a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Qoren Sand



 

 Qoren Sand

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorne
Skąd :
Hellholt
Liczba postów :
81
Join date :
30/01/2015

PisanieTemat: Qoren Sand   Pon Mar 02, 2015 11:51 pm


Qoren Sand










Wiek:
32 dni imienia
Miejsce urodzenia:
hellholt
Ród:
-
Stanowisko:
BĘKART LORDA UlLERA
AWANTURNIK

Aparycja

Qoren Sand przypominał burzę piaskową. Dziki, niezależny i zdawałoby się nieprzywiązany do nikogo, a jednocześnie mocno przytłaczający i zadający ból zmysłom. Ranił słuch innych okrutnymi słowami, cuchnąc potem i krwią; wzrok własnymi czynami, kłującymi jak garść piachu rzucona w oczy, a dotyk jednym ciosem. Każde dziecko w Dorne wie, że przed burzą piaskowa trzeba się jak najprędzej ukryć, zwyczajnie ją przeczekać – z siłą natury nie da się wygrać. A Sand nie próbował nawet walczyć z własną.
Pomimo szlachetnych korzeni ze strony ojca, Qoren Sand prezentował się dość… dziko. Być może była to kwestia niejednokrotnie nieokrzesanego zachowania, bądź płonącej, pierwotnej furii w ciemnobrązowych oczach. Spojrzenie Dornijczyka ograniczało się zazwyczaj do niewielu emocji – do wściekłości, znużenia, rozbawienia i pożądania. Nie wydawał się człekiem skorym do odczuwania, właściwie nie czuł wiele. Nosił w sobie przeklętą, płonącą pustkę. Ciemną otchłań nienawiści, którą można było dostrzec w oczach. Spojrzenie to spadało na wąskie usta, wykrzywiało je w brzydkim grymasie, bądź drwiącym uśmiechu. Częściej się tak uśmiechał i krzywił, niż je otwierał, by coś powiedzieć. A kiedy już je otwierał, z gardła wydzierały się nieprzyjemne, ujmując to delikatnie, słowa. Nie można było jednak powiedzieć, że Qoren Sand nie jest przystojnym mężczyzną. Ostre rysy twarzy, mocno zarysowane kości policzkowe i niezbyt masywny, acz wykrzywiony od kilkukrotnych złamań, nos sprawiały, że podobał się kobietom. Potężna postura również wydawała im się imponująca. Mierzył ponad sześć stóp i był barczysty jak niedźwiedź. Na pierwszy rzut oka można było wywnioskować czym zajmuje się w życiu. Parszywy wyraz twarzy, mięśnie jakby wyrzeźbione w stali i kryjąca szeroką pierś skórzana zbroja, a także miecz półtoraręczny potroczony do pasa nie pozostawiały wątpliwości, że Sand para się niczym innym jak walka. Każdy kto go jednak ujrzał w polu bitwy, czy zwykłym pojedynku, wiedział, że szlachetna sztuka rycerstwa jest mu obca. W technice – niczego nie można było mu zarzucić, z całą pewnością jednak przywodził na myśl bardziej barbarzyńcę,  niż naturalnego syna szlachetnego lorda.
Nie odstawał od innych morskich Dornijczyków. Ciemnobrązowe włosy, zawsze przydługie i podobnej barwy oczy, sprawiały, że nie wyróżniał się spośród innych wojaków. Smagła, ogorzała od słońca skóra nosiła po sobie wiele, niezliczenie wiele znamion po stoczonych walkach. Nie, nie walkach w szlachetnej wojnie – z tym rzadko miał cokolwiek wspólnego. Qoren zwykł bić się  karczmach, burdelach i innych wątpliwej wartości przybytkach, zazwyczaj z niezwykle błahych powód. Owe potyczki pozostawiły na całym ciele paskudne znamiona, choć największe z nich – na lewym przedramieniu – nie miało z tym nic wspólnego. Ta blizna, nosiła ślady wyjątkowo paskudnego pogryzienia przez kundla przeklętego psiarczyka. Gdyby nie uderzył, gdyby nie podniósł ręki na dornijskiego księcia nic podobnego nie miałoby miejsca. Kundlowi złamał łapę kopniakiem, wygrażając się skręceniem mu karku i był zmuszony znosić paskudne zgrubienia, ciągnące się na przedramieniu.
Ogólnie rzecz biorąc – Qoren Sand wyglądał dokładnie tak, jakby właśnie wyrwał się z siedmiu piekieł. A wielu sądziło, że chyba rzeczywiście tak było.


