a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
High Tide



 

 High Tide

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: High Tide   Pon Sty 05, 2015 10:28 pm

High Tide na wyspie Driftmark jest zamkiem od wieków należącym do starego rodu Velaryonów. Po Tańcu Smoków twierdzę odbudowano i gruntownie przebudowano.


Ostatnio zmieniony przez Daemis Velaryon dnia Wto Sty 20, 2015 6:17 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Sty 07, 2015 2:45 pm

Daemis wstał o świcie. Swój dzień zaczynał tak jak zawsze, siadał na oknie i obserwował odpływające statki. Niektóre mniejsze, niektóre większe, niektóre o czerwonych żaglach, inne o niebieskich, a jeszcze inne o białych. Każdy statek różnił się od pozostałych, większość jednak miała jeden cel - Królewską Przystań. Przy brzegu wyspy Driftmark, na której leżał rodowy zamek Velaryonów - High Tide - fale uderzały o skały i mury twierdzy, a mewy skrzeczały i szukały pożywienia. Zatoka Czarnego Nurtu ciągnęła się daleko na południowy zachód a gdzieś na jej końcu czekało na Daemisa jego największe marzenie - stolica Siedmiu Królestw. Tam widział siebie w najbliższej przyszłości, na dworze Targaryenów. Już niedługo tam będę, już niedługo popłynę i spełnię swoje marzenia Tylko ta myśl chodziła mu wciąż po głowie.

Chciał tam zacząć zupełnie nowe życie, wyjść w końcu spod opieki ojca. Chciał być w końcu samodzielny. Marzył by zostać Starszym nad okrętami, zasiadającym w małej radzie królewskiej. Pobyt w Królewskiej Przystani to pierwszy i najważniejszy krok do realizacji swojego celu życiowego.

Komnata Daemisa, w której się znajdował, była niemała i wszystko miało swoje miejsce. Jego wielkie łoże znajdowało się po środku pomieszczenia, a po obu stronach dwoje okien z widokiem na morze. Przy ścianie na lewo od wejścia było jego biurko, na którym leżały szkice statków. Daemis mógł rysować godzinami. Często bywało tak, że jak zaczął, sam ojciec musiał się upomnieć by poszedł już spać. Chłopak kochał się w statkach. Chciał posiadać swój własny okręt. A tak właściwie więcej niż jeden. Młody Velaryon pragnął posiadać najpotężniejszą flotę w całym Westeros. Dziesiątki statków wykonane według jego idealnych planów. To dlatego dbał o każdy szczegół podczas szkicowania. Pragnął by w przyszłości każdy znał jego imię.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Nie Sty 11, 2015 3:39 pm

z Czerwonej Twierdzy

Naelyer, choć była raczej energicznym człowiekiem, również należała do tych stale noszących w sobie gniew. Ciągle była więc poirytowana, łatwo ją było rozdrażnić i tylko lata ćwiczeń samokontroli ratowały ją od narzekania, fukania na ludzi i mieszania ich z błotem. Za swój stan nieustannego rozdrażnienia obwiniała fakt, że się ciągle musiała pilnować. Dlatego uwielbiała sytuacje, w których mogła się odprężyć i miała okazję trochę pobyć sobą. Należała do nich na przykład podróż statkiem.
Dziewczyna dziękowała czasem losowi, gdyż w żadnych bogów nie wierzyła, że urodziła się w rodzinie, która mogła sobie pozwolić na taki luksus jak podróż morska, a nawet miała wiele włości położonych na wyspach, których odwiedzanie można było wykorzystywać jako okazję do wejścia na statek. Dlatego kiedy niedługo po tym, jak zamieszkała w Czerwonej Twierdzy lord Velaryon poprosił obecnych tam Targaryenów o zabranie jego najmłodszego syna z Driftmarku do Królewskiej Przystani, wyznaczona do tego zadania białowłosa ochoczo na to przystała. Oczywiście nie zbyt ochoczo, bo wiadomym było, że dla większości dam podróż galerą to udręka. Choć Daemisa nie znała zbyt dobrze, gdyż kiedy wychowywała się w High Tide właściwie rzadko bywał na swojej rodzinnej wyspie, nie przeszkadzało jej to. Miała po prostu odegrać rolę dobrego gospodarza, który tak dba o swoich gości, że aż sam odbiera ich z domów by towarzyszyć im w podróży do siebie.
Dlatego chociaż Naelyer płynęła większą część nocy, kiedy o poranku dobiła do brzegu, była w nader dobrym humorze. Kiedy tylko towarzyszący jej gwardzista zasnął, dziewczyna wymknęła się ze swojej kajuty i niemal do rana grała z aktualnie niewiosłującymi w kości i w karty, nie dając im żadnych szans, ale żartując i wzbudzając w nich do siebie coraz większą sympatię. Poskutkowało to tym, że zeszła na ląd niewyspana, ale szczęśliwa.
Zastanawiała się tylko, czy Daemis wie o jej przybyciu. Czy wie, że to dzisiaj ma się spakować, wsiąść z nią na galerę i popłynąć ku przyszłości. Jednak jak to ona, nie zaprzątała sobie tym zbyt długo głowy. Po prostu dalej w swoim podróżnym stroju, czyli wysokich, sznurowanych butach na lekkim obcasie, skórzanych spodniach, lekkiej białej koszuli i zapinanym z przodu na sprzączki skórzanym gorsecie kończącym się poniżej jej biustu z szerokimi ramiączkami łączącymi się na jej karku. Wyglądała wręcz obscenicznie biorąc pod uwagę panujący kanon młodej damy, a z gwardzistą korony u boku niemal absurdalnie. Wszyscy jednak zdawali się nie zwracać na to uwagi lub przynajmniej udawali, że nie dziwi ich ani trochę tak niestosownie ubrana dama z rozwichrzonym włosem. Ona zaś, ani trochę tym wszystkim niezrażona, jakby kwestia ubioru była dla niej zbyt przyziemna, wparadowała przez główne wejście do High Tide, by zobaczyć się z Daemisem. Dała więc znać służbie, że będzie czekać na niego w głównej sali. Rozsiadła się tam wygodnie, zarzuciwszy nogę na nogę i gapiła się na towarzyszącego jej rycerza z nadzieją, że w końcu poczuje się niekomfortowo. Ot, by nieco umilić sobie czas oczekiwania.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Sty 12, 2015 10:04 pm

Wczesnym rankiem, gdy Daemis jeszcze spał, służka zapukała do jego komnaty.
- Panie. W wielkiej sali czeka gość.
Chłopak od razu otworzył oczy i nie mógł uwierzyć własnym uszom.
- Co!? – krzyknął na cały głos, czym wystraszył dziewczynę.
Gość!? Jak ja dopiero wstałem! O Bogowie! Spójrzcie na moje włosy! Daemis zaczął panikować. Nie spodziewał się nikogo o tej porze. W ogóle nie spodziewał się nikogo, kto mógłby go odwiedzić. Lecz długo nie myśląc, szybko założył swoją czerwoną szatę ze wstawkami ze złotego materiału, stanął przed lustrem, wyciągnął szczotkę i zaczął czesać swoją zawsze idealną grzywkę. Po kilkunastu minutach układania swoich włosów, był gotów by stawić czoła niespodziewanemu gościowi. Kto to może być? Może moja matka wróciła ze Smoczej Skały. Ale żeby robić z tego powodu taki szum? Już spokojny,  młodzieniec ruszył ze swojej komnaty w stronę wielkiej sali High Tide.
Gdy już tam doszedł, jego oczom ukazała się białowłosa piękność. Nie tak pamiętał dziewczynę stojącą przed nim. W pierwszej chwili zresztą w ogóle jej nie poznał, myśląc że stoi przed nim wyjątkowo wyuzdana dziwka.
- Naelyer Targaryen. Witam pani w skromnych progach High Tide. - Daemis pokłonił się tak jak wypada, chociaż patrząc na nią, konwenanse zdawały się być niepotrzebne.  - Wybacz pani, ale nie rozumiem czemu kazałaś wezwać tu akurat mnie. Mniemam, że z moim panem ojcem bądź którymś ze starszych braci zdołasz załatwić więcej. Jeśli chcesz każę po nich posłać.


Ostatnio zmieniony przez Daemis Velaryon dnia Wto Sty 13, 2015 4:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Sty 12, 2015 10:45 pm

W irytowaniu jej gwardzisty, który pod jej spojrzeniem zaczynał się już nieco wiercić, przerwał jej odgłos kroków odbijających się echem od kamiennych ścian zamku. Naelyer szybko odwróciła w ich stronę głowę i uśmiechnęła się pod nosem. Kiedy Daemis do niej podszedł wstała, choć niechętnie, ociągając się lekko i odpowiedziała przepisowym ukłonem na jego powitanie, tak zgrabnym, tak pełnym gracji i wewnętrznego wdzięku, że nawet mimo jej nieszczególnie wyjściowego stroju prezentowała się w tamtym momencie po królewsku. Zaraz jednak czar prysł, bo niemal drapieżnie błysnęły jej bielutkie, równe zęby, które odsłoniła w radosnym, ale nieco niepokojącym uśmiechu. To był raczej koniec zbędnych uprzejmości, nie zamierzała się płaszczyć i udawać kogoś innego przed nie dość, że kimś młodszym, to jeszcze ze zdecydowanie mniejszego rodu. Oczywiście, nie zamierzała być niegrzeczna, ale zwyczajnie nie planowała utrzymywać na tę chwilę pozorów doskonale ułożonej damy.
- Daemisie - odparła miękko w ramach powitania, któremu towarzyszył ów zgrabny ukłon. Spojrzała na niego badawczo, mierząc go przeszywającym spojrzeniem od stóp do głów, wcale tego nie kryjąc. No, no, no. Wyrósł na całkiem niczego sobie mężczyznę. Uniosła wzrok i z powrotem spojrzała mu w twarz. I choć był od niej znacząco wyższy, to ona zdawała się tu być tym patrzącym z góry.
- Dziękuję za twą uprzejmość, ale chyba wiem, z kim chciałam rozmawiać - jej ton głosu nadał łagodności tym szorstkawym słowom. Uśmiechnęła się jeszcze delikatnie, by nie zrażać do siebie najmłodszego Velaryona, miała mu przecież bardzo ważną rzecz do przekazania. Zmrużyła jednak lekko oczy, po kociemu, zastanawiając się przez chwilę i próbując dobrać odpowiednie słowa. Sądząc po jego wypowiedzi, Daemis nie wiedział, po co tu przybyła.
Targaryenka poczekała więc aż Daemis wskazał jej miejsce, by usiadła. Dopiero po usadowieniu się wygodnie i ponownym zarzuceniu nogi na nogę, zdecydowała się odezwać:
- Słyszałam, że chciałeś stąd odpłynąć - zawiesiła lekko głos, przez co nie można było rozpoznać jej stosunku do tego pomysłu - równie dobrze mógłby być on głęboko negatywny lub wręcz skrajnie pozytywny.
- Do Królewskiej Przystani - pociągnęła w końcu dalej, już beznamiętnym tonem i zamiast świdrować chłopaka wzrokiem, nawinęła sobie na palec kosmyk białych, miękkich włosów i przyjrzała mu się badawczo, tylko kątem oka obserwując reakcję rozmówcy. Chwilę potem wypuściła pukiel, który opadł swobodnie na swoje miejsce i Naelyer, oparłszy się na łokciu o stół wróciła wzrokiem do Daemisa. Patrzyła mu się w oczy, jak każdemu. Wiedziała, że wprawia to ludzi w poddenerwowanie, ale z takimi łatwiej się rozmawiało. Byli bardziej szczerzy i zdecydowanie bardziej skłonni przyjąć jej punkt widzenia przez wywieraną na nich presją, której źródła często nie potrafili odgadnąć.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Wto Sty 13, 2015 8:34 pm

