a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Yvienne Swann



 

 Yvienne Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Yvienne Swann   Pią Wrz 19, 2014 11:09 am


Yvienne Swann










Wiek:
18 DNI IMIENIA
Miejsce urodzenia:
ZIEMIE BURZY, STONEHELM
Ród:
SWANN
Stanowisko:
NAJSTARSZA CÓRKA LORDA STONEHELM
KRONIKARZ RODU SWANN

Aparycja

Czasami bracia Yvienne zdumiewali się, widząc, jak na ich - zdawałoby się - wciąż malutką siostrzyczkę patrzą ludzie, mężczyźni, jak bardzo pragną przeniknąć jej smutną urodę, niektórzy żartami i dowcipnymi powiedzonkami, inni ojcowskim traktowaniem, jakby proponowali jej wsparcie mocnego ramienia, jeszcze inni dwuznacznymi aluzjami - wydawało się, że ci ostatni starają się dać jej jakiś znak i nawiązać subtelny, ukryty dialog. Niektórzy zwracali się do niej bezradnie, jakby błagając ją o litość i łaskę. Jeszcze inni mówili słodkim szeptem, jakby znali jakąś tajemniczą regułę, którą z pewnością zna także ona, mimo całego swego dobrego wychowania. Ci obcy mężczyźni na różne sposoby usiłowali osiągnąć z Yvienne porozumienie, które nie wymaga słów ani czynów, tylko wiadomego wewnętrznego oddźwięku - problem tkwi w tym, że panna Swann nieświadomie, mimochodem roztacza wokół siebie blady, chłodny krąg uprzejmego zaprzeczenia, zupełnie jakby pragnęła z właściwą sobie grzecznością odrzec: nie rozumiem tych znaków. Przepraszam. Nie chcę i nie mogę brać udziału w waszej grze. To pomyłka. Przykro mi.
Jednak jaką siłę przebicia posiadać może mierząca nie więcej niż pięć stóp i cztery cale siedemnastoletnia panna, która - na domiar złego - jest niemal chorobliwie szczupła, ma wąskie biodra i drobną klatkę piersiową z nieśmiało odznaczającymi się pod materiałem piersiami? Yvienne z tyłu wciąż wygląda jak dorastająca dziewczynka - czyste, kruche linie ciała, delikatne dłonie i długie palce są odzwierciedleniem młodziutkiego wieku, stanowią niemal namacalny dowód jej niewinności. Przeciętność w zachowaniu panny Swann wynika z wychowania - już na pierwszy rzut oka widać, iż jest lordowską córką, której kiedyś raz na zawsze nakazano nie garbić się, chodzić, nie kołysząc biodrami, siadać wyprostowaną, ze złączonymi kolanami, zaś sama Yvienne uprzejmie wypełnia wszystkie te zalecenia dokładnie i posłusznie, z niezmiennym spokojem, który rozpościera się na jej z natury rubinowych wargach. Nawet, gdy coś mówi, nawet gdy się uśmiecha, cień i chłód nie znikają… ale panna Swann uśmiecha się rzadko, kiedy jednak to robi - jej uśmiech zaczyna się zawsze od ust, a nie od samych warg, i powoli, niepewnie wspina się do kącików oczu. Upodabnia się wtedy do małej dziewczynki, której pokazano coś, czego nie wolno oglądać małym dziewczynkom. Jak zawsze zamyślona, nawet siedząc sprawia wrażenie, jakby była głęboko skupiona - w twierdzy swego rodu jest znacznie bardziej śmiała niż poza murami zamku i zwykle pozwala sobie na przesiadywanie na ciepłych od słońca parapetach, niczym wygrzewający się w promieniach słońca kot.
Co prawda, przy bliższym wejrzeniu, wyraźnie widać, że Yvienne mimo wszystko odbiega od utartego obrazu szlacheckiej latorośli - zwykle rozpuszczone, płomiennorude włosy opadają falującymi kaskadami na kościste ramiona oraz szczuplutkie plecy, lśniąc nawet w bladym świetle gwiazd. Gęsto usiana piegami twarz stanowi uzupełnienie nietypowej urody odziedziczonej po matce wywodzącej się z rodu Connington, choć uwagę najbardziej przyciągają oczy Yvienne - ciemnobrązowe, barwy jesiennych liści ścielących ziemię w Deszczowym Lesie. Wydają się pogrążone w mrocznej, długotrwałej drzemce, co nadaje im wyraz dziwnego, potężnego czaru tkwiącego na dnie bursztynowych tęczówek. Niekiedy panna Swann upina włosy i mocuje je wysoko na głowie klamrą - wtedy spojrzeniom postronnych ukazuje się jasny puszek na jej karku - Jonatan Estermont, zmarły tragicznie narzeczony Yvienne, prawie z paniką, przekonywał ją, by zdjęła klamrę i rozpuściła włosy. Widok tego puszku był nieomal znakiem tak wielkiego obnażenia, że sam odczuwał wstyd, wyraźnie zaskoczony odwagą swej przyszłej żony, która pomimo zwykłej ostrożności oraz uprzejmości skrycie pragnęła wyłącznie jednego: zaznania smaku prawdziwego życia.


Biografia


Yvienne od chwili narodzin była pulchnym, lecz niepokojąco słabowitym dzieckiem. Na końcu ogrodu, za rozłożystą jabłonią albo w górze drzewa, wśród gałęzi, miała kryjówkę, którą ku rozbawieniu własnego rodzeństwa nazywała „skryjówką”. Zwykle się w niej chowała, by  podjadać ukradkiem lepkie cytrynowe ciasteczka podarowane przez damy oraz roześmianych, rumianych rycerzy. Rozmyślała tam i wyobrażała sobie daleką Północ, gorące Dorne, stada lwów na Zachodzie, w swych marzeniach wędrowała po Czerwonej Twierdzy i spoglądała na świat z wysokości Muru. Rodzina, goście i przyjaciele rodu uwielbiali małą Vienne, obcałowywali rudowłosą dziewczynkę, roztkliwiali się nad nią, nazywali ją swoją  wisienką. Czasem damy zostawiały na policzkach czy ustach panny Swann soczyste ślady mazideł z Wolnych Miast. Były  to kobiety bujnych kształtów i skore do wzruszeń, zaś na ich twarzach gościł grymas goryczy oraz  pretensji, co utkwiło w pamięci Yvienne mocniej od grzecznościowych komplementów. Spojrzenia nobliwych małżonek wielkich Lordów zdawały się mówić: życie nie obeszło się ze mną z należną mi delikatnością… i panienka Swann już w szóstym dniu imienia poprzysięgła sobie, że nigdy nie będzie patrzyć na świat z podobnym wyrzutem.
Vienne mogła całymi dniami obserwować pasma pustych wzgórz otaczające Stonehelm od północy. Czasem wyczuwała w radosnym zalewie błękitu, że gdzieś, w niewidocznych dolinach, już zbiera się jesień.
Przyjdzie jesień. Światło zszarzeje, przygaśnie. Niskie chmury uchwycą się gór. Wtedy wespnie się po gałęziach jabłoni aż na sam wierzchołek i stamtąd w jesiennym świetle zobaczy morze, góry Pogranicza, wyspy wśród rozdartych chmur, tajemnicze lądy, o których ojciec jej opowiadał rzeczowo, a matka ze łzami tęsknoty.
Ojciec mówił, że piękne krainy wypluły ród Swann ze ślepą nienawiścią, dlatego tu zbudowali sobie kraj po stokroć piękniejszy. Ale matka nazywała Stonehelm zaściankiem i mówiła, że nigdy nie będzie tu prawdziwego dworu, prawdziwego polowania, nawet prawdziwego lasu. Wuj Berten chichotał przez zęby i rzucał niezborne uwagi o bólach porodowych, drgawkach przedśmiertnych, o  Burzy, która zabija swych proroków, klątwie bogów morza zsyłających sztormy. Z tych wypowiedzi Yvienne nie mogła się zorientować, czy wuj opowiada się po stronie pana ojca, czy też po stronie pani matki. To, co mówiła Lady Swann wydawało się małej Vienne nie na miejscu, więc schodziła na sam kraniec ogrodu, by ukryć się wśród gałęzi jabłonki i zgadywać zapach jesieni. Nadejdzie jesień. Jesienny smutek odprowadzać ją będzie na nauki u maestra, na lekcje wyszywania u septy, do biblioteki, z której książki towarzyszyć jej będą w nocy w łóżku, w snach. Na dworze rozpęta się burza, a ona będzie marzyła dalej, o przyszłości, o życiu, o miłości i przyjaźni. Słowa „prawdziwy las” użyte przez matkę, by wyszydzić Stonehelm, dla kilkuletniej Yvienne miały w sobie dziwny, słotny czar.

Septa Moriane oraz Lady Estermont, każąca się nazywać po imieniu Lenyą, uderzały w struny harfy tak zdecydowanie, jakby tylko wrodzona szlachetność powstrzymywała je przed odpłaceniem życiu za krzywdy. Lady Dondarrion przy każdej wizycie w Stonehelm mamrotała
Yvienne na ucho, że małe dzieci są jedyną nadzieją Ziem Burzy, a w szczególności jej samej. Czasem panienka Swann popadała w zadumę czy żal, a wówczas podnosiła je na duchu słodkim zdaniem:
– Życie to krąg, krążymy w nim wszyscy.
Łzy wzruszenia napływały wtedy kobietom do oczu i każda pragnęła, by w przyszłości mała Vienne poślubiła ich synka.
Ale dzieci nie były tak uprzejme. Córki Lorda Errola przezywały ją Galaretą, a szczupłe, niedobre dziewczyny z rodu Wyl, małe orientalne żmijki, jak nazywał je pan ojciec, uwielbiały powalać Yvienne na stertę żwiru i szarpać za ognistorude włosy. Pachniały przenikliwie orzeszkami pistacjowymi, mydłem, morską solą bądź wiatrem. Vienne zawsze czekała spokojnie, aż znudzi im się i ona, i jej włosy - wtedy wstawała, otrzepywała sukienkę ze żwirowego pyłu, oddech w dziewczęcej piersi się skracał, oczy wypełniały łzami, ale panienka Swann dzielnie zagryzała wargi i zaczynała wybaczać. Jakże szczytne wydawało jej się przebaczenie, przecież te dziewczyny nie rozumieją, co czynią, na pewno mają zgorzkniałych ojców i starszych braci wyjętych spod prawa, ich matki oraz siostry knują intrygi, a one same nie wiedzą, co począć w tym olbrzymim, niepojętym świecie. Urodzić się taką dziewczyną to straszna rzecz, powtarzała w myślach panna Swann, ocierając mokre od łez rzęsy. Sądziła, iż już do końca życia przy każdym spotkaniu z lordowskimi dziećmi będzie obiektem kpin i kukiełką do okrutnych zabaw, wybaczała jednak każdemu, bowiem jej zdolność do rozumienia i przebaczania sprawiała, że miłość wypełniała małe, dziewczęce serce. Potem zwykle uciekała do septy Moriane, trochę płakała, choć nie z powodu zadrapań - roniła łzy nad gorzkim losem tych dziewczyn i własną wielkodusznością.

Po ukończeniu jedenastego dnia imienia Yvienne jęła wyrastać z dziecięcej tuszy - strzeliła w górę niczym młoda brzózka i choć wciąż była niższa nawet od swego młodszego brata, zgubiła kilka kamieni, pozwalając, by bieg czasu z dziewczynki przekształcił ją w smukłą, choć nadal niemal dziecinnie piegowatą młodą kobietę. Mając zaledwie piętnaście dni imienia, pan ojciec zaaranżował małżeństwo Vienne z drugim synem Lorda Estermonta, Jonatanem. Panienka Swann pamiętała swego narzeczonego jeszcze z czasów dzieciństwa, nigdy jednak nie uważała go za przyjaciela - na dobrą sprawę wspominała go jako jednego z chłopców, który często szydził z rudowłosej, otyłej dziewczynki.
Ale przecież już dawno mu wybaczyła.
Podczas kolejnej z licznych wizyt, które miały na celu zacieśnienie więzów między parą narzeczonych, Yvienne pozwoliła przystojnemu Jonatanowi pocałować się przy balustradzie mostu, najpierw w czoło, po chwili w usta, ale nigdy nie zgodziła się na więcej. Był starszym od niej o półtora roku, prostolinijnym i efektownym chłopcem o twarzy bez śladu trądziku, wyróżniał się w szermierce i jeździe konno. Kiedyś obiecał, że będzie ją kochał wiecznie, najwyraźniej zapominając o utarczkach z czasów dzieciństwa. W owym czasie wieczność znaczyła dla panny Swann tyle co niewielki krąg miłego jasnego światła, a miłość – co gra w cyvasse w błękitny poranek.
Potem wybuchła wojna w Dolinie. Przystojny Jonatan Estermont wyruszył wraz z ojcem, armią Greenstone oraz potęgą Końca Burzy w sukurs rodowi Arryn. Kiedy Yvienne odmówiła spędzenia z nim nocy przed wyruszeniem w bój, jeszcze z morza posłał do panny Swann list, w którym zrywał zaręczyny - wiadomość dotarła do Stonhelm letniego, burzowego wieczoru, miotanego wiatrem i smaganego martwymi liśćmi. W bibliotece wciąż płonęła świeca, bowiem Vienne nabyła nieprzystojący damie, brzydki nawyk czytania do późna. Na stole stał słodki sok, pomarańcze i wazon chryzantem, zaś pod dwiema ścianami wznosiły się regały z książkami pana ojca. Padał na nie długi cień, drżący na dźwięk wiatru, nawołującego od strony okna. Czytając kolejne słowa nakreślone przez Jonatana, Yvienne przyłożyła swe szczupłe, piękne palce do wysokiego czoła, niezdziwiona, nieurażona, milcząco wdzięczna, zupełnie jakby wizja na wieki odłożonego wyjazdu na opuszczone, oddalone od świata Greenstone przyniosła jej niewysłowioną ulgę.
I jedynie Bogowie wiedzą, że naprawdę się cieszyła z kolejnych miesięcy wolności, jakie podarował jej los - choć sama nie wiedziała, że tak naprawdę pragnęła jedynie odnalezienia bratniej duszy.


Ekwipunek


~ delikatny, srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie dwóch, zwróconych ku sobie łabędzi - jeden z nich jest biały jak mleko, drugi zaś czarny niczym noc,
~ niewielki, złoty pierścionek z oczkiem z ametystu,
~ idealnie skrojone dla delikatnej postury szaty; w tym także płaszcz podróżny, trzewiki oraz rękawice - wszystko obsadzone w stonowanych, skromnych barwach,
~ sakiewka z kilkoma srebrnymi jeleniami oraz brązowymi gwiazdami,
~ czarno-biała chusteczka, na której widnieje herb rodu Swann - jeden z pierwszych, udanych wyrobów tkackich Yvienne,
~ balsamy oraz pachnidła o delikatnym, kwiatowym zapachu zakupione od handlarzy z Lys,
~ egzemplarz "Siedmioramiennej Gwiazdy" oraz kilka popularnych woluminów traktujących o geografii, kulturze i historii Siedmiu Królestw.

acidbrain

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Stonehelm
Liczba postów :
259
Join date :
07/09/2014

PisanieTemat: Re: Yvienne Swann   Pią Wrz 19, 2014 4:40 pm

Skończona! ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Yvienne Swann   Pią Wrz 19, 2014 4:51 pm

Ta karta jest tak... piękna, że opadła mi szczęka, a patrzałki wychodzą z orbit. Pełna zachwytu i absolutnego uwielbienia dla Vienne akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Yvienne Swann   

Powrót do góry Go down
 

Yvienne Swann

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Kronika rodu Swann
» Fion Swann

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-