a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Namioty delegacji rodu Swann - Page 2



 

 Namioty delegacji rodu Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 14, 2014 10:35 pm

First topic message reminder :

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 27, 2014 11:18 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 28, 2014 7:04 am

(Szału dostanę. :( Kończyłam posta i mi się przeglądarka wyłączyła. Post był długi i nie pamiętam o czym dokładnie pisałam ;( Teraz odpiszę byle jak, bo już nie mam siły. Wybacz mi za to.)

Bycie lordem nie polegało jedynie na wydawaniu rozkazów. Ta rola wiązała się z ogromną odpowiedzialnością oraz masą obowiązków, które potrafiły bardzo przytłaczać. Nie każdy został stworzony do roli lorda. Niektórzy po prostu czuli się zobowiązani wobec rodziny i robili to, czego się od nich wymagało. Na szczęście, Daliah nie urodziła się w jednej z takich rodzin. Nie wyobrażała sobie życia jako pani dworu. Była niemal pewna, że życie takiej kobiety jest niezwykle nudne, monotonne. Nie widziała nic ciekawego w przesiadywaniu w komnacie, wiecznemu zachowywaniu powściągliwości czy pozwalaniu służkom na czesanie swoich włosów oraz wyręczanie ich w wykonywaniu wielu innych czynności. Większość tych kobiet była tylko kukiełkami w rękach panów ojców, a później mężów, bo jak wiadomo, to zazwyczaj mężczyźni decydowali o życiu wysoko urodzonych kobiet, a nie one same. W Essos też się to zdarzało, ale rzadziej. Rodzice Dalii nie stosowali wobec niej przymusu. Owszem, zaręczyli ją z mężczyzną, którego prawie nie znała, ale zrobili to tylko dlatego, bo im na to zezwoliła. Bez jej zgody nic by z tego nie wyszło. Gdyby nie najazd Dothraków, byłaby dziś mężatką. Na szczęście, stało się inaczej i dzięki temu trafiła do Westeros, a teraz poznała Marcusa. Powiadają, że nic nie dzieje się bez przyczyny.
- Mhmm... - mruknęła, nie traktując jego słów poważnie. Nie, nie wierzyła, że Swann próbuje traktować ją tak, jakby była kimś. Wmawiała sobie, że to czego chciała, było dla niego zupełnie nieistotne.
Essaris potrafiła być pogodna i radosna, więc jeśli Marcus będzie miał okazję poznać ją lepiej, to na pewno się o tym przekona. Taneczny krok ciemnowłosej był jedynie niewielkim przejawem jej wesołej osobowości. Potrafiła rozweselać ludzi, ale robiła to tylko wtedy, kiedy miała na to ochotę oraz kiedy czuła się przy kimś komfortowo. Niewielu znało ją z tej strony.
- Podoba mi się sposób w jaki wymawiasz moje imię. - powiedziała, po tym, jak oderwała wargi od bukłaka. Po jej brodzie zaczęła spływać kropla wody, ale szybko wytarła ją jednym ruchem i gdy tylko zdążyła opuścić rękę, została za nią złapała i dosłownie pociągnięta przez Marcusa. Dziewczę niemal "odbiło" się od ciała mężczyzny i wylądowało tyłkiem na jego kolanie, przy tym rozlewając odrobinę napoju.  
- Ostrożnie, Ser Marcusie Swann. Twoje ramię. - zwróciła mu uwagę i zaśmiała się, bo po raz kolejny podkreśliła status dziedzica. Nie wiedziała, jak duża była rana, ponieważ miał założony opatrunek, aczkolwiek musiała być świeża, więc wciąż powinien na nią uważać.
Siedząc na kolanie blondyna, ostrożnie oplotła jego szyję jedną ręką, po czym powoli zbliżyła usta do jego ucha, prawie dotykając je wargami. Marcus na pewno poczuł jej ciepły oddech na swojej skórze. Przez chwilę mogło się wydawać, że Daliah pragnie obdarzyć go jakimś czułym gestem. Nic bardziej mylnego.
- Nasze pragnienia są naszymi słabościami. - wyszeptała wprost do ucha swojego towarzysza, a za chwilę uśmiechnęła się szeroko i postanowiła wstać, tym samym zabierając rękę z jego szyi, a w drugiej trzymając bukłak z resztami wody.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 28, 2014 10:15 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sob Lis 29, 2014 12:47 am

Wiele razy zastanawiała się, czy łatwiej jest być kobietą, czy mężczyzną i nigdy nie była w stanie odpowiedzieć sobie na to pytanie, tak samo, jak nie potrafiła zdecydować czyje życie jest lepsze - lorda czy zwykłego wieśniaka. Zakładała, że wszystko miało dobre i złe strony. Poza tym, według jej wiary, życie było piekłem na ziemi i zupełnie się z tym zgadzała.
Od lordów oczekiwało się spłodzenia, jak największej liczby potomstwa, z naciskiem na potomków płci męskiej, więc nie dziwne, że Marcus czuł potrzebę posiadania żony i dzieci. Nie mniej jednak, kandydatki na żonę powinien szukać wśród wysoko urodzonych. Jako przyszły lord Stonehelm nie mógł poślubić pierwszej lepszej dziewki. Tutaj chodziło o dobre imię jego oraz jego rodziny, a także przyszłych dzieci - dziedziców. Na szczęście, Daliah nie miała podobnych problemów. Mogła wyjść za kogo tylko chciała lub pozostać samotną do końca życia. Nie było nic cenniejszego, niż absolutna wolność, którą cieszyła się każdego dnia.
Zachowanie ciemnowłosej ciężko nazwać rozważnym. Sposób w jaki prowokowała blondyna był, krótko mówiąc, niebezpieczny. Mimo, iż nie dążyła do żadnego stosunku seksualnego, czy czegoś podobnego, to jej ruchy sprawiały wrażenie, jakby była spragniona bliskości mężczyzny lub zwyczajnie z nim pogrywała. A może jedno i drugie?
Essaris mogła przewidzieć, że Swann nie pozwoli jej wstać, a tym bardziej oddalić się od niego, aczkolwiek to nie powstrzymało jej przed spróbowaniem. Oczywiście, próba zakończyła się niepowodzeniem, a poprzez szarpanie się, nic by nie wskórała. Nie miała innego wyjścia, jak tylko pozwolić mu na chwilowe przejęcie kontroli.
Kiedy sunął czubkiem nosa po jej delikatnej skórze, mimowolnie przymknęła oczy oraz delikatnie odchyliła głowę do tyłu. Marcus mógł się cieszyć nie zapachem perfum, a jedynie naturalnym zapachem kobiecego ciała, który najprawdopodobniej mu się spodobał. "Opamiętaj się, głupia dziewko." - zganiła się w myślach, po czym szybko otworzyła oczy, starając się wyprostować.
- Puść mnie i pozwól mi odejść. Przysięgam na mego boga, to jest niewłaściwe. - powiedziała poważnie, patrząc w jego szaro-błękitne oczy. Na myśl o odejściu, ogarniał ją smutek, ale wiedziała, że powinna to zrobić, zanim blondyn posunie się jeszcze dalej. Mężczyźni o jego pozycji jedynie wykorzystywali takie dziewki jak ona. Zabawiali się z nimi, a na drugi dzień zapominali o ich istnieniu. Nigdy sama tego nie doświadczyła, ale była świetną obserwatorką, która widziała w życiu zdecydowanie za dużo, aby pozwolić sobie na taką naiwność. Być może myliła się, co do Marcusa, lecz skąd mogła mieć pewność, że zwyczajnie jej nie wykorzysta? Znała go zaledwie chwilę.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sob Lis 29, 2014 12:14 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 30, 2014 9:06 am

No cóż, nie każdy ojciec był taki, jak ojciec Marcusa. Większość lordów interesowały jedynie czysto polityczne małżeństwa, gdyż przynosiły one o wiele więcej korzyści, aniżeli małżeństwa zawierane z miłości. Daliah na żonę lorda, na pewno, się nie nadawała. Oczywiście, to nie był fakt, którego nie mogła zmienić. Przy odrobinie chęci oraz pomocy, mogłaby się stać całkiem kulturalną, ułożoną panną. Ba, przecież ona kiedyś takową była, lecz zwyczajnie się zmieniła, na co miały wpływ pewne wydarzenia z przeszłości.
Wina bardzo rzadko leżała po jednej stronie i tak też było w przypadku Dalii i Marcusa - oboje byli winni temu, co się stało. Ciemnowłosa wiedziała, że blondyn ją sobie, w jakiś sposób, upodobał. Wiedziała również, że nie powinna igrać z ogniem, ale mimo wszystko nie potrafiła się przed tym powstrzymać. Chwilami nie myślała o przykrych konsekwencjach, jakie mogły ją spotkać przez jej nierozważne zachowanie. Dopiero, gdy zdała sobie sprawę, że gesty mężczyzny sprawiają jej przyjemność i traci przez nie kontrolę, postanowiła się otrząsnąć. Na szczęście, zrobiła to w samą porę. Ich ubrania jeszcze nie wylądowały na ziemi, więc nie było za późno, żeby wszystko przerwać.
- Choć znam cię chwilę, to zapewniam cię, że jesteś jednym z najbardziej interesujących mężczyzn, jakich w swoim życiu napotkałam. - powiedziała, wcześniej kładąc dłoń na jego policzku i przejeżdżając po nim kciukiem. Jej słowa były szczere. Nie potrafiła tego głośno przyznać, ale nie chciała opuszczać namiotu i sama nie wiedziała dlaczego. Mogła wyjść już dawno, a wciąż tutaj siedziała.
- Zezwalasz mi na odejście? - uniosła jedną brew. - Jeśli teraz odejdę, to zapewne już nigdy mnie nie spotkasz. - dodała. Słuchając jej tonu, trudno było stwierdzić co dokładnie czuła, a z jej ust nie dało się wyczytać, ani poczucia szczęścia, ani smutku.
Daliah nie posiadała żadnego, przemyślanego planu podróży, toteż jeszcze nie znała celu swojej kolejnej wyprawy. Często podejmowała spontaniczne decyzje lub kierowała się radami, spotkanych po drodze, ludzi. Westeros było dla niej obcą ziemią, dlatego starała się trochę dowiedzieć o miejscach, do których zmierzała.
- Czy jest tutaj coś wartego zobaczenia? To znaczy... tutaj, w Westeros. - zapytała, wciąż siedząc na jego nodze. Starała się nie wykonywać żadnych prowokujących gestów, aby już nie pobudzać mężczyzny i przy okazji samej siebie. Nie żałowała tego, co zrobiła wcześniej, nie żałowała, że go dotknęła i pozwoliła mu się dotknąć. Żałowałaby jedynie wtedy, kiedy przekroczyłaby swoje granice.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 30, 2014 4:14 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:39 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 30, 2014 11:27 pm

Wychodzi na to, że szczęście po raz kolejny dopisało ciemnookiej, a gesty, które wykonała, nie były aż tak nierozważnym posunięciem. Być może, dzięki temu uszła z życiem. To nie pierwszy raz, kiedy znalazła się na tak niebezpiecznej granicy i nie pierwszy raz, kiedy mężczyzna zawahał się przed odebraniem jej życia. Czyżby to była kwestia szczęścia, a może zasługa jej niewinnego wyglądu? Na to pytanie nie mogła sobie sama odpowiedzieć. Powinna zapytać jednego z wspomnianych wcześniej mężczyzn.
Mimo, iż Marcus pokazał jej swoją cieplejszą stronę, to wciąż nie potrafiła rozgryźć jego charakteru. Na pewno, był człowiekiem skomplikowanym, nieco skrytym, który otaczał się warstwą chłodnego, zdystansowanego do świata, rycerza. Natomiast, nietrudno było zauważyć, że to osoba spragniona bliskości płci przeciwnej, a może nawet samotna, czująca potrzebę bycia kochaną. Daliah, będąc kobietą bystrą, dostrzegała wiele rzeczy, aczkolwiek przypadek blondyna stanowił dla niej spore wyzwanie. Bowiem, coś go różniło od zwyczajnych  mężczyzn, będących prostymi do rozszyfrowania i to chyba właśnie ta różnica sprawiała, że ciemnowłosa, choć nie była tego w pełni świadoma, pragnęła poznać go bliżej.
Kiedy Swann utwierdził ją w przekonaniu, że może odejść, powinna poczuć niezmierną radość, lecz tak się nie stało. Jej uczucia były mieszane, ani to radość, ani smutek. Jedyne co w tym momencie czuła, to swoboda oraz poczucie kontroli. O dziwno, nie do końca jej się to podobało. Władczość mężczyzny była czymś, co w jakiś sposób ją nakręcało i sprawiało, że miała ochotę go dotykać. Zwrócenie jej przez Marcusa pełnej wolności, nieco ją ostudziło. Z drugiej strony, sama to wszystko przerwała, ale widać było, że zrobiła to niechętnie.
- Nie znasz mnie Marcusie, jak i ja nie znam Ciebie. To wszystko jest takie fascynujące... - powiedziała żywym tonem, w tym samym czasie pozwalając mu zatrzymać swoją dłoń na policzku, który był częściowo pokryty przyjemnym zarostem. - ...ale to tylko chwila, ulotna chwila, pragnienie, któremu nie powinnam ulegać. - dodała już nieco ciszej, po czym powędrowała wzrokiem na ścianę namiotu, ale tylko na chwilę, bo po kilkunastu sekundach ponownie spotkała oczy dziedzica Stonehelm.  
Jeśli chodziło o mężczyzn, to Essaris zawsze starała się trzymać pewien dystans. Zanim pozwoliła sobie na jakąś głębszą relację, wolała najpierw tą osobę lepiej poznać. Prawda była taka, że o blondynie wiedziała niewiele. Nie miała pojęcia, jakie jest jego podejście do innych kobiet. Wydawało jej się, że od nich stroni, aczkolwiek mogła się mylić.
Daliah nie wyraziła sprzeciwu, gdy jasnowłosy uniósł jej ręce i pokierował je na swoje barki. Pozwoliła mu na swobodne wykonanie owego gestu, a sama splotła palce obu dłoni za jego karkiem. W tym momencie towarzyszyło jej poczucie wygody i poniekąd poczucie bezpieczeństwa. Trudno było nie czuć się bezpieczną w ramionach mężczyzny o jego posturze.
- Ciekawa historia? - to były słowa, które  najbardziej przykuły jej uwagę. - Czy zechcesz mi ją opowiedzieć? - zapytała, wykazując zainteresowanie, a tym samym dając mu do zrozumienia, że zamierza zostać z nim jeszcze, co najmniej, przez chwilę.
- Przybyłam tutaj już jakiś czas temu, a wciąż tak mało wiem o Westeros. - dodała po krótkim westchnięciu, a przy okazji starała się ignorować sposób, w jaki Marcus na nią patrzył, chociaż w tym przypadku "patrzył się" to mało powiedziane.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pon Gru 01, 2014 11:45 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:39 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Gru 02, 2014 3:44 am

To wszystko było co najmniej skomplikowane, a panna Essaris mogła sobie jedynie gdybać, bo prawda była taka, że nie dowie się niczego, dopóki bezpośrednio o to nie zapyta. Jeśli byłaby fanatyczką religijną, to zapewne stwierdziłaby, że Pan Światła ochronił ją przed ostrzem sztyletu. Fanatycy zawsze uważali wszystko za zasługę R'hllora. Daliah należała niegdyś do osób bardziej religijnych, aczkolwiek ostatnio bardzo rzadko się modliła. Raczej nie porzuciłaby swojej religii, ale wielce pobożną nie można było jej nazwać. W Westeros, wiara w Pana Światła, należała do religii obcych. Większość ludzi wierzyła tutaj w Siedmiu, o czym ciemnowłosa zdążyła już usłyszeć. Jako osoba ciekawa świata, zawsze lubiła zdobywać wiedzę, więc nie miała nic przeciwko dowiedzeniu się czegoś więcej o tej dziwnej dla niej wierze.
Słuchając słów ser Marcusa, wiedziała o tym, że ten ma rację i choć starała się nie ukazywać żadnych głębszych emocji czy uczuć, to jakimś cudem udało mu się wyczytać z jej oczu niemal wszystko. Pannie zaczęło towarzyszyć uczucie niezręczności, a nawet zawstydzenia, co było niezwykle dziwne, ponieważ bardzo rzadko się wstydziła i choć jej cera należała do dosyć ciemnych, to na jej policzkach dało się teraz dostrzec niewielkie rumieńce. Milczała przez dłuższą chwilę, bo zwyczajnie nie wiedziała, jak skomentować słowa mężczyzny.
- Masz rację, Marcusie. - przyznała w końcu. Nie mogła się tego wyprzeć. Nawet, gdyby próbowała, to i tak mężczyzna by jej nie uwierzył. Sprawy zdecydowanie zaszły za daleko. Daliah nie chciała go jeszcze opuszczać, jak i również nie chciała się zbytnio do niego przywiązywać. Wiedziała, że być może jutro będzie musiała o nim zapomnieć. Nie chciała tęsknić. Wystarczy, iż tęskniła za swoją rodziną, której już nigdy nie zobaczy, a przynajmniej nie w tym życiu.
- Ale mnie jest tak wygodnie. - odparła natychmiastowo. - Poza tym, nie mam żadnych łachów, które uchodziłby tutaj za stosowne. - dodała po chwili, wiedząc, że odzienie noszone przez kobiety w Pentos, było zbyt wyzywające dla Westeros. Przez noszenie ubrania, które odkrywało jej ramiona oraz znaczną część dekoltu, mogłaby zostać uznana za kurwę, a tego przecież nie chciała. W Pentos ów stój nie uchodził za wulgarny lub prowokujący, był zwyczajny, a mężczyźni przywykli do oglądania gołych, kobiecych ramion.
- Czy pozwolisz, abym cię na chwilę opuściła? Powinnam przyprowadzić swoją klacz. - zapytała niepewnie, przykuwając wzrok do dłoni jasnowłosego, która wędrowała w stronę jej ucha.
Siedząc tak i wykonując te wszystkie gesty, wyglądali jak urocza para zakochanych, lecz tak naprawdę, to oni nie byli zakochani, a jedynie sobą zauroczeni.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Gru 02, 2014 10:51 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:39 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sro Gru 03, 2014 3:51 am