Daemis usiłował przypomnieć sobie wszystkie fakty o Naelyer. Nigdy nie poznał jej dobrze ze względu na swoje liczne podróże, ale nigdy nie jawiła mu się jako tak... charyzmatyczna. Czas spędzała raczej na konnych podróżach i wizytach w bibliotece. Czego chce ode mnie osoba z królewskiego rodu? Nasze relacje nie były nigdy były szczególnie bliskie.
- Tak. Muszę przyznać, że ta wyspa wydaje mi się już za mała. Widziałem miejsca takie, że ten zamek wydaje się przy nich zapomnianym przez Bogów.
W końcu! Udało się. Nareszcie się stąd wyniosę. Ale dlaczego akurat ona mi o tym mówi? Młody Velaryon jeszcze raz przyjrzał się kuzynce króla Aerysa II. A jeżeli to jakiś podstęp? Wszystkie wątpliwości jednak prysnęły gdy usłyszał miejsce do jakiego chciała go zabrać Targaryenówna. Oczy zaświeciły się zdradzając podniecenie Daemisa.
- Królewska Przystań powiadasz? To miejsce wydaje się odpowiednie. Pan ojciec obiecał mi to jakiś czas temu. - słowa, które sam wypowiedział dały mu jednak do myślenia. - Nie chcę być niegrzeczny pani, ale czemu sam mi o tym nie powiedział? Dlaczego jestem budzony wczesnym rankiem?
Mimo iż Velaryonowi byli rodem podległym Targaryenom, Daemis nie mógł pozwolić sobie na takie traktowanie i brak wyjaśnień.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Wto Sty 13, 2015 9:31 pm

Dziewczyna miała ochotę ziewnąć, po takiej ciężkiej nocy, ale powstrzymała się ostatkiem sił i zamiast tego uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy zobaczyła w oczach Daemisa iskierki ekscytacji na wieść, że wreszcie popłynie do Królewskiej Przystani.
Zaśmiała się cicho na jego słowa. Zapomniany przez Bogów, mówił. Jej zapomniana przez Bogów wydawała się za to Królewska Przystań, ze swoim hałasem, smrodem i kręcącymi się wszędzie wysoko urodzonymi; na dworze nie było od nich wolnego miejsca. A spacerowanie samemu po mieście groziło w najgorszym wypadku kosą pod żebra, w najlepszym zaś kradzieżą. Według mniemania Naelyer Smocza Skała była sto razy lepsza. Piękniejsza, bardziej klimatyczna i wzbudzała zdecydowanie większy podziw.
Nie zamierzała jednak psuć młodemu Velaryonowi jego wyobrażenia o stolicy. Sam się przekona i sam zdecyduje. Niektórych przyciągał hałas i żywotność owego miasta, przecież ciągle się tam coś działo. Bale przeplatały się ze skandalami, zgony z narodzeniami, a jęki bólu mieszały się w zgiełku z jękami rozkoszy.
Targaryenówna ściągnęła delikatnie usta, nadając jej twarzy wyrazu zamyślenia. A więc Daemis nic nie wiedział. Rozluźniła się po chwili, wracając do typowego dla siebie uśmieszku, ale trybiki w jej głowie nie przestawały się obracać. Nie miała zielonego pojęcia, z jakiego powodu lord Velaryon miałby zataić przed jego własnym synem jej przybycie. Poprosił, to przypłynęła. A teraz nie wiedziała co robić. Wzruszyła więc tylko lekko ramieniem.
- Może chciał cię zaskoczyć? - uśmiechnęła się lekko. - Poprosił, żebym towarzyszyła ci w podróży i na krótki czas została twoim przewodnikiem po Czerwonej Twierdzy i Królewskiej Przystani, chciał, żebym pomogła ci się tam zadomowić - odparła i zrobiła krótką przerwę. - Więc o to jestem.
Posłała Daemisowi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów, odsłaniając w nim rząd swoich śnieżnobiałych, równych zębów.
- Jeśli lord Velaryon tu aktualnie przebywa, chyba nie ma przeciwwskazań, abyś się z nim rozmówił? - zaproponowała. Jeśli Daemis był taki nieufny, to powinien usłyszeć wszystko z ust własnego ojca. Możliwe, że lord Driftmarku również z nią chciałby zamienić słowo, wypić kielich wina, ugościć ją przy śniadaniu... Na taką okazję Smoczyca zabrała ze sobą kufer z nieco bardziej wyjściowym odzieniem, który aktualnie taszczył jej gwardzista, gdyż dziewczyna odmówiła wzięcia ze sobą służby.
Kiedy Daemis zastanawiał się nad tym, czy po prostu teraz wychodzą, czy się pakuje, czy rozmawia z ojcem, Naelyer wodziła wzrokiem po ścianach zamku i wiszących na nich obrazach oraz gobelinach, choć znała każdy ich szczegół. Nie chciała po prostu, wyjątkowo, by rozmówca poczuł z jej strony jakąkolwiek presję.
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Sty 14, 2015 7:35 pm

Naelyer Targaryen podniecała Daemisa. Nie w sensie fizycznym, chociaż nie sposób jej było odmówić urody, ale młodemu Velaryonowi chodziło raczej o jej władczość. Czuł, że mimo tego iż starała się być ze wszech miar spokojna i kurtuazyjna w głębi duszy miała już dosyć i jego i tego miejsca. Czuł, że gdyby powiedziała "Chodź", poszedłby wszędzie gdzie rozkaże. Czuł też podniecenie na myśl o zbliżającym się wyjeździe. W końcu trafi na dwór Targaryenów. Przeanalizował to co stało się odkąd służka zbudziła go ze snu. Dziś jest pierwszy z moich wielkich dni. Dziś się zacznie. Starał się jednak być opanowany najbardziej jak potrafił. Miejsce do którego zmierza to nie High Tide, gdzie już praktycznie nikt nie mógł oprzeć się jego sztuczkom.
- Zaskoczyć, powiadasz pani. Nie byłoby to w stylu mojego pana ojca. Bardziej prawdopodobnym jest to, iż oczekiwał ciebie dużo później. Ostatnio cierpi na bezsenność więc nasz maester przygotowuje mu mleko makowe przed snem przez co budzi się najczęściej koło południa.
Na jej uśmiech odpowiedział swoim. Gra się zaczyna. Nie będę teraz czekał na ojca. Zanim wstanie i rozmówi się z Naelyer miną wieki. Nie mogę tyle czekać. Nie teraz gdy mam okazję jeszcze dziś stanąć w murach Czerwonej Twierdzy.
- Nie sądzę by zaszła potrzeba wybudzania go ze snu. - postąpił krok ku Targaryenównie. - Pani. Myślę, że najlepszym wyjściem będzie jeśli udamy się na statek, którym tu przybyłaś. - znów posłał jej uśmiech.
Daemis odzyskiwał panowanie nad sobą jako, że pierwsza fala niezdrowego podniecenia minęła.
- Załadować moje rzeczy do kufrów i jak najszybciej znieść na pokład jednostki, którą przypłynęła lady Targaryen!  - rozkazał stojącemu w kącie słudze.
Zawsze z uśmiechem i odrobiną pogardy spoglądał na służbę, która w momencie otrzymania polecenia w biegu zabierała się do jego wykonania. Teraz jednak nie miał na to czasu.
- Pani, pragniesz od razu udać się na statek czy chcesz pospacerować po miejscu, w którym spędziłaś tyle czasu? - zwrócił się znowu ku Naelyer.


Ostatnio zmieniony przez Daemis Velaryon dnia Pią Sty 16, 2015 10:56 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: High Tide   Pią Sty 16, 2015 10:39 pm

Kiwnęła głową na znak, że rozumie. Podobało jej się zdecydowanie Daemisa. I odetchnęła w duszy, że nie będzie musiała zostać na żadnym obiedzie, przebierać się do niego w kieckę i udawać, że obchodzi ją, co stary lord miał do powiedzenia. Jasne, Naelyer nie mogła powiedzieć, że nie był błyskotliwym, interesującym człowiekiem, ale miał już parę krzyżyków na karku, a dziewczyna nie mogła ukryć, że aktualnie ciągnęło ją ku przyszłości, ku przygodom i nie miała ochoty wysłuchiwać historii, które słyszała już po tysiąc razy w dzieciństwie.
- Masz całkowitą rację - odparła z uśmiechem. Sama również nie mogła się doczekać. Nowa osoba na dworze to jednak było coś. Miała nadzieję, że młody Velaryon będzie swego rodzaju powiewem świeżości w starych murach Czerwonej Twierdzy.
- Myślę, że nie powinniśmy zwlekać. Przespacerujemy się po Królewskiej Przystani - rzuciła beztrosko. Wolała już stąd zmykać i trochę się dodatkowo odprężyć na statku. Zwłaszcza, że nie będzie mieć łatwego zadania jeśli chodzi o bycie przewodnikiem Daemisa. Będzie go musiała oprowadzić, przedstawić wszystkich... I rozmawiać z tymi cholernymi szlachcicami przy okazji przedstawiania im nowego gościa Czerwonej Twierdzy. Słabo jej się robiło na samą myśl, ale była Smoczycą. Nie mogła zrobić niczego innego, jak podołać zadaniu z najwyższą klasą.
Naelyer udała się zatem ze swoim młodszym towarzyszem na galerę, którą przybiła jeszcze chwilę temu do brzegu i pozwoliła mu załatwić wszystkie ostatnie sprawy i ulokować się na pokładzie, po czym wydała polecenie do wypłynięcia.

zt
Powrót do góry Go down

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Lis 30, 2015 8:45 pm

Daenor po raz pierwszy od kilku tygodni postawił stopę na stałym lądzie. Statek z Wysp Letnich specjalnie dla niego i Xandora zboczyli z kursu i zamiast od razu udać się do Królewskiej Przystani, dobili do portu w High Tide. Zszedł z okrętu i omiótł wzrokiem teren wokoło. Ostatnim razem był tu przeszło dwanaście lat temu, kiedy to wsiadał na okręt do Tyrosh. Wspomnienia młodych lat zaczęły do niego wracać.
Z wolna ruszył w stronę zamku. Jego towarzysz trzymał się blisko i bacznie rozglądał. W lewej ręce, podobnie jak Velaryon,  trzymał sznur, przywiązany do uzdy osła. Zwierzęta niosły na grzbietach większość dobytku podróżnych. Pakunek z ubraniami, płaszcze z Wysp Letnich, szkatuły z biżuterią i innymi świecidełkami oraz dwa worki złota.  Daenor nie był pewien, czy dobrze zrobił, wracając do domu. Rozmyślał dalej i z każdym krokiem zbliżał się do rodowej siedziby. Wyobrażał sobie jak wielokrotnie biegał tą drogą, jak dziecko i młodzieniec. Przypominał sobie wszystko, wydarzenie po wydarzeniu, a każde kolejne łączyło się z następnym.
W końcu przeszli przez bramę i wyszli na dziedziniec zamku. Nie było prawie nikogo. Tylko kowal, schowany w pod strzechą przy murze, bijący raz po raz w stal. Krzątali się koniuszy oraz inna służba. Widać też było - a, przede wszystkim słychać - kilkoro dzieci, które radośnie bawiły się.
I on, lata temu, biegał po tym dziedzińcu, pobliskiej wiosce i porcie. Na tej ziemi pierwszy raz strzelał z łuku i starał się zadawać pierwsze ciosy mieczem. Szedł naprzód.
Przed wejściem do siedziby Velaryonów obowiązkowo został zatrzymany przez straż. Pikinier z nałożoną lamelką odezwał się.
- Kimże jesteście?
Wędrowiec popatrzył na niego, zdjął kaptur, odkrywając swoje jasne włosy, będące niejako znakiem rozpoznawczym.
- Jestem Daenor Valeryon, syn Lorda Jacaerysa. Przybyłem aby zobaczyć się z ojcem. Jest ze mną Xandor Qo z Wysp Letnich.
Strażnik zdziwił się bardzo, ale wolał nie ryzykować kary, więc pokłonił się i otworzył wrota.
Przeszli przez nie i znaleźli się na głównym korytarzu. Dalej pamiętał każdy zakamarek twierdzy. Wiedział, gdzie jest sala audiencyjna ojca i do niej właśnie chciał pójść. Przy wejściu stała już jednak służba. Zabrano od nich wszelkie pakunki. Jedna ze służek, młoda dziewczyna otworzyła usta i rzekła.
- Pan, twój ojciec nakazał, żebyś odwiedził pierw łaźnie i trochę odpoczął. Oczekuje cię w głównej sali w porze wieczerzy. Pozwól, że zaprowadzę ciebie, panie i twojego towarzysza.
Daenor nie protestował. Dziewczyna poprowadziła ich do łaźni, gdzie zdjęli znoszone ubrania i zostali obmyci przez służki.
- Prawie jak w Lys. - Xandor westchnął i obaj wybuchnęli śmiechem. Łaźnie, które odwiedzili w tamtym mieście były znacznie większe i bogaciej zdobione.
Po kąpieli, mężczyzn zabrano do komnat. Znajdowały się w innych częściach zamku. Letniakowi przypadła jedna z gościnnych, Daenora zaś, poprowadzono do tej, w której mieszkał jako dziecko. Zanim jednak tam trafił, postanowił przejść się po zamku. Poszedł w stronę balkonów, ulokowanych nad samą skałą, na której osadzono twierdzę. Często ogląda się z nich morze. Gdy dotarł do nich, zauważył, że ktoś już tam jest. Młoda dziewczyna. Nie znał jej, chociaż srebro jej włosów mówiło, że musi być Velaryonem. Tylko którym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Gru 02, 2015 9:58 pm

Dzisiejszy dzień był dla Daenerys dniem dość pospolitym.
Wszystko wydawało się być takie samo. Gdy wyjrzała za okno, ptaki śpiewały tę samą melodię, gdy zerknęła na morze, fale były identyczne, jakby cały świat się dla niej zatrzymał. Służki wykonywały te same żmudne czynności, a samej dziewczynie nie pozostało nic poza swoją komnatą, w której przebywała już i tak wystarczająco dużo czasu.
Postanowiła wyjść ze swych czterech kątowych, aby przejść się po twierdzy i być może wyjść na balkon. Na tę okazję, bądź też jej brak, przywdziała zwiewną akwamarynową suknię. Od razu po opuszczeniu pomieszczenia usłyszała rozmowy przechodzących obok służących, którym zresztą skinęła głową na przywitanie. Nie mogła oczywiście pominąć rozmyślania nad ich słowami, bowiem już wiedziała, że służebne to dla niej póki co najlepsze źródło informacji. A więc syn Lorda Jacaerysa wraca na Driftmark. Rzadko kiedy zdarzają się takie ekscesy, więc młoda Velaryonka ucieszyła się z tego, że będzie świadkiem jakichś ciekawych wydarzeń.
Zastukała butami, wzruszyła ramionami oraz skierowała swe kroki na ścieżkę, którą odbywała ostatnimi czasy dość często. Wędrowała między komnatami, mijając sługi i co jakiś czas zerkając przez okno na dziedziniec, gdzie zerkała na bawiące się dzieci. Sama tęskniła za swoimi bardzo młodzieńczymi latami, gdzie wszystko wydawało się być takie nowe i niezwykłe. Jej myśli od kilku chwil skupiały się na Daenorze - zapewne stawiała dopiero swoje pierwsze kroki, gdy ten odpływał na swoją niebezpieczną wyprawę. Musiała przyznać, że jego osoba nieco ją zaintrygowała. Na pewno widział wiele ciekawych rzeczy i spotkał ciekawych ludzi, skoro nie dawał znaku życia od ponad dziesięciu lat. Wszyscy zapewne cieszą się jego powrotem, choć pewnie nie obejdzie się bez poważnej rozmowy w sali audiencyjnej.
Wiedziała, że Lord Velaryon potrafił prowadzić naprawdę długie wywody, których sama często była świadkiem - chwała bogom, że nie ich ofiarą.
Po niedługim czasie dotarła na balkon, którego gościem bywała od dłuższego czasu. Stawiając stopę na tarasie poczuła się jakoś... lepiej. Daenerys często przesiadywała tutaj długie godziny, oglądając zachód słońca czy też wgapiając się w wodę. Wkrótce stanęła przy balustradzie, kładąc na niej swoje niewielkie dłonie oraz fiołkowe oczy wbijając w fale, które były dzisiejszego dnia troszkę niespokojne. Dziewczynie cały czas wydawało się, że coś w nich widzi, jednak zawsze uznawała to za wytwór wyobraźni. Stała tak niedługo, gdy usłyszała za sobą kroki. Obróciła głowę w stronę mężczyzny, poprawiając delikatnie swoje długie, srebrzyste włosy. Patrzyła na niego w bezruchu i z lekkim strachem, ponieważ nigdy więcej go tutaj nie widziała. Wydawał się być dla niej znajomy, choć też obcy.
Dopiero po chwili zorientowała się, że musi to być Daenor, brat Aenora oraz Daeny. Odetchnęła cicho z ulgą, wracając wzrokiem na morską bryzę i odezwała się swym cienkim, słodkim głosem, którym często nuciła, podczas gdy nikogo nie było w okolicy.
- Pięknie, prawda? - zapytała Velaryona, oczywiście retorycznie, skinając głową w stronę morza.
Tylko ono było jej kompanem. Nie miała nikogo, z kim mogłaby usiąść w ogródku i porozmawiać. Każdy był zajęty, nawet jej brat, z którym była dość związana i utrzymywali dobre relacje. Wiedziała, że mężczyźni zawsze będą mieli więcej zajęć niźli kobiety, ale chyba raz na jakiś czas można poświęcić kilka minut dla takiej duszyczki, jaką niewątpliwie była Daenerys. Możliwe, że zmieni się to teraz. Nie znała swojego kuzyna na tyle, by stwierdzić, czy jest dobrym kompanem do rozmowy. Miała nadzieję, że tak. Z wyglądu nie wydawał się być specjalnie groźny, co też cieszyło dziewczynę. Nie lubiła przemocy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Gru 02, 2015 10:57 pm

Dziewczyna odwróciła się w jego stronę. Wtedy zauważył, że nie tylko włosy, ale i fioletowe oczy świadczą o jej pochodzeniu. Ręce, przed chwilą obejmujące balustradę, teraz nerwowo przeczesały srebrne pasma. Zakłopotana, czy zamyślona? Zadał sobie pytanie w myślach. Pewnie i jedno i drugie. Nie miała prawa go pamiętać, więc teraz musiała zastanawiać się kim jest, lub, jeżeli już słyszała o jego powrocie - czy jest jej kuzynem.
Podszedł do balustrady i stanął obok młódki. Wpatrzył się w horyzont. Słońce miało się ku zachodowi, więc światło, które dawało z każdą chwilą robiło się coraz bardziej pomarańczowe. Niedługo miało przejść w odcienie czerwieni, by potem mrok spowił niebo, a obecni tutaj poszli na wieczerzę. Falująca po widnokrąg woda cieszyła oko, więc nie zdziwiło go, że młódka zapytała o widok morza.
- Morze jesienią jest niespokojne. Takim też pokazuje swoją siłę, a ona przyciąga wzrok.
Wody napierały na przybrzeżne skały. Żadna z fal nie miała jednak szans z litym kamieniem i rozbijały się o niego. Powracające, pryskając tworzyły pianę. Dodatkowo wiało, co powodowało, że malutkie kropelki unosiły się nad taflą wody. Podmuchy szły od strony zamku, więc obecni na balkonie nie mogli poczuć ich na twarzy, czy we włosach.
- Woda nalana do szkła wydaje się być taka sama. Nie ma koloru, o ile nie jest zabrudzona, a rozróżnić ją można tylko po smaku i zapachu. Dopiero gdy zbierze jej się więcej można zauważyć poważne różnice. Wąskie Morze, przez to w jakim miejscu się znajduje jest silnie wzburzone, akweny otaczające Wyspy Letnie wydają się być rajem, a Morze Nefrytowe, w z wygląda inaczej, nawet między swoimi krańcami. Z jednej strony piękne i skąpane w słońcu, z drugiej zaś mroczne i można by rzec przerażające.
Uciął przemowę. Daenor zauważył, że trochę się rozgadał. Cóż, dawno nie miał okazji rozmawiać z kimś, kto nie był marynarzem. Ci, z którymi miał przyjemność mówić  znali wiele wód, więc wywód, jaki przed chwilą dał, byłby bezcelowy. Przez ostatnie lata polubił jednak te dialogi, prowadzone niemalże wszędzie. Można było zasłyszeć opowiadania o wielu miejscach, a były pośród nich takie, których Daenor nie widział i pragnąłby zobaczyć. Na porządku dziennym były historie życia i morskie legendy, śpiewanie pieśni. Po głowie zaczęła chodzić mu jedna z ballad. Odrzucił na chwilę tą myśl, by posłuchać co, ewentualnie, ma do powiedzenia dziewczyna stojąca obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Czw Gru 03, 2015 2:09 am

Nieco się poddenerwowała, gdy zauważyła, że Daenor do niej podchodzi. Wydawał się być miły, jednakże pozory zawsze mogą zmylić człowieka. Miała nadzieję, że w tym wypadku tak nie będzie. Zacisnęła bardziej dłonie na balustradzie, kierując swój wzrok z powrotem na morze i co jakiś czas zerkając kątem oka na mężczyznę.
Uniosła delikatnie swoją lewą dłoń, zarzucając swoje srebrzyste włosy za plecy i cicho wzdychając, podczas gdy patrzyła to na niebo, to na niespokojną wodę. Widok morza i cały krajobraz wyspy zachwycał Daenerys, pomimo, że widziała go już tysiące razy. Za każdym razem jednak czuje się, jakby stawiała tu swoje kroki po raz pierwszy i dopiero poznawała wodę, trawę, drzewa.
Jej myśli od kilku dobrych chwil wciąż nie schodziły z mężczyzny, który najwidoczniej był jej kuzynem. Nie miała prawa go pamiętać i znać, dlatego też wydawała się być nieco zagubiona. Pierwsze wrażenie zrobił na niej dobre i póki co nie miała powodów, aby go unikać. Być może nawet się do siebie zbliżą i będą rozmawiać codziennie. Tego jeszcze nie wiedziała, ale wkrótce zapewne miała się przekonać.
Wytężyła słuch i spoglądając na fale, które wciąż burzyły się i uderzały na kamień. Na sztorm się nie zapowiadało, lecz Velaryonka podczas burzy lubiła oglądać deszcz i uderzające gdzieś w oddali pioruny. Tak czy siak, nie straszyły ją - w przeciwieństwie do większości dzieci, na które niedawno patrzyła przez okno.
Uśmiechnęła się, słuchając słów Daenora. Przypominał jej jego ojca, Lorda Jacaerysa, który też bardzo lubi rozwodzić się na wszelakie tematy. Czasami może to nudzić, czasami nie; zależy od tematu, jaki wybierał, a ten Velaryon zdecydowanie miał lepszy w tym gust, niźli jego już podstarzały ojciec. Uśmiech jej się poszerzył, gdy ten nagle przerwał przemowę. Spłoszył się, lecz niepotrzebnie - piętnastolatka była dobrą słuchaczką i nie dawała po sobie poznać znudzenia, którego wyjątkowo tutaj nie było.
- Lubisz opowiadać, tak? - zapytała po jego dosyć ciekawym monologu - Być może jeszcze będzie okazja, żeby przedstawić mi jakieś morskie legendy, których zapewne słyszałeś wiele - stwierdziła.
- Wybacz, że tak się zdziwiłam, gdy cię zobaczyłam, ale wydawałeś mi się być kimś obcym... kuzynie - skwitowała zdanie dobitnie, odwracając się w stronę Velaryona i unosząc głowę, by zerknąć mu na twarz. Definitywnie dzieliła ich ogromna różnica, jeśli chodzi o wzrost; Daenerys była o wiele bardziej mniejsza i delikatniejsza, niż Daenor. Miała wiele pytań, na przykład dlaczego uciekł i pozostawał bez oznak życia, jednak póki co wolała go nimi nie zasypywać. Na wszystko przyjdzie pora.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Czw Gru 03, 2015 2:10 pm

Mimo, że jego wzrok skupiony był na szarej, ciągnącej się po horyzont toni to, kątem oka, dokładnie widział co robiła jego rozmówczyni. W czasie wyprawy nawiązał wiele kontaktów i nauczył się rozpoznawać mowę ciała. Nie zawsze w pełni się to sprawdzało i często nie było jasne, jednak ocenienie podstawowych emocji było dość łatwe.
Wielokrotnie przydała mu się ta umiejętność. Gdy w tawernie ktoś łypie na ciebie swoimi przymrużonymi oczami, to możesz być niemal pewien, że po wyjściu z budynku podejdzie do ciebie ze swoimi kamratami, jeżeli nie jest już na tyle upojony różnego rodzaju trunkami, by zaatakować cię wewnątrz. W drugim przypadku zawsze wywiązuje się duża bójka, w której udział biorą wszyscy zgromadzeni. Oberżyści mogą tylko patrzeć, lub sami włączyć się do walki, bo i tak nic na daną sytuację nie zaradzą.
Daenor, mimo, że spostrzegł zmianę pozycji dziewczyny, nie zareagował. Ponownie przeczesała włosy ręką. A więc pewnie dalej jest lekko zakłopotana i skupiona na myślach. Widział, gdy ten gest wykonywali dowódcy i kapitanowie, którzy musieli podjąć trudną decyzję, lub grający w karty.
Znów odezwała się swoim, jeszcze, dziecięcym głosem. Zapytała, czy lubi opowiadać. Czyżby na to wyglądało? Widocznie, mimo, że przez lata kłócił się z ojcem, to mają jakąś wspólną cechę, wykraczającą poza wygląd zewnętrzny. Dawniej, Jacaerys ciągle sztorcował młodszego syna. Prowadziło to do licznych kłótni. Daenor był poirytowany zachowaniem ojca i w końcu doszło to tej jednej, najpoważniejszej kłótni. Nigdy nikomu nie powiedział co było jej przyczyną i na jaki temat wzajemnie na siebie krzyczeli. Gdyby odbyła się dziś to, zapewne, wyglądałaby spokojniej. Młodego Velaryona zmieniły i uspokoiły długie podróże. Stał się bardziej rozważny i zaczął korzystniej dobierać słowa.
Zrobiła przerwę na zaczerpnięcie powietrza i kontynuowała. Jego przypuszczenia, dotyczące zakłopotanie dziewczyny potwierdziły się. Dodatkowo powiedziała "...kuzynie". A więc jest dzieckiem jego stryja. Rozmyślał nad tym przez chwilę. Pamiętał, że brat jego ojca miał córkę. Gdy opuszczał Driftmark miała chyba dwa latka. To niemal na pewno była ona, bo wyglądała na czternaście, może piętnaście lat. W głębi pamięci szukał jej imienia. Daenerys! Pamiętał, jak radość ogarnęła High Tide po jej narodzinach. Wiele razy słyszał wtedy te imię.
Gdy jego kuzynka skończyła mówić, dalej stał w bezruchu. Nie chciał, by zapanowała niezręczna cisza, która na pokładzie miała miejsce tylko, gdy wszyscy spali, więc postanowił zabrać głos.
- Właściwie, to opowiadanie nie jest czynnością, którą lubię najbardziej. Ale ostatnimi lat przyzwyczaiłem się do tego, że każdy, w tym ja, opowiada. Na morzu to jedna z niewielu rozrywek. Na pewno najpopularniejsza. Rozmowy, historie, gry słowne i śpiewanie ballad. - przerwał na chwilę - Ty zaś pewnie powiesz, że odziedziczyłem to po ojcu. Kto wie? Może to prawda.
Nie pałał dalej sympatią do ojca, ale emocje sprzed dwunastu lat już dawno uleciały. Osobowość lorda Velaryona, był Daenorowi obojętna. Jednak, jako, że byli dalej ojcem i synem, zależało mu, by przynajmniej się tolerowali. Rozmyślał nad zapytaniem co u ojca, matki i rodzeństwa, ale po chwili stwierdził, że lepiej będzie gdy sami mu to powiedzą, gdy już zasiądą do stołu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Driftmark, High Tide
Liczba postów :
173
Join date :
28/07/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Pią Gru 04, 2015 9:30 pm

Dziewczyna obserwowała uważnie Daenora, nieco mu się przyglądając. Na jego twarzy nie widziała wielu blizn, co nie można było powiedzieć o dłoniach, które były całkiem poharatane. Nie dziwiło jej to, skoro podróżował przez ponad dziesięć lat to pewnie wiele razy musiał sięgać po oręż. Westchnęła cicho ponownie, obracając się znów w stronę balustrady i kładąc na niej dłonie, aby znów zerknąć w morze.
Zaczęła zastanawiać się trochę nad tym, co jej kuzyn planuje, skoro już wrócił. Do spotkania z Lordem Jacaerysem raczej się nie śpieszył, co w sumie nie dziwiło piętnastolatki. Sama bałaby się po tylu latach spojrzeć własnemu ojcu w twarz i porozmawiać na spokojnie.
Sama Daenerys była zbyt mała przy jego wyjeździe, aby pamiętać, co tak naprawdę się wydarzyło. Co prawda - jak na każdym dworze - wszyscy plotkują. Informacje nie są może zawsze prawdziwe, ale warto poświęcić im nieco uwagi. Jedyne, w co było skłonna uwierzyć to kłótnia. O co? Za co? Dlaczego tak ostro zareagował?
Musiała przyznać, że te pytania ją nurtowały. Nie była jednak wścibską szlachcianką, a więc zachowała to w sobie i postanowiła nie ujawniać. Przeczesała włosy swoimi dość małymi palcami i spojrzała kątem oka na Velaryona, który również wydawał się być trochę zakłopotany - zupełnie jak ona, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. W głębi duszy miała nadzieję, że nie ostatnie. Był dobrym rozmówcą i potrafił mówić na inne tematy, niż machanie bronią i odcinanie głów. Aż ciarki ją przeszyły, gdy sobie o tym pomyślała. Na szczęście nie miała nigdy okazji być świadkiem egzekucji.
Sam Daenor zapewne wiele razy widział straszne rzeczy i rozlew krwi. Na szczęście nie okazywał zainteresowania tym tematem, co radowało dziewczynę oraz tym bardziej zwiększało jej sympatię do swojego kuzyna. Oby tak pozostało.
Fioletowe tęczówki Daenerys znów wlepiły się w jego osobę, gdy ten się odezwał. Zazdrościła mu wielu przygód i długich podróży. Sama nigdzie nie wyjeżdżała. Od urodzenia aż do teraz bywała tylko i wyłącznie na Driftmarku, jednakże ślub króla Aerysa może być dobrą możliwością wyprawienia się do Królewskiej Przystani. Są tam już Aenor oraz Daena, więc być może Daenor również zechce spotkać się z władcą po tak długiej wyprawie. Miała zamiar się tego wkrótce dowiedzieć.
Była ogromnie ciekawa Królewskiej Przystani i Czerwonej Twierdzy. Niegdyś dorwała się do ksiąg opisujących stolicę. Chyba nie trzeba dodawać, że ją zafascynowały i tym bardziej zdeterminowały do wybrania się tam.
- Rozumiem. Pewnie poznałeś wielu ciekawych ludzi - uśmiechnęła się, kontynuując - Tak... jeśli chodzi o to, to jesteś bardzo podobny do swego ojca, Daenorze. Ale to chyba nie jest zła rzecz, prawda? Rodzice winni być autorytetem, czyż nie? - zapytała, na chwilę przerywając.
- Masz zamiar może wybierać się do Królewskiej Przystani? Jest tam twoje rodzeństwo, w niedługim czasie odbędzie się ślub króla. Pomyślałam sobie, że chciałbyś się z nim spotkać na audycji - stwierdziła, wzruszając ramionami i czekając na odpowiedź. Zaczęła delikatnie uderzać opuszkami swoich palców o balustradę, wsłuchując się w szum fal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Pią Gru 04, 2015 9:55 pm

Pytanie o wyjazd do Królewskiej Przystani i informacje o pobycie rodzeństwa w stolicy dały Velaryonowi do myślenia. Rzeczywiście, zastanawiał się nad złożeniem wizyty w Czerwonej Twierdzy, by zobaczyć się z królem. Skrycie liczył, że jego doświadczenie na morzu da podstawy, by Targaryen na Żelaznym Tronie mianował go Starszym nad Flotą. Byłoby to spełnienie, niejako, tradycji, gdyż Velaronowie często piastowali wysokie urzędy z mianowania Czerwonych Smoków. Rozumiał, że nie stanie się to od razu, bo dopiero wrócił, a Aerys go nie zna. Miał tylko nadzieję, że zasieje w umyśle władcy tę myśl. Dodatkowo, pobyt Aenora i Daeny na dworze królewskim jest kolejnym pretekstem by tam się udać.
- Być może wypłynę do Królewskiej Przystani. Możliwe, że nawet niedługo. Tymczasem muszę cię przeprosić, gdyż chciałbym trochę odpocząć przed spotkaniem z ojcem.
Daenor kiwnął głową na pożegnanie i ruszył do swojej komnaty. Zdziwił się, gdy już się w niej znalazł. Pokój nie zmienił się, prawie wcale. Wprawdzie posprzątano, zmieniono pościel, a przy dużym łóżku ustawiono bagaże, ale poza tymi kosmetycznymi zmianami wszystko wyglądało tak, jak przed laty.
Postanowił odpocząć, więc usadowił się w fotelu. Do ręki wziął jedną z ksiąg, którą uwielbiał czytać w dzieciństwie. Mimowolnie uśmiechnął się, przeglądając historie, które inspirowały go, jako dzieciaka i były podstawą dla jego późniejszych zabaw. Jego spokój został jednak zakłócony. Usłyszał pukanie do drzwi i, po komendzie, do komnaty wszedł jeden ze służących. Pokłonił się Velaryonowi i przekazał informację.
- Lord Jacaerys pragnie, byś zszedł do sali audiencyjnej, panie. Postanowił, że chce porozmawiać z Tobą przed wieczerzą.
Daenor wstał i wyszedł na korytarz. Swoje kroki skierował do miejsca, gdzie jego ojciec jadał razem ze swoimi gośćmi. Mijał kolejne drzwi, korytarze, aż wreszcie stanął przed wejściem do sali audiencyjnej, gdzie jego ojciec zwykł przyjmować gości. Kolejne wspomnienia wdarły się do jego myśli. Przypomniał sobie jak rzadko widywał lorda Velaryona w dzieciństwie. Większość spotkań była nieprzyjemna, jednak bywały i milsze chwile, jak uczta po tym jak został pasowany na rycerza. Chociaż, czasami myślał, że zorganizował ją, nie z miłości, a z konieczności. Niestety niedługo potem doszło do poważnej kłótni i opuścił, nie tylko Driftmark, ale i Westeros. Już za chwilę miał zobaczyć się z tym, który był powodem jego długiej wędrówki.
Mężczyzna z jednej strony denerwował się, ale z drugiej chciał zobaczyć rodzinę. W gruncie rzeczy cieszył się ze swoich wojaży i - dziwnie to zabrzmi - w pewnym sensie był wdzięczny ojcu.
Naparł na drzwi i te rozwarły się. Popatrzył przed siebie i zauważył go. Jacaerys Velaryon, Lordy Pływów i Władca Driftmarku, siedział naprzeciwko wejścia. Postarzał się. Srebrne włosy teraz przeplatały się z siwymi pasmami. Na twarzy pojawiły się zmarszczki. Patrzył na niego, niegdyś utraconego syna, który powrócił  znikąd.
Daenor zaczął iść do przodu. Zrobił kilka kroków i już, oto stał przed swoim ojcem. Delikatnie schylił głowę, na znak szacunku dla swojego lorda. Jeszcze raz popatrzył na jego oblicze i odezwał się spokojnie.
- Wróciłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Sty 06, 2016 11:49 pm

Dłoń bolała już od pisania.
-Na Ziemiach Burzy szaleją okropne… burze. – poinformował lorda siedzący po jego lewej stronie mężczyzna. Młody, nie mógł mieć więcej, niźli dwadzieścia trzy dni imienia. Bardzo chciał odnieść na dworze sukces.
-To nic nowego, chłopcze. – mruknął Jacaerys Velaryon, znad zapisanego w połowie pergaminu.
Palce miał już zdrętwiałe. Wystarczyło spojrzeć na te palce, by przekonać się, że Lord High Tide był starym mężczyzną. Krzepkim, ale starym. Ogromne, jakby wyciosane z drewna dłonie, ręce starego mężczyzny. Nie siwe włosy, nie pobrużdżona, smagła i surowa twarz człowieka, który niegdyś za wiele czasu spędził na morzu, ale właśnie te długie, palce czyniły z niego starca. Były znamieniem wieku, swoistym piętnem.
-Burze z gradem, panie. Niszczą ostatnie uprawy, które można by zebrać przed zimą… Podobno w północnym Dorzeczu spadł już pierwszy śnieg.
-Dobrze, że nie u nas – odparł Lord, stawiając kropkę nad i.
Jedynym zakłóceniem ciszy w komnacie znów stało się wyłącznie skrobanie pióra. Ciche, spokojne popołudnie. Myśli Lorda zaprzątały rodzinne sprawy – Aenor i Daena spodziewali się pierwszego dziecka. Niech Bogowie będą łaskawi i ześlą im zdrowego syna. Jacaerys Velaryon, dowiedziawszy się o stanie błogosławionym swej jedynej córki, zapalił po świecy przy ołtarzach Matki i Ojca, by pobłogosławili jego dzieci, związane węzłem małżeńskim ku chwale valyriańskich tradycji, synem. Niepokoiło go jedynie, że Aenor pozwolił małżonce na podróż do Dorne.
Daenerys jest już dorosłą kobietą, Velaryon uświadomił sobie to zwłaszcza, gdy ujrzał ją po raz ostatni. Jego bratanica nie była już maleńką dziewczynką, którą miał w pamięci.
Nagłe pukanie oderwało go od rozważań, za kogo winien ją wydać.
-Wejść.
-Wasza Lordowska Mość, wybacz że przeszkadzam…
-Mów o co chodzi.
-Twój syn, panie, powrócił…
-Aenor? – odparł zdziwiony Velaryon, odrywając fiołkowe spojrzenie od dokumentu – Miał przecież pozostać w stolicy, uczestniczyć w ceremonii zaślubin króla…
-…  sir Daenor, jaśnie panie. Sir Daenor pojawił się w porcie z Letniakiem…
Siwe brwi Lorda Pływów zmarszczyły się znacznie, a twarz stężała w nieprzyjemnym grymasie.


~*~


Zbierało się na burzę.
Za oknami było bardzo cicho. I bardzo zimno. Velaryon kazał szyć krawcom nowe futra, maester High Tide spodziewał się dużo sroższej zimy, niż poprzednia. Było późne popołudnie, na niebie wzbierały się chmury. Nie szło ujrzeć choćby skrawka nieba, tak błękitnego, iż Daena zwykła mawiać w tym błękicie można by utonąć.
Jacaerys Velaryon wpatrywał się we wzburzone fale, rozbijające się o skaliste klify. Stał odwrócony plecami, gdy skrzypnęły drzwi. Dawne urazy odżyły w nim na nowo, wspomnienia kłótni i nieposłuszeństwa, które Daenor okazał mu jako syn, obijały się o wnętrze czaszki.
Zawsze zastanawiał się, co z nim było nie tak. Dlaczego nie możesz być taki jak Twój starszy brat?
Lord High Tide odwrócił się nieśpiesznie, natychmiast skupiając spojrzenie, przywodzące na myśl wrzosy, na silnej sylwetce syna. Nie mógł zaprzeczyć, że dorósł i zmężniał – lecz to była jednak fizyczna powłoka. Czy wewnątrz również stał się mężczyzną?
Wróciłem.
Velaryon nie był jednak istotą wyciosaną z kamienia. Oczywiście, mówiono o nim, że jest nieustępliwy, owszem jego małżonka powtarzał, że jest uparty jak osioł. Sam wiedział, że bywał za nadto surowy – jednak w przypadku swych potomków, robił to wyłącznie dla ich dobra. Po dwunastu latach rozłąki, nawet w człowieku takim jak on, odezwały się ojcowskie uczucia, lecz…
-Widzę. – odparł oschle, wskazując swemu drugiemu synowi miejsce przy stole.
Stał tam dzban wina i dwa puchary.
-Wróciłeś… – powtórzył za nim, samemu nie ruszając się z miejsca - … lecz właściwie po co? Po dwunastu latach, po takim czasie bez znaku życia, bez choćby listu napisanego do matki? – głos Lorda był zimny, nieustępliwy, wyprany z jakiegokolwiek uczucia. – Szalała z rozpaczy.
Cały czas mu się przyglądał. Bolało go to, jak Daenor był do niego podobny – nawet Aenor nie przypominał go tak bardzo, jeśli szło o powierzchowność.
-Znużyło Cię szlajanie się po świecie, czy skończyło Ci się złoto?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Czw Sty 07, 2016 6:38 am

Dlaczego wróciłeś?
Nie potrafił odpowiedzieć sobie na to pytanie. Nie wiedział dlaczego wrócił. Coś ciągnęło go na zachód od dawna, dokładniej, chyba od pobytu w Asshai. I nie był to bynajmniej fakt, że z miasta tego nie ma możliwości podróży na wschód, przynajmniej takiej kończącej się szczęśliwie. Mógł przecież odwiedzić rozległe terytoria, na północ od wybrzeży imperium Yi Ti. Mógł ponownie skrzyżować miecze z Dothrakami, zostać dłużej na Wyspach Letnich, albo osiąść w którymś z wolnych miast. One wiecznie potrzebowały dobrych wojowników. Wprawdzie, przez ostatnie lata nie brał udziału w wielkiej bitwie na lądzie, ale walki z piratami były porządkiem dziennym, a potyczek z tubylcami nie był w stanie zliczyć. Jego bogaty życiorys wystarczył, by znaleźć zajęcie.
Coś sprawiało, że Daenor uparcie parł w stronę Westeros, by w końcu znaleźć się w High Tide. Czego oczekiwał? Właściwie tego co już go spotkało - chłodnego powitania. Liczył jednak, że spotka swojego brata i siostrę.
Słuchał, a ojciec wspomniał o matce. Ona była największą ofiarą ich kłótni. Bolało go to i nie mógł sobie wybaczyć zgryzoty, jakiej doświadczyła i łez, które przelała. Oczywiście, jak się spodziewał, Jacaerys powiedział mu wprost "To twoja wina. Cierpiała przez ciebie". Niestety, była to prawda, taka sama, jak to, że i ojciec ponosił winę, za wydarzenia sprzed lat. Daenor nie chciał jednak tego wypominać. Wrócił i nie należało od razu wszczynać konfliktu. Dziś, jak i w najbliższym czasie nie wolno podnosić miecza, chociażby ze względu na matkę.
Od wielu dni myślał co powiedzieć ojcu. Ogólne plany rozmowy miał już zarysowane w głowie, ale nic, co przyszło mu na myśl, nie wydawało się wystarczająco odpowiednie. Czy powinien ukorzyć się? Wielu by tak zrobiło, ale nie Daenor. W tym był podobny do ojca i to było przyczyną ich kłótni. Obaj starali się nie wymawiać pustych słów, stawiali na swoim. Gdyby padł przed ojcem z nieszczerym błaganiem o wybaczenie, ten w najlepszym wypadku wyśmiałby go. Młodszy z Velaryonów był pewien, że okazanie szacunku, należnego lordowi i jednoczesne zachowanie dumy przyniesie największe korzyści... lub najmniejsze straty. Osoby uparte raczej nie lubią podobnych do siebie, ale okazują im respekt.
- Siedmiu skierowało moje kroki do domu. Bogowie sprawili, że nie popłynąłem dalej, a wiedz, że stać mnie na to. Liczę, że utrzymują cię przy zdrowiu i sile. - usiadł przy stole i zaczął mówić dalej - Nie zamierzam na razie opuszczać królestwa. Zrozumiem, jeżeli każesz mi wynieść się, ale jeżeli twoją wolą będzie żebym pozostał, to zrobię to i gotów jestem spełnić swoje obowiązki względem ciebie i rodu.
Jacaerys miał się zaraz odezwać. Daenor przypuszczał, że te słowa będą decydujące dla jego dalszego pobytu na wyspie. Ojciec może wyrzucić go, ale prawdopodobne wydawało się też to, że przygarnie syna. Nie z miłości, a z rozsądku. Potomek szanowanego rodu jest wartościowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Sty 18, 2016 9:50 pm

Spowite ołowianymi chmurami niebo roziskrzyła pierwsza błyskawica, a zaraz po niej twierdzą High Tide zatrząsł potężny grzmot.
Przez cały dzień zbierało się na tę burzę. Było cicho, nienaturalnie wręcz cicho i spokojnie, lecz ani jeden promyk słońca nie przedostał się przez ciężką zasłonę chmur. Aż nagle zerwał się potężny wicher, a krople deszczu jęły wygrywać miarowy, agresywny rytm na okiennicach – zrównały się z nimi niecierpliwe palce lorda, uderzające w oparcie krzesła.
Prawdę mówiąc, nigdy nie sądził, że ujrzy syna jeszcze raz.
Odkąd tylko opuścił rodzinne strony i udał się w podróż donikąd, Velaryon pewien był, że utracił go na zawsze. Sądził bowiem, że nieustępliwość, jaka od zawsze cechowała jego samego, będzie równie silna w jego własnym synu; że ta upartość właśnie nie pozwoli Daenorowi wrócić do domu – na jego miejscu Lord High Tide tak właśnie by postąpił. Nie dlatego, że było to rozsądniejsze, a ze zwykłej zawziętości.
W umyśle, gdzie myśli galopowały z prędkością dornijskich wierzchowców, co rusz pojawiały się kolejne, coraz bardziej nieprawdopodobne teorie, a wśród nich dominowała jedna – musiało skończyć mu się złoto.
Przegrał wszystko.
Poddał się i wrócił.

-Na razie – powtórzył głucho Jacaerys Velaryon, głosem tak przeraźliwie zimnym, jakby wydostawał się z gardła samego Króla Zimy. – Na razie nie zamierzasz.
Kolejny grzmot zagłuszył ostatnie słowa mężczyzny, który w końcu drgnął, udowodnił, że nie jest jedynie posągiem z kamienia; ruszył powolnym krokiem, by ująć w dłoń kaganek i zapalić kilka świec. Ciemność spowijała wnętrze komnaty szybciej, niż mógłby sobie tego życzyć - a w blasku roziskrzonego piorunami nieba, twarz Daenora wydawała się… przerażająca.
Obca.
-Twoim obowiązkiem było słuchanie swego ojca. – zagrzmiał Velaryon, wbijając w syna przenikliwie spojrzenie, jakby pragnął przewiercić jego wnętrze na wskroś, wyciągnąć zeń najbrudniejsze sekrety i pojąć prawdziwe motywy własnego potomka. – Dbanie o honor rodziny.
Deszcz nasilił się znacznie, a niebo rozbłyskało raz po raz. Władca High Tide słyszał wyraźnie huk fal rozbijających się o klify – miał wręcz wrażenie, że przewrotna natura postanowiła odzwierciedlić wszystko, co kotłowało się w starym ciele.
Przede wszystkim złość.
-Jeśli dorosłeś do tego, by stać się mężczyzną i wypełniać swoje obowiązki… – Jacaerys Velaryon spoczął w końcu na krześle u szczytu stołu. Sękate palce jęły pulsować bólem, co działo się przez ostatnie lata często, zwłaszcza podczas burz. – … powiem Ci co uczynisz, Daenorze. Jeśli chcesz tu zostać, masz dopełnić rodzinnych tradycji. Zadbać o przedłużenie linii rodu. Poślubisz swą kuzynkę, Daenerys. Jest już w wieku odpowiednim do zamęścia, na Ciebie również przyszła najwyższa pora. – Velaryon przemawiał stanowczo, tonem nietolerującym sprzeciwu.-Popłyniesz do Królewskiej Przystani, by godnie reprezentować naszą rodzinę podczas zaślubin Miłościwie Nam Panującego. Przekażesz także list swemu bratu.
Nie pytał go o zdanie. Nie miał takiego zamiaru. Nie stawiał go nawet przed wyborem – skoro jego syn deklarował chęć spełnienia swych obowiązków, Velaryon mu je przedstawił.
-Jeśli się sprzeciwisz, uznam to za kolejne nieposłuszeństwo i obrazę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Sty 18, 2016 11:12 pm

Po tonie, w jaki zwracał się do niego ojciec, Daenor przeczuwał, że nie przekonał go. Jacaerys zapewne dalej sądził, że syn wrócił do niego z podkulonym ogonem, albo specjalnie dawał mu odczuć, że tak myśli. Nie powinien liczyć na nic dobrego, ale wcześniejsze nadzieje okazały się złudne.
Niebo przecięła kolejna błyskawica, a wkrótce po niej całą wyspą zatrząsł potężny grzmot. Całe popołudnie było spokojne, a teraz burza rozpętała się na dobre. Jak w jednej z morskich opowieści.
Wiatr ucicha niebo stygnie
Żagle opadają
Nagle w dali chmura biegnie
Gromy się zbliżają

Pogoda wiernie oddawała atmosferę panującą w pomieszczeniu. Jacaerys z początku cichy, nieruchomy, w końcu zaczął grzmieć. Daenorowi początkowo sprawiało to dziwną satysfakcję. W czasie rozmowy zawsze był spokojny, a podenerwowanie osoby, z którą ją prowadził, wskazywało na zdobywanie przewagi.
Słabe uczucie przeminęło jednak, gdy ojciec wspomniał o ślubie. Owszem, myślał o tym i był świadom, że w końcu musi to nastąpić. W pewnym sensie nawet tego chciał, ale nie podobał mu się pomysł ożenku z kuzynką. Daenerys oferowała mu zapewne, tylko przedłużenie jego linii rodowej.
Tylko! Dla wielu by to wystarczało, ale Daenor był na to zbyt ambitny. Liczył na mariaż, z przedstawicielką innego, potężnego rodu. Przyniosłoby mu to prestiż i niewątpliwe korzyści, płynące z sojuszu. On, jako drugi syn, nie będący bezpośrednim spadkobiercą majątku rodzinnego, nie miał wielu możliwości na umocnienie swojej pozycji.
Na przeszkodzie stały też względy moralne i religijne, którymi kierował się Daenor. Wiara, od zawsze była dla niego ważna. Nigdy nie był fanatykiem, ale Bogowie stanowili jedną z podpór w jego życiu. Wiedział, że ślub z członkinią jego rodu byłby obrazą dla nich i stałby w opozycji do ważnych dla niego wartości moralnych.
Pierwszy raz zrozumiał to przed laty, gdy Jacaerys chciał podporządkować młodego i nieposłusznego syna starożytnym, valyriańskim zasadom. Daenor, mimo że był dumny ze swojego pochodzenia, nie zamierzał się im poddać, z przyczyn moralnych i jego ambicji. Ten konflikt starych zasad, z młodzieńczą wolą narastał z czasem i był przyczyną niezliczonych kłótni. Gdy ojciec oznajmił, że młodemu Velaryonowi przyjdzie w przyszłości poślubić bliską krewną, ten stanowczo się temu sprzeciwił. W końcu Daenor opuścił wyspę.
Teraz zależało mu na dostaniu się do stolicy. Królewska Przystań i dwór królewski oferowały wiele możliwości rozwoju. Jednak, żeby tam się znaleźć z ojcowskim błogosławieństwem, które niewątpliwie by mu pomogło, musiał przystać na jego warunki, albo postarać się je zmienić.
- Jak przedmioty, wrzucone do morza wracają na brzeg, tak i słowa, raz wypowiedziane będą odbijać się echem przez długi czas. - zaczął - Dobrze, udam się do Królewskiej Przystani i dostarczę list Aenorowi. Zastanów się jednak, czy mój ślub z Daenerys jest najlepszym wyborem. Sojusz z innym, silnym rodem dałby wiele korzyści rodzinie. Dużo jest takich, z którymi spowinowacenie przyniosłoby prestiż i wypełniłoby skarbiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: High Tide   Nie Lut 07, 2016 11:55 pm

Na co liczył Władca Driftmarku?
Na dobrobyt dla swego rodu, pokój dla ludu, który miał pod opieką, na zdrowie dla małżonki i swych potomków oraz krewniaków, na zdrowego, silnego syna Aenora. Młodszy potomek Lorda skreślony został z listy oczekiwań, bądź nadziei dobre kilka lat temu.
Wyjechał, ot tak – w pogardzie mając wartości, które próbował wpoić mu od maleńkości, wzgardzając własną rodziną i tradycjom, które hołdowali. Lady Hight Tide do dziś pamiętała atak złości, który zawładnął jej małżonkiem, gdy ich potomek tak po prostu ich opuścił – bez zgody, bez błogosławieństwa, bez planów.
Velaryon przez wiele miesięcy był pewien, że Daenor dość prędko wróci z podkulonym ogonem. Był jeszcze zbyt młody, by poradzić sobie bez jego pomocy w tym świecie – tak sądził, był święcie przekonany, że zatriumfuje, bo musiał mieć przecież rację.
Jego drugi syn jednak nie wracał.
Mijał tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Rok za rokiem.
W Driftmarku niemal każdy przestał liczyć na powrót Daenora, za wyjątkiem jego matki. Lady High Tide powtarzała za każdym razem, gdy o synu, który narodził się z jej własnego łona wspominano, że wróci – powtarzała to uparcie i zawzięcie, lecz z czasem Jacaerys z łatwością jął wyczuwać nutę zwątpienia. Nieuchwytny smutek i rozczarowanie, gdy kolejne miesiące przyniosły pustkę, zamiast listu.
Jacaerys Velaryon zwykł unikać tematu syna, nawet przed samym sobą udawał, że tak naprawdę począł tylko trójkę dzieci – a jeśli wspomnienia okazywały się silniejsze, pochłaniała go ich wysoka, potężna fala, sięgał po wino i myślał o Daenorze jako małym chłopcu, gdy jeszcze on sam był dlań autorytetem – a przynajmniej ta mu się wówczas wydawało.
Tak więc nie – Lord nie miał wobec Daenora żadnych oczekiwań, ani nadziei. Z trudem zapanował nad emocjami, odsuwając na bok wszelkie sentymenty, zwłaszcza że potwierdziły się jego najgorsze oczekiwania.
Jego syn nie zmienił się nic, a nic – a on był już stanowczo za stary na prowadzenie kolejnych maleńkich wojen z owocem własnych lędźwi.
-Milcz.
Velaryon wyprostował się na krześle, czując igiełki bólu, wbijające się bezlitośnie w kręgosłup, jeszcze przed porą obiadową marzył tylko o zmierzchu, gdy będzie mógł legnąć i odetchnąć nieco, lecz teraz był pewien, że dzisiejszej nocy nie zaśnie wcale.
-Nie pytałem Cię o zdanie, Daenorze. Dopóki lordowski tytuł należy do mnie, a możesz być pewien, że nie wybieram się na drugą stronę nazbyt prędko… – zagrzmiał Jacaerys, zimno cedząc słowa. – … podejmowanie decyzji leży po mojej stronie. Ty – jako mój syn, krew z mojej krwi, kość z mojej kości – jesteś winien mi posłuszeństwo. Powtórzę, jeśliś za morzem nabawił się problemów ze słuchem: poślubisz swą kuzynkę, Daenerys, dziewczynę tak piękną, że śmiem stwierdzić, żeś na nią nie zasłużył wcale. Oczywiście… nie jesteś małpą, posiadasz wolną wolę. Daję Ci księżyc na pogodzenie się z tym. Nim upłynie kolejny mają zabić dzwony. To wszystko, co mam do powiedzenia. Ani słowa więcej, cicho sza. Wyjdź, Daenorze. – głos starca nabierał mocy z każdym słowem, a wraz z dwoma ostatnimi zdaniami ucichł, ocierając się o granicę słyszalności. Mężczyzna czuł się zmęczony. Oparł pomarszczone czoło o sękate palce, zasłonił oczy, jakby nagle zapragnął się zdrzemnąć, w tym twardym krześle.
-Po prostu wyjdź.
/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
High Tide, Driftmark
Liczba postów :
19
Join date :
27/11/2015

PisanieTemat: Re: High Tide   Pon Lut 08, 2016 6:51 pm

Ojciec nie zmienił się. Dalej był ślepo posłuszny valyriańskim tradycjom. Daenor nie miałby przeciwko temu żadnych obiekcji, gdyby nie poważny problem. Valyrii już nie ma. Obróciła się w perzynę, dawno temu.
Rozumiał, że czystość krwi jest ważna. Z tego powodu szlachetnie urodzeni nie mieszają się z gminem. Jednak już jego starszy brat i siostra byli małżeństwem, a brat Daenerys opuścił -podobnie jak on- Westeros. W wypadku ślubu z kuzynką, tylko najmłodszy syn Jacaerysa mógłby ożenić się z przedstawicielką innego rodu, a wiadomo, że to właśnie takie mariaże podnoszą rangę i siłę rodziny.
Velarynowie byli na wymarciu - dwie linie, dziewięciu przedstawicieli. Każdy kolejny ślub wewnątrz rodu był krokiem do upadku. Ale lord zdawał się tego nie dostrzegać. Daenor postanowił wykorzystać dany mu czas. W czasie księżyca Jacaerys mógł sobie wszystko przemyśleć, ochłonąć i zmienić decyzję. On zaś, miał szansę na znalezienie stronników w rodzinie.
- Jak sobie życzysz. - trzy słowa wydobyły się z gardła Daenora. Ojciec nie wyglądał dobrze, a dalsza rozmowa, prowadzona w podniesionym tonie pozbawiłaby go sił. Syn odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Mijając je, przystanął i odwrócił się na moment.
- Do zobaczenia.
***
Dopiero przybył do domu i już wyjeżdża. Spędził w High Tide zaledwie kilka dni. Starał się spędzać jak najwięcej czasu z matką. Początkowo milczała, co Daenor rozumiał. Przez ponad dekadę nie dawał znaku życia, więc nie mógł oczekiwać, że przywita go z otwartymi ramionami.
W końcu jednak się odezwała. "Synu, żyjesz." - kilka słów wypowiedzianych przez łzy. Słów, które ściskały serce. Dwa dni przed wypłynięciem do stolicy zaczęli normalnie rozmawiać. Daenor opowiedział matce co widział, jednak z powodu brak czasu nie zagłębiał się w szczegóły. Na to przyjdzie czas.
O sprawie z ojcem żadne z nich nie wspominało, ale był pewien, że matka wie przed jaką decyzją postawił go ojciec. Nie powiedział jej tego wprost, żeby ponownie jej nie zranić, ale zasugerował, że prędzej ponownie opuści wyspę, niż ożeni się z kuzynką. Miał cichą nadzieję, że ona przemówi Jacaerysowi do rozsądku.
W końcu nadszedł dzień, gdy miał wypłynąć do Królewskiej Przystani. Odebrał od ojca list, adresowany do Aenora. Tym razem pożegnał się z matką. Gdy wchodził na statek, poczuł, że opuszcza przytłaczająca go atmosfera wyspy. Miał tylko jeden księżyc, żeby wybrnąć z trudnej sytuacji, w jakiej się znalazł. Mógł potrzebować pomocy, a wpływ na ojca, na pewno mógł wywrzeć Aenor

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: High Tide   Nie Maj 29, 2016 12:17 am

Patrząc na spokojną taflę Czarnej Wody trudno było uwierzyć w to, że jeszcze niedawno panował tutaj sztorm. Powolne ruchy fal oraz cichy szum morza sprawiały, że książę znów zapomniał się w swoich myślach. Rozważał nad losem swego rodu, swego narodu oraz Valyrii. Szczerze mówiąc, zdarzało mu się to coraz częściej. Zastanawiał się, co dla Siedmiu Królestw oznacza powrót smoków- erę stabilnej władzy Targaryenów, a może wielką wojnę domową? Nikt tego nie wiedział…
Pierwszy raz, kiedy Lucerys płynął w tym kierunku miał 7 lat i był przerażony. Teraz, po 11 latach, znów zmierza na Driftmark, jednak tym razem nie czuje strachu, a determinację i pewność. Właściwie była tylko jedna rzecz, która wydawała się stać księciu na drodze. Jak się dowiedział chwilę przed wypłynięciem ze stolicy, jego przyszła narzeczona była już zaręczona ze swoim kuzynem. Dla niektórych mogłoby to się wydawać przeszkodą nie do ominięcia, ale nie dla niego. W końcu miał w ręce to, czemu nikt nie ośmieli się sprzeciwić- decyzję króla. Dokument, który zyskał na swej mocy wykonawczej trzykrotnie w trakcie królewskiego wesela. A poza tym, kto odmówiłby księciu oraz, co ważniejsze, sojuszowi?
Chłopak spojrzał na znajdująca się w jego rękach szkatułę. Sama w sobie nie była żadnym dziełem sztuki- ot, wykonana z ciemnego drewna i lekko ozdobiona złotem szkatuła. Ważniejsza była jej zawartość, która była przeznaczona dla jego, miał nadzieję, przyszłej żony. Chociaż wiedział, że dziewczyna nie będzie miała właściwie nic do powiedzenia w sprawie małżeństwa, Lucerys wolałby uzyskać zgodę również od samej damy. Nie to, że jej brak pokrzyżowałby mu plany.
W każdym razie, Lucerys nareszcie dotarł na Driftmark i do celu swej podróży. Zamek High Tide właściwie w ogóle nie zmienił się odkąd go opuścił tyle lat temu. Właściwie, to nie powinno go to dziwić- zamek stał tutaj od setek lat i jakakolwiek zmiana w ciągu ostatnich kilkunastu byłaby właściwie niemożliwa. Oczywiście nie należało to do rzeczy, o których książę miał zamiar wspomnieć starając się o rękę bratanicy lorda. Nikt nie chce być tym pominiętym władcą między wielkimi.
- Powiadom jego lordowską mość, że książę Lucerys Targaryen przybył. - młodzian poinstruował jednego z czterech eskortujących go Złotych Płaszczy. W prawdzie zaraz przed wypłynięciem ze stolicy Lucerys wysłał do High Tide kruka informującego o wizycie, ale książę miał wrażenie, że zrobienie tego może być dobrze odebrane na tutejszym dworze, a nieobecność jednego z jego „gwardzistów” nie zaszkodzi. Oczywiście nie oznaczało to, że ich obecność jest zbędna. Bynajmniej. Po tym, jak król wymierzył swoją sprawiedliwość w ogrodach Czerwonej Twierdzy naturalnym było spodziewanie się nienawiści do panującej dynastii. Dlatego też chłopak nie prosił nawet o towarzystwo członka Gwardii Królewskiej, a jedynie czterech ludzi bez swoich złotych mundurów, co powinno pozwolić mu zachować swojego rodzaju anonimowość.
Wbrew pozorom, Targaryen nie udał się od razu do zamku Velaryonów, ale zdecydował się zacząć od spaceru po portowym miasteczku Spicetown. Liczył na to, że pomoże on mu zorientować się w stanie, w jakim znajduje się wyspa i władający nią ród.
W końcu dojechał do High Tide. Potężnego zamku wzniesionego na zimnej skale. Pomimo, że nie prezentował się tak dobrze jak budowle w Essos, zaimponował księciu. Jednak nie miał czasu na oglądanie wspaniałej fortecy- w uszach nieprzerwanie brzmiał mu głos fal i liczył na to, że wspaniałe sale zamku dadzą mu choć chwilę ciszy.
Kiedy już znalazł się wśród zbudowanych za czasów Smoka Morskiego ścian, rozejrzał się wokół siebie starając się ocenić sytuację, w której obecnie znajduje się rodzina Velaryonów.
- Witaj, Wasza Lordowska Mość.- Powiedział do mężczyzny, którego pamiętał sprzed lat, kiedy ten wciąż starał się go wychować na porządnego szlachcica. – Mam nadzieję, że moja wizyta nie stanowi dla Ciebie zbyt wielkiego problemu. Jednak musiałem stawić się przed Tobą osobiście, albowiem sprawa, z którą przybywam do Twego wspaniałego zamku jest niewątpliwie warta każdej podróży.- Lucerys mówił z nieustającym uśmiechem oraz mieszanką dyplomatycznego ciepła oraz stanowczości w utrzymujących kontakt wzrokowy z rozmówcą oczach. – Ale zanim o tym, przybywam z podarunkami. Pierwszy z nich jest dla Ciebie, Wasza Lordowska Mość, - Mówił jednocześnie sięgając do umieszczonej wewnątrz noszonego płaszcza kieszeni.- oto laska, która została wykonana specjalnie z myślą o Tobie, lordzie Velaryon. Jak widzisz została ona wykonana z kości volantyńskiego słonia, a jej rączka- ze stali. Oba materiały symbolizują to, kim jesteś dla swej rodziny oraz całej wyspy- Driftmark. Podporą oraz obrońcą. Drugi dar jest przeznaczony dla Twej wspaniałej bratanicy- Daenerys.- Teraz po prostu uniósł szkatułę.- Znajdują się tutaj dwie butelki perfum z Essos. – Podniósł wieczko pojemnika. I wskazał na pierwszą buteleczkę.- Te znajdujące się tutaj są używane przez najbardziej członkinie najbardziej wpływowych rodów Volantis, jak żony triarchów. Natomiast te drugie mają zapach, który jest jeszcze bardziej egzotyczny- jest to delikatny zapach dothrackich traw. Mam najszczerszą nadzieję, że oba podarki ucieszą Twą rodzinę.-Książę ocieplił swoje spojrzenie.
-Ale to nie wszystko!-rozkazał ręką jednemu ze Złotych Płaszczy podejść. Mężczyzna niósł większą wersję ukazanej wcześniej szkatuły. Lucerys otworzył ją.-Jak widzisz, znajduje się tutaj brosza oraz dwie zapisane w języku naszych przodków księgi. Jedna z nich zawiera poezję największych valyriańskich twórców. I wbrew pozorom nie są to same deklaracje miłosne. Natomiast ta druga ma w sobie opisy różnych krain Essos spisane, jak widział je jeździec smoka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: High Tide   Sro Cze 29, 2016 1:32 am

Potężny wicher szarpał gałęzie ogołoconych w liści drzew, dął ze świstem tak mocno, jakby chciał wyrwać ze skal High Tide wraz z jego korzeniami. Lord Pływów spoglądał roziskrzone niebo nad wzburzonym morzem, co mrugnął stawało się białe od blasku błyskawic.
Lubił burze.
Wyjątkowo. Jednak jedynie w bezpiecznych murach High. Potężna siła natury w nikim nie budziła pozytywnych odczuć, jeśli dotykała go osobiście. Jej siła, z jaką potrafiła wyrywać drzewa wraz z korzeniami, zatapiać największe okręty, z jaką niegdyś zniszczyła Valyrię była dla niego wciąż… zadziwiająca. Patrzył na wysokie fale i miał przed oczyma wyimaginowany obraz ich ojczyzny.
Czy nad morzem okalającym Valyrię naprawdę wznosił się dym, a jego wody były gorętsze od wrzątku?
Co sprawiło, że przed setkami lat pośród Czternastu Płomieni narodziły się smoki?
Lord Velaryon nie miał wątpliwości, że maczała w tym swe palce… magia. Magia, która dawno zaginęła, wymarła, osunęła się w nicość, pozostawiła ludzi bez cienia złudzeń, zdanych…. a raczej skazanych na siebie.
Grzmot, który wstrząsnął twierdzą tak mocno, że zatrzęsła się w posadach, nie zrobił na Velaryonie najmniejszego wrażenia. Trwał w bezruchu w starym, wysłużonym fotelu, próbując odegnać od siebie wszelkie myśli i zmartwienia. Widmo zimy i mrozu.
Nie chciał myśleć nawet o smoku, który wrócił do żywych.
Jednokrotnie o nich czytał. Oglądał ich podobizny nakreślone węglem w starych księgach. Jako mały chłopiec wyobrażał sobie jak dosiada jednego z nich, lecz nigdy nie sądził, nawet jako dziecko, że te pradawne istoty naprawdę powrócą.
Najgorsze było jednak to, że nie potrafił stwierdzić jednoznaczne: czy to było dla Siedmiu Królestw i całego znanego im świata dobre, czy wręcz przeciwnie?
Obok Lorda trwała małżonka, a zarazem siostra. Bardzo spokojny człowiek. Miała łagodny charakter i rzadko się unosiła. Nigdy w życiu nie rozpoczęła kłótni, nawet przed ślubem, nie licząc czasów gdy oboje biegali jeszcze w pieluchach. Uśmiechała się do swych dzieci i pytała, czy w czymś może im doradzić, jeśli zdawało jej się, że mogą potrzebować pomocy. Jacaerys Velaryon był zdania, że ludzie powinni częściej uśmiechać się tak jak jego małżonka. Może niewiele by to zmieniło, lecz świat na pewno stałby się choć trochę przyjemniejszym miejscem.
Lady Valaena ujęła starą, sękatą dłoń męża w swe drobne palce i cichym tonem jęła wspominać czasy ich młodości, najmilsze jej sercu obrazy, mówiła że pamięta jak objęła Aenora po raz pierwszy jakby to było kilka tygodni temu, opowiadał jak przyłapywała Daenę na czytaniu po nocach zaledwie zeszłej nocy. Mówiła tak łagodnie, że nawet niebo ucichło i wkrótce niebo wyjrzało zza chmur.
-Panie, statek z żaglem rodu Targaryen dobił do portu.
Słodki spokój rozmył się w ciszy jaka zapanowała w komnacie. Lady Valaena posłała małżonkowi zdziwione spojrzenie, który – choć tego nie okazywał - był nie mniej zdziwiony od niej. Velaryon posłał młodemu strażnikowi naglące spojrzenie.
-Na co więc czekasz? Każ przygotować wieczerzę.
Życie nauczyło go cierpliwości.
Jacaerys Velaryon czekał na dziecko, które wiele lat miał pod swoją opieką, które po pewnym czasie jął traktować niemal ja swoje własne. Jednakze dziecko, które miał w swej pamięci dawno już przestało nim być, a przed nim stał młodzieniec. Jeszcze nie mężczyzna, wciąż nie, lecz już przecież nie dziecko.
Poczuł pewien… zawód? Nie księciem Lucerysem, który nie zdążył wypowiedzieć słowa, lecz chyba… samym sobą. Przez wiele lat próbował wpoić temu chłopcu, że u boku mężczyzny zawsze spoczywa jego miecz. Tymczasem Lucerys Targaryen stał przed nim wątły i delikatny niczym dziewczyna.
-To radość gościć Cię ponownie w naszym domu. Zawsze jesteś tu mile widziany, książę. – wyrzekł Lord Pływów, zapraszając Targaryena gestem, by usiadł przy stole.
Każdy podarek został przejęty przed służbę po uprzednim skinięciu głowy Velaryona, który w milczeniu wysłuchał monologu targaryeńskiego księcia.
-To wielka hojność z Twej strony, książę i nie wiem jakimi słowami mógłbym wyrazić swą wdzięczność. Nasza słodka Daenerys będzie z pewnością zachwycona! Opowiadała mi o królewskich zaślubinach, w których nie mogłem wziąć udziału... Miłościwie Nam Panujący powinien wybaczyć staremu człowiekowi. Nigdy jednak nie odżałuję, że nie dane mi było wtedy ujrzeć Twej siostry, książę, a Jej Wysokości. Podobno jej uroda mogłaby zawstydzić całe piękno Starej Valyrii.
Jeśli tylko Smok zechciał usiąść przy zastawionym jadłem stole, na skinienie palca czekały służące, by napełnić jego kielich wybornym złotym arb orskim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: High Tide   Nie Lip 24, 2016 12:12 am

Książę musiał przyznać, że komnata lordowska, do której powrócił po latach wydawała mu się być mniejsza i skromniejsza niż to, co pamiętał. Oczywiście, nigdy nie wydawała się ona być na równi z salą tronową Czerwonej Twierdzy, ale mimo tego wywyższenie, na którym znajdował się „tron” lorda zawsze było wyższe, samo siedzenie potężniejsze, a sklepienie dalsze… był to już chyba trzeci raz w ciągu ostatnich miesięcy, kiedy jego wspomnienia z dzieciństwa zostały zweryfikowane przez rzeczywistość.
Był młody, gdy ujrzał ją po raz pierwszy - kompletnie nie spodziewał się, że los poprowadzi go ponownie na Driftmark, zwłaszcza w tak znaczącej dla księcia sprawie. Na ten pomysł wpadł w dniu królewskiego ślubu, kiedy zobaczył Daenerys Velaryon po niemałym upływie czasu. Trudno więc powiedzieć, że do High Tide przybywał tylko w celu udowodnienia niezachwianego głęboko zakorzenionego szacunku do wiernych chorążych, jak ujął to sam król w liście, którego zawartość znała jedynie ta dwójka wysoko urodzonych mężczyzn. Był jednakże niemal pewien tego, że w kątach Czerwonej Twierdzy zdążono stworzyć wiele plotek na ten temat, a sam list obwiany tajemniczą aurą, która wkrótce miała prysnąć.
Stał przed starym lordem prawie jak za dawnych lat. Spoglądał prosto w jego oczy, dostrzegając w nich śmiertelną powagę. Jacaerys Velaryon nie zmienił się ani trochę przez te wszystkie lata.
- Z chęcią, wasza lordowska mość- Lucerys odpowiedział na zaproszenie do wspólnej wieczerzy; przy stole zajął należne mu miejsce i przyjął wino. Zakręcił wolno kielichem, po krótkiej chwili odstawiając naczynię na swoje miejsce. Wolno uniósł fioletowe oczy, a wzrok zastygł na siedzącym naprzeciwko lordzie.
- Oczywiście, moja droga siostra! Jej Miłość wyglądała naprawdę wspaniale - odpowiedział szczerze książę, jednocześnie podkreślając swój nowo zdobyty status królewskiego szwagra. - Jestem pewien, że królewska para nie chowa urazy. W końcu wysłałeś tam dużą część swej rodziny, lordzie - smok wziął łyka znajdującego się w kielichu trunku i zdał sobie sprawę z tego, że nigdy dotychczas nie pił arborskiego trunku. Właściwie trudno mu było określić to, czy był on gorszy, czy lepszy od tych, które były wyrabiane w Volantis… na pewno było inne, słodsze.
- Muszę przyznać, że na Driftmark wciąż sprowadzane są jedne z najlepszych trunków, jakie mają okazję raczyć Westeros swym smakiem- pochwalił napój Lucerys, zarazem zaczynając rozmowę z lordem Pływów o rzeczach sprowadzających się do niczego, albo wiedzy powszechnie dostępnej. W końcu nie wypada mu wyjść ze swoją propozycją bez wcześniejszej rozmowy - to byłoby nietaktowne. Targaryen traktował dworską etykietę z poważaniem, dlatego też nie miał zamiaru tego zaniechać. Jeszcze raz zerknął na nakryty stół, dopiero teraz uświadamiając sobie, że następnym razem poinformuje wcześniej o swym przybyciu...
- Lordzie, zapewne domyślasz się, że nie przybywam na Driftmark bez konkretnego powodu - zaczął książę, kiedy wyczuł, że rozmowa trwa wystarczająco długo. Wyciągnął spokojnie list z królewską zgodą na ślub, podając go mężczyźnie, jak i upewniając się, że przypadkiem pierwszym, co lord Velaryon zobaczy jest stwierdzenie króla Aerysa II Targaryena, że na jego decyzję wpłynęła siostra Lucerysa - Przybywam bowiem w sprawie, która ma połączyć nasze rody jeszcze mocniejszą więzią niż dotychczas. Sprawą, w której przychylność wyraża zarówno król i królowa, a zarazem mój drogi kuzyn i siostra - książę wstrzymał na moment oddech – Pragnę prosić o rękę twej bratanicy, Daenerys. Wierzę, że to najlepszy dowód na to, że ród Targaryen nie zapomina o wierności, jaką ród Velaryon prezentował przez wiele, wiele lat - skwitował. Teraz książę mógł jedynie czekać na odpowiedź. Z jednej strony wydawało mu się, że przedstawił dobre argumenty za swoją sprawą - pokazał, że sojusz z nim oznacza bliskość Korony oraz dostatnie życie dla bratanicy lorda i jej bliskich. W końcu czy znajdzie się lepsza partia, niźli Targaryen?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: High Tide   

Powrót do góry Go down
 

High Tide

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony-