a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Namioty Baratheonów



 

 Namioty Baratheonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Namioty Baratheonów   Nie Lut 01, 2015 2:18 am

No bo, kurczaki, nie ma, a ja tu leżę od miesiąca na gołej ziemi.

Chyba, że ktoś mnie stamtąd zabrał (dzięki, Ayl, wiem, że kochasz ty jeszcze blond głowę!)

***

Nie stracił przytomności po tej walce. Jego ludzie mieli rację, patrząc na niego jak na idiotę. Mieli taką cholerną rację! Sam zastanawiał się, jak mógł być tak głupi. Chciał jej zaimponować, co? W takim razie zaimponował głupotą. Brawo. Brawo, Dereku Baratheonie, jednak stałeś się największym idiotą Siedmiu Królestw. Zawsze charakteryzowała go brawura, ale zazwyczaj w parze z nią nie szła głupota. Tak sądził. Głupotą nie zdobyłby szacunku podkomendnych. Mówiło się jednak, że głupi ma zawsze szczęście, a to pozwoliło mu na pozostawienie własnych zębów w szczęce i utrwalenie głowy na swoich miejscu. Tak, to był prawdziwe utrwalenie. Chyba już nigdy nie będzie starał się stracić jej w tak głupi sposób.
Ciekaw był tego, co ona wtedy myślała. Panna z Tarthu. Martwiła się o niego choć trochę? Co z tym młodym, rudym dziewczęciem? Swannówna była przeurocza. Derek miał nadzieję, że Aylward nie zawrócił jej w głowie - widział już wiele zapłakanych z powodu swojego kuzyna panien i nie chciał, by teraz trafiło na młodą łabędzicę. To zbyt słodka dziewczyna, by doświadczyła takich uczuć. W sumie, to ciekawe, że nie podejrzewał Aylwarda do żywe uczucia do jakiejkolwiek kobiety... a może i podejrzewał, ale to było jakiś czas temu. Zresztą, ta sprawa należała do cięższych. Nie powinien o tym teraz myśleć. Myśl o Szafirowej Damie powracała jak bumerang. Czuł niewyobrażalne zażenowanie i nie był pewien, jak miałby się do niej zwrócić, gdyby przez przypadek się tutaj pojawiła. Pewnie spłoniłby się ze wstydu jak jakaś dziewica. ARGH! Maester zostawił go samego już jakiś czas temu, Derek zaś posłał swoich ludzi, by podziwiali kolejne pojedynki i donieśli mu o ich wynikach. Miał nadzieję zobaczyć Aylwarda bijącego się z Martellem, choć miał też co do tego złe przeczucie. Furia Baratheonów nie była tylko częścią motta - była najprawdziwszym wyznacznikiem ich siły i słabości równocześnie. Miał nadzieję, że jego kuzyn nie zrobi niczego głupiego.
Tak leżąc, upływał mu czas, a natrętne myśli często powracały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Tarth, Evenfall Hall
Liczba postów :
95
Join date :
12/09/2013