Daliah nie była świadoma faktu, że Swann podróżował po Essos i posiadał jakąś większą wiedzę na temat jej miejsca pochodzenia, czy samego boga, w którego przyszło jej wierzyć. Wielu rzeczy o nim jeszcze nie wiedziała i pewnie nie raz ją czymś zaskoczy. Oczywiście, o ile ich znajomość przetrwa. Przecież nikt nie był pewien, co przyniesie jutro. Czasami, było trzeba po prostu cieszyć się chwilą...
Ciemnowłosa wiedziała, że ludzie o wielkiej posturze byli oceniani w sposób powierzchowny. Zarzucano im różne rzeczy, między innymi brak rozumu oraz zdrowego rozsądku. Ona nigdy nie zgadzała się z takimi opiniami. Bardzo rzadko oceniała ludzi na podstawie ich wyglądu. Nie robiła tego, bo już nie raz przekonała się, że zwykły, brudny chłop może być bardziej inteligentny, niż wysoko urodzona osoba. Ponadto, wierzyła, że inteligencja jest czymś, z czym człowiek się rodził. Ocenić Marcusa było niezwykle ciężko, aczkolwiek nie był on mężczyzną o przeciętnym intelekcie, wręcz przeciwnie, był rozumny i bystry, co panna zdążyła zauważyć już po kilku chwilach spędzonych w jego towarzystwie.
- Nie posiadam. - wzruszyła lekko ramionami. - Naprawdę nie posiadam. - powtórzyła, nie kłamiąc. Strój, który miała na zmianę, wcale nie był suknią i nie czułaby się dobrze paradując w nim po Westeros. Do ukrycia skórzanej zbroi, służyła jej długa szata z klamrą zapinaną nad piersiami oraz wielkim kapturem, którym potrafiła zasłonić całą swoją głowę i pół twarzy. Kobiety jej pokroju nie nosiły sukien. Suknia odebrałaby jej poczucie swobody, a do tego, nie mogłaby wygodnie rozsiąść się w siodle. Właściwie, to nie miała pojęcia, jak daleko znajduje się Boży Gaj i czy lepiej iść tam piechotą, czy skorzystać z grzbietu konia. Była bardziej nastawiona na to, że pojadą tam konno. Poza tym, niezwykle podobała jej się wizja siebie, siedzącej pomiędzy ramionami Marcusa na tym samym wierzchowcu. Nie mniej jednak, nie miała nic przeciwko udaniu się na miejsce pieszo.
- Wrócę. - powiedziała równie cicho.
Zobaczywszy, jak twarz Swanna zbliża się ku jej twarzy, sprytnie wyminęła jego usta, po czym złożyła krótki, lecz czuły pocałunek na jego policzku. Nie czekała na reakcję mężczyzny, zwinnie wyswobodziła się z jego objęć, a następnie, niemal w biegu, opuściła namiot. Przez chwilę mogło mu się wydawać, że ciemnowłosa, pomimo swojej obietnicy, już nigdy nie powróci, ale gdyby dostrzegł broń, którą zostawiła na ziemi, wiedziałby, że nie zostawiła go na zawsze, a jedynie na dłuższą chwilę...

Po opuszczeniu namiotu, Daliah ruszyła w kierunku miejsca, gdzie zostawiła swoją klacz. Będąc w drodze, na wszelki wypadek, szerokim łukiem wyminęła namiot biesiadny, aż po kilkunastu, minutach dotarła do celu. Zwierzę, czując obecność swojej pani, parsknęło radośnie i zaczęło muskać chrapami jej ramię.
- Przestań, Maeve. - wymamrotała z lekkim uśmiechem na twarzy.
Szybkimi ruchami odwiązała linę, którą klacz była przywiązana do drewnianej belki i wskoczyła na jej grzbiet. Nie czekając ani chwili dłużej, pogalopowała wprost do namiotu delegacji rodu Swann. Dzięki Maeve droga powrotna okazała się być niezwykle krótka, ale i przyjemna.
Marcus nie musiał wychodzić z namiotu, aby usłyszeć dźwięk końskich kopyt oraz charakterystyczne parskanie. Jeśli jakimś cudem zwątpił w jej powrót, to teraz mógł być niemal pewny, że dotrzymała złożonej obietnicy i wróciła.
Zsunąwszy się z grzbietu klaczy, chwyciła za jej uzdę i odprowadziła ją kilkanaście metrów od namiotu, po czym zdjęła z niej wszelką uprzęż, aby pozwolić jej odpocząć i spokojnie najeść się trawy. Teraz mogła wrócić do blondyna.
- Powróciłam. - oznajmiła, stając w wejściu. W dłoni trzymała torbę podróżną, która wcześniej była przytwierdzona do siodła. Miała tam łachy na zmianę, ale nie zmierzała ich zakładać. Wiedziała, że gdzieś w pobliżu znajdują się stragany z przeróżnymi rzeczami i gdyby mężczyzna się uparł, to zdecydowałaby się zakupić bardziej odpowiednie odzienie. Przecież niedawno kogoś okradła, więc mogła sobie pozwolić na zakup czegoś nowego.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sro Gru 03, 2014 11:34 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:39 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Gru 05, 2014 1:07 am

