a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Namiot turniejowy rodu Targaryen



 

 Namiot turniejowy rodu Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Namiot turniejowy rodu Targaryen   Pią Sty 30, 2015 4:23 pm

Wbrew hucznie brzmiącej nazwie, namiot przeznaczony dla reprezentacji Smoczego Rodu nie przewyższa rozmiarami innych, podobnych mu konstrukcji - jurta z białego płótna umiejscowiona została w połowie wysokości pola, pośród namiotów innych zawodników. O przynależności do rodu Targaryen świadczyć mogą jedynie dwa sztandary powiewające na nieśmiałych podmuchach wiatru przed wejściem, którego strzeże trzech strażników, urozmaicających sobie leniwe popołudnia grą w kości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
98
Join date :
12/10/2014

PisanieTemat: Re: Namiot turniejowy rodu Targaryen   Pią Sty 30, 2015 5:20 pm

Za wszelką cenę starała się zachować spokój, zimną krew, całkowite opanowanie. Pełne usta zacisnęła w bladą, równą kreskę, upodabniającą (podobno) urodziwą twarz do porcelanowej maski, gotowej w każdym momencie rozpaść się na tysiąc drobnych, ostrych kawałeczków.
Lśniące, lawendowe spojrzenie uważnie śledziło uwijających się w ukropie giermków, nerwowo zarzucającego łbem konia i łopoczący na wietrze sztandar w czarno-rubinowych barwach. Serce waliło jej jak szalone, a w głowie nie mogła znaleźć żadnej myśli, jakby uciekały zbyt szybko… jednak mimo wszystko doskonale wiedziała, co oznaczał trzask łamanej kopii, wrzask rozentuzjazmowanej widowni i huk upadającego na ziemię przeciwnika.
Żyje.
Musiała zacisnąć palce na szorstkim materiale namiotu, by nie przypaść do niego zdyszana, otwartymi ustami chwytając powietrze.
Żyje.
Jej ciało było niemal zupełnie bezwładne – gdy w końcu odwróciła się i bezszelestnie wkroczyła w cień jurty, wyglądała jak chora, połamana kukła. Nawet nalanie ciepłej wody do misy sprawiało jej niewyobrażalny, niemal namacalnie bolesny problem, zaś nieprawdopodobny wysiłek włożony w prozaiczne, nerwowe ruchy nagle wyrwał z rozchylonych ust chrapliwy, świszczący oddech, który rzęził w piersi przy każdym kolejnym wydechu.
Żyje, pomyślała po raz kolejny, ostrożnie wygładzając dłonią miękki, jasny materiał ręcznika.
Żyje. I nic więcej nie miało w tej chwili znaczenia.
Przez krótki moment wahała się przed postawieniem kolejnego kroku – drobna stopa zamarła nad ziemią, zaś zmarszczone delikatnie brwi wyrażały najgłębsze skupienie; musiało minąć kilka uderzeń serca, nim w końcu ruszyła się z miejsca, zatrzymując dopiero w rogu namiotu. Splecione kurczowo, szorstkie od prania palce to zaciskały się, to znów rozprostowywały, gdy w myślach odmierzała czas dzielący ją od zjawienia się rycerza w jurcie -  słońce przesuwało się mozolnie po niebie, jego blask wpadał przez uniesione poły, lśniącą polewą pokrywał fragmenty ziemi, stolika, ścian. Precyzyjnie wycinał z cienia nieruchomy profil kobiecej twarzy, niby sylwetkę z czarnego kartonu. Czasem cień poruszał się, wydłużał, powiększał, ale nigdy nie znikał z płóciennego boku namiotu. Zachód rozchlapał na wszystko czerwoną farbę, podbarwił plamy światła na różowo.
Cień czuwającej Laeny wyostrzył się, odrealnił i stał podobny do opiekuńczego ducha, strzegącego obojga, kobiety i wkraczającego właśnie pod jurtę mężczyzny, zamkniętych we wnętrzu szkarłatnego klejnotu. Dziewczyna dygnęła nerwowo, niezgrabnie, zupełnie jakby lada moment miała upaść na ziemię pod wpływem panującego w namiocie ukropu… choć właściwie duchota jej nie przeszkadzała. Każdy wdech gorącego powietrza powinien stanowić nieprzyjemny, niezbędny do przeżycia obowiązek, jednak w chwili, w której płuca wypełniały się gorącym powietrzem, Laena czuła wyłącznie przyjemne mrowienie w zaschniętym z emocji gardle; roziskrzone, lawendowe spojrzenie śledziło uważnie każdy krok Białego Płaszcza, odtwarzało w myślach ścieżkę, jaką pokonał od wejścia do stolika z zimną wodą i od stolika do krzesła. Wraz ze zjawieniem się Daerona w namiocie do feerii zapachów nadciągających znad pola turniejowego dołączył jeszcze jeden, znacznie bardziej wyraźny, niemal namacalny – woń męskiego potu, końskiej sierści… i emocji. Zdrowych, oczyszczających emocji. Zadowolenia, tryumfu, zwycięstwa.
Mgła jedynie zgadywać, że właśnie tak pachną te odczucia, że jeśli w jakikolwiek, szczególny sposób odznaczają się od innych emocji, to właśnie tak – ostrą, męską wonią. W tej chwili Laena, zupełnie zaślepiona zapachem wiktorii, zapomniała o swojej wewnętrznej obietnicy, aby się hamować, i niewiele brakowało, a uległby występnej pokusie i zakłóciła odpoczynek Królewskiego Gwardzisty…
… ale przecież była wyłącznie służką. I jak każda służka, musiała znać, sumiennie wypełniać oraz hołubić swoje obowiązki – do nich zaś należało dbanie o to, by podczas turnieju w Harrenhal ani ser Daeronowi, ani tym bardziej księżniczce Rhaenys nie zabrakło zaufanej opieki. Choć sama Laena wolałaby w obecnej chwili być daleko stąd, w Królewskiej Przystani, konkretniej zaś - w olbrzymiej kuchni Czerwonej Twierdzy, musiała cierpliwie trwać na wyznaczonym miejscu w namiocie turniejowym i wznosić modły do Siedmiu Bogów, by pozwolili jej pełnić obowiązki bez zbędnych, głupich, naiwnych myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Re: Namiot turniejowy rodu Targaryen   Pią Sty 30, 2015 6:45 pm

Jakaś nieuchwytna zmiana zaszła ponad polem turniejowym i zarysami ostrych murów Harrenhal. Zauważył to, mijając bez słowa giermka, który pomógł ściągnąć mu zbroję i za wszelką cenę starając się powstrzymać drżenie prawej ręki – nadwyrężone mięśnie kurczyły się boleśnie, przeobrażając wciśnięte w opancerzoną rękawicę palce w upiorne szpony. Nie pomagał zwykły w tych wypadkach zabieg ugniatania zgięcia łokcia, nie pomagały nawet ciche przekleństwa rzucane pod nosem; przez rękę wciąż przechodziły przeszywające skurcze, rodzące się u nasady ramienia i dobiegające aż do koniuszków palców. Nawet jeśli tłum wywatował na cześć Daerona – sądząc zaś po panującej na trybunach wrzawie robił to z zaciekłością – sam Targaryen był zbyt zajęty zachowywaniem pozorów zdrowia, aby zwrócić uwagę na przeszywające powietrze okrzyki. Gdyby nie świadkowie jego tryumfu, można by pomyśleć, że poniósł sromotną klęskę; z pola turniejowego zniknął niemal natychmiast po zeskoczeniu z siodła, o jego obecności zaś świadczyła wyłącznie zarysowana, biała tarcza oparta o niski płotek odgradzający teren walk od części namiotowej. Teraz, gdy zaczął się uspokajać, szum krwi w jego uszach ustał, zaś bolesne pulsowanie w ustach złagodniało, umożliwiając Daeronowi trzeźwe myślenie – Gwardzista niemal natychmiast stanął przed paskudnym dylematem i nie wiedział… co dalej ma ze sobą zrobić. W oparciu o lata podobnych rozterek wiedział, że właśnie na tym polegało bycie rycerzem. Gdyby chciał dokonywać tylko łatwych wyborów, mógł zostać stolarzem, który czasem musi odrzucić krzywą deskę, ale rzadko ryzykuje życie najbliższych osób… oraz swoje własne. Targaryen trzymał się myśli, że zawsze istnieje właściwy sposób postępowania, mimo że był to coraz mniej popularny pogląd. Wybierasz sobie wodza, wybierasz stronę, po której staniesz, wybierasz drużynę, a potem pozostajesz im wierny, niezależnie od tego, w którym kierunku wieje wiatr.
