a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Taras Widokowy



 

 Taras Widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Taras Widokowy   Pią Sie 29, 2014 1:20 pm



***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Pią Sie 29, 2014 3:40 pm

Nie robić głupstw i podążać prosto do królewskiej przystani. Ylvis bez trudu powinien zdać sobie sprawę z tego, że tego typu prośby należały do tych, które dziewczyna puszcza w eter, nie tylko z własnych pobudek, ale i z wygody. On miał swoje plany, a ona swoje, nie mniej korzystne, ale z pewnością mniej polityczne niż jej brat by planował.
Słońce już dawno zniknęło za horyzontem pozostawiając po sobie barwną, różową poświatę, gdy stukot końskich kopyt dobiegł do uszu mieszkańców dziedzińca. Wlókł się on przez jeszcze kilka dobrych minut nim oczom służby ukazały się dwa wymęczone wierzchowce. Oba konie maści gniadej leniwie unosiły nogi do góry i parskały co rusz, marząc w końcu o normalnym spoczynku. Ich ciała pokryte krótką i ciemną sierścią w tej chwili oblewane były przez pot, a każdy mięsień błagał o chwilę spoczynku. Nie tylko zwierzęta pragnęły zaznać odrobiny ukojenia, oraz bezpiecznego dachu nad głową.
Podróż okazała się znacznie trudniejsza niż obiecywał jej Lord Jasnej Wody, nic więc dziwnego, że w połowie drogi postanowiła wysłać stosowne pismo do Casterly Rock. Nie ukrywała zadowolenia, gdy jej miodowym tęczówkom ukazało się kilkanaście osób, które z nabożną wręcz cierpliwością oczekiwało ich przybycia. Z początku podróży była pełna sceptycyzmu, w końcu bardzo dawno opuszczała rodzinne strony. Dopiero po kilku dniach w siodle upewniła się w tym, że miała rację. W miarę upływu czasu krajobraz zmieniał się nie do poznania, sprawiał, że miała ochotę zawrócić i zamknąć się w swojej komnacie, bądź udać się na wycieczkę do lasu. Mimo iż do jej oczu dolatywały widoki zieleni, to wciąż nie było to samo. W końcu kto w ogóle próbuje porównywać obce miejsce do jedynej bezpiecznej przystani, jaką jest dom? Tym bardziej była przerażona, gdy podczas postojów w pobliskich karczmach do jej uszu dobiegały kolejne pogłoski o śmierci. Jej nadzieja o tym, że Ylvis plecie trzy po trzy okazała się być równie bezsensowna, co próby poskładania rozbitego szkła czy lustra.
Z ponownego zamyślenia wyrwało ją rżenie Echo, oraz prośba maestera by zeszła. Starzec pogładził swojego ogiera i pozwolił mu oddać się na spoczynek, mocno przy tym marudząc. Należał do ludzi niezwykle specyficznych, którym nic nigdy się nie podobało, jednak w czasie podróży był bardzo udanym kompanem- nigdy nie mówił nic ponad to, co było potrzebne. Alysanne zsunęła się ze skórzanego siodła i opadła miękko na twardą nawierzchnię, podtrzymując się strzemion i puśliska w taki sposób, aby nie upaść. Nie tylko dni, czy tygodnie w podróży były męczące, ale i słońce. W Reach promienie pojawiały się sporadycznie, wychylając nieśmiało zza chmur smaganych wiatrem. Wyższe temperatury wymagały czasu dla panny Florent i nim do nich przywyknie z pewnością będą musiały wdać się dwa czy trzy omdlenia.
Jasne włosy związane były w gruby warkocz zakończony ciemnym rzemieniem. Biały strój jaki zarzuciła na siebie w tej chwili swą barwą przypominał młodego dzika. Mimo iż jego skóra z początku jest podobnego koloru, tu i ówdzie znajdywały się ciemne plamy.
Pomimo ogólnego zmęczenia na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Być może sprawiła to służba, która niezwykle szybko uwinęła się z rzeczami i zaprowadzili ich do odpowiednich komnat, a być może sprawiła to nagła wizja dłuższego odpoczynku i braku siodła między nogami.
Dziewczyna pochłonięta nowymi widokami i rozmyślaniami całkowicie zapomniała o niewielkiej torbie wiszącej na ramieniu, z której wystawał niewielki lisi łeb kwiczący przeraźliwie i pragnący wydostać się na wolność.
- Nie tutaj, Bjorn.- miękki i przyjemny dla ucha dźwięk odbił się od posadzek i ścian korytarza i zniknął w czeluściach jej komnaty.
- Za moment cię puszczę.- zagruchała nim zamknęła drzwi.
Lis z początku stawiał duże opory, jeśli szło o kwestie oswojenia, jednak gdy został wepchnięty do lnianej torby całkowicie stracił swoją dzikość. Teraz, choć w dalszym ciągu nieufny wobec obcych, w dalszym ciągu przerażony szelestem liści i nowego otoczenia, stał się cieniem blondynki. Nie opuszczał jej ani na krok- z jednej strony bywało to niepokojące- w końcu w obcym miejscu, bez właścicielki nie będzie mu łatwo, jednak jak to zwykło się mówić w Reach? Wyrzucenie na głęboką wodę sprawia, że człowiek czy inna istota uczy się dużo szybciej. Jej ojciec z pewnością był tego samego zdania, wysyłając ją na Wyspy Letnie bez nikogo, ani niczego co było bliskie jej sercu. Nie miała pojęcia co nim kierowało, jeśli próba wydania jej za mąż, to z pewnością się Lord rozczarował.
Alysanne dała zwierzęciu smakołyk i podeszła do okna. Widok, choć piękny i ujmujący chwilowo nie był w stanie zrobić na niej niezwykłego wrażenia.
Odsunęła się na dźwięk swojego imienia, po czym skierowała swoje kroki w kierunku służb, prosząc o przyszykowanie kąpieli.
Wieczór rozpoczął się na dobre, cisza przerywana była tylko cichym piskiem nietoperzy latającymi nad głowami, oraz stukotem butów i stłumionych rozmów ludzi, którzy znajdowali się gdzieś w oddali.
Ta krótka przyjemność sprawiła, że ciało i umysł Alysanne całkowicie odżył. Jasna twarz ponownie przybrała lekkiego zdrowego zaróżowienia, a jasne oczy w otoczce grubych rzęs błyszczały w odbijających się płomieniach.
Włosy puszczone luźno powiewały delikatnie i poruszały się w rytm kroków właścicielki, zwijając w niewielkie fale na końcach. Ubrała się stosownie do panującej atmosfery, a przynajmniej taką miała nadzieję. Choć co jakiś czas do jej uszu dochodziły chichoty, albo rozradowane pokrzykiwania, to nie oznaczało tego, że w zamku i tak panowało ciężkie powietrze. To tak, jakby ktoś wsadzał kij w ognisko wyniszczając uparcie tworzone królestwo.
Na jej ciele spoczywała ciemna, koloru nocnego nieba, suknia, przetykana srebrnymi nićmi w okolicy rękawów, dekoltu i spodu. Prócz tego wąska talia została podkreślona przez czarny pas sznurowany z tyłu, a na ramiona zarzucona niewielka chusta w tej samej barwie. Ozdób było brak, jeśli nie liczyć srebrnego pierścienia z osadzonym bursztynem na kształt rudego stworzenia widniejącego w jej herbie.
Szła powoli korytarzem i przyglądała się przeróżnym zdobieniom, rozglądała uważnie, aż w końcu jej kroki skierowały się w stronę pustego tarasu. Chłodny powiew świeżego powietrza bez trudu zachęcił ją do wyjścia. Z początku nie potrafiła odróżnić szumu wiatru od morskich fal, które rozbijały się o ostre niczym brzytwa skały, z czasem jednak umysł się przyzwyczaił. Oparła się delikatnie i dość niepewnie o kamienną balustradę.
W miodzie jej oczu odbił się pierw czerniejący horyzont, nim zadarła lekko głowę ku górze i wlepiła zmęczone spojrzenie w gwiazdy. Każda z nich migotała radośnie, jakby chciała powitać ją w zamku. Tego się nie spodziewała, że gdzieś indziej niż w rodzinnych stronach mogła spotkać jeszcze piękniejszy widok nieba.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Nie Sie 31, 2014 7:38 pm

Jak można nie czuć się bezpiecznie we wsłasnym domu? To pytanie zadawało już sobie wielu możnowładców, których życie stawiane było na szali niebezpieczeństw, w chwili, gdy pierwszy raz brali wdech ziemskiego powietrza. Westeros to kraina cywilizowana, która mimo swoich tradycji i całej pięknej otoczki, którą widywało się na salonach, jest także krajem bardzo barbarzyńskim. Tu niebezpieczeństwo, tak naprawdę, czyha za rogiem każdego skrzyżowania, za każdą ścianą i drzewem. Wszędobylstwo śmierci daje się we znaki w każdym aspekcie zycia. Jeśli nie dopilnujesz samego siebie, możesz zginąć przeszyty bełtem w wychodku, a zwłoki twe znajdą rozkładające się pod wpływem ciepła. Ale lepiej o tym nie pisać, a wziąć się do pracy… Tylko jak, gdy serce spowija cień ciemniejszy od tych, które pożerają bezdenne jaskinie, czy dna morskie.
Kopalnia w Nunn’s Deep zaczynała się rozbudowywać, a niewątpliwy sukces, zepchnęła na drugi plan seria śmierci i związanego z nią smutku.
Aart od dłuższego czas bardzo rzadko się odzywał. W zmienieniu tego stanu, nie pomagały nawet starania dziada Lorda, który zaczął jakoś częściej wzywać go do swoich komnat, aby pod pretekstem narad, próbować wnuka w świecie żyjących. Wszystko to miało jednak nikły efekt, gdy Młody Lew wracał do swoich komnat, aby pogrążyć się w żalu i tęsknocie do najbliższych, których stracił w bardzo krótkim okresie czasu.
Aby nie poddawać się tym uczuciom, albo może i odwrotnie, częściej zaczął opuszczać swoje zacisze, aby popatrzeć, jak tak naprawdę wygląda życie na Skale. Obserwował służbę, która z potem na czołach, gnała przed siebie, aby zadowolić swoich panów; widział dzieci bawiące się na podwórzu, nie znające prawdziwych problemów;  przybyszów z dalekich stron, którzy zapewne jako członkowie szanowanych rodów, dostali chwilowy azyl w miejscu, które ich zdaniem wydało się bezpieczne. Ku ironii, sam mieszkaniec owego zamku nie czuł się w nim tak, jak oni….
Bardzo często znajdował miejsca, które pamięta z przeszłości. Spoglądał na teatrzyk snów na jawie, aby zaraz ścierać łzy spływające po policzkach. Tak tez dotarł w miejsce, które urokiem nie ustępowało żadnemu ogrodowi w Królewskiej Przystani. Największy naturalny taras w Casterly Rock, miejsce, gdzie widok spadającej gwiazdy to nic nowego, a szum fal pomoga odbiec myślami hen daleko, sprzyja ucieczce od problemów świata doczesnego. Tak bardzo nieosiągalny relaks, tutaj jest tylko kwestia chwili.
Stukanie obcasów było coraz głośniejsze. W końcu znalazł się na tarasie, chodzenie bez celu nie było takie złe. Ciemność spowijała wszystko, nie było tu żadnej latarenki, światło przeszkadza w oglądaniu nieba i dostrzeganiu niedostrzegalnego. Był ubrany w czarna kamizelkę, spod której widać było rękawy koszuli o tym samym kolorze. Całość wykończona była złotą nicią. Na nogach znajdowały się czarne, nieco zwężane spodnie z i buty kończące się przed kolanem. Widać było, że złotowłosy, albo lubi ten kolor, albo przeżywa żałobę. Zapewne oba stwierdzenia są trafne.
Kręconą czuprynę rozwiał silny powiew ciepłego wiatru, gdy mężczyzna znalazł się przy barierce. Przed jego oczami znalazły się chwile spędzone z Maureen. Kiedy to ich zabawą było rzucanie kamieni w dół urwiska i czekanie na dźwięk ich kontaktu z wodą. Nieraz niepokoili stąd mewy i inne ptaki, a służba za każdym razem musiała pouczać ich, aby więcej tego nie robili. Nie przestawali jednak, to były chwile, kiedy mogli przebywać razem, to było ich i tylko ich, nikt tego miał im nie odebrać… Stało się zupełnie inaczej…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Nie Sie 31, 2014 8:24 pm

Niebezpieczeństwo jest ciche i równie niespodziewane co miejsce w którym przyszło się na nie natrafić. Nigdy nie słyszysz chwili w której nadleci na szarych piórach i odbierze ci wszystko, co było najważniejsze. Nadzieję na lepsze jutro, pozorne poczucie szczęścia i tego, że czułeś się tu bezpiecznie. Niebezpieczeństwo, choć ma i dobre strony, z reguły nie zostawi na tobie suchej nitki, wprawi cię w lęk o przyszłość i sprawi, że stracisz resztki dobroci, jakie w tobie drzemią. Staniesz się po prostu zwykłą pustą skorupką, którą posklejać jest w stanie tylko mistrz swego fachu.
Ciemna plama nad jej głową zaczęła coraz jaśniej skrzyć się złocistymi kropkami, które migotały rozradowane w rytm fal obijających się o zbocze.
Alysanne wodziła wzrokiem od jednej gwiazdy do drugiej, próbując odnaleźć się w nowym miejscu, próbując odnaleźć coś charakterystycznego, coś, co pomogłoby jej w łatwy sposób pokazać namiastkę domu.
Kierunki świata znała doskonale, gdyby tylko zechciała, mogłaby wyjść z zamku i wskazać odpowiednią drogę, lecz w tej chwili szukała czegoś całkowicie innego. Czegoś, co pomogłoby jej przetrwać w nowym i nieznanym miejscu. Miejscu cichym i niezwykle pustym. Na moment odwróciła głowę, chcąc zerknąć na otaczającą ją czerń zamku. Otaczająca ją cisza, choć niepokojąca, dawała jej w tej chwili swoiste wytchnienie. Pomagała dojść do siebie po długiej podróży, oraz w jakimś dziwnym stopniu szykowała na spotkanie z nieznanym. Alysanne, jak każda kobieta o drobnej posturze obawiała się tego, co przyniesie jutro. Palcem wskazującym przejechała po balustradzie, zsypując z niej przy okazji kupkę niewielkich kamieni. Czy Ylvis będzie rozjuszony, gdy dowie się dokąd zaprowadziły ich końskie kopyta? Zawsze mogła zrzucić to na garb niestarannie wykonanych map, bądź na sędziwego maestera, jednak wątpiła, że potrafiłabyobarczyć winą kogoś innego niż na siebie samą.
To ona uparła się by iść zupełnie nieznaną trasą, nie patrząc na wytyczne i niezadowolenie ujawniające się w posapywaniu i chrząkaniu jej towarzysza. To ona zmusiła go i zwierzęta do nadłożenia drogi, tylko po to by spełnić własne pragnienia. Z pewnością będzie czekał ją przykry list od brata, gdy tylko się o tym dowie. Musiała czym prędzej wyjaśnić sytuację, by go nie niepokoić. Przeraziłby się, gdyby dotarły doń wieści, że panna Florent nie zawitała w Królewskiej Przystani na czas.
Nos dziewczyny delikatnie się zmarszczył, a dłoń zacisnęła w pięść. W każdej rodzinie, w każdym rodzie trafi się czarna owca. Ktoś, kto będzie miał problemy z edukacją, ktoś, kto nigdy nie puści strzały, ktoś, kto zawsze będzie spadał z konia i ktoś, kto nigdy nie posłucha dobrych rad. Czy należała właśnie do tych osób?
Z zamyślenia wyrwało ją dudnienie butów na korytarzu, przechyliła więc głowę w bok, pozwalając niewielkim, aczkolwiek lekko odstającym uszom nasłuchiwać. Nie musiała czekać zbyt długo, gdyż zaraz jej wzrok dostrzegł dłuższe jasne włosy i zarys ciemnej sylwetki, która w pośpiechu sunęła w podobnym kierunku co ona.
Na twarz lisicy wpełzł krótki uśmiech, miała bowiem cichą nadzieję, że przybysz okaże się być bardziej czujnym obserwatorem i ją dostrzeże- niestety na próżno.
Brew dziewczęcia powędrowała do góry, jednakże zabieg ten okazał się być niewidoczny dla kogokolwiek. Z wyraźnym zainteresowaniem przyglądała się osobie, próbując choć odrobinę mu się przyjrzeć. Choć niewiele mogła dostrzec wiedziała jedno. Nie tylko ona obrała sobie to miejsce do przemyśleń i wspomnień.
- Nocą myśli mają bardzo nieprzyjemny zwyczaj zrywania się ze sznurka.- powiew wiatru z pewnością poniósł dźwięczny głos w stronę Aart’a Lannistera, jednak był on na tyle cichy, że zwątpiła by mógł ją usłyszeć. Florent przestąpiła z nogi na nogę i obróciła się w jego kierunku, wyraźnie dając znać o swojej obecności. Jasne włosy łapały promienie księżyca, które leniwie wydobywały się spod zachmurzonego nieba, dodatkowo rozświetlając bladą i szczupłą twarz. Uśmiech zniknął równie szybko, co się pojawił pozostawiając po sobie jedynie ciekawskie spojrzenie.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Pon Wrz 01, 2014 2:31 pm

Powrót do świata oznaczał ból. Kiedy wszedł na taras, zdążył dostrzec jedynie piękno nocnego nieba i retrospekcje z lat dziecięcych, której jeszcze bardziej pogrążały dziedzica w nicości zwanej smutkiem. Zaraz potem odwrócił się w stronę, gdzie lekki powiew wiatru, przyniósł ze sobą zadziwiająco ciekawe słowa. Jego oczom ukazały się piękne kształty i twarz, których wrażenie podniósł  blask księżycowego światła. Wtedy właśnie zbudził się z letargu, zaciekawiony nieznanym, chciał dowiedzieć się więcej o tajemniczej osobie, która w tak subtelny sposób zagabiła go do rozmowy. W następnej chwili zrozumiał też z przerażeniem, że nie może uciec od tego uczucia. Pierwszy raz od dawna miał ochotę na rozmowę. Widownia była pusta, a ich scena cicha i spokojna. Czyżby zaraz miał się rozegrać najlepszy teatr w pokazowej historii Zachodniej Stolicy?
- Już bardzo dawno zerwały się ze sznurka, niestety teraz staram się jedynie złapać ich część i chociaż trochę przyswoić. Zapominanie nie świadczy dobrze o nas, a my robimy to nagminnie…- stwierdził z pewnością siebie. W jego oczach w dalszym ciągu gościł smutek. Pochylił się i spojrzał na fale rozbijające się majestatycznie o skalistą scianę, na której fundamentach stało Casterly Rock.
Widział ciekawość i pewność siebie. Dziewczyna najwidoczniej nie była byle kim. Któż to inny mógłby wspiąć się tak wysoko, aby zagrzać miejsce w najpiękniejszym zakątku Skały? Tylko osoba mająca możność dotarcia dalej, niż wielki hol.
- Jestem Aart Lannister. Miło mi cię poznać nieznajoma…- rzucił po chwili w dalszym ciągu spoglądając w dół. Wiedział, że mężczyźnie przystoi jako pierwszemu wyjawić swoją tożsamość, to też zrobił bez chwili zawahania. Dziewczyna zapewne i tak wiedziała z kim ma do czynienia, ale wolał, aby nie musiała wyciągać z niego tej informacji.
Teraz pozostało jedynie oczekiwanie na odpowiedź. Był ciekawy nowo poznanej blondynki, zwłaszcza, iż mniemał, że ma do powiedzenia o wiele więcej interesujących rzeczy, niźli by się to wydawało. Czas przyniesie odpowiedź na tę zagwozdkę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Pon Wrz 01, 2014 3:23 pm

- Alysanne.- wyraźnie zamyśliła się nad jego słowami i zapomniała o dobrych manierach. Dopiero po chwili zatrzepotała rzęsami, a na twarzy pojawiło się swoiste zdumienie. Odchrząknęła i przechyliła głowę w bok, by móc mu się przyjrzeć.
- Alysanne Florent.- pozwoliła sobie na drobną poprawę poprzedniego błędu i uśmiechnęła się lekko.
- Znad Jasnej Wody.- doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, że nie każdy mógł kojarzyć jej nazwisko, zwłaszcza tak wielkie rody jak jego dziedzictwo. Teraz, w świetle księżyca mogła mu się przyjrzeć. Słynny Lew w tej chwili bardziej przypominał jej młode kocię wrzucone do pobliskiego stawu. Mimo swojego wieku na jego twarzy pojawiły się oznaki zmęczenia, oraz kreska po niewielkiej zmarszczce, która musiała pojawiać się wtedy, gdy nad czymś intensywnie myślał. Czas jaki przeżył ostatnio na pewno nie ujął mu lat, a raczej dodał. Nigdy by go nie rozpoznała.
- Czasem zapomnienie okazuje się być najlepszą formą ucieczki.- rzuciła bardziej w eter niż w jego stronę, całkowicie pochłaniając się temu tematowi. Wiedziała, że cierpiał i nie potrafił tego ukryć. Być może dlatego tak starannie ważyła i dobierała słowa. Uśmiechnęła się na krótką chwilę, gdy w głowie pojawił się dobrze znany jej obraz, gdy wraz ze służką układały wianek. Każdy kwiat, każda łodyżka była dokładnie przemyślana, by całość nie straciła swojego uroku i by wyglądała tak jak należy.
- Chociaż prawda jest taka, że człowiek nigdy nie zapomina.- zmrużyła oczy i jednym ruchem odgarnęła kilka kosmyków jasnych włosów, które właśnie zakłóciły jej widok. Ponownie uniosła głowę do góry, by móc spojrzeć na otaczające ich niebo.
W końcu tylko głupiec pragnąłby pozbyć się najcudowniejszych wspomnień prawda? Człowiek chce zapomnieć by przez moment nie odczuwać straty.
- Brak kogoś bliskiego, to jak wyrwanie części siebie. Zapomnienie jest po prostu niemożliwe. Zawsze będzie czegoś brakowało.- tym razem wyraźny głos przeszedł w szept, jakby obawiając się reakcji Lorda na te słowa. Dopiero co stracił dwie ukochane osoby, wątpiła, że chciał słyszeć jej werbalne wymiociny. Wolałaby porozmawiać o czymś bardziej radosnym, o czymś, co pomogłoby mu wyrwać się z otaczającej go rzeczywistości, która stawała się pewnie coraz bardziej przytłaczająca.
- Panie, mam nadzieję, że jedyne o czym zapomnisz to o złych chwilach, jakie spotkały cię w towarzystwie tych osób.- tym razem jej głos odbił się o jego uszy z wyraźną pewnością i ugrzązł na dłuższy moment rozbrzmiewając niczym echo. Jej zdaniem odrzucenie czegoś dobrego równe było z poziomem inteligencji krzesła. Jak można zapominać chwile, które szarości życia nadawały swoistego koloru? Przecież to właśnie dla takich chwil się żyje, to właśnie z takich chwil powstają najcudowniejsze wspomnienia. To one nadają życiu nazwę i sens.
Aart mógł dostrzec jak dziewczyna z gracją czyni lekki pokłon i na moment traci tak dobrze utrzymywaną maskę. Przez ułamek sekundy mógł dostrzec współczucie i smutek. Ubolewanie nad tym, że śmierć odbija się echem nawet na ludziach, którzy dopiero co powinni rozpocząć swą drogę do starości, oraz lęk przed tym, że i jej bliscy w tej chwili zdają się być pod ostrzem kostuchy.
- Jasna Woda ubolewa nad Waszą stratą, Panie, oraz ma nadzieję, że w przyszłości będzie mogła się Wam jakoś przysłużyć.- uniosła głowę i ukazała typową dla siebie postawę pełną powagi i oficjalności.
- Szczerze współczuję.- dodała ciut ciszej i zerknęła na swoje buty, które ginęły gdzieś w ciemności.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Pią Wrz 05, 2014 11:30 am

Kurtuazja. Cóż to za śmieszne słowo. Niby brzmi ładnie, ale zaraz dostrzegasz za tym głębszy sens. Wszyscy wychowani na salonach umieją dobierać słowa, aby jak najbardziej połechtać ego innej osoby. Przez bycie pozornie miłym, starają się nie podpaść nikomu, aby w dalszym ciągu bezpiecznie stąpać po świecie. Gdyby nie to, wojny nie skończyłyby się w ogóle, a Siedem Królestw nie zostałoby wcale zjednoczonych. Spoglądając prawdzie w oczy, Westeros nie powstało, bo wszyscy tak zdecydowali... To strach przed Smokami skierował ten stan rzeczy w owym kierunku. Mimo tego, dalej powstają konflikty, których przyczynami nie są najczęściej chęć zdobycia obcych dóbr materialnych i ziem, a właśnie błędne wyrażanie myśli na głos, w obecności nieodpowiednich osób.
Cóż... Taki jest ten świat: dziwny i pokręcony, a co najgorsze, przyszło w nim żyć Aartowi. Od dziecka wychowywany był w myśl idei, iż dobre wychowanie to atut wspaniałego rycerza. Każda wizyta u innych okupowana była pozornym zadowoleniem. Tak na prawdę, żadną przyjemnością jest wlec się przez połowę królestwa, aby wypić wino, które można dostać u siebie na włościach.
- Dziękuję za te ciepłe słowa Lady Alysanne. - powiedział ciepłym, lekko chrypnącym głosem. Odwrócił twarz w jej stronę. Blada cera zaczęła połyskiwać w promieniach księżyca, nadając mu nieco mistycznego wyglądu.
-  Jeśli mogę wiedzieć... Co sprowadza cię do Casterly Rock?- zapytał. Nie chciało mu się wierzyć, że córa Lorda Jasnej Wody przybyła na Zachód, aby pooglądać gwiazdy w fortecy Lannisterów. Naiwność nigdy nie była wadą Młodego Lwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Sro Wrz 10, 2014 4:07 pm

W jej wypadku nie była to chęć połechtania, a po prostu dobre wychowanie. Nigdy nie potrafiła zachować się jak typowa wieśniaczka, nawet wśród najbliższych miewała problemy z pokazaniem czegoś więcej niż maski dobrze wychowanej kobiety. Być może tak długo otaczała się w kręgach dobrze urodzonych, że po prostu nie potrafiła zwyknąć do normalnych i luźnych rozmów.
Uśmiechnęła się lekko i przez dłuższą chwilę odwróciła wzrok w kierunku dochodzącego szumu znad wody. Mógł dostrzec w słabym świetle jak jej wątłe barki unoszą się i zaraz odpadają. Prawdę powiedziawszy nie do końca wiedziała dlaczego się tutaj znalazła. Nietaktem byłoby powiedzenie, że chęć odwiedzin, gdy w jego rodzimym mieście stały się takie tragedie. Kłamstwem natomiast byłaby odpowiedź, że już wcześniej planowała podróż w tę okolicę. Być może, coś ją tutaj przyciągnęło, ale nie wcześniejsze zainteresowania i plany.
Z ust Florent wydobyło się ciche westchnienie a wzrok ponownie skierował się w stronę Lwa.
- Nie wiem.- rzuciła krótko, marszcząc czoło, jakby próbowała ponownie się zastanowić nad sensowną odpowiedzią. Nigdy nie była dobrym podróżnikiem, to z pewnością przyznał każdy, kto miał ją przy sobie. Była uparta bardziej niż osioł czy muł. Gdy raz sobie coś postanowi, bądź uroi, będzie brnęła w zaparte, dopóki nie przekona się, że nie miała racji. W tym wypadku Maester znając możliwości swojej towarzyszki po prostu pozwolił jej przekonać się na własnej skórze do czego jest zdolna.
- Po prostu zbłądziliśmy.- sprostowała na koniec i chrząknęła czekając na salwę śmiechu ze strony Lorda Lannister’a.
- Zawsze miałam problem z odczytywaniem map.- uśmiech zszedł z jej twarzy i pojawiła się konsternacja.
- Jak i ze słuchaniem innych.- uzupełniła poprzednią wypowiedź i ponownie posłała mu krótki, pobłażliwy uśmiech.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Sob Wrz 27, 2014 4:57 pm

Podróżowanie to czynność, która nigdy nie należała do grona ulubionych zajęć Młodego Lwa. Gdyby nie fakt, że jest Dziedzicem Skały i przyszłym namiestnikiem, zapewne bardzo rzadko opuszczałby rodzinne strony. Nie znosił bólu nóg po zakończeniu podróży, a tym bardziej problemów z plecami. To nei tak, że nie znosi jazdy w siodle, wręcz przeciwnie, aczkolwiek wolałby nie sypiać w nim, co zdarzało mu się nader często. Najchętniej nie wyjeżdżałby poza granice Zachodniej prowincji, jadnak jak to mówią... "życie to nie koncert życzeń"
Skierował swoje oczęta na pannę, którą urodą dorównywała wszystkim najpiękniejszym damom, jakie do tej pory przyszło mu poznać. Obracanie się w kręgach ludzi zamożnych, uczęszczanie na bale i spotkania towarzyskie pozwoliło mu zapoznać się z naprawdę wieloma cudownymi kobietami.
- W takim wypadku bardzo cieszę się, że zawitałaś w nasze skromne progi. Casterly Rock zawsze będzie miało dla ciebie, Pani otwarte wrota...- powiedział nieco uroczyście. Alysanne zdawała się być wyjątkową osobą. Chyba jeszcze nie przyszło mu poznać tak ciekawiej i urokliwej dziewczyny.
- Także ciężko znoszę trudy podróży. Nigdy nie lubiłem udawać się w dalekie strony. To strasznie uciążliwe...- zakończył nieco już luźniej. Chciał rozpocząć normalną rozmowę, bez zbędnych uprzejmości. tego właśnie w tym momencie potrzebował. Wyrażanie współczucia może poczekać. Usłyszy to od tak wielu osób, że o ironio, jego rany powinny się zagoić...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Czw Paź 02, 2014 8:27 pm

To prawda, życie zawsze płatało figle a los pędził w tylko sobie znanym kierunku informując o swoich decyzjach w chwili, gdy okazywało się być za późno na podjęcie czynu i zmiany. Gdyby ona również miała prawo decydowana o swoim losie, to z pewnością nie zgodziłaby się na wysłanie jej tak daleko od domu, brak kontaktu z bliskim. Gdyby tylko mogła zaprzeczyć słowom brata, to z pewnością nie byłoby jej tutaj. Nie poznałaby jego. Siedziałaby w swojej komnacie delektując się płomieniami radośnie skaczącymi w rozgrzanym kominku. Za oknem nie czekał by widok nieznanego i jednocześnie tak przerażającego krajobrazu, oraz nie musiałaby się martwić doznania jakichkolwiek krzywd ze strony swoich zaufanych ludzi. Nie negowała tego, że i tutaj może spokojnie ułożyć się w łóżku i oddać snu, jednakże nieufność wobec obcych pozostaje w jej sercu jak maleńka drzazga, którą nie dość, że trudno dostrzec, to i wyjąć.
Nie należała do kobiet odważnych, lubiących wyzwania, ani do takich, które bawiłyby się w kokietowanie. Prócz tego uważała, że oczy są odzwierciedleniem duszy. Najczęściej swoją duszę ukrytą w miodowych tęczówkach skrzętnie chowała ucieczką w bok, bądź po prostu spuszczeniem wzroku. Tym razem uniosła głowę ciut wyżej i pozwoliła sobie na próbę rozszyfrowania jego duszy. Nie była dobrym obserwatorem, zwłaszcza w ciemnościach, nic więc dziwnego, że odwróciła się przodem do barierki, całkowicie ignorując dobre maniery. Dłonią pogładziła chropowate brzegi murku chroniącego ich przed przepaścią. Uśmiech, choć z początku niewielki, nagle nasilił się, ukazując rzędy jasnych i równych zębów.
- Nie uważasz, Aart’cie Lannisterze, że warto znosić trudy podróży, by później delektować się poznawaniem nowych kultur..- urwała na moment i odchyliła głowę w bok, by móc posłać mu ukradkowe, spojrzenie.
- I ludzi.- zakończyła i przestąpiła z nogi na nogę, czując jak stanie w miejscu powoli zaczyna się na nich odbijać. Powoli czuła jak po nogach zaczynają przesuwać się niewielkie mrówki łaskocząc i sprawiając, że mięśnie wyraźnie zmęczone bezruchem zaczynają żyć własnym życiem i płatać figle.
- Jak wiele zwiedziłeś, Lordzie? Ilu ludzi poznałeś?- tym razem nie odwróciła się, by móc skonfrontować się z jego spojrzeniem. Wzrok utkwiła gdzieś po przeciwnej stronie wody, jakby wyraźnie się zamyślając. Z pewnością się Lew rozbawi, gdy dowie się, gdzie ta drobna blondynka była, ale na to przyjdzie czas później.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Czw Paź 02, 2014 9:48 pm

Mimo młodego wieku zwiedził już tak wiele i zobaczył jeszcze więcej, ze teraz zaszyłby się najchętniej w swoim zamku i nigdy więcej go nie opuszczał. Pewne jest, że to uczucie zniknie, zaraz po tym, jak w końcu otrząśnie się z szoku po śmieci bliskich. Trauma czyniła z nim to, czego nie zrobiłby nigdy sam. Odebrała mu chęć życia i zabawy, co było dla niego zawsze tym, co cenił sobie najbardziej. Jeszcze kilka miesięcy temu nigdy nie powiedziałby, że nie ma ochoty na wyjście. Niestety okoliczności skłoniły go do rozmyślań nad wartością żywota, na razie kierowały się nie w tą prawidłową stronę, a w ciemne czeluści popapranych myśli o kruchości i beznadziejności losu ludzkiego.
Nie był nigdy na Południu, zwiedził Północ, Włości Korony, Dorzecze, zawędrował nawet do Doliny. Zawsze chciał zobaczyć Dorne skąpane w promieniach słońca, Starfall za panowania jego kuzynów Dayne, czy Ziem Burzy, które miały być domem dla jego zmarłej młodszej siostry. Możliwe, że kiedyś przyjdzie mu i ruszyć i w tamta stronę, szmat życia przed nim, może w przyszłości nie będzie musiał podróżować samotnie, co z całą pewnością umili mu czas.
- Jeśli jest to czymś, co lubisz…. Myślę, że to bardzo dobry sposób na poznanie wielu ciekawych osobowości i spuścizny pozostawionej nam po przodkach…- powiedział opierając się plecami o barierkę. Położył na niej obydwa łokcie pozwalając rozluźnić się nieco i w końcu odpocząć.
- Byłem wszędzie i nigdzie. Nie zobaczyłem prawdziwego oblicza żadnej z krain, które odwiedziłem. Jak wiesz, nie zobaczysz wiele kryjąc się w ciepłych murach zamków, opuszczając je jedynie na polowania i kontrolowane wycieczki.- odpowiedział na pytanie w międzyczasie poprawiając swoje kręone włosy.
- Poznałem tak wiele ciekawych charakterów, że trudno mi je spamiętać. Imiona tych mniej interesujących nie zagościły w mojej pamięci na długo. Powiem szczerze, że większość z nich życzy zapewne mojej rodzinie jak najgorzej, a na pewno połowa chciałaby zmiany rodu sprawującego władzę nad Zachodem…- urwał i chwilę, aby zastygnąć w bezruchu spoglądając w jeden punkt. Zamyślił się na krótki moment.
[b]- Nie będę mówił jednak ci o polityce. Tak pięknej kobiety nie muszą zamartwiać się sprawami tego typu… Może porozmawiajmy o celu twojej podróży? Gdzie to zmierzały twoje drobne stópki Panno Florent, że zabłądziłaś w moich stronach?[b]- zapytał z czystej ciekawości. Ciekaw był nie tylko tego, co odpowie, ale i jak zareaguje na jego śmiałość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Czw Paź 02, 2014 11:01 pm

Uśmiechnęła się delikatnie na jego słowa.
- I to właśnie jest w tym wszystkim najgorsze.-wyraz twarzy dziewczyny dzisiejszego wieczoru zmieniała się niczym chorągiew na wietrze. Zniknął uśmiech i ten nagły błysk w oku. Jasne czoło przeszyła zmarszczka i tak jak w głosie pojawił się grymas, tak w tej chwili postanowił pojawić się na jej twarzy. Nadęła policzki niczym zawodowy trębacz i wypuściła głośno powietrze, wyraźnie ukazując swoją postawę. Sama nie zwiedziła wiele, tak właściwie to mogła spokojnie powiedzieć, że była tylko i wyłącznie w jednym miejscu. Choć większość lat spędziła tam w odosobnieniu nie odbyło się bez kilku wypraw mających na celu poznać kulturę, jaka tam panowała. Gdyby tylko Lord Lannister zapytał ją o tamtejsze doznania, twarz pokryłaby się tak silnym rumieńcem, że wiele osób bez trudu pomyliłoby ją z dorodnym, dojrzałym pomidorem. Być może dlatego starała się omijać temat swoich przygód w innych zakątkach niż jej dom.
- Zawsze chciałam zamienić się z kimś niżej położonym ode mnie i  od mojego rodu.- dorzuciła raczej nieśpiesznie chwytając niewielki kamyk w kościste i chłodne dłonie.
- Bycie wysoko urodzonym ma przede wszystkim więcej obowiązków niż przyjemności. Nigdy nie pojadę gdzieś, aby nacieszyć oko. Moimi wyprawami zawsze coś kieruje. Jest tyle obowiązków, że faktycznie nie ma się czasu, aby poznać świat inny niż ten w zamku.- prócz tego było wiele gorszych oczekiwań ze strony rodu. Nie dość, że trzeba było godnie reprezentować ród wśród innych ludzi, to jeszcze było się po prostu na łasce decyzji głowy rodu. Przecież jej życie i przyszłość uzależnione były w głównej mierze od poczynań Ylvis’a. Polityka nie była jej konikiem, choć znała zasady tej zabawy i orientowała się w historii stosunków była jedynie pionkiem i nie miała nic ciekawego do powiedzenia w tej kwestii. Z ulgą przyjęła wieść o zmianie tematu, zaraz jednak zorientowała się, że wbrew pozorom wciąż będą wokół niego krążyć. Ich życiem kierowała głównie polityka, nieważne więc jak bardzo próbowali od tego uciec- to wciąż było wśród nich. Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie, a sama panna Florent wzruszyła jedynie ramionami.
- Moje drobne stópki..- urwała na moment z wyraźnym zadowoleniem akcentując początek swojej wypowiedzi. -…zmierzają do stolicy. Chociaż na chwilę obecną, to zmierzały.- ponownie wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się bardziej sama do siebie niż do Lwa.
- Tak właściwie to nie do końca wiem dlaczego.- dodała po krótkiej chwili i spojrzała w jego stronę, jakby oczekując wyjaśnień. Nie dosłyszawszy ich ponownie skierowała wzrok w stronę wody i jednym, lekkim ruchem zsunęła kamyczek w czeluść przepaści. Lord Jasnej Wody nigdy zawsze stronił od wyjaśnień, jakby mając nadzieję, że dziewczyna bez trudu go zrozumie. Choć zazwyczaj się nie mylił, to w tym przypadku Alysanne dałaby wszystko, aby poznać choć część tego, co siedziało mu w głowie.
- Najprawdopodobniej polityka. Wśród swojej rodziny jestem tylko pionkiem.- rzuciła w jego kierunku te słowa z wyraźnym niesmakiem. Uniosła brew, czując wyraźną ulgę na fakt, że w końcu to z siebie wyrzuciła. Nieważne jak silne więzi ją łączyły z bratem- ród zawsze będzie na pierwszym miejscu. Twarz wygięła się w dziwnym, bliżej nieznanym jej dotąd wyrazie. Wraz z tymi słowami pojawiło się wielkie rozgoryczenie, a wargi, choć próbowały wykrzywić się w uśmiechu raczej nie były w stanie. Dziwiło ją to, że jeszcze nie pchnęli jej w ramiona obcego mężczyzny by uzyskać jakieś dodatkowe korzyści.
Gorycz, tak jak po każdym trunku jednak szybko przeminęła zastąpiona wyraźnym zażenowaniem.
- Tutaj trafiłam całkowicie przez przypadek.- wywróciła oczami i potrząsnęła głową niedowierzając własnej głupocie.
- Czasem ciężko mi coś przetłumaczyć. Maester nie ma ze mną lekko, Aart’cie.- jak już wcześniej było wspomniane, Lisica musiała przekonać się na własnej skórze, że popełniła błąd by w ogóle się do niego przyznać.
Miodowe tęczówki przesuwały się po krajobrazie, aż w końcu spoczęły na mężczyźnie na dłuższą chwilę.
- Chociaż w tej chwili się cieszę, że jestem uparta. Chociaż mogłam wybrać lepsze okoliczności.- to fakt, z pewnością rozmowa przebiegałaby znacznie lepiej, gdyby głowy młodego Lorda nie zakrzątał kolejny obrządek pogrzebowy, zwłaszcza tak bliskiej osoby jak jego siostra.
Powrót do góry Go down

avatar
Nie żyje
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
192
Join date :
28/05/2013

PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   Pią Paź 03, 2014 2:39 pm

Casterly Rock nigdy nie było miejscem, w którym stroniono od polityki. To właśnei ten czynnik napędza życie dworu, nadaje obowiązki i cele. Lord nie byłby nikim więcej jak zwykłym człowiekiem, gdyby nie aneksje rodzinne, które go do tego stanowiska doprowadziło. Mówi się, że wszyscy wysoko urodzeni mają wyjątkową krew. Ciekawe czy jest to stwierdzenie prawdziwe czy nie? Zapewne najlepszy maester o tym nie wie.
Bycie pionkiem to uczucie, jakie odczuwa każde dziecko urodzone w rodzie o znanym nazwisku. Od małego uczy się ich jak ugrać sobie więcej przywilejów i jak pozyskac sobie większą ilość sojuszników. Kobiety uczy się sztuki, aby mogły zapewniać rozrywkę swoim przyszłym mężom, a także w celu zostania łakomym kąskiem dla każdego mężczyzny, a płeć brzydką uczy się walki i trenuje ich siłę fizyczną, aby owe kobiety chciały być z kimś ich pokroju. To jednak także są czynniki pośrednie, gdyż tak naprawdę to polityka znajduje im przyszłych towarzyszy życia. Mało kto ma możliwość wyboru osoby, z którą chce spędzić resztę pozostałego czasu.
Spojrzał na nią, gdy pod wpływem emocji zmieniała wyraz swojej twarzy, aby zaraz powiedzieć coś, co w ogóle do niego nie pasuje. Zabawne, gdyż pokazywało to, że kobieta jest zupełnie nieprzewidywalna, a do tego nieco zabawna w swojej powadze.
- A więc bardzo cieszę się, że to właśnie przeciwną stronę udało ci się zabłądzić, moja droga. - na jego twarzy zagościł uśmiech, obnażający białe jak światło księżyca zęby.
- Myślę, że tak naprawdę, twój maester lubi takie przygody. Może tego nie widzimy, ale to on ma okazję zobaczyć więcej z tego, o czym rozmawialiśmy…- niby niewidoczne, ale oczywiste. Maester mógł robić ze swoim czasem, co chciał. Jeśli jego zachcianką było zbieranie ziół w lesie na Północy, to mógł to zrobić, pozostawiając na swoim miejscu jakiegoś zastępcę. Rzeczywiście cieszą się oni pozorną wolnością; niby pod rozkazami osób wyżej usytuowanych na drabinie kompetencji, to oni są w stanie dostrzec kulturę i zwyczaje krain, które odwiedzają…
- Pomyśl nad tym... Odpowiedź dasz mi przy następnym spotkaniu...- dodał po chwili ciszy, chwycił dłoń Alysanne i ucałował ją wolno.
- Miło było Cię poznać, jednak teraz muszę już znikać. Życzę ci udanej podróży i aby mury Czerwonej Twierdzy nie pochłonęły twojej jakże ognistej osobowości....- rzucił wychodząc z tarasu.
zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Taras Widokowy   

Powrót do góry Go down
 

Taras Widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Punkt widokowy
» Przeszklony taras
» Taras [czwarte piętro]
» Taras
» Punkt widokowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Zachód :: Casterly Rock-