a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Qoren Sand i Jezal Sand #2



 

 Qoren Sand i Jezal Sand #2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Qoren Sand i Jezal Sand #2   Sob Paź 31, 2015 3:58 pm


Starfall, dziewiąty księżyc 263 AL

*link*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Sandstone
Liczba postów :
51
Join date :
03/03/2015

PisanieTemat: Re: Qoren Sand i Jezal Sand #2   Sob Lis 07, 2015 11:15 am

Za zaistniałą sytuację mógł winić wyłącznie siebie.
Nie Edrica, nie Qorena, nie zbłąkaną strzałę, która dosięgnęła bękarta z Hellholt – nikogo, tylko siebie.
Gdyby tylko upierał się mocniej, gdyby tylko zaparł się i powiedział Księciu, że nie zostanie w High Hermitage i wraz z resztą ruszy na Starfall… może wtedy nie musiałby patrzeć na umierającego przyjaciela. Może wtedy Sand nie zostałby raniony. Może… może to teraz on leżałby teraz na miejscu Qorena? Trawiony przez gorączkę, zlany potem, oderwany od rzeczywistości, majaczący w najlepsze, rozmawiający z człowiekiem, który przebywał dziesiątki, setki mil stąd. Z kimś, kto od grubo ponad roku nie stąpał po dornijskiej ziemi. Z kimś, kto nie jeszcze nie wiedział o obrażeniach Sanda.
Z kimś, kto – powoli, dla siebie nieświadomie – nieuchronnie tracił zmysły.
Jezal wiedział, że to na nim spocznie nieprzyjemny obowiązek powiadomienia Trystana o chorobie Qorena – wiedział, że spędzi nad listem dwie, trzy nieprzespane noce, próbując ubrać w jak najłagodniejsze słowa przykrą prawdę. Wiedział również, że jego wysiłki pójdą na marne, bowiem nawet najbardziej kwiecisty język i barwne określenia nie będą w stanie zatuszować przerażających wieści, nie zrekompensują księciu bolesnej świadomości, że…
… że nie mógł być przy bękarcie w chwili, gdy ten najbardziej go potrzebował.
Że nie usiadł na brzegu posłania, pocieszając go cicho, bez cienia niepokoju – tak, jak potrafił tylko Trystane. Że w końcu to nie jemu było dane wysłuchać słów bękarta z Hellholt, że nie przerwał jego wywodów stanowczym zakazem, że nie mógł jednym, jedynym rozkazem sprowadzić do namiotu maestra i zadbać o to, by Qoren otrzymał należytą, zbawienną opiekę.
Nie mógł zrobić nic, ponieważ wciąż o niczym nie wiedział – a kiedy się dowie… może być za późno.
Uczucie bezsilności będzie dla młodego Martella po stokroć bardziej bolesne i doskwierające niż dla Jezala – wszak bękart z Sandstone był na miejscu, rozmawiał z Qorenem, podał mu wodę, dotykał rozpalonego czoła, mógł uczynić coś, cokolwiek, byle tylko Sand nie zdechł tutaj jak porzucony pies. Mimo to wysłanie listu stanowiło konieczność, obowiązek, dług wobec Trystana, który należało spłacić.
Będzie cierpiał, czytając treść wiadomości… ale zasługiwał na dar wiedzy.
Przynajmniej tyle Jezal będzie mógł dla niego zrobić. Tylko tyle.
Aż tyle.
Teraz wszak skupić musiał się na Qorenie, który wciąż był daleki od odzyskania jasności myśli – zamglone, przesłonięte mgiełką bólu spojrzenie uparcie tkwiło w bękarcie z Sandstone, słowa zaś nadal kierowane były do księcia, każde słabe uderzenie serca przeznaczone było wyłącznie dla niego… i Jezal nie mógł winić o to swego przyjaciela.
Nie po kolejnych zdaniach wypływających z jego ust.
Gdzieś bardzo głęboko w piersi serce zacisnęło się boleśnie, niczym wysuszone przez bezlitosne słońce jabłko – Sand przygryzł mocno wewnętrzną stronę policzka, mimo wszystko nie spuszczając wzroku z Qorena. Przeczucie podpowiadało mu, że nie powinien odwracać spojrzenia, nie powinien okazywać własnej słabości – nie w momencie, gdy bękart z Hellholt błagał o opiekę nad własną córką.
W tej chwili młodszy Dornijczyk pojął, iż nie tyle musi uratować życie Sanda… co winien to zrobić.
Zasługiwał na to – do cholery, jak nikt inny na to zasługiwał.
- Będzie bezpieczna – odparł cicho, ponownie zwilżając wodą szmatkę tkwiącą na czole Qorena. – Wiesz, że to już duża dziewczyna, poradzi sobie – ledwie zauważalny cień uśmiechu przemknął przez usta Jezala…
… bez okazji zagoszczenia tam na dłużej – wszystko przez wyraz najwyższej dezorientacji, jaki pojawił się na twarzy Sanda tuż po kolejnych słowach Qorena.
Ty co?
Ty mnie… a raczej księcia – co?

Jezal wpatrywał się w milczeniu w bękarta z Hellholt, w zupełności ignorując fakt, iż ten choć po części odzyskał jasność zmysłów. Dłoń młodszego Dornijczyka zamarła tuż nad czołem Qorena, spojrzenie zaś wyrażało… zdziwienie?
Dezorientację?
Narastającą radość?
- Pierdol się, Sand – przez ściśnięte gardło w końcu przedostały się sylaby, na ustach zaś zakwitł uśmiech, który rozlał się po ciele ciepłą, uspokajającą falą – Pierdol się Ty i Twój koń, prędzej będę jeździł na ośle – ciałem Jezala wstrząsnął krótki, cichy śmiech, gdy ostrożnie poklepał Qorena po dłoni, kiwając mimowolnie głową.
- Wrócisz do zdrowia, rumak jeszcze Ci się przyda. W końcu… - młodszy Sand przerwał na moment, pozwalając, by bękart z Hellholt zaczerpnął powietrza - … w końcu z kimś muszę jeździć na dziwki, co? Poza tym jesteś mi winien pięć złotych smoków, nie myśl, że śmierć anuluje ten dług.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Qoren Sand i Jezal Sand #2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Karczma :: Strefa Mistrza Gry :: Retrospekcje-