a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Marguerite Lychester



 

 Marguerite Lychester

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Castle Lychester.
Liczba postów :
5
Join date :
22/05/2016

PisanieTemat: Marguerite Lychester   Czw Maj 26, 2016 10:29 pm


Marguerite Lychester










Wiek:
20 dni imienia.
Miejsce urodzenia:
Castle Lychester.
Ród:
Lychester.
Stanowisko:
najstarsza córka lorda
Lychester.

Aparycja

Dłonie służki delikatnie oddzielały poszczególne pukle blond włosów od reszty. Kobieta w średnim wieku o śniadej cerze starała się wykonać piękną oraz skomplikowaną fryzurę, najmniej boleśnie, dla naszej Marguerite. Trzeba jej przyznać, że była idealną personą do tego typu pracy, dlatego też zajęła zaszczytne miejsce ulubionej dziewki najstarszej córki lorda Lychester.
Przed licem Margot znajdowało się lustro, które miało pięknie zdobioną, posrebrzaną ramę. To właśnie w nim nasza młódka się przeglądała i kontrolowała wzrokiem poczynania swej wiernej służki. A ta spisywała się świetnie, jak zwykle, jednakże…
W pewnym momencie blada twarz Marg wykrzywiła się w grymasie niezadowolenia. Dlaczego? Otóż poczuła dość mocne szarpnięcie, a potem ból, który z tego poczynania wyniknął. Lychester zamknęła swe błękitne oczy i przygryzła dolną wargę.
Winowajczyni, obecnego stanu Erite, zaczęła przepraszać swą panią, jednakże ta poleciła jej tylko kontynuować swoją pracę. Naprawdę nie potrzebowała, aby się przed nią płaszczyć, bo po co? Choć była usatysfakcjonowana reakcją podwładnej, nie widziała sensu w przerywaniu czesania. W końcu przyjęcie zbliżało się wielkimi krokami.
Nasza nadobna dama znów wróciła do przeglądania się. Zauważyła, iż jej oczy są dzisiaj bardziej morskie, niźli błękitne. Czyżby zależało to od światła padającego do pomieszczenia? Dziewczę nie wiedziało.
Możliwe, że od pory roku. Słyszała od swoich, równie szlachetnie urodzonych, koleżanek, iż im zmieniają się tęczówki w zależności od pogody. Lecz czy to była prawda? Mogła tylko przypuszczać.
Potem jej spojrzenie przykuły usta. Chciała zobaczyć czy nie ma na nich śladu, po reakcji na ból. Na całe szczęście nie było widać, iż zostały w jakikolwiek sposób naruszone. Jak zwykle, lekko różowe, nieduże, pełne usteczka wyginały się w lekkim uśmiechu.
Owy wesoły grymas dodawał jej tego dziewczęcego uroku, który nie każda dama posiadała. Zupełne jak piegi, które w niesforny sposób zdobiły jej policzki. Plus w tym jest taki, iż niektóre dziewczęta muszą silić się, aby uzyskać taką aparycję. Marguerite winna jest tylko uśmiechnąć się, obnażając swoje białe, proste zęby.
Z obecnego zajęcia wyrwał ją widok odchodzącej na chwilę służki, która poszła po ozdoby do włosów. Lychester wzięła głęboki wdech oraz wydech. A potem lekko dotknęła swojej twarzy. Wyglądała niczym te wszystkie portrety wiszące w całej domenie.
Ten fakt ją niesamowicie przeraził.
