a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Deszczowy Las



 

 Deszczowy Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość

avatar

PisanieTemat: Deszczowy Las   Czw Paź 16, 2014 8:37 pm

Deszczowy Las to nazwa silnie zalesionego terenu pokrywającego niemal w całości półwysep Cape Wrath. Rozciąga się od Płaczliwej Wieży położonej w północnej części, aż po Stonehelm umiejscowiony na wybrzeżu Morza Dornijskiego. Razem z fragmentem Królewskiego Lasu, często odwiedzany jest przez polujących na tutejszą zwierzynę mieszkańców Krain Burzy, stanowiąc alternatywę dla obszaru umiejscowionego na północnym końcu krainy.
Gęsty las o adekwatnej nazwie przepełniony jest wilgocią na skutek częstych burz pojawiających się nad rejonem, lecz, biorąc pod uwagę jego bliskość do morza, przy którym tego typu zjawiska pojawiają się najczęściej, nikogo nie dziwi taki stan rzeczy. Mieszkańcom Końca Burzy nieczęsto przeszkadzają więc przemoczone ubrania - ważne, że pełen jest niemal oczekujących na upolowanie zwierzyny!


Ostatnio zmieniony przez Rheganne Umber dnia Sob Paź 18, 2014 11:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Czw Paź 16, 2014 9:18 pm

Ile to dni minęło od przybycia kruka z Ziem Burzy, niosącego list o treści, której nie chciałaby poznać? Nie miała pojęcia. Jedyne, co zapamiętała to ciekawskie spojrzenie ptaka, uporczywie usiłującego sięgnąć po odrobinę ziarna, gdy próbowała odczepić zahaczony o żywego dostawcę list. Nawet twarz jej pana ojca w chwili, w której czytał jego zawartość, nie pozostawiła po sobie tylu wspomnień co to diabelskie stworzenie. Ostatecznie jednak wieści, jakie ze sobą przywiozło, okazały się nieco gorsze niż ptak sam w sobie.
Pamiętała doskonale Willysa. Przyjaciel z lat najmłodszych - przynajmniej jej, jako, że liczył sobie kilka dni imienia więcej. Przystojny, zbudowany jak tur, powodował wiele udawanych omdleń wśród dziewcząt. Umberówna jednakże nigdy nie była w stanie wyzbyć się wspomnienia jego wciąż dziecięcej twarzy przyprószonej pierwszym zarostem, stąd nigdy nie podziałał na nią jego urok. Może po prostu nie zdążyła do tego dojrzeć? Szybko wybył z Ostatniego Domostwa, wraz z rycerzem, którego stał się giermkiem. Pisał sporadycznie o świecie, który zwiedzał i miejscach, które widział. Listy te dziewczyna trzymała pod poduszką i, czerwona z zazdrości, czytała po kilka razy, puszczając wodze fantazji. Nic poza tym nie miała - nie opuszczała północy jak dotąd ani razu, choć same te rejony znała bardzo dobrze.
I tak, kilka lat potem, starła się z brutalną rzeczywistością. Zmożony chorobą, odszedł w Stonehelm, gdzie zakończył podróż już będąc na swoim - pamięć o jego planach zobaczenia Dorne, a później Wolnych Miast, o jego chęci odkrywania świata, wywoływała ból i pustkę w jej sercu. Inną sprawą była jego nieobecność, lecz żywot - a inną kompletny i bezpowrotny brak. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało jej jego obecności.
Cały dzień błagała ojca, by pozwolił jej spełnić jego wolę. Po zakończeniu swej wędrówki, to Północ, jego dom, miała być miejscem pochówku Willysa. Wśród bliskich, bardziej lub mniej. Jego prochy miały zostać przetransportowane, to było oczywiste - lecz nie było jej wśród wyruszającej w przeciągu dwóch dni eskorty dwójki najbliższych mu ludzi. Wykorzystała całe swoje pokłady cierpliwości i umiejętności perswazji, by móc również w tym uczestniczyć.
Plan był stosunkowo prosty - stosunkowo mała grupa podróżować miała Królewskim Traktem aż do Ziem Burzy. Tam wąwozem przez góry do Stonehelm, odebrać prochy i zatrzymać się na odpoczynek na kilka dni. Droga powrotna kończyła się jednak w Harrenhal, w którym to odbyć miał się Turniej w dniach, w których do niego trafią - zakładając, że nic nie zakłóci ich podróży i przebiegnie ona zgodnie z oczekiwaniami. Tam już będą wszyscy pozostali.
Umberówna wyruszyła więc z tuzinem gwardzistów, jedną ze swych przyjaciółek i dwoma krewnymi Willysa. Sama zabrała ze sobą, prócz podróżnych ubrań, zbroję oraz uzbrojenie, choć wątpiła, by było jej to aż tak potrzebne. Mimo wszystko, dobrze było mieć to ze sobą. Wiele nasłuchała się o Królewskim Trakcie, wolała więc być przygotowana na wszelkie ewentualności. Ich orszak jednakże nie powinien przyciągnąć wielkiej uwagi - ostatecznie jako jedyna mogła być choćby odrobinę bardziej znaczącą istotą, jako córka lorda - a i tak jej "sława" była co najwyżej wątpliwa na południu.
Dni wlokły się niemiłosiernie dla wszystkich poza nią samą - nawet monotonne równiny były doskonałym krajobrazem do obserwacji. Pochłaniała widoki, upajając się nowo poznanymi terenami, jednocześnie z żałobą w sercu, która nie doskwierała jej tak bardzo, jak tylko powinna. Mimo obolałej każdej części ciała od jazdy na Dityanisie, uparcie odmawiając zajęcia miejsca wraz z resztą kobiet w powozie. Dopiero po dotarciu do wąwozu pożałowała tej decyzji. Trwająca niespełna rok temu wojna oraz bitwa mająca tu miejsce pozostawiła po sobie wyraźne ślady. Słuchając opowieści o mającej tu miejsce rzezi, Rheganne starała się powstrzymać pędzącą coraz szybciej wyobraźnię, podsuwającą jej do głowy obrazy na wpół spalonych ciał.
Koniec końców, po wielu dniach podróży, mniej więcej tuż przed nastaniem nocy, znaleźli się zaledwie o pół dnia od Stonehelm. Rozpalając z trudem w wilgotnym terenie ognisko, grupa ludzi znalazła swoje miejsca na spędzenie nocy, równocześnie się na nią przygotowując. Umberówna jednakże, ignorując obolałe ciało oraz powoli narastające, fizyczne zmęczenie, postanowiła wykorzystać nieco ten czas spędzony na zalesionym terenie, jako, że oprócz Królewskiego Lasu, ten Deszczowy był pierwszym, większym, w którym miałaby okazję podjąć próbę upolowania czegokolwiek.
Nigdy nie była doskonała w strzelectwie - to miecz był czymś, w czym się, o ile można było to nazwać, specjalizowała . Mimo wszystko, nie przestawała próbować. Chwytając oręż w dłonie wyruszyła gęstym lasem przed siebie, starając się nie zboczyć z kierunku by umożliwić sobie powrót. Odziana w skórzany ubiór podróżniczy i wysokie buty kobieca postać szybkim tempem pokonywała odległości - po niespełna stu krokach gwar rozmów ją opuścił, a zastąpiły je odgłosy lasu. Ścieżka, którą odnalazła, wiodła na południe - w kierunku Stonehelm, lecz to nie do niego się kierowała. Szybko wyciągnęła łuk oraz strzałę, oszczędzając jednakże ramiona i nie naciągając jej na cięciwę zawczasu. Następne co jej pozostało zrobić to wytężać wszelkie zmysły i starać się poruszać względnie bezszelestnie - co w jej przypadku nie było takie proste.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Czw Paź 16, 2014 10:26 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Czw Paź 16, 2014 11:08 pm

