a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Stół Pary Królewskiej



 

 Stół Pary Królewskiej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Stół Pary Królewskiej    Sro Lut 10, 2016 8:18 pm


Stół Pary Królewskiej



Umieszczony w samym centrum Królewskiej Sali Balowej, najbardziej bogato przyozdobiony stół - nikt nie śmiałby mieć wątpliwości, iż to właśnie przy nim zasiadać podczas uroczystości weselnych zasiadać będzie Para Królewska. Przygotowane dlań krzesła wyrzeźbione zostały z drewna czerwonego dębu i ubogacone zostały misternymi ornamentami oraz wieńczącymi oparcie figurkami przedstawiającymi trójgłowe smoki. Stół zastawiony został talerzami, kielichami, dzbanami oraz półmiskami wykonanymi z najczystszego złota, sztućce zaś - również wykonane z tego metalu - przyozdabiają na rączkach kamienie szlachetne. To właśnie tutaj najpierw trafiać będą serwowane podczas weselicha potrawy, by zaraz później uraczeni zostali nimi także goście.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Sob Lut 13, 2016 10:19 pm

Królewską Przystań pochłonął demon entuzjazmu – zwykle ponure ulice, którymi przemykali pogrążeni w pośpiechu mieszkańcy stolicy, zamieniły się w barwne, rozkrzyczane korowody braterstwa, pogłębianego jedynie przez lejący się strumieniami alkohol. Gdy tylko ceremonia ślubna dobiegła końca, a powietrze nad miastem rozbrzmiało dźwiękiem bijących dzwonów, które obwieszczały zakończone zaślubiny oraz skłaniały ku okazywaniu (jeszcze większej) radości, w wyznaczonych punktach Królewskiej Przystani rozpalono ogniska – płomienie trzeszczały donośnie, pochłaniając kolejne, suche żerdzie, zaś gorące pocałunki ognia łapczywie lizały powietrze, oddając hołd słowom rodu Targaryen.
Cóż, przynajmniej jego pierwszej części.
Nad płomieniami czuwały Złote Płaszcze, które miały zadbać o to, by w stolicy nie wybuchł pożar – wiadra z wodą trzymane pod ręką stanowiły gwarant bezpieczeństwa, o które zresztą starali się dbać sami mieszkańcy, pomimo narastającej euforii.
Droga gości z Wielkiego Septu Baelora Błogosławionego ułatwiona została poprzez przeznaczenie sieci uliczek do wyłącznego użytku szlachetnie urodzonych – kordony strażników strzegły, by w momencie przejazdu do Czerwonej Twierdzy nikt niepożądany nie zakłócił przeprawy. Jako pierwsza na dziedziniec zamkowy dotarła – rzecz naturalna – para królewska, która natychmiast udała się do Sali Balowej, by tam móc osobiście przyjmować powoli zjeżdżających się gości. Po całym dniu zmagania się z dość przykrymi zapachami stolicy, na nosy przyjezdnych czekała miła niespodzianka: już od bramy wjazdowej do Czerwonej Twierdzy czuć było oszałamiającą, urozmaiconą mieszankę zapachów, która składała się z woni pieczonych mięs, smażonych owoców morza, świeżo wyjętych z pieców ciast oraz potraw, których nazw nawet nie sposób było wymówić, a których zapach nęcił zmysły i przywoływał ku sobie.
Aerys Targaryen wraz ze swą małżonką już czekali przy stole pary królewskiej na pierwszych gości – żadne z nich nie usiadło, choć miało ku temu pełne prawo z uwagi na piastowane stanowiska; zadziwiające, jak równie pozornie nic nie znaczący akt dobrej woli brany może być za przejaw szacunku wobec tych, którzy pokonali wiele mil, by znaleźć się dzisiaj w Czerwonej Twierdzy. Za nowożeńcami ustawił się szereg czysto odzianej służby – ich zadaniem będzie odbieranie prezentów i przenoszenie ich do innej sali, by nie zajmowały miejsca podczas uczty weselnej.

    Jutro post jako pierwsza doda Rhaenys – zaraz po nim wszyscy zainteresowani goście mogą podchodzić do królewskiej pary, by złożyć im życzenia z okazji zaślubin. Najlepiej byłoby, gdyby członkowie tego samego rodu porozumieli się między sobą, aby w mniej więcej tym samym czasie dodać posty, pozwoli to na uniknięcie chaosu. Kiedy tylko formalność zostanie dokonana, będziecie mogli rozpocząć własne wątki – pamiętajcie jednak, iż Mistrz Gry czuwa!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
142
Join date :
04/05/2014

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Nie Lut 14, 2016 6:55 pm

    Sept Baelora Błogosławionego


Wydawało się, że czas płynie wolniej - a może raczej nieregularnie, jak pływak umęczony przebytym dystansem, raz odpoczywający, innym razem przyspieszający. Wrzawa tłumu wciąż gnieździła się w jej umyśle – gdy tylko stanęli przed Septem Baelora Błogosławionego, uderzyła w nich narastająca katatonia dźwięków, krzyku, wiwatów, pojedynczych szlochów szczęścia i ekstazy. Wszystko zlewało się w spójną, nieokreśloną masę, pośród której ciężko było wyłapać choć jedno nacechowane sensem słowo. Uniesione w górę ręce pary królewskiej były przyjazne i swobodne – spokojne, delikatne machnięcia dłoni, uśmiechy goszczące na ustach, ciche słowa, które rzucali do siebie z rozbawieniem. Nawet, jeśli cały spektakl był wymuszony i dokładnie wyreżyserowany, nikt zdawał się nie zwracać na to uwagi – wystarczyło wszak, by król pokazał się poddanym, wystarczyło, by u jego boku stała królowa, a pospólstwo, wiedzione poczuciem zakorzenionego przez tysiące lat obowiązku, okazywało należną radość i dawało upust entuzjazmowi, który gromadził się w piersiach od kilku tygodni. Świat, zdaniem Rhaenys, rządził się pewnymi prawami, stałościami, niezachwianymi zasadami. Nie wszystkie były odkryte, nie wszystkie zmierzone, nie wszystkie pisane. Czasami ludzie z samego szczytu odwiedzali odwiedzali piwnice, naruszając porządek i związki przyczynowo – skutkowe, mimowolnie burząc ład świata. Ale były to zawirowania chwilowe, jak kamień mącący toń i budzący kręgi fal, które - prędzej czy później - zawsze gasły.
Dziś gładka tafla wody została naruszona i odbiła się szerokim echem w całej Królewskiej Przystani.
Nie pozwolono im przebywać tak długo na wolnym powietrzu – w pamięci Białych Płaszczy wciąż tliło się wspomnienie zamachu sprzed dwóch lat, który przeprowadzono podczas balu na cześć nowo koronowanego Aerysa. Od tamtej pory minęły dwa cykle księżyca, zamachowcy oraz ich ofiary już od dawna nie żyli, ślad po tamtym wydarzeniu jednak został – był niczym podłużna, głęboka blizna na spokoju ducha, zarówno strzegących władcy Gwardzistów…
… jak i samego króla.
Ktoś ostrożnie ujął ją pod ramię, pomagając jej wsiąść do karocy – zaraz po niej w powozie znalazł się Aerys, chwytając za rzeźbioną poręcz i bez niczyjej pomocy wsiadając do zacienionego wnętrza.
Rhaenys Targaryen widziała w swym życiu wiele rzeczy i zdarzeń dziwnych… a także straszliwych. Takich, które niełatwo dawało się tłumaczyć powszechnymi prawami, prawidłami rozumu, głównie ze względu na umysłową niewydolność ludzkości. Sądziła, że rzeczywistość może być skonstruowana piętrowo, na podobieństwo wieży; i że piętro, na którym przyszło przebywać akurat jej, nie było tym najwyższym. Czasem myślała, że piętra ciągną się w nieskończoność – że nie ma szczytu wieży. Nie ma Ostatecznego Ustawodawcy, Pierwszego Poruszyciela, Wielkiego Władcy – jak go zwał, tak zwał.
Dziś znalazła się kilka pięter wyżej… i odczuwała jedynie głębokie, przeraźliwe zmęczenie, które nasiliło się jedynie, gdy spojrzała na Aerysa – przez chwilę wydawał się nieobecny duchem, uciekający myślami w tylko sobie znane rejony, tam, gdzie sprawował bezprecedensowe panowanie. Dopiero dotyk Rhaenys – jej dłoń na kolanie władcy, delikatne, długie palce, które zaciskały się na miękkim materiale spodni – zwrócił Targaryena rzeczywistości.
- Sparos ēlī morghūlilza?
Głos – w Wielkim Sepcie lekki, pozbawiony cienia troski – teraz wydawał się przytłumiony, niszczony zmęczeniem, chwiejący się nad przepaścią niewiary, umysł z kolei - zaczynał poddawać się bodźcom i myślom, które miały go obronić przed szaleństwem. Rhaenys uniosła dłoń do policzka, odgarniając z niego niesforny kosmyk srebrzystych włosów – nie powinna reagować na tok wydarzeń w równie gwałtowny sposób, wszak podobne przeżycia w jej położeniu były przecież oczywistością, banałem, codziennością. Winna wszak przywyknąć. Winna rozumieć, że władza złożona została z kuglarzy. Kuglarzy czarujących swym pokazem poddanych, nie dość wydolnych zmysłowo, by oszustwo wychwycić.
Wolność jest tandetą – zawyrokowała Rhaenys ostatecznie, dokładnie w momencie, w którym powóz się zatrzymał, jego drzwi zaś otworzyły – królowa przywołała na usta wesoły uśmiech, zupełnie jakby władca podczas podróży uraczył ją szczególnie trafną anegdotą, i z pomocą Białego Płaszcza opuściła wnętrze karocy, z niejaką ulgą rozglądając się po doskonale znanym dziedzińcu Czerwonej Twierdzy. Nie dano jej jednak czasu na nacieszenie oczu tą ulotną chwilą spędzoną na świeżym powietrzu – Gwardziści natychmiast ruszyli ku Królewskiej Sali Balowej, za nimi zaś podążyła para królewska – Rhaenys, z ręką pod ramieniem Aerysa, Aerys z palcami zaciśniętymi na jej dłoni.
Do ostatniej chwili nie wiedziała, jak wyglądać będzie miejsce uczty, choć sama wybrała większość ozdób – aż do wczoraj nie pozwalano przekroczyć Smoczycy progów Sali Balowej, zupełnie jakby przestronna komnata była oblubienicą, której oblubieniec nie powinien zobaczyć przed zaślubinami.
Nic zatem dziwnego, że zaskoczenie Rhaenys było szczere – i stało się tym samym jedyną prawdziwą emocją dzisiejszego dnia.
Wysoki, odległy sufit przesłonięty został jedwabnymi szarfami w barwach rodu Targaryen – szerokie pasma czarno-czerwonego materiału posiadały wspólne centrum, którym był podwieszany kandelabr na samym środku Balowej Sali, i rozchodziły się we wszystkie strony świata, docierając aż do ścian, gdzie miały swój koniec. Komnatę rozświetlał blask zapalonych na długich stołach świec oraz delikatne światło kremowych lampionów, które – zupełnie jak gwiazdy – wisiały nad głowami gości odpowiednio nisko, by nie miały styczności z jedwabnym materiałem szarf.
Pod południową ścianą wzniesiono drewniane podwyższenie, obleczone czerwonym atłasem – to właśnie na nim miejsce zajmowało czterech mężczyzn dzierżących instrumenty, których dźwięki będą umilać spędzany na uczcie czas. Powietrze już wypełniała woń potraw – zarówno tych czekających na stołach, jak i tych dopiero przygotowywanych. Na dębowych blatach pyszniły się całe rzędy najbardziej wykwintnych smakołyków – pomiędzy rzadkimi rybami w galarecie podano zimny drób nadziewany owocowymi i warzywnymi farszami, pasztety z dziczyzny z marynowanymi grzybkami, rolady wieprzowe z pieczonymi ziemniaki i marchewką w karmelu, homary w sosie kremowo-winnym, półmiski wędzonych oraz pieczonych mięs, a także pełną gamę słodkich łakoci, spośród których najbardziej wyróżniały się pokaźne, trójgłowe smoki wykonane z bezy i oblane wiśniową polewą, jabłka pieczone z bakaliami i miodem w kruchym cieście oraz czekoladowe półkule, których zawartość ukazywała się dopiero po polaniu ich karmelowym sosem.
Uśmiech Rhaenys zdał się nagle znacznie bardziej promienny, gdy wraz z Aerysem zatrzymali się przy bogato zdobionym stole pary młodej – zamiast zająć przygotowane miejsca, wyczekiwali na gości stojąc, otoczeni służbą oraz Białymi Płaszczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Castamere
Liczba postów :
54
Join date :
02/12/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pon Lut 15, 2016 8:15 pm


