a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Głęboka Jaskinia



 

 Głęboka Jaskinia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Głęboka Jaskinia   Pon Cze 27, 2016 6:55 pm


Głęboka Jaskinia


Głęboka Jaskinia to siedziba rodu Lydden, położona we wschodniej części ziem rządzonych przez ród Lannister - miejsce ulokowano na górzystym terenie poprzecinanym wieloma dolinami, strumieniami i wodospadami. Głęboka Jaskinia leży w pobliżu Złotego Traktu, na wschód od Lannisportu, północ od Hornvale i południe od Silverhill.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   Pon Cze 27, 2016 7:33 pm

/ Bitterbridge

Było mokro, zimno i mgliście. Najpewniej zgubiliby drogę pośród wąskich wąwozów gór Zachodu, gdyby nie Tenwyck, który przed laty wędrował tędy do Złotego Zęba – gdyby ktoś jednak zapytał Rollanda o drogę powrotną, najpewniej zdobyłby się na wyjątkowo zdezorientowany uśmiech dziecka, które zgubiło drogę do domu. Od dwóch dni budzili się, wędrowali i zasypiali w mlecznobiałej, wilgotnej kurtynie mgły – nie była na tyle gęsta, by stwarzać zagrożenie dla koni, ale też nie pomagała w podróży. Złoty Trakt był na szczęście drogą szeroką, kiedy więc trzykrotnie natknęli się na konnych (którzy prawdopodobnie wędrowali tymi terenami w tym samym celu, w jakim czynił to Caron ze swymi ludźmi), mijali się na szlaku bez przeszkód, pozdrawiając ponurymi skinieniami głowy.
Rolland odnosił wrażenie, że wszystko było tu ponure – gdzieś zniknęły bezkresne pola Reach, na których chłopi zbierali resztki ostatnich plonów, gdzieś skryło się złotawe słońce, nawet trele ptaków ucichły i zamarły, ustępując miejsca ponuremu szumowi iglastego lasu. Wkrótce do hulającego między gałęziami wiatru dołączył szelest górskich strumyków oraz cichy huk niewielkich wodospadów – przybysze z Nocnej Pieśni otulali się mocniej podróżnymi płaszczami, jak gdyby sam dźwięk kąsał ich ostrymi kłami zimna. Tęsknota za spieczonymi ziemiami Pogranicza nasilała się z każdym przebytym jardem, co z kolei jedynie pogłębiało gnieżdżącą się w sercu rezygnację. Caron zaczynał nawet wątpić, czy aby na pewno widział deszcz spadających gwiazd – równie dobrze mógł tamtej nocy wypić zbyt wiele ale i, wraz ze swymi ludźmi oraz innymi gośćmi karczmy, doznać zbiorowych halucynacji, czegoś na wzór pustynnego mirażu. Rolland czytał o tym jako dziecko – podobno jeszcze przed Podbojem Aegona ludzie doznawali zbiorowych wizji, obrazów i przywidzeń, które rzekomo zsyłali bogowie. Gdy jednak opowiedział o tym Panu Ojcu, ten machnął lekko ręką, mówiąc, że doznać mogli co najwyżej urazu po zbiorowym mancie, które ktoś im sprawił. Młody Caron musiał przyznać, iż to nieco bardziej prawdopodobna wersja wydarzeń od mistycznego objawienia, więc – pomimo własnych wątpliwości – musiał uznać deszcz meteorytów za prawdziwy.
Choćby dlatego, że całe królestwo o nim huczało.