Noc spędzana pod zmokłymi liśćmi, wśród gęsto usadzonych drzew, których korony niemal całkowicie przesłaniały bezchmurne niebo, była czymś, czego szybko nie miała zapomnieć. Wsłuchiwała się w odgłosy natury, usiłując wyłowić wśród nich te należące do zwierzyny. Uczestniczyła w kilku polowaniach na północy, lecz zawsze otoczona była przez osoby w pełni doświadczone w tym, co robiły. Jakże miało jej iść, gdy była sama jak palec i przemęczona?
Względną ciszę panującą w Deszczowym Lesie przerwały nowe odgłosy. Krzyki, które wyłowiła pośród gry świerszczy i szumu liści na wietrze. Zastrzygłaby uszami, gdyby tylko ludzie nie byli pozbawieni tej umiejętności. Ach, gdyby tylko mogła na jeden dzień stać się zwierzęciem, obojętnie jakim. Jak śmieszny, a zarazem piękny świat byłby? Ile rzeczy mogłaby dostrzec? Słyszała plotki i legendy o tym, że niegdyś istnieli ludzie mogący wcielić się w dowolne zwierzę. Gdyby tak...
Ognisko!
Zaklęła pod nosem w sposób, jakiego powstydziłaby się każda panna. Zignorowała ból w stopach i ruszyła biegiem w stronę powrotną, w kierunku, który zapamiętała i zarazem tego samego, z którego dobiegły do niej krzyki. Czy usłyszała również szczęk dobywanej stali, czy była to już tylko jej wyobraźnia?
Ręka mimowolnie zacisnęła się na dzierżonym łuku i strzale. W takiej sytuacji wolałaby mieć jednak przy sobie miecz, a on został wraz z resztą. Miała do dyspozycji tylko sztylet... Och, na bogów! Dlaczego nie słuchałam opowieści o zbrodniach na Królewskim Trakcie? Dlaczego nie pamiętałam?
W głowie przetaczały się kolejne wspomnienia opowieści, plotek, w połowie wyssanych z palca, lecz zawsze z ziarnkiem prawy w sobie. Złodzieje, klany, zwyczajni bandyci? Dwóch, czterech, sześciu? W magiczny sposób zapomniała o zmęczeniu, po prostu gnała, stopniowo zwalniając gdy odgłosy pochodzące od strony ogniska stawały się wyraźniejsze. Trucht zmienił się w ostrożne przechodzenie między większymi kępami krzaków i omijanie drzew. Ręka  z wolna umieściła strzałę na swoim miejscu i naciągnęła cięciwę. Wychyliwszy się zza pnia, dostrzegła tylko jednego, obcego jej mężczyznę. Stres jednak uczynił swoje - nie zwróciła uwagi na zachowanie reszty znajdującej się w obozie ludzi. Był po prostu on jeden, blondyn. Nieznany jej - wywołał krzyki, musiały mieć one swoją przyczynę. Inną niż samo jego pojawienie się...
- Kim jesteś?! - krzyknęła, wyłaniając się zza krzaków i powoli wkraczając wgłąb obozu. Uniosła łuk, czując obecność każdego z żeber nieco bardziej niż zwykle. Krok za krokiem posuwała się nieco dalej, lustrując otoczenie w poszukiwaniu innych bandytów - nie miała wszakże prawa rozpoznać Marcusa, jako, że nie miała okazji go wcześniej poznać. Wyglądało na to, że wreszcie się nadarzyła.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Pią Paź 17, 2014 10:49 pm

m


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Sob Paź 18, 2014 5:01 pm

Nie potrzeba było słów nieznajomego, by z wolna docierało do niej, jaki błąd popełniła uznając Swanna za przestępcę. Być może źle go oceniała, bądź szukała nieprawidłowych cech - może na południu mordercy potrafili mieć tyle samo dumy, co lordowie?
W chwili, w której mężczyzna wypowiedział pierwsze słowa, kobiece ręce dzierżące łuk opadły. Ciemnowłosa pozostała więc, przybliżając się o kolejne kilka kroków, lecz tym razem trzymając swój oręż w jednej dłoni, a strzałę w drugiej. Tą też po chwili postanowiła umieścić w kołczanie, gdzie było jej miejsce.
Po wysłuchaniu jego słów, nie trudno było jej wychwycić ton skargi, jak i również dłoń sięgającą ku rękojeści miecza. Mimo tego, pozostała spokojna - na próżno mężczyzna mógłby szukać u niej poczucia winy bądź uległości, spowodowanych jej występkiem. Pewność siebie biła od niej niemalże równie wielka, co ta, którą dziedzic rodu Swann emanował.
- Rheganne Umber - rozpoczęła, nie odrywając wzroku od tajemniczego przybysza, który okazał się być nieco bardziej wartościowym człowiekiem niż zakładała. - Pierwsza córka lorda Umbera z Ostatniego Domostwa. - jej tytuły z pewnością nie były tak imponujące, jak te, którymi przedstawić mógł się Marcus Swann, lecz nie ubolewała nad tym faktem. Czuła dumę z faktu bycia Umberówną, nic więc dziwnego, że w jej oczach prezentowanie jej jako córki lorda tegoż rodu było wystarczające.
Poświęciła kilka sekund na zlustrowanie wzrokiem obozu, w którym mieli nocować. Mimo wcześniejszego poruszania, nic nie wskazywało na niepokój w znajdujących się w tym miejscu ludziach. Dobrze, będą mogli odpocząć. I ona tego pragnęła, jednakże najpierw musiała wyjaśnić kwestie, powodujące, że ta sytuacja stawała się być nieco niezręczna - przynajmniej dla niej.
- Wybacz, panie. Podróż z Północy jest długa i męcząca. Mieliśmy nadzieję na odpoczynek w tym miejscu, przed wyruszeniem do Stonehelm wraz z nastaniem świtu - kontynuowała, chcąc tym samym uspokoić mężczyznę na tyle, by zdjął dłoń z rękojeści miecza. Ostatecznie to ona spowodowała taką sytuację - ona musiała więc stać za jej rozwiązaniem. Z każdą chwilą jednak jej ciało stopniowo ogarniało zmęczenie, stłumione w chwili niebezpieczeństwa i obawy, która zdawała się przemijać. - Nauczono nas ostrożności względem ludzi i zwierząt na Królewskim Trakcie, jak i w południowych lasach. Słysząc krzyki pośród nocy ciężko jest zachować spokój - dodała na sam koniec, tym samym chcąc nieco usprawiedliwić fakt sięgnięcia po broń jako odruchowej czynności  w przypadku spotkania nieznajomego. W nocy i środku lasu na dodatek. Nie powinno to być trudne do zrozumienia.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Sob Paź 18, 2014 10:40 pm

.


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:43 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Nie Paź 19, 2014 5:32 pm

Kłopotliwa sytuacja wydawała się rozwiązana. Na twarzy Rheganne niemal natychmiast pojawił się lekki uśmiech, spowodowany tym faktem. Nie chciała robić problemów sobie i reszcie podróżnych z ważną personą w Stonehelm, do którego zmierzali. Ostatecznie potrzebowali tej współpracy, by względnie szybko załatwić naglącą ich sprawę.
Zbliżenie się spadkobiercy do niej było równoznaczne z wejściem w bliższy ognisku krąg światła. Umberówna wykorzystała ten fakt do lepszego przyjrzenia się wcześniej nieznanemu jej mężczyźnie. Ciężko było jej uwierzyć w te słowa - nie wyglądał on na przyszłego lorda przez noszony przezeń strój. Tego typu ubiór kojarzył jej się z najemnictwem bądź mniej szlachetnymi zawodami. Inną kwestią była jego postura - przyzwyczaiła się już do widoku olbrzymich mężczyzn na północy. Jak dotąd nie odnalazła ani jednego mieszkańca południa, który przypominałby jej rodzinne strony, jednakowoż nie mogła zakładać, że tacy nie istnieją. W tej właśnie chwili Marcus okazał się być żywym na to przykładem. Gdyby nie fakt, że nawiązali rozmowę, nie byłoby szans, by choćby przez myśl przeszłaby jej jego rzeczywista funkcja i status.
Zaraz... Wolne Miasta?
Jego słowa wywarły na niej większe wrażenie, niż ton głosu, jakim posługiwał się przy przemawianiu. Umberówna z pewnością byłaby w stanie dostrzec, iż nie ma do czynienia z mężczyzną przeciętnym, lecz w obecnej chwili nie zwracała na to uwagi. W jej sercu natychmiast pojawiła się nostalgia na myśl o zmarłym Willysie, jak i własnych marzeniach, które rozbudził w niej podróżnik. Jakże miałaby nie zaprosić go do spędzenia wspólnie czasu?
- Myślę, że jesteśmy w stanie zaoferować ci miejsce w niemalże twoim własnym lesie, panie - uśmiechnęła się nieco szerzej, pochylając bliżej do ustawionych z boku skrzyń, by złożyć na nich swój łuk. - Mamy wino i północne przysmaki. W zamian za to wiedz, że będę oczekiwać opowieści o Essos.
Zdjęła z pleców umieszczony nań kołczan, kładąc go obok łuku. Wraz z pierwszym podmuchem wiatru, który zwiastował szum liści, jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Na szczęście nie była to pierwsza noc spędzana w takich warunkach - Rheganne zdążyła się już przyzwyczaić do faktu sporadycznych powiewów, które nie zamieniały się w wichury. Wciąż południe było znacznie przyjaźniejsze w tej kwestii, korzystała więc i spędzała wieczory pod gołym niebem, rozkoszując ciepłem wygasającego lata.
Wokół ogniska rozlokowane były rozlokowane skrzynie lub pieńki, przytargane by pełniły funkcje krzeseł. Środkowy krąg stanowiły namioty oraz kilka mat dla śmiałków chcących spać z niczym poza gołym niebem nad sobą. Na zewnątrz trzymano więc również jeden wóz oraz konie, wraz z poidłem oraz wyżywieniem. Przy ognisku siedziała większość ludzi, trzymając się jednej jego strony. Ona jednak wybrała fragment najbardziej oddalony od reszty podróżnych, lecz również pozbawiony skrzyń. Bez oporu usiadła na ziemi, dopiero po chwili orientując się, że mogłaby nieco lepiej potraktować przyszłego lorda.
- Wybacz, panie. Możemy dostawić skrzyń, by dać nogom odpocząć na czymś innym niż trawa - zaoferowała. Jeśli tylko się zgodził, również i ona usiadła wyżej, jeśli nie, pozostało jej tylko zostać na ziemi.
Zgodnie z jej wolą, jeden z mężczyzn otworzył skrzynię z zapasami - jedną z wielu, jako, że zabrali tego nieco zbyt dużo. Posiadali małe i skromne zapasy letniego wina (zakupione po drodze), w głównej jednak mierze ze sobą zabrali ale i trunki gorszej jakości. Nie chciała jednak zaprezentować się ze złej strony, postanowiła więc, na tą ostatnią noc przed przybyciem do Stonehelm, umilić sobie i pozostałym podróż.
Nalawszy do dwóch kielichów trunku, szybko pociągnęła pierwszy łyk, rozkoszując się smakiem lata i obserwując mężczyznę naprzeciw, przygotowującego gulasz.
- Zawsze marzyłam o zobaczeniu Wolnych Miast - zaczęła, wyrywając sama siebie z zamyślenia na ten sam temat. Nie zamierzała pytać go wprost, po co w nich był lub co załatwiał - wiedziała, że może to być sprawa prywatna i niekoniecznie chciałby się nią tym podzielić. Nie interesowało jej to wszakże, nie musiała więc próbować znaleźć inną drogę. - Czy naprawdę widać różnicę między Essos a Westeros? - zagaiła, chwytając trzymany kufel w obie dłonie i wbijając wzrok w płomienie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Nie Paź 19, 2014 9:48 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:44 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Czw Paź 23, 2014 8:50 pm

Z każdą chwilą zdawała się wiedzieć więcej - przynajmniej w jej mniemaniu - na temat Marcusa Swanna. Powoli uzupełniała jego opis przez obserwację z mniejszej odległości czy w lepszym świetle, mimo wszystko wręcz ją zamurowało, gdy odmówił on alkoholu. Była to dla niej zupełna nowość - jedynymi znanymi jej osobami, które również miały takowe upodobania, były dzieci. Małe dzieci.
Nie zamierzała być jednak niegrzeczna i nie wybałuszyła oczu tak, by było po niej widać, jak zaszokowana jest. Starała się ukryć fakt, że przejęła się tym choćby odrobinę, lecz w jej głowie wręcz wrzało od myśli. Czyżby zwyczaje południa? Nigdy nie zawitała w te rejony Westeros, szybko więc większość cech spotkanych tu ludzi zaczęła przypisywać do cech regionu. Być może błędnie, lecz o tym najpewniej będzie mogła się jeszcze przekonać.
- Śmiała propozycja, jak na wysuniętą komuś, kto celował do ciebie z łuku chwilę temu - zaśmiała się głośno, ściskając mocniej kielich w dłoni, choć zaprzestała picia na tę chwilę.
Valyriański miecz? Słyszała o nich wiele, lecz w gruncie rzeczy jedynie to, co znane było niemalże każdemu - oręż tworzona za pomocą magii, której umiejętność tworzenia zanikła w większości zakątków świata.
- Przekuwania? Czy do tego nie potrzeba ci będzie składnika? - uśmiechnęła się, mówiąc tu oczywiście o valyriańskiej stali. Do tego potrzeba było magii, nieprawdaż? Tak ją tworzono, a później z niej oręż. - Wracając jednak... Chętnie skorzystałabym z propozycji, panie, ale obawiam się, że moje miejsce jest na północy. - pociągnęła kolejny łyk letniego wina, rozkoszując się jego smakiem po raz kolejny. Zdecydowanie było widać różnicę między tym, a ale bądź zwykłym, rozwodnionym często, by było go jak najwięcej. - Już południe wydaje mi się wystarczająco dziwne. Dorastałam i do niedawna żyłam na jednakowym terenie, gdzie ludzie są mi znani. Również wojna mnie ominęła. Nam doskwierają jedynie dzicy.
Wzruszyła ramionami, wszakże tego typu wydarzenia nie były dla niej niecodzienne. Bliskość w stosunku do Muru sprawiała, że Ostatnie Domostwo padało ofiarami najazdów niezliczoną ilość razy częściej niż miasta położone bardziej na południu. Większość łupieżców udawało się odeprzeć, pokonać i wymordować - często jednak miast ataku, pod osłoną nocy najeźdźcy kradli jedynie kobiety. Tego typu zachowania były najgorsze.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
45
Join date :
21/09/2014

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Czw Paź 23, 2014 10:06 pm

,


Ostatnio zmieniony przez Marcus Swann dnia Wto Gru 30, 2014 1:44 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   Pon Lis 03, 2014 10:17 pm

Już po tych pierwszych, kilkunastu minutach znajomości, Rheganne mogła z czystym sercem stwierdzić, że był to najdziwniejszy mężczyzna, jakiego w życiu spotkała. W dodatku w tym pozytywnym tego określenia znaczeniu, wszakże nie pomyślała nawet by nazwać go dziwakiem. Przeciwnie - był zabawnie interesujący. Czuła się niemalże jak dziecko, po raz pierwszy poznające ludzie charaktery.
Z pewnością nie można było mu odebrać tej śmiałości, jaką miał w sobie. Wyraźnie umiał zachowywać się przy kobietach, co jednocześnie skłoniło dziewczę do rozmyśleń nad tym, ile już musiał ze sobą mieć. Ostatecznie zarówno na początku w Essos, jak i, takie odniosła wrażenie, również teraz na terenie Siedmiu Królestw, wyglądał ekscentrycznie. Obco. Dla wielu jest to czynnik, który sprawia, że osoby tego typu przyciągają osobowości jak Marcusa, do którego teraz Umber miała zwracać się po imieniu.
- Odnoszę wrażenie, że nie tylko takie - zaśmiała się perliście, co bynajmniej nie miało być dla Swanna ujmą. Jedynie odzwierciedleniem jej odczuć - mężczyzna doskonale wiedział co robić i jak to robić, by kobieta poczuła się onieśmielona. - A ty mów mi Rheganne. O ile muszę to dodawać.
Uśmiech nie znikał z jej twarzy, również po odebraniu jej wina, co zaskoczyło ją jeszcze bardziej. Ten mężczyzna wydawał się być odzwierciedleniem co najmniej połowy cech, o które nie mogłaby go posądzić. Nieprzewidywalność z pewnością była jedną z nich, lecz jak na razie nie był to powód dla jej niepokoju - wręcz przeciwnie. Śmiech był jej jedyną reakcją, wraz z machnięciem ręką, by podano jej drugi kielich - choć nie miała nic przeciwko, by pili z jednego, skoro już Swann to rozpoczął, tak było jednak wygodniej.
- Całkiem możliwe, że okazja by zwiedzić nieco terenów wyżej na mapach szybko się nadarzy - zaczęła, nagle przypominając sobie o istotnym fakcie. Skoro był świeżo po odbytej podróży, długiej, czy mógł wiedzieć o turnieju? Jako osoba o takim pochodzeniu, z chętką na valyriańskie ostrze, rycerz jak on idealnie pasował do wydarzenia, jakie było przed nimi. - Gdy tylko odbierzemy pakunek ze Stonehelm, wyruszamy w drogę powrotną. Zamierzamy mimo wszystko zatrzymać się w Harrenhal przed powrotem do Ostatniego Domostwa. Może słyszałeś o organizowanym tam turnieju? - zagadnęła, odbierając jednocześnie talerz pełen gulaszu, choć urządzanego w iście polowych warunkach, mimo wszystko po długiej drodze z pustym żołądkiem pachnącego wręcz bosko dla przemęczonej Rheganne. - Z pewnością z Ziem Burzy przybędzie wielu rycerzy, by spróbować swoich sił. Powinniśmy zdążyć na ostatnią chwilę, możesz zabrać się z nami. Lub popędzić samemu, by być tam szybciej - uśmiechnęła się, kierując tą dość śmiałą propozycję, której z pewnością nie powtórzyłaby tak łatwo nieznanemu osobnikowi, którego godność i pozycja nie były dziewczynie znane.
Powrót do góry Go down
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Deszczowy Las   

Powrót do góry Go down
 

Deszczowy Las

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Ziemie Burzy-