a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Ścieżka Sióstr



 

 Ścieżka Sióstr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Ścieżka Sióstr   Sob Kwi 27, 2013 4:08 pm

Stara ulica, na której często można spotkać podejrzanych ludzi. Biegnie prosto między wzgórzami Rhaenys i Visenya, od której zresztą wzięła nazwę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Czw Maj 09, 2013 8:57 pm

Za długo już siedział na balu. Wypił trochę wina, zapełnił żołądek, a kiedy posłuchał fałszowania śpiewaków oraz kilku pieśni, mógł w spokoju zająć się sprawami większej wagi. Załatwił w sumie to, co miał załatwić, ale nie był do końca z tego zadowolony.
Aidan Stark wydawał się rozsądnym człowiekiem, choć był bardzo młody i nie do końca orientował się w wszelkich zawiłościach polityki i dyplomacji. Sprawa była poważna i to bardzo, ale na szczęście pierwsze lody zostały przełamane... może i kwestia ziemi nie jest tym, co tak bardzo chciał uzyskać stary Frey, ale źle nie jest. To wszystko jest częścią jego planu, a kolejny etap wymagał kogoś zaufanego spoza ludzi wysoko urodzonych. Kogoś, kto nie cofnie się przed niczym, a na pytanie "zabijesz niemowlę u matczynej piersi" odpowie "za ile?".
Opuścił bal, tłumacząc się problemami zdrowotnymi. W jego wieku to normalne, że długie przebywanie w pełnym ludzi pomieszczeniu może odbić się niekorzystnie na stanie zdrowie, więc wziął kilku zaufanych strażników i wyszedł zaczerpnąć tchu. Przynajmniej oficjalnie, bo nieoficjalnie to udał się w pewien szczególny rejon Królewskiej Przystani.
Ścieżka Sióstr. Stara, prosta ulica, pomiędzy wzgórzami, dość daleko od Czerwonej Twierdzy. Idealne miejsce dla kogoś takiego, jak Walder. Był stary, w niezbyt bogatych i zdobionych ubraniach, z kilkoma zbrojnymi dla ochrony; nie rzucał się w oczy tak bardzo, jak niektórzy z tutejszych ludzi. Spacerował wolno, szukając kogoś, kto byłby odpowiedni według jego pokrętnego umysłu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Maj 12, 2013 3:59 pm

Śmiech i tańce rozweselonych przyjezdnych. Zacne głowy zjechały się z każdego zakątka tych ziem, tylko po to by oddać pokłon potomkowi ludzi, którzy niegdyś zagrabili ich prawa i tytuły. Teraz wznosili puchary i zgodnie skłaniali głowy przed swoim nowym władcą. Panem, który zasiada na żelaznym tronie wykutym z mieczy pokonanych wojowników. Jakby nie dosyć było ich hańby. "A w tej wielkiej sali po obu stronach metalowego krzesła powsadzał sobie pan Król prawdziwe smocze czaszki", uświadomił go przed kilkoma dniami handlarz na portowym targu. Nie o tego Króla mu chodziło, tamten nosił inny przydomek. Jaki zyska ten, czas miał pokazać.

Joss zadarł głowę wysoko, spoglądając na majestatyczne mury zamku o siedmiu wieżach. Czy on byłby w stanie skłonić się przed uzurpatorem, zasiadającym na widocznym dowodzie klęski przeszłych pokoleń? Zanim jednak przyszła mu do głowy dobra odpowiedź, rozejrzał się wokół. Im dalej od murów twierdzy, tym bardziej mieszkańcom Królewskiej Przystani było wszystko jedno. Byleby mieli pełne brzuchy i czym napełnić trzos. Ot, prawdziwe życie. Bez przepychu, wielkich sal ze smoczymi głowami i marzeń o cudzej koronie.
- Byleby gardło nie było suche! - zawołał jakiś opasły mieszczanin do kamrata siedzącego przy tym samym stole. To Jossowi uświadomiło, że czas by zadbać o łóżko na tę noc. Wedle wskazówek innego przechodnia, miał się kierować ku alei Węgorzy na wzgórzu Visenyi. Tam też podążył, wybierając najkrótszą drogę. Pustoszała stopniowo, a mijani kierowali się raczej w przeciwną stronę niż odziany w czerń mężczyzna.

Do czasu, gdy na drodze wyrósł mu wpierw jeden, potem drugi słusznej postury człek.
- Złaź z drogi! - zakrzyknął władczo ten pierwszy, jakby to i jemu i kilku innym za jego plecami prawnie się należała. Nhai nie przywykł do ustępowania, chyba że przed starszym, bądź silniejszym ramieniem.
- A to dlaczego? - odparł spokojnie, nie tracąc nic z rezonu.
Hardy zbrojny nie wysilił się na odpowiedź, z miejsca dobywając ostrza. Do połowy odsłonięte, nie zrobiło na włóczędze większego wrażenia, toteż przyszło mu na myśl, żeby dać mu solidną nauczkę. W zamierzeniu pewnie miało błysnąć złowrogo przy zakapturzonej szyi opornego łazęgi, ale zamiast tego zostało odbite jednym, sprawnym ruchem. Na co za plecami zbrojnego, jak na komendę, zaświeciło się jeszcze kilka, równie dziarsko dobytych mieczy. Nhai nie zyskując nic na czasie, zbił kolejny z ciosów i błyskawicznie, zanim ten zdołał dokończyć swoją nieporadną ofensywę zaatakował potężnym uderzeniem z góry. Finalnie stał naprzeciw "rozbrojonego zbrojnego" trzymając ostrze tuż przy jego krtani i bacznie mierząc wzrokiem pięciu pozostałych, gotowych do zaprezentowania swoich umiejętności. Tego, czy raczej czegoś zupełnie innego. Nie trzeba było wiele, by zrozumiał. Szpaler wojowników nie gotował się do potyczki o życie kamrata, ale osłaniał sylwetkę siwego starca.
- Chciałbym w spokoju dokończyć mój spacer, Panie - zawołał w tamtym kierunku - Byłbym zobowiązany, gdybyś odwołał swoich ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Maj 12, 2013 4:26 pm

- Dość! - zakrzyknął, na co zbrojni momentalnie opuścili swą broń. Był wysoko urodzonym człowiekiem i może nie pochodził z wielkiego rodu, to jednak jakiś posłuch u ludu miał. Ryzykowna rzecz, takie domaganie się spokoju u uzbrojonych osób, ale Walder chciał pokazać wprost, że nie ma złych zamiarów. Zresztą, umiejętności tego włóczęgi były naprawdę imponujące. W ciągu paru chwil samotnie poradził sobie z doświadczonymi wojownikami. Starzec uśmiechnął pod brodą, pogrążając się na chwilę w myślach. To była okazja, której nie mógł przegapić.
Zamieszanie nie było zresztą tym, co Walder chciał osiągnąć. Liczył na spokojny spacer, odprężenie i dotlenienie świeżym powietrzem, po długich i wyczerpujących rozmowach i zabawach w Czerwonej Twierdzy. Opuścił bal ku czci Aerysa pod pretekstem zdrowia, co mógł potwierdzić, każdy kto znał starego Freya - serce od zawsze miał słabe, a z wiekiem to się tylko pogłębiło. Potyczka i rozlew krwi w uliczce w głębi miasta nie był więc w żadnym wypadku rzeczą pożądaną przez starego człowieka.
- Racz wybaczyć, panie. Zaszło... nieporozumienie. Mam nadzieję, że nic ci nie jest? W imieniu całego swego rodu kajam się i obiecuję, że podobna sytuacja się nie powtórzy. Spacer możemy dokończyć wspólnie, wydajesz się być interesującym człowiekiem. I chyba kogoś takiego szukam. - odpowiedział po chwili, uśmiechając się szerzej. Dłonią wykonał kilka gestów, dzięki którym zbrojni momentalnie się rozstąpili i schowali broń, jednak nie spuszczali wzroku z tajemniczego i podejrzanego włóczęgi. Chociaż czy to mógł być włóczęga? Walder swoje przeżył, wielu widział wojów, nieraz i z dalekich zakątków Westeros, jednak z kimś takim spotkał się po raz pierwszy w całym swoim długim życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Maj 12, 2013 4:55 pm

Nhai ze spokojem obserwował, jak dobyte miecze wracają na swoje miejsca, demonstrując pokojową postawę reszty zbrojnych, Wreszcie i on opuścił swój i cofnąwszy się o kilka kroków, obserwował jak najhardszy z tej ekipy podnosi z ziemi własny oręż. Twarzy nie osłaniał mu już kaptur a ciemne oczy uważnie wpatrywały się w obcą sobie gromadę wojowników. Przypominał nieufne, dzikie zwierzę które, gdy obcy podejdzie zbyt blisko, sięga po ostre argumenty.
Nic dziwnego, że gdy starzec zwrócił się do niego, wyraz twarzy miał mało skory do przyjacielskich paktów.

- Nie znam twego rodu, Panie - mężczyzna ukrył swój miecz za pasem - ale jeśli służą mu jedynie tacy wojownicy, trzeba ci wielu cór i synów, żeby zapewnić mu przetrwanie.
Ostatnie słowa były skierowane bardziej pod adresem pokonanego strażnika, który choć w myślach widział już włóczęgę bez głowy, z czerepem toczącym się w brudzie i kurzu ulicy, to stał dalej potulnie, pomny rozkazów swojego pana. Jak szczeniak, pomyślał Nhai, uśmiechając się nieznacznie. Zbliżywszy się do starca, odparł:
- Przyjmuję tę obietnicę, ale nazbyt jesteś szczodry, ofiarowując mi swoje towarzystwo. Zmierzałem do gospody, żeby przepłukać gardło. Jeżeli i tobie, po tym zamieszaniu trzeba ugasić pragnienie, śmiało, masz moje towarzystwo. Jeśli rzeczywiście takiej rozrywki szukasz - roześmiał się przy tych słowach, wskazując starcowi kierunek. W jego mniemaniu właściwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Maj 12, 2013 5:16 pm

Pokiwał ze zrozumieniem głową. Albo ten człowiek był kimś z gminu, co jednak przeczyło jego umiejętnościom, albo błędnym rycerzem z dalekich stron, albo nie pochodził z Westeros. W innym przypadku z całą pewnością by słyszał o rodzie, z jakiego pochodził Walder. Ba, dla niektórych wystarczyłby nawet rzut oka na starca i ludzi, którzy go otaczają, by zorientować się, że to ludzie z Dorzecza, z Bliźniaków nad Tridentem.
- Nazywam się Walder, z domu Frey. Nestor rodu i pan Przeprawy, cała przyjemność po mojej stronie. I gwarantuję, moja sakiewka pomoże przepłukać nasze gardła. Prowadź, panie. - skłonił się, z jedną ręką na sercu, przedstawiając swoją osobę i sugerując, że opłaci pobyt w najbliższej karczmie. Stać go było na to, a i sama obecność kogoś wyżej urodzonego może dobrze wpłynąć na taki przybytek. O bezpieczeństwo nie musiał się martwić, miał przy sobie kilku zbrojnych, a i nowo poznany jegomość również wydawał się być w stanie zadbać o swoje zdrowie i życie. A kto wie, może i nawet o życie Waldera. Za pieniądze można w sumie kupić wszystko.
Uśmiechnął się lekko, czego jednak nie było widać spoza brody i czekał, aż tajemniczy nieznajomy ruszy. Frey niezbyt orientował się w tutejszych karczmach, wieki minęły, odkąd ostatni raz był w takim przybytku. Niech jego towarzysz prowadzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Pon Maj 13, 2013 5:35 pm

M G

Bogowie są kapryśni, zarówno starzy jak i nowi. Nestora Rodu Freyów zainteresował obcy mu człowiek o niewiadomym pochodzeniu i zacnych umiejętnościach w robieniu mieczem. Szybko zostało zażegnane nieporozumienie, zbrojni schowali miecze, a gdy mężczyźni dogadali się i ruszyli dalej, oni ustawili się w eskortę.
Daleko jednak nie uszli, gdy za ich plecami, od strony ulic wiodących w stronę zamku dało się słyszeć jakieś zamieszanie. Mimo, że o tej porze nawet takie uliczki przestają być tłoczne, bo wszyscy rozsądni ludzie chowają się w domostwach i ryglują okiennice, dobiegły mężczyzn odgłosy biegu, krzyków i przepychanki. Pewnie straż goniła jakiegoś złodziejaszka albo gwałciciela. Kto wie.
Jeśli który był taki ciekawy by swe zacne oblicze odwrócić po kilku uderzeniach serca zobaczyłby męską postać o niezidentyfikowanych przez mrok szczegółach, biegnącego jak wiatr w ich stronę. Nic dziwnego. Straż miejsca każdej nocy interweniuje co najmniej po kilka razy w różnych sprawach, w tym wielkim i niekoniecznie bezpiecznym o tej porze mieście. W rękach nie każdego jednak uciekającego oprycha błyszczy stal. Ten trzymał w obu dłoniach jakieś krótkie ostrza, sztylety zapewne. Gdy zza zakrętu za nim wypadł jeden ze ścigających, oprych błyskawicznym i śmiertelnie precyzyjnym rzutem trafił strażnika sztyletem w krtań. Biedaczysko zwalił się na ziemię dławiąc się własną krwią i usiłując złapać oddech. Nie miał szans. Za kolegą wyłoniła się dalsza grupa pościgowa. Oprych był coraz bliżej Waldera i Jossa. -W imię króla STAĆ! Zatrzymać go! Zamachowiec! - Wrzeszczał ktoś z pościgu, który niestety odstawał od uciekiniera... jaki mąż w ciężkim pancerzu czy napierśniku dogoni zdrowego łotra w lekkim ubraniu?
Straże Waldera chwyciły za rękojeści mieczy, ale czekali na dalszy rozwój spraw, nie zrobią nic bez rozkazu, chyba, że ich pan znajdzie się w tarapatach. Zamachowiec, jak go określił pościg, biegł pełną szybkością, nawet nie zawracając sobie głowy kogo mija po drodze.



Kolejność dowolna panowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Pon Maj 13, 2013 6:45 pm

Do karczmy przy Alei Węgorzy wieść miała droga długa i prosta, jak lance tutejszych wojowników. O tym, że z rzeczywistością miało to tyle wspólnego, co dziwkarskie bajdurzenia, Joss miał się za chwilę przekonać na własnej skórze. Póki co, ramię w ramię z nowo poznanym lordem ze szlachetnego domu Freyjów, przemierzał kolejne metry drogi, dzielącej ich od życiodajnego napitku, mającego ukoić skołatane nerwy i wyschnięte gardła. Nhai bez zawahania przystał na propozycję zapłaty, tym bardziej, że na dostatek monet nie narzekał. A po drugie, ciekawiło go, co też ten zacny człowiek miał na myśli mówiąc, że trzeba mu kogoś takiego, jak Joss.
- Musisz mi wyjaśnić, panie Frey, co oznacza tytuł pana przeprawy w tych stronach. Na nieobeznanego ucha jak moje, brzmi to niczym przydomek kapitana statku. A, wybacz panie, na wilka morskiego nie wyglądasz - roześmiał się po raz kolejny Joss i zanim jego towarzysz zdołał odpowiedzieć, wyjaśnił - Przybyłem jakiś czas temu z Essos. A jako, że tytułami pochwalić się nie mogę, mów mi panie...

Imię nie padło. Zamiast tego od przeciwnej strony doszły ich uszu najpierw krzyki, potem przepychanki, wreszcie tupot ciężkich nóg i wołanie z oddali. Uciekinier, którego ścigano, był całkiem sprawnym nożownikiem. Błyskawicznie poradził sobie z doganiającym go mężczyzną i momentalnie przyśpieszył, zyskując przewagę nad resztą goniącej go grupy. Teraz przed sobą miał, oprócz dwóch mężczyzn idących na przedzie, cały szpaler zbrojnych, gotowych udaremnić jego ucieczkę w mgnieniu oka. Co mógł więc zrobić, jeśli nie zaatakować po raz kolejny? Chociażby dla odwrócenia uwagi.

Joss nie był pewny, czy to, co zobaczył w ręku przeciwnika, było kolejnym ostrzem, wymierzonym w torującego mu drogę człowieka, czy tylko sztuczką własnego umysłu. Instynktownie odepchnął lorda Freya, zmuszając go do zejścia z linii ataku. Jakieś inne ciało zwaliło się na ziemię, a w tym czasie Nhai rzucił się do przodu. Nie sięgnąwszy po broń, gołymi rękoma powalił na ziemię uciekającego. To znaczy, próbował.


Ostatnio zmieniony przez Joss Nhai dnia Wto Maj 14, 2013 3:16 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Pon Maj 13, 2013 7:42 pm

Wszystko zaczynało się powoli układać w jedną, zgrabną układankę, które za młodych lat Walder miał do zabawy. Nowo poznany towarzysz wydawał się być w porządku, pomijając oczywiście to, że niemal doszło do rozlewu krwi z jednym z gwardzistów Freya. Konflikt został jednak zażegnany i po krótkiej wymianie zdań gromadka dorosłych mężów ruszyła w kierunku jednej z karczm, by opróżnić swe sakiewki - a raczej jedną sakiewkę, Waldera.
Stary Frey nie krył zdumienia, kiedy okazało się, że rozmawia z przybyszem aż z Essos; przeżył ponad pięćdziesiąt dni imienia, ale dopiero teraz spotkał się z kimś z tak dalekich stron. Znajomość ta może przerodzić się w coś naprawdę interesującego, a wszystko to rozwiąże się przy kuflu piwa czy taniego wina oraz misie parszywego jadła.
Bogowie są jednak kapryśni i podróż do karczmy nie dojdzie do skutku, przynajmniej na razie. W oddali widać było jakieś zamiesznia, ktoś zaczął krzyczeć coś o zamachowcu, a choć Frey był stary, to słuch miał dobry i wiedział, że takie słowa nie wróżą niczego dobrego. Już kładł dłoń na rękojeści miecza wiszącego u pasa, kiedy został gwałtownie odepchnięty przez swojego towarzysza, którego imienia nie dane mu było poznać.
- Na Siedem Piekieł! - zakrzyknął Walder, próbując się podnieść z ziemi, przy pomocy jednego strażnika. Odtrącił pomocne ramię i momentalnie rozkazał, by dwóch zbrojnych ruszyło na pomoc przybyszowi z Essos, a reszta zabezpieczyła drogę, by nikt nie uciekł. Rycerze z Bliźniaków wyjęli swe miecze i błysnęła stal, jednak nie atakowali, tylko ubezpieczali swego pana oraz bezimiennego dla Waldera Jossa, trzymającej się w bezpiecznej odległości. Wspomniana wcześniej dwójka nie wyjęła mieczy, tylko ruszyła do pomocy z gołymi dłońmi.
Broń biała w takiej sytuacji nie była najlepszym wyjściem, wystarczyłby bowiem jeden fałszywy ruch, a posoka zacznie płynąć z sojusznika, nie wroga. Walder modlił się w duchu do Wojownika, by dodał sił jego ludziom i do Ojca, by sprawiedliwie osądził to starcie. Sprawiedliwie, czyli na korzyść ludzi z Bliźniaków oraz przybysza zza Wąskiego Morza. Przewaga trzech do jednego powinna wystarczyć, by obezwładnić napastnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Pon Maj 13, 2013 9:18 pm