Wioski, wioseczki, przydrożne karczmy, chłopi, kupcy, wędrowni rzemieślnicy – wszyscy mówili o gniewie bogów, radości bogów, zwiastowaniu nadejścia bogów, narodzeniu nowych bogów bądź o bardziej przyziemnych omenach jak sroga zima, prędkie nadejście wiosny czy narodziny dziedzica tronu. Jedni głosili, że spadające z nieba kamienie zabiły wszystkich Targaryenów, inni, że wręcz przeciwnie, to nie były kamienie, lecz smocze jaja – niektórzy mówili, że meteoryty już odnaleziono, inni, że te rozpadły się w pył i nic z nich nie zostało, jeszcze kolejni przechwalali się, że kawałkiem takiej skały zapłacili za dziewictwo Lannisterówny – każda z tych wersji posiadała coraz to barwniejsze fragmenty, zwykle budzące uśmiech pobłażania, nie zaś ciekawość. Po czterech dniach nieustannej jazdy i krótkim, urywanym śnie, Rolland przedkładał dobry wypoczynek i suto zastawiony stół nad serce gwiazdy – kiedy więc stanął przed decyzją, czy wędrować ku Dorzeczu, czy nadłożyć dzień drogi i udać się do Głębokiej Jaskini, bez wahania wybrał drugą opcję, w pełni zdając się na umiejętności nawigacyjne Tenwycka. Mężczyzna nie miał zresztą szczególnie trudnego zadania, bowiem siedziba rodu Lydden leżała w pobliżu Złotego Traktu, którym akuratnie podróżowali. O tym zaś, że zbliżali się do tymczasowego celu podróży, dobitnie świadczył huk niewielkiego, choć stromego wodospadu. Caron wiedział, iż siedziba Lyddenów nieco odbiega od pierwszego skojarzenia, jakie człek posiada z tym słowem – nie spodziewał się jednak, że różnica pomiędzy zamkiem a zamkiem może być aż tak diametralna.
Głęboka Jaskinia rzeczywiście była jaskinią, w każdym znaczeniu tego pojęcia – skaliste, górskie zbocze, na pierwszy rzut oka całkowicie niepozorne, stanowiło tak naprawdę front siedziby Lyddenów, zaś brama była wydrążonymi w skale, obmurowanymi drzwiami, które zwieńczono nad wyraz ostrymi stalagmitami. Do wrót prowadziła wąska na jednego jeźdźca, biegnąca tuż obok górskiego strumienia ścieżka, utwardzona rzecznymi otoczakami, śliskimi tak, że nieostrożny krok konia mógł skończyć się skręceniem przez zwierzę nogi. Caron nie dostrzegł po drodze nikogo, kto mógłby poinformować mieszkańców o przybyciu gości, lecz kiedy tylko od zaryglowanych drzwi dzieliły go nie więcej niż cztery jardy, wrota rozwarły się na oścież – z wnętrza skały dolatywało ciepłe, złote światło, które lśniło kusząco na śliskich kamieniach ścieżki. Wątpliwości Rollanda dotyczące gościnności gospodarzy rozwiały się wraz z chwilą, w której na zewnątrz wyszła dwójka koniuszych, ostrzegająca o niebezpiecznym trakcie (nieco nie w porę), oferująca pomoc we wprowadzeniu do wnętrza koni i zapraszająca do środka, gdzie czekał Lord z małżonką i córkami.
Teraz Caron nie mógł odmówić – nawet, jeśli by chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   Pon Sie 22, 2016 10:37 pm