Biografia


Qoren nie zwykł mówić wiele o swojej przeszłości.
Pytania o miejsce urodzenia, czy rodzinę zbywał milczeniem, przesiąkniętym irytacją i znużonym, do granic możliwości znudzonym spojrzeniem. Żywot Qorena jak dotąd nie należał bowiem do specjalnie wyjątkowych. Nie zasługiwał na pochwalną pieśń, albo chociaż poemat. W istocie rzeczy – był godny potępienia, a jednocześnie nieco nużący.
Dla każdego, kto usłyszy jego nazwisko, będzie rzeczą oczywistą, iż zrodził się z nieprawego łoża. W przeciwieństwie do bękartów z reszty Siedmiu Królestw – Dornijczycy je tolerowali. Akceptowali, bez pogardy wykrzywiającej usta w grymasie. Uller zdecydował się uznać go jako swego naturalnego syna, gdy stary maester wydarł go niemal siłą z łona Leyli, najzwyklejszej służki i kochanicy lorda Hellholt. Powiadano, że był najbrzydszym i najbardziej rozwrzeszczanym bachorem, jakiego widziały mury tej twierdzy, co prędko odeszło w zapomnienie, gdy Qoren jął dorastać. Wraz z nauką chodzenia, nabył bowiem umiejętności milczenia. Ucichł, przestał doskwierać matce, upierdliwym łkaniem po nocach, by tylko dostać cycka. Jego milczenie miało jednak swoje granice – łatwo było wytrącić go z równowagi. Wystarczyło, iż mistrz fechtunku w Hellholt wytrącił mu drewniany miecz z ręki, spadnie z cytrynowego drzewa, bądź nie dostanie dodatkowej porcji ostrej, smoczej papryki. Nie, Qoren wówczas nie płakał – on wybuchał dziecięcą, nieokiełznaną furią. Krzyczał, rozbijał talerze o ściany, matkę obrażał. Leyla mówiła, że jest równie nieznośny, co jego ojciec i jeszcze bardziej obłąkany.
Wszystko ma jednak swoją przyczynę. Charakter człowieka nie jest statyczny, a wyjątkowo podatny na czynniki zewnętrzne, szczególnie u nieukształtowanego jeszcze dziecka. Ta złość, falująca w nim furia, którą dostrzegał w brązowych oczach każdy, kto zechciał w nie spojrzeć nie wzięła się wyłącznie ze złych genów ojca, jak mówiła matka. Mówi się, że dzieci mają czyste serca, są niewinne i wolne od grzechu, jednakże Qoren z tą niewinnością pożegnał się bardzo szybko. Zbyt szybko jak na pięcioletniego chłopca, który wpadł w pułapkę zamorskiego kupca, kuszącego Qorena egzotycznymi łakociami. Dziecięca ufność i wiara, że nic złego nie może się kryć za serdecznym uśmiechem, zwyczajnie go zgubiły. Dzięki czemu ghisarczyk, którego imienia nawet nie potrafił wymówić, pozbawił go niewinności, godności i co najważniejsze – człowieczeństwa.
Ból i wstyd napędzały w nim koło nienawiści. Koszmary, dręczące go każdej nocy, z których budził się z krzykiem, nie pozwalały mu zaznać spokoju, nawet wtedy, gdy milczał. Jakiś głos w głowie, złośliwy, cichy szept, nakazywał mu robić potworne rzeczy. Sand przerażał matkę, gdy dusił szczeniaka, swoimi drobnymi palcami, kiedy zakopał żywcem jagnię w mokrym piachu – uznała, że urodziła małego potwora. Miarka się przebrała, gdy wyszło na jaw, że to on podrzucał najmłodszej Ullerównie jej obdarte ze skóry koty.
Lord Hellholt posłał go do Wodnych Ogrodów, chcąc na jakiś czas pozbyć się problemu, jakim był ośmioletni Qoren. Łagodna, spokojna atmosfera letniego pałacu rodu Martell nie zadziałała jednak na chłopaka kojąco – w nim płonęła nieuzasadniona, irracjonalna furia, sprawiająca, że inne dzieci nie chciały mieć z nim wiele wspólnego. Dziewczynki ciągnął za włosy, chłopcom wymierzał kopniaki pomiędzy uda, wszystkim po równo rozdzielał kuksańce i złośliwe, pogardliwe słowa. Usta piastunek, pobladłe  z przerażenia, zmęczone od krzyczenia, by się uspokoił, powiadały, że nosi w sobie jakąś pożogę. Tylko jedna oznaka jeszcze istniejącego w nim człowieczeństwa uratowała tego nieznośnego bachora przed wypędzeniem z Wodnych Ogrodów. Ułamek sekundy, gdy pociągnął za sobą do sadzawki młodszego od siebie chłopca, który nie zauważył zbliżającego się doń skorpiona. Ty głupi jesteś, czy ślepy?, warknął Sand, obserwując jak śmiercionośne stworzonko kłapie szczypcami i znika w zaroślach, pozwolił mu na pozostanie w pałacu przez następne dwa lata. Uratowany przez niego chłopiec zaś okazał się nosić godność Edrica Martella i być przyszłym Lordem Słonecznej Włóczni. A także zdawał się jako jedyny tolerować obecność Sanda, którego zdążyli znienawidzić już chyba wszyscy.
A z biegiem lat stawał się coraz gorszy.
Jego ruchy nabierały gwałtowności, a co gorsza – ramiona siły, wyćwiczone przez mordercze treningi fechmistrza, który wedle nakazu ojca nie miał zamiaru mu odpuszczać w choćby najmniejszym stopniu. A jego śmiech, kolejne zasinienia i zranienia, stawały się jedynie motywacją dla wyrostka, by ćwiczyć jeszcze więcej. Nikt nigdy nie nazwał go najlepszym, nie usłyszał nawet, że ma do tego talent – jednak każdy, kto ujrzał choć raz Qorena na polu ćwiczebnym, musiał przyznać, że jest po prostu niezły, lecz wojownik bez doświadczenia jest niczym.
A gdzież mógłby go nabrać, nie mając okazji do praktyki? Jako młodzieniec, liczący siedemnaście dni imienia, opuścił mury Hellholt, które zwyczajnie jęły go nużyć – ku uldze wszystkich jego mieszkańców, nienawidzących szczerze Sanda – i wyruszył… cóż, nigdzie. Jego wędrówka nie miała konkretnego celu. Podążał donikąd. Biegł przed siebie, nie wiedząc właściwie po co, po drodze wdając się w karczemne awantury, które stały się jedną z jego ulubionych rozrywek. Opuścił Dorne, a Bogowie byli dlań tak łaskawi, że pozwalali odbierać mu życie, samemu jedynie przyjmując kolejne blizny na ciele. Oddawał za to coraz więcej ze swego człowieczeństwa, przypominając bardziej wściekłego, spragnionego ciągłej walki psa. Wystarczyło jedno słowo, by przechylić szalę jego milczenia i obudzić bestię, z rozkoszą rozdzierającą gardła. Sand nie należał ani do ludzi dobrych, ani szlachetnych. Brał to, na co miał ochotę, nie zważając na protest jednej, czy drugiej karczemnej dziewki, bądź nawet jej ojca, gdy ze śmiechem wsuwał za pas sakiewkę z oszczędnościami jego życia.
Qoren karmił się nienawiścią, jaką wokół siebie generował. Parszywy skurwiel nie miał nic do stracenia w życiu. Nic bowiem nie posiadał. Nie miał ani ziem, ani złota, ani nawet spokoju duszy. Ona wyrywała się wciąż do przodu, jakby goniona przez samego diabła – aż w końcu wyrwała się z szerokiej piersi i osunęła w nicość. Po prosu zniknęła.
Do Hellholt wracał niejednokrotnie. Właściwie po jedno – po złoto. Ono przesypywało mu się przez palce jak gorący piasek, przetracane na wino, zakłady, dziwki i jeszcze więcej wina. Jego ojciec zaś był skłonny by obdarować go kilkoma ciężkimi mieszkami złotych smoków, byleby się go pozbyć jak najprędzej.
Qoren dostrzegł jednak jeden istotny powód do pozostania, podczas jednej z uroczych wizyt, gdy stuknęło mu dwadzieścia pięć dni imienia. Na placu ćwiczebnym, tym samym placu, gdzie sam krwawił i wylewał siódme poty, naprzeciw syna lorda Hellholt, a jego przyrodniego brata, stawał nie kto inny jak osiemnastoletni książę Dorne o imieniu Trystane.
