a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Dziedziniec



 

 Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Dziedziniec   Czw Sie 14, 2014 10:10 pm


***

Dziedziniec Jasnej Wody, jak i całe miasto zostało zaprojektowane przez ucznia  architekta, który stworzył Wysogród. Stąd wiele podobieństw pomiędzy obiema lokacjami. Siedziba rodu Tyrellów jest znacznie większa, i bardziej przypomina pałac niżeli zamek. Niemalże takie same warunki krajobrazowe pozwoliły jednak odwzorować charakterystyczny dziedziniec. Na środku znajduje się fontanna, która pompuje wodę z płynącej przez miasto rzeki. W ciągu dnia dziedziniec stanowi gwarne i zatłoczone miejsce, pełne konnych przybyszów zmierzających do zamku czy kupców ze Starego Miasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Czw Sie 14, 2014 11:20 pm

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy o mury zamku obiło się dobrze wszystkim znane echo. Koń powoli przestępował z nogi na nogę, idąc wyraźnie umęczonym krokiem. Jej właścicielka zasiadała wygodnie na siodle, popuszczając wodze i dając zwierzęciu odrobinę więcej luzu.
Dzień stanowczo można było zaliczyć do udanych. Pobliskie lasy sprawiły, że jej sakiewka, wcześniej pusta, w tej chwili została wypełniona po brzegi przeróżnymi ziołami, jak i pozostałościami po zwierzętach- głównie niewielkim porożem, zrzucanym przez młode kozły, a kołczan wypełniony był głównie strzałami bez grotów. Niestety braki w ćwiczeniach sprawiły, że dziewczyna straciła celność i trafiała nie w drzewo, a w kamienie wyrastające w gęstwinach.
Klacz zarżała, wyraźnie zadowolona z faktu, że jej podróż dobiegła końca i pochyliła łeb, by zanurzyć chrapy w zimnej i kojącej wodzie.
Florent zsunęła się z wierzchowca i opadła lekko na twardą powierzchnię, nie wydając przy tym żadnego głośniejszego hałasu, po czym rozejrzała się nieco uważniej. Jej wzrok błądził po niektórych twarzach, wyraźnie i niezwykle szybko tracąc nimi zainteresowanie. Ewidentnie kogoś poszukiwała, kogoś, kto wychodził po nią zawsze, gdy wracała zbyt późno.
Przetarła dłonią twarz, odgarniając przy tym kilka niesfornych kosmyków włosów, jednocześnie pozostawiając na czole niewielki, brudny ślad. Była zmęczona, jednak wiedziała, że ma przed sobą jeszcze sporo pracy.
Bez słów i większego zamętu podeszła do przodu Echo, uniosła jej łeb i zaczęła kojąco gładzić, jednocześnie czekając na powitanie.
Powrót do góry Go down

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Sie 15, 2014 12:11 am

Florent powrócił ze swoimi kompanami przed południem. Wcześniej, przez ponad miesiąc asystował swojemu bratu Angusowi podczas pierwszego transportu kamienia do nowo zakładanej wioski. Brat Ylvisa, który zajmował się wszystkimi przedsięwzięciami finansowymi rodu, miał od teraz za zadanie doglądać zleconych prac. Jego rola polegała w głównej mierze na tym, aby osadnicy z Dorzecza budowali wioskę zgodnie z planami architektonicznymi. W końcu nie miała to być zwykła osada. W planach było zbudowanie w pełni funkcjonalnego portu oraz stoczni, gdzie znajdować mogłaby się skromna aczkolwiek zawsze potrzebna flota rodu Florent. Można by więc uznać pomysł Ylvisa za przełomowy. Od tej pory Lisy nie musiałyby prosić o wsparcie morskie Starego Miasta i dumnego rodu Hightowerów, z którym relacje były ostatnimi czasy mocno oziębłe. Aczkolwiek i ten problem Florent miał już niedługo rozwiązać. Wszystko jednak w swoim czasie.

Zmęczenie podróżą oraz stres związany z ostatnimi wydarzeniami, mocno odbił się na Ylvisie. Po kilku miesiącach podróży po Westeros mógł w końcu pozwolić sobie na zasłużony odpoczynek. Powrócił w końcu do rodzinnego domu, gdzie znał każdy metr i każdą twarz. Ale za jedną szczególnie tęsknił. To ona śniła mu się gdy drzemał cały dzień na łóżku w swojej komnacie. Gdy się obudził musiała być ona pierwszą, którą ujrzy. Słońce zmierzało już na zachód, i nie było tak jasno jak podczas poranka kiedy to poszukiwał siostry. Dowiedział się iż ta wyruszyła wraz ze swoją małą świtą złożoną  z sióstr kapłanek i ich strażników do lasu. Postanowił zatem spotkać się z nią po upragnionym odpoczynku, na który udał się zaraz po porządnej kąpieli. Opłukał z siebie pył i brud podróży, i rzucił się nagi na łóżko. Wtedy słońce było jeszcze wysoko na niebie, teraz oznaczało spotkanie ukochanej siostry. Założył na siebie czyste szaty, które pojawiły się na krześle w sypialni i ruszył na dziedziniec, skąd usłyszał znane każdemu w tych murach echo, które obudziło go tego wieczoru. Oznaczało ono iż ktoś przybył do zamku. Przebiegł przez komnaty i wyskoczył na plac. Natychmiast dostrzegł ukochaną twarz swojej matki na licu swojej przepięknej siostry. Podszedł do niej i rzucił się z czułością w jej ramiona. Ucałował twarz siostry, kiedy to uświadomił sobie, że minęło już trochę czasu od kiedy to ostatnio się golił. Uśmiechnął się i już miał otworzyć usta by coś powiedzieć, kiedy to koń Alysanne zarżał wystarczająco głośno by przytłumić jego głos:
- Witaj siostro - spojrzał za siebie czy może kontynuować, chłopcy stajenni zajęli się już za odprowadzanie koni do stajni, mógł więc porozmawiać - Sporo czasu minęło od naszego ostatniego spotkania, w tych murach. Ty jednak nadal promieniejesz pięknem i blaskiem.
Rozejrzał się dookoła. Świta poczęła już się rozchodzić. Wziął więc siostrę pod rękę i ruszył do komnat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Sie 15, 2014 12:48 am

Mimo iż próbowała się uspokoić, jej ręce i ciało drżały z wyraźnej ekscytacji tym, co zaraz ma nadejść. Mimo iż od kilku dni wiedziała o powrocie pierworodnego rodu, ta postanowiła opuścić mury zamku na cały dzień. Przez pewną chwilę odczuwała wyrzuty sumienia z powodu braku powitania, które tak bardzo się mu należały. Z drugiej jednak strony Pani Natury nie powinna czekać.
Jej twarz automatycznie pojaśniała, a jej pełne usta wygięły się w szerokim uśmiechu, gdy go dostrzegła. Znała jego twarz praktycznie na pamięć, jednak w tej chwili dostrzegła coś jeszcze. Nie, nie był to zarost, o który Ylvis z reguły pieczołowicie dbał. Na jego twarzy pojawiły się zmarszczki nadchodzących problemów i obowiązków, jakie zostały narzucone na jego barki.
Alysanne wyciągnęła ręce przed siebie, by po chwili poczuć wyraźny ciężar, jaki naparł na jej ciało. Przymknęła na moment oczy i objęła Lisa, próbując zamknąć jego szeroką sylwetkę w żelaznym uścisku.
- Bracie.- od dłuższego czasu jej głos uwięziony był w gardle niczym niedźwiedź w sidłach kłusownika. Choć chciała mówić, to po prostu nie mogła. Z nikim w końcu nie rozmawiało się tak dobrze jak z nim. Przez większość czasu dziewczę pogrążone było we własnych myślach, wspomnieniach oraz dalekosiężnych planach łączących Reach z Panią Natury.
Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie, gdy odsunęła się od niego i uniosła oczy do góry, by móc obdarzyć go kolejnym, tym razem łagodnym i pełnym przejęcia spojrzeniem.
Choć w środku jej ciało urządziło sobie huczną imprezę, choć jej żołądek eksplodował z przejęcia, to na zewnątrz praktycznie w ogóle nic się nie działo. Jedynie miodowe tęczówki stały się bardziej wilgotne, rumieńce oblepiały policzki a usta co rusz wyginały się w krótkim uśmiechu.
Stała tak przez dłuższą chwilę, nie zwracając uwagi na to, że właśnie zabrali Echo, oraz to, że znaczna część jej świty właśnie się rozeszła.
- Jak zwykle uroczy.- dźwięczny głos odbił się od uszu jej towarzysza i ugrzązł tam na dłuższą chwilę. Alysanne posłała mu krótki, aczkolwiek niezwykle szczery uśmiech, po czym ujęła ostrożnie jego twarz w dłonie i pogładziła ją.
- Nie służy Ci to sprawowanie władzy, mój drogi.-- dodała po krótkiej chwili, jak zwykle ignorując komplementy. Dopiero teraz, gdy dokładniej przyjrzała się jego twarzy dostrzegła, że już tak nie promienieje jak niegdyś. Widoczne sińce pod oczami z pewnością informowały o wielu nieprzespanych nocach. Ojciec nigdy nie miał dla niego serca i właśnie w tej chwili zdała sobie sprawę dlaczego. Gdyby był tak pobłażliwy jak względem niej, z pewnością by nie podołał. To teraz na barkach Ylvis’a będzie spoczywał cały ród.
Ponownie z jej ust wydało się ciche westchnienie, a twarz ponownie przybrała zobojętniały wyraz, gdy zaczęli mijać pobliskich przechodniów.
- Z Ojcem jest coraz gorzej.- wyrzuciła to w końcu i przejechała wierzchem dłoni po zaczerwienionym policzku, pragnąc pozbyć się natrętnego gorąca.
- Pani Natury nie jest już w stanie mu pomóc.- urwała na moment, by w jakiś sposób dobrać odpowiednie słowa.
- Myślę Ylvis’ie, że jego czas się kończy, a zaczyna Twój.- uśmiechnęła się delikatnie, jak gdyby chcąc poprzeć własne słowa. To co dzieje się teraz jest po prostu próbą. Lisy i tak prosperują dużo lepiej, niż kilka lat temu. Plony od wieków nie były tak obfite, oraz w końcu Jasna Woda ma szansę się uniezależnić.
- Jak idą przygotowania?- miała nadzieję, że nie będzie musiała uściślić co ma na myśli. Niejednokrotnie okazywał empatię i dokładnie wiedział o co jej chodzi.
Powrót do góry Go down

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Sie 15, 2014 12:14 pm

Spotkanie z siostrą niosło ze sobą coś jeszcze. Nie było tylko symbolem miłości dwojga rodzeństwa. Tkwiła tutaj ogromna troska o siebie. W świecie gdzie trup ścielił gęsto dziedzińce zamków i równiny włości Alysanne była jedyną osobą, której Ylvis mógł zaufać. Jego bracia byli dla niego obcy. Pochodzili od innej matki, która była jedynie zastępstwem za jego ukochaną. Nie mógł sobie pozwolić na tak głęboką miłość do nich, na pewno nie na taką na jaką zasługiwali. Jednak to on miał wkrótce odziedziczyć władzę w Jasnej Wodzie. Do zadania tego był już przygotowany dłuższy czas i mógł się pogodzić ze stratą ojca. Z pewnością lżej przyjąłby wiadomość o jego odejściu, niż to było z matką. Do dnia dzisiejszego nie mógł pogodzić się z jej utratą. To mogło być powodem, dla którego Florent nie rozglądał się za żoną, dzięki której mógł trwać dalej ród Lisa. Ojciec także był zbyt zajęty jęczeniem z bólu we własnych komnatach niż zająć się przyszłością rodu. Problem ten jednak już niedługo Ylvis musiał rozwiązać. Wiedział jednak, że to w jego rękach tkwi jego przyszłość i nie musiał się śpieszyć z wybraniem odpowiedniej kobiety. W tej chwili nawet, o tym nie myślał ciesząc się spotkaniem z siostrą. Widać było, że coś ją trapi. Pozwolił jej jednak kontynuować zatrzymując się przy ostatnim pytaniu.
- Wszystko w porządku, aczkolwiek Stare Miasto podniosło cenę materiałów przywożonych ze wschodu. Ponoć piraci grasujący na Morzu Letnim przejmują coraz więcej transportów - przystanął na chwilę i spojrzał jej w oczy, nie wiedząc czy jest odpowiedni moment, aby powiedzieć siostrze o swoich planach. Ruszył jednak dalej, rozmyślając przez chwilę w ciszy. Skręcił w stronę kuchni co mogło się Alysanne zdawać dziwne, sądziła, że brat odprowadzi ją do komnat.
- Mam ci coś do pokazania, oraz bardzo ważnego do powiedzenia - powiedział, gdy przeszli już przez drzwi kuchni. Natychmiast zza rogu wyskoczyło małe stworzonko. Było białe z lekkim pomarańczem na ogonie i grzbiecie, w pysku trzymało jakąś resztkę z kuchni. Na widok ludzi czmychnęło pod stół.
- W okolicach Honeyholt natrafiliśmy na lisią norę. Ten maluch został odrzucony przez rodzinę, zapewne przez jego ubarwienie, które odstaje od normy. Moi kompani postanowili go zabrać, dopiero przed Jasną Wodą uświadomiłem sobie, że może sprawię ci niespodziankę darując ci, to oto stworzonko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Sie 15, 2014 3:24 pm

Z pewnością, każde kolejne spotkanie będzie niosło większą radość ze sobą, tylko i wyłącznie z jednego faktu- oboje byli w jednych kawałkach. Kolejny dzień bez bliskiej osoby był tylko i wyłącznie cieniem szczęścia, jaki sprawiał fakt, że był blisko. Że żył.
Być może właśnie dlatego Ylvis tak zwlekał z ożenkiem? W końcu kto chciałby utracić kogoś, na kim mu bardzo zależy? Przyszłość przestała być tak kolorowa, tyle się słyszy teraz o śmierci. To z pewnością odbiera ochotę do radości i snucia jakichkolwiek planów. Na całe szczęście, wśród Lisów na razie obchodziło się bez tego typu tragedii. Nawet śmierć Lorda wydaje się być niewielkim ciosem. Kto wie, może tylko i wyłącznie dlatego, że szykują się do niej od dobrych kilku miesięcy?
Alysanne uniosła brew lekko do góry, wyraźnie zdziwiona tak krótką informacją.
- Czy to dla nas jest sporym problemem?- jeśli idzie o morski handel, to panna Florent znała się na tym jak na budownictwie, czy walce. Z drugiej jednak strony, jej brat nie wydawał się być tym przejęty, czy zatroskany, więc raczej nie było sprawy, prawda?
- Czy pojechałeś tam tylko po to, by poinformowali Cię o łupieżcach?- przechyliła głowę delikatnie w bok, jednocześnie pozwalając jasnym i niesfornym kosmykom opaść na ramię. Jej włosy dzisiejszego dnia wyglądały jak kupka złotego siana, którą ktoś niezdarnie próbował ułożyć. Praktycznie każdy loczek powykrzywiany był od wiatru i stracił swój blask, z powodu pyłu jaki dostał się w nań podczas konnej jazdy. Prócz tego obsypane były niewielką, aczkolwiek widoczną ilością zeschniętych liści i starych gałązek, które zakończyły swój żywot na drzewie. Niestety, w tej chwili żadne wysiłki ze strony właścicielki włosów nie były w stanie doprowadzić jej do ładu. Umęczonej i zaczerwienionej od wiatru twarzy, oraz reszcie jej drobnego ciała potrzebna była solidna kąpiel i dziewczyna już miała ruszać w tak dobrze znanym sobie kierunku, gdy poczuła mocniejszy ucisk na ramieniu, oraz delikatne szarpnięcie kierujące ją w zupełnie przeciwną stronę.
Już miała wyrazić swoje zainteresowanie, gdy coś całkowicie odmiennego odwróciło jej uwagę od słów Ylvis’a. Dziewczyna przechyliła głowę w bok, uważniej lustrując nową własność swojego starszego brata. Zwierzę, choć małe i dość niesymetryczne w swojej budowie od razu wywołało na panience olbrzymie wrażenie. Z zauważalnym błyskiem w oku obserwowała dwoje ruchliwych i nieco przydużych uszu, brązowy i lśniący nos, oraz dwie złote tęczówki, które przez ułamki sekund na nią spojrzały. Nim zdążyła wykonać jakikolwiek ruch zwierzę zniknęło jej z pola widzenia.
Alysanne stała bez ruchu jeszcze przez moment, nim skierowała wzrok na Lisa, który nie uciekał, a przypatrywał się jej reakcji z wyraźnym zainteresowaniem. Mógł bez większego wysiłku spostrzec, że jego młodsza o dwa lata siostra, ponownie stała się podekscytowana, ale i również mniej pewna.
Mała kupka lisiego nieszczęścia wystawiła nos, a później głowę spod stołu, jednak Florent skupiła się na czymś, a właściwie to kimś innym.
- Czy on naprawdę jest dla mnie?- nie mogła uwierzyć w to, że miał odrobinę czasu by użerać się z młodym lisem w norze. Z pewnością złapanie go dla niej musiało mu sprawić sporo wysiłku. Uśmiech zabłądził na jej twarz, a jego właścicielka zarzuciła mu ręce na szyję, niczym pięciolatka, która właśnie dostała najcudowniejszy prezent na świecie. Wciąż pamiętał, że dla niej lis nie był tylko zwierzęciem umieszczonym w herbie. Ona sama po prostu kochała te zwierzęta. Uważała, że były lepsze od jakichkolwiek innych. Drobne, z reguły niepozorne, a potrafiły naprawdę wiele namieszać w życiu innego gatunku. Z pewnością przypisywane im cechy sprytu, przebiegłości i chytrości nie były czymś wyssanym z palca.
- Jest cudowny.- wymruczała mu na ucho i w podzięce musnęła wargami jego policzek. Chwilę później, trzymając w ręce kawałek surowego mięsa, pochylała się w kierunku malca. Nie wykonywała żadnych większych gestów, nie chciała go w końcu wystraszyć, a raczej zachęcić. Widząc jednak znikome szanse na podejście przestraszonego stworzenia tak blisko człowieka, położyła kawałek na ziemi i sama się odsunęła, po prostu czekając.
- Czy to są te wieści?- dopiero po chwili przypomniała sobie ostatnie słowa przyszłego Lorda Jasnej Wody. Nie była pewna, on zawsze lubił mieszać w słowach i sprawiać, że w głowie pojawiała się pajęczyna pytań. Wzrok z mężczyzny powędrował z powrotem w kierunku malca, który właśnie wychylił się i niepewnie rozszarpywał mięso na kawałki.
Powrót do góry Go down

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pon Sie 18, 2014 9:16 pm

Ylvis obdarował siostrę uśmiechem, widząc jak cieszy się z prezentu. Brakowało mu tego ostatnimi czasu. Spokoju, domu, uśmiechu. Kiedyś gdy był młodszy wyobrażał sobie swoje dorosłe życie jako pasmo przygód i turniejów. Jak widać większość przygód kończyła się źle, a zaproszeń na turnieje brakowało. Może już się starzeję, pomyślał patrząc jak jego siostra zerka na stworzenie.
- Tak jest twój. Nie było łatwo go złapać... ale to historia na jakiś inny wieczór. - powiedział cicho, aby nie wystraszyć zwierzęcia - Jest jeszcze mały, więc nietrudno powinno być go wytrenować. - dodał, gdy Alysanne karmiła lisa.
Florent też chciał jakiejś niespodzianki, która by go pocieszyła i wlała nadzieję, w jego rozeźlone serce. Sytacja w Westeros nie była ciekawa, a ród Florent mógł na tym dużo stracić, lub jeszcze więcej zyskać. Informacje o wydarzeniach w Królewskiej Przystani, jak i na innych polach Siedmiu Królestw, prześcigały się w nieprawdopodobieństwie. Ylvis musiał mieć kogoś, komu mógł zaufać najbardziej na świecie, kto byłby w środku tych wszystkich zdarzeń. Siostra musiała wyczuć, że nad czymś się zastanawia, zapytała bowiem o powód rozmowy.
- Nie moja droga. Wieści są inne - rozpoczął, łapiąc się nagminnie na wpatrywaniu się w obuwie - Chciałbym cię poprosić o wyjazd do Królewskiej Przystani. Do miejsca gdzie tyle się teraz dzieje. Przydzielę ci ochronę, maestera i część skarbu oraz sam zapewnię ci eskortę na wschód. Mam nadzieję, że wiesz czym motywowana jest ta decyzja? - zapytał, licząc na to, że Alysanne w głębi serca wie co się teraz dzieje, i że Jasna Woda nie jest już najlepszym miejscem na szukanie przyjaźni, sojuszy i snucie planów na przyszłość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość

avatar

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pon Sie 25, 2014 3:50 pm

- Myślę, że trening i oswajanie nie będzie problemem.- mruknęła z wyraźną satysfakcją, gdy małe zwierzątko wytknęło z zainteresowaniem nos, a zaraz potem przetoczyło się przez część kuchni, by dopaść smakołyk. Nim ktokolwiek się zorientował zwierzę ponownie było pod stołem. Dziewczyna powtórzyła tę czynność, tym razem przysuwając się nieco bliżej. Pan Florent powinien doskonale zdawać sobie sprawę z faktu, że jego młodsza siostra była osobą obdarzoną niezwykłą cierpliwością. Chwilę później ponownie kawałek dziczyzny zniknął w paszczy młodego lisa, który tym razem z wyraźnym zaciekawieniem wpatrywał się w nową właścicielkę. Podskoczył, gdy ta poruszyła się po kolejny smakowity kęs, nawet i trochę odsunął, jednak tym razem nie zniknął pod stołem. Musiał być naprawdę głodny, co rusz kłapał swą niewielką paszczą, jakby się trochę niecierpliwiąc. Aly podsunęła się bliżej, wyciągając dłoń przed siebie, widząc jednak jak w oczach pupila pojawia się lęk, zaraz ją zabrała i znów wzięła się za mozolny proces przybliżania się do niego. Cztery porcje później miała go na wyciągnięcie ręki. Nie spieszyła się jednak ze złapaniem go, gdyż wiadomym był fakt, że cała zabawa w kotka i myszkę pójdzie na marne.
- Dlaczego na inny? - uniosła wzrok w stronę Ylvis’a wyraźnie zaciekawiona. Przecież mieli naprawdę dużo czasu, w czym był problem? Już miała pytać, nawet otworzyła usta, jednak słysząc ponownie głos mężczyzny zamknęła je. Z każdym jego kolejnym słowem jej twarz stawała się coraz bardziej skamieniała, wyraźnie starając się ukryć rozczarowanie. Dobrze wiedział, że nie lubiła podróżować, że w każdym innym mieście czuła się po prostu źle. Brakowało jej tak dobrze znanych zakątków i miłych twarzy. Obce i nieznane bardzo ją przerażało, choć nigdy nie dawała po sobie tego poznać.
Z zamyślenia wyrwało ją szczenię, które zlizywało z jej dłoni resztki smakołyku. Spojrzała na niego i poruszyła ręką, chcąc sprawdzić, czy ucieknie. Odsunął się kawałek, jednak już nie uciekał. Postanowiła jeszcze raz dać mu jedzenie, tym razem jednak z ręki. Chwyciła część sarniny i wystawiła na dłoni, kierując wzrok na brata.
Musiał być naprawdę przyciśnięty do muru, prosząc ją o opuszczenie rodzimego domu. Sam przecież wiedział, jak teraz było łatwo zginąć.
- Nie wiem.- chociaż nie trudno było się domyślić, wolała się upewnić. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak nie było to już te same wygięcie warg, co poprzednio. Ledwie udało im się spotkać, a już mięli się rozstać. Nie spodobało jej się to.
Wzrok z Dziedzica skierowała na okno, za którym robiło się coraz to ciemniej. Noc była odpowiednia do podróży, jednakże nie do końca wiedziała ile zajmą jej przygotowania. Nie chciała ochrony, żadnych eskort. Przecież najbezpieczniej podróżuje się samemu, nie zdradzając się z niczym. Kto rzuca się bardziej w oczy? Jakaś kobiecina z całą załogą zbrojnych, czy prosta dziewczyna posiadająca u swego boku jednego, starszego mężczyznę?
Choć nie wypowiedziała tego na głos, choć nie poinformowała go, to decyzja została podjęta.
- Nim jednak tam trafię, chciałabym zwiedzić inne miejsca.- mruknęła i dotknęła miękkiego futra zwierzęcia, które z pomrukiwaniem zaczęło domagać się więcej jedzenia. Ile on był w stanie zmieścić- nie miała pojęcia, jednak Bjorn miał absolutny zakaz wchodzenia do spiżarni i kuchni. Wiedziała, że czas ich nagli, jednak wolała uznać to za zwykłą „wycieczkę” i przy okazji poszukać sojuszy w kilku innych miejscach.
Powrót do góry Go down

avatar
Reach
Liczba postów :
75
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Dziedziniec   Pią Sie 29, 2014 3:32 pm