(no i po co żeś wychodził z tego namiotu? Teraz muszę się poprawić. :D)

A więc, Daliah ujrzała blondyna już z daleka, a przez to jeszcze bardziej się pośpieszyła. Przez chwilę mogło się wydawać, że jej klacz zamierza wbiec wprost na mężczyznę, ale ostatecznie zatrzymała się jakieś pół metra od niego i parsknęła głośno. Maeve była piękną, gniadą klaczą o długich, silnych nogach oraz czarnej grzywie i ogonie. Trudno było uwierzyć, że pannę Essaris stać na takiego konia. Gdyby Marcus wiedział o jej "drobnych" przestępstwach, to zapewne pomyślałby, że go ukradła. Akurat to nie było prawdą. Ową klacz zdobyła dzięki uczciwej walce, którą jakiś cudem wygrała.
- Doprawdy? - zaśmiała się, przekładając zwinnie nogę, po czym ujęła jego dłoń i pozwoliła sobie pomóc. Gdy jej nogi dotknęły gruntu, podeszła do mężczyzny i złapała za brzegi jego skórzanej kurtki, a następnie delikatnie za nie pociągnęła.
- Wolałam kiedy nie byłeś odziany. - wypowiedziawszy te słowa, odruchowo oraz delikatnie przygryzła dolną wargę, aczkolwiek bardzo szybko uwolniła ją z uścisku swoich zębów, bo przypomniała sobie w jaki sposób ten niewinny gest działał  na ser Marcusa. Dosłownie chwilę po tym, odwróciła się na pięcie i odpięła torbę podróżną od siodła, aby za chwilę rzucić ją pod nogi swojego towarzysza.
- Nie posiadam nic cennego, jednak zostawię w namiocie tę torbę i będę niezwykle wdzięczna, jeśli twój towarzysz rzuci okiem na moją klacz, lecz niechaj będzie ostrożny... Maeve potrafi być wredna. - odpowiedziała.
Nie wiedziała, czy w Westeros ludzie nadają imiona swoim koniom, ale ona zwykła to robić. Skoro człowiek posiadał imię, to dlaczego zwierzę nie powinno go posiadać?
Ciemnowłosa nie przyglądała się służącemu, a jedynie spojrzała na niego przelotnym wzrokiem. Niby czemu miała wpatrywać się w jakiegoś obcego mężczyznę, skoro miała przed sobą niemal ideał w postaci dziedzica Stonehelm.
- Czy wciąż uważasz mój strój za nieodpowiedni? - zapytała, unosząc lekko brwi, co robiła dosyć często. - Podobno znajduje się tutaj jakiś bazar. Czy powinnam coś zakupić?
W czasie trwania turnieju, wielu ludzi zjeżdżało się do Harrenhal, co sprzyjało rozkwitowi handlu. Na pewno, damy znudzone oglądaniem walk wybierały się na zakupy. Co prawda, Daliah jeszcze żadnej walki nie obejrzała, ani nie była znudzona, ale jeśli Marcus się uprze, to pójdzie rzucić okiem na te stragany, a nuż jakaś kiecka jej się spodoba.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   

Powrót do góry Go down
 

Namioty delegacji rodu Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Kronika rodu Swann
» Namioty łazienkowe
» Fion Swann
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal :: Pole turniejowe-