Daeron wciągnął kurczowo powietrze do płuc, wyraźnie czując, jak żelazne szczypce skurczu powoli zaczynają ustępować. Przesłonięty rozmytą mgiełką bólu wzrok przesunął się obojętnie po zaczerwienionych twarzach podchmielonych rycerzy i w końcu spoczął na błękitnym, słonecznym niebie – otoczenie wypełniało lekkie migotanie barw, tak jakby samym powietrzem targała niepewność i wątpliwości. W obliczu pojedynku to, co budziło w Targaryenie pragnienia i entuzjazm, wydało się równie bezsensowne jak martwe liście gnijące pod nagim drzewem morwowym w ogrodzie. Wystarczyło pomyśleć, że tu i teraz zajmuje się podobnymi błahostkami, podczas gdy powinien być… gdzieś. Gdzieś indzie, być może w zapomnieniu, leży ziemia obiecana – chociaż nie, to nie jest ziemia i nikt jej nie obiecał, ani nawet nigdy nie została ona naprawdę zapomniana, ale przecież coś od zawsze go woła. A potem, kierując się do namiotu, zupełnie obojętnie zadał sobie pytanie, czy miałoby to dla niego znaczenie, gdyby dziś umarł. Taka perspektywa nie budziła w nim żadnych emocji – ani lęku, ani pożądania. Śmierć wydawała się równie nudna jak opowieści Wielkiego Maestra o nowo odkrytym gatunku muszek. A codzienność – równie przewidywalna i nużąca jak morały pana ojca. W myśli przyznał mu jednak rację, nie tyle w kwestii wciąż powtarzanych kazań, ale w tym, że dni mijają bez radości i bez celu. Jaehaerys bezustannie powtarzał, że każdy z jego synów posiada niewątpliwie fantastyczne możliwości, nawet ten najmłodszy, który zwykle zdawał się zbyt zmęczony, by z nich korzystać. Jak ktoś, kto jeszcze czeka na odpowiednią chwilę. Albo na wstrząs, który skruszy wewnętrzną skorupę. I teraz, by na złość potwierdzić słowa zmarłego ojca, Daeron mógłby na przykład porzucić swoje obowiązki, wyciągnąć oszczędności życia i na pokładzie galery handlowej ruszyć na spotkanie nowemu życiu. W Essos. Na Wyspach Letnich. Gdziekolwiek.
Zaraz po tym przyszła jednak nagana, bolesny skurcz pogardy dla siebie i szalonych pomysłów, które podszeptują mu najpewniej Inni – Targaryen wszedł do namiotu gnany przez własne demony, z przygarbionymi ramionami, z podbródkiem opadającym na klatkę piersiową i szczerym przekonaniem, że po raz pierwszy od dłuższego czasu w końcu może być sam.
Ale wtedy zauważył dzban napełniony świeżą, czystą, zimną wodą.
Złoty promyk słońca zamigotał ognikiem w gładkiej tafli, tak jakby odnalazł drogę i dawał Daeronowi znak, żeby skupił na nim całą uwagę. Gwardzista zatrzymał się z wahaniem przy stoliku, wpatrując w naczynie z dziwnym uczuciem przyjemności… pomieszanej z zakłopotaniem. Targaryen odsunął się od stołu, wykonując dwa niepewne kroki w stronę krzesła i dopiero wtedy odnalazł w sobie wystarczająco wiele odwagi (siły?), by odwrócić się i rozejrzeć po wnętrzu namiotu.
Dostrzegł ją niemal natychmiast.
Drobna i szczupła, i tak piękna, że nawet lordowie Dorzecza wodzili za nią wzrokiem, kiedy przemykała przez błonia, starając się nie przykuwać niczyjej uwagi. Daeron zastanawiał się, skąd pochodziła ta istota, która teraz z odległości nie większej niż metr wpatrywała się w niego ciepło, choć z pewnym niepokojem? Niby daleki krewny zatroskany naszym stanem zdrowia. Zdawało się, że Targaryena intryguje ta dziewczyna, bo dlaczego kręciłaby  wolno głową, jakby chciała powiedzieć: „Naprawdę bardzo ci się dziwię”. Albo wyrażała bezsilny żal, że Daeron postępuje tak niemądrze, narażając swoje zdrowie podczas turnieju.
Rycerz poruszył bezgłośnie ustami, nie do końca wiedząc, co mógłby powiedzieć. Co mógłby powiedzieć wobec jej kobiecego spokoju, wobec ciszy, z jaką obserwowała jego nieporadne ruchy?
Członkostwo w Gwardii Królewskiej zwalniało go z niewygodnego, niemal żenującego obowiązku rozmów z płcią przeciwną – nie ważne, czy szlachcianka, czy chłopka podająca ale w karczmie, Daeron Targaryen nie potrafił rozmawiać z kobietami. I koniec, i już. Laena ukłoni się teraz i wyjdzie, zostawiając go oszołomionego w głuchej ciszy, w której rozlegać będzie się wyłącznie przyspieszone bicie serca.
Usiadł w milczeniu na wąskim krześle, nie spuszczając z dziewczyny wzroku, zupełnie jakby stanowiła śmiertelne zagrożenie – jednak w fiołkowych tęczówkach nie było niczego poza niezmąconym spokojem i ciekawością… oraz niepokojącą spostrzegawczością, która dostrzegła odrętwienie ręki, powoli rozłażący się po niej obrzęk i drżące palce nie potrafiące dobrze uchwycić dzbana.
- Sądziłem, że jesteś z księżniczką Rhaenys, pani.
Sucho. Ochryple. Bogowie, dlaczego tak ochryple, dlaczego nie mógł wyszeptać tych słów i uśmiechnąć się lekko, dlaczego zawsze zachowuje się jak kończący wyrąb drzew drwal, dlaczego? Jasne brwi zmarszczyły się w gniewnym marsie, gdy Daeron sięgnął po kubek, za wszelką cenę starając zapomnieć o obecności służki, którą nieodwołalnie musiał zrazić swym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
98
Join date :
12/10/2014

PisanieTemat: Re: Namiot turniejowy rodu Targaryen   Pią Sty 30, 2015 7:35 pm

On tego nie robi naumyślnie.
Pomyślała nagle, z trudem powstrzymując cień niepokoju zakradający się na lico. Od momentu, w którym Daeron wkroczył do namiotu, czas zdawał się wymykać wszelkim poznanym dotychczas prawidłom. Zwolnił, zgęstniał, przesypywał się mozolnie przez wąskie sitko naiwnych marzeń nie mniej naiwnej istoty. W jednej chwili Laenie wydało się, że właśnie w „nienaumyślnie” w tych słowach, w dobrych i złych intencjach, oraz ich braku, leży jedna z wielkich tajemnic istnienia. Miłość i śmierć, samotność, pragnienia, zazdrość i cud światła i lasów, gór, dolin i wody – czy w nich jest jakaś celowość? Czy jest jakiś zamysł w zasadniczym podobieństwie pomiędzy nami a jaszczurką, pomiędzy liściem winorośli a dłonią? Czy to ma jakiś cel, że życie przecieka nam przez palce, dzień po dniu, wśród samotności, ciszy, złudnych marzeniach?