Tuż po walce, niebędącej nawet ciekawą namiastką walki, a właściwie nieco nudnawym przedstawieniem, sam zaproponował mu potyczkę. W ramach lekcji Martell padł w końcu na ziemię, krwawiąc obficie z rozbitego nosa, a Qoren chwycił jego dłoń i pomógł wstać. Przyciągając zbyt blisko siebie, niźli nakazywałby to cywilizowany zwyczaj w Siedmiu Królestwach – jednak w Dorne nikogo nie zdziwiłoby, gdyby Sand zniknął w komnatach księcia, gdy zapadnie zmierzch. Qoren chciał to jednak zrobić wedle właściwych sobie upodobań – a słynął z zamiłowania do brutalnej kradzieży wszystkiego, co można było skraść. Tym razem nie potrafił zgiąć Martellowi karku, w dosłownym tego słowa znaczeniu, choć nadarzyła się ku temu okazja. Przegniłe struny człowieczeństwa, zazwyczaj uśpione pod grubą warstwą wściekłości, drgnęły i kazały poczekać, aż książę sam mu ulegnie. Albo wprost przeciwnie. Ku jego zadowoleniu, Martell nie wystawił na szwank jego znikomej cierplwiości.Próba ta nie przeszła jednak bez echa. Chwycenie karku księcia, chęć wykorzystania go dla własnych pobudek, nie zostało mu zapomniane, gdy dowiedział się niejaki Jezal Sand, towarzyszący Martellowi w Hellholt. Z nieznanych Qorenowi przyczyn – wyzwał go na pojedynek, na co furiat z chęcią przystał, zamierzając skręcić tamtemu kark. I może by mu się powiodło, bo gdy już zaczynał zyskiwać przewagę, do akcji wkroczyły… psy. Przeklęte kundle Jezala rozszarpałyby mu gardło, jeśli tylko Qoren tylko by go poturbował. Skończyło się na rozejściu… przynajmniej w tamtym momencie.
Słowa są niemal zbędne, gdy przychodzi do wytłumaczenia obecności Qorena w Słonecznej Włóczni.
Zwykła chuć, pożądanie i żądza złota – nie były to nazbyt chwalebne pobudki.
Żadnemu z dornijskich książąt nie robiło to jednak większej różnicy. Najstarszy pośród nich rozpoznał w nim tego nieznośnego chłopca, który uratował mu przed laty życie, a z czasem irracjonalnie obdarzył namiastką zaufania. Umowa była prosta. Dał założyć sobie smycz za złoto, dziwki i wszystko, co zechciano mu podarować. Miał jedynie umieć milczeć i wykorzystać własny spryt.
Na drodze stawał mu jedynie przeklęty psiarczyk, Jezal. Nie można rzec, że darzyli się szczerą nienawiścią , nie, nie. Żaden nie potrafiłby zliczyć wypitych dzbanów dornijskiego, czy zakładów, który pies prędzej dopadnie ofiarę; jednak dziwna skłonność do awantur, nierzadko niezbyt mądrych, sprawiała, że zarówno Edric Martell, jak i jego młodszy brat kręcili głową z niedowierzaniem.
O następnych latach swego żywota Sand nie opowiadał nikomu. Raz zapadał się pod ziemię na wiele miesięcy i słuch o nim ginął. Później znów pojawiał się w Słonecznej Włóczni, z drwiącym uśmiechem na ustach i korzystał z tego, co mu dawano. Zbrzuchacił kilka służek, dornijskie wino przepijał i planował wyjątkowo bolesne morderstwo, gdy przyszły lord Słoncznej Włóczni z właściwym sobie chłodem, groził mu przypadkowym ukąszeniem skorpiona.
Qoren był jednak gotów znieść bardzo wiele. Nie należał do ludzi, którzy swe życie poświęcają na snucie egzystencjonalnych rozważań, czy ceniących własną godność ponad wszystko inne. Nie. Sand był jak wściekły pies, spuszczony ze smyczy. Srał na wysokie wartości i zlewał ciepłym moczem gadki o honorze. Robił to, co do niego należało i nie odczuwał z tego powodu najmniejszych wyrzutów sumienia, które już za lat dziecięcych obrosło kurzem.
I milczało uparcie, gdy z pieczołowitością pozbawiał życia Argiela Dayne’a.


Ekwipunek


- pełna, skórzana zbroja;
- miecz półtoraręczny;
- dwa, dobrze ukryte sztylety;
- noże do rzucania;
- odzienie na zmianę;
- piaskowy wierzchowiec bułanej maści, podarowany mu przez dornijskiego księcia;
- sakwa ze złotem Edrica Martella;

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Hellholt
Liczba postów :
81
Join date :
30/01/2015

PisanieTemat: Re: Qoren Sand   Sro Mar 04, 2015 8:52 pm

Karta ukończona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Qoren Sand   Sro Mar 04, 2015 9:35 pm

Jak mniemam, szczegóły historii zostały uzgodnione z kim trzeba, a że sama karta jest rozbudowana - z czystym sumieniem akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Qoren Sand   

Powrót do góry Go down
 

Qoren Sand

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-