a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Daeron Targaryen



 

 Daeron Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Gwardia
Skąd :
Dragonstone
Liczba postów :
101
Join date :
03/08/2014

PisanieTemat: Daeron Targaryen   Pon Sie 04, 2014 9:26 am


Daeron Targaryen










Wiek:
27 DNI IMIENIA
Miejsce urodzenia:
smocza skała
Ród:
targaryen
Stanowisko:
NAJMŁODSZY SYN JAEHAERYSA II
RYCERZ GWARDII KRÓLEWSKIEJ

Aparycja

Delikatny ruch wody w misie wprawiał odbijający się weń obraz w drganie - mimo to każdy potrafiłby rozróżnić jego najdrobniejsze szczegóły, zupełnie jakby patrzył na oryginał, nie zaś marną, nieco niewyraźną kopię. Duże, błyszczące oczy koloru lawendy nieruchomo wpatrywały się we własne odbicie, bez problemu odnajdując niewielką, ciemniejszą plamkę na lewej źrenicy - dziś wyglądała, jak postawiona granatowym atramentem kropka, choć Daeron doskonale wiedział, iż czasami bywała niemal niewidoczna. Nie lubił tej plamy, była niewytłumaczalnym defektem, o którego istnieniu zdawał sobie sprawę tylko on - lecz to w niczym go nie pocieszało. Z roztargnieniem potarł lewe oko, marszcząc gniewnie brwi, nieco ciemniejsze niż jasna, niemal srebrna czupryna na jego głowie. Włosy, opadające lekkimi falami na czoło oraz kark, mogły sprawiać wrażenie zbyt długich oraz… zwyczajnie nieuczesanych - jednak pomimo starań balwierza nadal żyły na swój własny sposób, nigdy nie poddając się usilnym próbom doprowadzenia ich do porządku. Rozmiaru tragedii dopełniała blada, być może dla niektórych (lecz na pewno nie każdego) w miarę przystojna twarz - a przynajmniej byłaby taka, gdyby częściej gościł na niej uśmiech. Lekko opadające w dół kąciki ust nadają jej niemal smutny wyraz, tym samym zaskakująco dobrze komponując się z poważnym spojrzeniem. Naturalnie, bywały i wciąż bywają chwile, gdy Daeron się uśmiecha - robi to jednak na tyle rzadko, iż jedynie nieliczni widzieli radość na jego twarzy.
Ciche westchnięcie, które wyrwało się z jego piersi, spowodowane zostało zdjęciem lnianej koszuli i zanurzeniem rąk w gorącej wodzie - lubił lekkie mrowienie pod skórą wywołane ukropem. Podobnie jak większość członków rodu Targaryen po prostu… musiał wylewać na siebie kolejne kubki wrzątku. Nie bolało. Ani dziś, ani wczoraj… ani nigdy. Jedyną wadą podobnych kąpieli w wypadku Daerona było zaróżowienie oraz swędzenie blizn - odznaczały się wtedy od bladej skóry niczym ponure, bezzębne uśmiechy starca. Nie miał ich wiele, przynajmniej zaś nie tyle, by stanowiły problem - najbardziej dokuczliwa mogła być ta ciągnąca się od połowy prawego boku  po samo biodro, lekko sierpowata i bez wątpienia paskudna - trwała pamiątka z turnieju rycerskiego, gdzie feralnie złamana kopia głęboko zraniła Targaryena.
Woda spływająca po skórze Daerona podkreślała jego mięśnie - nie tak pokaźne, jak u Maegora, lecz bez wątpienia twarde jak stal… oraz gotowe do odpowiedniego użycia. Wzrost wynoszący pięć stóp i osiem cali także nie należał do najbardziej zaskakujących - lecz w zupełności wystarcza do godnego prezentowania się w zbroi, to w niej bowiem Daeron prezentuje się na co dzień podczas służby, nieco lżejszy przyodziewek ubierając dopiero, gdy znajduje chwilę wolnego czasu… co zwykle następuje dopiero podczas głębokiej nocy.


