a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Edwyn Stark



 

 Edwyn Stark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Północ
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
107
Join date :
07/04/2016

PisanieTemat: Edwyn Stark   Czw Kwi 07, 2016 6:39 pm


Edwyn Stark










Wiek:
24 dni imienia
Miejsce urodzenia:
Winterfell
Ród:
Stark
Stanowisko:
drugi syn Lorda Winterfell

Aparycja

Stał się niemal bolesnym powieleniem wszystkiego, co można powiedzieć o przedstawicielach rodu Stark – w jego bladej cerze, ciemnych włosach i wyblakłych, niebieskoszarych oczach zaklęte zostały cechy dawnych Królów Północy, całe tysiąclecia historii.
Przynajmniej w teorii.
Szczupła, wysoka sylwetka była niczym dobrze naoliwiony mechanizm, dzięki któremu Edwyn mógł poruszać się cicho i pewnie, choć lekko wyciągnięta do przodu dłoń mogła świadczyć o zadziwiającej przezorności. Znikome mięśnie stanowiły wynik raczej umiarkowanych posiłków, długich spacerów i sporadycznych jazd konno niźli wyciskających siódme poty ćwiczeń – Stark nie nosił ze sobą nawet sztyletu, zupełnie jakby broń stanowiła dla niego zbędny rynsztunek w cichym, zrównoważonym chodzie. Pociągła, blada twarz nie była kanonem piękna – prosty nos, ciemny zarost porastający policzki, zwykle lekko zmarszczone brwi, zupełnie jakby Edwyn wytężał wzrok (o ironio). Nie tkwiło w niej nic, co zasługiwało na uwagę i być może właśnie ta anonimowość zapewniała Starkowi całkowitą niewidoczność pośród tłumu. Nawet szaty, choć skrojone na miarę i wykonane z dobrego materiału, nie wyróżniały się niczym ponad pragmatyczną potrzebę noszenia czegoś na grzbiecie – Edwyn przyodziewał zwykle ciemne wamsy wyszywane szarą bądź białą nicią, w chłodniejsze dni zarzucając na siebie gruby płaszcz z czarnej wełny. Jedyną ozdobą, na jaką pozwalał sobie Stark, był srebrny wisior na skórzanym rzemieniu – zawieszka miała kształt szczerzącego kły wilkora. Drugi syn Lorda Winterfell najpewniej pozostawałby całkiem niezauważalny, gdyby nie nieustannie towarzyszący mu sokół – białe, silne ptaszysko zasiadało na ramieniu Edwyna, by – kiedy tylko stało się na to zbyt duże – przenieść się na jego wyciągnięte przedramię. Czujne, paciorkowate spojrzenie białozóra stanowiło naturalną rekompensatę dla nieruchomego, pustego spojrzenia Starka i towarzyszyło mu przez większość dnia.


Biografia


Tak oto dążymy naprzód,
kierując łodzie pod prąd,
który nieustannie znosi nas
w przeszłość.

Cisza zapada nagle, jak kopuła, która odgradza mnie od świata, jak całun dźwiękoszczelny, kokon błogosławionego spokoju. Zagłębiam się w poszukiwaniu utraconej tożsamości. Wszystko się oddala, choć nie istnieje żaden punkt odniesienia. Stara kobieta o twarzy pomarszczonej jak wyschnięty owoc. Ma mądre oczy. Uśmiecha się, spoglądając na mnie, więc i moje usta rozciągają się w niechcianym uśmiechu, choć to reakcja w ciemno.
Wszystko w życiu robię w ciemno. Jedynie domyślam się świata.
Brodzę w nieustannym mroku, który gnieździ się wokół mnie nawet podczas najbardziej słonecznych dni. Śnieg, niebo, kwiaty, wino mają barwę głębokiej czerni, dokładnie takiej, jaka zalega na samym dnie studni. Starzy Bogowie obdarzyli drugiego syna Namiestnika Północy intelektem, parą rąk, nóg, dobrym powonieniem, czułym słuchem, intensywnym smakiem. W pośpiechu zapomnieli jednak o wzroku – przyszedł więc na świat jako ślepe, wilczę szczenię.
Deszcz leje jak z cebra. Nagły chłód przenika ciało i wszystko się kurczy. Edwyn Stark podnosi wysoki kołnierz płaszcza, który niewątpliwie przeżyje swego właściciela, próbuje zatonąć pośród grubego, ciężkiego materiału – pragnie stać się nikim, wtopić się, scalić w jedno z mokrym dziedzińcem Winterfell. Nie mógł poznawać świata, patrząc na niego, musiał zatem zgłębiać jego tajemnice poprzez doświadczenie.
Doznania, empiryczny dotyk, powonienie, słuch.
Deszcz był zimny, mokry, chłodny – choć Edwyn nie widział nieba, wiedział, że jeszcze wieczorem się rozjaśni. Padające na jego wyciągnięte dłonie krople były zbyt delikatne, by miały zwiastować zimną, pochmurną noc.
Wiedza gwarantowała przewagę nad rodzeństwem - po raz pierwszy od dawna mógł im dorównać. Nigdy nie sądził, że może być lepszy, pragnął jedynie tej możliwości, której pozbawiono go z chwilą narodzin.
Tego poczucia równości, wypierającego okrutną prawdę o całkowitym wyobcowaniu.


Ukradkowe spojrzenia, ukradkowe myśli. Filozofia życia? I to za dużo powiedziane.
Odkąd pamiętam, prześladowały mnie rozlegające się za plecami szepty. Ściszone do minimum głosy były kierunkowskazem, dzięki któremu odnajdywałem drogę pośród korytarzy Winterfell.
Biedny, ślepy chłopiec. Czym Lord mógł zawinić Bogom?
Myślicie, że dożyje ósmego dnia imienia?
Nie przyda się nawet na Murze. Myślicie, że powinni go wysłać do Cytadeli?
Słysząc te słowa, nie irytowałem się dlatego, że byłem niewidomy, lecz dlatego, że każde z nich zawierało ziarno prawdy. Byłem przecież biednym, ślepym, bezużytecznym chłopcem, który nie mógł nawet sprzątać wychodków w Czarnym Zamku. Zerowe umiejętności posługiwania się jakąkolwiek bronią od najmłodszych lat pragnąłem zrekompensować intelektem i zgłębianiem wojennych niuansów.
Ale, na Bogów, co to za taktyk, który nawet nie widzi swego przeciwnika?
Robiłem wszystko, byleby tylko nie popaść w stagnację. Żyjąc życiem pełnym cieni i półcieni słuchałem monotonnego głosu maestra, który mówił o historii, o kulturze, o geografii. Krążąc wokół brudnych półcieni próbowałem wyobrazić sobie twarze bliskich, którzy – skazani na egzystencję obok mnie (lecz nigdy nie ze mną) – przejawiali pełną współczucia miłość. Dokładnie taką, jaką odczuwa się wobec odtrąconego od stada szczenięcia.


W życiu nieustannie towarzyszył mu strach, nie był on jednak u niego czymś niezwykłym – Edwyn należał po prostu do kategorii osób wiecznie czegoś się bojących. Nie był tchórzem. Bał się
czegoś bliżej nieokreślonego. Był jak zwierzątko przed katastrofą, zamknięte w klatce - zwierzęta wyczuwają kataklizmy jakimś dodatkowym zmysłem. Bał się czegoś nieuniknionego jak…


Kiedy po raz pierwszy śnił Sen liczył nie więcej niż dziesięć dni imienia.
W dole majaczyły ciepłe mury Winterfell, wokół piętrzyły się wzgórza, nieco dalej ziemię ozdabiał Wilczy Las. Niespiesznymi, kolistymi okręgami opadał w dół, początkowo odległy obraz zaczynał nabierać wyraźnych szczegółów – widział swego starszego brata siodłającego konia, siostry spacerujące po Bożym Gaju, Pana Ojca rozmawiającego z koniuszym.
Widział psy w psiarni i ich cętkowaną sierść, widział zieleń trawy, błękit nieba, żółć kwiatów.
Widział kota goniącego mysz, mysz czmychającą do nory, norę ukrytą pośród desek, deski z niewielkimi drzazgami, drzazgi sterczące niczym kolce.
Widział lśniące wody Białego Nurtu i w nich prędko przemykający, biały kształt. Gdy wytężał spojrzenie, by przyjrzeć się plamie bieli, sen urywał się gwałtownie. Za każdym razem, przez kolejne siedem lat.


Tamtego dnia cienie jak zwykle czaiły się po kątach niczym zapomniane istoty – ja z kolei wędrowałem bezszelestnie zupełnie tak, jak one. Przez siedemnaście dni imienia sztukę skradania się i pozostawania niezauważonym opracowałem do perfekcji – zupełnie jakby moja ślepota czyniła innych… ślepych na mnie. Podejmowano rodowe decyzje, rozmawiano o planach mariażu, wyjawiano najpilniej strzeżone sekrety – wszystko w mej obecności. Być może Pan Ojciec uznał, że – z racji kolejności dziedziczenia – powinienem być niemym
nie dość, że ślepy, to jeszcze niemowa
świadkiem polityki rodu. Lord podjął tym samym jedną z lepszych decyzji dotyczących swego nieszczęsnego syna – wyłącznie dzięki temu nie zdziczałem zupełnie, zaszywając się w kątach Winterfell.
To właśnie podczas jednego z takich dni maester odnalazł porzucone gniazdo białozóra, w nim zaś – jedno jajo pośród trzech innych, rozłupanych barbarzyńsko skorupek.
Nic się z niego nie wykluje, werdykt uczonego staruszka ubódł mnie boleśnie – zupełnie, jakby karą dla jajka miał być fakt, że przetrwało atak wygłodniałego drapieżnika. Ująłem wychłodzoną skorupę w dłoń, tak ostrożnie, jakby już było kruchym pisklęciem.
Przez krótką chwilę utożsamiałem się z ptakiem – porzuconym, pozostawionym samemu sobie, skreślonym już na samym początku życia.
Warto spróbować, moje słowa odbijały się echem od ścian korytarza, gdy wróciłem do własnej komnaty z jajkiem w ręce i przekonaniem o nadchodzącym sukcesie.


To dostojne ptaki. Nieskazitelne. Dumne. Wymagają wiele uwagi i jeszcze więcej dyscypliny. Popiel był pod tym względem nad wyraz wyjątkowy – królicze mięso cenił ponad inne przekąski, nigdy też nie pozwalając, by ktokolwiek poza Edwynem zbliżył się na wyciągnięcie ręki. Jeśli okazywał wdzięczność swemu właścicielowi, robił to poprzez szczypanie ucha dziobem, kiedy zaś wyruszał na polowania, nie wracał przez długie dni, jakby pragnął wystawić cierpliwość Starka na próbę.
Ale nie to było w ich relacji najbardziej wyjątkowe.
Nie to.

Ciemność. Ciemność przechodząca w pustkę. Nagły, krótki błysk. Przeszywający, wyzwalający... obrazy?
Były dokładnym odzwierciedleniem Snu – przemykające mury Winterfell, pola, lasy, rzeka i ten cień w jej tafli – biały, prędki kształt, który przestał być plamą… i stał się ptakiem.
Świat oczami Popiela jest nieco wypaczony – jak zwykle musi minąć chwila, nim wzrok przywyknie do natłoku bodźców. Słońce jest zbyt jasne, zieleń traw zbyt intensywna, za każdym razem jednak odczuwam niewysłowione szczęście – szczęście i wdzięczność wobec Starych Bogów, którzy odbierając mi zmysł wzroku, zastąpili go innym darem.
Ja byłem wargiem, Popiel zaś – moim przewodnikiem po świecie barw i obrazów.


Tajemnica musiała pozostać tajemnicą, na co ochoczo przystał zarówno Lord Stark, jak i maester Winterfell, który dość prędko w pełni poświęcił się rozwijaniu daru Edwyna. Na przestrzeni lat te przypadkowe skoki w ciało sokoła stały się kontrolowanymi wyprawami – nagle mrok codzienności przestał być uciążliwy, a obserwowany oczami zwierzęcia świat stał się naturalnym oknem, przez które Ślepy Wilk z Winterfell odważnie spoglądał. Pragnął mieć na uwadze ostrzeżenia, by nie przywiązywać się zbyt mocno do jednego zwierzęcia, by zachować rozgraniczenie pomiędzy swym życiem a życiem ptaka, lecz…
… ciężko zrezygnować z czegoś, co czyni człowieka kompletnym.


Ekwipunek


- choć sam Edwyn nie nazwałby swego sokoła ekwipunkiem, jest on bez wątpienia najbardziej charakterystycznym uzupełnieniem Starka – dorosły już białozór nosi imię Popiel i jest zdecydowanie tą mniej przyjazną częścią Edwyna,
- srebrny wisior w kształcie głowy wilkora na skórzanym rzemieniu,
- ciemne szaty wyszywane najczęściej szarą bądź białą nicią,
- sakiewka z kilkoma monetami o bliżej nieokreślonym (bez zaglądania do środka) nominale,
- bezimienny koń na którym Stark podróżuje wyłącznie w razie konieczności – do tego celu używa dość charakterystycznego, skórzanego siodła, które dzięki rzemieniom znacznie utrudnia ewentualny upadek podczas szybkiej i niekontrolowanej jazdy,
-  długi, pozbawiony udziwnień sztylet, który zwykle spoczywa w komnacie na dnie jednego z kufrów.

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Edwyn Stark   Czw Kwi 07, 2016 7:17 pm

Robię wielkie wow i z przyjemnością akceptuję! Witamy na forum!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Edwyn Stark

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Tyrion Stark
» Stark Industries
» Rody Chorążych
» Kayleigh Stark

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-