PisanieTemat: Re: Namioty Baratheonów   Nie Lut 01, 2015 10:23 pm

Niepewność każdego kroku doprowadzała ją do niemej pogardy dla siebie samej – niewiele brakowało, a czterokrotnie zboczyłaby z obranej ścieżki, trwożliwie odwracając się od celu swej wędrówki i uciekając przed…
… właściwie – przed czym? W przerażeniu, jakie kierowało nią od momentu opuszczenia trybun, niemal zapomniała, dlaczego podjęła trud przedzierania się przez pole namiotowe w poszukiwaniu charakterystycznej, złoto-czarnej jurty świadczącej o przynależności do rodu Baratheon. Po chwili zwątpienia atakowały ją jednak bezwzględnie żywe obrazy niedawno stoczonej walki, szczęku zbroi, świstu powietrza przecinanego mieczem… i w końcu najgorszego. Tego przeraźliwego, brzmiącego jak pomruk burzy huku, który towarzyszył upadkowi ser Dereka.
Sybille nie była pewna, czy zdążyła zdusić w piersi krzyk, czy udało jej się zasłonić usta nim jęknęła z trwogi, czy zdołała powstrzymać paraliżujący strach, który wdarł się do szafirowego spojrzenia i tkwił tam tak długo, że zauważony został nawet przez młodziutką Yvienne Swann. Choć panna Tarth starała się za wszelką cenę sprawiać wrażenie opanowanej, już po chwili jęło zdradzać ją mimowolne, ledwo wyczuwalne drżenie ust; na nic zdawało się przygryzanie wargi i zaciskanie zębów – dygot wkrótce objął dłonie, w których Sybille nie była w stanie utrzymać nawet kielicha. Musiała przeprosić Yvienne i – niecierpliwym gestem odganiając się od wyraźnie zaniepokojonego strażnika – natychmiast ruszyła ku polu biwakowemu, nerwowo mnąc w palcach materiał ciemnoniebieskiej sukni.
W myślach, zupełnie jak natrętna mantra, jak uporczywie powtarzana modlitwa, raz za razem powracało pytanie: dlaczego to robię? Dlaczego? Dlaczego w tak skandaliczny, irracjonalny, nieodpowiedni sposób niepokoję się o mężczyznę, z którym dotychczas nie tyle spędzałam czas, co niemal byłam na niego skazana?
Sybille zacisnęła usta w wąską kreskę, uporczywie brnąc naprzód i nawet nie oglądając się za siebie w celu sprawdzenia, czy podążą za nią strażnik – pochłonięta własnymi myślami nie była w stanie wyobrazić sobie zagrożeń, które mogłyby dotknąć jej osoby. W tym momencie liczył się tylko i wyłącznie…
Dlaczego, naczelna idiotko Siedmiu Królestw?
Panna Tarth dość prędko znalazła racjonalny powód swego zachowania (i choć doskonale wiedziała, że mija się on z prawdą, uchwyciła się go niczym tonący brzytwy) – jej troska o ser Dereka Baratheona inicjowana była przez jego zażyłą przyjaźń z Selynem. Ni mniej, ni więcej, dokładnie tak brzmiała przyczyna. Ona, jako jedyna siostra dziedzica Tarth, miała niemal obowiązek, by upewnić się, że jego najlepszy przyjaciel wyszedł cało (choć to zbyt wiele powiedziane) z pojedynku. Rzecz imała się utrzymania czystości sumienia, niczego więcej…
… oczywiście, a Bran Budowniczy wybudował Mur, żeby podziwiać z jego szczytu zachody słońca.
Nawet Sybille nie potrafiła być na tyle naiwna, aby wmówić sobie równie wymyślny farmazon – niestety w obecnej chwili wyłącznie on utrzymywał ją przy zdrowych zmysłach i ostatecznie zaprowadził pod samo wejście namiotu delegacji Końca Burzy, skąd… już nie było odwrotu. Panna Tarth dygnęła delikatnie przed stojącymi na straży rycerzami, po czym – wciąż drżącą dłonią – uniosła połę namiotu, wślizgując się do środka niemal bezszelestnie i…
… nie wiedziała, czego właściwie mogłaby się spodziewać. Ser Dereka na łożu śmierci upojonego makowym mlekiem i witającego się z Nieznajomym?
Dotkliwie rannego, z dziurą w czaszce wielkości jabłka?
Tryskającego optymizmem i energią, ledwie draśniętego przez dziedzica Bliźniaków?
Każda z wizji okazała się rozmijać z prawdą – Derek Baratheon nie był ani umierający, ani szczególnie optymistyczny… co tłumaczyć można odniesionymi obrażeniami – i na całe szczęście żadne z nich nie było wielkości jabłka.
Sybille zamarła w bezruchu zaledwie dwa kroki od wyjścia z namiotu. Zawczasu przygotowane słowa uleciały bezpowrotnie, w głowie pozostawiając jedynie brzęczącą, dotkliwą pustkę, którą wywołało ni mniej, ni więcej… a spojrzenie rycerza.
Równie zaskoczone, co to panny Tarth.
Z ust dziewczyny wyrwało się ciche westchnięcie, gdy w końcu wypuściła kurczowo wstrzymywane powietrze i – nim ser Derek zdołał zabrać głos – powoli ruszyła w stronę siennika, na którym odpoczywał.
- Mam… - Sybille w końcu zdołała się uśmiechnąć, resztkami silnej woli zmuszając się do skupienia na Baratheonie… a nie jego obrażeniach. - … mam nadzieję, że nie przeszkadzam, ser? – delikatny uśmiech w końcu rozświetlił również oczy – panna Tarth przystanęła nie dalej niż dwa kroki od rycerza, splatając ze sobą dłonie na podołku i…
… starając się zachować zdrowy rozsądek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Namioty Baratheonów   Sro Mar 18, 2015 6:30 pm

//PONAD MIESIĄC ;_________________; PRZEPRASZAM D:

Leżenie nieco mu się dłużyło. Wpatrywanie się wciąż w kilka możliwych punktów, szukanie latających tu i ówdzie much... nic nie sprawiało mu jako takiej przyjemności, ani nawet nie sprawiało, że czas płynął szybciej. Dłużyło się. Wszystko się dłużyło. W dusznej przestrzeni namiotu czuł zapach gnijącej trawy i rozlanego, wsiąkającego w ziemię alkoholu. Typowa mieszanka turniejowo-weselna - brakowało tylko koni, choć zdawało mu się, że też je czuł. A może wcale nie. Ich woń na tyle mu już spowszedniała, że nie potrafił jej na dobrą sprawę rozpoznać, szczególnie w takiej mieszance.
Sięgnął dłonią po kawałek sera, który pozostawił mu maester. Derek zastanawiał się, ile minęło od tego momentu - miał wrażenie, że całe wieki leżał tu sam. Pozwolił swoim ludziom, by oglądali turniej, oczywiście, chciał znać wyniki kolejnych starć. Miał nadzieję, że Aylward rozprawi się porządnie z młodym Martellem. No i ciekaw też był, jak poradzi sobie postawny Frey. Powtarzał sobie wciąż to samo w myślach, by przypadkiem nie zapomnieć, dlaczego został tu sam.
Czasem jego myśli zmierzały w inną stronę. Opuszczały bezpieczną przestrzeń i udawały się w rejony posępnej przyszłości u boku panny Tully. Wesele w Riverrun. Derek był pewien, że do niego dojdzie tak, jak tego, że słońce dzisiaj zajdzie. Jego stryj rzadko zmieniał zdanie, a stryjenka... cóż. Lady Rhaelle należała do tego typu kobiet, które nie rzucają słów na wiatr. To było potrzebne Baratheonom. Potrzebowali tego mariażu. Młody Jeleń był jedynie narzędziem w dłoniach lorda, był na jego usługi. Przyzwyczajanie się powoli do tej myśli wciąż sprawiało mu niejaki problem, szczególnie, gdy w okolicy pojawiała się pewna jasnowłosa panna z wyspy położonej nad szafirowym morzem.
Przeżył dwie wojny, ale przegrać miał trzecią, tę najmniej krwawą, ale chyba najbardziej bolesną. Godzenie się z tym faktem żadnemu mężowi nie przyszłoby łatwo. Będzie ojcem wielu dzieci, zamieszka niedaleko Końca Burzy z drobną, brązowowłosą dziewczyną o paskudnym charakterze, która być może złagodnieje po pewnym czasie i da się poznać jako prawdziwa dama. Na Siedmiu, Dereku, nie jesteś już dzieckiem! Życie nie oferuje ci zawsze tego, czego najbardziej byś pragnął! Zachowuj się częściej jak mężczyzna!
Jego rozmyślania gwałtownie przerwał kobiecy głos. Głos, który chciał usłyszeć teraz najbardziej na świecie. Gwałtownie się wzdrygnął i podniósł do siadu.
- Ależ oczywiście, że nie, pani - powiedział w pośpiechu. Czy to miejsce na pewno było godne, by przyjmować taką damę? Czy... czy mógł jej coś zaoferować?
- Nie napiłabyś się wina, pani? - spytał, wstając równie szybko, jak wcześniej się podnosił. Troszkę zakołatało go w głowie, więc zawisł na chwilę nad blatem z niewielkim, żeliwnym dzbanem i kielichami. Otrząsnąć się i robić swoje. On chyba by się jednak napił. Ser. No tak, miał tylko ser i trochę chleba. - Nie czujesz się może też głodna?
Chyba był nieco zbyt zaaferowany całą tą sytuacją. To, że dostał w zęby, widocznie dostatecznie przewróciło mu w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Namioty Baratheonów   

Powrót do góry Go down
 

Namioty Baratheonów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Namioty łazienkowe
» Ludzie Baratheonów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal :: Pole turniejowe-