Wiedziała, że jakakolwiek próba zgłębienia tajemnicy będzie zła. Nieodpowiednia. Nie na miejscu. Jej nieszczęście polegało jednak na tym, że – w przeciwieństwie do otaczającego ją świata – doskonale znała relację między sobą  a Daeronem. Ta z kolei początkowo nie różniła się niczym od więzi zrodzonej z Maegorem – mimowolnie, podświadomie, ale jak najbardziej szczerze go kochała. Jako człowieka, który zapewniał jej opiekę, dach nad głową, żywność, w końcu zaś jako członka rodziny, do której nigdy nie będzie jej dane przynależeć.
Czas jednak mijał, a wraz z nim zmianie ulegało nastawienie Laeny. Zdrowe zmysły przytępiały nagłe porywy emocji, którym nie potrafiła się opierać, którym nawet nie próbowała stawiać czoła. Choć dziewczyna wiedziała, że nie ma u niego najmniejszych szans, choć wie od dawna, że jest okrutny i że nią na pewno gardzi. Ale co może zrobić, skoro cały czas, od lat, mam wrażenie, że pod tym milczeniem, tą skorupą oschłości kryje się mały, zraniony chłopiec, samotne dziecko, które wcale nie nienawidzi kobiet, ale się ich boi, boi się, że po prostu nie zniesie jeszcze jednego ciosu? Może to tylko taka psychologia dla ubogich, naiwnych służek, może po prostu mrzonka na wpół oszalałego umysłu, które odnajdywało między sobą a krewniakiem nić porozumienia, choć ta najpewniej wcale nie istniała.
Ciebie i mnie, i nas oboje więcej łączy niż dzieli.
Uśmiechnęła się mimowolnie, z zażenowaniem, z naganą dla własnej głupoty, jednak myśli już wędrowały dalej, nie pozwalając się zamknąć w ciasnej klatce racjonalizmu.
Głowa, szyja, kręgosłup, ciekawość, apetyt, kończyny, pożądanie seksualne, zdolność rozróżniania dnia i nocy, odczuwania zimna i ciepła, żebra, starość, układ trawienny i wydalniczy, wrażliwość na ból, metabolizm, pamięć, strach przed niebezpieczeństwem, rozgałęziony labirynt naczyń krwionośnych, system rozrodczy i ograniczona zdolność regeneracji nastawionej ostatecznie na samozniszczenie. To wszystko ich łączy. Również praca serca, niby skomplikowanej machiny oblężniczej, i zmysł węchu, i instynkt samozachowawczy, i talent do ucieczki, i ukrywania się, i maskowania własnej obecności, a także orientacja w terenie i mózg, a najwyraźniej także samotność. Jest tyle rzeczy, o których moglibyśmy porozmawiać i które moglibyśmy porównać. Tyle moglibyśmy się nauczyć od siebie nawzajem.
A potem powoli, niemal niechętnie, Laena musi przyznać sama przed sobą, że ten siedzący na krześle rycerz, że on, właśnie on poprzysięgał przed całym królestwem, przed Siedmioma Bogami, w końcu przed majestatem królewskim, że nigdy nie weźmie sobie kobiety.
A przecież zasługiwał, jak nikt zasługiwał na najbardziej szlachetną, piękną i kochającą damę, jaka tylko stąpa po Westeros. Zasługiwał na kogoś, kto go pokocha, kto powije mu dzieci i będzie zapewniał każdego dnia, każdej godziny, każdej minuty życia, że kocha.
Tymczasem ja, Laena, nie będę dla niego znaczyła więcej niż ziarnko piasku. Być może coś ze mnie, jakaś cząsteczka, ziarenko, podmuch naprawdę zostanie z nim, może nawet właśnie w drobince piasku, która zakradnie się za paznokieć.
I tylko w takich momentach jak ten, kiedy pyta obojętnie o obowiązki, kiedy odwraca wzrok i stara się zapomnieć o jej obecności, dziewczynie wydaje się,  że to wołanie o pomoc zagubionego, małego chłopca. Spróbuj spierać się z własnymi uczuciami, a poniesiesz klęskę ostateczną.
Gdy tylko z ust Daerona padło „pani”, Laena nie widziała potrzeby, żeby jakoś skorygować albo zmienić jego słowa. Moralność, tak jak nieśmiertelność, ma swoją cenę. A najważniejsze – jaka jest cena tej ceny, czyli jaki jest sens i cel życia? Z tego zagadnienia wywodzi się wszystko inne. Albo powinno się wywodzić.
Laena poczuła, jak serce ściska się jej z żalu. W tym smutku gotów była nachylić się i przytulić do siebie Daerona. Przycisnąć jego porośniętą jasną szczeciną twarz do swojej piersi. Gładzić jego piękne, srebrne, zlepione potem włosy. Gdyby zaproponowała mu teraz, żeby się z nią położył tutaj, na chybotliwym, zbitym ze starych desek stole, bez wątpienia byłby zszokowany, czerwieniłby się i bladł na przemian, aż w końcu by odmówił. I na nic zdawał się argument, że potrafiłaby sprawić mu rozkosz, jakiej nigdy dotąd nie zaznał, i sprowokować jego śmiech, wymówki i zaskoczenie, szept próśb, westchnienia i jęki – co wprawiłoby i Laenę w stan najsłodszego ze znanych jej uniesień – radości z własnego altruizmu. Cóż z tego, że nie jest piękna jak Lady Rhaenys? Gdyby pozwolił, kochałaby go tak, jakby była najpiękniejszą kobietą, ponieważ tak naprawdę i definitywnie o urodzie decyduje tylko i wyłącznie obecność mężczyzny.
Ale nie. Nie było żadnej obecności z jego strony, tylko spojrzenie w bok, ucieczka wzrokiem i z trudem ukrywany ból. Laena zamiast miłości musiała zaoferować Daeronowi pomoc, musiała podejść do stolika na drżących nogach i wyjąć z silnej dłoni kubek, który sama napełniła zimną wodą.
I nagle, może z powodu wewnętrznej urazy, może z przyczyny poczucia pozostawienia (choć on wcale jej nie urażał, nawet nie miał zamiaru pozostawić) postawiła z hukiem naczynie na stole, rozchlapując kropelki wody i spokojnie, z mściwą satysfakcją w końcu mówiąc:
- Nie jestem żadną panią.
Nie mogłaby sobie wyobrazić bardziej przyjaznego momentu do odwrócenia się na pięcie, wyjścia z namiotu i poszukania pocieszenia w ramionach innego, który jej nie odtrąci, który doceni jej gotowość poświęcenia się, pomocy, oddania. To takie proste: odwrócić się i wyjść.
Odwrócić się i wyjść.
Zanim Daeron Targaryen zdołał cokolwiek powiedzieć, Laena Waters zacisnęła usta w wąską, gniewną kreskę i zaczęła realizować własny plan.
Odwrócić się i wyjść!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Re: Namiot turniejowy rodu Targaryen   Nie Mar 01, 2015 9:42 pm

Ucieczka w chwilach dyskomfortu od zawsze wydawała się Daeronowi czymś adekwatnym. Jako najmłodszy i prawdopodobnie najmniej ambitny z rodzeństwa zwykle ratował się przed cieniem obowiązków strategicznym odwrotem, który pozwalał na słodką bezczynność pośród krzewów w Królewskich Ogrodach bądź zatęchłą ciszę w bibliotece Czerwonej Twierdzy. Targaryen nie lubił sztucznie rozdmuchiwanych konfliktów, nie przepadał za okazywaniem uczuć, nie tolerował nawet zbytniej gadatliwości, własne myśli, emocje i opinie skrzętnie zachowując wyłącznie dla siebie. Owa postawa unikania zwykle nie wymagała szczególnych wyrzeczeń ze strony Smoka – wszak jako Gwardzista Królewski powinien stanowić godny naśladowania przykład całkowitej obojętności na czynniki zewnętrzne. Rozkaz i wykonanie. Polecenie i wysłuchanie. Tajemnica i jej zachowanie – pełnienie funkcji Białego Płaszcza w dziewięćdziesięciu dziewięciu na sto przypadków polegało na milczeniu… zaś tej jeden przypadek – to zwykle zadania reprezentacyjne.