Jedynym źródłem światła w komnacie był blask świec.
Świece były wszędzie. Na każdym skrawku płaskiej powierzchni, na stołach i stoliku nocnym. Ciepłe, pomarańczowe światło wypełniało przestronną i elegancką komnatę, stwarzając bardzo przytulny nastrój, ktoś z zewnątrz mógłby zapytać – po co tu tyle świec, skoro trwa noc, a w nocy przecież należy odpocząć? Był jednak sam środek dnia, może nie wzeszło jeszcze nawet słońca, a to było wyjątkowe miejsce.
Naprawdę wyjątkowe.
Maris lubiła myśleć, że nie ma drugiego takiego zamku w Siedmiu Królestwach, a o Głębokiej Jaskini mówi się nawet na dalekiej północy, czy jeszcze odleglejszym Arbor. Przywykła do ciemności i nie lękała się jej. Nie przepadała za czytaniem ksiąg, nie miała więc problemów ze wzrokiem przez wieczną ciemność. Prawdę mówiąc - ciężko byłoby jej opuścić dom rodzinny i zamieszkać w innym zamku, wolałaby zostać tu na zawsze, razem z panem ojcem i panią matką.
Lord Głębokiej Jaskini miał jednak inne plany. Pragnął wydać swą średnią córkę bogato za mąż i najlepiej jak najszybciej, lecz…
…. chętnych zdecydowanie brakowało.
Maris, licząca sobie nie więcej niż siedemnaście dni imienia, siedziała przed lustrem oprawionym w złotą ramę, a służąca rozczesywała jej włosy. Wszelkie zabiegi na niewiele się zdały – czarne jak smoła włosy były wciąż matowe i upierdliwe nie chciały dać się zakręcić w zgrabne loczki, po prostu opadły wokół okrągłej jak księżyc buzi . Na tym podobieństwa do urokliwego księżyca się kończyły, gdyż pannie Maris Lydden zdecydowanie brakowało uroku. Nie była blada, była trupio –biała przez lata spędzone w Głębokiej Jaskini, miała pyzowate policzki, głęboko osadzone oczy i nazbyt gęste brwi, a ponadto ważyła o kilka dobrych kamieni za dużo, niż damie w tymże wieku by wypadało.
Ojciec nakazał jej prezentować się godnie, choć doskonale był wiedział, iż jego córka jest po prostu… brzydka (choć to nie umniejszało jego ojcowskiej miłości o niej). Miała więc piękną, uszytą z najlepszych tkanin ciemnozieloną suknię lecz odrobinę przyciasną w pasie, przez co łapała powietrze jak ryba.
Opuściła swe komnaty dopiero wówczas, kiedy ojciec ją wezwał – wkrótce miał się w wielkiej sali zjawić niespodziewany gość, jakim był sir Rolland Caron. Oczywiście, kiedy z nieba spadły gwiazdy, Głęboką Jaskinię odwiedzało o wiele więcej wędrowców niż zwykle, lecz nie sądzono, że odwiedzi ich dziedzic szlachetnego rodu aż z tak daleka.
Stoły uginały się od jedzenia oraz wina: talerze były pełne mięs, pasztetów, wędzonych szynek i kiełbas, na półmiskach wciąż parowały z gorąca pieczone ziemniaki i brukwie. Gościom podawano kaczkę w cytrynach, ciasta ze śliwkami i świniaka z marchwią, a do tego najlepsze ale sprowadzane z Dorzecza. Kiedy więc dziedzic rodu Caron zjawił się na uczcie – na brak dobrego jadła nie mógł narzekać.
Lord Głębokiej Jaskini kazał nawet wezwać minstrela z najbliższej wioski, a jednemu ze strażników, który podobno dawniej potrafił grać na mandolinie, wcisnąć instrument w ręce.
Rollandowi wskazano więc miejsce obok samego lorda, a dwa miejsca dalej siedziała urokliwa Maris – ze wzrokiem wbitym w soczysty kawałek wieprzowiny, który ochoczo pochłaniała, nie zważając że w kącikach ust pozostaje jej sos. Lady Lydden poprosiła ją cicho, by nie odzywała się za wiele – to pan ojciec miał mówić.
A Lord Lydden dostał wręcz olśnienia.
Rolland Caron pochodził z bogatego i dobrego rodu, miał odziedziczyć duży, jasny zamek i żyzne włości, nie był ponadto stary i wedle jego informacji z nikim po słowie. Nie mógł więc stracić takiej okazji!
Kiedy tylko uczta się rozpoczęła, a muzyka (choć nie do końca idealna) jęła wypełniać salę radosną melodią przystąpił do ataku.
Był niskim, przysadzistym mężczyzną, na którym czas odcisnął swoje piętno – pozbył się niemal wszystkich włosów na jego głowie, Lyddenowi pozostały jedynie jedynie rzadkie zakola i sumiasty wąs.
-Jak to się stało, sir, ż wciąż nie posiadasz swej damy serca? Toż to najwyższa pora? – zagrzmiał donoście, chwytając za kielich z ale.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   Pią Wrz 30, 2016 10:17 pm

Pobyt w Głębokiej Jaskini miał być wyłącznie przystankiem w pogoni za czymś większym – może nie w dosłownym, fizycznym tego słowa znaczeniu, lecz w metaforycznej odnośni wobec czegoś równie niespotykanego i na wpół legendarnego jak fragmenty spadającej gwiazdy. Gorączka poszukiwania przygód, sławy bądź okazji do zarobku ogarnęła już połowę królestwa i każdego dnia mogła przenieść się na drugą połowę – dlatego Rolland nie chciał tracić czasu, zaś ostatnia rzecz, jakiej mógł pragnąć bądź oczekiwać, to próby wyswatania go z…
… cóż, tym czymś.
Dziedzic Nocnej Pieśni zachodził w głowę, jakim dokładnie gatunkiem jest Maris Lydden. Już po pierwszym rzucie oka na nieszczególnie urodziwą (choć akurat to określenie stanowiło obrazę dla nieszczególnie urodziwych panien) córkę Lorda Głębokiej Jaskini utwierdził się w przekonaniu, że ma do czynienia z nader niespotykanym okazem przybyłego zza Muru snarka – oczywiście Caron nie miał pojęcia, jak wyglądają snarki, jednak jeśli miałby je sobie wyobrazić, to byłyby one zadziwiająco podobne do Maris. Opinia ta uległa jednak dość szybkiej i drastycznej zmianie w momencie, w którym dziedzic Ostatniej Pieśni zobaczył, jak panna Lydden się pożywia.
Nie, mój drogi, miły Rollandzie, chłopcze o złotym sercu i słowiczym głosie – panna Lydden się nie pożywia. Ona nie je, ona nawet się nie karmi.
Widelec szczęknął żałobnie o talerz, gdy Caron odłożył go na miejsce, z którego ledwie moment wcześniej sztuciec został podniesiony.
Ona żeruje.
Snarki i grumkiny z opowiadań niańki stały się nagle zadziwiająco przyjaznymi stworzeniami w obliczu istoty, z którą dzisiejszego wieczora miał mierzyć się Rolland – być może jego osąd był aż nazbyt ostry i przyćmiony zmęczeniem, podróżą oraz żądzą odnalezienia upadłego z nieba skarbu, jednak pomimo całej swej sympatii dla otoczenia Caron nie potrafił wykrzesać wobec panny Lydden uczucia innego niż…
Strach.
Jak gdyby to on miał lada moment wylądować na jej talerzu – i Bogowie, najwyraźniej myślał o tym stanowczo zbyt głośno i zbyt intensywnie, bowiem z ust Lorda Głębokiej Jaskini padły słowa, których dziedzic Nocnej Pieśni nie spodziewał się usłyszeć w trakcie całej podjętej przez siebie wyprawy.
Jak to się stało, sir, że wciąż nie posiadasz swej damy serca? Toż to najwyższa pora?
Gdyby ściany poza uszami miewały poczucie humoru, popękałyby ze śmiechu – wyraz twarzy dziedzica Nocnej Pieśni przez krótkie uderzenie serca przywodził na myśl nadtopioną w ogniu maskę grozy, zaraz jednak powrócił na właściwą ścieżkę i wskazywał jedynie na najwyższy stopień opanowania – jednak to, co działo się w umyśle Carona, stanowiło symfonię przerażenia, paniki, irracjonalności oraz nieodpartej potrzeby ucieczki z Głębokiej Jaskini, choćby za cenę noclegu w samym środku zupełnie nieznanych wzgórz. Z wilkami w jednym legowisku. I niedźwiedzią gawrą tuż obok.
- Szlachetny Lordzie Lydden, sam najpewniej doskonale wiesz, że każdy mężczyzna potrzebuje w swym życiu okresu, w którym da upust swym…
niespokojnym żądzom
- … swej pogoni za przygodą.
Dość prędko nauczył się, by nie zerkać w stronę panny Lydden – po pierwsze po to, żeby nie wzbudzać w jej ojcu złudnych nadziei, po drugie zaś, by nie nabawić się niechęci do jedzenia, w szczególności zaś pieczystego mięsa.
- Lord Nocnej Pieśni nie naciska na dziatki w kwestii ożenku, zdaje się, że ufa naszym wyborom… tak długo, jak pokrywają się z jego wyborami – Rolland zdołał wydobyć z siebie cichy, krótki, być może nieco zbyt szczekliwy śmiech, który uleciał z niego jak powietrze z przebitego rybiego pęcherza w momencie, gdy panna Lydden na moment obdarzyła go spojrzeniem rasowego zakapiora. – Nie o tym jednak chciałbym podyskutować, szlachetny Lordzie – Caron naprędce uciekł wzrokiem w stronę Lyddena seniora, który w najlepsze sączył ale z kufla – Rollan odniósł wrażenie, że to całkiem rozsądna taktyka i ochoczo podążył w jego ślady, pociągając z naczynia rozpaczliwie duży łyk.
- Czy do Głębokiej Jaskini dotarły jakieś wieści dotyczące deszczu gwiazd, który postawił połowę królestwa na równe nogi? – dziedzic Nocnej Pieśni włożył wiele wysiłku w to, by ton jego głosu wskazywał na umiarkowane, choć nieszczególnie zapalczywe zainteresowanie – zupełnie jakby rozmawiali o tym, jakie mleko jest lepsze: z czarnej czy czerwonej krowy. – Ciekaw jestem, gdzie rzekomo miałyby upaść te niebiańskie okruchy – kolejne słowa Rolland dorzucił jakby od niechcenia, ze wzrokiem utkwionym w głąb kufla i jedynie jednym okiem ciekawsko zezującym w stronę Lorda Głębokiej Jaskini, jakby tylko po wyrazie jego twarzy Caron spodziewał się poznać odpowiedź na poruszoną kwestię. Nie łudził się, że Lord Lydden zaoferuje mu więcej niż wieczerzę, nocleg i rękę córki, lecz i za to powinien być wdzięczny – a przynajmniej za dwie pierwsze przysługi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   Czw Paź 20, 2016 12:50 pm

Maris Lydden przeżywała prawdziwą rozterkę.
Przed nią, na srebrnych półmiskach piętrzyły się pyszności, kurczęce podudzia z chrupiącą skórą, mięciutkie pulpeciki, pieczone ziemniaki, dobra, dorzeczańska kiełbasa podsmażana na cebuli, kruche plastry pieczonej dziczyzny, a ponad zapachy wspaniałego mięsiwa wznosiła się słodka woń przepysznych ciast, które już nie raz i nie dwa miała okazję spróbować, lecz wciąż zachwycały tak samo.
Była naprawdę rozdarta pomiędzy chęcią oddania hołdu kucharzowi i spróbowaniu absolutnie wszystkiego, a ukradkowym spoglądaniem na gościa Głębokiej Jaskini.
Och, jaki przystojny jej się zdawał! A jaki szarmancki!
Pomiędzy jednym kęsem, a drugim, wyrwało jej się z ust ciche westchnienie. Nie patrzył na nią wcale, mogła więc bez zawstydzenia mu się przyglądać. Nigdy nie widziała równie jasnych oczu! Tak jasnych, jak niebo roziskrzone błyskawicą, albo… albo… Maris brakowało określenia, nie była wszak poetką, ale na pewno były bardzo piękne. Wyobraźnia zazwyczaj podsuwała jej obrazy rycerza o niedźwiedzich barkach, lecz rozum podpowiadał pannie Lydden że wystarczyłoby pana Carona jedynie podtuczyć. O, ona sama już by o to zadbała!
Przed oczami miała już obraz ich, sunących w tańcu. Pozwoliłaby mu spojrzeć nawet w dekolt przyciasnego gorseciku, ale tylko na chwileczkę. Może na jedno uderzenie serca uniosłaby nieco spódnicę, by dojrzał kostkę, choć na myśl o takich bezeceństwach aż stanęła cała w pąsach. Ziemista buzia przybrała ciemniejszą barwę, choć o ile w przypadku niektórych dam rumieńce bywały nadzwyczaj urokliwe, to Maris Lydden upodobniła się do świeżo wykopanego z ziemi buraka. Kształtem już go nieco przypominała.
Ich spojrzenia wreszcie spotkały się na ułamek sekundy, a lordowska córka z wrażenia aż upuściła widelec i złapała haust powietrza jak ryba wyrzucona na brzeg. Nigdy wcześniej nie doznała czegoś równie intymnego jak to spojrzenie.
Lord Głębokiej Jaskini zaśmiał się głośno, niemal rozlewając ale na swego gościa.
-Przypominasz mi siebie z lat młodości, sir. Mnie również ciągnęło do przygody, do nieznanego. Pragnąłem porzucić swoją ścieżkę i pójść tam, gdzie jej nie ma i wytyczyć swój własny szlak. Może gdybym był o piętnaście dni imienia młodszy… i nie tak ciężki – spod sumiastego wąsa wychynął szeroki uśmiech – sam bym szukał tych kamieni, do diaska! Wysłałem swoich ludzi, by szukali w górach. Gawiedź zarzekała się, że w tamtych okolicach, na północy wschód stąd widzieli dym ponad lasami. Kretyni albo byli ślepi, albo spadłe gwiazdy pochłonęła ziemia…
Lord westchnął ciężko, spojrzał na swą najstarszą córkę, teraz pochyloną nad owocową tartą i ponownie przeniósł wzrok na Carona.
- Przygoda przygodą, lecz każdy mężczyzna wie, że musi przedłużyć swoją linię… - mężczyzna nachylił się lekko w stron dziedzica Nocnej Pieśni i ściszył głos - … a w przygodzie nie przeszkadza wcale, a wcale posłuszna żona… zwłaszcza z dużym posagiem.
Odkąd tylko Maris ukończyła dwunasty dzień imienia jej pan ojciec był pewien: z brzydkiego kaczątka nie będzie pięknego łabędzia, więc posag… musiałby być przekonujący. Bardzo przekonujący.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Nocna Pieśń
Liczba postów :
54
Join date :
11/03/2016

PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   Pią Lis 11, 2016 11:13 am

Jeśli w Siedmiu Królestwach ktoś zasługiwał na miano prawdziwie przerażonego, był nim Rolland Caron.
Dziedzic Nocnej Pieśni pomiędzy kolejnym łykiem wina a niechętnym i dość oszczędnym dziabnięciem dziczyzny zrozumiał jedno – jeśli nie wyjedzie z Głębokiej Jaskini o brzasku, jeszcze jutrzejszego wieczora będzie spożywał weselną wieczerzę.
Swoją weselną wieczerzę.
Myśl ta zdominowała go tak potężnie, że gotów był wyjechać choćby zaraz, za nic mając zmrok, śliskie, niebezpiecznie szlaki i nachalną postawę Lorda Lyddena – Bogowie mu świadkiem, że wolał złamać sobie kark, spadając w górką przepaść, niż…
… cóż, niż zostać złamanym pod ciężarem Maris Lydden.
Towarzysze Rollanda zadawali się jednak czerpać niewysłowioną radość z cierpień młodego dziedzica i żaden z jego tak zwanych kompanów (dobre sobie! Zdradzieckie psy!) nie sprawiał wrażenia człowieka spieszącego się gdziekolwiek. Zasiadali za stołem ze swobodą i równie swobodnie pochłaniali coraz to kolejne kawałki pieczystego, zobowiązując tym samym Carona do okazania gospodarzowi wdzięczności.
A czy Lord Lydden nie mógłby wyobrazić sobie wdzięczności większej niźli prędkie wydanie swej córki o urodzie knura za dziedzica rodu z Pogranicza?
Rolland poczuł jak na jego szyi coraz mocniej, mocniej i mocniej zaciskają się chłodne palce przerażenia – wszak asertywności w nim zero, jeśli w końcu usłyszy otwartą propozycję małżeństwa, co najwyżej zaśmieje się nerwowo i – blady jak śnieg na Północy – pokiwa przytakująco głową! Dlatego nie mógł do tego dopuścić, nie mógł pozwolić Lordowi Głębokiej Jaskini na przedłożenie oferty, musiał natychmiast wymyślić wymówkę, która uwolni go od tej koszmarnej, przerażającej, tragicznej kolacji i pozwoli ukryć się… gdzieś.
Gdziekolwiek, na Bogów!
- Na przygodę nigdy nie jest za późno, szlachetny panie – słowa wypłynęły z ust Carona wartkim, prędkim strumieniem, zupełnie jakby Rolland spowiadał się samemu Wielkiemu Septonowi. – Nie wydaje mi się jednak, by mrzonka i fałszywe poszlaki były warte opuszczania bezpiecznego domu… nie, jeśli ma się pod dachem równie urodziwe damy – niemal nie zakrztusił się ostatnimi słowami, wiedział jednak, że pochlebstwo pozwoli złagodzić cios, który miał paść lada moment. Dziedzic Nocnej Pieśni uniósł kielich, przepłukał usta winem i prędko przełknął trunek, nawet przelotnie nie zerkając na Maris Lydden – wiedział, że jeśli ich spojrzenia ponownie się skrzyżują, dziewka gotowa jest odwiedzić go nocą w komnacie.
Zgroza!
- Mój pan ojciec, podobnie jak ty, szlachetny panie, jest przekonany, że powinienem poślubić jakąś nadobną damę… i zdaje się, że rozpoczął rozmowy z Lordem Szafirowej Wyspy – usta Rollanda wygięły się w wielce smutnym uśmiechy, gdy pokiwał z zadumą głową. – Muszę jednakże przyznać, że pomimo niewątpliwych walorów… przyszłej małżonki, zew przygody jest we mnie większy niźli potrzeba założenia rodziny, więc Wieczorowy Dwór będzie musiał poczekać wraz ze swymi walorami i piękną córą Tarthu – nim Lord Lydden zdołał odpowiedzieć, Rolland wstał ze swego miejsca, natychmiast kłaniając się szarmancko jego córce oraz samemu gospodarzowi. – Odczuwam większe zmęczenie, niż uprzednio sądziłem, za pozwoleniem udam się na spoczynek, miłościwy panie.
Odprowadzany zdumionymi spojrzeniami swych kompanów oraz mieszkańców Głębokiej Jaskini, Caron opuścił salę, nieco na oślep kierując się do swej komnaty – drogę dopiero po chwili wskazała mu służka, ta sama, która o brzasku dnia kolejnego zbudziła go, informując, że konie są gotowe do drogi.
Rolland doskonale wiedział, że musi opuścić siedzibę Lyddenów skoro świt i uczynił to z niejaką ulgą, wiedząc, gdzie skierować się w dalszą podróż – na północny wschód. Do Dorzecza.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Głęboka Jaskinia   

Powrót do góry Go down
 

Głęboka Jaskinia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lodowa jaskinia
» Legion Aion
» Jaskinia Urszuli
» Smocza Jaskinia
» Jaskinia Jormunganda

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód-