a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Namioty delegacji rodu Swann



 

 Namioty delegacji rodu Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 14, 2014 10:35 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sro Lis 19, 2014 11:19 pm

v


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 20, 2014 12:22 am

Daliah, przebywając w Stolicy, już jakiś czas temu, usłyszała o zbliżającym się turnieju. Bowiem, wiadomości o takich wydarzeniach, roznosiły się w zadziwiającym tempie. Decyzję o podróży do Harrenhal, podjęła bardzo szybko. Nie to, żeby interesował ją udział w walkach, czy też kibicowanie. Była to zwykła ciekawość świata oraz okazja na uzupełnienie swojej sakiewki, która powoli zaczynała świecić pustkami. Tak, można powiedzieć, że pannica była złodziejką, jednakże nie okradała ludzi starszych, ani ludzi ubogich. Rodzice wpoili jej zupełnie inne wartości. Za ich życia, nawet nie przychodziło jej do głowy, aby coś ukraść, ale z czasem, pewnie rzeczy się zmieniają. Daliah tylko walczyła o przetrwanie na obcej ziemi, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła.
Do Harrenhal dotarła kilka godzin temu. Nie przebyła całej drogi samotnie, ponieważ było to niebezpieczne. Wielu ludzi kierowało się w te strony, więc z łatwością znalazła sobie jakieś towarzystwo. Oczywiście, po dotarciu na miejsce, ich drogi się rozeszły, a Daliah postanowiła odpocząć po długiej, wyczerpującej podróży. Na miejsce odpoczynku, wybrała sobie jakiś namiot biesiadny, gdzie przebywali prawie sami mężczyźni. Całe szczęście, została uraczona jakiś kubłem czystej wody raz kawałkiem pieczywa. Siedząc i jedząc w ciszy, obserwowała zebranych. Najwyraźniej, szukała jakiegoś łatwego celu, a prościej mówiąc, kogoś, kogo mogła okraść. Chyba takowy znalazła, ponieważ, kiedy jeden z gości opuścił namiot, kobieta nałożyła kaptur na głowę i powoli ruszyła za nim, aż w końcu celowo na niego wpadła. W tym samym momencie przechwyciła jego sakiewkę. Mimo, iż rzuciła krótkie "Wybacz", to nieznajomy wyraźnie się zdenerwował. Niestety, to było nic w porównaniu ze złością, która ogarnęła go, gdy zorientował się, że jego sakwa zniknęła. Zaczął coś wykrzykiwać, ale Daliah była już wiele metrów przed nim. Mimo, iż pole namiotowe świeciło pustkami, bo prawie każdy oglądał turniej, to wolała nie ryzykować i nie szarpać się z mężczyzną gdzieś, gdzie ktoś mógłby ich zauważyć. Wolała po prostu udziec, ukryć się. Jej ofiara nie była do końca trzeźwa, poza tym była gruba i powolna, więc to dawało jej przewagę.
Ciemnowłosa przemierzyła chyba całe pole w obawie, że mężczyzna ruszy za nią i, w najgorszym wypadku, ją złapie lub.. zrobi to straż. Dla pewności wolała się gdzieś schować, dlatego wpadła do jakiegoś, pewnie chwilowo niestrzeżonego, namiotu. Nawet nie zauważyła, że ktoś się w nim znajduje. Poza tym, zatrzymała się tylko przy samym wyjściu i ukryła za ścianką materiału, więc nikt z zewnątrz nie mógł jej dostrzec.
Oddech kobiety był bardzo niespokojny i głośny, a spod dużego kaptura wystawał jedynie nos, usta oraz kosmyki czarnych włosów. Oczy zostały przysłonięte.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 20, 2014 5:54 pm

mn


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 20, 2014 7:26 pm

Wpakowanie się do czyjegoś namiotu nie było najlepszym pomysłem, jaki mógł przyjść  jej do głowy. No cóż, Daliah nie zawsze mogła poszczycić się zdrowym rozsądkiem. Zdarzało jej się robić i mówić rzeczy bez dokładnego przemyślenia i właśnie przez to, już nie raz, znalazła się w tarapatach. Zanik zdrowego rozsądku sprawił, że i teraz się w takowych znalazła. Była tak zdezorientowana, że nawet nie zdążyła zareagować, kiedy ktoś, niemalże podskoczył do niej od tyłu. Szczerze powiedziawszy, to ciemnowłosa się lekko przestraszyła, co zdradziło wzdrygnięcie jej ciała. Sekundę po tym, poczuła zimne ostrze na swojej skórze i choć jej ręka spoczywała już na rękojeści miecza, to sięganie po niego, byłoby bardzo nierozsądne. Przekręciła oczami, po czym zaklęła w myślach.
Postać, która stała za nią, to bez wątpienia mężczyzna... bardzo wielki mężczyzna. Sama Daliah nie należała do osób o małym wzroście, ale w porównaniu do Marcusa, była dosyć niska.
Tym razem, postanowiła przemyśleć swój kolejny ruch, dlatego nie wyciągnęła broni. Zważając na to, jaką przewagę miał rosły mężczyzna, to by było bardzo głupie i nierozsądne.
- Czyżbyś obawiał się kobiety... Panie? - zaśmiała się dość głośno i nieco ironicznie. No dobra, to go mogło wkurzyć, ale była pewna, że nie poderżnie jej gardła. Jakim byłby mężczyzną, gdyby to zrobił?
Po wypowiedzianych słowach, uniosła dłoń, a potem ułożyła ją na ręce mężczyzny, w której trzymał sztylet i przejechała nią wzdłuż umięśnionego przedramienia, mając nadzieję, że ten opuści narzędzie. W powietrzu dało się wyczuć zapach ziół leczniczych, dlatego kobieta była niemal pewna, iż nieznajomy odniósł niedawno jakieś obrażenia, a ona najwyraźniej przeszkodziła mu w odpoczynku. Zaczynała nawet podejrzewać, że mężczyzna mógł brać udział w tym całym turnieju.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 20, 2014 11:05 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 21, 2014 12:03 am

Zastanawianie się, co by było gdyby, nie miało teraz najmniejszego sensu. Daliah musiała się skupić na tym, co działo się tu i teraz. Znalazła się w takiej, a nie innej sytuacji i musiała się z niej jakoś wyplątać. Problem polegał na tym, że nie była dziewuchą uległą, ani pokorną, a niewyparzony język niczego jej nie ułatwiał. Może, jeśli błagałaby Marcusa o uwolnienie, to ten by się nad nią zlitował. Niestety, ona raczej tego nie potrafiła, albo zwyczajnie nie chciała. Muszę dodać, iż ta cała sytuacja wzbudzała w niej nie tylko nutkę strachu, ale również ją ekscytowała!
Ciemnowłosa nie próbowała uwieść mężczyzny, bo nie była panną lekkich obyczajów i za nic by się tak nie poświęciła. Czynność, którą wykonała za pomocą swojej dłoni, była odruchowa i zapewne wynikała z czystej ciekawości. Bowiem, nieczęsto miała okazję dotykać mężczyzn, a już na pewno nie tak dobrze zbudowanych mężczyzn.
Kiedy poczuła silniejszy nacisk na swoje gardło, to przełknęła głośno ślinę, co jej "napastnik" mógł bez problemu usłyszeć. Zdecydowanie nie dopisywał mu humor, albo był zwyczajnym gburem, a za takimi nie przepadała.
- Niezwykle gościnny jesteś, Panie. - powiedziała z ironią w głosie. - Zakładam, że komuś nie dopisało szczęście w turnieju i nie może pogodzić się z przegraną. - próbowała zgadnąć, wciąż ignorując jego pytania. Skoro on próbował zgadywać, to ona poszła w jego ślady. Oczywiście nie miała pewności, co do tego, że rzeczywiście przegrał dzisiaj walkę, aczkolwiek była bystrą istotą. Spójrzmy na to z tej strony - mężczyzna siedział tutaj sam, w namiocie roznosił się zapach leczniczych ziół, a do tego, był podenerwowany i niekoniecznie była to wina nieproszonego gościa. Gdyby wygrał walkę, to na pewno nie siedziałby tutaj w ciszy, a świętowałby zwycięstwo.
- Wybacz mi. - mruknęła kilka sekund później, nie używając tego irytującego tonu. Chciała jakoś załagodzić sytuację.
Warto wspomnieć, że jej akcent był specyficzny. Świetnie porozumiewała się w powszechnym języku, aczkolwiek, jeśli Marcus znał ludzi z Essos, to z łatwością mógł stwierdzić, że ciemnowłosa właśnie stamtąd pochodzi.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 21, 2014 4:28 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 21, 2014 6:50 pm

Prawda, w Wolnych Miastach posługiwano się różnymi odmianami języka valyriańskiego, toteż za ojczysty język ciemnowłosej można uznać właśnie valyriański, aczkolwiek Pentos, w którym przyszła na świat, było miastem wielokulturowym, gdzie posługiwano się różnymi językami, w tym mową powszechną Westeros. To właśnie dlatego język "ludzi z zachodu" nie był kobiecie obcy, jedynie jej akcent się wyróżniał, a nawet zdarzyło jej się przekręcić jakieś słowo lub źle je wypowiedzieć.
Daliah rzeczywiście była uparta oraz zawzięta i nie dało się temu zaprzeczyć. Ona nawet sama zdawała sobie z tego sprawę, ale to było coś czego nie potrafiła lub po prostu nie chciała zmienić.
Kiedy nieznajomy powoli zsunął kaptur z głowy intruza, jego oczom ukazały się czarne, potargane włosy, a jeśli zdecydował się przyjrzeć jej bliżej, to mógł również dostrzec jej ciemne, atrakcyjne oczy, a także ładną twarz o delikatnych rysach. No i jak można było chcieć skrzywdzić, wyglądającą tak niewinnie, istotę? Dodam, że ona sama czuła się tak, jakby ktoś dosłownie ją rozebrał. Na szczęście, nie dała po sobie tego poznać. Jedynie zacisnęła lekko zęby i nie wykonywała żadnych znaczących ruchów.
- Nigdy nie wiesz. - odparła, kiedy sztylet odrobinę oddalił się od jej gardła. Wiedziała, że jeszcze nie może odetchnąć z ulgą, bo te ostrze wciąż było uniesione i jeśli Marcus zechciał, to mogło znaleźć się tam, gdzie znajdowało się kilka sekund temu, a nawet i bliżej.
Daliah czuła, przylegające do jej pleców, ciało nieznajomego, aczkolwiek bezpośredni kontakt ograniczało jej odzienie, a było to coś na miarę skórzanej zbroi oraz szaty, która niemal całkowicie ją zakrywała. Nie mogę powiedzieć, że to, co robił Swann, jej się podobało. Wręcz przeciwnie, nie lubiła być dotykana przez obcych mężczyzn, dlatego przymknęła oczy, starając się to jakoś "przełknąć". Po chwili poczuła, że jej pas się obluzował i razem z bronią, opadł na ziemię. Skoro tak chciał pogrywać...
- To w Westeros pyta się kurwy o imię? - zażartowała sobie, ale starała się przy tym nie zaśmiać. Ona jedynie nawiązała do jego wcześniejszego pytania oraz czynności które wykonywał, chociaż w stosunku do panny lekkich obyczajów, na pewno byłby bardziej gwałtowny. Z resztą, on zapewne bardzo dobrze wiedział, że ciemnowłosa kurwą nie jest, a przynajmniej na taką nie wyglądała. Mimo wszystko, była kobietą, a on był mężczyzną, więc postanowiła to wykorzystać. Powoli, a nawet bardzo powoli, zaczęła się obracać w jego stronę i o ile jej na to pozwolił, to już za chwilę mogła spojrzeć mu prosto w oczy. Spodziewała się kogoś odrobinę starszego i brzydszego. No cóż, była mile zaskoczona. Marcus jeszcze nie stracił swojej przewagi, bo wciąż trzymał ten sztylet, który w każdej chwili mógł jej wbić w plecy, za to Daliah, bez swoich mieczy, wydawała się zupełnie bezbronna.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pią Lis 21, 2014 10:48 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sob Lis 22, 2014 12:35 am

Jak już wspomniałam wcześniej, Wolne Miasta były mieszankami różnych ras i kultur, toteż bez problemu można było się dogadać w innym języku, niż valyriański. Nawet jeśli nie wszyscy znali mową powszechną, to zawsze znalazł się ktoś, kto z chęcią robił za tłumacza. Na szczęście, Daliah żadnych tłumaczy nie potrzebowała, ponieważ jej ojciec był wyedukowanym mężczyzną, od którego wiele się nauczyła, między innymi, była to znajomość "zachodniego" języka, a także umiejętność pisania oraz czytania. Jej matka, niestety, nie mogła nauczyć jej żadnych z tych, ani podobnych rzeczy, ponieważ nie należała do kobiet uczonych. W sumie, to dziwnie potoczyły się jej losy. Kiedyś należała do średniozamożnej rodziny, czyli miała dobre, całkiem wygodne życie, a teraz? Teraz była zwykłą sierotą, której nikt nie pamiętał, a więc była nikim.
O! Zapewne, gdyby ciemnowłosa postanowiła zostać kurwą, to zbiłaby na tym sporą fortunę, szczególnie tutaj, w Westeros, gdzie podobno mężczyźni uwielbiali korzystać z usług takich pań. Daliah była młodą panienką o egzotycznej urodzie oraz idealnym ciele i co najważniejsze, była zupełnie "świeża". Czego chcieć więcej od kobiety, z którą zamierza się spędzić noc, ewentualnie dzień lub jego cząstkę? Całe szczęście, taka opcja nie wchodziła w grę i to pod żadnym pozorem. Tak nisko, to ona jeszcze nie upadła i miejmy nadzieję, że nigdy nie upadnie. Kiedyś, spotkała pewną starą kurwę i z nudów wysłuchała jej niezwykle smutnej historii i to właśnie od tamtego momentu, zaczęła naprawdę cenić swoją cnotę, a ostatni mężczyzna, który posunął się zbyt daleko, skończył ze sztyletem w udzie. Fartownie, miała wtedy dużo więcej przewagi, niż w tym momencie.
Bliskość Marcusa wcale jej nie krępowała. Przecież nie stali tutaj nadzy. No dobra, on był rozebrany do połowy, ale ona była opatulona prawie po samą szyję, więc nawet nie miała go czym kusić.
Słysząc słowa mężczyzny, tym razem nie powstrzymała się od uśmiechu. Nie wiedziała, jak to skomentować. Wyglądało na to, że napięta pomiędzy nimi atmosfera, nieco się rozluźniła.
- Nie wyglądasz tragicznie... jak na przegranego. - stwierdziła, spoglądając na jego opatrunek. - Dobrze... Byłoby szkoda takiego ciała. - powiedziawszy, dotknęła opuszkami palców jego umięśniony brzuch, po czym zrobiła niewielki krok w tył, tym samym odrywając palce od skóry mężczyzny. Dalej cofnąć się nie mogła, bo wpadłaby na ścianę namiotu. W pewnej chwili, przeniosła wzrok na swoją broń, która leżała na ziemi.
- No i co żeś narobił? Teraz to napraw. - rozkazała, niczym rycerz giermkowi. Oj tak, dokazywać to ona potrafiła bardzo dobrze. Liczyła na to, że Swann umieści jej pas na swoim miejscu. W końcu to on go zdjął.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sob Lis 22, 2014 10:18 pm