M G

No i plany upicia się ale wyparowały... przynajmniej na jakiś czas. Zamieszanie szybko sięgnęło Lorda Przeprawy i jego towarzysza z daleka. Zamachowiec widać nieco zaskoczony tym, że o tej porze widzi jakiegoś lorda i zbrojnych w takim miejscu postanowił w biegu zrobić sobie miejsce, albo przynajmniej spróbować. Wyrzucił wcześniej jeden nóż, w drugiej miał jednak gotowy następny. Joss dobrze odczytał zamiary zbiega, który posłał ostrze w powietrze i gdyby nie gwałtowne pchnięcie wędrowca, sztylet zapewne zatopiłby się w piersi starego lorda nie jednego z jego strażników. Walder Frey usiłując wstać krzyczał rozkazy do swoich ludzi, którzy bez szemrania wykonywali polecenia, a tymczasem, zbieg dopadł już do grupki, a Joss do zbiega. Nie był on jednak zwykłym rabusiem, czy podrzędnym zabójcą. Joss nie miał pojęcia, z resztą Frey też, że stanęli oko w oko z niedoszłym królobójcą. Joss usiłował złapać zamachowca, na co ten zrobił błyskawiczny zwrot i przerzucił wędrowca przez bark prosto na jednego ze strażników. Ruszyłby ponownie, gdyby nie rozkazy Freya... albo raczej strażnicy, którzy je wypełniali i zagrodzili dalszą drogę. Za plecami pościg, przed sobą przeszkoda... no niezłe bagno nie ma co. Mężczyzna jednak nie dał za wygraną, wykorzystał błąd strażników, którzy nie wyciągnęli oręża... no z jednej strony w porządku, bo było tu dość tłoczno, ale z drugiej strony to uskrzydliło mordercę. Z pasków skrzyżowanych na piersi już w biegu wyciągnął kolejne noże i nim nieuzbrojeni strażnicy zdołali zacisnąć na nim swoje urękawicznione dłonie z ich gardeł popłynęła krew. -Zatrzymać go! Zatrzymać! - Wrzeszczała pogoń, której została do przebycia ostatnia prosta.
U stup zamachowca padły dwa kolejne trupy i miał wolną drogę...

Zamachowiec rusza do dalszej ucieczki. Joss podniosłeś się na nogi w chwili kiedy on powalił dwóch strażników. Nie masz obrażeń. Walder Stłukłeś sobie kolano, boli, będziesz jakiś czas kuśtykał. Starość nie radość.

Na przyszłość proszę pisać posty w czasie niedokonanym, opisując co nasza postać chce zrobić i ewentualności. O rezultacie decyduję ja.

Kolejność: dowolna
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dorzecze, Bliźniaki.
Liczba postów :
78
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Wto Maj 14, 2013 1:00 pm

Zdusił w sobie przekleństwo, kiedy poczuł ból w nodze. Nie to jednak najbardziej zabolało Waldera, o nie. Widok padających trupem gwardzistów, którzy służyli mu od wielu lat był znacznie bardziej bolesny, bo uderzał nie w ciało, a w psychikę i duszę mężczyzny. Frey pamiętał tych mężów od zawsze, pamiętał, jak byli małymi dziećmi, uczącymi się walki drewnianymi mieczami, jak dorastali, jak brali udział w turniejach, jak starali się przynieść chwałę swoim ojcom i panu, któremu służyli. Teraz stracili życie, po części z winy Waldera.
- Zabić. - powiedział cicho, ale wystarczająco głośno, by pozostali przy życiu gwardziści zrozumieli, czego domaga się stary Frey. Błysnęła stal i czterech rycerzy z Bliźniaków ruszyło do walki, by dorwać i powalić zamachowca. Walder nie przejmował się nadciągającymi posiłkami i ich krzykami, by zatrzymać napastnika. Miał święte prawo, by go zabić, ten psi syn zamordował w końcu dwóch jego ludzi!
Czterech rycerzy, świetnie wyszkolonych i uzbrojonych oraz Joss, przybysz z Essos z jednej strony. Z drugiej nadciągającą pogoń, która zapewne też do najsłabszych nie należy. A pomiędzy tym wszystkim zamachowiec, których choć uzbrojony, musiał być już zmęczony walką i ucieczką.
Walder również wyciągnął miecz, jednak nie po to, by walczyć, brońcie bogowie. Skierował broń ostrzem w dół i oparł się na broni niczym na lasce, przyglądając się wszystkiemu z boku.
- Nie wiem kim jesteś, panie, nie wiem co zrobiłeś i dlaczego jesteś ścigany, ale wiem jedno. Zamordowałeś moich ludzi, w imieniu Siedmiu zasługujesz na śmierć. - odparł głośno i wyraźnie, zaciskając z bólu zęby. Kiedy to wszystko się skończy, będzie musiał naprawdę udać się do karczmy i wypić solidny kufel ale albo i czegoś mocniejszego, by zdusić ból kolana. Dopiero potem uda się do maestera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Zza Wąskiego Morza
Liczba postów :
21
Join date :
03/05/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Wto Maj 14, 2013 3:52 pm

Mężczyzna dźwignął się z ziemi, kompletnie zaskoczony takim obrotem spraw. Miał przed sobą człowieka o nieprawdopodobnych umiejętnościach. Przed momentem na jego oczach pozbył się lidera goniącego go peletonu. Chwilę potem, wymęczony po długim biegu, z łatwością odparł atak, przerzucając Jossa przez ramię, nie jak rosłego mężczyznę o solidnej masie, ale niczym wychudzoną dziewoję. W dodatku nim Nhai zdołał się podnieść, na ziemi leżało już dwóch błyskawicznie unieszkodliwionych ludzi Freya. Jak tego dokonał? Widocznie sprzyjali mu Bogowie, zsyłając nadludzkie siły i oko sprawniejsze, niż u wprawnego myśliwego. Joss znał wielu bogów i bogiń, moc zaklęć krwi i potęgę pradawnych wierzeń, ale jeśli szło o sprawność w walce, żadne modły nie mogły równać się wyuczonym umiejętnościom. Tych uciekinierowi nie brakowało. I gdyby to od Jossa zależało, zamiast próbować pozbawić go życia, uścisnąłby z uznaniom prawicę. Nawet za cenę jej utraty.

Sytuacja nie była łatwa. Czertach gwardzistów torowało drogę uciekinierowi. Dobywszy mieczy, na rozkaz swojego pana, gotowali się do ataku. Komenda padła jednoznaczna, poparta dodatkowo kwiecistą przemową rozsierdzonego lorda.
Nhai zacisnął rękę na głowni i po raz kolejny tego dnia wyciągnął swój oręż. Gwardzista, który kilkanaście minut temu to jemu z hardością wściekłego ogara zstępował drogę, rzucił się na uciekiniera. Wędrowiec tym razem dobre maniery schował w kieszeń. Nie czekawszy na swoją kolej, ruszył do przodu, zadając mocne pchnięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
342
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Wto Maj 14, 2013 5:41 pm

M G

Czyż zwykła przechadzka zwykła ulicą nie może stać się przygodą życia? Owszem i może, co dzisiaj właśnie udowodniono. Lord i podróżnik zza Wąskiego Morza idący razem do karczmy spoić się wzajemnie ale, a tu niespodzianka. Nie każdy ma takie... szczęście?
Walder co prawda ucierpiał, kolano bolało, ale to zamachowiec miał większe problemy, zwłaszcza, że straż Freya wyciągnęła w końcu broń. Morderca stanął naprzeciw czterech... o przepraszam, pięciu uzbrojonych w miecze mężczyzn, którzy chcieli go zaszlachtować, sam miał jedynie jeszcze kilka sztuk ostrzy do rzucania przy paskach na piersi... to niewiele i zdecydowanie zbyt mało by móc parować długi miecz.
Uciekinier posiadał jednak nieprzeciętne umiejętności, a jego ruchów nie krępował żaden pancerz, zdołał uniknąć pierwszego cięcia mieczem, złapać za nadgarstki i przepchnąć strażnika, który chciał rozpłatać mu od góry czaszkę i odskoczyć, by przygotować się na atak kolejnych. Niestety, był wśród jego oponentów ktoś, kto nie był strażnikiem, ale obnażył przeciw niemu stal. Napastnik próbował odskoczyć, uchylić się jakoś przed pchnięciem miecza, ale nie podołał. Nie miał gdzie uciekać, za plecami już miał strażników Lorda Przeprawy. Miecz gładko przebył ubranie i zatopił się w brzuchu napastnika, którego twarz wyrażała pełne zdziwienie. Nadziany na miecz jednak nie wydobył z siebie ani jednego dźwięku. Nie krzyknął, nie przeklął mordercy, nie wzywał pomocy, która i tak by nie nadeszła, nie wołał bogów. Osunął się na ziemię patrząc w oczy Jossa, póki jego własne nie zgasły na wieki.
-Mieliście go złapać na siedem piekieł! - Zawył nowy lider pościgu kiedy w końcu zatrzymał się przy grupce walczących. Popatrzył po nich i z lekkim opóźnieniem poznał Freya. -Lordzie. Błagam o wybaczenie. - Skłonił się i popatrzył na świeże ciało zamachowca. Za nim dobiegła reszta grupy... naprawdę spora, co najmniej tuzin uzbrojonych mężów. -Wasza lordowska mość... ten człowiek... on próbował zabić Jego Miłość, naszego króla Aerysa II. - Poinformował zdyszanym głosem, w którym słychać już był służbowy ton. -Czy on... sprawdźcie czy on nie żyje! - zreflektował się i wydał polecenie. Dwóch równie zdyszanych gwardzistów podeszło do ciała i zbadało je i przeszukało. Mężczyzna był martwy, bez dwóch zdań, zabrano mu pozostałe mu cztery sztylety. Prócz tego nie miał przy sobie innej broni. teraz dopiero każdy mógł mu się przyjrzeć. Mężczyzna był zwyczajny, urodę miał pospolitą, brązowe włosy, szara twarz, to taka osoba, którą zapomina się natychmiast po zobaczeniu, idealna na zamachowca, nie rzucająca się w oczy. Ciekawostką było to, że nie miał języka.
-Lordzie Frey, muszę odeskortować Waszą Lordowską Mość do zamku razem z jego ludźmi... i Ciebie kimkolwiek jesteś. Król będzie pragnął wiedzieć co tu się stało. Do tego Twoja rodzina Panie, straszliwie się o Ciebie niepokoi. - Powiedział, po czym skinął na ludzi. Część zajęła się ciałami, by zabrać je ze sobą, przecież tu nie zostaną, w końcu to zamachowiec i wierni ludzie lorda, reszta stanęła w orszaku by eskortować Waldera i Jossa do zamku.


Dziękuję za grę. Wychodzimy z tematu, zostaniecie odeskortowani do zamku, Joss trafiasz tymczasowo pod opiekę Freya, chyba, że Cię zostawi i trafisz do lochu do wyjaśnienia sprawy.
Gratuluję, zabiliście zamachowca, konsekwencje tego zostawiam na później. Cieszcie się! Walder, boli Cię kolano, pamiętaj.
KONIEC
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Wto Lip 15, 2014 3:35 pm

//Gdzieś tam z Czerwonej Twierdzy

Ścieżka, którą podążał Królewski Kat nie była łatwa. Co prawda, nie zależało mu na przyjaźni i bogactwie, nie zależało też na dobrej pozycji. Co mu po tym wszystkim? Jego głównym zadaniem i główną przyjemnością było pozbywanie się złych okoliczności plątających się pod nogami Jego Wysokości, Aerysa II Targaryena. Król dawał mu sporą swobodę, dzięki czemu można uznać, że Mordred spełniał się w swoim zawodzie. Gdyby nie te problemy, które nękały od czasu do czasu jego osobę, pewnie byłoby mu tu jak w raju. Mieszkańcy Westeros lubili buntować się przeciw swemu suwerenowi, co dla Mordreda było w pewien sposób niepojęte. Owszem, osobowość władcy mogła niektórym działać na nerwy, ale takie rozpasanie, tyle konfliktów... nie pamiętał, by takie sprawy miały miejsce w trakcie rządów jego poprzedników. Czyżby rody nagle chciały wypróbować ewentualne królewskie słabości? Już niedługo dla różyczek z Reach miało się to zakończyć tragicznie.
Wszyscy doskonale znali wyrok sądu - wydano go w momencie, w którym wyszły na jaw informacje o tym, kto naprawdę otruł lorda Tyrella, kat z Myr spodziewał się więc co najmniej jednej ofiary na pieńku. Bardziej efektownie byłoby ją spalić, wtedy wrzaski i zapach pewnie pozbawiłyby kolejnych śmiałków złudzeń, jednak septoni pilnowali tego, by Pan Światła nie rozpostarł swoich ramion nad Siedmioma Królestwami.
Przechadzając się ścieżką sióstr, Mordred rozmyślał nad tym, czy uda mu się spalić kiedyś swoje ofiary i na ile będzie temu przychylny władca... Kto wie, może i on zobaczy ścieżkę Pana Światła i zechce nią podążyć? Miłość do płomieni była w nim już zakorzeniona, więc co więcej stało na przeszkodzie?
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Wto Lip 15, 2014 8:23 pm

Stolica Siedmiu Królestw wcale nie wyglądała ładniej niż któreś z Wolnych Miast, nie pachniała też za ładnie. Gdyby Trianna miała wybór, podążyłaby od razu w kierunku Czerwonej Twierdzy, ale niejasne przeczucie podpowiadało jej, że lepiej się najpierw rozejrzeć po mieście. Czerwona kapłanka rzadko kwestionowała niejasne omeny, uznawała je raczej za pewnego rodzaju wskazówki od swojego boga. Przez przypadek szła więc właśnie akurat tą ulicą, starając się nie ubrudzić skraju karminowej szaty.
Zbadanie Królewskiej Przystanii nie było zresztą złym pomysłem. Gdzieś w tym tłumie mogli znajdować się wyznawcy R'hllora, którzy przypłynęli do stolicy Siedmiu Królestw z bliżej nieznanych jej powodów. W innym mieście zaszłaby do świątyni Pana Światła, które można było spotkać w Wolnych Miastach, Asshai czy nawet w Oldtown. Tu jednak nie było odpowiedniego budynku, który pełniłby podobną funkcję. A przecież liczba żeglarzy, którzy zawijali do Królewskiej Przystanii, nie była mała. Czemu więc by nie przeznaczyć choć jednego budynku w tym brudnym, obskurnym mieście dla jedynego prawdziwego boga, do którego warto było zanosić modły?
Przez chwilę wpatrywała się w płomień skaczący w stojącej przy otwartym oknie pobliskiego pomieszczenia lampie, który przyciągnął jej wzrok. Zamknęła oczy, widząc na tle wszechogarniającej czerni rudą poświatę palącego się ogarka. Gdy podniosła powieki, ulica była ciemna od dymu, wśród którego przemieszczał się szybko palący się człowiek. Gdy zamrugała, wizja rozmyła się w świetle dnia. Nie tracąc niepotrzebnie czasu, podążyła za człowiekiem, który jeszcze niedawno stał w płomieniach. Jego ciemne szaty wytyczały jej drogę w tłumie.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Sro Lip 16, 2014 8:42 pm

Na początku patrzył jedynie na przechodzącą gawiedź, potem jednak zaczął zwracać uwagę na jednostki. Mały chłopiec biegnący drogą za jakąś uciekającą kozą, stara baba z koszykiem pełnym tutejszych owoców, młoda, chora dziewczyna, siedząca przy drodze. Żyła jeszcze? Już latały nad nią muchy. Widok dla zwykłego przechodnia mógłby być przygnębiający, jednak Mordred należał do tych osób, których los takich dziewcząt nawet nie zastanawiał. Widocznie nie zasłużyła na życie... Szkoda tylko, że nie oczyściła się w płomieniach przed nadejściem końca.
Mordred przez długi moment nie był świadomy tego, że ktoś może za nim iść. Powinien być bardziej uważny, bacząc na ostatnie wydarzenia, ale dziwnym trafem akurat dziś niespecjalnie się tym przejmował. Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę, że chyba postępuje nierozważnie. Nie, nie będzie rozglądał się jak skończony dureń. Zatrzymał się na środku drogi, wbijając spojrzenie w dal. Czy ktoś za nim szedł? Być może. Odwrócić się? Pełno tu było ciżby, trudno się przez nią przebić. Mimo to kat nie mógł się powstrzymać, by się nie obejrzeć...
Wtedy jego oczy wychwyciły coś, czego się nie spodziewał. Czerwoną barwę. Czerwoną plamę w tłumie gapiów. W końcu ta czerwona plama poczęła zmieniać się w ludzką sylwetkę. Płaszcz, suknia... Więc miał do czynienia z kobietą. Całą w czerwieni. Czyżby Pan Światła postanowił sprowadzić tu swoją kapłankę? Byłby to cud dla tej ziemi. Mordred uśmiechnął się na samą myśl.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Sro Lip 16, 2014 10:28 pm

Trianna zakładała, że są dwa typy ludzi. Pierwszy z nich stanowili niedowiarcy, którzy najczęściej kończyli w płomieniach. Udawali, że wierzą w cokolwiek, ślepo trzymając się swoich przekonań, nie potrafiący zaakceptować podstawowych prawd rządzących wszechświatem tylko dlatego, że nie pasowały do ich wiedzy czy uczuć. Większość ludności Siedmiu Królestw udawała przed sobą, że istnieje ktoś taki jak bóg o siedmiu obliczach, którego jednym z aspektów były ciemne ołtarze i zgaszone świece, tak przypominające kapłance ciemne, nieznane oblicze Wielkiego Innego. Taka wiara mogła być jedynie ścieżką wiodącą w ciemność, w bagnistą, zachłannie wciągającą topielców toń. Była też religia, której wyznawcy witali się słowami "Valar Morghulis" i "Valar Dohaeris", a służyli najgorszej istocie, jaka istniała kiedykolwiek na tej przeklętej ziemi. Fałszywe twarze, nieprawdziwe słowa, wydawanie wyroków śmierci według własnej, ciemnej duszy.
Drugi typ stanowili wyznawcy Pana Światła i ci, którzy godni byli stania się nimi. Ludzie o płonących w mroku duszach, oczyszczonych przez nieśmiertelny ogień, znający najczystsze prawdy świata, wskazujący drogę zbłąkanym duszom.
Taki właśnie człowiek przemierzał uliczki Królewskiej Przystanii. Szła za nim pewnie nawet wtedy, gdy obrócił głowę i kątem oka spojrzał w jej stronę. Nauczyła się już, że kwestionowanie woli boga rzadko popłaca. O wiele lepiej płynąć wraz z rwącym prądem wpadającym do jeziora płynnego, wiecznego ognia.
Zauważyła w kąciku jego oka błysk zrozumienia. A więc rozpoznał w niej kapłankę R'hllora. Nie wychwyciła na jego twarzy żadnych uczuć, co bynajmniej jej nie niepokoiło. Była w posiadaniu broni zdolnej do zadania szybkiej i pewnej śmierci nawet rosłemu mężczyźnie. Nie wyczuwała jednak, by zaistniała potrzeba, by jej użyć.
Gdy zbliżyła się wystarczająco blisko, złapała mężczyznę za rękaw. Obrócił się w jej stronę, lecz ona nie spojrzała nawet w kierunku wystającej z pochwy rękojeści jego miecza, by sprawdzić, czy nie zamierza go wyjąć.
- Pan Światła wskazał mi, że mam za tobą podążyć - powiedziała, zupełnie nie przejmując się, czy uzna ją za wariatkę. - Czy jesteś jego sługą?
Jeśli źle zinterpretowała omeny, to trudno. Ruszy w swoją stronę, zanim mężczyzna zdąży zareagować. Kątem oka zauważyła jednak sygnet na jego palcu i już wiedziała, że miała rację.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Czw Lip 17, 2014 7:39 pm

Miał nadzieję, że zrównają się z kapłanką tak szybko, jak tylko będzie to możliwe, Mordred zwolnił więc, by stało się to możliwe. Kobieta w sukni i płaszczu nie poruszała się zbyt szybko. Kat wiedział, że na niego patrzyła, ten fakt zarejestrował jeszcze, gdy nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, kto za nim idzie. Niewielu było ludzi z Essos, którzy przybywali do Westeros, a jeszcze mniej kapłanów Pana Światła. Nieznajoma wprawiła Mordreda w wybitnie dobry nastrój. W końcu chwyciła go za rękaw, nie mógł więc zareagować inaczej, niż odwrócić się i spojrzeć kobiecie głęboko w oczy. Inaczej nie umiał, rozmówca musiał zaakceptować ten czasem niemiły sposób wypatrywania znaków z twarzy.
- Dobrze cię poprowadził, pani, jestem jednym z jego wiernych sług na tej heretyckiej ziemi - odparł ze spokojem. - Pozwól, że zejdziemy ze środka drogi, ciżba chyba nie przywykła do omijania takich ludzi, jak my.
Jak powiedział, tak uczynił, prowadząc kapłankę do miejsca, w którym mogli spokojnie przystanąć i nikomu nie wadzić.
- Która świątynia cię przysłała, pani? - W jego oczach pojawił się błysk świadczący o niezwykłym zainteresowaniu. - Tylko raz spotkałem kapłana R'hllora na zachód od Myr, tu, w Królewskiej Przystani, ale nie przebywał tu zbyt długo. To było jeszcze za czasów drogiego króla Aegona V, więc trochę lat minęło.
Zdawało się, że miał jeszcze pewną myśl i chciał ją przekazać zaraz po poprzedniej wypowiedzi:
- Będziesz tu długo, pani? Co prawda, nasz drogi władca wciąż wierzy w Siedmiu, ale wiem też, że przepada za ogniem. To może być dobry znak - stwierdził, wciąż spoglądając głęboko w oczy kapłanki.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Czw Lip 17, 2014 10:08 pm

Rzeczywiście, gęstniejąca szara ciżba przelewała się po obu ich stronach niczym potok, na którego drodze stanął silny pień małego drzewka. Mężczyzna poprowadził ją w miejsce, w którym mogli spokojnie porozmawiać, nie dzieląc oddechów z przypadkowymi wyznawcami Siedmiu.
- Przysłał mnie Najwyższy Kapłan z Asshai przy Cieniu - powiedziała, wyraźnie artykułując zdania z typowym dla mieszkańców Essos akcentem. - Pochodzę jednak z Wolnego Miasta Volantis, gdzie odbyłam nauki. Ale dość o tym, moja obecność w tym mieście, a nawet w tym kraju jest zupełnie nieprzypadkowa. Jak mówisz, trudno tu znaleźć kapłanów R'hllora, ponieważ w tym gąszczu heretyków niezwykle mało jest ludzi, którzy potrafią spostrzec swoją pomyłkę sponad czubka własnego nosa. Otrzymałam niezwykle ważną misję przedostania się na dwór królewski, by zjednać Targaryenów prawdziwej wierze. Można więc powiedzieć, że zagoszczę tu trochę.
Kobieta w czerwieni patrzyła intensywnie w oczy stojącego naprzeciwko niej człowieka, który również zdawał się świdrować ją wzrokiem. Płomyczki w jego oczach były równie intensywne, jak przed chwilą. Była pewna, że znalazła właściwego męża.
- Ponieważ mam cię za przyjaciela, panie, mam nadzieję, że wyjawisz mi swoje imię - zaproponowała, puszczając rękaw jego szaty. - Jestem Trianna z Volantis, Władczyni Cieni i wierna służka naszego pana.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Sob Lip 19, 2014 11:02 pm

Kapłani z Asshai... To była dość specyficzna grupa. Mordred nigdy w Krainie Cienia nie był, znał ją jedynie z opowieści, jednak miał wrażenie, że kryło się w nich spore ziarno prawdy. Myrijczyk wiedział, że tamtejsi słudzy Pana Światła biegle opanowywali sztuki władania ogniem oraz... sztukę władania cieniem. Nie mógł powiedzieć, że go to martwiło, raczej ciekawiło w tym momencie, tym bardziej, że chwilowo czuł, że kapłanka stoi po jego stronie. Chciał jak najdłużej przy tym uczuciu pozostać.
- Wiesz, pani, jakie będą główne przeszkody w sianiu nowej wiary na dworze Targaryenów, choć niewątpliwie król Aerys popierałby niektóre z praktyk, które nie nie mają umotywowania przy wierze w Siedmiu - rozpoczął spokojnie, wciąż wpatrując się w twarz kapłanki. - Problem jest jednak szerszy, niż nam się obojgu zdaje. Najgorszym jest kultura, w której pławią się rody z Południa i Północy. Zresztą, zapewne omówisz tę sprawę, jeśli król wpuści cię na dwór.
Mordred ani przez chwilę nie miał złych zamiarów w stosunku do kapłanki. Wiedział, że będzie ona potrzebowała sporej pomocy w Królewskiej Przystani i nie zamierzał jej tego odmówić.
- Masz się gdzie zatrzymać, pani? - spytał jeszcze kontrolnie, powoli wdrażając się w temat. Ujął dłoń kapłanki, zgrabnie się kłaniając i składając na niej pocałunek.
- Jestem Mordred z Myr, Królewski Kat - odparł, prostując się od razu i mierząc jeszcze służkę Pana Światła spokojnym, niektórzy mogliby uznać, że znudzonym spojrzeniem (nic bardziej mylnego!). W końcu stwierdził, że może to powiedzieć.
- Sądzę, pani, że przybyłaś do Królewskiej Przystani w idealnym momencie. Otóż dziś właśnie miałem składać ofiarę na cześć naszego pana poza granicami miasta, w jego pobliżu - Tak zamiennie lubił używać słowa "egzekucja". Cóż za uroczy chłopiec.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Lip 20, 2014 1:05 pm

Trianna często czuła, że jej przeznaczenie jest dużo większe niż zwykłych ludzi z gminu, czy nawet z arystokracji. Przede wszystkim właśnie to wpłynęło na jej decyzję o zostaniu kapłanką R'hllora.
To samo uczucie towarzyszyło jej od czasu, gdy przeszła po wąskim trapie na kołyszący się pokład statku, który miał ją zabrać do Westeros. Siedząc w ciemnej kajucie przy świetle płonących niespokojnie świec starannie obmyślała swój wielki plan. Plan, który zamierzała zrealizować już niedługo, a który polegał na pokazaniu, że wiara w R'hllora jest znacznie bardziej opłacalna dla dynastii rządzącej. Zamierzała w tym celu wykorzystać cały arsenał swych możliwości, od magii po zdolności oratorskie i działanie w sekrecie.
- Niech Pan Światła cię błogosławi, Mordredzie z Lys. Dopiero co przybyłam, nie mam żadnego miejsca, w którym planowałam się podziać. Z chęcią obejrzę tę egzekucję, zwłaszcza że, jak mówisz, przeprowadzona zostanie w imię R'hllora. Odpowiednie błogosławieństwo i modły z pewnością zwiększą wagę ofiary - powiedziała, przyjmując pocałunek w dłoń.
Zawsze lubiła Lyseńczyków. W ich mieście znajdował się największy przybytek Pana Światła w całym świecie, co świadczyło o pobożności tego narodu.
Powrót do góry Go down

avatar
Dorzecze
Skąd :
Bliźniaki
Liczba postów :
208
Join date :
25/09/2014

PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   Nie Lut 28, 2016 9:52 pm