Florent musiał szczerze przyznać, że tego nie chciał, ale jego siostra musiała opuścić rodzinny dom. Tak jak każdy, tak i ona miała teraz zadanie do wykonania. Ylvis musiał mieć kogoś kto pokręciłby się w lepszym towarzystwie i spróbował ugrać jakąś pozycję dla rodu Lisów. Tym kimś nie mógł być on sam. Nie sprawdzał się dobrze jako dworski pachołek czy posłaniec przed króla. Do tego typu misji lepsze były kobiety. To one potrafiły swoim czarem i umiejętnościami skłonić do całkiem ciekawych propozycji. Alysanne musiała być jednak silna i słuchać się brata. Nie po to wysłał z nią swojego najlepszego maestera, aby nie móc wysyłać do niej listów. Ród Florentów czekały teraz niepewne czasy, ale takie czasy sprzyjały niespodziewanym zdarzeniom... na które Lisy tak bardzo czekały. Ylvis musiał się dowiedzieć czy ktoś nie planuje wprowadzić w Westeros nieco zamieszania. Komuś takiemu sprytny Lis z chęcią by pomógł. Niestety największym problemem było to, iż Florentowie z nad Jasnej Wody nie byli dość rozpoznawalnym rodem. Zdobycie zaufania i przyjaźni któregoś z większych rodów będzie z pewnością trudne, ale tylko to pozwoli wywalczyć coś dla siebie. Pierwszym gwizdkiem, że coś się dzieje był konflikt na zachodzie, gdzie dumni Żelaźni Ludzie zaatakowali Lannisterów, mimo iż ponieśli druzgocącą klęskę po raz kolejny pokazali, że nikt nie może czuć się bezpiecznie. Ciekawszym zdarzeniem wydawało się być zamieszanie na południu. Florent jednak nie zdążył jednak ruszyć do boju, czego bardzo ostatnimi czasy żałował. Kto wie, może teraz piłby wino gdzieś w zdobytych dornijskich pałacach. Tym razem nie popełni tego błędu. Budowa portu może i zajmie wiele czasu, ale pozwoli na posiadanie swoich własnych okrętów... co w zamierzeniach może znacząco wpływać na przyszłość.
Przygotowania do wyjazdu Ylvis zarządził już po powrocie ze swojej podróży. Mniej więcej jak za godzinę na Alysanne miał czekać koń oraz straż wraz z zaopatrzeniem. Nim dosłyszał mruknięcie Alysanne Florent usłyszał wołane własne imię. Odwrócił się na pięcie, pozostawiając siostrę sam na sam ze zwierzęciem. Ruszył do głównej komnaty gdzie spodziewał się gości. Gdy otworzył drzwi ujrzał trzech mężczyzn. Dwóch starców i jednego młodzieńca. Lis od razu rozpoznał przybyłych.
- Witam serdecznie w moich skromnych progach. Calion Loddsmenter jak mniemam? Architekt, artysta, filozof - Ylvis uścisnął serdecznie dłoń wszystkim gościom i usiadł na swoim miejscu, by omówić plany budowy portu. Spotkanie trochę się przeciągnęło, ale Florent mógł pożegnać się z siostrą, nie miał jednak dla niej najlepszych wieści.
- Alysanne nie będę mógł odwieźć cię na wschód. Grunt pod budowę jest niepewny i będę musiał udać się na północ by bliżej się temu przyjrzeć. Mam jednak nadzieję, że nie zrobisz żadnych głupstw i ruszysz prosto do Królewskiej Przystani? - spojrzał na siostrę i uściskał ją, miał nadzieję, że nie po raz ostatni.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Dziedziniec   

Powrót do góry Go down
 

Dziedziniec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dziedziniec
» Krużganki
» Dziedziniec z wiaduktem
» Dziedziniec
» Dziedziniec

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Reach :: Jasna Woda-