a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Marlene



 

 Marlene

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze
Liczba postów :
32
Join date :
19/02/2015

PisanieTemat: Marlene   Czw Lut 19, 2015 1:36 pm


Marlene










Wiek:
17 dni imienia
Miejsce urodzenia:
harrenhal
Ród:
-
Stanowisko:
Służąca,
pomocnica kucharza,
gęsiareczka

Aparycja


Oh! sweet she was,
And pure and fair,
The maid with honey,
In her hair! Her hair,
The maid with honey,
in her hair!

Pędząca Marlene prawie że otarła się o stojące przy ścianie miotły; nie chciała zatrzymać się dla kucharza i starszej służącej, choć starowinka wyciągnęła do niej rękę; nie chciała się zatrzymać także i dla matki, na którą niemalże wpadła i która wołała: Marlene! Jesteś mi potrzebna. Ale dziewczyna leciała, jak ptak, jak spadająca gwiazda, jak strzała. Jakimże to pragnieniem była pędzona, przez kogo wystrzelona i w jaki cel – kto mógł to wiedzieć? Czy ma przed oczyma wizję muszek, czy taczek, czy może też baśniowego królestwa skrytego za dalekim krańcem murów Wysogrodu?, rozmyślała Jenny, a może pędzi tak dla samej rozkoszy biegu? Nikt tego nie wiedział. Ale kiedy Jenny powtórnie zawołała: Marlene! – żywy pocisk zatrzymał się w pędzie i ociągając się zawrócił do matki, chwytając po drodze starą ścierkę. Dopiero teraz cała trójka mogła przyjrzeć się jej jak należy.
Kucharz dostrzegał weń przede wszystkim to, co dostrzegali mężczyźni w młodych dziewczętach. Jego spojrzenie wodziło po łagodnie zaokrąglonych, acz wąskich biodrach, gdy przemykała między stołami, niosąc przed sobą kosz ze świeżą marchwią. Nieustannie nuciła coś pod nosem, bądź podśpiewywała - kucharz miał niezachwianą pewność, że więcej pieśni od Marlene znają jedynie minstrele. Chodząc niemal tańczyła, w takt nuconej melodii, prawie sunąc nad ziemią. Niektórym wydawało się, że ledwie dotykała podłoża. Często obracała się również na palcach, wokół własnej osi i wirowała jej prosta, jasna sukieneczka - wiecznie ubrudzona sosem, błotem, bądź inszą substancją nieznanego pochodzenia - przepasana brązowym fartuszkiem, który podkreślał jedynie wąziutką kibić. Kucharz miał wrażenie, że gdyby zechciał, mógłby z łatwością objąć ją swymi dłońmi.
Starsza służąca patrzyła na Marlene inaczej. Dostrzegała w niej młodość, radość, niekończącą się energię, które ona sama zgubiła gdzieś wiele lat emu. Zazdrośnie spoglądała na gładką twarzyczkę, niepoznaczoną jeszcze czasem i zmartwieniami; nie szpeciły jej zmarszczki, jedynie cieniutka, jasna blizna nad lewą brwią - pamiątka po jednej z bardziej ryzykownych zabaw w latach dziecięcych. Starowinka niczego pragnęła tak mocno jak tylko poczuć znów tę energię w starych kościach, tą swobodę, jaką miała Marlene, kiedy opowiadała jedną ze swych niestworzonych historii innym członkom służby, stając się jakby iskierką światła i radości w mrokach twierdzy Harrenhal. Ponura kuchnia wypełniała się śmiechem kucharzy, dziewek i chłopców służebnych, kiedy ta dziewczyna, oskubując gęś na lordowską kolację, opowiadała kolejny ze swych (dziwnych) snów, bądź parodiowała zarządcę zamczyska. Sama śmiała się często i perliście, odrzucając głowę do tylu i potrząsając jasnymi puklami, które najczęściej miała splątane i przewiązane chustką, by nie przeszkadzały w pracy. A kiedy się tak śmiała, gdy posyłała wszystkim i każdemu z osobna radosne, pełne niewinności uśmiechy - staruszka dostrzegała w jej policzkach maleńkie dołeczki, dodające jej jeszcze uroku.
O czym ona marzy?, zastanawiała się matka Marlene, widząc ją stojącą przed sobą i tak pochłoniętą przez własne myśli, że musiała jej powtarzać dwa razy swoje polecenie: Zapytaj Ann, czy jaśnie pan i panicz już wrócili? Te słowa wpadły w umysł Marlene jak w studnię o czystej, ale ak niezwykle zniekształcającej wodzie, że Siedmiu raczyło wiedzieć, w jakiem postaci, wirując i kołując dotarły na dno dziewczęcego umysłu. Jakie polecenie zaniesie Ann? Dopiero po dłuższym czekaniu, gdy kobieta wysłuchała już opowiadania Marlene o tym, że na dziedzińcu jest starszy mężczyzna z bardzo czerwonymi policzkami, który je zupę z miski, jej matka doczekała się tego, że wreszcie Marlene jak papuga odtworzyła monotonnym, bezbarwnym głosem jej słowa. Dziewczyna przestępowała z nogi na nogę, znużona ględzeniem, iż powinna zachowywać się dojrzalej i poważniej. Matka nie potrafiła jednak zmusić się do patrzenia na córkę z przyganą dłużej, niźli kilka minut. Zbyt rozczulające miała Marlene spojrzenie - na świat patrzyła tak, jak patrzą małe szczenięta - pewne, że życie to niekończąca się zabawa. A kiedy spoglądała tak na swą matkę, tymi swoimi dużymi oczętami, jasnobrązowej barwy, roziskrzonymi od niewytłumaczalnej i irracjonalnej wesołości - kobieta miała wrażenie, że potrafi w mig zapomnieć o wszelkich troskach.
Tak ją widziała i miała wrażenie, że wszyscy inni tak właśnie postrzegają Marlene


Biografia


Tej historii bieg stary jest jak świat...

Historia jednak zazwyczaj zapomina o dziewczętach takich jak Marlene. Nikt ich nie wspomina, nie pamięta, nikt nawet nie wie o ich istnieniu. Dla świata są bezimienne, bezosobowe - są po prostu nikim.
Skąd biorą się służące?
Wielcy zazwyczaj nie zwracają sobie głowy czymś tak prozaicznym. Służące są i już! A odpowiedź jest najprostszą rzeczą z możliwych. Zewsząd! Każda prosta dziewczyna, urodzona w ubogiej rodzinie marzy o tym, by zamieszkać w zamku, mieć dach nad głową i pełny brzuch nim ułoży się do snu. Często to latorośle inszych służących, wychowane już do swej roli – tak jak Marlene. Zrodziła się z małżeństwa służki i starszego stajennego z Harrenhal, twierdzy należącej do rodu Whent.
Skąd jednak biorą się takie dziewczęta jak Marlene?
Irracjonalnie radosne, pełne niewinności i naiwnej wiary w świat?
Marlene uważa to za rzecz oczywistą. Zrodziła się wszak z prawdziwej miłości, o której opowiadała matka ze lśniącymi oczyma, na wspomnienie której ojciec uśmiechał się pod nosem, po czym wracał do czyszczenia siodeł. To ich uczucie sprawiło, że przyszła na świat właśnie taka, nie inna, a nieodłączny fart towarzyszy jej przez całe życie. Dlaczego jesteś taka radosna, Marlene?, pytają, a ona odpowiada: Urodziłam się pod szczęśliwą gwiazdą!. I coś w tym jest, jakaś prawda, jakiś fakt. Marlene bowiem w dziecięctwie z rzadka chorowała, a gdy spadała z drzew nie łamała sobie kończyn. Matka żartowała, że dziewczynka wygląda tak, jakby utkana była z jedwabiu, a w rzeczywistości wykuto ją z żelaza. Jestem herosem, mamo!, odpowiadała jej Marlene, prężąc w żartach wątłe ramiona i pędząc w stronę jeziora, by razem z inszymi biednymi dziećmi zanurzyć się w wodzie, gdy zima znów stała się zaledwie wspomnieniem.
Bogowie musieli o niej zapomnieć. Albo wprost przeciwnie - strzegą jej jak oka w głowie. Oczko bogów, myślał o niej ojciec nie mogąc się nadziwić tej radości, wesołości i sile, jaka drzemała w Marlene. Choć od najmłodszych lat matka przygotowywała ją do ciężkiej pracy - nakazywała jej prać, szorować podłogi, obierać marchew i pilnować gęsi, ona nie traciła pogody ducha. Swe obowiązki wypełniała z uśmiechem na twarzy i nieobecnym uśmiechem, ciałem będąc w Harrenhal, a duchem... duchem podróżując po krainie marzeń i baśni. Marlene, pieszczotliwie zwana Marlenką, miała złą, straszną wręcz wadę - była niepoprawną marzycielką i romantyczką. Wierzyła w ludzkie dobro i w to, że każdy rycerz ma swą damę serca, a każdy książę poślubi piękną i mądrą księżniczkę. Wierzyła, że dobro wraca do człeka podwójne, a nawet potrójnie. Wierzyła, że spotka swą jedyną, największą i najprawdziwszą miłość; wierzyła, że od razu zrozumie, że to właśnie on.
Nawet zetknięcie się z brutalną rzeczywistością - cała przemoc, zło, choroby i śmierć wokół nie zdołały pozbawić ją złudzeń. Nie doświadczyła ich na własnej skórze, a jedynym ciężarem jaki nosiła na plecach był kosz z czystą bielizną. Jej matka dziękowała Bogom, że oszczędzili swe Oczko. Marlene była jak tęcza po burzy, jak pierwsza dojrzała truskawka latem, jak ciepły, wiosenny deszcz.
Absolutnie niespotkany - i równie beznadziejny - przypadek.
Każdego wieczora padała na kolana i prosiła wszystkich Siedmiu, i każdego z osobna, by wszystko trwało dalej, tak jak jest. Prosiła, by Marlene wciąż mieszkała w tej maleńkiej klitce wraz z innymi służkami i nigdy nie musiała marznąć, nie mając dachu nad głową, bądź cierpiąc z powodu głodu. Prosiła, by jej córka każdego dnia miała taką energię, by wstawać wyłącznie prawą nogą, uśmiechać się i z radością wykonywać swoje obowiązki - by prała, szorowała podłogi, obierała marchew i pilnowała gęsi, co było jej ulubionym zajęciem. Prosiła, by dziewczyna mogła dalej beztrosko przesiadywać na zewnątrz, zaganiając ptactwo do zagrody, nadawać im imiona i cieszyć się z wyklutych piskląt. Mało kto bowiem na świecie zasługiwał na spokój i przychylność wyższych sił jak Marlene. Dziewczyna skłonna do podzielenia się z żebrakiem ostatnią kromką chleba, do ciężkiej pracy i pomocy inszym.


Ekwipunek


• dwie proste sukienki;
• nóż myśliwski;
• wiklinowy kosz;
• stado gęsi;
• osioł o imieniu Książę

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
1935
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Marlene   Nie Lut 22, 2015 1:23 pm

Dobrze, dobrze, nie mam większych zastrzeżeń, niechaj Marlenka grzecznie wypasa gąski! Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Marlene

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Marlene Malkin

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-