m


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 23, 2014 12:13 am

No cóż, niektórzy mężczyźni nie potrzebowali żadnych uczuć, aby się kochać. Może "kochać się, to zbyt delikatne słowo. Raczej powinnam powiedzieć "pieprzyć". O tak, to było bardziej odpowiednie słowo - zapłacić, popieprzyć sobie, a tym samym zaspokoić swoje potrzeby i wyjść. Jeśli robił to młody, nieżonaty mężczyzna, to Daliah jeszcze była w stanie to zrozumieć, natomiast, jeżeli robił to mężczyzna żonaty, to chętnie by takiego wykastrowała. Czasami irytował ją fakt, że mężczyznom wolno robić zdecydowanie więcej, niż kobietom. Na szczęście, ona była wolna i żaden samiec nie mógł jej kontrolować, nie mógł jej mówić, co może, a czego nie. Po tak długim czasie "będąc wolną", nie wyobrażała sobie siebie przy garach, zamkniętej w chałupie. Niby co innego mogło ją czekać? Nie była córką żadnego lorda, ani nikogo ważnego. Była sierotą z Essos bez majątku, a do tego złodziejką, więc miała jedynie dwie opcje - wyjść za jakiegoś chłopa i zostać jego kurą domową, albo cieszyć się wolnością tak, jak robiła to teraz. Z drugiej strony, jak prawie każda kobieta, chciałaby się kiedyś tak naprawdę zakochać, znaleźć wspaniałego mężczyznę, który dostarczyłby jej rozrywki i, przede wszystkim, który by ją zrozumiał. W miłość od pierwszego wejrzenia nie wierzyła, a nawet, czasami zastanawiała się, czy miłość w ogóle istnieje. Może to była tylko zwykła bujda... Sama nie wiedziała, bo nigdy nie kochała.
Daliah potrafiła zwodzić mężczyzn. Miała w sobie coś tajemniczego, uroczego, coś, czemu trudno było się oprzeć. Tak, to była zdecydowanie bardziej efektowna broń, niż jej miecze. Czasami bawiło ją to, jak łatwo jest kontrolować mężczyznę, aczkolwiek ona nawet nie próbowała uwieść Marcusa. Dotknęła go, ale niecelowo. Po prostu nierzadko spotyka się kogoś, kto jest tak dobrze zbudowany. Nie mogła się oprzeć i dlatego jej dłoń wylądowała w tym, a nie innym miejscu. Poza tym, widziała, jak jej dotyk działa na blondyna i właśnie to sprawiło, że się cofnęła. Nie chciała zostać zgwałcona przez własną głupotę! Przecież to tylko facet, a Ci nie zawsze potrafili się kontrolować.  
Kiedy Swann odrzucił jej broń, zmarszczyła brwi i posłała mu złowrogie spojrzenie. Za chwilę spojrzała z tęsknotą za swoją własnością. O nie, nie wyjdzie stąd bez swoich zabawek. Nożyk ukryty w jej bucie nie wystarczył do przetrwania.
- A wino? Czy mogę dostać wino? Dlaczego nikt, nigdy nie oferuje mi cholernego wina? - zaczęła narzekać w sposób, który mógł niezwykle bawić mężczyznę. Daliah była zarówno, w pewien sposób, zabawna, urocza, jak i irytująca. Nie pamiętała, kiedy ostatnio piła wino. Miała dość chleba i wody. Z drugiej strony, mięso oraz suszone owoce były czymś, co jadła rzadko, więc mogła uznać je za luksus. Nie powinna narzekać.
Wiedząc, jak jej towarzysz odrzuca sztylet, odetchnęła z ulgą i natychmiast się wyluzowała.
- A teraz się cofnij - rozkazała. Jej język był, no cóż, niezbyt ładny. Nie używała zwrotów typu "panie" (chyba, że chciała użyć ironii), rzadko prosiła itd. Kiedyś była inna, zdecydowanie bardziej kulturalna, ale odkąd wyruszyła do Myru, wiele się zmieniło. Brzydkich słów nauczyła się od swoich kompanów.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 23, 2014 10:43 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:37 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Nie Lis 23, 2014 11:26 pm

Daliah nie przywykła do obcowania z wysoko urodzonymi. Bardzo rzadko miała okazję spotykać takich ludzi. Poza tym, w głębi serca, wierzyła, że każdy człowiek ma taką samą wartość, dlatego traktowała wszystkich jednakowo, bez względu na to, czy ten ktoś był zwykłym chłopem, czy jakimś tam lordem. Majątek i pozycja nie robiły na niej żadnego wrażenia. Jeśli chodzi o mężczyzn, to lubiła mężczyzn silnych, pewnych siebie oraz takich, którzy potrafili ją poskromić, aczkolwiek jeszcze żadnemu się to nie udało, a bez tego, chyba nie dało się z nią wytrzymać.
Ciemnowłosą nie krępowało dotykanie płci przeciwnej. Oczywiście, to zależy o jakich miejscach tutaj mówimy. Jej zdaniem, brzuch mężczyzny nie należał do miejsc intymnych, więc dotknięcie go nie było niczym zbereźnym, a że on reagował na prosty dotyk tak, a nie inaczej, to już nie jej wina! Ona wcale nie planowała go uwieść. Nie po to broniła swojej cnoty przez tyle czasu, żeby ją teraz stracić z nieznajomym.
- Widocznie umiem się bronić. - odpowiedziawszy, wzruszyła lekko ramionami. Już nie spoglądała Marcusowi w oczy. Jej wzrok błądził gdzie indziej, najprawdopodobniej owiewając przestrzenne wnętrze tego namiotu.
Nie mogła oczekiwać, że inni będą traktować ją jak damę, skoro sama nie potrafiła zachowywać się w odpowiedni sposób. Może, gdyby Swann nie groził jej tym sztyletem, to wszystko potoczyłoby się inaczej, a ona nie musiałaby pyskować. Daliah nie zawsze zachowywała się w ten sposób. W stosunku do ludzi, którym ufała i których naprawdę polubiła, potrafiła być bardzo miła i opiekuńcza. Niestety, było za wcześnie, aby blondyn miał możliwość poznania jej z takiej strony, a do tego, nie mieli zbyt udanego startu. Wszystko mogło się jeszcze zmienić, no właśnie - mogło, ale nie musiało.
- Nie ma takiej potrzeby... - wróciła wzrokiem na twarz mężczyzny. - Sama wyjdę. - powiedziała patrząc mu prosto w oczy, a następnie wyminęła go, niespecjalnie ocierając się o jego ciało. Zrobiła to, ponieważ pomiędzy nim, a ścianą namiotu, znajdowała się jedynie niewielka przestrzeń. Musiała się jakoś przecisnąć. Swoje kroki skierowała do miejsca, w którym spoczywała jej broń. Dotarłszy do punktu, podniosła z ziemi swój pas i zaczęła go zakładać. Swann mógł ją zignorować i pozwolić jej, za chwilę, odejść albo... w jakiś sposób ją zatrzymać.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pon Lis 24, 2014 12:31 am

h


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pon Lis 24, 2014 1:38 am

Daliah już dawno się przekonała, że w Westeros panują zupełnie inne zasady, aczkolwiek dalej zachowywała się niezbyt rozważnie. Może kiedyś znajdzie się ktoś, kto przekona ją do tego, aby bardziej na siebie uważała. Póki co, wszystko było jej obojętne. Zapewne dlatego, iż nie miała po co i dla kogo żyć. W momencie, w którym zginęła jej rodzina, niemal wszystko straciło sens. Teraz robiła rzeczy, które odwracały jej uwagę od przeszłości. Po prostu, niczym się nie przejmując, szła naprzód. Muszę jeszcze dodać, że na sławie, czy zaistnieniu, wcale jej nie zależało. Przybyła tutaj, bo Essos kojarzyło jej się wyłącznie z bólem i cierpieniem. Pragnęła zacząć od nowa, zapomnieć o tym, co się stało parę lat temu.
Gdyby kobieta miała zamiar zamordować Marcusa, to na pewno zachowałaby się bardziej profesjonalnie i już na pewno nie wpadłaby do jego namiotu w taki sposób. Z resztą, miała okazję go uwieść, a nie ma chyba łatwiejszego celu, niż mężczyzna, który kompletnie oddał się przyjemności. Jak widać, nic takiego nie zrobiła. Mało tego, ona chciała odejść, w pokoju. Niestety, jak się okazało, nie zdążyła nawet zrobić kilku kroków, bo została powstrzymana przez silne ramię blondyna.
Jego postura naprawdę robiła na niej wrażenie, ale starała się tego nie zdradzać. Szczerze mówiąc, to nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek spotkała tak rosłego, dobrze zbudowanego mężczyznę. Przeważnie spotykała takich, którym dorównywała wzrostem, bo jak wiadomo, Daliah nie należała do niskich kobiet. Była ponadprzeciętna, a nawet wysoka, dlatego, chcąc spojrzeć w oczy Swann'a, nie musiała się wysilać i unosić głowy zbyt wysoko. Zagłębianie się w jego źrenicach, wcale jej nie krępowało, to było wręcz fascynujące.
- Daliah E... po prostu Daliah. - powiedziała, nie odrywając spojrzenia od jego twarzy. Nazwisko Essaris nic tutaj nie znaczyło. Ciemnowłosa już dawno przestała go używać.
Po raz kolejny, ułożyła swoją delikatną dłoń na przedramieniu mężczyzny, lecz tym razem, zamiast przejechać wzdłuż niej, nacisnęła na nią, aby ten ją opuścił i pozwolił jej, w końcu, poczuć pełną swobodę. Z drugiej strony, nie powinna patrzeć mu w oczy tak często i w taki sposób, wiedząc, że jej spojrzenie potrafiło przyciągać ludzi, jak pszczoły do ula.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Pon Lis 24, 2014 11:52 pm

