a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Alysanne Waters i Saroh Oakheart



 

 Alysanne Waters i Saroh Oakheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Maj 16, 2016 6:20 pm


Alysanne Waters i Saroh Oakheart


Alysanne Waters     Saroh Oakheart

Rok 263 AL
Królewska Przystań, stajnie





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Maj 16, 2016 7:34 pm

- Wychodzę! - krzyknęła, zatrzaskując drzwi chaty.
- Czekaj! - zabrzmiał ostry głos Heleny.
Dziewczyna wywróciła wymownie oczami, zatrzymując się na ubitej drodze. Na całe szczęście Helena nie była w stanie zobaczyć owego wymownego gestu. Plewiła właśnie przydomowy ogródek. Klęczała, ręce miała czarne od ziemi. Widząc wychodzącą Alysanne, podniosła się z klęczek i podparła się pod boki, brudząc ubranie.
- Dokąd to się wybierasz?
- No jak to? Do stajni!
Brązowe oczy kobiety ciskały gromy. Gdyby miała przy sobie łyżkę, pewnie Alys dostałaby nią po głowie.
- Przecież wiem, tłumoku! Gdzie idziesz bez śniadania dla Philipa?
Alys grzecznie podeszła do kobiety, odbierając od niej koszyk z kawałkiem chleba, gomółką sera i dwoma jabłkami oraz niewielką butelką ale. Niespodziewanie Helena zrobiła krótki zamach i pacnęła Alysanne w tył głowy.
- A to na pamiątkę!
Dziewczyna westchnęła i roztarła obolałe miejsce. Jej opiekunka miała wyjątkowo szorstkie, twarde, ciemne dłonie o krótkich palcach przypominających kiełbaski, zakończonych brudnymi, połamanymi paznokciami. Dłonie Alys były inne. Blada, wręcz przezroczysta skóra, długie palce, szczupła dłoń. Alysanne wiedziała, że nie jest córką Heleny i Philipa, ale nie miała pojęcia, kim są jej prawdziwi rodzice. Opiekunowie powiedzieli jej tylko tyle, że została podrzucona pod ich drzwi. Unikali rozmowy na temat jak dokładnie trafiła do ich domu, kim mogliby być jej rodzice, dlaczego nadali jej imię Dobrej Królowej Alysanne. W końcu przestała pytać. Pozostawały jej tylko domysły. Popuszczała wodze fantazji marząc o tym, że jest zaginioną księżniczką albo córką niezwykłej wojowniczki. Te fantazje przybrały jeszcze na sile, kiedy odkryła koszyk w spiżarni. Nie był to taki zwykły kosz. W środku, przykryte czarną tkaniną znajdowały się ciekawe przedmioty. Ciężki, zakrzywiony nóż, naszyjnik przedstawiający trójgłowego smoka i czarny płaszcz z takim samym symbolem. Alysanne nie miała zbyt rozległej wiedzy na temat heraldyki, ale nie uszło jej uwadze, jakie proporce powiewają w Czerwonej Twierdzy. Od tamtej pory ukrywała koszyk pod swoim posłaniem i raz na jakiś czas oglądała każdy przedmiot w nim schowany.
Umknęła przed kolejnym kuksańcem i ruszyła biegiem w stronę królewskich stajni, gdzie czekali na nią jej ulubieńcy.


Do stajni weszła już spokojnym lecz równocześnie sprężystym krokiem. Co chwilę zatrzymywała się przy którymś z boksów i głaskała konie po czole. Nawet te najbardziej niespokojne i narwane odnajdywały w sobie chwilę spokoju, aby poddać się czułościom ulubionej opiekunki. Najdłużej zatrzymała się przy boksie siwej klaczy nakrapianej drobniutkimi brązowymi cętkami. Stała przez chwilę przy drzwiach z przymkniętymi powiekami, a klacz zbliżyła miękkie chrapy do czoła dziewczyny, dmuchając w nie powietrzem. Koń także zamknął oczy, a uszy delikatnie opuścił. Z daleka wyglądały tak, jakby dwie pokrewne dusze odnalazły się na tym padole łez.
Philip akurat przekroczył próg z miotłą w ręce. Przez chwilę patrzył na swoją podopieczną z uśmiechem nim się odezwał.
- Doskonale do siebie pasujecie.
Alys błyskawicznie się odwróciła, podobnie jak klacz obracając się w stronę mężczyzny. Widząc go, dziewczyna uśmiechnęła się.
- Witaj, Philipie! Nie ma lepszej pary niż ja i Celestria.
- Lepszej nie widziałem, a jestem już wiekowy.
Alysanne podeszła do mężczyzny i chwyciła pojedynczy kosmyk jego włosów, przyglądając mu się z wyrazem skupienia na ślicznej twarzyczce.
- Rzeczywiście, chyba siwiejesz! - oznajmiła w końcu. Oczy się jej śmiały. W gruncie rzeczy włosy Philipa były niemal całkowicie siwe.
- Jestem niemal tak siwy, jak twoja klacz.
Tego typu przekomarzanki były w ich przypadku na porządku dziennym. Już z daleka było widać łączącą tę dwójkę więź. Philip od początku pokochał Alysanne, dokładnie od momentu, w którym zobaczył ją w koszyku na progu swojej chaty. To on przekonał żonę, że powinni ją zatrzymać.
- Z dobroci serca. Przecież to mała kruszynka... Nie możemy jej tak zostawić.
- Przez tę swoją dobroduszność kiedyś zginiesz - fuknęła Helena, ale w końcu dała się namówić.
Była twardą, nieustępliwą i surową kobietą. Jednak w głębi duszy ona także pokochała Alys, czuła się w obowiązku by wychować ją "na ludzi". Jak sama stwierdziła, ktoś musi być w tym domu mężczyzną.
- No dobrze, Alys. Czas do pracy. Idę po taczkę. Będziemy czyścić boksy.
Ochoczo wzięli się do pracy. Alysanne miała już w tym wprawę. Od jakiś dziewięciu lat pracowała w stajni - wywoziła gnój, zamiatała, karmiła, poiła, zajmowała się końmi. Kochała tę pracę, choć czasami bywała ciężka. Na tych delikatnych, szlachetnych dłoniach robiły się pęcherze, skóra na nich z czasem stwardniała. Włosy choć naturalnie miały barwę platyny, niemal zawsze były przybrudzone, gdzieniegdzie wplątała się w nie słoma. Ale dzięki tej pracy jej ciało nie było słabe jak u szlachetnie urodzonej dziewczyny, która całymi dniami haftuje i para się innymi, mało fizycznymi zajęciami. Pod ubraniem kryły się mięśnie, wyrobione przez ciągłe wynoszenie gnoju i jazdę konną. W wolniejsze dni brała Celestrię na przejażdżkę po okolicznych lasach, czasem zapuszczała się nawet do Królewskiego Lasu, najdzikszego w tej części Westeros. Kochała te małe wyprawy. Wtedy czuła coś na kształt wolności. Upojona wiatrem, świeżym powietrzem i naturą, faktem wyrwania się z duszących murów miasta, które często ją przytłaczały czasami traciła poczucie czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sro Maj 18, 2016 3:48 pm

Wschód słońca niósł ze sobą dwa fakty. Nadchodziło ciepło, a co najważniejsze - jasność. Podróżowanie podczas zmroku nie wydaje się czymś łatwym. A jednak kiedy brak Ci odwagi, by zapytać miejscowych domowników o nocleg, jesteś zdany jedynie na los. A ten pcha Cię dalej, zmuszając do wędrówki przez drogi, których nigdy wcześniej nie mogłeś poznać. Mijasz wzniesienia, pokonujesz mosty, przy których jakiś niski starzec pyta Cię o miedzianą monetę, a potem docierasz, gdziekolwiek. W tymże położeniu odnalazł się Saroh. Niby przemyślanie dobrał drogę, a jednak podróżował donikąd. Dosłownie tam, gdzie poniesie go wiatr, bądź sytuacja.

Raz kolejny opuścił swój dom. Old Oak? Mógł zapomnieć. Nic ważnego go tam nie trzymało. A już z pewnością nie znajomości, których de facto nie posiadał. A de iure powinien. W końcu pozycja z jaką się urodził nie jest nawet bliska tym ludzi, którzy pracują w pocie czoła, by zagwarantować rodowi jakąś przyszłość. Niemniej, cel jako taki obrał. Konia osiodłał, zapasy zabrał, no i ruszył.



***
Królewska Przystań

Długa droga wprowadziła go wprost do Królewskiej Przystani. Czy dostał się łatwo, a może miał jakieś kłopoty? Tego opisywać nie będę, na razie. Skupmy się więc na samym sednie jego przybycia. Długa, oliwkowa szata pokrywająca większą część ciała, zwisała teraz wolno, roznosząc się fałdami po kawałku końskiego grzbietu. Cienka, przewiewna chusta okrywała głowę, by promienie słoneczne nie przegrzały tego, co w głównej mierze odpowiada za nasze myśli. Jedynym więc miejscem, gdzie dało się dostrzec choć skrawek skóry młodzieńca, to była właśnie twarz. Oblicze ukazujące jasne, morskie tęczówki, proste brwi, no i oczywiście pełne, popękane wargi. Z tymże wyglądem, a także narzuconą czujnością i pewnością siebie, przemierzał przepełnione ludźmi ulice. Będąc prawie pewnym tego, co zamierza począć, zapytał o drogę.

Wypatrzył bowiem kobietę, która nic nie robiąc, wpatrywała wzrok w niebo. Siedziała przy jednej ze ścian kamiennego budynku. Jej dłonie zwisały wolno wzdłuż talii, a włosy porozrzucane we wszystkie strony wyglądały jak świeżo wyrobiony stos siana. No, ale tym się nie przejął. W jej twarzyczce widział coś na przekór dobrego i niewinnego. Podjechał więc wolno, z konia zeskoczył i zaczął swą wypowiedź słowami prostymi. No i tu koniec. Niewiasta spojrzała na niego z wredotą, powstała i odeszła. No, tak po prostu. Bez słowa.

Problem tkwił bowiem w tym, że Saroh nie potrafił i nadal nie potrafi dostrzegać prawdziwych osobowości. W osobie, która może być jego wrogiem, potrafi dostrzec przyjaciela. To także działa odwrotnie. Nic dziwnego, że kobiecina, która w jego oczach uchodziła za bardzo miłą, okazała się nieprzyjaznym milczkiem. Cóż, z tego całego zmieszania wyrwała go inna kobieta, która zaproponowała pomoc. Przedstawiła się, a także wskazała, by konia oddać do stajni. Saroh ukłonił się, posłał niewielki uśmiech, wszedł z powrotem na wierzchowca i ruszył, w stronę wskazanego miejsca.

Docierając na miejsce ujrzał białowłosą kobietę, a także poruszającego się obok niej mężczyznę. Cóż, domyślił się jaką pełnią tutaj funkcję. Zsiadł więc raz drugi z ogiera, złapał skórzany pas i prowadził towarzysza wprost do pracujących ludzi. Liczył, że otrzyma od nich pomoc, no i oczywiście liczył się z tym, że będzie musiał za to zapłacić. Z dwojga złego wolał rozmowę z dziewczyną. Kto bowiem pchałby się do jakiegoś tam faceta, gdy tak przepiękna niewiasta zajmuje się miejscem, które ugh, pokochał za młodu. Sam bowiem odwiedzał rodzinne stajnie dość często, zajmował się końmi, karmił i pielęgnował. Z energicznym więc krokiem podbił do wypatrzonej osoby, przeczesał prawą ręką ciemne kłaki, no i zaczął w te słowa:

- Witaj. - Przerwał na moment, gdyż uśmiech samoistnie pojawił się na twarzy, a także dwa wywołane przez niego dołeczki na policzkach. Gdy jednak powściągnął pierwsze emocje, a te były bardzo duże (głównie za sprawą tego, że z dziewczynami rzadko rozmawiał), jedną ręką poprawił szatę, drugą zaś nadal trzymał konia za pas.

- E-ten, potrzebuję zostawić konia pod dobrą opieką. A właściwie, to, eh-ten, nie wiem na jak długo. Yy-y, właśnie przybyłem do stolicy, a nie ukrywając, że jestem tutaj nowy, mam jeszcze problemy z rozpoznaniem się w terenie. W każdym razie będę bardzo wdzięczny, jeżeli zechcesz mi pomóc. Ee-ten, no i zapłacę. Tak, zapłacę. Wybacz, jestem dzisiaj jakiś taki nieświeży. - Prawa dłoń mimowolnie powędrowała do góry, zaczęła drapać głowę, przeczesując włosy. No i uśmiech na ustach, jeszcze szerszy niż przedtem - zawstydzenie zagórowało.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pią Maj 20, 2016 11:34 pm

Oporządzenie tak wielu boksów, jakie miała królewska stajnia zabierało sporo czasu, dzielili się więc obowiązkami. Raz Philip usuwał nieczystości i wywoził je taczką, innym razem robiła to ona. Dziś przypadła kolej jej opiekuna. Alys rozścielała więc słomę w boksach, rozdzielała równe porcje siana i zamiatała po skończeniu pracy w danej części stajennego korytarza. Robota szła nawet szybko, szczególnie kiedy wspólnicy lubili przebywać w swoim towarzystwie tak, jak oni.
Właśnie zamiatała korytarz z resztek słomy, siana i kurzu, kiedy do stajni wszedł chłopak okryty szatą barwy oliwek, z głową owiniętą chustą. Jedynym punktem, którego nie zakrywała odzież, była twarz. Twarz o wystających kościach policzkowych, prostych brwiach, niebieskich oczach i bladej cerze. Był sporo wyższy od Alys, która przecież do najniższych nie należała. Prowadził ze sobą pięknego siwego, niemal białego konia o długiej grzywie.
Widząc, że nieznajomy zmierza w jej kierunku, przerwała zamiatanie i wyprostowała się. Była w stroju roboczym, typowo męskim - prostych, lnianych spodniach i koszuli w szaro-burym odcieniu. Na nogach tkwiły zniszczone już buty z czarnej skóry, które pamiętały niejedno pokolenie. Na jej ramieniu spoczywał niedbale spleciony warkocz, a same włosy barwy platyny były pokryte drobinkami kurzu, z lekka przybrudzone, gdzieniegdzie upstrzone słomą. Ogólnie rzecz biorąc wyglądała jak chłopska dziewczyna, którą zresztą była.
Odwzajemniła uśmiech tak po prostu, naturalnie. Była raczej pogodną, miłą osobą i właściwie codziennie rozdawała uśmiechy temu obmierzłemu miastu, śmierdzącemu grzechem.
- Witaj, panie - przywitała się oficjalnie, choć dość serdecznie. Uczono ją od małego, jak zwracać się do klientów, nawet jeśli nie byli panami.
Szczerze mówiąc nie spodziewała się, że chłopak będzie się jąkał i że będzie tak skrępowany. Jej uśmiech stał się szerszy, dodający otuchy.
- Mamy wolne boksy i z przyjemnością was przyjmiemy. - Spojrzała na konia, a oczy wyraźnie jej zalśniły. Nieważne czy kuc, czy całkiem duży koń, te zwierzęta zawsze wyzwalały w niej ekscytację. - Zaopiekujemy się nim, jak potrafimy najlepiej, ręczę za to. Czas nie jest ważny. - Rzeczywiście nie był ważny, jeśli tylko został opłacony. Nowy zarządca stajni był skąpym typem i wbijał swoim pracownikom do głowy, jak istotny jest słodki brzęk monet w kieszeni. Niemniej Alysanne nie miała zamiaru o tym wspominać. Jej zdaniem było to po prostu niegrzeczne. Szczególnie, że nieznajomy sam zaznaczył, że uiści koszty. - Znam trochę miasto, mogę pana oprowadzić, ale dopiero po skończeniu pracy w stajni. Proszę za mną - powiedziała, opierając miotłę o najbliższy boks.
Zaśmiała się krótko w reakcji na ostatnie słowa chłopaka.
- Mnie ostatniej będzie to przeszkadzało - powiedziała z szerokim uśmiechem, wskazując na swoje niesforne włosy, wymykające się z warkocza.
Ruszyła przed siebie, upewniając się, że zarówno chłopak, jak i koń podążają za nią. Przystanęła obok jednego z obszernych, wygodnych boksów ze świeżą słomą.
- Zaraz przyniosę siana - rzuciła i już jej nie było.
Wróciła po chwili, taszcząc ze sobą kostkę siana. Wyciągnęła z kieszeni stary scyzoryk stajenny i rozcięła sznurki oplatające siano. Chwyciła dwa plastry i przeniosła je do boksu.
- Gotowe - obwieściła, oddychając tylko odrobinkę szybciej. Lata praktyki sprawiły, że doszła do pewnej wprawy w obowiązkach stajennych, żeby nie powiedzieć nieskromnie, że była mistrzem w swoim fachu.
- Chce pan jeszcze coś zabrać ze sobą? - spytała, wskazując na końskie juki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Maj 23, 2016 9:48 pm

Mój wzrok błądził po stajni, podążając za zgrabnymi ruchami białowłosej dziewczyny. Ta bowiem przemieszczała się pomiędzy boksami, biorąc raz siano, a innym razem paszę. No i pracy nie brakło, co dało się zauważyć przede wszystkim po jej wyglądzie. Po rękach brudnych, po włosach oblepionych, no i oczach zmęczonych. To jednak nawet na trochę nie ubliżało jej piękności. Młodzieniec zawstydził się, lecz miał do tego prawo. Na jego policzkach rozbłysnęły rumieńce, szczególnie widoczne, gdy twarz kolorem przypomina mleko. Wyczekał więc momentu, gdy Alysanne przycupnęła, by nabrać chwili spokoju. W międzyczasie mówiła do niego, choć i tak czekał do samego końca, by cokolwiek z siebie wykrztusić. Nie chciał jej przerywać, no i nie chciał wypalić czegoś niestosownego. Zebrał więc myśli dopiero wtedy, gdy zapytała go, czy nie winien czegoś ze sobą zabrać. A Saroh - jak to nierozgarnięty - pokiwał głową przecząco.

- Właściwie, to nie jestem pewien na jak długo zastanę, dlatego część zapłacę teraz, a resztę w momencie, gdy przybędę po swojego towarzysza. O ile oczywiście nie jest to problemem. - Wypowiedź zakończył promiennym uśmiechem. Następnie pochwycił gęste włosy, wzrokiem odprowadzając białego konia. W tym momencie, podczas kilkudziesięciu sekund wolności mentalnej, zamiast zająć się myśleniem odnośnie znalezienia odpowiedniego noclegu, wolał główkować, co winien powiedzieć, by rozmowę wystarczająco podtrzymać.

- Nie odmówię sobie poznawania miasta przy tak urodziwej duszyczce. Zaczekam, jeżeli sytuacja tego wymaga. A nawet pomogę, jeżeli nikt na mnie spod oczu patrzeć nie będzie. - Wzrok przeniósł na boksy, gdzie znajdowały się różnego gatunku kopytne zwierzęta. Cóż, większość swej młodości spędził wraz z końmi. Praca w stajni to dla niego żaden problem, a praca przy kimś, kto urodą grzeszy - przyjemnością. Podwinął więc rękawy, jakby na znak, że jest w stanie podjąć się wszystkiego.

- A po wszystkim, spacer. O ile nic innego większej uwagi nie wymaga. - Spuścił głowę nieco niżej, coby ciemne włosy pokryły większość czoła. Na twarzy ukazał się uśmiech oraz towarzyszące temu, charakterystyczne dołeczki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Wto Maj 24, 2016 7:32 pm

Kiedy tylko otrzymała odpowiedź w postaci gestu, podeszła do konia, dając mu najpierw powąchać dłoń. Delikatnie i ostrożnie przesunęła po szyi zwierzęcia, a potem dalej, chcąc aby zaakceptował jej dotyk. Jeśli wszystko poszło sprawnie, zręcznie rozsiodłała konia i wprowadziła go do przygotowanej końskiej kwatery. Siodło i ogłowie zaniosła do specjalnie wydzielonego pomieszczenia i tam pozostawiła, zamykając drzwi na klucz, który w czasie pracy zawsze nosiła przy sobie.
Jej uwadze nie umknął rumieniec, który pojawił się na twarzy chłopaka. Udała, że tego nie zauważyła. Nigdy się nie zdarzyło, by ktoś odnosił się w stosunku do niej tak ostrożnie. Uważano ją tylko za swego rodzaju służkę, a jeśli jakiś mężczyzna zwrócił na nią uwagę, było to zdecydowanie niezdrowe zainteresowanie. Do tej pory na całe szczęście nie otrzymała żadnych obscenicznych propozycji, ale wzrok niektórych mówił sam za siebie. W oczach nieznajomego nie znalazła niczego podobnego.
- Nie, skądże - zaprzeczyła z uśmiechem.
Nie unikała kontaktu wzrokowego, co u kogoś z jej pochodzeniem można było uznać za obraźliwe, ale taki już miała sposób bycia. Jej oczy, choć niebieskie, zdawały się być ciepłego odcienia. Przypominały lazurową, głęboką wodę, w której przyjemnie jest się zanurzyć w upalne lato.
- Miło mi to słyszeć. Niestety będę musiała zostać...
- Możesz iść, Alys.
Dziewczyna odwróciła się i ujrzała Philipa, który właśnie wrócił z opróżnioną już taczką.
- Och, Philipie... Jesteś tego pewien?
- Jaśnie pan zarządca byłby zły, gdybyś odmówiła klientowi - powiedział mężczyzna, kłaniając się krótko chłopakowi.
- Dziękuję. - Podeszła do opiekuna i uścisnęła go.
Mężczyzna uśmiechnął się, po czym jeszcze raz skinął głową nieznajomemu i odszedł do swoich obowiązków. Alys patrzyła za nim przez chwilę, czując ogarniające ją wzruszenie. Philip zawsze chciał dla niej jak najlepiej i choć był tylko biednym chłopem, starał się jak mógł, by uchylić dziewczynie choć skrawek nieba.
Alysanne strząsnęła z policzka łzę wzruszenia, po czym odwróciła się do gościa.
- W takim razie możemy iść. Myślę, że nikt nie będzie miał nic przeciw temu... - Zauważyła, że kiedy się uśmiechał, w jego policzkach tworzyły się dołeczki, nadając mu chłopięcy wygląd. - Ale zwyczaj wymaga, abym się przedstawiła. Mam na imię Alysanne, ale wszyscy wolą mówić mi Alys.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sob Maj 28, 2016 12:37 pm

Gdy Waters wypowiedziała swoje imię, młodzieńca jakby zatkało. Najzwyczajniej zapomniał się przedstawić, a przecież maniery wymagały, by zrobił to wpierw mężczyzna. Łagodząc więc sytuację, ukłonił się nisko, łapiąc jej dłoń, jakoby wywodziła się z rodu wyższego. Okazując odpowiedni szacunek, wyjawił swe imię, choć nie ród.

- Saroh, i bynajmniej nie można uprościć mego imienia. - Uniósł brwi do góry, podchodząc bliżej. Dopiero, gdy znalazł się o jeden krok obok niej, puścił delikatnie dłoń, ustawiając ciało w kierunku wyjścia. Dziewczyna uzyskała bowiem zgodę, by opuścić w tymże dniu pracę. A jako, że nic więcej na przeszkodzie nie stało, uradowany młodzieniec postanowił nie próżnować, nie marnować czasu, a poznawać miasto przy doborowej osobie. Czymże jednak byłby spacer, gdyby obydwoje nie rozmawiali. By podsycić więc gawędkę, rzucił pierwszy temat.

- Wielu mówiło o stolicy, choć zobaczyć ją po raz pierwszy, to dopiero wrażenie zabierające wdech w piersi. Jednakże, wyobrażałem sobie miasto jako całokształt nieco inaczej. Być może zbyt idealistycznie podchodzę do rzeczy, lecz takiego widoku, cóż. - Przewrócił oczętami wymownie. Królewska przystań w porównaniu do miasta, z którego się wywodzi jest brzydsza, a z pewnością nasycona nieprzyjemnym zapachem, smrodem ulatującym z osiedli budowanych przez biedotę.

- Powiedz mi, mieszkasz tutaj od urodzenia, prawda? W takim wypadku, to ty znasz to miasto najlepiej. Ja zaś słyszałem jedynie o kilku mniejszych miejscówkach, które mógłbym zwiedzić, acz mogę zdać się na łaskę przewodnika. O ile ten zna miejsca, które warto byłoby zobaczyć. Pełno tutaj... ludzi. Wszędzie ktoś. Tłoczno, wzrok zewsząd, spoglądający we wszystkie strony. Jak odnaleźć się w takowym zgiełku. - Westchnął raczej cicho. Miejscem, które mógłby ujrzeć osobiście był Wielki Sept. O innych miejscówkach nie słyszał, dlatego wolał zdać się na wolę białowłosej. Ta bowiem z pewnością zna lokalizacje o wiele milsze i cichsze. Dodał więc na sam koniec, gdy przekraczali progi stajni:

- Wybacz, jeżeli pytanie wyda Ci się zbyt bezpośrednie na początek. Jestem raczej ciekawy po tym, czego doświadczyłem będąc tutaj. Nie myślałaś nigdy o tym, by uciec z tego miejsca i zamieszkać na pozycji raczej... o wiele bardziej spokojnej? Doświadczyłaś ty w ogóle jakiejś podróży? - Zmarszczył brwi. Widząc jej ciało, słomę we włosach, wywnioskował, iż raczej całe życie spędziła na pracy. Nie jest wysoko urodzona, ani bogata. To, co ją tutaj trzyma, to przede wszystkim brak jakichkolwiek predyspozycji na przyszłość. Cóż, nawet, jeżeli kocha konie, to i tak nigdy nie mogła wybrać się na prawdziwą przejażdżkę. No bo gdzie, tutaj w zatłoczonym mieście? Odbiegł jednak od myśli dalekich, skupiając się na teraźniejszości.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Maj 30, 2016 5:19 pm

Nie spodziewała się tego ze strony młodzieńca, więc automatycznie spięła mięśnie lecz nie odsunęła się. W miejscu, gdzie jego dłoń dotykała jej skóry, czuła dziwne aczkolwiek w pewien sposób przyjemne mrowienie. Dygnęła niepewnie, trochę niezgrabnie. Nie była przyzwyczajona a raczej obeznana ze szlacheckimi rytuałami. Nie była w stanie nawet zapamiętać poszczególnych tytułów wysoko urodzonych ludzi. Czasami mogła dostrzec niektóre obrządki podczas jakiś świąt, jednak nie zdarzało się to na tyle często, aby mogła je zapamiętać co do joty. Poza tym i tak nikt nigdy wobec niej nie zachowałby się tak, jak względem damy, więc nie zwracała na te zwyczaje większej uwagi. Wyższe sfery były dla niej nieosiągalne, ich życie stanowiło równoległy świat, całkiem inny od jej świata. To coś na kształt współczesnej telewizji - oglądasz, czasem wczuwasz się w historie tamtych ludzi, ale kiedy program się kończy, wracasz do rzeczywistości.
- W każdym, nawet najwspanialszym mieście znajdzie się miejsce dla biedy, choroby i głodu - powiedziała z nagłą melancholią w głosie, tak zupełnie do niej niepodobną. - Przynajmniej tak mi się wydaje - dodała, spuszczając na chwilę wzrok.
Uwielbiała marzyć, gnać myślami gdzieś indziej, kiedy świat stawał się ciężki do zniesienia. Mogła jedynie wyobrażać sobie piękna tego świata, słuchać minstreli wychwalających dzieje kogoś innego. To było jej jedyną formą odpoczynku nie licząc tych krótkich przejażdżek na grzbiecie Celestrii.
W milczeniu ruszyła ku wyjściu, słuchając chłopaka, ale sprawiając wrażenie jednocześnie nieobecnej.
- Żyję w tym mieście od urodzenia. Rzeczywiście ci wszyscy ludzie wokół... - urwała. Dopiero po chwili podjęła: - Niewiele jest miejsc, gdzie ich nie ma. Ale takie zakątki istnieją. Jeśli tylko chcesz... Możemy je odwiedzić.
Słysząc kolejne pytania, serce ścisnęło jej się w piersi. Ileż to razy myślała o tym, żeby po prostu wsiąść na koński grzbiet i odjechać gdzieś daleko, gdzie tyle jest do podziwiania!
- Myślałam... Myślę o tym, ale nie śmiem marzyć. Po prostu wiem, że jest to nierealne. Jestem tylko prostą, chłopską dziewczyną. Jeśli odważyłabym się na coś takiego, pewnie zginęłabym lub stałabym się przestępcą. Wyrwanie się z tego miasta to moje największe pragnienie, ale nigdy się nie ziści.
Spuściła głowę, pogrążając się na moment w rozmyślaniach. Nawet jeśli byłaby damą, była tylko kobietą. W tym świecie to mężczyźni mięli całkowitą wolność, to oni byli tymi silnymi. Ona... Była słaba.
- Wybacz - stropiła się, zerkając na Saroha niepewnie - za moją szczerość.
Zapadła cisza, która brzęczała jej w uszach nieprzyjemnie. Chciała coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Cały jej wigor nagle prysł. Zaczęła nerwowo skubać długi warkocz, wyplątując z włosów słomę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pią Cze 10, 2016 9:23 pm

Stało się. Po opuszczeniu stajni. Rozległe ulice miasta, przepełnione biedotą i robactwem, dosłownie. Gdzie wzrok nie spoczął, tam nędza i głód. Od czasu, do czasu ktoś normalnie odziany, ktoś poprawnie mówiący, a nawet ktoś normalnie zachowujący się. Ale jednak, tego nie dało się odczuć. Nie w towarzystwie tak pięknej dziewczyny, która zgodziła się pójść w jednej parze. Z dłonią objętą, obydwoje przemierzali jedną ze ścieżek codziennie obleganą. I wtem nastała ta okropna cisza, która dosłownie na moment przerwała konwersację. Na moment, gdyż Saroh nie zamierzał poprzestać na jedynie kilku słowach. Chciał poznać dziewczę bardziej, dowiedzieć się o jej codziennym życiu, o przeszłości i marzeniach, choć niektóre elementy z jej układanki już zaznajomił.

- Szczerość, to jedna z cech, którą bardzo sobie cenię. Szczególnie u dziewczyn, bez względu na ich pochodzenie. Bo te.. nisko urodzone, mogą kłamać. A jednak to kłamstwo da się wyczuć, nawet bardzo dobrze ukryte. A ty.. nie zamierzasz udawać kogoś innego. Nawet jeżeli ja wychowałem się w znacznie lepszym miejscu, niż ty miałaś szansę. To wspaniałe, naprawdę. - Spojrzał w jej kierunku, pozwalając uśmiechowi zagościć na twarzy.

- Doceniam szczerość, w każdej postaci. - Podsumował na sam koniec. Powoli docierali do końca ulicy, z której prowadziły dwa rozwidlenia. A choć chłopak nie znał miasta wcale, postanowił prowadzić towarzyszkę, jakoby znał to miejsce od urodzenia. Udawał więc pewnego siebie, a w prawdzie nie wiedział nawet co robi. Chciał bowiem pokazać, że przy nim nie należy się krępować.

- Pozwól więc, że odwiedzę te miejsce, którego nie oblega duża ilość osób. I nie chciałbym także, byś zrozumiała źle me intencje. Powiedzenie, że chcę zobaczyć miejsce, w którym nie ma nikogo, nie oznacza, że chcę Ci coś zrobić. - Zatrzymał się na moment, stając wyprostowanym. Spojrzał głęboko w jej wzrok, ukazując prawdę w swych słowach. Wiedział bowiem, że te słowa mogły zostać odebrane tak, jakby zależało mu na czymś zbereźnym. A w prawdzie miał on jedynie ochotę na odwiedzenie miejsca cichego, gdzie jego głowa nie pulsowałaby co minutę.

- Chcę być jedynie pewien, że rozumiesz mnie poprawnie. Lecz dość tych manier, których i tak tutaj było wiele. Znajdźmy choć trochę rozrywki w tym spacerze. A później, na wieczór chłodny, kto wie... Wyścig? - Uśmiechnął się raz jeszcze. Ona kochała konie, on kochał konie. Wieczór wtem mógłby być naprawdę przepiękny, gdyby obydwoje robili to, co kochają najbardziej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sob Cze 11, 2016 2:40 pm

Zanurzyli się w ten tłum, oblegający ulicę. Na twardej ziemi siedzieli żebracy, potrącani przez ludzi. Gdzieś niedaleko słychać było przekrzykujących się sprzedawców. Co jakiś czas obok nich przejechał strażnik na koniu, bryzgając błotem i roztrącając ciżbę. Czasem pojawił się ktoś bogatszy, niczym perła wynurzający się spośród głazów. Lecz czy na pewno był perłą? Czy po prostu ładnie pomalowanym kamieniem?
Szła spokojnie obok Saroha, różniąc się od żebraczek i przekupek jedynie kolorem włosów i oczu. Była taka sama, jak oni wszyscy, ot ryba w rzece pełnej jej podobnych. Tylko jej włosy i oczy mówiły coś innego, prawdę, z której nie do końca zdawała sobie sprawę. Powstała z lędźwi Targaryena, wyszła na świat jako nic nieznaczący bękart. Oficjalnie podopieczna dwójki wieśniaków, ale prawdę mógł odgadnąć każdy, kto miał oczy i rozum.
Prychnęła cicho, jak kot.
- Kłamstwo to nie tylko domena nisko urodzonych. Chyba jest wręcz przeciwnie. Każda róża ma kolce, a im piękniejsza, tym dłuższe i ostrzejsze. - Czy to było ostrzeżenie? Przecież ona sama nie należała do brzydkich. Jej dość wysoki wzrost, platynowe włosy i niebieskie oczy wyróżniały ją z tłumu. Nie miała jednak tego na myśli. Inni uważali ją za atrakcyjną lecz ona tak nie sądziła. Często unikała wręcz patrzenia w lustro. Czasami obserwowała, jak wieśniaczki przeglądają się w kałuży, poprawiają włosy, szczypią się w policzki, przepychają się między sobą, żeby dobrze się obejrzeć. Alys nie czuła takiej potrzeby. Wiedziała, że ujrzałaby tam tylko brudną twarz, rozczochrane włosy i smutek w oczach, który próbowała zakrywać uśmiechem.
- Wszyscy kłamią, choć nie zawsze zdają sobie z tego sprawę... - wyszeptała bardziej do siebie.
Na jej policzkach pojawił się rumieniec. Szczerze mówiąc nie pomyślała o tym, co mogło oznaczać ustronne miejsce. Zdała sobie sprawę, jaka w gruncie rzeczy jest naiwna. Zerknęła na Saroha, zatrzymując się, podobnie jak i on. Nie, chyba nie jest takim typem... Nożyk stajenny zaczął ciążyć jej w kieszeni. W razie czego... Nie zrani go poważnie, ale przynajmniej może uda się odwrócić jego uwagę. Poczuła się nieco bezpieczniej, a wątpliwości odsunęła na bok. Uśmiechnęła się i odwzajemniła spojrzenie.
- Ależ nie podejrzewam cię o tak złe zamiary. W żadnym wypadku - powiedziała uprzejmie.
Oczy jej rozbłysły.
- Nie wyobrażam sobie czegoś bardziej wspaniałego niż wyścig! Z wielką chęcią. - W oczach pojawiły się radosne błyski. - Ale chodźmy póki co. Jeszcze kawałek drogi przed nami.
I ruszyła tym razem przodem, kierując się w stronę targu. Jeszcze chwila tłoku i rozgardiaszu na pewno im nie zaszkodzi.
Tutaj ludzi było znacznie więcej. Poruszali się bez ładu i składu, jedni szybciej, inni wolniej, w dwóch kierunkach. Alys chwyciła Saroha za rękę, żeby nie zgubili się w tym tłumie. Przedzierali się przez to mrowie, dziewczyna bez skrupułów rozpychała się łokciami, rozdając kuksańce to grubej damie, to potężnemu jegomościowi. Ci odwracali się za nimi i syczeli coś, ale nim ich słowa zdołały dotrzeć do naszej pary, już znikali w tej masie. Wreszcie, tuż przy wyjściu z placu targowego, ktoś krzyknął:
- Alys! Złociutka, chodź tutaj!
Dziewczyna odwróciła się, a twarz jej pojaśniała.
- Jasmine! Witaj, droga przyjaciółko!
Jasmine stała oparta o swój stragan, a dłoni trzymała jabłko. Miała czarne, zwichrzone włosy i zielone oczy. W jej uśmiechu było coś drapieżnego, oczy przypominały ślepia kota. Jej lniana, prosta sukienka odsłaniała stanowczo zbyt wiele ciała.
- Dziś sprzedaję jabłka - oświadczyła, po czym rzuciła owoc w stronę Alys.
Dziewczyna chwyciła jabłko jedną ręką.
- Co tam dzisiaj porabiasz? - spytała Jasmine, okręcając sobie pukiel włosów wokół palca. Zadając to pytanie, spojrzała znacząco na Saroha i zatrzepotała długimi rzęsami.
- Wybacz, Jasmine, ale muszę lecieć! - odkrzyknęła Alys, po czym delikatnie pociągnęła Saroha dalej.
Przez chwilę szli w ciszy, póki tumult nie stał się jedynie brzęczeniem gdzieś w tle. Dopiero wtedy Alys odezwała się.
- Musisz wybaczyć Jasmine jej zachowanie. Ma w życiu ciężej ode mnie. Czasem sprzedaje jabłka, a czasem... - zerknęła na chłopaka - ...para się nierządem.
Alysanne puściła dłoń Saroha, po czym umieściła w niej jabłko.
- Kiedy sprzedaje owoce, zawsze coś dla mnie odkłada... - Zamyśliła się na chwilę. - Nie wszystko jest zawsze takie, jakim się wydaje. - Wbiła niebieskie oczy w Saroha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Nie Cze 19, 2016 7:51 pm

Alysanne oznajmiła, iż od samego początku nawet przez myśl nie przeszło, że Saroh mógłby wyrządzić jakąkolwiek krzywdę. A to dobrze, stanowczo. Chłopak poczuł się pewniej i swego rodzaju bardziej rozluźnionym, gdyż kontakt pomiędzy nimi rozwijał się szybko i w pozytywnym kierunku. I nawet mimo miasta, tego nędznego miejsca, biedaków i żebraków, Oakheart dopatrywał się jedynie białowłosej, ignorując wszystko, co pozostałe. Nawet, jeżeli tego wystrzegał się od samego początku - zgiełku i hałasu. A to w końcu ona prowadziła, ona go chwyciła i ciągnęła ulicami, odpychając każdą osobę, którą napotkała. I w takim momencie czuł się najlepiej. W końcu niesamotny, w końcu robiący coś dla siebie. Szedł odpoczywając, odpoczywał towarzystwem.

Dopiero kobieta o czarnych jak węgiel włosach i oczach zielonych niczym trawa, wyrwała go z amoku. Wyglądała dziwnie, ukryć nie mogę. A strój jej odkrywał - tak jak zostało to napisane - za wiele. Słowa białowłosej okazały się więc zbędne, gdyż młodzieniec samemu wywnioskował, czymże dziewczę zajmować się może, gdy jabłek w sadzie brakuje.

- Czasem to jedyne wyjście, gdy nie ma żadnego innego. Sam także poznałem osoby, szlachetne, wydawałoby się. Skromne, urodziwe i nieprzeciętnie inteligentne. A jednak, bez możliwości na lepsze życie, trudniły się nierządem. Jeśli nawet ktokolwiek mógłby pomyśleć, iż takie osoby są bezwartościowe i puste... to z pewnością nie zdawałby sobie sprawy, że to właśnie życie postawiło ich pod ścianą. - Zamilkł na moment.

- Tak samo, jak i tutaj. Racja, co racja. Nie wszystko jest zawsze takie, jakim się wydaje. - Dokończył wypowiedź, powtarzając słowa towarzyszki, zamykając jednocześnie temat, którego nie chciał więcej poruszać. Obydwoje mogliby filozofować w nieskończoność, choć z pewnością nie jest to najlepszy rodzaj spędzenia wspólnego wieczoru. A skoro już o nim mowa, zbliżali się na miejsce.

- Mam nadzieję, że u tej jednej, pięknej róży każdy kolec ominę i na żaden nadziać się nie dam. - Posłał uśmiech sytuacyjny, dopowiadając lekko z ironią. Niemniej, chciał zapytać o to, co oczywiste. O włosy białe i oczęta niebieskie, te wyróżniające się spośród tłumu.

- Musisz przyciągać do siebie wielu mężczyzn. W końcu szukać tutaj dziewcząt o takim kolorze włosów i o tak mocnej barwie oczu, to z lupą*. Nieprawdaż? - Przymrużył powieki, wymieniając spojrzenia.



*Tak dokładnie nie wiedziałem, czy mogę użyć takiego słowa, więc jakby co - przepraszam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Nie Cze 19, 2016 11:37 pm

Uśmiechnęła się lekko, choć w jej oczach rozbłysł smutek.
- Czy wielu? Nie wiem, jakoś nie zwróciłam uwagi. - Zmarszczyła brwi. - Czasami czuję, że wbijają we mnie wzrok niektórzy wielcy panowie, którzy zostawiają u nas swe konie. Nie tkną mnie jednak przy ludziach. Jestem wieśniaczką, to upokorzyłoby ich w oczach ludu. Ale domyślam się, co chodzi im po szlachetnych główkach. Zdarza się, że zwracają na mnie uwagę zwykli chłopcy z ulicy, ale chyba boją się podejść.
Ruszyła dalej, wolnym już krokiem. Noc nagle ogarnęła miasto, spływając na nie niczym całun. Dziś niebo rozświetliło się tysiącami gwiazd, a księżyc stał się wielki i okrągły jak bochen chleba. W miarę jak oddalali się od tętniącego życiem targu, słychać było tylko czyjeś odległe kroki i cykanie świerszczy gdzieś w oddali. Zrobiło się chłodniej, przyjemniej. Nocne powietrze gładziło skórę, miłe jak dotyk.
Wkrótce buty Alysanne dotknęły trawy, porastającej wzgórze. Dziewczyna ponownie chwyciła Saroha za rękę i zaczęła się wspinać. W miarę jak pięli się coraz wyżej i wyżej, hałas Królewskiej Przystani niknął w oddali, a cykanie świerszczy nasiliło się. Gdzieś ponad trawą przeleciała ćma, nocny motyl, unoszący się w chłodnym powietrzu. Wreszcie stanęli przed ruinami ogromnej kopuły, której rozmiary wręcz przytłaczały. Alysanne odetchnęła głębiej, zaciągając się świeższym powietrzem. Tutaj nie czuć było smrodu niemytych, ludzkich ciał, woni ekskrementów i zgniłych ryb. Powietrze przesiąknięte było nocą, zapachem trawy i ziemi.
- To Wzgórze Rhaenys i ruiny Smoczej Jamy, gdzie trzymano smoki Targaryenów - powiedziała, nie patrząc na Saroha.
Wypuściła jego dłoń i ruszyła naprzód. Wybrała miejsce tuż przy pozostałościach kopuły i usiadła, opierając się o jej szczątki. Przymknęła na chwilę oczy, a kiedy znów je otworzyła, utkwiła je w niebie. Jak na zawołanie przed jej oczyma pojawiła się kometa z niezwykle jasnym ogonem. Nim zdążyła pomyśleć życzenie, zniknęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Nie Cze 26, 2016 10:20 pm

Gdy obydwoje znaleźli się na miejscu, Saroh z niedowierzania nie mógł wypowiedzieć słowa. I to dlatego, że nigdy nie przypuściłby, że wśród tak nędznego miejsca, jakim jest Królewska Przystań znajdzie się skrawek spokoju. Powietrze czystsze, a teren dookoła obfity w roślinność, przynoszący oku ukojenie. Pognał więc za dziewczyną, która puściła jego dłoń, zajmując miejsce tuż obok, choć zachowując ten "należyty" dystans. Od razu skierował wzrok ku niebu, gdzie ukazała się jasna kometa. A jak szybko pojawiła się, tak szybko zniknęła. Z uśmiechem opuścił głowę.

- Smoki. Myślisz, że gdzieś na świecie jeszcze jakieś żyją? - Zmarszczył brwi, gdyż nigdy nad tymi stworzeniami nie myślał zbyt dużo. A książki, które w życiu przewertował nie posiadały o nich informacji.

- Powiedziałaś mi, że wyrwanie się z tego miasta to twoje największe pragnienie. A jednak nigdy nie chciałaś o nim marzyć, bo wiesz, że nie mogłoby stać się realne. Powiedziałaś także, że pewnie zginęłabyś, bądź stała przestępcą. - Przerwał na moment, wtapiając wzrok w kołyszącą się na chłodnym wietrze trawę. Zebrał do kupy wszelkie przemyślenia na ten temat, po czym kontynuował, snując własne wnioski.

- Tak by było. - Przerwał ponownie na moment, by po chwili dodać:

- Gdybyś uciekła sama. - Odrywając wzrok od podłoża, przeniósł go na delikatną twarz dziewczyny. W tym momencie z jego twarzy zniknął uśmiech. A zaistniała powaga z lekką pewnością siebie. Jakby wiedział, co mówi. Jakby snuł coś o wiele większego, niż mogłoby się wydawać. Był marzycielem, to wielkim. Gdy coś wpadło mu do głowy, od razu chciał to realizować.

Teraz nawet nie myślał o tym, co stanie się dalej. W końcu do miasta przybył tego samego dnia. Musiał znaleźć nocleg, zabrać ze sobą odpowiednie rzeczy. A jego głowa była pusta i pełna zarazem. Pusta, gdyż nie myślał o tym, o czym powinien człowiek w jego sytuacji. A pełna, wypełniona ambicjami i marzeniami. Pewnymi planami, które od tak mógłby wcielić w życie, choć zmienić mogłyby one wiele. Dłoń, która spoczywała dotychczas na ziemi znalazła się przy podbródku. A wzrok zamarzony nadal sięgał oczu towarzyszki. I ten cykliczny odgłos świerszczy, spokój i natura. Mógłby tu spędzić całą noc. Chciał jednak wiedzieć, jak dziewczę zareaguje na jego słowa. Spontaniczne słowa. Te nagłe pomysły, które w końcu tak bardzo do niego pasują.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Cze 27, 2016 2:29 pm

- Nie wiem - odparła, dalej patrząc w niebo, jakby chcąc dostrzec smoczy kształt na chwilę przykrywający gwiazdy. - Chciałabym, żeby żyły. Z pewnością byłyby piękne i przerażające zarazem.
Machinalnie wyciągnęła prawą dłoń i uniosła ją ku niebu z rozczapierzonymi palcami, jakby chciała ściągnąć niewidzialną zasłonę i odsłonić... Co, tak właściwie? Wyobraziła sobie, że nad nimi ogromny kształt ciemniejszy od nocy przelatuje nad nimi, przesłaniając niebo, wielki i majestatyczny. Nieboskłon nagle zająłby się czerwienią, ogniem tak silnym, że zrobiłoby się jasno jak w dzień. A potem jak smoczy kształt odpłynąłby dalej, niesiony powietrznymi prądami gdzieś daleko, tam gdzie wolność otwiera swe bramy.
- Tak powiedziałam - przytaknęła, nadal trzymając rękę w górze i nie patrząc na chłopaka.
Słysząc jego następne słowa opuściła dłoń i spojrzała na niego, napotykając tęczówki barwy morza. Jej oczy koloru indygo wyrażały zdziwienie, źrenice zasłaniały niemal całą barwę oczu.
- Co...co masz na myśli? - spytała drżącym, urywanym głosem.
Tyle razy rozważała ucieczkę, chciała wydostać się z tego brzydkiego miasta, którego smród było czuć na długo przed tym, nim minęło się jego mury. Powstrzymywał ją strach przed tym, że sobie nie poradzi oraz wdzięczność w stosunku do opiekunów. Przecież to oni się nią zajęli, dali jej dach nad głową, jedzenie i opiekę, choć przecież nie była ich córką. Odwdzięczała im się pracą, pomocą za wszystko, co jej dali. Trudno było jej myśleć o tym, że miałaby ich porzucić, okazując się niewdzięczną istotą, niegodną ich pomocy. Snuła jednak marzenia, których nikt nie był w stanie jej odebrać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Lip 04, 2016 7:21 pm

Chwyciłem lewą dłoń dziewczyny, gdy uniosła ją ku niebu. Delikatnym ruchem zgiąłem wszystkie palce oprócz wskazującego, by ten spoczął na jednym z małych, błyszczących punktów. Zbliżyłem się więc na tyle blisko, by zniżyć głos i mówić pół szeptem. Jej strach był uzasadniony. W końcu każdy boi się nowego. Wystarczy jednak mu pokazać, jak dobrze może być gdzieś, gdzie jeszcze nigdy nie był.

- Niektóre z naszych marzeń są jak te gwiazdy na niebie. Widać je, choć nie można pochwycić. A jednak spadają, przynosząc niektórym to, czego pragną najbardziej. Czasem, by dostać to, czego pragnie się najbardziej wystarczy zaczekać na odpowiedni moment. Gdy nadejdzie czas, który obróci nasze życie. Na lepsze lub gorsze. - Uśmiechnąłem się, wzrok utrzymując na ciemnym nieboskłonie.

- A czasem wystarczy mieć smoka, który wzleci dostatecznie wysoko, by jedną z tych małych gwiazd pochwycić na zawsze. - Zaśmiałem się cicho, odchylając głowę do tyłu. Tuż po tym westchnąłem cicho, by podsumować wypowiedź.

- Najszczęśliwszym zaś jest ten, który takie rzeczy spotyka tu, na ziemi. - Lekko puściłem jej dłoń, by urwać kawałek rosnącej obok trawy. Pochwyciłem zielsko oburącz, końcówkę nakładając na wargi. Zamyślony przeniosłem spojrzenie na jej oblicze, by dopełnić własne przesłanie.

Choć wiele rzeczy trzymało mnie tam, gdzie się wychowałem, postanowiłem wyruszyć w świat. Liczę się z tym, że każdy kolejny krok przyniesie mi wiele nieszczęść. Choć dokładnie tak samo jest ze szczęściem. Niekiedy podczas ulewy z zimna konam pod wielkimi drzewami, a niekiedy mogę spędzić wieczór w towarzystwie uroczej kobiety. Los kieruje nami jak marionetkami, choć najważniejsze, by cieszyć się tym, co mamy. Tą chwilą. - Na mej twarzyczce zagościły rumieńce. Nie mogąc oderwać spojrzenia od jej morskich źrenic, zafascynowany, myślałem o kolejnym spotkaniu.

- Noc jest przepiękna, lecz nie chcę by okryło nas zimno, bądź spotkało niebezpieczeństwo. Muszę znaleźć karczmę, gdzie będę mógł zanocować. Z samego rana zaś, jeżeli obowiązki Ci pozwolą, wyruszmy na wspólną przejażdżkę. Gdzieś, daleko. - Odwróciłem ciało w jej stronę. Bałem się jednak, iż może uznać naszą bliskość za zbyt niekomfortową. Nie chciałem jej bowiem urazić, a jedynie spędzić miło czas. Chwile, które z pewnością zawsze kojarzyć się będą z tymi najlepszymi.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Wto Lip 05, 2016 5:48 pm

Pod wpływem jego dotyku zamrowiła ją skóra, jakby ktoś przyłożył do niej coś gorącego. Powiodła wzrokiem za swoim palcem wskazującym, ogniskując wzrok na jasnym punkcie na niebie. Westchnęła lekko. Na wspomnienie o smokach znów spojrzała na chłopaka, a na jej ustach pojawił się uśmiech. To było coś, co chciała usłyszeć. Zamknęła oczy na chwilę, wyobrażając sobie, jak wsiada na smoka pokrytego twardymi, czerwonymi łuskami, jak jego skórzaste skrzydła rozkładają się, jak pracuje każdy mięsień tworzący właśnie te skrzydła, które sprawiają, że jest to zwierzę niezwykłe. Jak przykrywają niebo, ogromne i piękne. Jak obydwoje wzbijają się w powietrze - dziewczyna i smok. I pędzą ku marzeniom. Na podbój tego świata.
Opuściła rękę i otworzyła oczy. Blask księżyca prześlizgnął się po jej twarzy, podkreślając jeszcze jej bladość. Jakby lśniła.
- Najszczęśliwszy jest ten, który ma odwagę po to sięgnąć, nie czekając, aż samo przyjdzie - szepnęła, wpatrzona w niebo, jakby w transie, bardziej do siebie.
Zsunęła się niżej, przyjmując pozycję półleżącą. Uśmiechnęła się do siebie, pozbywając się niepewności. Czyż nie tego chcieliby jej opiekunowie? Aby była szczęśliwa? A szczęście mogło jej dać tylko zachłyśnięcie się światem, poznanie go, z jego złymi i dobrymi stronami. Dosiąść smoka, który pomoże jej doścignąć własne marzenia, ale nie zrobi tego za nią. Będzie jej towarzyszył, gotowy pomóc. Tym smokiem mógłby być on. Saroh Oakheart.
Odwróciła twarz w jego stronę i uśmiechnęła się, kiedy tęczówki barwy indygo napotkały morskie.
- Cóż złego jest w tym miejscu, drogi panie? - spytała z błyskiem w oku. - Zimno nie jest ci obce, jak mniemam, a w tym miejscu nie grozi nam niebezpieczeństwo.
Odwróciła się na lewy bok, twarzą ku temu młodemu mężczyźnie, którego ledwie znała, a którego musiała poznać, jeśli tylko jego zawoalowane propozycje nie były kłamstwem. Była ciekawa jak się zachowa w tej sytuacji, w obliczu tej zaczepki.
- Dopaść nas mogą tylko smoki... Czy raczej ich wspomnienie.
Jedną dłoń ułożyła sobie wygodnie pod policzkiem, drugą wyciągnęła na trawie. Jej intensywne spojrzenie utkwione w Sarohu nie słabło. Czyżby poddawała go testowi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Nie Lip 10, 2016 7:52 pm

Przytaknąłem z uśmiechem. Zimno? Faktycznie nie jest mi obce. Mając jednak na uwadze temperaturę, jaka tutaj panuje - ściągnąłem płaszcz, który zdobił mój tors. Delikatnie nałożyłem go na leżącą obok niewiastę, na chwilę urywając kontakt wzrokowy. Dopiero, gdy napomniała o smokach, ponownie wymieniłem spojrzenie. Z mej twarzy nie znikały rumieńce, choć słabo widoczne z powodu nocy. Głosem ciepłym dodałem do wykonanego gestu.

- Jeżeli nie grozi nam niebezpieczeństwo, to nie widzę powodów, dla których musielibyśmy opuszczać te miejsce. Dbam jednak o osoby, z którymi miło spędzam czas. A nie chcę, by chłód dotkliwie Cię dotknął. - Przejechałem dłonią po płaszczu, który swobodnie leżał na dziewczynie. Odrywając zaś dłoń, położyłem się w mniej więcej takiej samej pozycji.

- A ty? Zbierzesz w sobie tyle odwagi, by sięgnąć po te gwiazdy, marzenia na niebie? - Przymrużyłem powieki, a me oczy zalśniły zupełnie jak jej. Wpatrzone w przepiękne oblicze, głęboko zamarzone. Wtedy poczułem, jak naprawdę mały dystans nas dzieli. Sami późną porą, w urokliwym miejscu, o ciepłych słowach, z bliskością.

- Jeżeli tylko smoki mogą nas teraz dopaść, to odgonię je choćby dlatego, by zostać przy tobie jak najdłużej. A jeśli nawet same wspomnienia o nich, to tym lepiej dla mnie. Nie będę musiał bowiem walczyć, by chwilę tę przeciągać jak najdłużej. - Wyciągnąłem prawą dłoń, by koniuszkiem palców dotknąć jej dłoni leżącej na trawie. Działając pod wpływem chwili i emocji, miałem nadzieję, że ruchem tym nie zrażę jej do siebie. Choć nie żałowałem, dotyku wypracowanej, bladej dłoni. I widoku, oświetlonej przez księżyc twarzy.

- Ucieknijmy. - Słowo, które samo ze mnie wyszło. Ciche, acz pewne. Brwi z lekka skulone, liczące na coś niesamowitego. Coś, co właśnie mogło nastąpić. Nawet po tym nie zauważyłem, jak ma dłoń już spoczywała na jej dłoni.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sro Lip 13, 2016 10:12 pm

Z początku chciała odmówić przyjęcia płaszcza, ale w końcu chwyciła dłonią jego skraj i podciągnęła go pod brodę. Nie odczuwała chłodu lecz dzięki temu mogła czuć zapach, który już na zawsze będzie jej przywodził na myśl Saroha.
- Chłód nie jest w stanie mnie dotknąć. W moich żyłach płynie krew smoka... - wyszeptała raczej do siebie, nieświadoma, że wypowiedziała tę nagłą myśl na głos. Dlaczego to właśnie pojawiło się w jej umyśle?
Przyjemny dreszcz przebiegł jej ciało pod wpływem dotyku chłopaka. Nie był to pierwszy raz w trakcie tego jednego spotkania. Nigdy wcześniej też nie doświadczyła tego uczucia. Wręcz unikała dotyku obcych. A przecież nie znała tego młodego mężczyzny, który przybył nie wiadomo skąd. Jednak czuła, jakby był dawnym przyjacielem, o którym zapomniała, a teraz go sobie przypomniała. Wiedziała, że było to absurdalne wrażenie, ale nie mogła się go pozbyć.
- Odwagi? Nigdy mi jej nie brakowało. To przywiązanie i poczucie obowiązku mnie tutaj trzyma. - Ogniki w jej oczach przygasły gwałtownie.
Ciągle po głowie tłukła jej się chęć ucieczki i przygód, z drugiej przywiązanie i miłość w stosunku do opiekunów. Dzięki nim żyła i jako tako funkcjonowała. To jedynie powstrzymywało ją przed tym, żeby dosiąść metaforycznego smoka.
Na kolejne słowa Saroha tylko się roześmiała, ale był to śmiech z okruchem smutku. Poczuła znajome mrowienie w dłoni i nawet bez patrzenia wiedziała, że chłopak chwycił ją za smukłą, bladą dłoń.
- Słodszego słowa nie słyszałam. Lecz jeszcze nie teraz, nie od razu - powiedziała ze smutnym uśmiechem.
Z całego serca pragnęła wyruszyć gdzieś przed siebie, ale z drugiej strony oddanie trzymało ją na łańcuchu, przykutą jak psa do budy. Jakże mogła zostawić dwie najbliższe jej osoby, starzejących się z każdym dniem ludzi, którzy będą coraz bardziej potrzebować jej pomocy. To kłóciło się z jej naturą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Lip 18, 2016 6:47 pm

Tak samo jak dziewczę, tak Saroh także posmutniał. I bynajmniej nie dlatego, że w ułamku sekundy rozwiała jego spontanicznie marzenia. Przygnębił go widok bladej, ponurej twarzy. Oblicza pozbawionego uśmiechu, widocznego jeszcze kilka minut temu. Nie zamierzał jednak dać po sobie tego poznać. Choć wewnątrz czuł się z lekka speszony, to sytuacja sprowadziła go na ścieżkę większej determinacji. Dłonią, która spoczywała na Alysanne, zaczął zakręcać symetryczne koła. Dopiero po chwili ciszy, z jego ust padły słowa.

- Masz rację, wybacz. Życie to nie bajka, na wszystko przyjdzie jeszcze czas. - Po słowach tych powrócił do pozycji siedzącej, nie puszczając jej ręki. Delikatny uścisk nadal wychodził nieświadomie. Wzrok bowiem zawiesił na omawianych wcześniej gwiazdach. Teraz, nawet jemu nie było chłodno. Brak płaszcza na torsie nie robił żadnej różnicy. A w jego żyłach nie płynęła smocza krew. Informacja, do której nie przykuł większej uwagi.

- Rodzina jest najważniejsza. Także i mnie ciężko było wyruszyć. A choć minęło wiele dni, nie odczuwam tak wielkiej nostalgii, jaką wyobrażałem sobie z początku. To być może przyzwyczajenie. Albo po prostu chęć poznania nowego, kosztem starego. - Skierował swój przenikliwy wzrok prosto w jej stronę.

- Ale na jakiś czas zostanę tu. Chętnie pomogę Ci w codziennych obowiązkach. Jeżeli tylko starczy mi pieniędzy. A kto wie, może i ja znajdę dla siebie jakieś miejsce. Z pewnością nie na zawsze. Potrzebuję jeszcze jednej przygody, jednej podróży. A potem, nikt nie wie. Wrócę po roku, po dwóch. Może Cię zobaczę. - Przerwał szczerym uśmiechem, nie odrywając spojrzenia.

- I zabiorę. Nie na ucieczkę, rzecz jasna. Na poznanie, świata. Na spełnienie choć części marzeń. - Nie mógł oderwać wzroku od jej zgrabnej sylwetki, okrytej własnym płaszczem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pon Sie 01, 2016 11:24 pm

Każde kółko, które zataczały jego palce na jej bladej skórze, odbierała jako małe kręgi ciepła, wręcz palące ogniem. Peszyło ją to, a jednocześnie chciała, żeby trwało wiecznie. Z ziemi uniosła się chwilę po nim, patrząc na wyraźne, świetliste punkciki tam, w górze. Miliony galaktyk, skrzące się i mrugające. Nagle wydały jej się zimne i odległe.
- Podobno, jeśli na coś czekasz, pielęgnujesz gdzieś w sercu, daje więcej radości, niż gdyby wydarzyło się od razu. To daje nadzieję, nie sądzisz? - Subtelnie splotła ich palce ze sobą i ścisnęła nieco mocniej dłoń Saroha.
Odwzajemniła spojrzenie i uśmiechnęła się lekko. Nie powiedziała nic, nie czuła takiej potrzeby. Serce zabiło jej mocniej. Dzięki Sarohowi jej marzenia stały się wyraźniejsze i piękniejsze. Już nie wydawały się odległe, nie do osiągnięcia, dziecinne. Bardziej realne, rzeczywiste.
Słysząc kolejne słowa chłopaka, poczuła ciepło, rozlewające się w żołądku. Wyciągnęła drugą rękę spod płaszcza i ujęła dłoń Saroha w swoje.
- Nie musisz się dla mnie w ten sposób poświęcać. Wręcz nie powinieneś. Jestem wieśniaczką, ty z pewnością kimś bardziej znaczącym. Nie możesz pracować ze mną. - Źrenice dziewczyny rozszerzyły się nagle, pozostawiając zaledwie wąski skrawek tęczówek w barwie indygo.
Była przejęta, poruszona i wzruszona jednocześnie. Jeszcze nikomu nie zależało tak bardzo na tym, żeby mogła spełnić swoje największe marzenie. A Saroha prawie nie znała! Ale odczuwała w stosunku do niego jakąś specyficzną więź, coś co wymykało się zdrowemu rozsądkowi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Pią Sie 05, 2016 6:14 pm

Waters wyciągnęła drugą rękę spod płaszcza i ujęła dłoń kasztanowego w swoje. Odczuł więc to samo ciepło, które jeszcze przed chwilą rozgrzewało skórę dziewczyny. Z serdecznym uśmiechem, wymienił spojrzenia, gdy jej źrenice rozszerzyły się nagle. Niesamowicie i przepięknie zarazem. Wąski skrawek tęczówek utkwił w bezruchu.

- Rozumiem. - Jednym słowem oddał to, co myślał wewnątrz siebie. Białowłosa miała rację. Tu, w tym mieście, nie winien ukazywać oblicza, jako kogoś niskiego. Przyniósł by bowiem obrazę zarówno dla siebie, jak i dla swojego rodu. Nieco spochmurniał, a uwidoczniły to opadnięte kąciki ust. Brak uśmiechu, który do tej pory nie znikał z twarzyczki. Wzrok zbłądził gdzieś z nieruchomej trasy, na pobocze wysiane trawą.

- W takim przypadku nie pozostaje mi nic innego, jak mieć nadzieję, o której mówisz. - Czas upływał. Widział jednak w jej obliczu pewnego rodzaju zapał. Tę nadzieję, która być może pozwoli mu, porwać białowłosą w daleką podróż. Kiedyś.

- To zastanę na dłużej. Odwiedzać Cię będę, a potem wyruszę. Tylko gdzie? Dokąd? Gdzie mógłbym się udać? - Pytanie te kierował zarówno do siebie, jak i do niej. Mogłaby mu radzić, które miasto zwiedzić. Być może i w ten sposób dowiedziałby się, o jakim miejscu ona marzy. Co takiego pragnie ujrzeć najbardziej.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sob Sie 06, 2016 12:13 am

Począwszy od dłoni ogarniało ją przyjemne ciepło, połączone z mrowieniem. Chciałaby, żeby mógł zostać z nią lecz ten świat rządził się swoimi prawami. Ważniejszy był honor niż uczucia. Boleśnie odczuwała to bestialstwo, wyrzekanie się przez ludzi własnych uczuć, które są dla nich przecież naturalne. Ten system kastowy, podział na gorszych i lepszych tylko ze względu na pochodzenie... To doprawdy okrutne.
- Uśmiechnij się - powiedziała, sama uśmiechając się łagodnie. - To nie koniec świata. To dopiero początek.
Znów w jej oczach pojawiło się światło, ale takie wewnętrzne, nie tylko to, które odbijało blask gwiazd.
- Masz jeszcze czas, żeby wybrać miejsce. Osobiście zawsze chciałam zobaczyć Dorne z ich pustynią, gorącą atmosferą, cytrynami... I końmi, rzecz jasna. Podobno są szczupłe lecz szybkie.
Dorne było egzotycznym regionem, o którym Alys mogła tylko śnić. Od tej gorącej, słonecznej krainy dzieliło ją jakieś dziewięćset mil, około dwudziestu dni jazdy. Mogła jedynie zadowolić się opowieściami o Dorne i wyobrażeniami.
Delikatnie zabrała dłonie i ułożyła się wygodniej na trawie. Mimowolnie ziewnęła, zasłaniając usta dłonią. Ten dzień był mniej męczący od zwykłego, ale jednocześnie w ciągu tej doby miała dużo więcej wrażeń. Zaczęło ogarniać ją zmęczenie, a noc była jedną z niewielu ciepłych o tej porze roku, więc na trawie było jej wygodniej niż we własnym łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sob Sie 27, 2016 4:28 pm

- Sam nie wiem. Dorne jest bardzo daleko stąd. Sama podróż zajęłaby mi około trzydziestu dni. Łącznie z postojami i noclegami, których zapewne bym potrzebował. Nie mogę także męczyć kopytnego towarzysza. A zanim bym wrócił, minęłyby kolejne doby. - Zamyślony wzrok utkwiłem w trawie.

- Może wrócę na tereny Reach. Są dla mnie najpiękniejsze. - Faktycznie, spośród wszystkich krain Westeros, ta obfita najbardziej w żyzne równiny, rzeki i lasy. Przepiękne krajobrazy i miejsca, w których dech zapiera w piersiach.

- Jeszcze kiedyś ujrzysz te pystynie, poczujesz tą gorącą atmosferę i najesz się tych cytryn. A także pojeździsz, na tych szczupłych, szybkich koniach. - Wzrok przeniosłem na jej blade oblicze, posyłając jednocześnie szczery, szarmancki uśmiech. Wtem zauważyłem, jak ziewa. Wpierw pomyślałem, iż jest znudzona moją obecnością, bądź rozmowa na temat, który narzuciłem, zwyczajnie jej się nie podoba. Z lekkim stresem zacząłem się drapać z tyłu głowy.

- Wiesz, jeżeli jesteś zmęczona możemy wrócić. - Mój głos lekko zadrżał.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
20
Join date :
24/02/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sob Wrz 03, 2016 12:02 am

- Dorne to moje marzenie, nie twoje. Zresztą ja póki co zostaję w Królewskiej Przystani - zauważyła, przymykając oczy. Powieki nagle stały się zbyt ciężkie, by je unieść.
Uśmiechnęła się, nie otwierając oczu.
- Reach, Dorzecze, Dorne, Żelazne Wyspy, Północ... Tyle jeszcze jest do oglądania. A świat jest z pewnością o wiele większy... Tyle do odkrycia... - Zdania zamieniały się w westchnienia, urywane zmęczeniem.
Zmusiła się, by uchylić powieki i uśmiechnęła się promiennie, choć w tym uśmiechu było widać znużenie pełnym emocji dniem.
- Mam nadzieję. - Stłumiła ziewnięcie skrawkiem koszuli. - Jestem zmęczona, ale tu jest tak wygodnie... Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko kolejnej nocy pod gołym niebem?
Spojrzała całkiem przytomnie na Saroha, oczekując na jego odpowiedź. Noc była zbyt piękna, by chować się pod dachem lecz przecież chłopak mógł mieć odmienne zdanie na ten temat. Pewnie od wielu dni był w podróży, codziennie sypiał pod chmurką. Mógł być już tym zdrożony. Nie chciała narażać go na niepotrzebny dyskomfort.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Old Oak
Liczba postów :
30
Join date :
27/04/2016

PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   Sro Wrz 07, 2016 6:37 pm

(Wybacz, nawet nie zauważyłem, że w ostatnim poście niechcący zmieniłem typ pisania. W tym już będzie trzecia osoba l.p.  .__.)

Nie miała racji. A wszelkie jej wątpliwości, co do przesłanej sentencji, pragnął rozwiać jak najszybciej. Prawdą było jedynie stwierdzenie, iż często sypiał pod gołym niebem. Sen na ziemi, czy to w ciepłą, czy zimną noc, nie był dla niego wyzwaniem. Przywyknął do natury, która wręcz szła z nim w parze. Przymrużył więc powieki, wymieniając spełnione spojrzenie.

- Gdziekolwiek bym się nie udał, zawsze dbałem o to, by przede wszystkim zapewnić dostateczne bezpieczeństwo. Tym razem nie mogę, gdyż to właśnie ty najlepiej znasz rozlegające się tu tereny. - Posłałem niewielki uśmiech.

- Jeżeli nie zastanie nas tu niepokój, noc pod gołym niebem, w tak szczególnie dobranym towarzystwie, będzie nagrodą, a nie zmorą. - Uchyliłem czoła, dbając, by szczery, pełny uśmiech i towarzyszące jemu dołeczki, nie zniknęły tak szybko.

- Prosiłbym jednak, a wręcz nalegał, byś poinformowała o tym swych najbliższych. Narażanie ich na obawę jest oczywiście niepotrzebne. Warto zadbać o to, by wiedzieli, gdzie się znajdujesz i co najważniejsze, że jesteś bezpieczna. - Brakowało jedynie małego ogniska. Na nieszczęście, brakło czasu, by ułożyć odpowiedni stos i rozpalić go. Zamiast tego, chłopak odczuł nadmierną pewność. Przysunął się do Alyssane, obejmując jej ciało lewą dłonią. Dokładnie tak, by jej głowa wygodnie spoczywała na jego torsie. Dbał, by czuła się bezpiecznie i komfortowo. Nie zamierzał jednak usnąć od tak, od razu. Pomimo zmęczenia, nadal miał wiele energii.

- Znasz piosnkę o Bitterbridge? - Zapytał otwarcie, będąc niemalże gotowym do jej zaśpiewania.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Alysanne Waters i Saroh Oakheart   

Powrót do góry Go down
 

Alysanne Waters i Saroh Oakheart

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Alysanne Waters
» Aaron Waters
» Alysanne Florent

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-