Takie jak to w Harrenhal.
O ile Daeronowi większych kłopotów nie przyniosła pierwsza potyczka na polu turniejowym, o tyle nawet nie śmiał przypuszczać, iż prawdziwą walkę przyjdzie stoczyć mu… we własnym namiocie. I to z istotą dwa razy niższą oraz trzy razy lżejszą od siebie. Po dziś dzień Targaryen nie był pewien, skąd w bękarciej córce Lorda High Tide tyle przekory – wszystkie służki w Czerwonej Twierdzy przemykały korytarzami ze spuszczonymi głowami i wzrokiem utkwionym w wyślizganej posadzce, natomiast Laena Waters… cóż.
Laena Waters była sobą.
Kiedy Daeron obserwował ją w milczeniu podczas posługi przy stole, sprawiała wrażenie kogoś zupełnie nie na miejscu; proste, szczupłe plecy, po których srebrną kaskadą spływały rozpuszczone włosy, nigdy nie współgrały z pełnioną przez dziewczynę funkcją służki. Targaryen co prawda nigdy nie uważał się za konesera kobiecej urody, jednak nawet on musiał przyznać, że Laena była … piękna. W ten jasny, niepowtarzalny, valyriański sposób – była po prostu niesłychanie piękna. Nawet (a może zwłaszcza?) wtedy, gdy już poza oficjalną służbą nagle okazywała się energiczną, wszechobecną dziewczyną z fartuszkiem ciasno obwiązanym wokół talii; Gwardziści niejednokrotnie nie nadążali za szybkością i precyzją jej ruchów, z niejaką obawą stwierdzając, że gdyby zechciała zaatakować Aerysa podczas nalewania zupy – żaden z Białych Płaszczy nie zdołałby zareagować. Na całe szczęście dla rycerzy Gwardii, Laenie daleko było do planowania zamachów na króla – sam Daeron niejednokrotnie dostrzegał w jej lawendowych oczach bezbrzeżne oddanie władcy, co…
… czasami budziło w nim nieznane i bardzo nieprzyjemne uczucie, którego nie potrafił nazwać. Cóż to było, na Bogów? Obawa o życie Aerysa? Niejasne podejrzenie, że jego brat nocami może ogrzewać swe łoże szczuplutkim ciałem służki? Czy… czy powiązana z tym faktem zazdrość, rzecz najbardziej irracjonalna, bo przecież bezpodstawna? Rycerz w podobnych chwilach fukał na siebie ze złością i w pełni poświęcał się swym obowiązkom, starając unikać Laeny tak często, jak tylko nadarzała się ku temu okazja. Taktyka omijania perfekcyjnie sprawdzała się w Czerwonej Twierdzy…
… ale odkąd wyruszyli do Dorzecza, był skazany na towarzystwo dziewczyny. Zupełnie jak teraz.
Daeron z niekrytą obawą w fiołkowych tęczówkach obserwował całą gamę emocji, która przez niecałą minutę potrafiła przewinąć się przez gładkie lico Watersówny – poczynając od szczęścia, poprzez namysł, gniew, furię i na skrajnej rozpaczy kończąc. Laena przez cały ten czas wpatrywała się w Targaryena z wyrzutem, którego sam zainteresowany (pomimo szczerych chęci, jak Bogowie mu świadkiem!) nie potrafił pojąć. Co więcej, rycerz najbardziej elitarnej jednostki w Siedmiu Królestwach przyłapał się na tym, iż – nie mogąc dłużej znieść tego przesyconego niewysłowionym cierpieniem spojrzenia służki – spuścił wzrok i wbił go w ziemię, przywodząc tym samym na myśl karconego przez maestra ucznia. Daeron poświęcił pełnię uwagi drepczącemu koło nogi stołu karaluchowi, który przywędrował do namiotu z tylko sobie znanych zakątków Harrenhal i obecnie sprawiał wrażenie znużonego oraz obojętnego na wszystko – a już zwłaszcza na swoistą komedię nad nim się rozgrywającą. Insekt nie próbował nawet uciekać, co natychmiast obudziło w Targaryenie duch myśliwego. Gwardzista już-już unosił nogę, by niezauważalnie przydeptać karalucha… gdy nagle ogarnął go żal, bo uświadomił sobie, iż nie ma najmniejszego prawa pozbawiać istotki życia. Podeszwa zastygła cal nad ziemią, zaś Daeron ze zdumieniem obserwował czułki, które zakreślały wolno półkola. Zauważył gęstą, sztywną niby wąsiki szczecinkę. Przyjrzał się wrzecionowatym, pełnym przegubów nóżkom i delikatnemu rysunkowi wydłużonych skrzydełek. Tak wielka precyzja i misterność budowy miniaturowej istoty wywołały w nim podziw, nie wydawała się ona już wstrętna, ale cudownie doskonała – reprezentująca znienawidzoną rasę, prześladowaną i skazaną na życie w ukryciu, doskonalącą w sobie umiejętność przeżycia na przekór trudnościom, zwinną i swobodną w ciemnościach; rasę, która pada ofiarą atawistycznej odrazy zrodzonej z lęku, czystego okrucieństwa i odziedziczonych przesądów.
Czy to możliwe, że to właśnie nieuchwytność tych robali, ich pokora i skromność i ta niesamowita żywotność tak nas przeraża? Czy też jesteśmy po prostu przerażeni samym morderczym instynktem, jaki w nas budzi? Przerażeni tajemniczą długowiecznością istoty, która nie gryzie ani nie żądli, i zawsze trzyma się na dystans… zupełnie jak Laena?
Daeron z trudem oderwał wzrok od insekta, ze zdumieniem zauważając pannę Waters kierującą się ku wyjściu z namiotu. Targaryenowi najwyraźniej umknęła przyczyna, dla której służka marszem ruszyła w stronę płachty jurty… ale w obliczu tak energicznego obrotu wydarzeń nie miał nawet krótkiej chwili, by się nad tym zastanawiać. Gwardzista niemal roześmiał się w głos, gdy tylko dotarło doń, że właśnie porównał w myślach szczupłą, piękną dziewczynę…
… do karalucha, który czmychnął jak najdalej, najwyraźniej wyczuwając nadchodzące starcie.
- Na Bogów, nie możesz tak po prostu odwrócić się i wyjść. – woda w stojącym na stole dzbanie zakołysała się nieznacznie, gdy Daeron oparł dłoń o chropowaty blat, podnosząc się z miejsca. – Wszyscy w Siedmiu Królestwach zdają się o tym zapominać, zaś ja sam nigdy nie przyznaję tego na głos… ale wciąż jestem księciem. Cuchnącym potem, zmęczonym po pojedynku, zapatrzonym w karalucha, ale wciąż księciem. Przynajmniej z urodzenia. – kąciki ust Targaryena drgnęły nieznacznie, gdy splótł ręce na piersi, wbijając fiołkowe spojrzenie w plecy Laeny. Nie zamierzał jej grozić, brońcie Siedmiu! Po prostu… coś – przeczucie, instynkt, egoizm – nie pozwoliło mu na obojętność wobec tej dziewczyny. Zwłaszcza w obliczu równie rażącej bezczelności, która u każdego innego Smoka natychmiast zaowocowałaby karą… u każdego, poza Daeronem. Szczęście czy przekleństwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Namiot turniejowy rodu Targaryen   

Powrót do góry Go down
 

Namiot turniejowy rodu Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kronika królewskiego rodu Targaryen
» Daeron Targaryen
» Namiot cyrkowy
» Viserys Targaryen
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal :: Pole turniejowe-