Biografia


Powiadają, że w czasach przed Zagładą Valyrii był pośród potomków Smoka wojownik, którego kunszt nie miał sobie równych we wszystkich częściach znanego świata. Lady Daena Targaryen, matka babki Aenara Targaryena, dowiedziawszy się o tym, sprowadziła go do swego pałacu, aby zdolności dalekiego krewnego chroniły jej cenne życie. Jednakże po niedługim czasie wojownik zatęsknił za zamkiem, gdzie pozostawił małżonkę oraz za dziećmi, z którymi zmuszony był się rozstać, i potajemnie opuścił dominium swej pani. Pani Smoków, wpadłszy w wielki gniew, rozkazała pojmać uciekiniera i odrąbać mu nogi, aby nikogo innego nie strzegł ten, kto ośmielił się wzgardzić jej łaskami. Sława wojownika nie zgasła jednak - nawet w odległych dominiach Valyrii chwalono i podziwiano jego sztukę. Lady Daena, sądząc, że jej rozkaz nie został wykonany, posłała siepaczy, aby zgładzili wojownika i ostatecznie rozwiązali upokarzającą sytuację. Ku swemu zdziwieniu ujrzeli oni leżącego w łożu kalekę, dzierżącego w dłoni ostrze i gotowego czołgać się w znoju w obronie swych bliskich. Nim zginął pod ciosami mieczy, miał ponoć rzec:

„Zabierzcie moje życie, skoro niczego więcej nie potraficie mi odebrać”.

Przyjęło się przeto, by członkowie Gwardii Królewskiej nie posiadali małżonki, nie płodzili dzieci, nie mieli własnych ziem oraz dóbr - ich oczy, uszy, serca, zdolności, myśli i siła należeć będą do króla… od dnia mianowania…

… aż po dzień śmierci.


Dworność i ogłada


Jak bogowie mi świadkiem, była to noc pełna cudów. Cudów, tak! Nie inaczej nazwać można to, co zaszło na morzu i na lądzie, na ziemi i niebie, w sercach ludzi… i potworów, którzy ludźmi się mianują. Powiadam, noc pełna cudów…
Po tygodniu jesiennych sztormów uderzających w Smoczą Skałę, po długich siedmiu - tak, siedmiu, boska liczba, liczba święta! - dniach wycia wiatru, szaleńczego tańca morskich fal, przeraźliwego zimna… nastała cisza. Nad skalistą, niewielką wyspą, gdzie podbój Siedmiu Królestw rozpoczął Aegon Zdobywca, nocne niebo rozświetliły setki, jeśli nie tysiące gwiazd, malutkich i ostrych jak główki szpilek - była to piękna oraz spokojna noc jesieni dwieście pięćdziesiąt siódmego roku po Lądowaniu… była to noc, gdy na świat przyszedł czwarty syn Jaehaerysa Drugiego, przyszłego króla Rhoynarów, Andalów i Pierwszych ludzi. Narodziny dziecka nie były niczym niezwykłym - naturalne następstwo po dziewięciu księżycach brzemienności - niezwykłe za to okazało się zachowanie małego księcia.

Spokojny jak cisza na morzu, która podczas porodu zapadła na Wąskim Morzu.
Niemal nieśmiały - bogowie, co ja wygaduję, nieśmiałe dziecko… ale taki naprawdę był Daeron - chorobliwie wręcz nieśmiały. Maester wymierzył trzy klapsy, nim mały Targaryen w końcu zechciał zakwilić,  ale najwyraźniej uznał, że to niezwykle niegrzeczne wobec zmęczonej po połogu matki i skulił się w jej ramionach, zasypiając… cóż, jak niemowlę. Było w nim coś niepokojącego, lecz nie w ten negatywny, mrożący krew w żyłach sposób - niepokój ten rodził się, gdy spoglądano w okrągłe, fiołkowe oczy maleństwa… oczy poważne jak u starca, obserwujące świat z dziwną dozą rezerwy, niemal przepraszająco. Co prawda, czasami miewał swoje humory i płakał bez powodu, jednak zwykle był cichy, grubiutki oraz dostojny - zaraz też służba nazwała Daerona Małym Lordem, bowiem z każdym kolejnym rokiem życia przejawiał zaskakującą zdolność do zachowywania się z dwornością godną lordowskiego pana… bądź rycerza.

Pobożność

Odkąd tylko nauczył się chodzić, Pani Matka wciąż zabierała go do septu. Woń kadzideł, dym, półmrok, nieruchome posągi Siedmiu Bogów i dostojne słowa - każda z tych wizyt napawała Daerona szczerą obawą. Pamięta półmrok i chłód  bijący od kamiennych ścian, chybotliwe płomyki świec i powolny rytm pieśni, który zdawał się rozpływać w cieniu. Wypowiadane słowa miały dla niego niemal magiczny wydźwięk: Matko, Ojcze, Kowalu... wizyty w sepcie przyprawiały Daerona o dreszcz podniecenia i lęku, znacznie silniejszego niż podczas snutych przez Maegora przerażających historii z dawnych czasów - w przeciwieństwie do nich ceremonia zawsze była  prawdziwa. W końcu wizyty w sepcie stały się dla małego Targaryena wyczekiwaną atrakcją, co pani matka błędnie przypisywała niespotykanej w tym wieku religijności. Wszystko uległo
niespodziewanej zmianie w chwili, gdy do sześciu znanych imion dołączyło siódme, dotychczas sprawnie pomijane.
Nieznajomy.
Wystarczyło jedno spojrzenie w ciemny kąt septu, aby przyjemna fascynacja zniknęła. Część świątyni przeznaczona dla Nieznajomego pogrążona była w cieniu, nie paliło się tam ani jedno kadzidło, ani jedna świeca - jednak Daeron był przekonany, iż z mroku patrzyło na niego olbrzymie oko, otoczone wieńcem promieni, zamknięte w wielkiej, siedmioramiennej gwieździe. Jego wpatrzona wprost w Targaryena źrenica wydawała się martwa, choć  zarazem groźna, jakby należała do trupa, który zamierza za chwilę zerwać się z chichotem i rzucić do gardła. Daeron nie umiał wyobrazić sobie obrzydliwszej i  bardziej bezdusznej rzeczy niż Nieznajomy oraz jego mroczne oko. Mógłby je jakoś zaakceptować, gdyby należało do Innego, ale przyjąć, że ta czarna dziura jest źrenicą boga?
Wizyty w sepcie przestały być niego rozrywką. Pod świdrującym spojrzeniem Siedmiu czuł się jak robak na haczyku, z czasem zaczął wykręcać się od  obowiązku, wynajdując sobie coraz to rozliczniejsze  wymówki, ku niejakiej uldze pani matki, która  zaczęła się już obawiać, że jej syn wybierze w przyszłości mało pociągającą rolę septona. To zresztą nie było zbyt prawdopodobne - największą wadą Daerona był fakt, iż… nigdy nie uczył się za dobrze. W milczeniu podziwiał postępy Aerysa, Maegora, Naerys i Rhaenys - lecz kiedy tylko sam siadał nad otwartymi księgami, czytanie przychodziło mu z niepokojącym trudem. Musiał w pocie czoła pracować nad nauką pisania - rzeczą, która jego rodzeństwu oraz kuzynostwu przychodziła z łatwością - kiedy zaś nadchodził moment studiowania woluminów, męczył się niemiłosiernie, niejednokrotnie rezygnując z nieudolnych prób. Wraz z biegiem lat, głównie dzięki wytężonej pracy, udało mu się pokonać niechęć do ksiąg - nadal jednak ich czytanie zajmuje mu więcej czasu, niż jego najbliższym… co poniekąd stanowi powód nieśmiałości Daerona - często czuje się zbyt głupi, aby zabrać głos i na nic zdają się tłumaczenia, iż nie jest durniem.
A przynajmniej nie takim, za jakiego się uważa.


Męstwo

- Uderzaj, uderzaj, Daeron, uderzaj, uderzaj! - warczał dowódca Straży Miejskiej, tłukąc go po ramieniu trzcinką.
- Ych! - niemal charknął Targaryen, wymachując mieczem treningowym, ciężkim, choć skandalicznie przytępionym.
- Chcę widzieć, jak porusza się prawa ręka, dzieciaku! Szybko niczym wąż! Chcę, żeby ruch tych dłoni mnie oślepiał!
Targaryen wykonał jeszcze dwa niezgrabne pchnięcia nieporęcznym kawałkiem żelaza. Była to istna tortura. Jego palce, nadgarstek, przedramię, bark płonęły od  wysiłku. Oblewał się potem, który spływał mu z twarzy grubymi kroplami. Dowódca miejskich strażników parował te nieporadne wysiłki od niechcenia.
- Teraz tnij! Tnij lewą!
Daeron, wkładając w to całą siłę lewego ramienia, zamachnął się wielkim młotem kowalskim, mierząc w głowę starego człowieka. Ledwie mógł podnieść to przeklęte narzędzie nawet wtedy, gdy był wypoczęty, a teraz, gdy po nie sięgnął, niemal czuł zrywające się mięśnie. Dowódca odsunął się bez wysiłku na bok i trzasnął go kijkiem w twarz.
- Auuu! - zawył młody, niespełna piętnastoletni książę, zataczając się do tyłu. Młot wysunął mu się z palców, gdy próbował ująć go pewniej. - Do jasnej kur…!
Kiedy się schylił, by rozmasować płonące żywym ogniem palce u stopy, żelazny pręt uderzył z brzękiem o podłogę. Daeron poczuł żądło bólu, gdy starszy mężczyzna walnął go w tyłek - trzask uderzenia przebiegł echem po dziedzińcu - i runął na twarz.
- To żałosne! - wrzasnął dowódca. - Wprawiasz mnie w zakłopotanie, książę, i to w obecności króla!
Aegon Targaryen, dziadek Daerona, kołysał się na krześle i trząsł od tłumionego śmiechu. Młody książę wpatrywał się w nieskazitelnie lśniące buty władcy, nie mając najmniejszej ochoty się podnosić.
- Wstawać, młodzieniaszku! - zawołał dowódca. - Mój czas jest cenny! Proszę przynajmniej o nim pomyśleć.
- W porządku! W porządku!
Daeron dźwignął się z wysiłkiem na nogi i stanął, chwiejąc się w promieniach gorącego słońca. Dyszał spazmatycznie i ociekał potem. Dowódca miejskich strażników przysunął się do niego i powąchał mu oddech.
- Już dzisiaj piłeś? - spytał głosem nieznoszącym sprzeciwu i zmarszczył wąsy. - I poprzedniej nocy, bez wątpienia!
Daeron milczał.
- Niech to wszyscy diabli! Ledwoś starł rękawem mleko spod nosa a już idziesz w ślady starszego brata! Mamy cztery miesiące do turnieju, cztery miesiące, by zrobić z Ciebie szermierza, rycerza, człowieka honoru!
Dowódca czekał na odpowiedź, ale Daeronowi nic nie przychodziło do głowy. Brał w tym udział tylko po to, by sprawić przyjemność ojcu, ale jakoś nie sądził, by właśnie to chciał usłyszeć stary żołnierz, poza tym nie miał ochoty oberwać ponownie.
- Bah! - warknął dowódca w twarz Targaryenowi i odwrócił się, ściskając w obu dłoniach kij za plecami.
- Ser, ja… - zaczął Daeron, ale nie dokończył - stary żołnierz odwrócił się błyskawicznie i dźgnął go prosto w żołądek. - Ygh...! - wyrzucił z siebie i osunął się na kolana. Dowódca stanął nad nim.
- Czeka księcia mały spacerek.
- C… co?
- Pobiegniesz stąd do Wieży Namiestnika i wejdziesz na sam jej szczyt, aż do balustrady. Zorientujemy się, kiedy tam dotrzesz, gdyż razem z miłościwym królem zamierzamy uciąć sobie partyjkę cyvasse na tym dachu. - wskazał sześciopiętrową część twierdzy za swoimi plecami. - Będzie stamtąd doskonale widać wieżę. Zobaczę Cię, więc nie ma tym razem mowy o oszukiwaniu! - oznajmił, po czym trzepnął Daerona po głowie. - Jak już pokażesz się na szczycie wieży, zbiegniesz na dół, i to jak najszybciej, a ja będę wiedział, czy tak rzeczywiście jest, bo jeśli nie wrócisz, zanim skończymy grę, to pobiegniesz znowu.
Daeron skrzywił się.
- Miłościwy władca gra doskonale w cyvasse, będę więc potrzebował około pół godziny, żeby go pokonać. Sugeruję, żebyś ruszył  od razu.
Daeron pochylił się nisko i pobiegł truchtem w stronę łuku na drugim końcu dziedzińca, mamrocząc pod nosem przekleństwa.
- Będziesz musiał biec trochę szybciej, książę! - krzyknął za nim dowódca. Targaryen miał wrażenie, że jego nogi to kloce z ołowiu, ale zmusił je do ruchu.
- Kolana w górę! - wrzasnął wesoło starszy rycerz. Daeron ruszył korytarzem, stukając głucho butami po posadzce, i minął odźwiernego przy drzwiach, który uśmiechał się z wyższością, po czym wypadł na szeroką aleję. Przebiegł wzdłuż porośniętej bluszczem ściany zamku, przeklinając zdyszanym głosem imiona dowódcy Straży Miejskiej i własnego ojca, a potem wzdłuż pozbawionej okien bryły Twierdzy Maegora, z jego zamkniętą na głucho ciężką bramą frontową. Minął kilku bezbarwnych dworzan, spieszących w obie strony, ale Czerwona Twierdza była o tej godzinie popołudnia spokojna i Daeron nie zobaczył nikogo interesującego, zanim wbiegł między krużganki Królewskich Ogrodów. W cieniu rozłożystej wierzby siedziały trzy modne damy w towarzystwie starszej przyzwoitki. Targaryen przyspieszył bezzwłocznie kroku i ukrył zmordowanie widoczne na jego twarzy pod maską uśmiechu.
- Szanowne panie... -  rzucił, przebiegając obok. Usłyszał, jak chichocą do siebie za jego plecami, i musiał sobie pogratulować, ale zwolnił tempo o połowę, gdy tylko zniknął im z oczu.
- Niech diabli porwą to wszystko. - powiedział do siebie, podążając niemal spacerkiem, kiedy skręcał w wąską ścieżkę prowadzącą między murami do wieży, ale natychmiast musiał przyspieszyć. W odległości niespełna dwudziestu kroków pojawiła się trójka Królewskich Gwardzistów, perorując o czymś zaciekle.
- Książę Daeron! - krzyknął ser Darklyn, błyskając w słońcu straszliwie białym materiałem płaszcza. - Biegnij z całych sił! Postawiłem dwadzieścia smoków na Twoje zwycięstwo w turnieju!
Daeron wiedział z dobrego źródła, że Gwardzista postawił na Bremera Tranta sto smoków, ale mimo wszystko skłonił się tak nisko, jak pozwalał mu na to bieg. Oddalając się, usłyszał za plecami wiwaty i niezbyt entuzjastyczne okrzyki zachęty ze strony Białych Płaszczy.
- Cholerni idioci. - syknął pod nosem Daeron…
… ale pragnął za wszelką cenę stać się jednym z nich.

Honor

- Co masz zamiar zrobić… dalej? - nieprzenikniona twarz Aerysa zwróciła się w stronę Daerona, zaś jego czujne oczy wychwyciły spojrzenie brata, jakby pragnęły wyrwać z niego odpowiedź siłą.
- Co masz na myśli mówiąc „dalej”? - młodszy Targaryen uśmiechnął się z roztargnieniem, odgarniając z czoła niesforny kosmyk włosów.
- Z życiem. Mając szesnaście lat zdobyłeś tytuł rycerski, zostałeś na dworze i przez trzy lata nie zrobiłeś nic, by zmienić swoje poło…
Koń przystanął i prychnął, potem zadrżał spłoszony i cofnął się z wahaniem o krok. Daeron zmarszczył czoło, niemal odruchowo spinając rumaka i wysuwając się przed brata. Obecność ludzi, w dodatku brudnych była niemal namacalna - powinien był zauważyć to wcześniej, ale był zbyt zajęty gorączkowym poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie Aerysa.
- Co się stało?
Jakby w odpowiedzi na jego pytanie, zza drzewa, które rosło mniej więcej w odległości dziesięciu kroków, wynurzył się jakiś człowiek, nieco dalej drugi. Byli bez wątpienia szumowinami - brudni, odziani w podarte kawałki futer i skóry. Ten chudy po lewej stronie miał włócznię z ostrzem najeżonym kołkami. Ten wielki, po prawej stronie, trzymał ciężki, nakrapiany rdzą miecz, na głowie zaś miał stary powyginany hełm z ostrym czubem. Ruszyli do przodu, szczerząc w uśmiechu zęby dokładnie w chwili, w której Daeron posłyszał za plecami jakiś dźwięk i zerknął przez ramię; zamarło w nim serce. Trzeci mężczyzna, z wielkim czyrakiem na twarzy, szedł ostrożnie w kierunku starszego Targaryena, trzymając w obu rękach ciężki topór.
Aerys nachylił się z siodła; jego oczy nie wyrażały strachu, jednak szczera obawa malująca się na twarzy burzyła ten pozorny spokój. Przez kilka uderzeń serca Daeron przeklinał w duchu własną głupotę - nie powinni byli oddalać się od orszaku, co to był zresztą za pomysł: braterska rozmowa na osobności…
- Czy to bandyci? - dziedzic rodu, przyszły król Westeros, ale przede wszystkim - uzbrojony jedynie we własną godność Aerys wpatrywał się z dziwnym spokojem w obcych.
- Jesteś jasnowidzem! - syknął przez zaciśnięte zęby młodszy Targaryen, niemal czując, jak kolejne uderzenia szału zalewają jego ciało. Obcy zatrzymali się dwa kroki przed braćmi.
- Ładne konie.- warknął mężczyzna w hełmie. - Może byście je pożyczyli?
Ten z włócznią uśmiechnął się, ujmując wodze.
Sprawy przybrały całkowicie niepomyślny obrót. Jeszcze przed chwilą wydawało się to prawie niemożliwe, ale los bywał uparty. Daeron wątpił, czy Aerys przyda się na cokolwiek w tej sytuacji. To oznaczało, że musi uzbrojony jedynie w nóż stawić czoło trzem przeciwnikom… a mogło być ich nawet więcej. Gdyby nic nie zrobił, zostałby wraz z własnym bratem obrabowany i najprawdopodobniej zabity.
Cóż, trzeba patrzeć trzeźwo na takie rzeczy.
Daeron jeszcze raz przyjrzał się trzem bandytom. Nie spodziewali się walki, w każdym razie nie ze strony bezbronnych ludzi - włócznia była trzymana przy boku, miecz wymierzony w ziemię. Nie wiedział, jak ma się sprawa z toporem, musiał więc w tym wypadku zaufać szczęściu. Jest przykrym faktem, że ten, kto uderza pierwszy, uderza też zazwyczaj ostami, więc Targaryen zwrócił się ku człowiekowi w hełmie. Zanim tamten wykonał jakikolwiek ruch - Daeron wyrwał stopę ze strzemienia i, ryzykując upadek z konia, kopnął go prosto w twarz. Coś zachrzęściło nieprzyjemnie pod podeszwą, dźwięk ten był jednak niczym z wrzaskiem, jaki wydobył się z gardła obdartusa. Koń Aerysa wystraszył się gwałtowności ruchów mężczyzny, który zwalił się na ziemię z twarzą zalaną krwią, i cofnął się, rżąc niespokojnie. Chudy zatoczył się z głośnym sapnięciem, a wtedy Daeron skoczył na niego, chwycił drzewce włóczni jedną ręką i walnął go głową w twarz. Rozległ się głośny chrzęst nosa zmiażdżonego czołem; mężczyzna zachwiał się do tyłu. Targaryen pchnął go, trzymając za włócznię, wziął