    Sept Baelora Błogosławionego


Ceremonia ślubna skończyła się w dość szybkim czasie, choć może to tylko Mariannie się tak jedynie wydawało. Sama nie była co do tego pewna. Sala wypełniona tłumem ważnych gości przytłaczała już za bardzo, a co dopiero wygląd wielkiego Septu, kreacje dam oraz wielkich mężów, a co dopiero tutaj mówić o Młodej Parze! Aparycja przyszłej Królowej oraz postawa godna Króla przytłaczała na pewno nie tylko tą biedną przedstawicielkę rodu Reyne. Wszyscy Ci, którzy tutaj przybyli, za pewne odczuwają podobny "dyskomfort" z powodu natłoku tak wielu rzeczy. Oczywiście, wcześniej wspomniany dyskomfort jest zarazem niesamowicie pozytywną rzeczą, na którą w sumie nie ma co się "złościć". Tak wielu kosztowności Mari nie widziała w swoim życiu, takich nici, takich dodatków, takich zdobień i wiele innych. Tak, nawet jeśli Reyne posiadają sami swoje małe bogactwo, to i tak jest to totalny pikuś przy tych wszystkich kosztownościach. Mogła się jedynie domyślać jak bardzo jej ojciec musi się czuć zazdrosny, że on sam nie ma tego wszystkiego we własne posiadanie. Zobaczylibyście, jak cieszyłby się z tego powodu, niczym dziecko, które otrzymało nową zabawkę czy mężczyzna zaznający swojego pierwszego razu z kobietą i to z własnej woli. Chociaż, co ja mówię. Swoją ekscytacją przerósłby i te emocje, o których wspomniałam dosłownie przed sekundką.
Jak już jednak zostało nadmieniona na samym początku mojego wywodu - ceremonia zakończyła się. Pełno radości, pełno łez - głównie wśród mieszkańców. Może i była to piękna, zjawiskowa wręcz chwila dla wszystkich, a w szczególności dla oglądających, którzy to dostąpili zaszczytu uczestniczenia w tym wydarzeniu, jednakże Marianne tak bardzo nie doszła do wzruszeń, do uronienia jakiejkolwiek łzy. Nie, nie oznacza to nie posiadanie jakiejkolwiek wrażliwości w jednej ze swoich cech charakteru - po prostu nawet nie miała kiedy przyjrzeć się i wsłuchać w te wszystkie słowa zawarte w przysiędze. Była zbyt przytłoczona tym... Wszystkim. Ogromem całego wyglądu ceremonii ślubnej, a na dodatek - nie jest wierząca, toteż tym bardziej ją mniej to obchodziło. Jednakowoż - była zadowolona z całości. Ba, zadowolona to za małe słowo. Chyba nie potrafiła określić "tego" jakimkolwiek zwięzłym słowem, żeby to brzmiało logicznie, z sensem i nie zajmowało strony A4.
Opuszczenie Wielkiego Septu i przejście do Królewskiej Sali Balowej również doszło w dosyć szybkim tempie, zwłaszcza, że większość drogi patrzyła pod swoje nogi, by nie upaść przypadkiem od natłoku ludzi jaką ją otaczał. Tak, nawet udało jej się dostrzec tą białowłosą istotkę, która to wcześniej się do niej uśmiechnęła. Wreszcie miała szansę na odwzajemnienie tego miłego gestu, choć nie rozumiała skąd nagle ta uprzejmość z jej strony ku nieznajomej dziewczynie. Bądź co bądź - nie narzekała i poczuła na prawdę przyjazne doznanie z racji tego zwykłego, małego, uśmieszku skierowanego w jej stronę. Niebywałe dziwne, ale jednak. Może to z racji braku znajomości? Nawet nie mówię już o tym miejscu, Sepcie, ale ogólnie? U siebie na zamku miała jedynie rodzeństwo i rodzicieli - służba się nie liczyła, z nikim nie mogła pogadać od serca, a i ze swoim bratem czy ktokolwiek innym nie miała jak wymienić się świeżymi newsami usłyszanymi na targu, który to miała okazję dosyć często nawiedzać. Z braku laku robiła sobie wycieczki, no co poradzicie.
Dojście do docelowego miejsca również zabrało jej dech w piersiach, widząc jak pięknie zostało to wszystko urządzone. Wielki Sept był chyba jednak mniej starannie udekorowany, niż Stół Pary Królewskiej czy nawet stoły dla gości. Uśmiech nie opuszczał jej twarzy, po czym znów skierowała swoje oczęta na najważniejsze osoby tego zdarzenia, dzięki któremu tylu ludzi się zgromadziło do tego jednego miejsca. Prawdę mówiąc ledwo co rozpoznawała, które to wróg, który to przyjaciel dla niej, jednakże o to nawet nie dbała - nie spodziewała się bowiem jakichś zakłóceń, w końcu nad wszystkim czuwali organizatorzy. Prawda? Miała taką nadzieję, i to wielką, spodziewała się, iż na tym się nie kończy.
O dziwo szybko dostrzegła swoich rodziców, do których podeszła żwawym krokiem. Sądząc po minie matki nie była zadowolona z jej ucieczki i braku obecności w ławkach podczas ceremonii.
- Czemu założyłaś tą paskudę?! W Twoim pokoju znajdowała się inna, również czerwona sukienka. Jak zwykle masz gdzieś nasze prośby i oczekiwania wobec Ciebie. Jedna sukienka! I tak wiele musiałaś popsuć. - dobrze, że stali na uboczu i mało kto słyszał ten żałosny wywód matki, który to tylko nabawiłby Marianne czerwieni na policzkach współgrającej z odcieniem odzienia. Jednakże z racji braku tłumów i zainteresowanych podsłuchaniem rozmowy, jej lice nie zmieniły zabarwienia, na szczęście.
- Matko, daj spokój. Jesteśmy na ślubie, widzisz, że inne Panie ubrały się podobnie do mnie? Taka już jest moda. - wytłumaczyła się zręcznie swojej rodzicielce, patrząc przy okazji na ojca. On w sumie często ją bronił, może tym razem?
- Matka ma rację, wyglądasz jak wywłoka. - jednak nie. No cóż, przynajmniej próbowała, a chociaż dzięki swojej sile argumentacji zmusiła swoją mamuśkę do rozejrzenia się po kobietach w podobnym wieku do swojej córki.
- Dobrze, posłuchajcie mnie. Nikt nie podszedł jeszcze do Pary Królewskiej, a oni czekają. Może my tak... No... wiecie... - ojciec zawsze potrafił się idealnie wysłowić, ale to nie jego wina. Przecież zawsze na rozmowy wyganiał Eldena, zapomniał o swojej sile dyplomacji, jaką jeszcze całkiem niedawno posiadał.
- Zgłupiałeś? I co mu powiesz, jako pierwszy? Poza tym, pewnie przy tobie inni mają o wiele lepsze dary dla Króla i Królowej niż Ty, nie ośmieszajmy się chociaż. - matka za to zawsze potrafiła poprawić i zdopingować swojego męża co do joty.
- Chodźmy, co będziemy innego czynić tutaj. - rzekła Marianne, po czym popatrzyła pewnie na obojga rozmawiających i zarazem sprzeczających się ze sobą. Przynajmniej tyle mogła zrobić - rozwiać tę chmurę nerwów z kąta, podejść i grzecznie się przedstawić. Choć pewnie i tak nikogo by nie obchodził zwykły ród Reyne.
Jak rzekła - tak też uczynili. Jako pierwszy szedł ojciec, następnie matula, a na sam koniec zgrabnie poruszająca się ich córa. Oczy i mimikę twarzy miała nijaką, jakby nie posiadała jakichkolwiek uczuć i emocji, chociaż w środku dusiło się zdenerwowanie i euforia z racji poznania Króla i Królową, o której to świat tylko mówi i mówi. Przynajmniej ta jedna minuta sprawiała, iż Marianne czuła się zmieszana, zadowolona i zrezygnowana z obawy o popełnienie słownego błędu. Nieważne, niech po prostu się to stanie.

Znajdując się już przy drugiej stronie stołu, przy którym przystanęli najważniejsi, rodzice Mari ukłonili się, co i ona również poczyniła. Następnie cała trójka skupiła całą swoją uwagę na swoich rozmówców.
- Ja, Lord rodu Reyne, przybywam wraz z moją żoną oraz córką Marianne, by móc przekazać wam najszczersze gratulacje z racji wstąpienia we wspólne, królewskie życie. - tu pokazał na swoją żonę oraz córkę, które to ponownie się ukłoniły. - Z tej okazji chciałbym wam przekazać swe skromne dary. - Przerwał ponownie, a wraz z końcem tego zdania przybyła służba, która to zajmowała się pielęgnacją koni przymocowanych do karocy rodziców Marianne. Darami tymi okazały się dwa przedmioty - jeden dla króla, zaś drugi dla nowej królowej. Podarunek, jaki został przygotowany dla Króla, okazał się piękną, wzmocnioną, zbroją, udekorowaną złotymi elementami oraz posiadające smocze głowy na napierśniku, które to związane są naturalnie z rodem Targaryen'ów. Zbroja została wykonana przez najlepszych w swym fachu rzemieślników z Myr, jacy to przebyli morze, by tylko wykonać ten przepiękny prezent dla nowego właściciela. Dla Królowej zaś zostało wykonane przepiękne zwierciadło przyozdobione złotą ramą wokół, będące w kształcie prostokąta. Oczywiście obydwa podarunki przynieśli podwładni jej ojca, którzy przybyli w trochę większym gronie niż zazwyczaj podczas jakiejkolwiek podróży - pewnie to za sprawą przewożenia i późniejszego przyniesienie tych darów.
- Ta oto zbroja niech będzie dla Ciebie, Miłościwy Królu, symbolem waleczności smoczej krwi, która w Tobie płynie. A to zwierciadło, Szlachetna Królowo, niech przypomina Ci każdego dnia o Twej piękności i dumie, abyś nigdy w siebie nie zwątpiła. Zarazem chciałbym prosić o wybaczenie za brak obecności mojego drogiego, najstarszego, syna, Elden'a, którego trawi gorączka. Bardzo chciał przybyć na tą wspaniałą uroczystość, jednakże zdrowie mu nie dopisało. - dokończył swą wypowiedź, patrząc wciąż na Króla i Królową, przejawiając wielki szacunek wobec obojga, tak dostojnych i zarazem pięknych ludzi, którym on sam w sumie nigdy nie był. Ponownie skłonił się, co także uczyniły ponownie żona i córka. Każda z nich posłała swe ciepłe uśmiechy w kierunku Aerysa II Targaryen'a oraz Rhaenys Targaryen, przejawiając w nim również swój szacunek i oddanie wobec korony.

Marianne obserwowała wszystko to, co działo się pomiędzy jej ojcem, a otrzymującymi życzenia i dary. Była na prawdę dumna ze swojego ojca, a zarazem zaskoczona jakie prezenty ofiarowuje Królowi i Królowej. Nie, nie chodziło o to, że przesadził - nie spodziewała się po nim tak pięknych i jednako, miała nadzieję, trafionych darów. Była niesamowicie zadowolona z tego, co podarował, przepiękne prezenty, na które pewnie by ona sama nie wpadła. Pewnie dlatego, że w jej wieku miała całkowicie inne priorytety i całkowicie inaczej podchodziła do takich spraw.
Postanowiła nie przerywać ojcu, nie chcąc go zhańbić i ośmieszyć, iż córka miała czelność odezwać się, ba, przerwać mu jego wypowiedź. Bądź co bądź, uważała iż ojciec pięknie, a zarazem treściwie, ujął swoje życzenia dobrego życia dla Króla i Królowej.
Gdy tylko ukłoniła się, odeszła na bok, by dać innym możliwość podejścia i również przekazania darów, które to przybyły wraz z gośćmi. Marianne odeszła z rodzicami aż do stołów przygotowanych dla gości, jednakże przy nim nie zasiadła. Poczekała sekundkę, by ukochani rodziciele zasiedli na swoich stanowiskach, po czym nalała sobie wina, ucałowała oboje w policzki, tak po prostu.
- Wybaczcie, muszę się przewietrzyć. - odparła spokojnie, uciekając na taras. Musiała złapać trochę świeżego powietrza. Potrzebowała tego jak jak nie wiem co.

[ z tematu / Taras ]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pon Lut 15, 2016 10:14 pm

//Sept Baelora Błogosławionego

Przybycie do stolicy było dla Fiona czymś nie do ogarnięcia żadnym ze zmysłów. Chłopak, który przez całe życie ani razu nie opuścił Ziem Burzy, znalazł się w mieście króla, wśród ludzi z całego świata, potężnych rodów i potężnych graczy; wśród ogromnego bogactwa i kontrastującej z nim biedy. Wielkie budowle, kolorowe klejnoty, lśniące szaty. Tysiące gestów - każdy tak samo ważny. Dumne spojrzenia, podejrzliwe spojrzenia, groźne spojrzenia. I on, młody Swann, sam wśród tego wszystkiego, reprezentujący swój ród.
Ogromne przeżycia jakie mu towarzyszyły nie przyćmiły jednak jego czujności. Pamiętał o słowach ojca i będzie o nich pamiętał do końca życia. Rozglądał się dyskretnie, uśmiechał, pozdrawiał skinieniem głowy. I analizował wszystko, co działo się wokół niego. Wiedział, że nie znaczy dzisiaj zbyt wiele; był zwykłym pionkiem wśród potężnych figur, jednak czuł na sobie spojrzenia niektórych z gości. Ród Swann był drugim najpotężniejszym rodem na Ziemiach Burzy, oczywiście pierwszym byli Baratheonowie, nie dało się więc o nim nie słyszeć. Bardziej wprawieni gracze dostrzegali herb składający się z dwóch łabędzi na jego szatach, niektórzy może nawet rozpoznawali małego Fiona w mężczyźnie, jakim dzisiaj był, przypominając sobie gdzieś z odległych czasów wizytę w Stonehelm, kiedy owy panicz skrywał się za szatą starszego brata. Trochę nawet miał nadzieję, że ktoś go rozpozna, gdyż czuł się niezwykle osamotniony podczas ceremonii, ludzie rozmawiali ze sobą, śmiali się razem, podczas kiedy on stał sam gdzieś z boku. Kilka razy dostrzegł nawet w tłumie Baratheonów, nie miał jednak okazji podejść i przywitać się, choć widok znajomych twarzy dodał mu otuchy.
Ubrany w biało-czarne szaty, z lekkim płaszczem uszytym na kształt pary skrzydeł, który zwiewnie opadał wzdłuż jego ramion, wszedł do królewskiej sali. Wysokie, skórzane buty zastukały o posadzkę. Rozejrzał się dumnie, pozornie spokojnie i ruszył przed siebie. Akurat kiedy mijał jakąś małą grupę, usłyszał podniesione głosy. Zerknął ukradkiem w tamtą stronę i dostrzegł piękną niewiastę, prawdopodobnie besztaną przez swoją panią matkę. Uśmiechnął się pokrzepiająco, choć dziewczę pewnie nie zobaczyło tego uśmiechu. Ustawił się za nimi, by złożyć gratulacje parze królewskiej.
Bogowie, nogi mu się trzęsły jak małemu chłopcu, lecz kiedy przyszła jego kolej, zrobił krok w przód i ukląkł na prawe kolano. Skinął głęboko głową.
- Mój królu... Królowo.
Wstał i spojrzał na nich pokornie, tak jak powinien.
- Przyjmijcie proszę moje gratulacje z okazji zawarcia małżeństwa, przesyłam najszczersze życzenia od całego rodu Swann. Jednocześnie proszę o wybaczenie tak małej frekwencji, siostra ma... nie mogła przybyć na uroczystość, pan ojciec wraz z małżonką musiał pozostać w Stonhelm, wykonując swoje obowiązki lorda. Godną reprezentację rodu przydzielono mi, drugiemu synowi Lorda Swann. - Wskazał rękę na służącego stojącego za jego plecami. - Przyjmijcie proszę te oto skromne dary od mojej rodziny.
Kropelki potu pojawiły się na jego czole, starał się jednak nie okazywać zdenerwowania. Potężni i ostrożni - powiedział sobie i uśmiech spłynął na jego twarz.
- Dla ciebie, mój panie, komplet łabędzich piór do korespondencji. Podarowane przez parę łabędzi hodowanych osobiście przez mojego pana ojca. - Pięć białych i pięć czarnych piór spoczywało na aksamitnym materiale w misternie zdobionej szkatułce; przyozdobione były złotem. Fion wskazał drugą szkatułkę, która z kolei zawierała dwa niewielkie złote skrzydła. - Dla ciebie pani, w prezencie złote spinki, które przyozdobią skronie i włosy pięknej królowej.
Skłonił się nisko, chowając za plecy trzęsące się ręce. Miał nadzieję, że wszystko przebiegło należycie. Wypłynięcie na głęboką wodę to w jego przypadku adekwatne określenie. Dlatego to wszystko tak go stresowało. A mimo to... Sam nie wiedział dlaczego, ale dokąd się tu zjawił, uświadomił sobie po cichu, że mu się to podoba. Ta etykieta, te spojrzenia, dreszcz emocji. Ta gra. Chyba był głupi, skoro w ogóle tak pomyślał.
Odszedł na bok, by po chwili ruszyć w stronę rozstawionych stołów dla gości.

//zt


Ostatnio zmieniony przez Fion Swann dnia Pon Lut 15, 2016 10:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Reach
Skąd :
Wysogród
Liczba postów :
387
Join date :
12/05/2014

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pon Lut 15, 2016 10:18 pm

    Sept Baelora Błogosławionego.


Miasto monotonnie szumi w uszach. Płomienne smoki ognisk szybują w świetlistych kanionach między budynkami o czerwonych dachówkach. Nic, co ma miejsce w Królewskiej Przystani nie może być nawet namiastką rzeczywistości. Za  Elstanem ceremonia ślubna, która spełniła oczekiwania całego królestwa, a przede nim – towarzyszące zaślubinom wesele, mogące być wyłącznie jeszcze lepiej dopracowanym spektaklem ukłonów i uśmiechów. Mogłoby się zdawać, że w okowach konwenansów niewiele można zdziałać, że przyjeżdżając w obce miejsce, lądując pośród obcych ludzi i wyczekując obcej przyszłości należy jedynie wpasować się w tłum, przyozdobić twarz uśmiechem i bić brawo dokładnie wtedy, kiedy tego oczekują.
Skarbnik Wysogrodu był jednak człowiekiem interesu – człowiek interesu z kolei nie zna zbyt dobrze definicji słowa przyjemność. To ten moment, gdy przez palce przelewają się setki złotych, pobrzękujących monet?
Chwila, gdy szelest papieru stanowi gwarant niebotycznego przychodu?
Uderzenie serca, podczas którego palce muskają nagą skórę najpiękniejszej kobiety Siedmiu Królestw?
Na ustach Skarbnika Wysogrodu zagościł lekki uśmiech – mimowolna reakcja wywołana niewielkim zamieszaniem, które władca Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi wywołał w Sepcie.
Wymuszenie osobistego hołdu na Księciu Dorne? Ten niepozorny gest, podczas którego usta Martella dotknęły pierścienia królowej?
To nie był kaprys Aerysa Targaryena.
To był pokaz siły. Pozbawiona słów bitwa, która pokazywała króla z zupełnie nieznanej tak szerokiemu gronu strony – nagle porywczy władca okazał się władcą świadomym okazji, jakie pod nogi rzuca mu los. W opętanym umyśle krył się intelekt, który imponował nawet Tyrellowi, pierwiastek szaleństwa ścierał się ze sprytem, który bywał groźny.
Śmiertelnie groźny.
Jeszcze przed Septem Baelora Błogosławionego – gdy emocje spowodowane ceremonią wciąż były żywe – Elstan zdołał odnaleźć swe kuzynki. Estelle i Ismeyna – obie zjawiskowe, obie tak niepozorne, zupełnie jak dopiero zakwitające pąki róż, już na pierwszy rzut oka wyróżniały się z gęstego tłumu gości. Krótki, przelotny uśmiech ze strony Tyrella był obietnicą rychłego spotkania już w Królewskiej Sali Balowej, gdzie wspólnie podejdą do pary nowożeńców, by przekazać na ich ręce życzenia oraz podarunki.
Tymczasem czekała ich droga ku Czerwonej Przystani – droga nienaturalnie wyludniona, niby wąski pas ziemi pomiędzy spienionymi falami wody złożonej z mieszkańców Królewskiej Przystani. Zarówno przez cały czas trwania ceremonii, jak i teraz Elstan miał u swego boku Allyę Baratheon – krótkie, przelotne spojrzenia rzucane w jej stronę były jedynie próbą upewnienia się, że chorobliwa bladość zniknęła z gładkiego lica. Najwyraźniej bieg czasu i świeże powietrze zadziałałby, bowiem córka Lorda Burzy sprawiała równie zawadiackie wrażenie, co podczas podróży do Królewskiej Przystani i choć sam Skarbnik Wysogrodu sprawiał wrażenie(tylko) lekko) zatroskanego, jego myśli krążyły już wokół zgoła innych tematów.
Nie przyjechał tu, by trwać bezczynnie.
Kierując się ku Czerwonej Twierdzy, później zaś – do Królewskiej Sali Balowej, w duchu obliczał ewentualne zyski, możliwe zagrożenia, zachwiany ekosystem ludzkiej egzystencji na burych ulicach Królewskiej Przystani. Jego umysł zaprzątały nowe nisze konsumenckie zgromadzone pośród budynków stolicy, nowe potrzeby obawiających się zimy ludzi.
Obliczał. Rachował. Nie chciał, nie planował, nie pożądał - ale mózg się obracał, niezależnie od woli Skarbnika Wysogrodu.
Praca była dla niego czymś, co rodziło się z jego myśli, kiedy tak naprawdę wcale nie myślał o pracy.
Teraz po kolei odfajkowywał rozwiązane problemy… i dalej wszystko kalkulowało się samo. Prowizja. Smycz. Odległa wrzawa Królewskiej Przystani  w głowie, będąca jak kac po orgii. Dodarli aż tutaj – do Królewskiej Sali Balowej. On, Estelle, Ismeyna i niechętna Allya, która raz za razem spoglądała ku reprezentacji przybyłej z Końca Burzy, na której czele stała sama Lady Rhaelle Baratheon.
Życie przyspiesza, ta martwa chwila pomiędzy nim a królewską parą w końcu rusza się z miejsca, Elstan zaczyna rozumieć, że bezruch nie jest rozwiązaniem, że cicha, znużona wytrwałość drapieżnika sprawdza się tylko wtedy, gdy polujesz na ofiarę, a nie w momencie, w którym już ją dopadasz.
Oddycha przez nos, spokojnie, równomiernie.
I rusza z miejsca, prosto w stronę Aerysa oraz Rhaenys. Krok – spokojny, niespieszny, wszak mieli czas. Spojrzenie – czujne i nieruchome, tylko raz sprawdzające, czy niosąca prezenty służba podążała za nimi. Uśmiech – naturalny, niewymuszony, przejaw ciepłej beztroski i świadomości uśpionego zagrożenia.
- Miłościwy Władco oraz jego nadobna małżonko…
Dobrze. Przecież to tylko życie. Dobrze. Mów dalej.
- … w imieniu Lorda Randylla Tyrella, Lady Lauriel, moim oraz mej narzeczonej Allyi Baratheon, pragnę złożyć na wasze ręce życzenia oraz drobne upominki, które winny przypominać o łączącej nasze rody przyjaźni, trwającej wszak od dnia, gdy w Wysogrodzie rządy objął Lord Harlen Tyrell, z nadania waszego przodka, Aegona Zdobywcy.
Głęboki, pełen szacunku ukłon i niemal niezauważalne skinięcie dłonią – na znak Skarbnika Wysogrodu do królewskiej pary przystąpiło czterech służących, którzy dzierżyli w dłoniach podarunki dla nowożeńców. Dla Aerysa Targaryena przeznaczone było złote, arborskie wino, szczelnie zalakowane w obłej butelce z zielonego szkła.
- To trunek z Arbor, którego grona zebrano w roku Twych narodzin, Miłościwy Panie. Bez wątpienia należy do jednego z najwyborniejszych win na całym kontynencie i żywimy szczerą nadzieję, iż przyniesie Twemu podniebieniu chwilę prawdziwej rozkoszy.
Jeden prezent ledwie zniknął z pola widzenia, a za nim pojawiły się dwa kolejne – tym razem na ręce władcy złożony został dzban wykonany ze złota oraz dymionego szkła, a także bogato zdobione kielichy, których uchwyty uszlachetniały wizerunki smoków, tworzące wspólnie kształt serca.
- Niech naczynia te każdego dnia zarówno Tobie, jak i królowej Rhaenys, jako przypomnienie dnia, w którym połączyła was ślubna przysięga. Również dla Ciebie, Miłościwa Pani, mamy coś wyjątkowego…
Tym razem to królowa uraczona została prezentami – pośród nich znajdowała się szklana kula o wykonanej ze srebra podpórce, ukształtowanej tak, by przybrała formę trzech smoków – między nimi umieszczono oczka rubinów, dzięki czemu zachowano barwy rodu Targaryen. Wystarczyło wprawić kulę w ruch, by w gęstym płynie umieszczonym w środku jęły wirować malutkie płatki czerwonych róż. Drugim z podarunków była szkatuła na biżuterię o kształcie smoczego jaja, które we władaniu trzyma niezwykle realistyczna figura smoka.
- Mamy nadzieję, że pierwszy z prezentów podkreśli wspólną przyszłość naszych rodów i będzie godnie zdobił Twą komnatę, podobnie jak szkatułka, gdzie skryć będziesz mogła najcenniejsze podarki.
Skarbnik Wysogrodu skłonił się raz jeszcze – tym razem na pożegnanie i cofnął o krok, czyniąc tym samym miejsce dla swych kuzynek, które również pragnęły złożyć królewskiej parze życzenia. Gdy i to dobiegło końca, Elstan Tyrell ujął dłoń Allyi Baratheon i oddalił się od reprezentacyjnego stołu tak samo, jak doń przybył – niespiesznie i z godnością.

[/zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
535
Join date :
23/05/2013

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pon Lut 15, 2016 10:31 pm


Wielki Sept Baelora Błogosławionego

Od długich lat czeka na zapomnienie. Na ten moment oderwania pamięci długoterminowej od pamięci krótkoterminowej, konsolidację przeszłości. I choć wie, że nigdy nie nadejdzie – wciąż czeka.
W Wielkim Sepcie Baelora Błogosławionego i tuż po wyjściu z niego milczała zmieszana. Nie sądziła, że widok Księcia Dorne – znienawidzonego na równi z Trystanem Martellem – obudzi w niej równie ambiwalentne uczucia.
Poniekąd go rozumiała, gdy z ledwie widocznym ociąganiem ujmował dłoń królowej Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi. Tak odmienni od siebie w tej krótkiej chwili byli zaskakująco podobni – oboje na swój sposób smutni, z głębokim poczuciem nieoswojenia. Elstan Tyrell – choć z całych sił pragnął przeniknąć umysł Allyi Baratheon – nie potrafił zrozumieć wyłącznie jednej rzeczy.
To nie mój świat, nie moje obyczaje, nie moje korzenie.
Myśli rozpaczliwie kołatały się w zadziwiająco pustym umyśle – córka Lorda Harberta Baratheona okazała się pustą skorupą, z której skrupulatnie wyłuskano wszystkie przeczucia, emocje i wspomnienia. Przyjechała tu, bowiem właśnie tego od niej wymagano. Stawiła się w Wielkim Sepcie Baelora Błogosławionego niczym ochłap przeszłości, ponury cień nadciągającej nad Królewską Przystań burzy, przyszła tu ze swoim sceptycyzmem, cynizmem i racjonalizmem, i wydawało się jej, że ma prawo traktować stolicę Siedmiu Królestw oraz jej mieszkańców… pobłażliwie?
Nie mogła nikogo winić. Ani ich, ani siebie. Ani Księcia Dorne, ani Rhaenys Targaryen.
Nikogo.
Mimo tej świadomości nieustannie zadawała sobie kluczowe, krótkie pytanie.
Kto za tym wszystkim stoi?
Zdanie rozbłyska w umyśle martwym blaskiem zlepków liter, wykreowane najpewniej narastającą euforią na ulicach Królewskiej Przystani – na poziomie percepcyjnym ten pokaz emocji dotyczył królewskich zaślubin i licznych reprezentacji szlachetnych rodów, w sferze duchowej zaś – od kilkunastu dni – orbitował wokół sprawy zimy, która dotychczas skutecznie spędzała sen z powiek mieszkańców, teraz zaś zdawała się odchodzić… w zapomnienie.
Kto za tym wszystkim stoi?
Nikt nie śmiał wątpić w skuteczność drastycznych środków – zwłaszcza Allya Baratheon.
Nikt nie wątpił również, że te same środki bywają szczególnie ryzykowne. Zasztyletowanie, trucizna, spalenie żywcem, skręcony kark, utopienie w bali z wodą – w życiu wysoko urodzonych ryzyko było nieodłącznym elementem codzienności.
Wybrać do śniadania ciepłe mleko czy napar z polnych ziół?
Chleb biały – podobno morderczy – czy pełnoziarnisty, z taką ilością słonecznika, że nawet lekkie uczulenie skończy się nieszczególnie estetyczną śmiercią na wskutek uduszenia? (Allya była przekonana, że od ofiary asfiksji gorzej wygląda jedyne topielec).
Zadać śmiertelny cios od razu czy po krótkim monologu zwycięzcy? Nieustanne rozterki spotykały szlachetnie urodzonych mężów (oraz damy – je w szczególności, z uwagi na znacznie wyższy wysiłek psychiczny) na każdym kroku. Wystarczył jeden błąd, jeden nieprzemyślany ruch, jedna pochopna decyzja, by domek z kart – misternie budowany w trakcie ostrożnej gry – posypał się z szelestem, grzebiąc nas pod swoimi gruzami.
Choć, tak właściwie, jakie to ma znaczenie? Tęsknota za kontrolą rzeczywistości jest stara jak bogowie Północy i nawet równie światła (oczywiście) oraz wykształcona (dobre sobie) kobieta jak Allya Baratheon potrafi jej ulec niczym – nie przymierzając – kochankowi o silnej sylwetce i jeszcze silniejszych ramionach.
Atmosfera Królewskiej Sali Balowej we właściwy sposób siała w umyśle córki Lorda Burzy defetyzm – jeszcze przed wkroczeniem do Czerwonej Twierdzy, czubek jej buta smagnął karnie jeden z niezliczonych okruchów sprawiedliwości, posyłając nierówną bryłkę żwiru pośród setki jej bękarcich sióstr – być może rozładowywała piętrzące się w niej napięcie, być może do głosu doszły tu geny, który wszak tego samego dnia nakazały Adrilli Baratheon kopnąć jabłko. I choć żadna z nich nie mogła wiedzieć o bliźniaczej zbieżności zachowania, najpewniej jego przyczyna w obu wypadkach była taka sama.
Paradoksalna przewrotność świata nadprzyrodzonego: wszystko musi być dziwacznie i nieprzewidywalnie, bo sacrum straciłoby na tajemniczości.
Kobiecy instynkt (zakładając, że Allya Baratheon wciąż dysponuje jego szczątkami) podpowiadał jej, że dawała sobie robić wodę z mózgu. Przez bezsenność, przez omamy, przez Aylwarda, przez Elstana, tę smutną kretynkę Yvienne Swann i uwznioślonego Aerysa Targaryena,
To wszystko ich wina. Oni ją w to wpędzili.
Zaburzyli wewnętrzną energię panny Baratheon. Teraz krąży biedna pod prąd, czyni dokładnie to, co nakazuje jej dotyk Skarbnika Wysogrodu, działa niemal instynktownie, mimo wszystko nie dając odebrać sobie dumnej sylwetki i chłodnego spojrzenia, które taksowało parę królewską, gdy Allya wraz z Elstanem i jego nader uroczymi kuzynkami zbliżała się do stołu reprezentacyjnego,
Jestem labiryntem dla drżącej, wytrąconej z równowagi siły racjonalizmu… a powinnam być Królewskim Traktem – zwłaszcza teraz, kiedy nie mogę pozwolić, by którekolwiek z królewskiej pary ujrzało moją chwilową słabość.
Zatrzymała się tuż obok swego narzeczonego, z delikatnym uśmiechem na ustach wsłuchując się w jego słowa i obserwując, jak kolejne z prezentów wędrowały w ręce nowożeńców, później zaś znikały w jednej z bocznych komnat, skryte przed ciekawskimi spojrzeniami innych gości. Otoczona pracą rąk ludzkich, które przemieniły surową Salę Balową w ciepłe, rozświetlone drobnymi płomykami miejsce, Allya Baratheon odczuwała wyłącznie lekkie znużenie – i doskonale wiedziała, że królewska para lada moment zacznie podzielać jej emocje, przytłoczona nadmiarem zebranych i uniżonych słów, którymi kaleczyli i oszukiwali uszy władców.
Co mogła dodać do słów Skarbnika Wysogrodu? Lekkie skinięcie głową, jakby zgadzała się z wszystkimi jego słowami, delikatnie muśnięcie policzka Rhaenys Targaryen, gdy przysunęła się nieznacznie, by złożyć na idealnej cerze królowej pocałunek? Ten krótki moment bliskiej syntezy podsumowany został długim spojrzeniem, w którym starł się błękit tęczówek Baratheonówny oraz fiolet spojrzenia władczyni.
Tak. Zrozumiały się bez słów – i bez słów pożegnały, gdy Allya skłoniła się przed królewską parą, kilka uderzeń serca później czując ciepłą dłoń Elstana, która zacisnęła się wokół jej lodowatych palców.
Zatem dokonało się.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Wto Lut 16, 2016 12:46 am


    Wielki Sept Baelora

Estelle nie podejrzewała, że kiedyś będzie świadkiem tak wielkiego wydarzenia. Właściwie to, w przeciwieństwie do większości młodych dam z królestwa, nigdy tego nie pragnęła Ba! Chętnie wymigałaby się od uczestnictwa w ceremonii ślubnej, która mimo wszystko okazała się godna uwagi i podziwu. Jej skromnym zdaniem najciekawszą sceną w tym całym "przedstawieniu" było nie samo składanie przysięgi przez królewską parę czy też ich publiczny pocałunek, a scena końcowa, w której król poniekąd zmusił Księcia Dorne do ucałowania pierścienia nowej królowej, pokazując tym samym swą siłę oraz wyższość. Niezapomniany widok.
Wielki Sept Baelora panna Tyrell opuściła niedługo po władcy oraz jego pięknej małżonce. Niemniej zanim ruszyła do Czerwonej Twierdzy, zaczekała na swojego kuzyna i jego narzeczoną. Na szczęście szybko się odnaleźli.
Wręczanie prezentów i składanie gratulacji... Ciemnowłosa nigdy nie mogła się nadziwić, jak głęboko ludzie są w stanie wejść królowi lub lordowi w tyłek, oby tylko zostać przez niego zapamiętanym, albo jeszcze lepiej - docenionym. Niekiedy sama zastanawiała się, czy czasem nie powinna brać z nich przykładu, a nuż coś by dzięki temu zyskała. Po dłuższym zastanowieniu stwierdziła, że nie jest jej to potrzebne. Przynajmniej na razie, bo kto wie, do jakich czynów będzie musiała posunąć się w przyszłości... Tak czy inaczej dzisiaj zamierzała zrobić tylko tyle, ile od niej wymagano, czyli po prostu pogratulować królewskiej parze. Wręczenie prezentów oraz wygłoszenie jakieś dłuższej przemowy przypadło Elstanowi i nie było w tym nic dziwnego, bowiem to właśnie on był najbardziej rozpoznawany i szanowany z całej trójki przedstawicieli rodu Tyrell. Poza tym był też mężczyzną, przez co mógł cieszyć się większymi przywilejami.
Kiedy kuzyn i towarzysząca mu Allya cofnęli się, Estelle zrobiła parę kroków w stronę królewskiej pary. Pierwszy raz znalazła się przed tymi zupełnie obcymi, a zarazem najważniejszymi w całym królestwie, osobistościami. Czuła lekkie zdenerwowanie, ale udało jej się to ukryć za przymilnym uśmiechem.
- Wasza Królewska Mość - zwróciła się do króla, uprzednio skłaniając głowę i wykonując głębokie dygnięcie. - Najmiłościwsza Pani - następnie odezwała się do królowej, również przed nią dygając. W końcu wyprostowała się, by zaraz przejść do rzeczy.
- Przyjmijcie proszę moje najszczersze gratulacje. Oby wasze wspólne rządy, Jaśnie Panie i Pani, trwały jak najdłużej oraz były jak najbardziej owocne - przekazała życzenia, których wcześniej wyuczyła się na pamięć. Nie dotknęła ani króla, ani królowej. Nauczono ją, że nie powinno się tego robić. Chyba że władca (lub władczyni) sam wychodzi z inicjatywą.
Nie chcąc zabierać im więcej cennego czasu, kobieta ponownie dygnęła i cofnęła się do tyłu, tym samym ustępując miejsca starszej siostrze, która zapewne też chciała pogratulować małżonkom.
Spełniwszy stój obowiązek, zniknęła w tłumie gości.

[z/t]
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark
Liczba postów :
15
Join date :
29/01/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Wto Lut 16, 2016 8:55 pm

/ Sept Baelora Błogosławionego

Przez niemal cały czas trwania ślubnej ceremonii odczuwał w gardle niepokojące łaskotanie, niby uwięzione w przełyku piórko, które pragnęło doprowadzić dziedzica Pływów do kaszlu w najmniej odpowiednim momencie. Nierówna walka pochłaniała całą silną wolę Velaryona, raz czy dwa doprowadzając do buczącego odkaszlnięcia w rękaw wamsu – na całe szczęście drobna niedyspozycja pozostała niezauważona, a Aenor, niby wojenny triumfator, przezwyciężył własną słabość i do samego końca trwał niewzruszony.
Cóż, przynajmniej do momentu, w którym Aerys Targaryen nie wzbudził w zebranych w Sepcie gościach naturalnej, ludzkiej ciekawości – zaskakujące, że wystarczył jedynie jeden, wymowny gest, by podkreślić własną pozycję pośród – z perspektywy władcy – maluczkich tego świata. Niektórzy na widok osobistego hołdu Księcia Dorne uśmiechali się z pogardliwą satysfakcją, inni przejawiali niepokój, byli i tacy, którzy zachowali nieprzeniknione wyrazy twarzy, przeprowadzając w myślach dogłębną analizę wydarzeń.
Dziedzic Pływów nie zaliczał się do żaden z tych grup – zachowanie króla Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi, choć nieprzewidywalne, było czymś, czego można było się spodziewać… zwłaszcza po Aerysie Targaryenie, którego niechęć do Dornijczyków zaczynała przeradzać się w legendę godną pieśni bardów. Velaryonowi ciężko było postawić się w roli Księcia Dorne – na dobrą sprawę nawet nie próbował wyobrażać sobie, jak podobne zachowanie władcy odebrane zostało przez dumnego z natury Martella.
Było to niczym kropla, która mogła przelać kielich – teraz wystarczy jedynie lekkie drgnięcie stołu, by blat splamiła ciecz barwy krwi.
Aenor z niejaką (choć niezauważalną) ulgą przyjął moment, kiedy mógł opuścić Wielki Sept Baelora Błogosławionego – jeszcze w świątyni zauważył swą kuzynkę, której zdołał posłać jedynie lekki, niewymuszony uśmiech. Dzięki zlokalizowaniu jej przed ceremonią, dość szybko odnalazł drobną Daenerys, natychmiast ujmując ją pod ramię, by nie zniknęła pośród wzbierającego tłumu gości. Fiołkowe spojrzenie dziedzica Pływów poszukiwało jednak kogoś jeszcze  - z wytrwałością jastrzębia polującego na polną mysz, Aenor pragnął odnaleźć pośród rozedrganej, ludzkiej masy…
… własnego brata.
Z High Tide dość prędko dotarły wieści o jego powrocie do Westeros – Velaryon próbował wygospodarować nawet choć chwilę wolnego czasu, by spotkać się z Daenorem jeszcze przed ceremonią ślubną, jednak natłok obowiązków (zwłaszcza zaś nalegania Maegora Targaryena, by wypić jeszcze jeden dzban wina) skutecznie mu w tym przeszkodziły. Dziedzic Pływów nie wiedział, czego może spodziewać się po ponad dekadzie od momentu, gdy to jego brat opuścił Driftmark – żaden z nich nie był już wyrostkiem, którego czynami kieruje przeświadczenie o nieśmiertelności i bezkarności. Świat – wtedy jawiący się jako pełen przygód portal do wieczności –w starciu z brutalną rzeczywistością okazał się ślepą uliczką, gdzie czyhać może wyłącznie śmierć. Aenorem przez całą drogę do Czerwonej Twierdzy targały wątpliwości – czy ponownie zdołają odnaleźć nić porozumienia? Czy – po tak długim okresie rozstania – wciąż będą mogli nazywać się braćmi?
Czas na wahanie przeminął, gdy goście znaleźli się w Królewskiej Sali Balowej – dziedzic Pływów niemal nie poznał wnętrza przestronnej komnaty, która przeszła gruntowną metamorfozę z olbrzymiej, na wpół obcej przestrzeni, do miejsca rozświetlanego blaskiem setek świec oraz lampionów, miejsca, gdzie oko cieszyło się każdą potrawą, a nozdrza niemal mimowolnie wciągały woń wykwintnych dań. Aenor padł ofiarą najbardziej prozaicznej reakcji, gdy w jego ustach zgromadziła się ślina, którą przełknął w najgłębszym skupieniu – i dokładnie w tym momencie jego wzrok padł na Daenorze.
Nie miał najmniejszych wątpliwości, że to on – byli wszak braćmi, przez co podobieństwo, choć niezbyt rażące, zauważalne było już na pierwszy rzut oka. W ocenie sytuacji pomocna okazała się sama Daenerys, która miała okazję spotkać Daenora jeszcze w High Tide i przybyć wraz z nim do Królewskiej Przystani – Aenor poczuł, jak jego głowa porusza się na zesztywniałej szyi w przejawie lekkiego skinięcia głową. Nie dane im było jednak na zamienienie choć jednego słowa – oto bowiem nadeszła pora, by Velaryonowie zbliżyli się do królewskiej pary i złożyli na ich ręce podarunki oraz życzenia.
Jako pierwszy ruszył dziedzic Pływów, występując dziś w imieniu swoim, swej małżonki oraz, co najistotniejsze, Lorda oraz Lady – podczas każdego kroku, który przybliżał go do króla oraz królowej, w myślach kołatały się słowa zawczasu przygotowanych życzeń… co i tak przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, gdy Aenor w końcu zatrzymał się przed majestatem Korony. Kątem oka zdołał wychwycić jedynie obecność Daenora, Daenerys i towarzyszącej im służby, która niosła podarunki – to zaś wystarczyło, by zabrał głos, kłaniając się z szacunkiem przed władcami Siedmiu Królestw.
- Miłościwy Królu, Miłosierna Królowo, Lord Jacaerys oraz Lady Valaena przesyłają najszczersze gratulacje z okazji święta, które wszyscy dziś celebrujemy i które złotymi zgłoskami zapisze się na kartach historii. Zarówno w ich imieniu, jak i w imieniu swoim oraz mej nieobecnej dziś małżonki pragnę złożyć na wasze ręce życzenia długiego, owocnego panowania oraz podtrzymania linii valyriańskiej krwi, która hołduje tradycji łączącej oba nasze rody – dziedzic Pływów spokojnym ruchem dłoni przywołał ku sobie służbę, która dzierżyła podarki dla pary królewskiej – wystarczył jeden rzut oka, by ujrzeć dużą, ciężką skrzynię, zdobioną motywami smoków; po uniesieniu żelaznego wieka, oczom nowożeńców ukazało się bogactwo prezentów, na które składały się naszyjnik uformowany na kształt smoczych głów, srebrny pierścień z oczkiem onyksu, takim samym, jaki tkwiły w koronie królowej. Znaczną część skrzyni zajmował imponujący wazon oraz nieustępująca mu kunsztem wykonania klepsydra w barwach rodu Targaryen. Uwagę przyciągał również złoty wisior z umieszczonym weń szlachetnym kamieniem, srebrny kolczyk w kształcie smoka i złoty pierścień wysadzany oczkami malinowych jadeitów i zwieńczony białą perłą. Pośród podarunków odnaleźć można było również srebrną zawieszkę oraz pokaźną, grubą księgę oprawioną w skórę – jej zawartość stanowiła historia domu Targaryen od momentu lądowania Aegona Zdobywcy, co jednak ciekawsze – ostatnie sto stron pozostawało puste, by ręka króla bądź królowej uzupełniła ją o aktualne dzieje smoczego rodu.
- Mamy nadzieję, że prezenty służyć wam będą przez długie lata i zostaną godną pamiątką, która uwieczni w waszej pamięci ten wyjątkowy dzień. Niech Siedmiu Bogów czuwa nad Twym panowaniem, Miłościwy Królu, oraz nad Twą dobrocią, Najmilsza Królowo.
Dziedzic Pływów skłonił się po raz ostatni, po czym – doskonale wiedząc, że na złożenie życzeń czeka jeszcze Daenor oraz Daenerys, o setkach innych gości nie mówiąc, wycofał się spokojnie. Nastała najwyższa pora, by w końcu rozmówił się ze swym bratem, zaś uczta weselna stanowiła ku temu niepowtarzalną okazję.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Wto Lut 16, 2016 9:01 pm


    Wielki Sept Baelora

Była zadowolona z przebiegu ceremonii - szczerze mówiąc, spodziewała się, że będzie to bardziej nużące wydarzenie. Skrzywiła się delikatnie i jak setki innych osób patrzyła na księcia Dorne składającego pocałunek na pierścieniu nowej królowej Westeros. Chciał pokazać swą dumę, pozycję i co najważniejsze siłę. Daenerys nie była nikim ważnym, by mieszać się w konflikty królewskie, lecz taki akt był dla niej conajmniej nie na miejscu. Definitywnie ochłodzi stosunki rodu smoków z Martellami. Ale to był problem tylko i wyłącznie osoby za tym stojącej, czyli władcy Aerysa II Targaryena.
Wyszła z Wielkiego Septu Baelora niedługo po parze królewskiej, która ruszyła ukazać się swym poddanym. Łzy, radość jak i pewien niepokój objął całą Królewską Przystań, a w uszach Dany wciąż brzmiał dźwięk potężnych dzwonów, które zabiły tuż po złożeniu przysięgi małżeńskiej.
Białowłosa wyszukała wzrokiem Aenora i Daenora, ruszając razem z nimi do Czerwonej Twierdzy. Na szczęście z kroku na krok obrzydliwy zapach stolicy ustawał, a do nozdrzy młodej Velaryonówny uderzyła istna mieszanina zapachów, oczywiście przyjemnych. Uśmiechnęła się szczególnie, choć ukradkiem, gdy poczuła zapach pieczonego jedzenia.
Wkrótce znalazła się w Czerwonej Twierdzy, a dokładniej mówiąc - w sali balowej, gdzie wypatrzyła przygotowane już pierwsze potrawy i co najważniejsze Aerysa oraz Rhaenys, którzy okazali swoj szacunek dla zebranych, choć wcale nie musieli. Stali dopóki wszyscy goście nie zapełnili sali, co spodobało się młodej dziewczynie. Taki skromny gest, a jak wiele znaczył!
Zauważyła również pannę Marianne Reyne, do której uśmiechnęła się w Sepcie. Sama nie wiedziała, dlaczego to zrobiła. Był to po prostu zwykły, przyjemny uśmiech. Czyż mógł on znaczyć coś więcej, prócz czystej życzliwości? Raczej nie. Wiele osób mogłoby za nim schować zazdrość, kłamstwo bądź zdradę, lecz Daenerys tego nie zrobiła. Nie miała powodu i nie chciała go mieć. Miała jednak nadzieję, że zdoła z ową panienką później porozmawiać. Posłała jej kolejny, szczery uśmiech, nim obróciła swą głowę w stronę kuzynów.
Zaczęła rozglądać się po sali, która była pięknie urządzona. Wszystko było dobrze wyważone, kolory dobrze ze sobą współgrały, a sztandary rodu Targaryen powieszono we właściwych miejscach. Potarła dłonią o dłoń niepostrzeżenie, zaczynając obserwować gości. Wszyscy byli jej tacy obcy. Nigdy nie była w Czerwonej Twierdzy, ba, samej stolicy. Do króla Aerysa i - wtedy - księżniczki Rhaenys zapewne dotarła przed piętnasty laty wiadomość o narodzinach bratanicy Lorda Pływów, lecz czy o tym pamiętał? Wątpliwe.
Poprawiła swoje włosy, biorąc głęboki oddech. Co jak co, ale musiała przyznać, że było tu nieco duszno. Nic dziwnego; dziesiątki gości zajmowało swoje miejsca, a setki stały, aby podarować prezent nowo panującej królowej i królowi. Przy okazji też zaprezentować swój ród od dobrej strony. Sama była zestresowana, mimo, że zapewne nawet się nie odezwie i inicjatywę przejmie dziedzic rodu, czyli Aenor...
... i tak się wkrótce stało. Trójka podeszła do pary królewskiej. Daenerys skłoniła się przed władcami, a służący przynieśli ze sobą dość pokaźną skrzynię, w której znajdowały się podarki. Posłała nieco wymuszony uśmiech w stronę starszego Aerysa, a bardziej szczery i uprzejmy do Rhaenys. Obserwowała prezenty znajdujące się w otwartej już skrzyni. Miała nadzieję, że przypadną parze do gustu. Sama byłaby bardzo zadowolona z takich rzeczy.
Po złożeniu podarków i życzeń przez Aenora, dziewczyna postawiła kilka kroków bliżej pary, stawając w odpowiedniej odległości, jednak na tyle blisko, że na wyciągnięcie ręki. Stresu dodawało jedynie to, że para nigdy wcześniej nie widziała Daenerys i musiała zrobić dobre pierwsze wrażenie. Przełknęła ślinę, skłaniając się przed królem i nową królową. Wkrótce jej zróżowiałe usta rozchyliły się i w uszach obecnych zabrzmiał przyjemny głos młodej dziewczyny.
- Dārys - skłoniła się nieco ku Aerysowi, wypowiadając słowo w wysokim valyriańskim, później skłaniając się ku Rhaenys - Dāria.
- Przyjmijcie proszę moje szczere gratulacje i życzenia. Niech Siedmiu wspomaga was we wspólnych rządach, niech wasza miłość pozostanie bezgraniczna bez względu na wszystko, a żeby poddani pałali do swych władców miłością jak nigdy dotąd - złożyła życzenia, skłaniając się na koniec. Wzięła głęboki oddech.
Miała wyuczony w głowie tekst, jednak mimo to powiedziała to, co przyszło jej na ślinę. Jakoś się udało, ba, było dobrze. Chyba nawet głos jej nie zadrżał, a przecież byli to kompletnie obcy ludzie. Była z siebie zadowolona jak nigdy. Powoli wycofała się od pary królewskiej, gdy kątem zauważyła za sobą dziesiątki ludzi oczekujących na spotkanie i przekazanie darów. Teraz tylko trzeba było zająć miejsca u boku swej rodziny i zacząć zabawę, do której jednak Dany nie była tak bardzo skora. Nigdy wcześniej nie kosztowała alkoholu i przeczuwała, że nie skończy się to dobrze...


[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Sro Lut 17, 2016 1:22 pm

Wielki Sept Baelora

Miał przyjemność (lub nieprzyjemność) widzieć wiele potężnych osób. Triarchowie Volantis, panowie miast Zatoki Niewolniczej, czy wreszcie lazurowy cesarz z Yin. Dziś widział władcę Siedmiu Królestw, najpotężniejszą osobę w Westeros i rozdającą karty w tej części świata. Był spokojny, a przynajmniej na takiego wyglądał. W spokoju tym chowała się jednak siła, którą okazał, zmuszając księcia Dorne do ukorzenia się przed nową królową. Nie przyniesie to Tragaryenom sympatii Martellów i ich wasali, ale powinno poprawić stosunki z ich odwiecznymi przeciwnikami. Lordowie Ziem Burzy i Reach niewątpliwie czuli się usatysfakcjonowani tym gestem i być może wyniesieni ponad Dornijczyków.
Tłum opuszczał sept i kierował się w stronę Czerwonej Twierdzy. Daenor stał przez chwilę, wypatrując swojego brata, ale znajdował się na obrzeżach i nie był w stanie rozpoznać, która ze srebrnych czupryn idących za królem należy do Aenora. Ruszył do wyjścia i po chwili znalazł się na ulicach Królewskiej Przystanią. Droga ta nie przypominała innych uliczek miasta. Była przede wszystkim czystsza, wysprzątana przed królewską ceremonią ślubną. Nie kręciły się też tutaj osoby z gminu. Idących osłaniał szczelny kordon straży miejskiej. Nie minęło dużo czasu, zanim kolumna osób dotarła do siedziby władcy.
Sala balowa była bogato przystrojona. Na ścianach wisiały czarne chorągwie z czerwonymi smokami. Również w oparciach krzeseł wyrzeźbiono trzy łby tych potężnych zwierząt. Na stołach stała złota zastawa, warta więcej niż majątek niejednego rodu.  Przy królewskim stole stali Aerys oraz Rhaenys. Gest ten był okazaniem szacunku dla przybyłych gości. Ci z kolei zebrali się rodowych grupkach i przygotowywali się do złożenia życzeń. Velaryon widział Daenerys, ale Aenora jeszcze szukał wzrokiem.
W końcu nadszedł ten moment, gdy stanęli twarzą w twarz. Daenor nie miał wątpliwości, że patrzy na brata. Niewątpliwie zmienił się, ale nie sposób było go nie poznać. Widział w nim wiele cech, które sam posiadał. Nie przeszli jednak do dawno wyczekiwanej rozmowy, nie zdążyli nawet dobrze się przywitać. Od razu skierowali się przed oblicza króla i królowej. Aenor zaczął przemawiać w imieniu swoim i ojca. Podarował również prezenty od lorda Jacaerysa.
Podarki nie różniły się znacząco od tych, dawanych przez delegacje innych rodów. Głównie była to biżuteria. Zdobienia wykonane ze szlachetnych metali odlane były na kształt smoków. Z tego natłoku złota, srebra i drogich kamieni wyróżniała się księga rodowa Tragaryenów. Puste strony na jej końcu same w sobie były życzeniami długich i dobrych rządów. Po bracie życzenia złożyła również ich kuzynka Daenerys. Dopiero wtedy bezpośrednio przed władcą stanął Daenor.
- Królu, królowo.- zwrócił się do pary królewskiej, kłaniając się przy tym nisko. Jego ręce przylegały do tułowia, a dłonie były zwrócone wewnętrzną stroną w kierunku Czerwonych Smoków. Miało to oznaczać przyjazne stosunki i brak ukrytych zamiarów.
- Pragnę złożyć najszczersze gratulacje i życzyć pomyślnych rządów. Oby rządy, które teraz się rozpoczynają trwały jak najdłużej, a jedność, którą dziś się staliście spaja królestwo oraz prowadzi ku dalszej chwale ród Targaryenów. - Wstał i powoli szedł do tyłu, cały czas kierując swój wzrok na króla i królową. Po wykonaniu kilku mniejszych kroków skłonił się jeszcze raz i dopiero odwrócił.
Gratulacje złożone, prezenty dane. Vealryonowie odeszli więc od panujących i skierowali się do stołu dla gości. Zajęli miejsca i czekali na podanie potraw. Nareszcie mógł porozmawiać z Aenorem. Liczył, że ta przebiegnie lepiej niż rozmowa z ojcem, gdyż pamiętał, że mimo różnic zawsze się dogadywali. Zabawa weselna i niemal nieograniczony dostęp do wszelkiego rodzaju trunków mógł pomóc w ponownym nawiązaniu pozytywnych relacji, lub wręcz przeciwnie.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Czw Lut 18, 2016 4:47 pm

Jaehaerys dawno nie był już w Królewskiej Przystani. Pamiętał jeszcze czasy, gdy przybył tutaj jako trzynastoletni giermek poprzedniego władcy, swego imiennika, gdy ten dopiero zasiadał na tronie. Pamiętał również Królewską Przystań, Czerwoną Twierdzę i wielką komnatę z Żelaznym Tronem, która dziś była wręcz nie do poznania, w całym swym przepychu, bogactwie, mnogości stołów i szlachetnych gości. Jeszcze nie dawno wydawało mu się, że volanteńskie uczty muszą być najwspanialszymi na świecie, jak i samo miasto, najstarsza Córa Valyrii, ale teraz nie był tego już taki pewien.
Dziś zaś gościł na ślubie Aerysa II i Rhaenys. Był bardzo ciekaw, czy król go pamięta, choć, gdy ostatni raz widział monarchę na oczy, ten sprawował pieczę nad Smoczą Skałą, przy boku innej żony. Tak wiele się ostatnio działo w Westeros. Nie było mnie ledwie rok. Młody Velaryon mógł mieć tylko nadzieję, że Siedmiu będzie łaskawszych dla ich obecnego monarchy i pozwolą mu rządzić jeszcze kilka dekad, jak wcześniej pozwolili jego dziadkowi.
Podążył za rodziną, by złożyć Aerysowi II i jego małżonce ślubne życzenia oraz prezenty. Pozostawał w cieniu braci, tak jak zawsze, bacznie przyglądając się zebranym tutaj gościom. Było tu tak wielu wspaniałych lordów i dam dworu, których nie miał okazji jeszcze ujrzeć. Pragnął jednak, by jeszcze przed zakończeniem uczty przynajmniej kilkoro z nich nie było mu już tak obcych.
Z cierpliwością wysłuchał słów braci i kuzynki, czekając na swoją kolej i wciąż denerwując się, czy nie powie czegoś nie tak. Ostatnią rzeczą, której pragnął to przyniesienie ujmy swemu rodowi, szczególnie na królewskim weselu. W głowie słowa wciąż mu się plątały, lecz księga, nie zapisana w całości, nasunęła mu pewną myśł.
- Wasza Miłość, królowo - - pokłonił się nisko, gdy tylko Daeron skończył składać życzenia. Inaczej pamiętał Aerysa jako Księcia Smoczej Skały. Korona oraz cały jego wspaniały strój, dodawały mu wielkiego majestatu, zaś piękna królowa, która stała przy jego boku tylko dopełniała ten widok. Czuł się wręcz zawstydzony przemawiając do nich, nie miał bowiem takiej pewności siebie jak bracia.
- Ja także chciałbym dołączyć do życzeń mych ukochanych braci. Oby wasza miłość przepełniała wszystkie Siedem Królestw, wasze panowanie było dłuższe niż to Jaehaerysa Pojednawcy, a puste karty tej księgi zapełniły tylko chwalebne słowa, przynoszące dumę waszym potomnym. - skłonił się jeszcze raz na odchodne, wycofując się od stołu królewskiej pary wraz z resztą rodziny. Mógł tylko marzyć, by na swym weselu, jeśli miało ono nadejść, prezentować się tak jak królewska para. Na szczęście życzenia miał już za sobą.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Czw Lut 18, 2016 6:28 pm

Pośpiech, jaki towarzyszył mu w drodze do królewskiej sali balowej, wcale nie ułatwiał znalezienia odpowiednich słów, jakimi miał uraczyć młodą parę. Co jakiś czas musiał ganić niosących podarunek mężczyzn, aby przyspieszyli kroku i byli ostrożni, choć sam ledwo był w stanie chodzić. Wuj poinformował go o swej decyzji, zbyt późno i nieoczekiwanie. Wybrał mu strój, załadował upominek na pokład, uprzedził przed sztormem i rzucił na kaprysy opatrzności. Często tak robił. „Jesteś Volmarkiem, chłopcze. Musisz być gotów na każdy wiatr.”
Sam rejs do Królewskiej Przystani zwiastował katastrofę. Wuj mylił się co do sztormu, jednak morze nie było do końca spokojne. Fale rytmicznie bujały łajbą, przez co sporej wielkości prezent sunął z jednej strony pokładu na drugą i z powrotem. Całej załodze udało się uchować, przed wstąpieniem do podwodnych komnat. Ale to nie był koniec podróży. Gdy dobili do brzegu, dzwony Wielkiego Septu Baelora rozniosły się po niebie. Mirell wziął głęboki oddech.
Spóźnili się.
Ulice otaczające port były puste, co wpływało na korzyść żelaznego przedstawicielstwa. Mężczyźni niosący prezent nie musieli przedzierać się przez tłum poddanych. Przynajmniej z początku. Semu Mirellowi zaś, poruszanie się utrudniał wizytowy strój, podarowany przez wuja. „Wiem, że jesteś kuty z najgrubszej stali, lecz ślub nie wymaga zbroi. Wymaga manier.” Skoro tak to, czemu sam nie przybył?
Mirell ściągnął brwi, układając w głowie prośbę o wybaczenie spóźnienia. Nawet najwytworniejszy ubiór nie pomoże, gdyż zwyczajnie retoryka nie była jego mocną stroną. Na morzu niepotrzebni są ludzie złotouści.
W końcu dotarli do sali balowej. Wszystko wyglądało kosztownie i strojnie, czyli tak jak powinno. Chłopak wziął głęboki oddech, po czym ruszył w głąb sali. Każdy detal robił na nim niesamowite wrażenie. Wystrój stołów, eleganccy goście, zapachy jedzenia, dźwięki muzyki. Gdzie nie spojrzał, wszystkiego było dużo, bardzo i intensywnie. Otrząsnął się z zachwytu, by wyszukać królewską parę. Zwrócił się do mężczyzn niosących podarek, aby doprowadzili się do porządku i dotrzymali mu kroku. Nadszedł czas, aby przekazać słowa wuja.
Chłopak patrzył na nowożeńców, powoli krocząc w ich stronę. Zatrzymał się, zachowując stosowną odległość, po czym padł na kolano, chyląc czoło.
- Z najgłębszą uległością dla Waszej Królewskiej Mości, z rzetelną czcią i poważaniem pragnę prosić o wybaczenie. Ani pod wpływem zabiegów ludzkich, ani darów złotych i ofiar błagalnych, nie ustąpi to mojej winy, gdyż nie mam nic na swoją obronę. Wierzę jednak, że w swej najgłębszej czci, nie pozostanie to w pamięci Waszej Królewskiej Mości. Jest to, Panie, wyróżnieniem zwracać się do Ciebie, dlatego tym bardziej uznałem za rzecz konieczną uczynić to jasnym. – serce waliło mu jak oszalałe. Wziął wdech, nim zdobył się na kolejne słowa. – Wasza Wysokość, otrzymałem od Lorda Volmark, męża znakomitego, Tobie tylko wiernego, poręczenie jego najszczerszych gratulacji. Dzięki przewodnictwu łaski, składam na Wasze ręce ten drobny upominek, jakim jest ta ręcznie zdobiona lektyka. Aby nie wydawało się, że mało znaczące osoby powiększają obramowania, pozwolę sobie przekazać w wasze ręce, również moje życzenia. Do dzisiejszego przedsięwzięcia, torowało mi drogę głębokie przekonania, iż przyszłe lata pokażą jak znacznym mężem, zarówno królem, jak i małżonkiem Wasza Królewska Wysokości pozostanie. Waszej Miłości zaś, życzę, aby owoc twej pracy i miłości wyniósł się ponad innych. – wstał z kolan, wyprostował się, po czym znów ukłonił i odszedł.

/zt
Powrót do góry Go down

avatar
Północ
Skąd :
Ostatnie Domostwo
Liczba postów :
133
Join date :
14/01/2014

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Czw Lut 18, 2016 7:50 pm

/ Wielki Sept

Ceremonia była dla niego czymś równie obcym, co pustynne piaski Dorne – przytłoczony bogactwem Septu z niemałym trudem skupiał się na słowach kapłana, które i tak niewiele mu mówiły. Było coś o Wojowniku, Ojcu, Matce – choć znał imiona Siedmiu Bogów z opowieści Wendela, nigdy nie potrafił spamiętać wszystkich, największą uwagę (i najszerszy uśmiech) rezerwując wyłącznie dla Dziewicy.
Dziedzic Ostatniego Domostwa wiele by dał, aby to właśnie Manderly występował dziś w roli reprezentanta Północy – kto jak kto, ale ten spasiony pańczyk idealnie wpasowałby się w pachnące wszystkimi kwiatami świata towarzystwo, pośród którego niektórzy z lordowskich synów byli gładsi od sióstr Berena. Umber nie sądził, że kiedykolwiek w życiu będzie mu dane odczuwać zagubienie głębokie niczym dupa, w której się znalazł – z całym szacunkiem dla władcy Siedmiu Królestw oraz jego małżonki, dziedzic Ostatniego Domostwa po prostu pragnął czym prędzej wrócić na swoją zimną, zapomnianą przez świat Północ i tam oddać się temu, co potrafił najlepiej – polowaniu na Dzikich.
Z Dreadfort jęły dochodzić wieści, jakoby Hadrian Bolton stoczył małą, ale nader krwawą bitwę z oddziałem przybyszy zza Muru – Beren niemal czuł zapach rozlanej na śniegu, gorącej juchy i tę wyjątkową woń desperackiej waleczności, którą roztaczali wokół siebie Dzicy.
Żałował, że go tam nie było.
Żałował, że Samotny Strażnik nie zaznał smaku krwi wroga – swego ulubionego trunku, znacznie lepszego od najwytrawniejszych win, których Umber spróbuje dziś na weselnej uczcie.
Beren był przekonany, że ani on, ani tym bardziej żaden z jego ludzi nie będzie zwlekał z powrotem na Północ – wystarczyło, by wyściubili nosy za Przesmyk, a Dzicy już kąsali niczym wygłodniałe wilki, które wiedzione zapachem łatwego łupu atakują w najmniej strzeżonych miejscach. Nocna Straż miała za mało ludzi, by móc obsadzić choćby połowę zamków na Murze, co skrupulatnie wykorzystywali znienawidzeni przez Umbera przybysze z lodowych krain.
Dziedzic Ostatniego Domostwa czuł się niczym sztylet wetknięty w oczodół – ani przyjemny widok, ani niezbyt pasujący do otworu. Musiał jednak wpasować się w swą rolę i po zakończonej ceremonii ślubnej udać do Czerwonej Twierdzy, gdzie…
… po prostu postara się zniknąć w tłumie (co z jego posturą będzie daremnym wysiłkiem).
Jeśli Beren sądził, że po ociekającym bogactwem Wielkim Sepcie Baelora nic go nie zdziwi, starcie z rzeczywistością dość brutalnie sprowadziło go na ziemię – wystarczyło, żeby wszedł do Królewskiej Sali Balowej.
Z pewnością było złudzenie wywołane migoczącym światłem świec, ale mogło się wydawać, że postać dziedzica Ostatniego Domostwa stojąca w drzwiach niemal sięga głową górnej belki – jakby tego było mało, wkroczył do olbrzymiego pomieszczenia i w przejawie nerwowości… wyprostował się jeszcze bardziej. Nietrudno niepotrzebnie ściągnąć na siebie uwagę, gdy jest się wielkim jak góra. Wystarczy wejść i stanąć.
I za wszelką cenę udawać, że nie zauważa się ciekawskich spojrzeń.
Beren z narastającym poczuciem niedopasowania wyczekiwał na moment, gdy będzie mógł podejść do pary królewskiej – z jednej strony pragnął czym prędzej mieć to za sobą, z drugiej zaś sama świadomość, że stanie przed nimi, zapomni języka w tej wielkiej gębie i będzie bezradnie wpatrywał się w królową, jakby ta miała mu pomóc, przyprawiała go o gęsią skórkę.
Nie miał jednak wyboru.
Nie miał choćby cienia możliwości i wyłącznie dlatego, gdy tylko nadarzyła się okazja, ruszył z miejsca wraz z dwoma swymi kompanami, kierując się ku nowożeńcom niczym górska lawina – Dorven z niejakim wysiłkiem dzierżył okryty ciemnym materiałem, prostokątny pakunek, Brack zaś trzymał w rękach drewnianą skrzynię, znacznie lżejszą od pierwszego z podarunków. Dziedzic Ostatniego Domostwa zatrzymał się dobre dwa jardy od władców, skłonił z brakiem gracji właściwym jedynie gruboskórym ludziom z Północy i – nim na dobre popadł w panikę – podjął najmniej kwiecistą mowę tego stulecia.
- Królu, królowo, w imieniu rodu Umber oraz całej Północy pragnę przekazać życzenia pomyślnego i owocnego panowania, które sprawowane będzie silną ręką władcy i dobrym sercem władczyni – na twarzy Berena pojawiło się coś, co – z pewną dozą ostrożności – nazwać można było uśmiechem. Dziedzic Ostatniego Domostwa skinął na swych towarzyszy, którzy zbliżyli się doń z prezentami.
- Dla Najmiłościwszej Pani pragniemy podarować futro z wilczej skóry, by ogrzewało ją podczas zimowych wieczorów. Natomiast dla Władcy z dalekiej Północy przywieźliśmy coś wyjątkowego… - Umber skinął lekko głową, dając tym samym znak Dorvenowi, by postawił na posadzce dzierżony podarunek – wystarczyło, by pociągnął spowijający go materiał, a oczom pary królewskiej oraz zebranych w Sali Balowej gości ukazała się klatka, w niej zaś…
… młody, ledwie dwumiesięczny samiec [url=http://www.cutestpaw.com/wp-content/uploads/2014/04/Baby-bear(1).jpgniedźwiedzia.[/url]
Był wielkości charta, choć wyglądem znacznie od niego odbiegał – postawione na sztorc uszy raz za razem poruszały się zaniepokojone, zaś brązowe spojrzenie wodziło wokół ze szczerym zdziwieniem. Niedźwiadek był sierotą i najpewniej zmarłby podczas pierwszych śniegów, gdyby…
… gdyby nie znalazł się tutaj.
- Gdy urośnie, z całą pewnością będzie nie mniej rozrywkowy od swego brata w Harrenhal – Umber skłonił się po raz ostatni, posyłając małej, puchatej zwierzynie spojrzenie, które wyrażało wyłącznie jedno.
Współczucie.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pią Lut 19, 2016 2:29 pm

Ceremonia się skończyła i Lucerys był… rozczarowany. Właściwie nie wiedział, czego się spodziewał, ale wszystko wydawało się nie tyle ograne, bo to nie było zbytnim zaskoczeniem, ale brakowało jej jakiegoś patosu. Właściwie książę uważał, że był w tym pewien komizm- ponura i monotonna ceremonia niesamowicie kontrastowała z podekscytowaniem, które ją otaczało. Chociaż młody Targaryen musiał przyznać, że moment, kiedy król zmusił Martella do pocałowania pierścienia swojej królowej był… co najmniej interesujący.
Jednak teraz wszyscy wychodzili i należy spełnić obowiązek księcia. Szczerze mówiąc, Lucerysa zawsze bawiły dworzanki i księżniczki, które narzekały na to, że ich życie jest tak bardzo ograniczane, a ich rola w rodach właściwie sprowadza się do drogiej lalki, której posiadanie oznacza „przyjaźń” rodów- jeżeli coś takiego istniało. Według księcia, mężczyźni z błękitną krwią wcale nie mieli o wiele lepszego życia. Kobiety przynajmniej wychowywano na osoby, które są zdolne do wykorzystania własnego intelektu w czymś innym niż walenie kawałkiem metalu w innych ludzi licząc na to, że ten drugi nie odda. Oczywiście, to że one nie mogły odziedziczyć ziem było dość „niemiłe”, ale były gorsze rzeczy niż niebycie w centrum uwagi i czci- przynajmniej mniej osób patrzyło na nie z chęcią mordu… prawdopodobnie.
Mówiąc o kobietach, Lucerys właśnie zauważył pewną osobę, której z jakiegoś powodu się nie spodziewał. A może po prostu o niej zapomniał? Tą osobą była Daenerys Velaryon- córka… bratanica lorda Wysokiego Pływu. Chyba. Nagle wpadł na pewien pomysł, ale jego realizacja musiała poczekać. Choć niedługo- kto wie, może jeszcze w ciągu tego przyjęcia?
Po przybyciu do Sali królewskiej ujrzał jeszcze więcej przepychu i zapewne budzących zazdrość pomniejszych rodów ozdób… nie to, że narzekał. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił w Sali było podejście do stołu pary królewskiej. A przynajmniej tak zamierzał, bo niespodziewanie drogę zastawił mu jakiś lord z Reach, z którym musiał przeprowadzić fascynującą rozmowę o handlu i hodowli… kurczaków. Szczerze mówiąc, Lucerys nie był pewien, czemu jakikolwiek szlachcic zajmowałby się tak chłopskim i pozbawionym splendoru zadaniem, jak karmienie drobiu, ale z drugiej strony, nie obchodziło go to zbytnio. Ale ta konwersacja okazała się być czymś więcej niż tylko nieprzyjemną pogawędką, ale też potencjalnym powodem niedostarczenia prezentu i życzeń, co byłoby z pewnością bardzo nietaktowne z jego strony. Dlatego też, drugi raz dzisiaj, młody Targaryen szybko podbiegł do stołu.
-Wasze Miłości! Siostro! Kuzynie!- Zaczął swoje życzenia.-To chyba oczywiste, że życzę Wam szczęścia i pomyślności… i sobie wielu zdrowych i silnych siostrzeńców..-Dodał z uśmiechem na ustach- Jako że niestety nie jestem w stanie zapewnić Wam żadnego z tych przyniosłem prezenty, które może osłodzą Wasz z pewnością przepełniony radością i bogactwem czas w tym jakże ponurym świecie.- Tutaj Lucerys wysunął małą, czarną szkatułkę oraz kopertę i otworzył to pierwsze. W środku stworzonej z czarnego kamienia znajdowały się dwa ułożone na szkarłatnym aksamicie naszyjniki. Oba były identyczne do tego, który Lucerys kupił w Volantis i, szczerze mówiąc, i tak trafiłyby w ręce nowożeńców- miały być prezentem powitalnym. Przedstawiały one trójgłowe smoki wykonane z czarnego, lekko pofałdowanego metalu, a ich oczy były wykonane z nieoryginalnego materiału- rubinów.-Mam nadzieję, że stal, z których te naszyjniki są zrobione doda Wam mocy i mądrości, jak miecze z niej stworzone dodawały mocy naszym przodkom.- Faktycznie, 4 naszyjniki z valyriańskiej stali na pewno nie były tanie, a znalezienie odpowiedniego kowala proste, ale za to na pewno efekt końcowy robił wrażenie.- Oprócz tego- powiedział wręczając im kopertę- daję Wam akt własności mojej volantyńskiej siedziby z całym asortymentem. Niestety, nie mogę przekazać Wam całości majątku i mogę najwyżej uczynić Was współwłaścicielami, bo abym mógł dać Wam większą kontrolę potrzebowałbym obecności tamtejszego urzędnika.-Pół-skłamał Lucerys-A więc jeszcze raz życzę Wam szczęścia, pomyślności i Tobie, siostro, mądrości w nowo zaczętych rządach nad nami wszystkimi.- Powiedział całując Rhaenys w policzek i odszedł od stołu.
[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Sob Lut 20, 2016 8:52 pm

Sept Baelora Błogosławionego


Wielki Sept przytłaczał swoim rozmiarem oraz wystrojem. Ławy, okupowane przez wiele najznamienitszych postaci całego Westeros, skupionych na względnie niewielkiej przestrzeni. Poczucie otoczenia zdawało się nieuniknione. Mimo to, wszystkie te osoby i dekoracje, zdawały się być zaćmione przez blask królewskiej pary. Niewiele spojrzeń zdołało skupić się na czymś innym, niż właśnie ta dwójka. Przebiegu całej ceremonii nie zdołał zakłócić nawet „wybryk” Martella, który bez wątpienia wywołał jednak wiele szeptów oraz nieprzychylnych spojrzeń. Sam Leyton starał się pozostać obojętny, chociaż i jemu w pewien sposób udzieliła się patetyczna atmosfera. Jego myśli krążyły raczej wokół weselnej uczty. Sam ślub nie był w stanie na zbyt długo utrzymać się w kręgu jego zainteresowań. Po prostu nie wiedział, co ma czuć. Nie miał okazji poznać ani króla, ani królowej, nie znał powodów, dla których ślub się odbył oraz nie był w stanie przewidzieć konsekwencji, które za sobą ciągnął. Dołączył więc do tłumu, którego emocje skryły się gdzieś za uśmiechniętymi maskami.
W Czerwonej Twierdzy szybko dołączył do swojej matki. Nie trudnym było domyślenie się, że to właśnie kobieta przemówi pierwsza. W jej żyłach płynęła krew Targaryenów. Pokrewieństwo z królewskim rodem, umiejętność przemawiania oraz wiek stawiały ją na pozycji najlepszego kandydata do tego zadania. Leytonowi brakowało przede wszystkim dworskiej ogłady oraz skupienia. Z łatwością potrafił odpłynąć gdzieś w świat własnych myśli oraz rozważań. Zgubić mógł go również młodzieńczy pośpiech. Życzenia oraz składanie podarków stanowiły dla nie go jedynie zbędną formalność, którą musiał dopełnić, aby rozpocząć zabawę. Wino na stołach oraz goście kusili swoją prezencją. Głównie z tego powodu zjawił się tam również najmłodszy syn lorda Burzy. Sam ślub nie miał dla niego zbyt dużego znaczenia.
Nieco bezmyślnie podążał za Lady Rhaelle, trzymając się kilka kroków za jej plecami. Starał się stąpać pewnie oraz nieśpiesznie. Nie spojrzał w tył, mimo to był niemalże pewien, że jego kuzynostwo znajduje się w pobliżu. Z góry założył, że oni również będą chcieli złożyć nowożeńcom życzenia. Zatrzymał się w tym samym momencie co matka, zostając tym sposobem o dwa kroki z tyłu. Jego wzrok z początku spoczął na królu, płynnie przechodząc na królową. Wykorzystał okazję, aby przyjrzeć się im z bliska. Biło od nich powagą, być może również i chłodem. Mężczyzna wbił swój nieobecny wzrok między dwójkę, kłaniając się nisko w odpowiednim ku temu momencie. Nie pozostało mu nic innego aniżeli czekać. Nieświadomie odbiegł myślami od tematu rozmowy. Na sali znajdowało się bez wątpienia wielu znakomitych rycerzy, od których wciąż mógłby się czegoś nauczyć, wypytać o techniki, być może również umówić się jakiś niezobowiązujący sparing. Okazja na starcie się z poważnym przeciwnikiem mogła się nie powtórzyć aż do czasu następnego wielkiego turnieju, którego daty nie sposób było przewidzieć. Młodzieniec zatęsknił za ciężarem miecza, odgłosem zderzającej się stali, zmęczenia mięśni od nieprzerwanego wyprowadzania ciosów. Poniekąd pożałował swojej decyzji opuszczenia Końca Burzy. Tam mógł trenować niemal bezustannie.
Tymczasem Lady Rhaelle zdołała przedstawić wszystkich obecnych przy stole członków rodu oraz przeprosić za tych, którzy pojawić się nie zdołali. Do uszu królewskiej pary dotarły życzenia. Nie zabrakło ciepłych, serdecznych słów. Wszystko to ubiegło uwadze młodego Baratheona, którego do rzeczywistości przywołało dopiero pojawienie się służby, niosącej prezenty. W ręce króla trafił stalowy sztylet. Głowica oraz jelec przedstawiały kolejne głowę oraz ogon smoka. Na zakrzywionym ostrzu, niewielkie, czerwone litery wygłaszały motto rodu Targaryenów – Ogień i Krew. Królowa została obdarzona natomiast dwoma podarkami. Pierwszy z nich stanowiły dwa flakony perfum, o zapachu równie egzotycznym co ich pochodzenie, sprowadzone niegdyś zza morza. Do podarków dołączyło również czarne, wykonane z delikatnej oraz zdobionej skóry, siodło – dla ulubionego wierzchowca.
Leyton postąpił krok do przodu. Do wykonania pozostało mu tylko jedna czynność, po której mógł oddalić się w głąb sali i oddać upragnionej zabawie.
- Miłościwy Królu, Miłościwa Pani – odezwał się, starając się uniknąć niezręcznego momentu milczenia. Jego wzrok chociaż na krótką chwilę pozbył się nieobecnego wyglądu, skupiając się na dwójce zasiadającej tuż przed nim – Przyjmijcie proszę, moje najserdeczniejsze życzenia. Oby zarówno wasze rządy, jak i małżeństwo, były długie oraz owocne – młodzieniec ukłonił się nisko po raz kolejny i w końcu oddalił się od stołu. Kwestii życzeń nie zdołał wcześniej kompletnie przemyśleć, czego szybko pożałował, odczuwając jak serce kołata mu nieco szybciej przy każdym wypowiadanym słowie. Odetchnął bezgłośnie, zbliżając się do oddalonego od królewskiej pary stołu. Napełnił swój kielich czerwonym winem, upijając z niego skromny łyk.
- Wypada się przewietrzyć – mruknął bardziej do siebie aniżeli do kogoś. Jego kroki skierowały się w stronę tarasu. Z trudem przemykał obok ludzi, unikając przy tym ulania chociażby kropli drogocennego trunku.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
135
Join date :
03/09/2013

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Sob Lut 20, 2016 9:31 pm

Sparos ēlī morghūlilza?
Pytanie kołatało się w umyśle władcy z natręctwem godnym żebrzącego o jałmużnę Dorzeczanina. Cichy, zmęczony głos Rhaenys wzbijał się ponad inne myśli, raz za razem rzucając przed Aerysa trzy słowa zakończone lekkim uniesieniem brwi.
Sparos ēlī morghūlilza?
Przyszłość zawsze staje się przeszłością. Balastem. Zbędnym ziarenkiem soli w oku. Nie należy jej rozpamiętywać. Nie wypada jej wyciągać na światło dzienne, ale ona – niczym nachalna, porzucona kochanka – ciągle wraca. Są takie dni, kiedy mroczne wspomnienia powracają, ciągnąć za sobą ponury cień czegoś, co niektórzy zwą sumieniem. Oba z tych czynników burzą spokój, wpychają człowieka w depresję, zmuszają do rzeczy nieprzemyślanych, irracjonalnych. Do czynów, których można żałować.
Sparos ēlī morghūlilza?
Aerys Targaryen czuł, jak w jego umyśle narasta poirytowanie. Nagła świadomość własnego zmęczenia wzbudziła w nim szczerą odrazę do równie pozbawionego sensu przejawu słabości. W jego duszy (choć w jej istnienie powątpiewał nawet Wielki Septon), niczym mleko zsiadające się w kadzi, gęstniała ponura niechęć. Wkrótce będzie można ją ciąć w kostki, pakować i sprzedawać tym wszystkim wesołkom z Zapchlonego Tyłka, którzy chcieliby zasmakować złości wymieszanej z determinacją.
Władca Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi wyglądał jak rzecz nie na swoim miejscu. Niepotrzebny, zbędny, ciężki. Osaczony spojrzeniami setek ludzi, co w pewien sposób uwielbiał, którzy życzyli mu mniej bądź bardziej okrutnej śmierci, za czym z kolei nieszczególnie przepadał. Aerys Targaryen mógł stać między nimi, mógł oddychać tym samym powietrzem, pić wino z tej samej beczki, przy drobnym zbiegu okoliczności posiadać te same dziwki – lecz mimo to znajdował się ponad.
Ponad próżną potrzebą zaskarbienia sobie łaski władcy, ponad niemym wyścigiem szczurów, na wskutek którego jeden prezent starał się przerosnąć kolejny. Był ponad ludzi, którzy – niczym obłąkane mrówki w stanowczo zbyt ciasnym mrowisku – pragnęły jako pierwsze dopchać się do królowej, by choć przez chwilę móc pławić się w blasku jej urody.
Był ponad… ale nie pogardzał.
Każdy władca powinien docenić swych potencjalnych, wyimaginowanych i realnych wrogów – ignorancja była kluczem ku nieuchronnej klęsce, czynnikiem, który prowadził do banalnie prostej porażki. Znalezienie równowagi pomiędzy wywyższeniem a zrozumieniem stanowiło największy problem i jednocześnie najbardziej wymagającą sztukę człowieka, który zasiadał na Żelaznym Tronie. Zmieniały się czasy, zmieniały się nazwiska, zmieniali się poddani, jednak prawda pozostawała ta sama – przeceniając wroga, wyświadczasz mu przysługę, lecz gdy go nie docenisz…
Stojąc w samym centrum Królewskiej Sali Balowej, Aerys Targaryen zdołał przekonać się o jeszcze jednej rzeczy, którą dotychczas brał za wytwór zbyt wybujałej fantazji tracących czas filozofów.
Poddani odczuwali gorzki posmak strachu, który wbrew wszelkiej woli wypełniał usta – działo się tak nie z powodu przytłaczającego otoczenia, nie z powodu licznych, niejednokrotnie szlachetniej urodzonych gości.
Obawiali się, bo wielu z nich po raz pierwszy miało okazję bezpośrednio spotkać władcę Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi.
Aerys Drugi był dziś bardziej realny, niż kiedykolwiek wcześniej – i chyba właśnie owa realność, niemal empiryczna możliwość przekonania się, że król jest żywy, że jest człowiekiem, że oddycha, mruga, mówi, porusza się przerażała najbardziej. Bali się. Dobrze to ukrywali, ale niemal wszyscy się bali. Ludzie jako ogół i jako niepodległe jednostki żyją wszak w cieniu strachu permanentnego; bezustannie lękają się rzucać w oczy tak zwanych czynników wyższych; robią wszystko, by zasłużyć sobie na niewidzialność. Ukrywają skrzętnie swe małe nadużycia, drobne kradzieże, majątki stopniowo, wręcz niezauważalnie obrastające warstwami bogactwa. Są wiecznie skuleni, jak nierozwinięte kwiaty, wiecznie pączkujące. W końcu ów strach staje się dla nich czymś naturalnym; nie wyobrażają sobie innego życia.
Ale tym razem było to coś innego. Coś...
- Lordzie Reyne, jesteśmy urzeczeni podarunkami, stanowią jedynie świadectwo szlachetności i wspaniałomyślności władców Castamere.
Gładkie, niezobowiązujące słowa wyrywają się z piersi Aerysa Targaryena i płyną, płyną, płyną w przestrzeń, odbijają się od lordowskiej pary oraz ich potomkini, stanowią nagrodę lepszą niźli skarbiec pełen złota – oto król nazywa ród szlachetnym i wspaniałomyślnym, jak dobrze byłoby, gdyby złożył taką deklarację na piśmie, czyż nie?
Kąciki ust Targaryena unoszą się w lekkim uśmiechu, gdy kątem oka dostrzega naturalność, z jaką Rhaenys podejmowała kolejnych gości.
Bez cienia wysiłku, bez choćby drobnej oznaki zniecierpliwienia przyjmowała życzenia, dotykała główek nielicznych dzieci, uśmiechała się promiennie, niewymuszenie, jak kobieta, którą uraczono szczególnie miłą niespodzianką.
Była idealna. W każdym calu zachwycająca. Była stworzona do roli, jaką podarował jej Aerys – przyjęła ją zresztą bez słowa skargi, wszystkie wątpliwości zachowując wyłącznie dla siebie. Ta niespotykana u kobiet powściągliwość szczególnie pociągała władcę Siedmiu Królestw – Rhaenys Targaryen stanowiła w tej sferze chlubny wyjątek, nie dzieląc się własnymi planami, odczuciami, niechęciami i wahaniami z nikim. Była jak niezdobyta twierdza, chłodna i zimna, wznosząca się ponad tłumem szepczących po kątach panien dworu.
Słuchała – ale nie mówiła.
- Olbrzymia to szkoda, że Lord Stonehelm nie zdołał przybyć do Królewskiej Przystani. Przekaż mu, młodzieńcze, najszczersze życzenia zdrowia.
Wzrok Aerysa przez dłuższą chwilę spoczywał na dziedzicu rodu Swann, zupełnie jakby władca pragnął zapamiętać młodego Łabędzia – być może było to jednak ulotne, błędne wrażenie, które zniknęło wraz ze spojrzeniem Targaryena, który uwagę skupiał na kolejnych gościach. Służba szybko i – co ważniejsze – sprawnie przyjmowała kolejne podarki, natychmiast przenosząc je do bocznej Sali. Tak stało się również z prezentami od Lorda Wysogrodu, w którego imieniu występował dziś jego bratanek.
Aerys dokładnie pamiętał tego bystrego chłopaka, gdy Tyrell był jeszcze chłystkiem – podczas jednej z wizyt w stolicy na swój sposób zaimponował przyszłemu władcy, kiedy bez choćby mrugnięcia okiem zdołał podliczyć rachunek za kolejne fanaberie babki Targaryena. Skarbnikowi Wysogrodu towarzyszyła rodzina oraz – co zaskoczyło króla – Allya Baratheon.
Swą kuzynkę również pamiętał – ciężko zresztą zapomnieć o równie pięknej i wyrachowanej kobiecie, która w całym królestwie nie miała sobie równych, jeśli chodzi o zmysł do krwawych spisków.
Aerys dokładnie zanotował w pamięci to niecodziennie połączenie. Być może wkrótce uda się na zaślubiny do Wysogrodu?
Kolejni goście przewijali się przed parą królewską niczym rozmazane obrazy – nie sposób było zapamiętać wszystkich twarzy i podarunków, uwaga zaś kierowana była jedynie ku najistotniejszym personom. Nie dziwiła zatem liczna obecność członków rodu Velaryon. Charakterystyczna uroda już na pierwszy rzut oka wyróżniała ich spośród tłumu, czyniąc ich tym samym bliższych parze królewskiej.
- Przekażcie pozdrowienia Lordowi Jaehaerysowi oraz jego małżonce. Mam również nadzieję, że uczynicie nam tę przyjemność i zostaniecie w stolicy dłużej, byśmy mieli okazję porozmawiać, gdy opadnie ślubna euforia.
Słowa. Słowa. Pojawiają się i znikają, zupełnie jak goście – zaraz po Velaryonach nadeszli kolejni, po nich zaś jeszcze jedni, aż Aerys poczuł, jak mocno skurczyła się jego cierpliwość. Mimo wszystko z uśmiechem zdołał przyjąć życzenia od przedstawiciela rodu Volmark, który – jak na Żelaznego Człowieka – posiadał zdumiewającą elokwencję. Zaraz po nim przyszedł czas na dziedzica Ostatniego Domostwa, który górował nad tłumem niby wznoszący się na dalekiej Północy Mur. Umber zapisał się w pamięci króla z jeszcze jednego powodu – podarował mu najbardziej ekscentryczny prezent spośród wszystkich dziś złożonych.
Żywy niedźwiedź. Czy mógłbym prosić o więcej?
Kolejną niespodzianką dzisiejszego dnia był również Lucerys Targaryen – chłystek, jakim pamiętał go Aerys, zjawił się w stolicy niespodziewanie i równie niespodziewanie zawitał na ceremonii ślubnej własnej siostry, czyniąc jej tym samym najlepszy z możliwych prezentów. Władca ostatnim zrywem cierpliwości wysłuchał jego życzeń, po czym – dostrzegając delegację z Burzy, uniósł nieznacznie podbródek.
- Jesteśmy prawdziwie uradowani waszą obecnością, zwłaszcza zaś widokiem Twej nieprzemijającej urody, najdroższa ciociu - kolejne podarki, kolejne ukłony, miłe słowa, które odpływają w niepamięć. Po odejściu Baratheonów, nadszedł czas na kolejnych gości - Targaryen przetrwał ostatnie momenty czekając, aż ostatni z przybyłych złożą życzenia, po czym z narastającą ulgą opuścił kąciki ust.
Koniec gry.
Ujął dłoń Rhaenys, tylko po to, by mogli wspólnie okrążyć bogato zdobiony stół i by – z zadziwiającą synchronizacją – zasiąść na rzeźbionych misternie krzesłach. Ich kielichy natychmiast wypełnione zostały trunkiem i równie prędko skosztowane – dwóch służących przez całą noc miało być odpowiedzialnych za spróbowanie wszystkiego, co wyląduje na talerzu królewskiej pary bądź napełni ich puchary.
- Pragnę wznieść toast!
Dotychczas panująca w Sali Balowej wrzawa – i tak nieszczególnie donośna – ustała jak za cięciem miecza. Oczy wszystkich zebranych gości natychmiast powędrowały ku parze królewskiej, by napotkać spojrzeniami Aerysa, z kielichem uniesionym w powietrze, oraz Rhaenys, której czasza wciąż spoczywała na blacie.
- Wypijmy za kobietę, która od dziś będzie królową nas wszystkich, bez najmniejszego wyjątku, nawet – czy też zwłaszcza – moją! Za kobietę, której dobre serce ogrzeje nas podczas zimowych nocy i natchnie nadzieją na rychłe nadejście wiosny. Rhaenys, moja najmilsza, Twoje zdrowie! Zdrowie królowej! – uniesione kielichy zabłyszczały w migoczącym świetle setek świec, zaś zgodny chór głosów powtórzył zdrowie królowej! Aerys pociągnął z pucharu niewielki łyk trunku, niemal natychmiast odstawiając naczynie na blat stołu i pochylając się nieznacznie ku Smoczycy.
- Tradycja nakazuje, by pan młody w dniu ślubu również podarował oblubienicy prezent – władca skinął nieznacznie ręką na jedną ze służek, która natychmiast zbliżyła się do pary królewskiej, dzierżąc w dłoniach jedwabną poduszkę – spoczywał na niej podarek, jaki mogła otrzymać wyłącznie królowa.
- Uznałem, że dobrze odda Twój charakter – Aerys z najwyższą ostrożnością ujął w dłonie czarną, matową koronę i odłożył ją na blat stołu, dokładnie pośrodku odległości między nim, a Rhaenys. – Valyriańska stal i smocze szkło. Powinna pasować idealnie.
Władca nie czekał na reakcję swej małżonki – po prostu sięgnął po kielich, upił zeń jeszcze jeden łyk i powstał z miejsca, lekkim skinieniem głowy nakazując dwóm Białym Płaszczom, by udali się za nim.
To nie koniec rozrywek na dziś.

| Sala Tronowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    Pon Lut 29, 2016 8:44 pm

W głębokiej ciszy, będącej przejawem najwyższego skupienia, zbliżał się niepewnie do stołu pary młodej. Czysty, zagięty jedynie na rękawie wams nadawał mu na tyle przyzwoitego wyglądu, by mógł bez obaw zjawić się wśród setek wysoko urodzonych person, a jednak uczucie nieustannego lęku nie chciało go opuścić.
Oddałby wiele, aby to ktoś inny zajmował jego miejsce – może Gruby Matthis albo Ulwyck Waters. O tak, oni znacznie lepiej poradziliby sobie pod ostrzałem dziesiątek ciekawskich spojrzeń, a już na pewno żaden z nich nie pociłby się niby ścigana przez dachowca mysz.
Finn z najwyższym trudem przełknął ślinę – jego gardło wyschło na wiór, nienaturalnie wytrzeszczone oczy ze strachem obserwowały otoczenie, a okrągła, złota taca, którą dzierżył w drżącej dłoni, była zadziwiająco ciężka. Gdyby tylko powierzono to zadanie komuś innemu, gdyby tylko…
- Najmiłościwsza Pani – wyrywające się z ust słowa są głębokie, gładkie i uprzejme – stanowią karykaturalne zaprzeczenie kłębku nerwów, z jakich składał się Finn. Głęboki ukłon dotyczył wyłącznie tułowia – lekko wyciągnięta do przodu ręka nadal pozostawała nieruchoma, utrzymując w perfekcyjnym poziome złotą tackę, na której spoczywał dokładnie zalakowany list.
- Poproszono mnie… - lekkie drżenie pojawiło się w niskim głosie, zniknęło jednak z przelotnym, prędkim mrugnięciem. Służący przez jedno uderzenie serca był świadkiem czujnego, uprzejmego, przejawiającego umiarkowane zaciekawienie spojrzenia królowej Rhaenys Targaryen. Tęczówki barwy wrzosów przeszywały go jakby na wskroś i obdzierały ze wszelkich tajemnic, przez co Finn poczuł się jeszcze mniej znaczący niż kilka kroków wcześniej. Zgubił gdzieś opanowanie i jął rozpaczliwie poszukiwać go w widoku własnych palców, które zaciskały się na tacce – o dziwo, ten na wpół prymitywny sposób zadziałał i służący odzyskał rezon jeszcze przed cichym ponagleniem przez władczynię.
- Poproszono mnie, bym przekazał Miłościwej Parze Królewskiej ten list – okrągła, misternie zdobiona tacka wykonana ze złota została sugestywnie wysunięta w stronę królowej, gdy Finn skłonił się raz jeszcze – na zimnym metalu spoczywała sztywna koperta o kremowej barwie, z subtelnym tłoczeniem na zagięciach. Szczelnie zamykał ją ciężki, niebieski lak, na którym mocno odciśnięto herb przestawiający dwie połączone mostem wieże.
Nawet tak prosty człek jak służący Finn wiedział, do kogo należy ta pieczęć.
Zdawał sobie również sprawę, iż na uczcie weselnej nie ma żadnego przedstawiciela tego rodu. To z kolei oznaczało wyłącznie jedno – bez względu na reakcję króla, niektóre decyzje zostały już podjęte.
Finn nagle zapragnął znaleźć się jak najdalej od stolicy Siedmiu Królestw – i jakby w przejawie realizacji tego życzenia, odszedł od Rhaenys Targaryen, gdy ta ujęła w szczupłe, blade palce kopertę i skinięciem głowy nakazała mu, by się oddalił.
Nawet nie próbował zastanawiać się, cóż oznaczać może ta wiadomość.
Pewnych rzeczy po prostu lepiej nie wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stół Pary Królewskiej    

Powrót do góry Go down
 

Stół Pary Królewskiej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-