a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Obora



 

 Obora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Obora   Sob Sty 31, 2015 11:48 am

Stojąca nieopodal murów Harrenhal, a zarazem pola turniejowego, sporych rozmiarów lepianka, kryta strzechą, gdzie pewna chłopska rodzina, mieszkająca w przybudówce, trzymała kilka sztuk bydła. Za lepianką swe miejsce miały gnojowica oraz obornik, pieczołowicie uzupełniano, gdyż jak wiadomo - nie było lepszego nawozu dla roślin!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
124
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Obora   Sob Sty 31, 2015 1:27 pm

Daliah Essaris zniknęła tak szybko, jak pojawiła się w jego życiu.
Była niczym płatek śniegu, który jako malec chwytał opuszkiem palca – pozwalał podziwiać się jeno przez ułamek sekundy, by zaraz rozpłynąć pod wpływem ciepła i osunąć w nicość.
-Co ona sobie wyobraża?! – warknął dziedzic Stonehelm, wracając do namiotu, przeznaczonego dla jego rodu. Ciężka płachta jurty załopotała złowieszczo i zaraz opadła, odcinając dopływ dziennego światła. Swann pogrążył się w ciemności wnętrza namiotu, rozpraszanej jedynie przez blask świec, zapalonych przez jego giermka.
-Żeby mi się sprzeciwiać? MI?! Żadna nie odmawia Marcusowi Swann. ŻADNA. – kolejny gniewny pomruk wydostał się z ust mężczyzny, który sam nie wiedział, czy mówi bardziej do siebie, czy też stojącego przy stole pryszczatego giermka.
-To racja! – przyznał chłopak buńczucznie, stawiając pusty kufel z ale na stole.
Już przeszło dwa lata służył Swannowi jako giermek. I przez te długie dwa lata nauczył się, co należy przy nim mówić. Kiedy zaprzeczyć, przytaknąć, a może nie mówić nic. Najczęściej jednak – przyznawał mu rację. Stuprocentową, absolutną rację, a wówczas na ustach Swanna wykwitał triumfalny uśmiech, że ktoś – wreszcie choć jedna osoba to zrobiła. Do głowy by mu nie przyszło, iż Thaddeus czyni to jedynie po to, by gdy nastanie zmierzch, przygotować kąpiel i z namaszczeniem wodzić ługowym mydłem po potężnych ramionach Swanna.
-Dotknięty, porzucony, poniżony na oczach WSZYSTKICH! Dłużej już tego nie zniosę!
-Może piwa?
-Piwa? Nie chcę… ośmieszyła mnie.
-Co?! Ciebie, ser? Nigdy! Na tym turnieju nie ma faceta jak Ty, podziwia Cię każdy, ser, dobrze to wiesz! – wyrzucił z siebie Thaddeus, kładąc dłoń na ramieniu rycerza, któremu służył.
-Bez przesady, lecz wiem. Jestem fantastyczny.
Marcus przeczesał dłonią płowe włosy, zlepione od potu po przegranym pojedynku. Buzowały w nim sprzeczne uczucia. Bezwzględne uwielbienie dla samego ciebie oraz gorzka gorycz porażki. Nie rozumiał, nie potrafił zrozumieć – jak to się stało?
Wszystko to musiało być zaplanowane od początku!
Cholerni Dorzeczanie…
Nie minęło kilka minut, a dziedzic Stonehelm oddał się dyscyplinie, w której nie miał sobie równych. Był weń wręcz niepokonany i nikt, absolutnie nikt nie miał w tym względnie choćby najmniejszego cienia wątpliwości. A ową dyscypliną było nic inszego, jak plucie na odległość. Starania Thaddeusa zawsze szły na marne. Nieistotne jak mocno się zaparł, jak obficie charknął i jak dużo wciągnął powietrza w płuca. Nie mógł się równać ze Swannem w tym względzie, którego ślina zawsze lądowała dwa, a nawet trzy razy dalej!
Chłopak nieprzerwanie dolewał ciemnego ale do kufla rycerza z Pogranicza, co poskutkowało tym, iż po jednym z kolejnych triumfalnych ryknięć, Marcus dźwignął się z miejsca z uśmiechem małego chłopca na ustach i oznajmił wszem i wobec, iż idzie się wysikać.
Dzień dobiegał już końca. Nieboskłon nad ponurym zamczyskiem ciemniał, a uszu Marcusa dochodziły odgłosy hucznej zabawy dochodzące z inszych namiotów, czy stołów rozstawionych nieopodal pola turniejowego.
-Prostaczkowie, półgłówki… - warknął do siebie, okrążając kolejne namioty.
Po załatwieniu potrzeby, wiązał troki portek, gdy jego czujne, sokole oko dostrzegło uroczą dziewkę z wiadrem wody. O Bogowie, a jakaż była piękna! O ustach jak maliny i z miodem we włosach. Pod lnianym materiałem prostej sukni nieśmiało rysowały się pełne piersi oraz zaokrąglone biodra. Dziewczyna nie wyglądała na wysoko urodzoną – lecz to nie przeszkadzało Swannowi w żadnym wypadku. Szukał wszak godnej siebie partnerki, nie zaś kobiety o odpowiednim statusie. A niewinność w oczach chłopki, malinowe usteczka ułożone w zdziwiony wyraz chwyciły go za serce. Miała tak szczere i przenikliwie czyste błękitne oczy, lecz z lekka krytyczne dla szlacheckiej bezmyślności.
-Zaczekaj! – krzyknął Swann, lecz dziewczyna spłoszyła się niczym łania na polanie, upuściła wiadro pełne wody i jęła uciekać w ciemność.
A on, jako prawdziwy mężczyzna – a więc myśliwy, lubiący wyzwania, zaczął ją gonić.
Dziewczyna, przerażona wizją, iż kolejny z możnych weźmie ją brutalnie i zostawi za sobą jak nic nie wartą dziwkę, biegła po trawie ze łzami w oczach, w stronę kilku chat, stojących przy murach zamczyska. Biegła ile sił w nogach, nie odważając się na to, by spojrzeć na siebie. Miała przewagę kilku metrów oraz drobniejszej budowy ciała, co pozwalało na rozwinięcie większej szybkości i zwiększenie odległości.
Udało się!
Znalazła się tuż przy lepiance, w której mieszkała ze swymi starymi rodzicami i kilkorgiem rodzeństwa. Krowy muczały leniwie w oborze, świnie zaś chrumkały radośnie – ojciec dziewczyny zapewne dosypał im nieco kartofli do koryta. Pobiegła za oborę, mijając śmierdzący obornik oraz głęboki dół z gnojówką i skryła się we wnętrzu przybudówki, w której mieli izbę mieszkalną.
-ZACZEKAJ! – ryknął Swann, biegnąc jej tropem.
Co tutaj tak cuchnie?
Nie znał jednak tego terenu, a podchmielony stał się wyjątkowo nieostrożny i… poślizgnął się na mokrej trawie, po czym wpadł do szerokiego dołu, głębokiego na ponad dwa metry, wypełnionego gnojowicą, a więc mieszaniną wody oraz zwierzęcych ekskrementów. Próbował krzyknąć, lecz zakrztusił się, a jego nogę – o zgrozo! – złapał skurcz. Nie mógł się wydostać.
Jął rozpaczliwie machać rękoma, lecz pijany, z gardłem pełnym gnoju, nie potrafił uczynić nic racjonalnego. Nikt nie usłyszał jego jęków – je skutecznie przytłumiały odgłosy zabawy oraz dźwięki, wydawane przez zwierzęta – jakiś bury kundel szczekał radośnie, obserwując co dzieje się w dole, a świnie kwiczały.
Ciało dziedzica Stonehelm, rycerza Pogranicza i potężnego wojownika, jakim był Marcus Swann, znieruchomiało i zastygło w bezruchu,  z gardła nie wydobył się już żaden dźwięk. Ni słowo, ni jęk. A jego duch odszedł w niebyt – jedynie Bogowie wiedzieli, gdzie go odesłać.
Czy do siedmiu niebios, czy może piekieł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Obora

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal-