć na jego prześwitującą nacięciami łupinę. Zrazu jaskrawo białe, dalej nasączają się żółcią i różem, wreszcie, nad grzebieniami skał i głębią rzeki ciemnieją w rude, matowe złoto. Ich cień na powierzchni ziemi jest ciężki, niemal lepki. A jednak zamiast zacierać, wyostrza jeszcze kontury horyzontu na północy, jak gdyby wskazywał drogę, jaką należy obrać.
- Dziwnie tu już bywało,
Nie dziwniej by się stało,
Gdyby pod wisielców drzewem spotkać się
.

Palce zamarły na strunach, a jasnoniebieskie spojrzenie na nierównym trakcie rozciągającym się już poza Bitterbridge – droga nie miała krańca, podobnie jak cierpliwość Carona, który nie sprawiał wrażenia człeka pogrążonego w pośpiechu… w przeciwieństwie do jego ludzi. Mieli dobre, wypoczęte konie i szczerą chęć ruszenia ku Dorzeczu galopem, ale Rolland skutecznie odwodził ich od tego pomysłu – pośpiech był równie grzeszną pokusą, co jędrne cycki karczmarki, która – zdaniem dziedzica Nocnej Pieśni – była w zasięgu ręki, w przeciwieństwie do pozostałości meteorowego deszczu. Nawet jeśli natrafiliby na jakiś trop, musiałyby minąć długie dni, nim zweryfikowaliby jego prawdziwość.
Poza tym wciąż nie wymyślił, co zrobi ze znaleziskiem – zakładając, że na nie natrafi.
Początkowo uznał, że miło byłoby zarobić kilka tysięcy złotych smoków za kawałek kamyka, ale finalnie uznał, iż to musi być nie byle jaki kamyk, skoro wszyscy tak mocno pragną go dostać. A zatem co dalej – zawieźć go do domu i wystawić pośrodku Wielkiej Sali jako relikwię? Przerobić na sztylet? Podarować kobiecie i na wieki zdobyć jej względy? Ha, gdyby w ten sposób można było kupić sobie bilet do łoża królowej to dlaczego nie, gra warta świeczki! Spośród tych wszystkich wersji do Carona przemawiała jednak najmocniej ta związana z osobistymi ambicjami – jak gdyby odnalezienie szczątek meteoru stanowiło wyróżnienie, którego nie można równać z nawet najbardziej prestiżowym zwycięstwem w turnieju. To było niczym odznaczenie od Bogów, brosza boskiego Namiestnika, błogosławieństwo i wyróżnienie jednocześnie. Nie da się ukryć - satysfakcja z własnych działań to dla dziedzica Nocnej Pieśni wystarczająco dobry powód, by popędzić konia i ruszyć w stronę… cóż, przeznaczenia.

/zt, droga na północ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Bitterbridge   

Powrót do góry Go down
 

Bitterbridge

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach-