a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Derek Baratheon i Selwyn Tarth



 

 Derek Baratheon i Selwyn Tarth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Tarth, Evenfall Hall
Liczba postów :
26
Join date :
11/05/2016

PisanieTemat: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Czw Maj 19, 2016 3:25 pm


Derek Baratheon i Selwyn Tarth


    

Rok 250 AL
Tarth, Evenfall Hall





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Tarth, Evenfall Hall
Liczba postów :
26
Join date :
11/05/2016

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Czw Maj 19, 2016 4:29 pm

- Taniec jest jak walka. To sekwencje kroków, cała choreografia odpowiednich ruchów i gładkich gestów.
Przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok, przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok, przejście w praw…
Selwyn nadepnął na piękne, wyszywane srebrną nicią trzewiki, zachwiał się niezdarnie i niemal wpadł na filar – przed całkowitym ośmieszeniem uratował go niezgrabny półobrót, dzięki któremu uniknął zderzenia z kolumną… kosztem wpadnięcia na ławę. Pech chciał, że nie wylądował na tyłku - co to, to nie.
Zanim nieszczęsna partnerka dziedzica Evenfall Hall zdołała wydać z siebie pisk (balansujący na granicy przestrachu i rozbawienia), Tarth wyciągnął przed siebie ręce w pełnym rozpaczy geście, przeleciał nad drewnianą ławą, zacisnął palce na brzegu stołu i…
… i dopiero wtedy dotarło do niego, że zderzył się z siedziskiem. Zderzył nie kolanem, nie udem, nie łydką – Selwyn, z właściwą sobie perfekcją, gruchnął o ławę biodrami i tym, co stanowi ich zwieńczenie, dumę oraz najbardziej newralgiczny punkt jednocześnie.
Dokładnie tak – przyszły pan Szafirowej Wyspy zaszczycił swą męskość stanowczo zbyt dosadnym pocałunkiem z drewnianym meblem.
Z zaciśniętego kurczowo gardła wyrwał się cichy jęk, który stanowił podsumowanie tej kuriozalnej sytuacji i który na całe szczęście zagłuszony został przez histerycznie piskliwy śmiech panny Liviany, drugiej (albo trzeciej?) bratanicy lorda Grandisona, oraz rozbawione wycie Dereka Baratheona – ten zresztą miał najlepszy pogląd na całą sytuację, siedział bowiem niecałe pół jarda od miejsca, w którym Selwyn niemal zgwałcił drewnianą ławę.
- Taniec musi być płynny i stanowczy jednocześnie, brak tu miejsca na niepewność, na wahanie!
Głos nauczyciela przywrócił młodzież do porządku i dał Tarthowi czas na odnalezienie resztek własnej dumy, choć ta skryła się za wstydem wielkim niczym Mur. Zarumieniony po czubki uszu dziedzic Szafirowej Wyspy niepewnie przystąpił do panienki Liviany, ignorując ból tam, gdzie mimo wszystko wolałby go nie czuć, i ponownie ujął jej dłoń, przygotowując się do powtórzenia nauki.
Wszak to nie mogło być trudne – taniec rzeczywiście przywodził na myśl walkę, w której liczą się odpowiednie ruchy, płynność i precyzja. Na parkiecie czy ćwiczebnym polu, z mieczem bądź drobną dłonią partnerki w ręku – ważne było wyczucie rytmu i swoboda, która charakteryzowała młodego Tartha podczas pojedynków.
I najwyraźniej tylko wtedy.
Na sygnał nauczyciela ponownie ruszył w nierówny bój, za wszelką cenę starając się ignorować płonące ze wstydu policzki i wciąż chichoczącego pod nosem Dereka – Baratheon kołysał się ze śmiechu w przód i w tył, przez co padł ofiarą wściekłego wzroku Selwyna – ten zresztą starał się poświęcić całą uwagę tańcowi, zatem prędko powrócił spojrzeniem na twarz panny Liviany i…
Przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok, przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok, przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, przejście w praw…
- Nie! Nie mogę!
Młoda, jasnowłosa dziewczyna wyrwała dłoń z uścisku palców dziedzica Evenfall Hall, krzywiąc usta w grymasie pełnym bólu.
- Znów mnie podeptał, jakby miał płetwy zamiast stóp!
Nie wiedzieć, co w tej scenie było zabawniejsze: Selwyn Tarth przestraszony tak, jakby ujrzał demona, masująca podeptaną stópkę Liviana Grandison, czy Derek Baratheon śmiejący się tak donośnie, że najpewniej słyszała go cała wyspa.
- Jesteś dobrym wojownikiem, panie, ale - z całym szacunkiem – miernym tancerzem.
Nauczyciel tańca westchnął cierpiętniczo, kiedy panna Liviana opuściła główną salę Evenfall Hall, kulejąc niewspółmiernie mocno do obniesionych obrażeń i dzierżąc w dłoni własnego pantofelka.
- Prawdę mówiąc, więcej gracji ma ślizgająca się na marmurze kobyła.
Selwyn, tonący we własnym wstydzie, stał na środku komnaty ze spuszczoną głową i palcami, które nerwowo mięły brzeg wamsu – nauczyciel tańca pozostał jednak nieczuły na ten wzruszająco bezradny obrazek i kontynuował tyradę.
- Nawet koń prędzej by się nauczył! Cóż ja mam począć, nie ma na Szafirowej Wyspie ani jednej panny, która zgodzi się z tobą zatańczyć, niedługo będziemy musieli sprowadzić jakąś z Essos, może tam nie dotarły wieści o wątpliwych umiejętnościach tanecznych dziedzica Evenfall Hall! – nauczyciel złapał się pod biodra, powiódł spojrzeniem od Selwyna na Dereka, od Dereka na Selwyna i w końcu westchnął ciężko, mówiąc to, co winien powiedzieć dawno temu. – Na dziś koniec, jeszcze jedna próba i będą ofiary śmiertelne.
Tarth ruszył się z miejsca dopiero wtedy, kiedy jego mentor opuścił główną salę – dźwięk zamykanych drzwi wprawił Selwyna w ruch, który w kilku krokach znalazł się nad Derekiem i, nieświadomie powtarzając gest nauczyciela, podparł biodra dłońmi.
- Przynajmniej próbowałem – wyburczał pod nosem, patrząc na przyjaciela spod zmarszczonych brwi. – Ty poddałeś się od razu!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Czw Maj 19, 2016 8:37 pm

Gdyby taniec był jak walka, Derek Baratheon z radością poddałby się jego nauce.
Taniec jednak nie był jak walka. No, chyba że z podeptaną lub przekonaną o swojej racji partnerką. Odbierał to raczej jak domową kłótnię, niż rzeczywisty pojedynek. W tych pierwszych nie był najlepszy. Często ulegał woli siostry, matki i ciotki. Mężczyźni w jego domu zdawali się mieć chęć mniejszego wpływania na umysł młodego jelenia poprzez wpychanie na siłę swoich racji. Lady Rhaelle miała szczególnie apodyktyczny ton i nie znosiła głosu sprzeciwu. Zapewne, gdyby spróbował z nią zatańczyć, jej wola wygrałaby nad jego i w ten sposób role, przecież tak ważne w tej dziedzinie, odwróciłyby się na dobre.
Być może właśnie dlatego został wysłany tu, na Tarth. W Końcu Burzy otoczenie inne niż rodzinne nie postrzegało go zbyt dobrze. Derek, wszystkim wątpiącym w jego pochodzenie, chciał odpłacać krwią i stalą. Szczególnie, kiedy wracał na pewien czas z wyspy, żeby spotkać się z najbliższymi... Wtedy zaczynał rozumieć decyzję ojca i lorda Harberta. Był im nawet wdzięczny.
Spotkał tu kogoś, kto pozwolił mu zapomnieć o problemach związanych głównie z nieprzewidzianym kolorem włosów, który tak dręczył niektórych. Szafirowa Wyspa stała się rajem - Derek odpoczął tutaj od obelg rzucanych w stronę jego matki, a równocześnie mógł wreszcie znaleźć towarzysza chyba na całe życie. Selwyn Tarth, bo o nim mowa, stał się dla Baratheona postacią niezwykłą. Kimś takim, jak on, ale bez bagażu oskarżeń dot. pochodzenia. I całe szczęście. Choć Derek utrzymywał bliski kontakt z bratem i kuzynami, to jednak żaden z nich nie mógł równać się pod względem znajomości pewnych zakamarków duszy Selwynowi.
Derek przypłynął po raz pierwszy na Tarth z ojcem, lordem Harbertem oraz Allyą i Aylwardem. Młodsze bliźniaki zdawały się być o wiele mniej i onieśmielone niż starszy od nich o dobre cztery dni imienia Derek. Bliźnięta zagoniły wtedy do zabawy Sybille Tarth, starsi zajęli się sobą, a z odsieczą dla blondyna przybył Selwyn. Derek doskonale pamiętał burzę ciemnych włosów połyskujących w słońcu. Część z nich rozjaśniło letnie światło, dając im przy tym kolor ciepłego brązu. Szarpnęła nim wtedy zrozumiała tylko dla niego zazdrość, ale zniknęła od razu w momencie, w którym jego towarzysz się odezwał. Był miły. Przecież od razu mógł wskazać na różnicę, która tak bardzo drażniła młodziana, a jednak tego nie zrobił... Potem nie wspomniał o niej też ani razu.
Szybko znaleźli wspólny język - głównym tego przejawem były radosne walki na drewniane miecze, wykradanie jedzenia z kuchni, umykanie z wszelakich lekcji i dawanie nogi z zamku przy każdej możliwej okazji. Na tej niewielkiej wyspie Derek wreszcie mógł poczuć, że jest. Że jest i to nie w sposób bolesny, ale taki, który dawał mu radość i przyjemność. Życie zaczęło mieć smak kwaskowego wina z Tarthu.

Obserwowanie akrobacji przyjaciela wprawiło Dereka w stan błogiego szczęścia i ogłupienia. Groteskowe pozycje, a potem jeszcze bardziej groteskowe reakcje doprowadzały naszego bohatera raz po raz do nagłych wybuchów śmiechu. Już sam nie wiedział, czy Selwyn robi to specjalnie, żeby tylko uniknąć najbardziej uciążliwych i upokarzających lekcji w całym repertuarze, czy też wszystko działo się poza chęcią i wolą dziedzica Evenfall Home. W każdym razie, wesołość rozpierała młodego Baratheona, a z pewnością nie pomagała ani jego towarzyszowi, ani nauczycielowi, ani uczennicy, która wydawała się wyraźnie poddenerwowana niezdarnością swojego partnera. W końcu czara z goryczą się przelała i lekcja dobiegła przedwcześnie końca.
- Widzisz, przyjacielu - zaczął - po prostu wiem, że moje miejsce jest gdzie indziej!
Jego ton wskazywał na pełną powagę, choć widać było, że z trudem powstrzymuje kolejną salwę śmiechu.
- Och, nie szło ci znowu tak źle. Dziś podeptałeś panienkę mniej razy niż poprzednio. To oznacza postęp! Jeszcze niedawno byłbyś w stanie spokojnie złamać jej... palec u nogi.
Pytanie czy i dziś nie był w stanie. Panna Grandinson wydawała się być mocno obolała po starciu (bo chyba tak można było to nazwać) z Selwynem. Derek był ciekaw, czy od razu pobiegła do maestra czy tylko udawała...
- Te lekcje to chyba najgorsze, co mogło nam się przytrafić - powiedział z żałosną miną. - Jakby to całe umizgiwanie się do dziewcząt było najważniejsze...
Wydawał się wyjątkowo niepocieszony tym pomysłem. Następnym razem znów jego kolej. Czasem w ramach nauki, pojawiała się tu lady Tarth, która z miłą chęcią towarzyszyła Derekowi w tanecznych pląsach. Mimo często przydeptywanych stóp zawsze zachowywała uśmiech na twarzy, jakby cała sytuacja była dla niej źródłem radości. I pewnie była, patrząc na niezadowolone, chmurne twarzy młodzianów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Tarth, Evenfall Hall
Liczba postów :
26
Join date :
11/05/2016

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Sob Maj 21, 2016 9:48 pm

Pamiętał dzień, w którym Derek Baratheon przybył na Szafirową Wyspę tak dobrze, jakby miało to miejsce ledwie przed tygodniem.
Pogoda wtedy dopisała, zupełnie jakby Tarth nie mógł doczekać się wizyty gości z Końca Burzy – przejrzyste, lazurowe wody obmywały spokojnymi muśnięciami fal brzegi, słońce wisiało wysoko na bezchmurnym niebie, zaś lekka bryza nadciągająca znad pełnego morza delikatnie pchała statek rodu Baratheon ku portowi. Sybille w ślicznej, błękitnej sukience trzymała za rękę Panią Matkę i okrągłymi z ciekawości oczyma wpatrywała się w przybijającą do brzegu galerę, zaś Selwyn…
… cóż, Selwyn był sobą. Co oznaczało mniej więcej tyle, że był nieznośny, gdy to balansował pomiędzy zniecierpliwieniem a szczerą irytacją, że jakaś tam (gdy był dzieckiem wszystko, co go denerwowało było „jakieś tam”, jakby nie zasługiwało nawet na sprecyzowanie – jakże zmyślne było to z jego strony!) wizyta gości z Końca Burzy wywołała zamieszanie i w efekcie okazała się bezpośrednią przyczyną, dla której odwołano trening małego dziedzica. Wiercił się w miejscu i kręcił niczym schwytana w sidła wydra, i dopiero gromiące spojrzenie Pana Ojca sprawiło, że nieco ostudził własne oburzenie. Wystarczyło jednak, aby suzeren wraz ze swymi dziećmi oraz bratankiem opuścił pokład statku, a Selwyn zapomniał o wcześniejszym poirytowaniu – jedno spojrzenie na bliźniaki (które z racji młodszego wieku okazały się znacznie bardziej interesujące dla Sybille) oraz Dereka wystarczyło, by dziedzic Evenfall Hall zrozumiał, że ich wizyta już na zawsze zmieni jego życie.
Jeszcze tego samego dnia, choć już późnym popołudniem, przemykał korytarzami zamku, ze śmiechem opowiadając o rok starszemu Baratheonowi o rzekomych zjawach, które zamieszkują jego mury – a był to przecież ledwie sam początek przyjaźni burzliwej niczym sztormy nawiedzające Zatokę Rozbitków. Mijały dni, miesiące i lata, a wraz z ich upływem Derek zasłużył na miano kogoś po stokroć ważniejszego od przyjaciela – to określenie zdawało się niepełne, na swój sposób ułomne w obliczu relacji, jaka zdołała ich połączyć. Nie było przecież tajemnicy, którą by się nie podzielili, nie było wątpliwości, której nie wyjawili, nie było kłopotów, z których wspólnie nie znaleźliby wyjścia. Baratheon był Tarthowi bratem w każdym tego słowa znaczeniu – próbowali nawet przypieczętować te więzy poprzez uściśnięcie dłoni, wcześniej rozciętych nożykiem do papieru i skąpanych w wąskich strużkach krwi, lecz na gorącym uczynku przyłapał ich maester, który natychmiast obwiązał dziecięce skaleczenia. Do zawarcia paktu nie doszło, jednak Selwyn zrozumiał, że wobec Dereka zbędne są teatralne gesty – w końcu ich dusze od chwili narodzin łączyło braterstwo nie wymagające tego typu poświęceń. Na poziomie duchowym byli niczym idealnie dobrane połówki owocu – kiedy stali ramię w ramię, zgadzała się nawet ilość pestek. Dziedzic Evenfall Hall pragnął, aby Tarth stał się dla Baratheona domem równie ciepłym, co Koniec Burzy – starał się tak bardzo, że po upływie kilku lat Szafirowa Wyspa była dla Dereka domem bliższym od potężnej twierdzy po drugiej stronie Zatoki Rozbitków i choć Selwyn nie potrafił ukoić tęsknoty przyjaciela za rodzicami oraz rodzeństwem, miał świadomość, że zapewnił mu to, czego udręczony niesłusznymi oskarżeniami Baratheon szukał.
Azyl.
Wczoraj, dziś i za pięćdziesiąt lat – Tarth już zawsze będzie dla niego miejscem, które oferuje ucieczkę przed rzeczywistością. Nawet, jeśli zamieni ją na inne realia – takie, gdzie dwójka nad wyraz niezgrabnych na parkiecie młodzieńców musi mierzyć się z własnymi demonami i nauczycielem, który z dnia na dzień coraz bardziej traci nadzieję w swych uczniów.
- Gdzie niby? – w ciepłych, brązowych oczach zamigotały iskierki rozbawienia, kiedy Selwyn oparł stopę o brzeg drewnianej ławy, przyjmując tym samym figurę godną samego Aegona Zdobywcy. – Za stołem podczas uczty, kiedy wokół wirować będą piękne, barwne pary? – z piersi dziedzica Evenfall Hall wyrwało się westchnienie tak głębokie, jakby myślami był na jednym z podobnych balów – tyle tylko, że prędzej widział się u boku Dereka, niźli z partnerką wiedzioną w pięknym tańcu, który nie zakończy się połamaniem wszystkich palców u stóp.
- Nabijaj się dalej, przyjacielu! Nadejdzie dzień, kiedy zatańczę na własnym weselu, ty pozazdrościsz mi niewątpliwych umiejętności, ja zaś uśmiechnę się i rzeknę: czyż okaleczenie nóg panienki Grandison nie było tego warte? - kąciki ust Selwyna zadrgały niebezpiecznie, gdy stłumił wyrywającą się z piersi salwę śmiechu – choć w ich żałosnym położeniu nie było choćby najmniejszego powodu do żartów. Derek miał całkowitą rację, te lekcje były najgorszym, co mogło im się przytrafić – gorszym nawet od szaleńczych treningów zbrojmistrza, który budził młodzików o świcie i zmuszał ich do przepłynięcia czterech odcinków pomiędzy brzegami zatoczki okalającej Evenfall Hall.
- A w jaki sposób podbijesz serce przyszłej małżonki, jeśli nie umizgiwaniem, kompromisami i słówkami gładkimi niby rzeczny otoczak? – Tarth pochylił się nieznacznie nad ugiętym kolanem, po czym pięścią lekko trącił przyjaciela w ramię, tym razem uśmiechając się promiennie. – Jestem w stanie to sobie wyobrazić! Och, najmilsza pani, twoje oczy niby światło gwiazd obmywają mą niegodną twego spojrzenia duszę, zaś uśmiech cieplejszy jest od pocałunków letniego słońca! Czy uczynisz mi ten zaszczyt i pozwolisz porwać się w tan, bym choć przez chwilę mógł skąpać się w twej dobroci? Przez rok i osiem dni nie umyję ręki, którą dotknąłem twej gładkiej skóry! – tym razem to Selwyn zanosił się śmiechem na tyle donośnym, by usłyszano go na drugim końcu wyspy – w trakcie swych ostatnich słów uniósł wysoko dłoń, zupełnie jakby była relikwią, którą należy obmyć w jasnych promieniach słońca i pod żadnym pozorem nie narazić na profanację w zetknięciu z materiałem wamsu. – Ale nim dokonasz tego cudu i podbijesz serce jakiejkolwiek damy… nauczyć się tańczyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Pon Maj 30, 2016 6:37 pm

Nastoletni chłopak nie mógł jeszcze pojmować w pełni czekających go zadań. Nie mógł wiedzieć, że jego opinia dotycząca pewnych spraw zmieni się diametralnie w bardzo szybkim czasie. Postrzeganie nauk dobrego wychowania, tańca, a także polityki, historii i geografii za nic w świecie nie interesowało bitnego Jelenia. Znaczenie wszystkiego, co z takim trudem wciskano mu o głowy, miał poznać Derek już niedługo. Szalejąca wojna i obowiązki zmienią wtedy jego podejście do "tych wszystkich bzdur".
Także czas spędzony na nauce tańca okaże się cenniejszym, niż mógł sobie wyobrazić.
Wkrótce okaże się, że wszystko, czego będzie pragnął, to pochwycić dłoń jasnowłosego anioła i zaprosić go do tańca w królewskiej sali balowej. Miło by było nie deptać przy tym stóp kobiety, na której będzie mu zależało.
Ale o tym jeszcze nie wiedział...
Prychnął, słysząc komentarz swojego przyjaciela:
- Barwne pary - mruknął z obrzydzeniem. Jego usta skrzywiły się w grymasie odrazy. - Nie rozumiem, po co tyle zamieszania. Czyż nie wystarczą im żarty przy stole i wino? Dużo wina!
Rozmarzył się na moment, pamiętając jedną ucztę w Końcu Burzy z okazji dnia imienia swojego kuzyna, Orysa, gdy to opróżniał raz po raz kielich swojego pana ojca. W końcu przyuważyła go Adrilla. Żeby go ukarać, wylała mu mu na głowę swój pełny puchar. Ojciec zorientował się wtedy, że coś jest na rzeczy. Pijanego młodzika natychmiast odesłał do komnat. Śmiano się z niego potem przez kilka następnych dni, do momentu, aż nie powrócił na Tarth, gdzie wszelkie docinki ucichły. Kiedy Derek opowiedział tę historię Selwynowi, ten zanosił się śmiechem jeszcze przez kolejne tygodnie. Wino chyba nigdy nie miało wpływać dobrze na umysł Baratheona...
- Wolałbym przez całe życie walczyć z Dzikimi albo piratami na Stopniach - westchnął. - Taniec mi się do tego nie przyda.
Pan ojciec nie chciał nawet słyszeć o dołączeniu Dereka do Nocnej Straży. To miejsce dla bękartów i morderców, mówił. Lord Harbert absolutnie się z tym poglądem nie zgadzał i podczas rodzinnych swarów często powoływał się na przykłady szlachciców, którzy dotarli wysoko w hierarchii Wron. Żywa nadzieja płonęła wtedy w Dereku, ale z drugiej strony napływały wciąż opowieści o odmarzniętych częściach ciała i tym podobnych. Brat lorda miał nadzieję, że młodzieńczy zapał w końcu opuści jego syna. Nie znajdziesz tam chwały, dodawał, studząc radość chłopaka.
Na moment Derek spochmurniał, przypominając sobie to wszystko, Selwyn postanowił jednak prędko wrócić do tematu tańców.
- Weselu? Niby z kim? - spytał. Wesele Z KOBIETĄ wciąż wydawało się dla niego niewyobrażalne. Piękne damy z opowieści wciąż wzbudzały w Dereku pewne obrzydzenie. Wystarczyło spojrzeć na pannę Grandinson, która bezsprzecznie powoływała się na te wzorce. Jak można się kimś taki zachwycać?
Już kompletnie zrzedła mu mina w momencie, w którym Selwyn wspomniał o zdobywaniu przyszłej małżonki. Wolałby wojaczkę zamiast kobiety. Jaka pociecha mogła płynąć z tego, że jakaś dziewczyna leży na łóżku i pachnie? Można ująć, że te, które go otaczały, nie robiły na nim najlepszego wrażenia. No, może Allya i Adrilla, ale ta pierwsza zachowywała się jak Aylward, a ta druga miała wiele do powiedzenia na każdy temat i zawsze potrafiła mu się odgryźć. Na błąkającą się to tu, to tam Sybille raczej nie zwracał uwagi (cóż to się będzie działo później...).
Widząc rękę Selwyna wzbijającą się ku górze, Derek zmarszczył brwi.
- Co ty robisz?
Nie był pewien, co jego przyjaciel właśnie chce uczynić. Wyglądało to jednak na coś, czego Derek mógł zacząć się obawiać.[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Tarth, Evenfall Hall
Liczba postów :
26
Join date :
11/05/2016

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Sro Cze 29, 2016 8:59 pm

Choć byli ledwie wyrostkami, chłopcami, którzy niedawno wytarli mleko spod nosa i niecierpliwie wyczekiwali, aż na ich policzkach pojawi się pierwszy cień zarostu, buńczucznie uważali, że wiedzą o życiu wszystko. Świat nie miał przed nimi tajemnic, podobnie jak tajniki kontaktów z – jakże odrażających wtedy! – młodymi panienkami. Ich horyzont zacieśniał się wokół walki na miecze, walki na topory, walki o to, czyja strzała trafi bliżej serca tarczy, walki prowadzonej na mapach Siedmiu Królestw. Cała rzeczywistość oscylowała wokół Szafirowej Wyspy – i choć za nią czekał cały świat, oni jedynie od czasu do czasu przebąkiwali o Końcu Burzy, Stonehelm czy Królewskiej Przystani.
Dla Selwyna i Dereka w tamtym czasie liczył się wyłącznie Tarth ze swymi wysokimi wodospadami i plażami tak złotymi, jakby wysypano je tym cennym kruszcem. Na zarozumiałość chłopców nic nie mógł poradzić ani kasztelan Evenfall Hall, ani Lord Szafirowej Wyspy, ani nawet maester czy septon – gdy ktoś prawił im kazania, kiwali usłużnie głowami, słowa wpuszczając jednym uchem, wypuszczając zaś drugim (i od czasu do czasu wypluwając je wraz z podkradzionym z piwniczek winem).
- Nie zachowuj się jak dziecko – ton Selwyna tak umiejętnie przywodził na myśl głos pulchnego, niziutkiego septona, który opiekował się świątynią na Tarth, że dziedzic Szafirowej Wyspy prychnął mimowolnie śmiechem, do szerokiej gamy umiejętności dopisując kolejną – przedrzeźnianie świątobliwych mężów. – Pani Matka mówi, że kiedy dama pije w obecności swego rycerza, to wyraźny znak, że jej wybranek ją nudzi. Oznacza to mniej więcej tyle, że twoja przyszła małżonka nie będzie rozstawać się z kielichem! – Selwyn zaśmiał się głośno, przezornie odskakując od Dereka na tyle daleko, by uniknąć ciosu jego pięści. Tak już z nimi bywało – jeśli nie zajęto ich bitką, nieudolną imitacją nauki tańca bądź konną jazdą, docinali sobie niby portowe przekupy przechwalające się, która na swym straganie ma większe dorsze. W ich słowach jednak nigdy nie było szczerej, mającej sprawić ból złośliwości – nawet, kiedy pokłócili się o byle drobnostkę, żaden nie rzucił w drugiego mogącą zranić uwagą. Derek wyjechał z Końca Burzy po to, by uniknąć kierowanych pod swym adresem obelg – a Selwyn poprzysiągł sobie, że nigdy nie obrazi go w ten sposób… i póki co doskonale wywiązywał się z własnych przyrzeczeń.
- Dzicy i piraci to płotki – Tarth splótł ręce na piersi, uśmiechając się pod nosem. – Ja będę ochraniał własną piersią króla! Biały Płaszcz mierzy się z po stokroć niebezpieczniejszymi wrogami, często niewidocznymi, podstępnymi i do szpiku kości przesiąkniętymi zdradą – w tej kwestii ojcowie obu młodzieńców zgadzali się w stu procentach: tak, jak młodszy brat Lorda Baratheona nie chciał, by Derek przywdział czerń, tak Lord Tarth nawet nie zamierzał słuchać o tym, że jego pierworodny syn pragnie przyjąć biel. Obaj mężczyźni sądzili, że pomysły ich potomków to przejściowa zachcianka – w końcu sami kiedyś pragnęli przerosnąć w czynach Aemona Smoczego Rycerza, a jednak już sam upór Selwyna i Dereka skutecznie działał im na nerwy.
- Jak to z kim? Znając twoje zapędy, to najpewniej z Innym – dziedzic Szafirowej Wyspy uśmiechnął się, najwyraźniej ubawiony tą wizją, jednak nim rozbawienie na dobre wzięło nad nim górę, uchwycił przyjaciela za ramię i niemal siłą poderwał z ławeczki, do której Baratheon prawie przyrósł.
- Ale nawet Inni tańczą lepiej od nas, co dogłębnie rani me serce – zacięty wyraz twarzy Selwyna wyraźnie świadczył o tym, że ma zamiar zmienić ten sam rzeczy – i że zacznie robić to natychmiast. Tarth objął Dereka lewą ręką w pasie, przyciągając do siebie jednym, choć stanowczo zdeterminowanym ruchem, w prawą zaś ujął dłoń przyjaciela, unosząc ją nieznacznie na wysokość ramion. – Teraz zwiesz się lady Derella, wyjątkowo nieurodziwa, choć bogata wdowa po… zaczekaj, który lord ostatnio zdenerwował cię na uczcie? Hasty? Niech będzie! Po lordzie Hastym, miał osiemdziesiąt cztery dni imienia i zmarł, kiedy wytrzeźwiał po weselichu i zobaczył, z jaką ślicznotką ślubował przed Bogami – w chwili, w której w piersi Selwyna wezbrał śmiech, młodzieniec ruszył w prawo, natychmiast dobierając wystukiwany przez nauczyciela tańca takt. Przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok, przejście w lewo, obrót w prawo, krok naprzód, krok w bok – jakże idiotycznie musiało to wyglądać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   Wto Wrz 20, 2016 9:55 pm

Szafirowa Wyspa, słynąca głównie z okalających ją, czystych wód o barwie wspomnianego w jej nazwie kamienia szlachetnego, stała się drugim domem dla Dereka. Choć tęsknota za bratem, siostrą i kuznostwem paliła go wewnętrznie, to jednak w tym wieku bardziej odczuwał on upokorzenie związane z oskarżeniami pod adresem jego koloru włosów. Selwyn dał mu o tym wszystkim zapomnieć i pewnie dlatego młody Baratheon tak bardzo przywiązał się do swego przyjaciela. Nigdy nie brakło im czasu na odrobinę uszczypliwości pod swoim adresem, ale w ich wypadku, i w wypadku całego dworu Evenfall Hall, złośliwość wiązała się z okazywanym uczuciem.
Tak było i w tym wypadku.
Z jednej strony Derek wciąż jeszcze nie pojmował, jakim cudem jego przyjaciel mógł stać się tak rycerski, jednocześnie pozostając dzieckiem. Obaj byli w końcu dziećmi, możliwe jednak, że wynikało to jedynie z błędnego myślenia Młodego Jelenia. Niektórzy uparcie nazywali ich "młodymi mężczyznami", co nie odnosiło się ani do aparycji obojga, ani do tego w jaki sposób pojmowali świat. Czasem tylko zdarzały się Selwynowi taki pomysły, jak tego dnia. Prawienie kazań o przyszłych małżonakch wydawało się Baratheonowi głęboko niewskazane w obecnej sytuacji.
- Niech siedzi, przynajmniej będę miał spokój - naburmuszył się, o czym świadczyły ściągnięte brwi, grymas niezadowolenia i skrzyżowane na piersi ręce. Kiedy jednak jego przyjaciel powrócił z dalekich podróży w ramach ucieczki przed pięścią, Derek wycelował palcem w jego żebra, chcąc zadać jeden z najokrutniejszych losów w dziejach Planethos. Szybko jednak ich rozmowa wróciła na właściwe tory.
To całkiem ciekawe, jak ułożyły się ich pragnienia. Obaj pragnęli niezwykłego życia, którym mogli się cieszyć jedynie najbardziej szaleni mężczyźni. Życie z dala od kobiet i rodziny, służenie "wyższej sprawie" i nie, żadne z nich nie miało na myśli zostania septonem. Jeden marzył o lśniącej zbroi, drugi o czarnej narzucie. Jeden pragnął chronić króla, drugi - świat przed legendarnymi potworami. Jeden chciał mierzyć się w pojedynkach z innymi rycerzami, drugi wolał walkę na śmierć i życie z dzikusem próbującym przedostać się przez Mur. Jeden chciał życia w sławie i chwale, bycia zapisanym w annałach królewskich, drugiemu było to co najmniej obojętne, ważniejsza miała się okazać przygoda i to, co nieznane. Niby marzenia dość pokrewne, a jednak oddalone od siebie o miliony mil. To pokazywało, jak bardzo różnili się między sobą Derek i Selwyn, ale również co ich najbardziej do siebie ciągnęło. To, że byli jednocześnie tak podobni i tak różni od siebie, tworzyło swoisty koloryt ich przyjaźni. Wymiana zdań w przyszłości mogła okazać się niezwykle pasjonująca w ich wydaniu.
- E tam, król - burknął Derek. - Ja będę bronił całego królestwa!
Baratheon wypiął dumnie pierś, jakby zaraz ktoś miał mu przypiąć oznakę do klapy. Nie było jednak ani klapy, ani odznaki. Pozostawał jedynie dość zabawny obraz młodego chłopaka, który nosem rysował w tym momencie sufit. Na uwagę o Innym, blondyn postanowił nie reagować. Tę złośliwość puścił mimo uszu, będąc jednak gotowym do kolejnego słownego starcia. Nie spodziewał się jedynie tego, że Selwyn zakończył tę część gry i postanowił zaskoczyć swego przyjaciela czymś zgoła innym.
Obaj wyglądali dość idiotycznie w wyjątkowo nieudolnej tanecznej pozie.
- Zaraz, czemu to ja mam być Derellą?! - obruszył się po raz kolejny Derek. Bardzo chciał wyrwać się z uścisku Selwyna, ale ten zdawał się użyć całej swojej siły do zatrzymania chwilowego partnera w okowach tanecznego uchwytu. - Chyba żartujesz!
Syk wydobywający się z ust Baratheona świadczył o jego głębokim niezadowoleniu. Młodzian nie rozumiał jednak, że to jeszcze bardziej musiało napędzaći dziedzica Evenfall Hall do kontynuowania tej tanecznej zbrodni. Selwyn porwał Jelenia do czegoś, co można było nazwać raczej dziwacznymi kuksańcami lub niezgrabną plataniną nóg. Owszem, wyglądało to niesamowicie idiotycznie, a jeszcze gorzej brzmiały jęki i utyskiwania blondyna.
- PUŚĆ MNIEEEE! PRZES-AŁ, MOJA STOPA!
I tak dalej, i tak dalej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Derek Baratheon i Selwyn Tarth   

Powrót do góry Go down
 

Derek Baratheon i Selwyn Tarth

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kronika rodu Tarth
» (NPC) Lord Torrhern Brandon Baratheon
» Kronika rodu Baratheon
» Lucinda Selwyn
» Lianne Marsei Baratheon

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-