b


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Lis 25, 2014 1:02 am

No cóż, szczerze mówić, to Daliah, w mniemaniu niektórych ludzi, mogła uchodzić za osobę z marginesu społecznego, bo przecież kradła, ale nie dlatego, bo pragnęła bogactwa. Ona po prostu chciała mieć za co jeść, a dostanie pracy jako najemnik, prawie równało się z cudem. Dlaczego? To bardzo proste. Essaris była kobietą, a podobno kobiety nie nadawały się do walki. Nie oszukujmy się, większość mężczyzn miała takie, a nie inne zdanie. Kobieta była uważana za istotę kruchą, słabą. Ciężko stwierdzić ile już razy Daliah została wyśmiana z powodu swojego chłopskiego stroju, czy swoich zainteresowań. To nie jest tak, że ona chciała całe życie latać z mieczem. W tej chwili walczyła o przetrwanie i nic więcej, a co przyniesie jej los? Zobaczymy.
Zadziwiający wzrost Marcusa, wcale jej nie przeszkadzał, a nawet, muszę przyznać, że jej imponował. Pewnie niejedna sprośna dama zastanawiała się, co taki mężczyzna musi mieć w spodniach! Spokojnie, ciemnowłosa jeszcze nie miała czasu się nad tym zastanawiać, a tak właściwie, to ona nawet nie chciała myśleć o takich rzeczach.
Wracając do tematu... Gdyby ktoś popatrzył na tą dwójkę z boku, to mógłby odnieść wrażenie, iż próbują uwieść siebie nawzajem albo, co najmniej, mają się za chwilę pocałować. Rzadko się zdarzało, aby zupełnie obcy ludzie, wpatrywali się w siebie aż tak długo. Ciemnowłosa nie zamierzała się posuwać dalej, ale za to blondyn nie pohamował się przed wykonaniem czynności, która ją nieco skrępowała. Bowiem, kiedy zamknął jej delikatną, niewielką dłoń w swojej, ta spuściła głowę, tym samym odrywając od niego spojrzenie, i mimowolnie przygryzła swoją dolną wargę. W końcu była tylko człowiekiem, który pozwalał sobie na chwile słabości. Całe szczęście, nie dała się temu porwać. Szybko się otrząsnęła i podniosła z powrotem głowę, wcześniej uwalniając wargę ze uścisku swoich zębów.
- Jak sobie życzysz, ale pamiętaj, jeśli ktoś buchnie mi konia, to będzie to tylko i wyłącznie twoja wina, Marcusie Swann. - powiedziała, nie będąc pewną czy poprawnie wymówiła jego imię. Panna zostawiła swoją klacz bez nadzoru, więc wszystko było możliwe, a podróż na piechotę na pewno jej się nie marzyła.
Oczekując jakiegoś komentarza, spojrzała znaczącą na jego rękę, lecz nie próbowała się wyswobodzić. Jej spojrzenie mówiło "uwolnij moją dłoń i pozwól mi się w końcu odprężyć".
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Lis 25, 2014 12:28 pm

m


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Lis 25, 2014 5:43 pm

To nie było tak, że Daliah kradła, gdy tylko nadarzyła się jakaś okazja. Kradła, kiedy musiała i jak wspomniałam wcześniej, jej ofiarami nie byli ludzie starsi, ani biedni. Tutaj dodam, że również nie byli to ludzie, którzy dawali jej schronienie lub posiłek, więc Marcusa raczej nie okradnie. Poza tym, nie miał tutaj niczego cennego. Z drugiej strony, czasami wystarczyło parę monet, ale spokojnie, dzisiaj już wystarczająco dużo nakradła i przez najbliższy czas, nie będzie musiała tego robić.
Jeśli chodzi o wygodne życie, to Essaris takie wiodła, dopóki Dothraki nie odebrały jej wszystkiego. Rodzice oraz bracia byli jedyną rodziną, jaką posiadała i po tym, jak zostali zabici, nie miała do kogo się zwrócić. Historia jej rodziny jest niezwykle skomplikowana i choć sama urodziła się w Pentos, to jej ojciec pochodził z Qarthu, który nie należał do Wolnych Miast. To długa historia i może kiedyś, ktoś ją usłyszy. Ci, co mają szczęście i cieszą się dostatkiem, powinni to doceniać każdego dnia. Bowiem, los zmienny jest...  
Wydaje mi się, iż osobisty urok Dalii przyczynił się do tego, że nie została potraktowana jako intruz i nie została wykopana z tego namiotu lub, co gorsza, skończyła z poderżniętym gardłem. Gołym okiem widać, że blondyn był nią zafascynowany, ale i ona była nim, w pewien sposób, zafascynowana. Czyżby dlatego wpatrywała się w jego źrenice tak długo? Starała się być niepodatna na jego spojrzenie i dotyk. W przeciwieństwie do mężczyzny, rytm jej serca był całkiem stabilny, a nawet spokojny. Ciemnowłosa mogła się pochwalić większą odpornością na takie gesty, ponieważ ostatnie lata spędziła w towarzystwie płci przeciwnej, za to Swann, skoro miał być przyszłym lordem, to zapewne rzadko obracał się w towarzystwie kobiet.
- Kraść... ukradnie. - sprostowała, a przynajmniej starała się to zrobić. Chyba już wspominałam, że Daliah zwykła przekręcać słowa lub używać takich, które były nieznane wysoko urodzonym, bo zostały wymyślone przez dużo niższą warstwę społeczną, od której się takowych nauczyła. Czasami nawet sama coś dodała.
- Nie zgadzam się, Marcusie Swann. Wielbię tę klacz i mam nadzieję, że nikt nie waży się jej tknąć. - powiedziała stanowczo i zgodnie z prawdą, ale mimo wszystko, nie śpieszyło jej się do wyjścia. Jej koń nie był, ani kradziony, ani kupiony. Essaris wygrała go poprzez zakład z jakimś rycerzykiem. Długa historia...
Słysząc ostatnie słowa Marcusa, delikatnie rozchyliła usta ze zdziwienia. Nie miała pojęcia, że on to wszystko widział! Przecież spuściła głowę, starając się to ukryć.
- Pozwolisz mi usiąść, czy będziemy tutaj tak stać przez wieczność? - szybko zmieniła temat, po czym położyła dłoń na jego piersi, aby na nią nacisnąć i zmusić go do kroku w tył. O ile jego serce nadal biło szybko i mocno, to była w stanie to poczuć. Jej brwi powędrowały w górę. Spojrzała na Marcusa z lekkim zaskoczeniem, ale nie odezwała się. Wiedziała, że to nie strach spowodował szybkie bicie jego serca.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Lis 25, 2014 9:27 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Wto Lis 25, 2014 10:34 pm

Ciemnowłosa nie mówiła w języku nietutejszym. Owszem, zdarzało jej się używać słów niezrozumiałych, ale jeśli jej rozmówca był człowiekiem, który używał mózgu, to z łatwością mógł domyśleć się o co jej chodzi. Była pewna, że Marcus zrozumiał jej wypowiedź, bo zaoferował jej ewentualne kupno nowego wierzchowca. Mimo wszystko, poczuła potrzebę wytłumaczenia mu znaczenia owego słowa, nawet jeśli było to zbędne, bo wątpiła, aby kiedykolwiek jeszcze się spotkał z takim określeniem. W końcu nie była pewna, czy gdzieś je usłyszała, czy też sama je sobie wymyśliła.
Chwilami wydawało jej się, że blondyn jest człowiekiem bardzo ponurym i zbyt poważnym. Co prawda, miała już okazję widzieć, jak się uśmiecha, aczkolwiek nie zmieniło to wrażenia, jakie odniosła. Właściwie to nie wiedziała, dlaczego ją zatrzymał. Momentami czuła się tutaj niechciana, a pomimo tego, zdecydowała się zostać. Ta decyzja nie była łatwa. Zanim ją podjęła, przez chwilę biła się z własnymi myślami. Teraz było już za późno, żeby ją zmienić, a rosły mężczyzna, poprzez swoją prośbę, wręcz skazał się na jej towarzystwo.
- W takim razie, jak powinnam się do ciebie zwracać? Ser? Lordzie? - zapytała całkiem poważnie.
Właśnie nadarzyła się okazja, aby nauczyć pannę Essaris jakiś manier. Ona naprawdę nie wiedziała w jaki sposób powinna się zwracać do blondyna. Nie miała zielonego pojęcia kim on jest. Możliwe, że nazwisko Swann obiło jej się o uszy, ale nie miała szans na zapamiętanie nazw wszystkich ważnych rodów Westeros. Daliah wiedziała tylko tyle, ile usłyszała od innych ludzi, więc informacje, które posiadała nie zawsze zgadzały się z prawdą. Z tego co pamiętała, to nigdy nie miała bezpośredniego kontaktu z ważnym przedstawicielem potężniejszego rodu, poza jakimś bękartem, a Ci rzadko odgrywali większe role, toteż nie było się czym poszczycić.
- Masz rację. - zgodziwszy się z nim, przestała naciskać na jego klatkę piersiową. Wiedziała, że ten i tak się nie odsunie. Nie była pewna, czy nawet prośby oraz błaganie by coś tutaj pomogło. Strasznie uparty facet, nawet chyba bardziej, niż ona.
Nie czekając na jego odpowiedź, o ile było na co odpowiadać, cofnęła swoją rękę, tym samym odrywając ją od ciała Marcusa. Czuła, jak nogi wchodzą jej w tyłek i już nie mogła dłużej tego wytrzymać. Nareszcie usiadła i zrobiła to na ziemi, opierając plecy o ściankę namiotu. Niestety, nie mogła wyprostować nóg, ponieważ miała przed sobą potężną sylwetkę Swanna.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Sro Lis 26, 2014 11:06 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:38 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   Czw Lis 27, 2014 12:14 am

Obserwując Marcusa oraz Dalię, można było doszukać się u nich zarówno cech wspólnych, jak i różnic. Ich cechą wspólną była chociażby upartość, czy nieumiejętność otworzenia się przed obcą osobą, tworzenie pewnego rodzaju dystansu, który raz się skracał, a raz wydłużał. Różnic też było wiele i to niekoniecznie wynikających z ich charakteru. Za taką różnicę można uznać ich pochodzenie, stanowisko, a nawet wiarę, która jeszcze nie została przez nich wspomniana. Kolejną rzeczą był sposób wyrażania się. Gdyby ciemnowłosa popracowała nad sobą, to może znów potrafiłaby zachowywać i wyrażać się, jak przyzwoita panna. Po tym jak wszystko zmieniło się w jej życiu, to wcale nie było takie proste, ale również nie było to niemożliwe.
Słowa mężczyzny, zupełnie ją zaskoczyły. Podejrzewała, że ma do czynienia z kimś wysoko urodzonym, ale nie aż tak wysoko. Powinna być zaszczycona, lecz niestety, nie była. Nie zamierzała go traktować lepiej tylko dlatego, że był przyszłym lordem i poniekąd miał nad nią władzę. Z drugiej strony, zadziwiające z jaką łagodnością ją potraktował. Słowo "lord" zawsze kojarzyło jej się z surowym człowiekiem, który udawał pana i władcę, a Marcus zdecydowanie na takiego nie wyglądał, wręcz przeciwnie, wydawał się całkiem zwyczajny i to jej odpowiadało, gdyż przy kimś takim mogła sobie pozwolić na więcej.
- Pytasz mnie, jakby to miało jakieś znaczenie. - wymamrotała w odpowiedzi, a potem, zupełnie odruchowo, przewróciła oczami. Skoro już się przyznał do bycia dziedzicem Stonehelm, to wiedziała, że jej 'widzimisię' nie miało żadnego znaczenia. W porównaniu do niego, była nikim, a takich ludzi jak ona, żaden lord lub dziedzic nie słucha.
Zobaczywszy cofającego się blondyna, poczuła komfort oraz ulgę. Teraz miała okazję uciec, jednak pomimo, iż krępował ją fakt, że przebywała w namiocie należącym do kogoś o tak wysokiej pozycji, to postanowiła zostać.
Machający bukłakiem Swann, wyglądał jakby próbował przekonać do siebie jakieś nieufne zwierzę. Zabawne, ale to podziałało na Daliah, która po chwili wstała i niemal tanecznym krokiem podeszła do mężczyzny, a następnie przechwyciła ów bukłak.
- Dziękuję Ser Marcusie Swann, dziedzicu rodu Swann i przyszły Lordzie Stonehelm. - wyrecytowała niczym wiersz, po czym napiła się wody. Jej słowa brzmiały nieco zabawnie, ale właśnie o to chodziło.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Namioty delegacji rodu Swann   

Powrót do góry Go down
 

Namioty delegacji rodu Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Kronika rodu Swann
» Namioty łazienkowe
» Fion Swann
» Dzieje rodu Stark i kroniki żywotów potomków Winterfell
» Zamek Rodu Grossherzog [RFN]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze :: Harrenhal :: Pole turniejowe-