Wracał do domu.
Była to rzecz najistotniejsza pośród opętańczej euforii panującej w Królewskiej Przystani, przynajmniej z punktu widzenia Devona Freya.
Wracał do domu z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Gdyby tylko został na weselnej uczcie, jak uczynili to bez mała wszyscy, najpewniej bez reszty oddałby się uciechom alkoholowym, by później – korzystając z narastającego rozkojarzenia zebranych – wymknąć się i oddać uciechom cielesnym. Zabawa trwałaby do samego świtu, dziedzic Bliźniaków w kolejnym dniu zmagałby się z niebotycznym bólem kołaczącym się pod czaszką i na dobrą sprawę nie pamiętałby połowy weselicha, o tym, co działo się po nim nie mówiąc, lecz…
To byłaby potwarz dla pamięci Nestora.
I dość ryzykowna zagrywka ze strony Devona.
Nikt nie wiedział, jaki demon aktualnie mieszkał w umyśle Aerysa Targaryena – czy był to łagodny przedstawiciel Dobroci i Wyrozumiałości? Zupełnie nieszkodliwy Spokój? Duszek Przekorności, który doszedł do głosu w Wielkim Sepcie i nakazał, by Książę Dorne uginał kark przed królową? A może nieprzewidywalny i nieposkromiony Szaleniec, za którego sprawą dziedzic Bliźniaków podzieliłby los dziadka i stał się(przynajmniej zaś jego głowa) jedną z weselnych potraw?
Frey nie przepadał za mnożącymi się niewiadomymi, za pytaniami, na które nie potrafił znaleźć trafnej bądź imitującej trafność odpowiedzi, za ludźmi stanowiącymi naturalne zaprzeczenie wszystkiego, co przewidywalne. Kiedy zatem planował wizytę w Królewskiej Przystani, nie brał pod uwagę hucznej zabawy weselnej i jej ewentualnych konsekwencji – podróż do stolicy była ściśle powiązana z przekazaniem jednego listu, który jednocześnie miał stanowić formę podarunku dla królewskiej pary, i szybkim powrotem do Bliźniaków. Devon należał do grona ludzi skrupulatnie realizujących własne postanowienia, gdy zatem po ślubnej ceremonii  zamiast udać się do Czerwonej Twierdzy jak reszta gości, obrał kierunek zgoła przeciwny i ruszył ku karczmie… zdziwieni mogli być wszyscy, poza nim samym.
Czas nie był jego przyjacielem – na dobrą sprawę w Królewskiej Przystani nie miał żadnych przyjaciół, pośród tak licznej rzeszy ludzi odnajdując ledwie kilka dusz mogących uchodzić za sprzyjające, lecz nie przyjacielskie. Dla Freya było to poniekąd abstrakcyjne pojęcie, zupełnie jak miłość, mistycyzm czy wiara. Jeśli czegoś nie dało się racjonalnie wyjaśnić, jeśli coś było zjawiskiem eterycznym, na swój sposób nieuzasadnionym – według Devona nie mogło zostać potraktowane poważnie.
Przyjaciel? Przyjaciel to wyłącznie chwilowy sojusznik, ktoś, kto z łatwością może przeobrazić się we wroga o tyle niebezpieczniejszego, że doskonale znającego najsłabsze strony, potrafiącego bezbłędnie zlokalizować miejsca, w które uderzyć.
Przyjaźń była zdradliwa, zupełnie jak kobieta – i być może dlatego rodzaju żeńskiego.
Dziedzic Bliźniaków przejawiał nieco zbyt duży optymizm sądząc, że uda mu się wydostać z Królewskiej Przystani bez jakichkolwiek przeszkód – te na dobrą sprawę rozpoczęły się jeszcze w karczmie, gdzie stajenny świętując zaślubiny króla schlał się tak niemiłosiernie, że trzykrotnie przyprowadził Freyowi niewłaściwego rumaka. Po wyjaśnieniu tego drobnego nieporozumienia (i wybiciu koniuszemu dwóch nadpsutych zębów), Devon wraz ze swymi ludźmi mógł udać się prosto do północnej bramy miasta, by Królewskim Szlakiem ruszyć w stronę Dorzecza.
Jak to bywa jednak w życiu, los okazał się przewrotnym i irytującym skurwysynem, który sprowadził Freya pośród roześmiany, świętujący i nieodmiennie bezdennie głupi motłoch, skutecznie uniemożliwiający sprawne przedarciem się do bram stolicy. Dziedzic Przeprawy w podobnych sytuacjach zwykle zachowywał zimną krew (być może dlatego, że nie przeżywał ich zbyt wiele), dziś jednak kilkukrotnie nadużył bata, przystępnej pozycji na siodle i szlacheckiego pochodzenia – bicz świszczał w powietrzu aż miło, a zbawienny wyjazd z Królewskiej Przystani zbliżał się z każdym mozolnym ruchem konia. Frey nie odczuwał szczególnego żalu, tak prędko opuszczając stolicę i nie korzystając z dobrodziejstw weselnej uczty – miała ominąć go rzesza wybornych potraw i całe hektolitry jeszcze wyborniejszego wina, gdy jednak w życiu mężczyzny przychodził czas na odpowiedzialną i ciężką decyzję (ta zaś bez wątpienia taka była), musiał podjąć ją bez wahania.
Nadeszła najwyższa pora na powrót oraz przedsięwzięcie odpowiednich kroków – dziedzic Bliźniaków wiedział o tym doskonale, podobnie jak zdawał sobie sprawę z niepowtarzalnej okazji, jaką był ślub, do przekazania Aerysowi Drugiemu starannie spisanego listu.
Jeśli coś robi się w życiu, należy czynić to od początku do końca. Dokładnie i pieczołowicie. Rozpatrując wszelkie możliwości. Mało istotne, czy chodzi o sranie, czy morderstwo – w razie niedociągnięcia w obu przypadkach konsekwencje nie będą przyjemne.
Jedna z niezliczonych rad Waldera Freya była niczym zapisane złotymi zgłoskami motto – pomimo upływu lat, Devon nie potrafił wymazać z pamięci ani słów, ani wyrazu twarzy dziadka, gdy to raczył przyszłego Lorda Bliźniaków mniej bądź bardziej obrazowymi porównaniami. Nestor z rzadka przejawiał wolę dzielenia się życiowym doświadczeniem, kiedy to jednak robił…
… nie sposób było zignorować jego wypowiedzi.
I choć nigdy nie powiedział swemu wnukowi, jak przedrzeć się przez skłębiony motłoch w Królewskiej Przystani, Devon podołał nierównemu starciu, opuszczając stolicę Siedmiu Królestw i kierując się w dość oczywiste strony.
Dorzecze nie mogło dłużej czekać.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Ścieżka Sióstr   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka Sióstr

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Ścieżka górska
» Numerologia
» Julius Nott
» Ścieżka
» Ścieżka z polanki do statku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań-