a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Stoły II



 

 Stoły II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Stoły II   Sro Lut 10, 2016 8:15 pm


Stoły II



Na gości Królewskiej Pary czekają suto zastawione stoły, które - poza przytłaczającą ilością półmisków z najróżniejszymi owocami, słodyczami oraz zimnymi przekąskami - ubogacone zostaną również trzema tuzinami potraw, które służba będzie serwować przez cały czas trwania wesela, aż do samego świtu. Goście zasiadać mogą zarówno na krzesłach, jak i ławach, obierając przy tym takie towarzystwo, by jak najbardziej wyśmienicie spędzić czas na uczcie. Naturalnie zwaśnione rodziny zostaną pokierowane przez służbę do różnych stołów, by podczas zabawy nie doszło do zbędnych niesnasek.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
148
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Stoły II   Pią Lut 19, 2016 7:13 pm


    Wielki Sept


Trwająca sekundy  cisza stała  się  schronieniem  dla  bezradności w obliczu rozgrywającej się właśnie tragedii. Książę Dorne patrzył – spokojnie i nieruchomo, martwym wzrokiem sępa, który wyczekuje, aż ofiara zdechnie - jak władca Siedmiu Królestw zwalnia. Usłyszał kroki jego stóp na miękkim dywanie i cichy szelest bajecznie kosztownego materiału. Zadziwiające, że nie odczuwał niepokoju… choć powinien.
Wszyscy powinni.
Na twoim miejscu bym tego nie robił.
Czas zaskoczony obrotem spraw zatrzymał się na kilka uderzeń serca, by popatrzeć.
To nie jest groźba ani ostrzeżenie. Ja nie grożę ani nie ostrzegam.
Aerys Targaryen uśmiecha się do Martella z przyprawiającym o mdłości samozadowoleniem.
To proste stwierdzenie faktu.
Dłoń Rhaenys jest zaskakująco zimna – jak zatruta czystym powietrzem ryba, którą porzucono w dokach na zapomnienie. Całuje ją, krótko, z szacunkiem, którego wymagały spojrzenia kilkuset par oczu. Byłoby łatwiej, gdyby poczuł cokolwiek żywego – chorobliwą nerwowość, nieposkromioną wściekłość, mdlącą odradzę.
Zamiast tego – czuł nic. Nic nie czuł. Mógł za to myśleć – i pomyślał, że historia lubi się powtarzać, tyle tylko, że zawsze powtarza to, co najgorsze.
Pragnienie ujrzenia krwi, spróbowania krwi, dotknięcia krwi, przelania krwi. Nienawiść do drugiego człowieka. Skondensowaną bezsilność. Dławiącą woń dymu unoszącego się nad płonącym miastem.
I nad tym wszystkim – pewien rodzaj szaleństwa zniewolony w tęczówkach barwy fiołków, przekroczenie bariery cierpienia zaklętej w umyśle króla. Czy ten stan to właśnie śmierć? Błoga lekkość, która niczego nie ogranicza, niczego nie wymusza. Ciemność, która oblepia ciało zewsząd, nie powoduje strachu. Daje raczej poczucie… wolności.
Chyba właśnie tego pragnął Aerys Targaryen w tym krótkim, nad wyraz wymownym geście – rozpaczliwie szukał wolności. Spokoju. Braku rozczarowań, które tak bardzo zatruwały jego życie. Nie spodziewał się jednak, że sam Książę Dorne na swój sposób będzie rozkoszował się niebytem, nicością i pustką, których zakosztował z chwilą ucałowania dłoni królowej. Co prawda spodziewał się, że będzie trochę inaczej, że odczucia i wizje będą głębsze, że – pozornie uginając kark – odwróci od siebie uwagę, zatonie w ciemności, otoczony pustką i myślami.
Zamiast tego pojawiło się nagłe uczucie spadania. Książę Dorne poczuł się, jakby pogrążony w głębokim śnie leciał w otchłań i nie mógł się obudzić. Rozsadzało go od wewnątrz ogromne ciśnienie, każdą część ciała z osobna i wszystkie razem. Fragmenty pilnie tkanego jestestwa rozsypują się w gęstej nicości.
Pośród obłędnego tańca, którym Aerys uraczył Księcia Dorne w Wielkim Sepcie Baelora, tkwiło coś jeszcze. Coś, co dla Lorda Słonecznej Włóczni było niezwykle ważne i niecierpiące zwłoki. Coś, na co odpowiedź nie wymagała zastanowienia.  
Zemsta.
Jego ulubione słowo.

***


Z dala od Wielkiego Septu Baelora Błogosławionego, z dala od tętniących ludźmi aort Królewskiej Przystani tłum znacznie rzedniał, powietrze wydawało się czystsze, hałas przycichał. Wciąż panował ścisk, smród i wrzawa, ale Edric Martell mógł przynajmniej głęboko odetchnąć. Wydawało się, że pod jego spojrzeniem wszystko się rozpływa; tłum wylegający przed świątynię i karnie ruszający ku Czerwonej Twierdzy staje się mgłą, zbędnym dodatkiem do szorstkich murów miasta. Wzrok jakby formował rzeczywistość na nowo, interpretując ją swą obserwacją. Wszystko stawało się świeższe, świat był od tej pory inny, a to oznacza, że bez wątpienia lepszy, choć trochę lepszy...
Nie przedmiot określa podmiot, lecz odwrotnie.
Edric Martell szczerze nienawidził Królewskiej Przystani. Miejsca, gdzie rządziła niewola, strach, poniżenie. Mury stolicy były ścianami więzienia – i Książę wiedział, że im prędzej się stąd wydostanie, tym prędzej poczuje się szczęśliwy - albo w każdym razie mniej nieszczęśliwy.
Ciemne oczy spoczęły na bladym, milczącym profilu Jeyne Yronwood.
Martell miał wrażenie, że jeszcze przed chwilą pragnął jej coś powiedzieć – słowo, zdanie, zgrabną modlitwę, którą powinien wznosić w imię wyniośle pięknej twarzy?
Przeprosiny, że dzieliła z nim tamten moment? Że ból, codzienny ból, jego upokorzenie stało się nagle drobną częścią bólu Jeyne?
Obojętnym, szklistym spojrzeniem obserwował krążące po Królewskiej Sali Balowej grupki tłustych, bladych mężczyzn i kobiet, napychając spocone twarze jedzeniem. Chłepcząc jakieś napoje. Książę Dorne patrzył na nich bez cienia gniewu – jedynie usta, blade i zaciśnięte, wykrzywiały przelotne, niezauważalne z daleka przejawy niechęci. Grubi, odrażający, leniwi ludzie o różowej skórze, nie znający innego boga prócz jadła i gnuśności.
Ci, którzy sądzili, że biżuterią, futrami, pocałunkami, perfumami zdobędą łaskę pary królewskiej.
Czuli się bezkarnie, zupełnie jak  niebieskie ryby, różowe świnie, fioletowe kiście winogron, białe słodkości, brązowe bochenki chleba zalegające na dębowych blatach długich stołów.
Przepych.
Książę Dorne nienawidził przepychu jeszcze bardziej niż Królewskiej Przystani, lecz - podobnie jak w przypadku stolicy - był na niego skazany.
Przepych oznaczał niewolę jeszcze mocniej niż kraty celi. Miękkie meble były niebezpieczniejsze niż broń. Twarda ziemia i zimna woda - oto, czego potrzebował. Delikatne rzeczy czynią człowieka jeszcze bardziej delikatnym… Martell zaś pragnął uniknąć tego za wszelką cenę.
Zwłaszcza dzisiaj.
- Chcę wznieść toast – jego głos – szorstki i suchy, jak drobinki piasku przesypujące się w bucie – zwrócił się ku Lordowi Jordayne, który dłubał z właściwą sobie namiętnością w truchle pieczonego bażanta. Na dźwięk książęcego głosu poniósł wzrok, podobnie jak Lord Allyrion z małżonką, który zasiadał po drugiej stronie stołu, oraz Lady Dalt, dotychczas szepcząca coś zaciekle do panny Yronwood. Gdy kielichy napełniło wino – ciemne, słodkie, sprowadzane najpewniej z Volantis – niemal wszyscy Dornijczycy sądzili, że Martell odniesie się do dzisiejszej ceremonii.
Że wspomni o królu, że wychwali urodę królowej.
Że obróci w żart sytuację z Wielkiego Septu – choć nikt nie mógłby posądzić dziś Lorda Słonecznej Włóczni o nadmiar dobrego humoru.
- Toast za bezpieczny powrót do Dorne – ciemne wino zakołysało się nieznacznie w pozłacanym kielichu, gdy Książę spojrzał na siedzącą po jego lewicy pannę Yronwood – Martell przysunął brzeg naczynia do ust, opuszkami palców wolnej dłoni muskając szczupły, drobny nadgarstek; wędrówka przerwana została dopiero w zgięciu łokcia dziedziczki, skąd palce Księcia powróciły na sam brzeg dębowego blatu.
- Toast za moją narzeczoną.
Zwyczajnie. Po prostu. Bez ozdobników opiewających urodę i intelekt. Bez uwzniośleń, które jedynie psują smak bardzo drogiego wina – to zresztą Martell wypił barbarzyńsko, pół kielicha duszkiem, bez chwili na oddech.
Potrzebował tego – potrzebował bardziej, niż ktokolwiek inny w tej Sali.
- Jeśli ktoś cię tnie ostrzem, to nienawidzisz noża, czy tego, kto go trzyma? – ciche, wypowiedziane niemal szeptem pytanie wyrywa się z ust Księcia Dorne z chwilą, w której puchar dotyka stołu – przez chwilę wisi w powietrzu, jakby zapomniane… i w końcu – gdy ciemne spojrzenie z niemym zaskoczeniem zamiera na twarzy Jeyne – odnajduje adresata.
- Wyjedźcie po wschodzie, jeśli nie wrócę. Niech nie myślą, że udało im się was wystraszyć – pozłacany kielich zakołysał się niebezpiecznie, gdy Martell wstał od stołu, bez zbędnej pomocy służby odsuwając krzesło. Prawda dłoń – jakby w bezwarunkowym odruchu – pragnęła spocząć na rękojeści miecza, napotkała jednak przejmującą, chłodną… pustkę.
Kierując się ku wyjściu, Książę Dorne nie mógł widzieć, jak kilka kropel rubinowego wina zdołało wymknąć się poza brzegi jego kielicha, po czym popełniło masowe samobójstwo, uderzając o jasny, dotychczas nieskazitelnie czysty obrus.
Czerwone, wsiąkające w materiał plamki do złudzenia przypominały rozlaną krew.


    [/zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Pią Lut 19, 2016 11:51 pm

Dziewczynie nadal szybko biło serce po spotkaniu z królem i nową królową. Stres jednak nieco opadł i nie miała zamiaru się tym dłużej przejmować. Przecież taka okazja do zabawy, jak ślub władcy, nie zdarza się zbyt często prawda?
Tyle, że... Daenerys nie potrafiła się bawić. Tak naprawdę nigdy nie była na żadnym ważniejszym przyjęciu, a co najważniejsze - tak dobrze zorganizowanym. Nadal zachwycała się wystrojem sali, który dosłownie ją oczarował. Wszystko było tutaj pięknie urządzone. Obejrzała się wkrótce za swoimi kuzynami. Wiedziała już, że na pewno Aenor zajmie się rozmową z Daenorem. Nic dziwnego, gdyby nie widziała swojego brata przez kilkanaście to lat to również chciałaby z nim zamienić choć kilka słów.
A wracając do Daenora - sama Velaryonówna była zaniepokojona wizją małżeństwa z nim. Przeczuwała, że na pewno nie będzie ono sielankowe. Lecz cóż mogła zrobić, jak nie poddać się woli Lorda Pływów? Pozostawała jedynie nadzieja, że jej narzeczony po ślubie będzie ją traktował tak, jak należy. Po krótkiej rozmowie w High Tide raczej zdążyła wywnioskować, że nie traktuje on kobiet w jakiś gorszy sposób, a więc nie miała raczej powodów do zmartwień.
Ale taka już była! Martwiła się, choć rzadko kiedy miała do tego powody. Ba, większość czasu przesiadywała samotnie; rozmyślając nad morzem, które właściwie było jej najlepszym przyjacielem. Czuła z nim dziwną więź, w końcu towarzyszyło jej ono od najmłodszych lat. No i pomijając już to, że było naprawdę piękne!
Niekiedy zdarzało jej się wymknąć i pomoczyć nogi w wodzie, ba, potrafiła tak przesiadywać godzinami. Na szczęście służki wiedziały o sekretnym miejscu Daenerys, a więc nie musiały się martwić, że gdzieś uciekła. Bo gdzie mogłaby uciec? I jak? Choć by bardzo tego chciała, to małe były szanse. Wręcz zerowe.
Po odejściu od pary królewskiej zaczęła zerkać na obecnych gości. W ciągu chwili zauważyła ludzi, którzy wyróżniali się wyglądem. Podobnie jak Daenerys. Trzeba przyznać, osób o srebrzystozłocistych włosach było tutaj mało. Pomimo swojej rodziny, króla i królowej zauważyła jeszcze dwóch mężczyzn...
Jeden z nich był młody. Po drugim było widać, że już trochę przeżył.
Zaintrygował ją młodszy, ponieważ wydawał się być okropnie znajomy. Kiedy obrócił swoją twarz, odchodząc od stołu Aerysa i Rhaenys, rozpoznała w nim Lucerysa. Tego samego Lucerysa, z którym w dzieciństwie bawiła się w ogrodzie. Mimowolnie jej twarz przyozdobił uśmiech. Minęło tak wiele lat, kiedy ostatni raz się widzieli.
Był jej dobrym przyjacielem. Przynajmniej na tyle, ile go pamiętała. Zastanawiało ją gdzie się podziewał. Czyżby teraz każdy o valyriańskiej krwi podróżował?
Później skierowała swe fiołkowe spojrzenie na starszego Targaryena, który siedział przy jednym ze stołów. Nie była pewna jego imienia, choć do jej uszu doszły wieści o narodzinach Aeriona, syna Ivory i Maegora Targaryenów. Wszystko zaczęło się wkrótce układać w spójną całość; w końcu wiedziała, że jej droga kuzynka Daena wyrusza do Dorne wraz z księżną. A więc to był jej małżonek. Zaczęła mu się nieco przyglądać, jednak nie na tyle wścibsko, by ktoś ją zauważył. Postanowiła zbliżyć się do księcia Smoczej Skały, zajmując jednak miejsce w bezpiecznej odległości i zerkając za siebie w poszukiwaniu Jaehaerysa, który zapewne już zabrał się za jakieś jedzenie.
Darzyła swych kuzynów sympatią, jednak czysto rodzinną, a więc i przyjacielską - nie miłosną, jak nakazuje tradycja.
Właśnie, tradycja.
Zwyczaj, do którego młoda dziewczyna będzie musiała się w niedługim czasie zastosować.
M i e s i ą c na przyswojenie sobie faktu o małżeństwie.
D r u gi e g o mają zabić dzwony.

Nagle przed Daenerys stanął kielich, a zaraz potem młoda służebnica wypełniła go mocno czerwoną cieczą. Dziewczyna zdziwiona zerknęła na służkę, która już zdążyła odejść. Swój wzrok skierowała na naczynię, z którym nie wiedziała jak się obchodzić. Nigdy nie piła i właściwie nie chciała. Czuła, że alkohol wyjdzie jej na złe, a nie chciała się ośmieszyć przed - praktycznie - całym Westeros. To nie wchodziło w grę.
Musiała prezentować swój ród tak dobrze, jak tylko kobieta potrafiła... czyli uśmiechać się, przytakiwać i nie mieszać w cudze sprawy.
Pochwyciła bukal, przystawiając go delikatnie do ust, przy okazji też by poczuć jego zapach. Skrzywiła się ukrycie. Sądziła, że woń trunku będzie chociaż trochę słodka i podobna do normalnego soku. Niestety tak się nie stało, co zmartwiło Dany.
Wolała raczej nie próbować.
Cóż... picie chyba nie było dla niej. Wolała raczej skosztować jakiegoś jedzenia, które dzielne służki już roznosiły. Wkrótce potrawa trafiła i do Velaryonówny, która co jakiś czas zerkała na Maegora.
Musiała przyznać, że prezentował się w wamsie nawet lepiej niż jego brat, który miał tego wieczoru lśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Stoły II   Sob Lut 20, 2016 3:45 pm

Cierpki smak trunku zdominował niemal wszystkie odczucia, a ciemnorubinowa barwa wina skutecznie odrywała myśli od Aerysa, będącego mniejszym problemem, oraz Rhaenys, będącej z kolei problemem olbrzymim.
Namiestnik Siedmiu Królestw zastanawiał się, w którym miejscu popełnił błąd.
Gdzie zignorował przeciwnika? Kiedy przegapił jego pozornie błahy, w rzeczywistości zaś decydujący ruch? W którym momencie potknął się, gubiąc dokładnie wypracowany rytm własnych reakcji? I najważniejsze – dlaczego nie zapobiegł planom władcy?
Mógł przecież coś zrobić. Cokolwiek.
Podnieść bunt, zacisnąć palce na łabędziej szyjce Rhaenys, pozwolić jej runąć z balkonu – wpisałaby się tym samym w trend zapoczątkowany przez Ravath, która jako królowa była prawdziwie do niczego, lecz jako kochanka…
Maegor uniósł kielich do ust, pozwalając, by jego usta wykrzywił cień uśmiechu. Wspomnienia zwykle budziły w nim rozbawienie, starał się bowiem zachowywać wyłącznie te myśli, które były przyjemne. Rozdrapywanie starych ran, samobiczowanie, ta masochistyczna potrzeba odrywania ledwie zasklepionych strupków – żadna z tych rzeczy nie plasowała się w pierwszej dziesiątce przyjemności, którym oddawał się Książę Smoczej Skały. Wolał żyć teraźniejszością i przyszłością – bo o ile pierwsza z nich była gówniana, o tyle druga…
… mogła być wyłącznie lepsza.
Dlatego dziś wino smakowało szczególnie dobrze, a smak pieczeni przezwyciężał gorzki posmak nienawiści – Namiestnik Siedmiu Królestw spokojnym wzrokiem wodził po kolejnych gościach, którzy składali parze nowożeńców życzenia i mniej bądź bardziej (częściej mniej) trafne upominki. Niezliczona ilość biżuterii była niekwestionowanym zwycięzcą zestawienia, choć Aerys – czego sam Maegor był pewien – najpewniej najbardziej ucieszył się z prezentu Umberów, oczyma wyobraźni widząc, jak podarowany niedźwiedź rozrywa wrogów (w tym ze szczególną zajadłością Księcia Smoczej Skały) na krwawe plasterki szynki.
Targaryen obserwował szlachetnie urodzonych gości, pośród zebranych dostrzegając bardzo dobrze, dobrze bądź jedynie pobieżnie znajome twarze – z niejakim niezadowoleniem odkrył obecność Allyi Baratheon w obecności Tyrella, z jeszcze mniejszym entuzjazmem dostrzegł zacięte spojrzenie Księcia Dorne, który już wyglądał tak, jakby przygotowywał się na wojnę – Namiestnik pragnął rozmówić się z nim na osobności, ale jeszcze w Wielkim Sepcie w tych zamiarach ubiegł go Aerys, zapraszając Martella na prywatną audiencję.
W przypadku władcy Siedmiu Królestw nigdy nie zwiastowało to niczego przyjemnego.
Czas na uczcie płynął leniwie – jego upływ wyznaczała jedynie krążąca wokół stołów służba, która dbała, by wszystkie kielichy były pełne, a talerze ozdobione parującymi jeszcze kawałkami mięsiwa i ryb. Książę Smoczej Skały skubał to, co mu podano bez większego przekonania – choć wmawiał sobie, że wszystko jest pod kontrolą, nie ma powodów do obaw i nie wydarzy się nic złego, jakaś część jego jestestwa dobitnie zaprzeczała równie naiwnej postawie. Tak już było w murach Czerwonej Twierdzy – nic nie było pod pełną kontrolą, zawsze istniały powody do obaw, zaś mistyczne coś złego miało miejsce przynajmniej raz w tygodniu.
Dlatego Namiestnik stracił apetyt.
Był przekonany, że wkrótce stracą go wszyscy.
Istniała oczywiście cała rzesza odmiennych powodów – zmęczenie, poirytowanie, rodząca się w piersi wściekłość na Ivory – zwłaszcza to ostatnie. Maegor był przekonany, że odbierałby rzeczywistość w znacznie łagodniejszy sposób, gdyby tylko jego żona zechciała wrócić z Dorne na czas i usiąść obok. Z ich synem na rękach.
Uzasadniony brak zadowolenia. Poniekąd policzek wymierzony Namiestnikowi. I permanentny stan gniewu – aż ciężko wyobrazić sobie, że wszystko to z powodu jednej Dornijki (czy też raczej – jej braku). Dla Księcia ceremonia ślubna byłaby najpewniej znacznie łatwiejsza, gdyby miał u boku kobietę, którą poślubił i która – chcąc nie chcąc – stała się powierniczką jego ciężkiego charakteru. W ramach poszukiwania ujścia dla własnego zadowolenia, najpewniej już prowadziłby Ivory do komnat, by tam znaleźć… ukojenie?
Kolejny grymas rozbawienia – Maegor z najwyższym trudem ukrył uśmiech za kielichem wina, które kończyło się stanowczo zbyt szybko. Czas płynąłby zapewne równie prędko, gdyby tylko Namiestnik Siedmiu Królestw znalazł rozmówcę – jednak wszyscy potencjalni towarzysze zbywani byli ostrym spojrzeniem i półsłówkami, jakimi raczył ich Książę Smoczej Skały. Wkrótce zresztą rozeszła się wieść, jakoby Targaryen szukał wyłącznie samotności, więc każda próba rozmowy pali na panewce – i była to jedna z niewielu plotek, która przekazywała prawdę. Cóż, przynajmniej w jakimś stopniu.
Najpewniej jeszcze przed właściwym rozpoczęciem weselnej uczty Namiestnik zniknąłby z Królewskiej Sali Balowej cicho i sprawnie – grzechowi pijaństwa równie dobrze mógł oddawać się w zaciszu własnej komnaty. Było jednak coś, co w ostatniej chwili nakazało mu zostać na miejscu.
Spojrzenie.
Ukradkowe, pospieszne – zupełnie, jakby obawiało się, że zostanie zauważone.
Spojrzenie obcych, choć na swój sposób doskonale znanych tęczówek barwy lawendy.
Unoszony do ust kielich zamarł w pół drogi, gdy Maegor zdołał przypisać wzrok do twarzy – przez pierwszą chwilę otwartej, na wpół bezczelnej obserwacji nie mógł przypomnieć sobie, kim tak właściwie jest młódka typowo valyriańskiej urody – na właściwy trop dotarł dopiero drogą eliminacji, natychmiast przypisując dziewczynie odpowiednie nazwisko.
Być może dlatego zadziałał bez zastanowienia – w przeciągu uderzenia serca podniósł się z miejsca i, nie zważając na zaciekawione spojrzenia najbliżej siedzących gości, w kilku krokach znalazł się tuż naprzeciwko panny Velaryon, której imię przewinęło się podczas jednej z rozmów z Aenorem.
- Nie smakuje wino, pani? – głos Targaryena bez problemu przebił się przez panującą przy stole – wciąż umiarkowaną – wrzawę i nie zdołał jeszcze przebrzmieć, gdy Namiestnik pochylił się nad blatem, ujmując w jedną dłoń kielich bratanicy Lorda Pływów, w drugą zaś – dzban pełen ciemnego trunku. – Spróbujemy to zmienić.
Nim panna Velaryon zdołała zaprotestować bądź, wręcz przeciwnie, wyrazić zgodę, Książę Smoczej Skały już kierował się ku uboczu Sali.
To było dobre miejsce – oddalone od natrętnych spojrzeń, ciche, zapewniające chwilę wytchnienia i niezobowiązującej rozmowy, której Namiestnik nie odbył od… długich, bardzo długich miesięcy.
Nie musiał sprawdzać, czy młoda, licząca nie więcej niż szesnaście dni imienia panna za nim idzie – ludzie pokroju Maegora przywykli do tego, że inni słuchają ich poleceń. Nawet, jeśli te nie wypowiedziane zostały na głos.

/zt x2 - Ubocze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Yronwood
Liczba postów :
166
Join date :
28/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Sob Lut 20, 2016 5:47 pm


    Wielki Sept Baelora


— Jak gwieździste jest niebo. Gdy byłam młodsza, roiłam sobie, że ludzie wzięli się ze spadającej gwiazdy. Wyszli z pyłu i ognia –
—  Ze spadającej gwiazdy, z pyłu i ognia co prawda nie powstaje nowe życie… lecz może zrodzić się coś, co je odbiera. Coś, co zwiastuje naturalne następstwo początku - jego koniec –
— A jeśli nawet istniałoby życie, które powstaje w ogniu, popiołach i pożodze, to nie chcielibyśmy go poznawać, prawda? –
— Tylko powierzchownie i bez przekonania. [Ale wciąż.] Kto bowiem nie chciałby zobaczyć żywego smoka?


Skupione na królowej Rhaenys spojrzenie wystarczyło, by dostrzec trwające ledwie kilka ułamków sekund, szczere zaskoczenie, gdy prowadzący ją król Aerys zwolnił, by ostatecznie zatrzymać się przy ławach zajmowanych przez smagłych Dornijczyków.
Kaprys czy też przemyślana część toczącego się tu przedstawienia? - pomyślałaby z pewnością Jeyne, gdyby nie paraliżujący ją strach. Nagła bliskość podziwianych z daleka smoków budziła niepokój tak przejmujący, iż przez moment walczyła ze sobą, by nie odwrócić spojrzenia.
Patrzyła jednak. Zaś patrząc dostrzegała kolejne rysy na nieskazitelnych wizerunkach. Pierwsze zmarszczki majaczące nieśmiało na gładkiej, jasnej skórze królowej. Okrutne, jednak w każdym calu ludzkie zadowolenie wykrzywiające wargi króla. Smocze łuski okazywały się nagle zszywanymi misternie płatkami rżniętego cienko złota, zaś smoczy wizerunek na płaszczu, jedynie smoczym, wykonanym z rubinów wizerunkiem. Niczym więcej, niczym mniej. Niczym mniej.
Przełknęła ślinę, czy też próbowała to uczynić, choć nagła suchość w gardle sprawiała, iż czuła jedynie, jak bezlitośnie zaciska się na nim niewidzialna, silna dłoń.
Niezachwiani, Nieugięci, Niezłomni. Być może smoczy potomkowie postawili sobie za punkt honoru zadać kłam każdemu z tych określeń?
Stalowe spojrzenie prześlizgnęło się kolejno po twarzach Rhaenys i Aerysa, by w końcu spocząć na ciemnym, dumnym profilu Edrica Martella. Niepozorny gest zmuszał do chwilowego ugięcia karku nie tylko Lorda Słonecznej Włóczni, ale i całe, znienawidzone przez resztę Westeros Dorne. Nienawiść nie dająca upchnąć się w sztywne ramy, pożerająca wszystko, rozrastająca się i rozprzestrzeniająca tak, by wchłonąć w siebie wszystko wokół. Nieskończone ciało nienawiści. Nienawiść pode mną, nienawiść nade mną. Nienawiść we mnie.
Kaprys czy też przemyślana część toczącego się tu przedstawienia? - pomyślałaby z pewnością Jeyne, gdyby nie wypełniająca ją odraza. Jak mleczna mgła otulająca swym efemerycznym ciałem mury trudnej do zdobycia twierdzy.


***

Dornijczycy bawią się najlepiej w swoim towarzystwie. Nieprzyjazny człowiekowi, pustynny bezkres porównać można jedynie do lodowych pustkowi rozciągających się za Murem. A mimo iż trudno zdobyć się na podobną obserwację, to nie koniec analogii. Wystarczy ciemniejsza skóra, inny akcent i obyczaj, by reszta czuła się zagrożona. Niechętna. Wroga. Król wykorzystuje tę ludzką niechęć, jak mało kto. Doskonale wie, iż jednym z gwarantów jego niezachwianej władzy będzie nie idealistyczne dążenie do pokoju, a utrzymanie wrażenia, iż w Westeros panuje wojna. Ciągła, niezmienna i stała wojna. Jedyna higiena tego świata. Wojna, która oczyszcza i zapewnia przypływ złota tym, którzy nie sieją i nie zbierają innych plonów ponad stosy ciał na pogorzeliskach.
Niepokój. Trzymający w ryzach mocniej od nawet najciaśniej zasznurowanego gorsetu, ściskającego trzewia szlachcianki z Reach. Obawa. Jak zimne, przykładane do gardła Dzikim ostrze. Wszystko zepchnięte na jak najdalszy plan. Tak, by tłoczących się wewnątrz Yronwoodówny uczuć nie dostrzegły niepowołane oczy. By nie dostrzegły ich ciemne, prawie czarne oczy. Tych obawia się najbardziej, zdaje sobie bowiem sprawę z tego, iż od jakiegoś czasu uczą się odzierania z niej szat ułudy i pozoru.
Chłód. Mimo, iż w sali panuje przyjemne ciepło, zaś piaskowa suknia zasłania zdecydowanie więcej, niż zdaje się zakrywać kilka sukni innych, zasiadających tutaj dam. Być może Księżna Ivory miała większy wpływ na tutejszą modę, niż można ją było o to podejrzewać, zważywszy zachowawczość, z jaką przyjęto ją w Królewskiej Przystani? Półprzezroczyste, przewiewne materiały i odkryte ramiona zdawały się dominować, sprawiając, iż dornijskie damy mogły czuć się niemal... jak u siebie w domu.
Była to jednak tylko i wyłącznie moda. Tak kapryśna, jak humory panujących. Tak zmienna, iż zapewne przy kolejnej, wielkiej uroczystości, większość dam przybędzie w futrach i skórach, ponieważ na salonach królować będzie fascynacja Północą i Murem. Tak nieistotna, iż...
Jeyne przymknęła na chwilę oczy. Trwało to może kilka uderzeń serca, po których do jej uszu dotarł głos Martella.
Chcę wznieść toast.
Błękitne spojrzenie spoczęło na Księciu Dorne. Podobnie jak reszta, zasiadających przy stołach dostojników, spodziewała się, iż Martell wykorzysta tę chwilę, by dołączyć się do płynących szczodrym, wartkim potokiem życzeń dla królewskiej, młodej pary.
Toast za bezpieczny powrót do Dorne.
Toast za moją narzeczoną.

Niepokój. Obawa. Chłód. Wędrówka palców wzdłuż jej przedramienia. Dreszcze. Jest jej zimno. To przez zimno... Dlaczego więc wydaje się, że jej trzewia płoną przez krótką chwilę? Wyraz wyniosłej twarzy nie zmienia się ani przez moment. Walczy ze sobą, by stanowić silną, dumną podporę, nie zaś zlęknioną, kaleką łanię, którą zdołał wystraszyć kaprys Targaryena.
Przez moment zmaga się z silnym pragnieniem złapania go za rękę. Zatrzymania go. Powiedzenia czegoś. Jednak wszystkie słowa umierają, nim są w stanie wprawić w ruch język, zaś leżąca na stole ręka wydaje się ciężka jak mosiądz. Lekko rozchylone wargi nadają jej błogiego, rozmarzonego i bardziej ludzkiego wyrazu.
Wreszcie układają się w miękki, wyuczony uśmiech, którym raczy niemal wszystkich zasiadających przy stole. Kiwa głową i unosi kielich, by również upić łyk wina.
Złowione w złotą sieć włosy mienią się w ciepłym blasku porozwieszanych po sali lampionów. Fałdy sukni układają się dziwnie, sprawiając, iż smukła sylwetka dziedziczki ginie gdzieś w wydmach piaskowego materiału.
Gdyby tak bardzo nie wstydziła się wszelkiej niezręczności, zdołałaby pochylić się nad jego uchem, nim wstanie. Zdołałaby wyszeptać:
Wróć.
Ni to rozkaz, ni to prośba, choć z pewnością wiedziałby, iż życzenie jest szczere. Niewypowiedziane zaklęcie nie posiadało jednak żadnej mocy. Jeyne Yronwood wybudowała wokół siebie - kamień po kamieniu - mur tak wysoki, iż sama nie była w stanie go przeskoczyć.
Błękitne tęczówki wpatrują się w ciemne oczy Martella. Zapada pomiędzy nimi cisza. Przygląda mu się wytrwale aż do chwili, w której ten znika.
Jasna dłoń przesuwa się po śliskim obrusie, zamierając na wilgotnych plamach wina. Dłoń zaciska się w pięść, mnąc w sobie nieskazitelny jedwab.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Sob Lut 20, 2016 6:58 pm

Stół Pary Królewskiej

Liczba szlachetnych gości zebrany na królewskim weselu wciąż zadziwiała najmłodszego z braci Velaryon i była dla niego wręcz przytłaczająca. Zawsze wydawało mu się, że chociaż lady Drifmark darzyła go wielką matczyną miłością, wciąż pozostawał w cieniu swych braci, nawet Daenora, którego niemal nie znał. On przynajmniej podjął jakąś ważną decyzję, wyjechał z domu na dwanaście lat, a gdy Jaehaerys chciał pójść w jego ślady, nie wytrzymał nawet dwóch lat i w przeciwieństwie do brata, pisał wtedy do matki. Teraz… Teraz czuł się jeszcze mniej znaczący. Czuł się niemal jak jakiś wieśniak na Rybnym Targu o poranku, a przecież był Velaryonem, potomkiem Valyrańskiej Krwi. To uczucie było bardzo przygnębiające i Jaehaeys chciał jak najszybciej odejść od królewskiego stołu, zasiąść przy rodzinie, przechylić parę kielichów dornijskiego wina oraz spróbować, choć troszkę, każdego z licznych dań, których aromat już dało się poczuć. Był to niezwykle przyjemny zapach, miła odmiana od wszechobecnego smrodu, który wypełzał z brudnych ulic i zaułków Zapchlonego Tyłka, jak i reszty Królewskiej Przystani. Za to już pięć lat temu znienawidził stolicę.
Słuchał z uwagą siedzących niedaleko gości, mając nadzieję by z tej mieszaniny tysiąca rozmów i powstałego przy tym szmeru wyciągnąć jakąś wspaniałą historyjkę, jakiś interesujący temat, do którego mógłby się włączyć. Wrodzona ciekawość świata, można by wręcz rzec, cecha rodowa Velaryonów, tak często wypływających w odległe krańce świata, co było udziałem i jego samego, choć niewielkim w porównaniu do postaci takich jak Corlys Velaryon, nie pozwalała mu przesiedzieć takiego przyjęcia nie wysłuchawszy opowieści mieszkańców dalekich zakątków Westeros. Już pobieżne przejrzenie Królewskiej Sali Balowej pozwalało mu powiedzieć z całą pewnością, że zebrali się tu goście ze wszystkich Siedmiu Królestw. Widział ludzi z Północy, Dornijczyków, mieszkańców Reach i Końca Burzy, a zdawało mu się, że i kilku Żelaznych Ludzi. Wszyscy oni mogli się pewnie pochwalić licznymi przygodami, stoczonymi bitwami, udziałem w turniejach, pojedynkach, czego Velaryon szczerze im zazdrościł. Zawsze w pamięci miał rządy króla Viserysa I i wojnę, którą rozpętała jego córka. Wtedy ród z Driftmark mógł poszczycić się bogactwem większym nawet od Lannisterów i z pewnością jego członkowie byli w centrum uwagi na uroczystościach podobnych do obecnej. Szkoda, że te czasy już minęły i pewno za mego życia nie powrócą
To były jednak tylko odległe marzenia, których nie mógł zrealizować dzisiejszej nocy. Na uczcie było o wiele bardziej pochłaniających zajęć niż myślenie nad własnym losem. Jaehaerys uchylił kolejny puchar wina i wsłuchał się w jedną z pieśni, a raczej jej melodię, bo słowa ciężko było zrozumieć w tej wrzawie. Zdawało mu się, że był to „Niedźwiedź i Dziewica Cud”, ale mógł się mylić. Skrycie liczył, że oprócz ballad i pieśni usłyszy także opowieść brata, którego dopiero znów poznawał, a który wrócił przecież z pełnej przygód podróży. Mogłaby ona przyciągnąć znacznie więcej słuchaczy niż tylko Jaehaerysa i być o wiele bardziej wciągająca od wszystkim dobrze znanych przyśpiewek, choć Velaryon ten nie wiedział, jak biegłym w sztuce opowiadania jest Daenor. Może później, gdy wino rozplącze języki, odważy się i uraczy nas opowieścią z części swej podróży .
Bacznie też przyglądał się pozostałym członkom rodziny. Ich chociaż znał i zawsze mógł o czymś porozmawiać lub dołączyć do ich rozmowy. Najstarszego z braci jednak nie widział, zaś kuzynka zniknęła mu gdzieś z oczu. Mimo tylu zgromadzonych na sami osób czuł się dziwnie samotny, a na samotność zawsze pomagała mu porządna dawka wina. Zjadł pierwsze dania, rozmawiając z sąsiednimi gośćmi tylko dla podtrzymania towarzystwa, co nigdy nie było dlań zbyt absorbujące, mając nadzieję, że przyjęcie się jeszcze rozkręci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Sro Lut 24, 2016 10:35 pm

//Stół Pary Królewskiej

Kiedy Fion Swann odchodził od stołu pary królewskiej, nie mógł pozbyć się wrażenia, że król zatrzymał na nim swoje intensywne spojrzenie o ułamek dłużej, niż na pozostałych. Nie miał zielonego pojęcia, co ten gest mógł oznaczać, a sam król zaskoczył go, lecz trzeba przyznać, iż dodało mu to pewności. Aerys II Targaryen zwrócił na niego uwagę, i choć w tej grze nie zawsze oznaczało to coś pozytywnego, przyjął to jako ogromny komplement. Potężni i ostrożni, pamiętaj - upomniał sam siebie.
Zbliżył się do stołów i rozejrzał. Większość gości przybyła na wesele całymi rodami, siedzieli razem oraz cieszyli się przyjęciem, podczas gdy młody Swann był całkiem sam i nie miał nawet do kogo się odezwać. W końcu wśród zebranych dopatrzył się czarnych jeleni na żółtym tle i wolnym krokiem ruszył w ich stronę. Logika podpowiadała mu, że to właśnie gdzieś koło Baratheonów było wyznaczone jego miejsce. Przynajmniej ich znał, mężczyźni i piękne damy, z którymi bawił się jako dziecko, gdy ich panowie lordowie spotykali się w swoich zamkach; którzy dorastali razem z nim, Marcusem i Yvienne.
Był już w połowie drogi, kiedy jakaś mniej uważna służka, podawszy do stołu parującą strawę, odwróciła się zbyt gwałtownie i wpadła na Fiona. Uświadamiając sobie nietakt, spojrzała na chłopaka przerażonymi oczami i zaniemówiła. On natomiast uśmiechnął się tylko i rozejrzał ukradkiem po sali. Wpadnięcie na wysoko urodzonego mogło wiele kosztować zwykłą młodą służkę. Fion jednak zawsze był miły dla służących w Stonehelm, dlaczego więc miałoby się to zmienić? Nie widział żadnego powodu.
- Nic się nie stało, ale radzę być ostrożnym. A teraz znikaj - powiedział to uprzejmie, starając się jedynie pomóc dziewczynie.
Dziewczyna ukłoniła się mu z wdzięcznością i oddaliła błyskawicznie. Cały wypadek wydarzył się jednak zbyt blisko stołów, żeby nikt tego nie zauważył. Pewien młodzieniec odwrócił się i zerknął na nich. Fion spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się uprzejmie, skinął również głową. Już miał odejść, szukając jakiegoś towarzystwa, lecz w ostatniej chwili dostrzegł, iż młody mężczyzna siedzi samotnie i nie zdawało się, by rozprawiał specjalnie z kimś przy stole. W dodatku musiał być w podobnym wieku co Swann. Przez ułamek sekundy Fion walczył sam ze sobą - iść dalej w stronę znanego, pewnego gruntu czy zapoznać się z nieznajomym? Przecież po to przybył do Stolicy, by poznać nieznane, nowych ludzi, nowe miejsca.
Wszystko to zaświtało mu w głowie, i nie zastanawiając się już więcej, przemówił:
- Czy można dołączyć? Wygląda naprawdę smakowicie. - Uśmiechnął się i wskazał pieczeń, którą przed chwilą niezdarna służka postawiła na stole. I choć jedzenie rzeczywiście kusiło, chodziło mu jedynie o powód do rozpoczęcia rozmowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Czw Lut 25, 2016 6:38 pm

Jaehaerys przyjrzał się młodzieńcowi już wtedy, gdy na tego wpadła nierozważna służąca, której wpadka była jednym z ciekawszych wydarzeń od dobrego kwadransa. Oczywiście wielcy i mniejsi lordowie wciąż o czymś dyskutowali, lecz ci przy stołach albo dobrze ważyli każde swoje słowo, albo po prostu podtrzymywali rozmowę, co dla młodego Velaryona było rzeczą niezwykle trudną. Mógł dyskutować nawet godzinami, gdy tylko temat był ciekawy. A słuchał połykając każde słowo, jeśli tylko rozmówca go zaintrygował. Tak zresztą minęła mu podróż do Volantis. Marynarze zawsze mieli jakieś szanty i opowieści, i choć często miały one tyle z prawdy, co chłop z lorda, potrafiły całkowicie pochłonąć uwagę Jaehaerysa, który starał się znaleźć w nich ziarno prawdy. Zawsze jakieś w nich było, jakiś sekret ludzkiej egzystencji, jakaś wizja wspaniałych miast i krain. Jeszcze kilka lat temu w każdą z nich skłonny byłby uwierzyć, ale po podróży do Wolnych Miast nabrał do nich większego dystansu, choć i tak lubił ich słuchać.
Tu tylko grajką udało się go zaciekawić. Przynajmniej na razie. Niektóre z pieśni były całkowicie obce dla Velaryona, czasem układane specjalnie na królewskie wesele i tych słuchał z największym zainteresowaniem. Były też wszystkim dobrze znane utwory jak Niedźwiedź i Dziewica Cud, który należał do jego ulubionych. Tyle, że od pieśni zawsze wolał żywą wymianę zdań, a ku temu znalazła się teraz okazja. Zdziwiło go tylko, że był to właśnie ów młodzieniec, który niemalże nie stał się „ofiarą” służącej. Dobrze, że właśnie przynosiła coś do stołów, a nie z nich odnosiła, bo wtedy zderzenie mogłoby zakończyć się o wiele gorzej.
- Na początku często podają najsmaczniejsze dania, chociaż wydaje mi się, że na najlepsze jeszcze musimy zaczekać – Jaehaerys i tak zamierzał przynajmniej spróbować każdego z dań, więc nałożył sobie spory kawałek pieczeni, którą polał gęstym, aromatycznym sosem, którego także sobie nie żałował. To było pierwsze danie, a od rana jadł bardzo skromnie. Czymś zaś musiał napełnić żołądek. Najwyżej później będę tylko dzióbał w talerzu.
- Jagnięcina, w dodatku bardzo dobrze przygotowana. Skórka taka chrupiąca, że aż chciałoby się wziąć dokładkę - pochwalił danie, bo faktycznie nie miał co do niego żadnych zastrzeżeń, a to zapowiadało bardzo smakowitą ucztę. Uchylił kielich wina i upił kilka łyków przedniego trunku. Wydawało mu się, że było z Arbor, ale nigdy nie był jakimś wybitnym znawcą win. – Tak się zająłem jedzeniem, że nawet zapomniałem się przedstawić. Jaehaerys Velaryon z Driftmark. Na sali znajdziesz jeszcze mych starszych braci, Aenora i Daenora, oraz moją kuzynkę Daenerys – rozejrzał się po komnacie w ich poszukiwaniu. Ich charakterystyczne srebrne włosy ciężko było przeoczyć, ale mimo to nigdzie nie ujrzał kuzynki. – A Ty panie? Skąd przybywasz? – zapytał z czystej ciekawości. Zdawało mu się, że widział mieszkańców każdego z Siedmiu Królestw, jednak tylko niewielu z nich rozpoznał. Łatwo było rozpoznać jelenia Baratheonów, czy różę Tyrellów, jednak nie każdy pokazywał się w rodowych barwach z symbolami wyszytymi na piersi, zaś Velaryon ciekawiło, z jakich rodów uda mu się znaleźć przedstawicieli. Miał wielką ochotę poznać jakiegoś Starka albo Arryna. Może chociaż kogoś od Hightowerów czy Florentów. Wszystko to były wielkie rody, którym Jaehaerys często zazdrościł, choć i jego ród do najmniej znaczących nie należał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Sob Lut 27, 2016 10:52 pm

Co prawda młodzieniec nie odpowiedział mu wprost, jednakże podjął zaproponowany temat, Fion uznał więc, iż blondyn nie ma nic przeciwko jego towarzystwu. Podszedł do stołu i usiadł na ławie obok wysoko urodzonego. Sala była tak duża, a stoły ciągnęły się przez całą jej długość, nic nie powinno się stać, jeśli zajmie to miejsce. Oczywiście, wróg nie usiądzie obok wroga, ale z tego, co zauważył, każdy z gości mógł sam wybrać sobie odpowiednie dla niego miejsce. Poza tym, jeśli okaże się, że kogoś podsiadł, przeprosi i odejdzie.
Skierował wzrok na młodego mężczyznę i zaśmiał się krótko.
- Na początku zawsze są najznakomitsze potrawy, gdyż potem nikt już nie zwraca na nie uwagi. - Z godziny na godzinę goście będą coraz bardziej pijani, a co za tym idzie, mniej uważni. To normalne, że ucztę rozpoczyna się na bogato. Skinął głową w stronę kielicha. - To samo dotyczy wina. Choć oczywiście wierzę w szczodrość naszego króla i jego pięknej żony. Wesele takie jak to szybko się nie powtórzy, niech panują nam długo, i na pewno nie raz nas dzisiaj jeszcze zaskoczą. - Dodał szybko, bezpiecznie, ze szczerym uśmiechem na ustach.
Jak widać Fion kontynuował swoją strategię - żadnej pomyłki, ani jednego potknięcia. W tej sali każdy, nawet najmniejszy, musiał zważać na swoje słowa. Niech no tylko jakieś wścibskie ucho wyłapie czyjeś niemądre słowa... Cóż, niemiło byłoby rozgniewać króla i wylądować w lochu w dniu uroczystości jak ta.
Widząc jak towarzysz nakłada sobie pieczeń, poszedł w jego ślady. Podejrzliwy osobnik pomyślałby, iż Fion czekał, aż ktoś skosztuje tę konkretną strawę przed nim, tak dla pewności. Młody łabędź oczywiście nie sądził, iż para królewska dopuściłaby się morderstwa przez otrucie na własnym weselu. Lecz ktoś inny? Jakiś cichy, ukryty wróg? Skropiwszy jedzenie odpowiednią trucizną gdzieś ukrytkiem, wśród tłumów i całego zamieszania? Możecie nazwać go paranoikiem, ale Fion... on po prostu był sprytny. Ostrożny. Sam się temu dziwił, ale z dnia na dzień rozwijał się z szybkością wiosennego kwiatu. Skąd wiedział, jak grać w Królewskiej Przystani? Kto go tego nauczył, skoro całe życie przebywał na Ziemiach Burzy?  Może miałem to we krwi, ojcze...
- Widzę, że nie tylko mnie raduje dzisiaj widok tych wszystkich wspaniałych dań - skomentował.
Kiedy młodzieniec uniósł do usta swój kielich, służka pojawiła się tuż przy nich, sięgnęła do stołu po dzbanek wina i skierowała go w stronę pustego kielicha Fiona. Ręka młodego Swanna błyskawicznie powędrowała w górę, zasłaniając złote naczynie. Służka odłożyła dzban i ukłoniwszy się lekko, odeszła. Spojrzał na towarzysza i uśmiechnął się uprzejmie, wręcz przepraszająco. Wino ogłupia, usypia instynkt i zwodzi zmysły. Wystarczy przypomnieć sobie jak skończył jego brat, by skutecznie ustrzec się przed tym trunkiem.
Wsłuchał się w słowa chłopaka. Kiedy mówił o swojej rodzinie, odruchowo rozejrzał się po sali, jakby rzeczywiście miał ich gdzieś dostrzec. Skinął głową w geście szacunku.
- Miło mi cię poznać, Jaeharysie. Z przyjemnością też poznam twoich braci i kuzynkę. - Jaeharys wydawał mu się miły i szczery, choć oczywiście było to pierwsze wrażenie. Wyciągnął rękę w stronę młodzieńca. - Fion Swann ze Stonehelm, Ziemie Burzy. Niestety, na tej uroczystości jestem jedynym reprezentantem mego rodu.
Po krótkiej chwili pochylił się nad stołem i zabrał za jagnięcinę na swoim talerzu. Teraz, kiedy poznali swoje imiona, atmosfera mogła się nieco zmienić, rozluźnić. Pragnął wywrzeć jak najlepsze wrażenie na młodzieńcu, przecież nikt nie powiedział, że nie może zdobyć tu przyjaciół. Nowe znajomości otworzyłyby mu drzwi na cały świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Nie Lut 28, 2016 9:58 pm

Jaehaerys wcale się nie dziwił, że Fion był tutaj jedynym ze swego rodu. Bardziej może spodziewał się choć dwójki przedstawicieli, tak dla wzajemnego towarzystwa, ale pewnie miał ze sobą jakąś eskortę, kilku wiernych strażników, z którymi podróż do stolicy minęła szybciej. Driftmark leżało bardzo blisko stolicy, a przy dobrych wiatrach nie potrzeba było nawet całego dnia, by tutaj przypłynąć jednym z okrętów należących do Lorda Pływów. Inne rody nie były jednak w tak dogodnej sytuacji i czasem podróż trwała nie dni, a tygodnie. Jaehaerys, który zawsze pilnie uważał na wykładach u maestra wiedział, że Stonehelm leży na południu Krain Burzy, których wybrzeża nie zachęcały do żeglugi, stąd całkiem normalnym wydawało się przysłać tylko jednego przedstawiciela, niż wyciągać całą rodzinę, co w zasadzie zrobili Velaryonowie.
Innym powodem było też to, że ród z Driftmark był w bardzo dobrych stosunkach z rodziną królewską, a przysłanie tu aż czterech przedstawicieli nie powinno tego zaburzyć, a raczej utrzymać taką sytuację. W końcu byli tu wszyscy męscy potomkowie lorda Pływów, co było swoistym wyrazem zaufania, przynajmniej dla najmłodszego z nich, który w zasadzie dopiero wkraczał w świat polityki. Podróż po Wolnych Miastach miała na celu raczej dorośnięcie, „odkrycie własnego ja”, jak to kiedyś ładnie ujął. Wtedy byłem jeszcze dzieckiem, a teraz już dorosłem. Lubił tak o sobie myśleć, nawet jeśli nie każdy zgodziłby się z tym zdaniem.
- Powiedz mi Fionie, co słychać na Dornijskim Pograniczu? Zaczęły się u was już chłodne noce, czy „Dornijskie” nie jest ono tylko z nazwy? W końcu w Dorne nawet zimy mają ciepłe, a śnieg niemal nigdy, jeśli dobrze słyszałem. Tego to im szczerze zazdroszczę. - miał ledwie dziesięć lat podczas ostatniej zimy, która była jedyną w trakcie życia Jaehaerysa. Pamiętał śnieg i mróz, który mu towarzyszył, nawet na Driftmark. Może po prostu zostały mu w pamięci właśnie te najzimniejsze dni, ale mimo to nie pałał entuzjazmem do zimy. A szczególnie do końcówki jesieni i przedwiośnia, bo wtedy w Zatoce Czarnego Nurtu i na Gardzieli panowały sztormy, utrudniając żeglugę, którą Velaryon tak lubił i co miał we krwi.
Upił powoli kolejny łyk wina, które naprawdę mu zasmakowało. Zawsze wolał czerwone arbońskie lub dornijskie nad ale i inne trunki, których miał okazję spróbować w Volantis, czy na ucztach w rodzinnym Driftmark. Pił z umiarem i szczerze podziwiał Swanna, że ten potrafi sobie całkiem odmówić tak dobrego napoju, który w dodatku działał bardzo dobrze. Oczywiście jeśli potrafiło się utrzymać odpowiednie tempo picia, a nie nadużywało się alkoholu, czego Jaehaerys naprawdę szybko się oduczył. W tym nie mógł dorównać Aenorowi, a spróbował to zrobić naprawdę szybko, co nie mogło się skończyć dobrym rezultatem. Zawsze najlepiej uczy się na własnych błędach - to było kolejne z licznych powiedzonek młodego Velaryona, choć zazwyczaj wypowiadał je w ciszy sam do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Wto Mar 01, 2016 8:46 pm

Oczywiście, choć Fion przybył do stolicy jako jedyny oficjalny reprezentant rodu, miał pod sobą legion ludzi - służek, giermków, wojowników, ludzi do pilnowania zwierząt, tych od zaopatrzenia, kucharzy z doświadczeniem wojennym (gdyż ci najlepiej radzili sobie z gotowaniem dla dużej ilości ludzi w trakcie podróży). To nie tak, że przybył na trzech koniach z kilkoma towarzyszami i jedną torbą, wręcz przeciwnie, przygotowany był na dobre tygodnie samowystarczalnego życia. W porównaniu do wielu wielmożnych panów, lordowie Ziem Burzy mieli naprawdę blisko do stolicy - podróż traktem była długa i męcząca, ale nie aż tak bardzo. Poza tym, duma Swannów kazała mu się zabezpieczyć, jeżeli chodzi o ludzi i prowiant. Nie chciał w żaden sposób obciążyć pary królewskiej swoim pobytem w stolicy czy jakkolwiek nadużyć ich gościnności. Fion i jego ludzie mogą wyżywić się i wyspać w namiotach pod znakiem dwóch łabędzi, a także w każdej chwili ruszyć w podróż do domu.
Kiedy usłyszał kolejne słowa towarzysza, mimowolnie napiął się jak struna. Wysłuchał go jednak, nieco zdziwiony. Cóż, wspominanie o czymkolwiek dornijskim podczas pierwszej rozmowy z człowiekiem z Ziem Burzy było iście ryzykowne. Nie chodziło nawet o nazwę terenu geograficznego, gdyż nie dało się jej zmienić, ale sama próba jakiegokolwiek porównania do Dorne... Bardziej radykalni patrioci mogliby dopatrzeć się w tych słowach znieważenia. Fion uniósł prawą brew i uważnie przypatrzył się Jaehaerysowi. Czy młodzieniec z nim pogrywał? Sprawdzał go? A może to było zwykłe, nic nieznaczące zdania... Może po prostu uprzejmie kontynuował rozmowę.
Młody łabędź uśmiechnął się elegancko.
- To prawda, że nie możemy narzekać, każdy kolejny lord mieszkający dalej na północ z pewnością ma gorzej, jednak... - Zamilkł na chwilę i zapatrzył się w tłum gości, niby rozmyślając nad dalszą częścią odpowiedzi. - Jednak Stonehelm to wciąż Ziemie Burzy, a nie pustynie Dorne, nawet u nas daje się wyczuć nadchodzące zmiany. Chociaż można powiedzieć, że te zmiany nie nadchodzą, lecz już zaczęły się dziać.
O to właśnie chodziło - nie pokazać żadnej niechęci, żadnych uprzedzeń, ale odpowiednimi słowami wyznaczyć granicę. Zaznaczyć odpowiednie kwestie w sposób niemal niewidoczny. On również pamiętał tylko jedną zimę, choć z powodu odrobinę bardziej zaawansowanego wieku, więcej też z niej zapamiętał.
Odłożył widelec na stół i odwrócił się w stronę Jaehaerysa.
- A co możesz mi powiedzieć o Driftmarku, panie? Mam nadzieję, że bogowie wam sprzyjają. - Oczy mu się rozświetliły, na ustach pojawił naturalny uśmiech. - Od kiedy mój pan ojciec pozwolił mi wyfrunąć z gniazda, a stało się to w prawdzie niedawno, świat zaczął mnie niezwykle interesować. Tyle krain do zobaczenia, odwiedzenia... I wszystko takie różne.
Może to co mówił było jedynie głupimi marzeniami, lecz niczym, co mogłoby mu zaszkodzić. Z takich rzeczy mógł się zwierzać nawet stajennemu, a co dopiero wysoko urodzonemu rówieśnikowi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Wto Mar 01, 2016 11:05 pm

Zdecydowanie nie o taki efekt mu chodziło. Powinien przewidzieć, że reakcja będzie właśnie taka, ale cóż mogła znaczyć wiedza teoretyczna, usłyszana od innych czy wręcz wyczytana z książek, w obliczu prawdziwego wydarzenia. Była jak tępy miecz, którego można było użyć przeciwko wrogowi, ale dopiero po potraktowaniu go kamieniem szlifierskim stawał się naprawdę użytecznym orężem.
Właśnie dlatego młody Velaryon z chęcią przybył na królewski ślub, by móc szlifować swój język i go doskonalić. Fion był młodym potomkiem szlachetnego rodu i słowa Jaehaerysa mogły go co najwyżej urazić, ale gdyby Velaryon podobnie odniósł się do jakiegoś dumnego, starego lorda? Rezultat mógłby być o wiele gorszy. Zaś dumnych, starych lordów daleko szukać nie musiał. Jednego znał doskonale, a przynajmniej w takim przeświadczeniu żył.
- Wybacz mi, jeśli przypadkiem cię uraziłem. Wiedz, że nie było to nigdy moim zamiarem – może i wielu opisywało Velaryonów jako ród wręcz „pyszny”, co miało sporo wspólnego z jego korzeniami w Starej Valyrii i silnymi związkami, również krwi, z królewskim rodem Targaryenów, jednak Jaeh był wykuty z innego metalu. Był najmłodszy i często jedynym sposobem ratunku przed oberwaniem od starszego brata było schowanie swej dumy w kieszeń. Nie była mu więc to obca umiejętność, niemniej nie lubił sytuacji, w których musiał z niej korzystać. Czy w ogóle ktoś je lubił.
Cieszył się, że temat zaraz skierował się ku jego rodzinnemu Driftmark. O wyspie mógł opowiadać wiele, od zamku High Tide, w którym się urodził i wychował, przez położone tam miasta, sławnych przodków czy innym mieszkańców, którzy zasłużyli się, lub nie, głównie w Tańcu Smoków.
- Driftmark to piękna wyspa. Znacznie piękniejsza od pobliskiej Smoczej Skały. U nas znajdziesz o wiele więcej zieleni i spokoju, szczególnie w zacisznej zatoce, w której zawsze ujrzysz choć kilka okrętów szykujących się do podróży. Kiedyś pływały nawet do Qarth czy Leng. To odległe krainy na wschodzie Essos. Maester Mathis pisał o podróżach Corlysa Velaryona, który przetarł te szlaki, w „Dziewięciu Wyprawach”. Ale odbiegam bardzo od tematu. Chyba najwspanialszym miejscem na wyspie jest zamek mego ojca, High Tide, wzniesiony na starovalyriańską modłę w czasach świetności mego rodu. Powinieneś kiedyś odwiedzić wyspę, skoro tak pragniesz zobaczyć świat. Przejść się ulicami Hull i Spicetown, na których srebrne włosy czy fiołkowe oczy nie są tak rzadko widoczne, odpocząć w murach High Tide, lub odwiedzić stary zamek Velaryonów, który wziął swą nazwę właśnie od wyspy - Jaehaerys był bardzo dumny ze swego dziedzictwa. Właśnie tak rozumiał pierwszą część ich motta. Starzy. Prawdziwi. Dzielni. Wywodzili się z dawnej Valyrii, a nie każdy mógł się poszczycić takimi korzeniami, takimi przodkami jak Corlys Velaryon, czy Alyn Oakenfist. Nie każdy ród mógł się w wreszcie poszczycić smokami, a przecież Velaryonowie dosiadali ich na równi ze swymi kuzynami, Targaryenami. Czyż nie była to historia, którą należało się szczycić, historia, która przyprawiała o dumę?
Jaehaerys żałował, że to tylko historia. Ile on by dał, by żyć w tamtych czasach…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Czw Mar 03, 2016 10:18 pm

Fion potrząsnął beztrosko głową i uśmiechnął się, jak gdyby słowa towarzysza nie wywarły na nim żadnego negatywnego wrażenia. I choć wcale tak nie było, wypadało, by zachował się właśnie w taki sposób. Z drugiej strony, nawet nie chciał reagować jak pan ojciec, jak jego wuj i inni starsi lordowie z Końca Burzy. Historia jest ważna, nie przeczył, jednak dla kogoś takiego jak młody Swann, w kwiecie wieku i ze światem stojącym przed nim otworem, liczyła się przede wszystkim teraźniejszość.
- Nie uraziłeś mnie, przyjacielu - powiedział spokojnie, badawczo przyglądając się Jaehaerysowi. - Staram się być otwarty, żyć bez zbędnych uprzedzeń, ale... To z kim żyjemy i co słyszymy od dnia naszych narodzin, to zakorzenia się w nas tak głęboko, że czasami nie mamy kontroli nad rzeczami, które dzieją się w naszych głowach.
Miał nadzieję, że młody Velaryon zrozumie, o co mu chodziło. Chociaż całkiem prawdopodobne było, że Jaehaerysa ominęła ta część dorastania. Fion natomiast od zawsze wysłuchiwał opowieści o wojnach, które działy się lata temu, o konfliktach i obelgach kierowanych w stronę pustyni, o okropnych, chciwych, rozwiązłych Dornijczykach. Ludzie nie zapominają, nie w świecie takim jak ten.
- Nie odczuwam żadnej urazy do ludzi z sąsiedniej krainy. Z przyjemnością kogoś takiego bym poznał - Miał na myśli oczywiście Dorne. - Na pewno byłoby to budujące doświadczenie.
Choć pewnie nie spodobałoby się to lordowi Swann - dokończył w myślach, przykładając do ust kielich z wodą. Z zaciekawieniem wysłuchał słów Jaehaerysa, dostrzegając w młodym mężczyźnie tę samą pasję, która towarzyszyła wywodom Fiona. Widać było, że blondyn kocha swój dom, mówił o nim z ogromną dumą. Swann kiwnął głową i oparł się o stół.
- Brzmi naprawdę niesamowicie, Jaehaerysie. Driftmark musi być wyjątkowym miejscem - przyznał. - Z wielką ochotą odwiedziłbym twoją wyspę, gdyby nadarzyła się takowa sytuacja. Oczywiście możesz czuć się zaproszony do Stonehelm, być może sam krajobraz wydaje się surowy, jednak jest to unikatowa kraina. Z jednej strony najcichsze i najspokojniejsze miejsce jakie kiedykolwiek mogłeś widzieć, wręcz zastygłe w swej postaci... Z drugiej strony, kiedy nadciąga burza, z armią piorunów i grzmotów, zdaje się jakby świat oszalał i właśnie się kończył. Coś przerażającego, ale i niezwykle pięknego.
Nałożył sobie odrobinę kolejnej potrawy i zaczął spokojnie jeść.
- Będziesz mile widziany w naszym zamku w każdej chwili i o każdej porze. Stonehelm jest ogromne, moja rodzina ucieszy się nawet z jednej zapełnionej sypialni więcej. Radzę się poważnie zastanowić, Nadchodzi zima, chciałoby się powiedzieć, następna okazja szybko może nie nadejść.
Tak naprawdę to sam Fion najbardziej ucieszyłby się z takowej wizyty. Od kiedy Marcus, jego starszy brat, odszedł, młody Swann był nieco samotny. Zawsze mógł liczyć na wsparcie swojej ukochanej siostry, jednak czasem mężczyzna potrzebuje jedynie towarzystwa mężczyzny. Z siostrą nie porozmawia się na takie same tematy, co z przyjacielem. A niestety Fion takiego nie posiadał. Może czas to nadrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Nie Mar 06, 2016 9:36 pm

Velaryon doskonale zrozumiał swojego rozmówcę i teraz bardzo żałował, że w ogóle zaczął ten temat. Jak mógł być tak nierozważny, jeśli nie określić tego znacznie gorszym przymiotnikiem?
Powinieneś wiedzieć, że nie wspomina się o Dornijczykach w rozmowie z mieszkańcem Krain Burzy, a co dopiero Pogranicza
Brakowało mu wciąż ogłady w takim towarzystwie, choć tak bardzo starał się nie przynieść ojcu ujmy. Od najmłodszych lat usiłował postępować tak, by Lord Pływów był z niego dumny, by choć raz powiedział – „synu, jestem z ciebie dumny”. Mimo tych starań, słowa te jeszcze nie dotarły do jego uszu. Czy było coś, czego pragnął bardziej?
Podobnie jak Fion, Jaehaerys wychował się na wielu opowieściach. W High Tide mówiono jednak o czasach przed Tańcem Smoków, gdy istniała szansa na koronę dla Rhaenyry, a po niej jej synów, którzy nosili nazwisko Velaryon. Jaeh wychował się na opowieściach o kolejnych Starszych nad Okrętami, o jego przodkach dosiadających smoków, czy o Corlysie Velaryonie, o którym wcześniej wspomniał. I choć z natury był całkiem skromny, rodowa duma zakorzeniła się w nim głęboko. Między innymi dlatego potrafił na zawołanie opowiedzieć historię choćby dwójki bękartów z Driftmark, Alyna i Addama. I tak bardzo pragnął dobrego słowa od ojca.
- Również i Stonehelm wydaje się być godne odwiedzenia – uśmiechnął się. – Z przyjemnością was odwiedzę, jeśli tylko pogoda na to pozwoli. Jak mówisz, zbliża się zima, znacznie trudniej będzie się podróżowało zarówno przez błotniste drogi, jak i wzburzone jesiennymi sztormami morza. Mam nadzieję, że żaden z nich nie zakłóci mi i moim bliskim powrotu do domu. - co prawda nie musiał tam od razu wracaj, ale wiedział, jak zareagowałaby jego matka na spóźniony powrót. Już podróż do Volantis ją bardzo niepokoiła, a Jaehaerys nie chciał jej w najmniejszym stopniu denerwować. Już Daenor przyprawił jej zmartwień za ich wszystkich. Z drugiej jednak strony lady Velaryon na pewno nie będzie chciała wypuścić syna w podróż, jeśli pogoda nie będzie sprzyjająca. Może więc lepiej byłoby nic jej o tym nie mówić i oszczędzić nerwów?
- Jednak kto wie? Może nadchodząca zima okaże się łagodna, a wtedy chyba nic nie powinno być na przeszkodzie by popłynąć do Stonehelm. Jeśli się nie mylę, to już nie jest nad Zatoką Rozbitków?
Velaryon dobrze pamiętał, że zamek Swannów nie leży nad owianą złą sławą zatoką, lecz nad Morzem Dornijskim, jednak bardzo chciał przedłużyć rozmowę z Fionem. Mimo początkowej „wpadki”, jego towarzysz wydawał się całkiem sympatyczny i aż przyjemnie było porozmawiać z kimś w zbliżonym wieku. Jego brat, a raczej bracia, o czym już zwykł zapomnieć przez dwunastoletnią nieobecność Daerona, byli znacznie starszy, co często przeszkadzało w porozumieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Pią Mar 11, 2016 6:42 pm

Gdyby tylko ci dwaj mogli dotrzeć do swoich wzajemnych myśli, doprawdy zdziwiliby się, jak bardzo są do siebie podobni. Obydwaj, choć otoczeni tłumem ludzi, czyli się osamotnieni na przyjęciu. Obydwaj wychowali się na opowieściach o przodkach, mimo iż starych, do dzisiaj rządzących ich życiem i upodobaniami. Obydwaj przybyli do Stolicy poznać nieco życia, nabyć doświadczenia w wielkim dworskim świecie; byli też niezwykle dumni ze swych rodów. Obojgu zależało również na niezawiedzeniu swojego pana ojca. Historia o tym, jak stary, prawdziwy, dzielny spotyka potężnego i ostrożnego - pomyślał żartobliwie, przypominając sobie z lekcji u maestra jak brzmiało wezwanie rodu Velaryon.
Słowa Jaehaerysa przyjął z uprzejmym uśmiechem, tak jak wypadało to zrobić. Choć chłopak dopuścił się wcześniej nietaktu, cała reszta ich rozmowy przebiegała wręcz wzorowo. Odpowiednie słowa, odpowiednie gesty, odpowiednie nastawienie. Fion nie odczuwał jednak, by było sztywno, traktował towarzysza z niefałszywą sympatią. Choć musiał przyznać, że gdzieś w przydrożnej tawernie, przy kufle ale, anonimowo, poczułby się o wiele swobodniej. I tak mógłby traktować też Jaehaerysa.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Będę modlił się o wasz bezpieczny powrót do domu, przyjacielu. Tam skąd pochodzę moc sztormów i burz poznaje się szybciej niż ciężar miecza w dłoni - przyznał spokojnie, choć w tamtym momencie mógłby przywołać dziesiątki obrazów ze Stonehelm. Błyskawice rozrywające niebo, huki głośniejsze niż jakikolwiek inny dźwięk, fale zalewające statki... - Podróż lądem, jaka czeka mnie i moich ludzi, na pewno będzie spokojniejsza.
Tym razem trochę zdziwiło go, że chłopak, który tak biegle żonglował imionami historycznych postaci, nazwami miejsc, zamków i rodowych haseł, nie był pewny co do położenia Stonehelm. Może miał ku temu jakiś powód? Nie było to jednak nic podejrzanego, Fion szybko odrzuci więc tę myśl.
- Zgadza się, Stonehelm leży nad Morzem Dornijskim. Zamek stoi przy samym ujściu rzeki, nie będziesz miał więc problemów z wpłynięciem do naszej przystani nawet największym okrętem - wyjaśnił. - Twoje odwiedziny, długie czy krótkie, uradują mnie niezmiernie.
Bo przecież po to tu przyjechał. Poznawać świat, poznawać ludzi. Zdobywać przyjaciół dla ojca i całego rodu, ale też po prostu dla samego siebie, bez żadnego większego podłoża politycznego. Lecz kto wie, jeśli ich znajomość rozwinie się, przemieni w prawdziwą przyjaźń, być może rody Swann i Velaryon staną się bliskimi sojusznikami. Wiedział jednak, że nie może naciskać, gdyż swoją zaborczością mógłby zniechęcić Jaehaerysa. Wyraził już wystarczające chęci przyjęcia towarzysza w Stonehelm, resztę musi pozostawić jego chęciom. Sam z ochotą odwiedziłby młodego Velaryona w Driftmarku.
Przez chwilę jedli to, co nałożyli sobie na talerze i słuchali granych pieśni. Wzrok Fiona powędrował na kilka pięknych i młodych niewiast rozmawiających między sobą oraz chichoczących dyskretnie. Coś wpadło mu do głowy i nachylił się do Jaehaerysa.
- Jeśli mogę spytać... Posiadasz już jakąś wybrankę, Jaehaerysie? Czy któraś z dam jest ci pisana? - zapytał wesoło i szybko dodał: - Wybacz, jeśli jestem zbyt ciekawski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
13
Join date :
17/02/2016

PisanieTemat: Re: Stoły II   Nie Mar 13, 2016 5:32 pm

Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że słowa Fiona mogą być czystą uprzejmością miło było je usłyszeć. Zresztą Swann sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego i Velaryon nie miał powodów, by sądzić, że są wypowiedziane tylko z powodu dobrego wychowania. A właściwie jeden powód był. Byli w Królewskiej Przystani. Znał te mury z czasów panowania poprzedniego króla, u którego był giermkiem. Tu nie było trudno o ludzi fałszywych, ale syn lorda Driftmark i tak uważał, że są oni raczej wyjątkami. Nie zmieniało to faktu, że trafił na takich ludzi i jakaś niepewność pozostała. Jakiś opór w kontaktach z innymi. Miał tylko nadzieję, że kolejny raz nie wpadnie w ten sam bolesny schemat. Dobrze, że Fion zaraz coś dodał, bo Velaryon za bardzo zagłębiał się już we własnych myślach.
Jaehaerys nie wątpił, że podróż lądowa byłaby spokojniejsza, ale to właśnie morze miał we krwi Velaryon. Podróż morska była też często szybsza, zwłaszcza, gdy cel podróży leżał po tej samej stronie Westeros. W innych wypadkach żegluga była wręcz bezsensowna, jeśli chodziło o szybkość, nie o ilość przewożonych dóbr. Znów za dużo myślisz. Właściwie z tego powodu umknęła mu wypowiedź Fiona, kolejny raz potwierdzająca jego życzliwe zaproszenie. Dopiero pytanie o wybrankę sprowadziło go na ziemię.
- Wybrankę? - zapytał lekko zdezorientowany, gdyż początek wypowiedzi umknął jego uwadze. - Tak, tak. Znaczy nie - szybko sprostował. Jak mógł się tak zamyślić? - Nie jesteś zbyt ciekawski - powiedział pospiesznie zdobywając chwilę na zebranie myśli - Nikogo mi jeszcze nie obiecano, choć planowany jest ślub mojego brata – Powiedział już spokojniej. O tym usłyszał od matki, choć nie wiedział, jak bardzo oficjalna jest to wiadomość. - Pewnie po nim przyjdzie kolej i na mnie. Jeśli tak będzie to na pewno wyślę zaproszenie do Stonehelm. Byłbyś wtedy mile widzianym gościem - uśmiechnął się. Teraz naprawdę dziwił się, czemu w ogóle pomyślał, że Fion mógłby tylko kryć się pod maską uprzejmości. W końcu pytanie było bardzo miłe i co ważniejsze trafiło w odbiorcę, który często snuł myśli o swej przyszłej żonie. Zastanawiał się często, czy znajdzie w małżeństwie coś więcej niż obowiązek albo czy chociaż dostanie mu się urodziwa i miła panna. Czasem też zazdrościł, że nie ma więcej sióstr, bo wtedy mógłby pójść tą samą ścieżką co starszy brat. Choć to była raczej czysta zazdrość. Bracią wszystkiego zazdrościł.
- A ty Fionie? Jeśli już pytałeś, to i ja mam chyba prawo zapytać o to samo? Może kobieta pisana tobie jest tutaj? – zapytał z niekrytą ciekawością. Może i moja „wybranka” jest na tej sali, ale ja nic o tym jeszcze nie wiem. To była myśl zarazem intrygująca, jak i przerażająca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
25
Join date :
14/02/2015

PisanieTemat: Re: Stoły II   Nie Mar 20, 2016 10:02 pm

W tym przypadku Fion różnił się od Jaehaerysa. Młody łabędź nie posiadał tak wielkiej wiary w ludzi, nie odważyłby się sądzić, iż spokojnie może większości ufać. Jego ojciec wyraził się jasno, tuż po tym, jak oznajmił Fionowi, iż ten wyruszy do Królewskiej Przystani na największą uroczystość w Westeros. Jego czujność wzmogły też słowa Yvienne, powtarzającej mu dla otuchy dewizę ich rodu. W domu, w Stonehelm było inaczej, jednak w stolicy Swann nie ufał nikomu. Dla niego każdy tutaj może okazać się wrogiem, jakimś ukrytym przeciwnikiem. Mimo to w Jaehaerysie nie dostrzegł żadnego fałszu, wyglądało na to, iż chłopak jest wobec niego szczery, taki też więc był Fion. Poza tym, w tej grze trzeba mieć również sojuszników, nie tylko wrogów.
Ale nie rozpędzajmy się. Przecież byli jedynie młodym Swannem rozmawiającym z młodym Velaryonem. Nic poza tym. Fion musiał niezmiernie uważać, aby nie przesadzić ze swoją czujnością. Musiał robić wszystko tak, aby nie było tego widać. To był jego asekuracyjny plan i jak na razie wystarczał.
Jaehaerys wyglądał na zamyślonego, jednak pytanie o wybrankę zdało się go nieco obudzić i zaskoczyć.
- W takim razie czeka cię kolejne wielkie wesele - zauważył, a na kolejne słowa towarzysza skinął z wdzięcznością głową. - Dziękuję. Na pewno pozytywnie odpowiem na zaproszenie.
Fion również rozmyślał o swojej przyszłej wybrance, a im stawał się starszy, tym częściej mu się to zdarzało. Kim ona będzie? Jaka będzie, z wyglądu i z charakteru? Jaki ród złączy się z rodem Swann? Czy pokochają się? Miał ogromną nadzieję, że tak, jednak Fion wyrósł na człowieka gotowego poświęcić się całkowicie dla swoje rodu. Jeśli małżeństwo będzie godne dla całego domu, on również będzie się tak zachowywał, nie ważne co.
Zaśmiał się szczerze.
- Wiesz, Jaehaerysie, może właśnie tutaj jest. Szkoda tylko, że nic mi o tym nie wiadomo - powiedział z uśmiechem. - A tak na poważnie... Na razie i mi nie jest pisany nikt konkretny. Aczkolwiek od pewnego czasu wyczuwam w spojrzeniu mojego pana ojca pewne oczekiwanie. Myślę, że powoli zbiera się do podjęcia konkretnych działań w tej sprawie...
To była prawda. Po śmierci Marcusa lord Swann wreszcie dostrzegł w Fionie mężczyznę, nie chłopca, nie młodszego syna. Zdał też sobie sprawę, iż czas płynie nieubłaganie i trzeba zacząć działać. Dlatego właśnie puścił go do Stolicy, dlatego zaczął wspominać przy synu o małżeństwie i potomstwie, o przedłużaniu rodu.

Rozmawiali jeszcze długo, aż w końcu przyszła pora na dalsze części ceremonii. Fion podziękował Jaehaerysowi za miłą rozmowę, pozdrowił całą rodzinę przyjaciela i jeszcze raz zaprosił do Stonehelm. Ukłonił się i z uśmiechem odszedł od stołu, by udać się na swoje prawdziwe miejsce. Poszedł w stronę ławy, gdzie zasiadały rody z Końca Burzy.

/ztx2?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Stoły II   Nie Kwi 03, 2016 9:45 pm


Przeniesienie fabuły



Każdy z gości przebywających w Królewskiej Sali Balowej bądź tematach znajdujących się w subforum Sali przeniesiony został do tego tematu. Po wprowadzającym poście Mistrza Gry pojawi się post Aerysa Targaryena, później zaś kolejność pisania będzie dowolna.
Posty dodawać można do 7 kwietnia, później ponownie zainterweniuje MG, który zastrzega sobie prawo do wspomnienia również o tych postaciach, które do tego czasu nie napiszą posta w Ogrodach.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stoły II   

Powrót do góry Go down
 

Stoły II

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stołówka
» Mały salon
» Stołówka
» Sala Rzeźbionego Stołu
» Stołówka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-