Tak naprawdę to nie miała ochoty patrzeć na swoją twarzyczkę, która zostanie zarejestrowana  na płótnie. Obrazy, zwłaszcza owe portrety, kojarzyły jej się z przemijaniem. Bo one zostaną, a ona nie. Czyż to nie jest niesprawiedliwe? Dlaczego jej potomkowie, będą zmuszeni poznawać ją jako dziewczę z obrazu, pustą, bez tego charakterystycznego błysku w oku?
Może to tylko Margot miała z tym taki wielki problem? Sama do końca nie wiedziała dlaczego. Nie dość, że czas na pozowanie mogłaby wygospodarować lepiej, to jeszcze… Szkoda słów.
No, a przynajmniej takie było podejście Lychester, która wolała, aby pozostał po niej jakiś inny ślad, niż same zapiski i okropne obrazy.
Obejrzała  się zniecierpliwiona, ciągle wyczekując swej służącej. Gdy ta wreszcie wróciła, blondynka poczuła pewien spokój. Nie lubiła zostawać sama.
Jej włosy przyozdobił wianek wykonany z drogich kamieni oraz metali. A w paru miejscach zostały przyczepione ozdoby przypominające do złudzenia kwiaty. Całość wyglądała niezwykle imponująco.
Marg wstała z krzesła i podziękowała kobiecie, która zrobiła z jej włosów prawdziwe arcydzieło.  Była naprawdę pod wrażeniem. Już dawno nie widziała takiej fryzury w towarzystwie zaznajomionych niewiast, toteż na przyjęciu na pewno wypadnie bardzo dobrze.
W pewnym momencie wstała. Karmazynowa suknia z wiankiem idealnie się zgrała, a jej drobne ciało, wyglądało w tej kreacji niezwykle dobrze.  Lecz…
Była suknia, w której wyglądałaby o wiele lepiej.
Ze względu na powyższe, Lychester kazała przynieść równie piękne odzienie w kolorze czerwieni alizarynowej.
Gdy je dostała znów uraczyła dziewkę tym swoim uroczym uśmiechem. Kobieta powoli podeszła i ostrożnie zaczęła ściągać karmazynowy strój. Marguerite rozłożyła ręce tak aby służąca mogła rozpocząć zdejmowanie sukni. Oczywiście dziewczę nie omieszkało zsunąć ze stóp bucików w tym samym odcieniu czerwieni co jej aktualne ubranie.
Znów spojrzała do lustra. Tym razem ujrzała swe nagie odbicie. Na pewno mogła się pochwalić proporcjonalną budową ciała oraz ładnie zarysowanymi kształtami. Jej piersi nie były duże, ale też nie za małe. Wydawały się w sam raz.
Erite stała i bez emocji wpatrywała się w lustro, które się przed nią znajdowało. Dotyk czyichś dłoni na ciele nie był dla niej czymś obcym, przywykła do tego, że ktoś ją ubiera, czesze oraz myje. Było to dla niej niczym oddychanie.
Kiedy w końcu była ubrana w nową suknię, obróciła się wokół własnej osi i spytała o zdanie swą służkę. Ona, jakby machinalnie, skomplementowała aparycję najstarzej córki lorda.
Ostatnim życzeniem Marguerite było dobranie do ubioru odpowiedniej biżuterii. Z tym uwinęły się niezwykle szybko, ponieważ Marg miała już kilka swoich ulubionych błyskotek. W pierwszej kolejności wybrała naszyjnik z czerwonym kamieniem, który miał w sobie coś niezwykle przyciągającego wzrok. Następnie na jej chudym placu spoczął pierścionek z podobnym, lecz czarnym kamieniem. Na sam koniec, coś w rodzaju srebrnej bransolety nałożyła na nadgarstek. Wyglądała naprawdę dobrze, pewna była, że nie narobi wstydu ojcu.
- Idziemy?- zaproponowała trzepotając swoimi czarnymi, gęstymi rzęsami.
Służka przytaknęła i obie powędrowały w stronę sali.

Biografia

Llyod Lychester i jego obecna żona Veronica Lychester mają trójkę dzieci- dwóch synów i jedną córkę. Najstarszy z nich urodził się dwa lata przed Marguerite, a najmłodszy cztery lata po jedynej córce Llyoda.
Historia tego rodu jest jak większości innych, ważniejsza w  tym momencie jest opowieść o naszej Marg, czyż nie? No właśnie…

[theme]

Gentle Mother, strength of women,
Help our daughters through this fray.
Soothe the wrath and tame the fury,
Teach us all the a kinder way.

Blondynka chwyciła swą liliową suknię za dwa końce i podniosła. Nie chciała się bowiem potknąć przy biegu. Była podekscytowana, właśnie dziś kończyła swoje dziesiąte urodziny. Miała już całą dekadę egzystencji za sobą, choć niewiele z niej pamięta.  
- Barbaro! Barbaro!- wołała Marguerite.
Szukała swojej nauczycielki od szycia, ponieważ chciała się pochwalić pięknie wyszytą liczbą skończonych lat na białej chustce oraz zdobieniami w postaci kwiatów jakie na około zrobiła.
Gdy dotarła na dziedziniec zobaczyła jak jej bracia bawią się drewnianymi mieczami. Starszy pokrzykiwał coś do młodszego, ale Marg była zbyt daleko, aby cokolwiek usłyszeć, toteż szybkim krokiem zbliżyła się do członków swej rodziny.
Z tego co zrozumiała to wcielali się oni w jakieś postacie i młodszy próbował za wszelką cenę pokonać dwunastoletniego dziedzica Lychester. Dziewczynka uśmiechnęła się. Ich zabawa wyglądała niezwykle interesująco. W tym samym momencie na dziedzińcu pojawiła się Barbara.
Erite zbliżyła się do niej, aby pokazać swoją pracę. Została pochwalona przez co poprawił jej się humor, jednak ten pozytywny nastrój nie trwał długo.
Gdy poszła na lekcje szycia, to przez cały czas zerkała za okno obserwując braci i kompletnie ignorując słowa do niej wypowiadane przez starszą kobietę. Była zafascynowana tym co czyni jej rodzeństwo. Na nieszczęście dziewczynki, Barbara zauważyła jej roztargnienie i od razu zareagowała.
Onieśmielona Marguerite spytała czy może przerwać lekcję i pobawić się ze swoimi braćmi, którzy ewidentnie mieli ciekawsze zajęcie, niż ona- a przynajmniej tak wtedy wydawało się naszej blondyneczce.
Gdy nauczycielka usłyszała tę wypowiedź, to nie mogła uwierzyć w słowa swej uczennicy. Wiedziała, że jeszcze dziesięcioletnie dziecko nie mogło zdawać sobie sprawy z niedorzeczności swoich słów, ale była niezwykle zdenerwowana.
- Dama nie powinna nawet zaprzątać swej głowy takimi zabawami.  
Ostatnie słowo wypowiedziała bardzo pogardliwie patrząc na, zawstydzoną swoim zachowaniem, dziewczynkę, a potem poleciła jej wracać do pracy. W końcu nie miały całego dnia. Przyjęcie z okazji urodzin drugiego dziecka lorda Lychester zaczyna się za kilka godzin, a trzeba jeszcze ówcześnie poczynić odpowiednie przygotowania.

[theme]

Siedemnaście lat zleciało niezwykle szybko, większość czasu Marg spędziła na rozwijaniu się w artystyczny sposób, szyciu, jeździe konnej, balach oraz nauce. Sielanka, która nie u każdego była tak błoga, spotykała Lychester niemal codziennie.
Myśli dziewczyny już od dwóch lat kumulowały się koło jednego tematu. Ślubu.
Przeczytała niezliczoną ilość romansideł, wsłuchiwała się w ballady o podobnej tematyce i marzyła o swoim własnym księciu z bajki. Ba! Nie mogła się wręcz doczekać zamążpójścia. Szkoda, że zamierzony bieg historii zepsuło coś… Niecodziennego w rodzie Lychesterów.
Pewnego dnia Marg, jak zwykle po zajęciach, spacerowała po domenie wsłuchując się w śpiew ptaków oraz różne inne odgłosy wydawane przez otoczenie. Barbara zawsze jej powtarzała, że dama nie powinna bujać w obłokach, aż tak często, lecz rozmyślanie było jedną z ulubionych rzeczy wciągu dnia na jakie Erite sobie pozwalała.
Niespodziewanie zjawił się jej brat. Dziewiętnastoletni Lychester wyłonił się przed blondynką, złapał swą siostrę za ramiona i poprowadził w taki sposób, że ona tyłem weszła do jakiegoś pomieszczenia. Od razu przygwoździł ją do jednej ze ścian, a potem spojrzał głęboko w błękitne oczy swej siostry.
- Co ty najlepszego wyrabiasz? Jeszcze ktoś nas zauważy- oburzyła się dziewczyna, lecz nie protestowała, gdy ten złożył na jej ustach pocałunek.
Gdyby ktoś teraz wszedł do pomieszczenia nie miałby cienia wątpliwości co się dzieje pomiędzy tymi dwoma Lychesterami. Naprawdę nie wyglądało to z żadnej strony na relację brat-siostra… Z kilometra było widać, że chodzi o coś więcej.
Czyżby incesty?
Marg zachichotała, a potem położyła dłoń na policzku brata. To co robiła było dla niej dziwne, nowe i chyba to tak naprawdę ekscytowało dziewczę w całej tej toksycznej relacji.
Jej policzki spłonęły rumieńcami, gdy dziewiętnastolatek zaczął prawić jej komplementy. Gdy tak jej oczęta błądziły po licu braciszka, to Marguerite chciała, aby ta chwila trwała do końca jej życia. Czuła się przy nim jak w niebie. Co było dziwne, w końcu nie powinna takich uczuć dostawać w obecności członka rodziny.
W pewnym momencie młoda dziewczyna wymknęła się z objęć mężczyzny i wybiegła z pomieszczenia. A przedstawiciel płci brzydkiej ze swoim charakterystycznym uśmiechem ruszył za nią.
Złapał naszą blondynkę niecałe trzy minuty później. Służba patrzyła się na nich pobłażliwie, szkoda, że nie wiedzieli co się tak naprawdę za tym kryło. Nikt nie wiedział.

[theme]

Gdy dziewczyna miała już dziewiętnaście lat ojciec ogłosił jej, że jest zaręczona. Marzyła o tym całe swoje życie, jednak chwila, gdy w końcu to usłyszała… Nie wydała jej się jakoś wspaniała, a zareagowała na tą informacje jedynie przytaknięciem głową. Za to, ktoś inny przyjął tę wiadomość bardziej emocjonalnie, niż nasza Marguerite… Jej brat.
Wyszedł z pomieszczenia trzaskając drzwiami czym chyba naprawdę dosadnie pokazał jak bardzo zdenerwował się. Nazajutrz Erite słyszała wśród służby dziwne plotki, które ani trochę nie pokrywały się z prawdziwym powodem zdenerwowania jej brata. Całe szczęście, Marg nie wie co by poczyniła, gdyby jej dziwaczna relacja z bratem wypłynęła na powierzchnię morza kłamstw młodej blondynki.
Co prawda, to prawda, nigdy ze sobą nie spali, ale pocałunki znaczyły dla każdej ze stron coś więcej. Chociaż fakt, iż tego nie robili, nie zmienia faktu, że nie planowali… Choć za każdym razem siostra tchórzyła pozostawiając brata samego.
W obecnej chwili ani trochę tego nie żałowała, ale jak widać… On tak.
Ojciec, aby porozmawiać z synem wybrał się na polowanie. Młoda Lychester bała się co brat zamierza powiedzieć lordowi. Cholernie się bała i odliczała minuty do powrotu z ich wyjazdu. Jednakże wrócili wcześniej niż ktokolwiek się spodziewał, ponieważ władca tego terytorium został poważnie ranny. Nikt nie powiedział naszej Marguerite co się stało i dziewczyna zakładała najgorsze… Że ojciec umarł, a zabił go nie kto inny jak jej rodzony brat.  
Całe szczęście prawda minęła się z domysłami dziewczyny. Okazało się, że tato Erite spadł bardzo niefortunnie ze swojego rumaka, ale prawdopodobnie uda mu się wyjść z tego i wrócić do wcześniejszego funkcjonowania.
Ulga jaka otuliła dziewoję swoimi ramionami była tak wielka, że Marg zasnęła niecałe kilkanaście minut później.
Przez pierwszych kilka dni nie mogła się zbliżać do pokoju, a gdy w końcu jej pozwolili to nie wychodziła z niego przez większość czasu i opowiadała rodzicielowi o swoich dniach, które zadziwiały ją na nowo.
Obecnie  ojciec jest w pełni sił, ona poukładała względnie stosunki z braćmi i zamierza wypełnić wolę ojca w postaci ślubu z wyznaczonym jej partnerem.

Ekwipunek


- pieczęć rodu.
- kałamarz, pióro oraz pergamin.
- flakony z perfumami oraz biżuteria, którą dostała od ojca lub brata.
- wiele par butów, sukni, płaszczy oraz innych strojów młodej Lychester.
- tarantowata klacz, Lectus.
- sakiewka wypełniona monetami.
- przyrządy do szycia. Jak gdzieś wyjeżdża to nie ma opcji, aby Marg nie wzięła swoich narzędzi do tworzenia różnego rodzaju ubioru czy innych tego typu rzeczy.
- kilka książek, które w większości opowiadają o historii Siedmiu Królestw.
- złoty łańcuszek z zawieszką w kształcie pióra, który zrobiony jest z tego samego materiału co reszta, prezent od brata.

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Marguerite Lychester   Sob Maj 28, 2016 9:24 pm

Z przyjemnością mogę zaakceptować, choć panna Lychester musi się naprawdę dobrze pilnować, romans z rodzonym bratem naprawdę nie byłby dobrze odebranu w Dorzeczu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Marguerite Lychester

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-