szeroki zamach prawą ręką i wymierzył potężny cios w szyję - bandyta zwalił się z przeraźliwym charkotem, Daeron zaś wyrwał mu drzewce z dłoni… i wtedy poczuł za sobą jakiś ruch. Rzucił się gwałtownie na ziemię, odtoczył na bok, w lewą stronę - topór przeciął ze świstem powietrze nad jego głową i wyciął długa szramę w końskim boku, zraszając ziemię kroplami krwi i rozrywając popręg siodła. Bandyta z czyrakiem na twarzy zachwiał się, obracając wraz z toporem. Daeron skoczył na niego, ale zrobił rzecz najbanalniejszą: skręcił sobie kostkę na jakimś kamieniu i zatoczył się jak pijany, wyjąc z bólu. Koło jego twarzy śmignęła strzała, wystrzelona gdzieś spomiędzy drzew, i zniknęła w krzewach po drugiej stronie drogi. Koń rżał i wierzgał, przewracając obłąkanymi oczami, by po chwili pogalopować przed siebie w szaleńczym pędzie. Aerys krzyknął coś do brata, obracając rumaka z gwałtownością i wskazując na jakiś punkt za linią lasu -  Daeron nie miał jednak czasu o tym myśleć. Zaszarżował z dzikim rykiem na człowieka trzymającego topór, celując włócznią w jego serce. Przeciwnik zdążył unieść broń i sparować uderzenie ostrza, ale nie dość szybko. Dzida przebiła mu bark i obróciła nim dookoła osi. Rozległ się ostry trzask pękającego drzewca, Targaryen zaś stracił równowagę i runął do przodu, zwalając przeciwnika na ziemię. Sterczący z jego pleców czubek włóczni rozorał mu głęboko czaszkę, kiedy padał na leżącego. Chwycił obiema rękami skołtunione włosy przeciwnika, odciągnął mu głowę do tyłu i rąbnął jego twarzą o jakiś kamień. Daeron dopiero po chwili dźwignął się na nogi i poczuł, jak kręci mu się w głowie - otarł oczy z krwi i w ostatniej chwili dostrzegł wylatującą spomiędzy drzew strzałę, która utkwiła z głuchym dźwiękiem w pniu dwa kroki dalej. Targaryen rzucił się w stronę łucznika. Widział go teraz, chłopca niespełna czternastoletniego, który sięgał po drugą strzałę. Daeron dobył w biegu noża, chłopiec zakładał strzałę na łuk, ale oczy miał szeroko otwarte z przerażenia - źle naciągnął cięciwę i wypuścił grot między palcami, wielce zdumiony. Młody Targaryen dopadł go w mgnieniu oka, chłopak  zamierzył się na niego łukiem, jednak Daeron uchylił się błyskawicznie i równie błyskawicznie wyprostował, uderzając nożem trzymanym w obu dłoniach. Ostrze trafiło chłopca pod brodą i uniosło go w powietrze, po czym złamało się w jego szyi. Runął na Targaryena, któremu wyszczerbiona stal rozorała ramię. Krew zraszała wokół ziemię - krew z rany na głowie Daerona, krew z rany na jego ramieniu, krew z ziejącej dziury w gardle chłopca.
Odsunął z trudem trupa na bok i zatoczył się na najbliższe drzewo, łapiąc spazmatycznie powietrze. Serce mu waliło, w uszach łomotało, żołądek zaciskał się kurczowo.
- Wciąż żyję.- wyszeptał. - Wciąż żyję.
Rozcięcia na jego głowie i ramieniu zaczęły pulsować boleśnie, drżącą dłonią otarł oczy z krwi i pokuśtykał w stronę drogi. Przez chwilę sądził, iż to, co widzi, było majakiem spowodowanym obrażeniami - na trakcie nieruchomo wpatrywało się w niego sześciu mężczyzn, pośród których bezpiecznie na koniu siedział Aerys. Jeden z jeźdźców zeskoczył z siodła i ujął Daerona za ramiona, przyglądając mu się dokładnie. Targaryen nieporadnie odwzajemnił gest, ze zdziwieniem zauważając, iż jego ręce zostawiają na białym płaszczu mężczyzny krwawe ślady.
- Jesteś ranny?
Młody Smok uśmiechnął się przepraszająco, nieporadnie wzdrygając ramionami.
- Ten z hełmem nie żyje?
Biały Płaszcz skinął lekko głową, wskazując ciało bandyty - leżał ze skręconą szyją, zbyt skręconą, by żyć, nie wspominając już o tym, że był przebity na wylot mieczem. Daeron obrócił mężczyznę stopą. Na zakrwawionej twarzy wciąż widniało zdumienie, oczy wpatrywały się w niebo, usta były szeroko otwarte.
- Co masz zamiar zrobić… dalej? - głos Aerysa, dziwnie przytłumiony, zmusił młodszego Targaryena do poderwania wzroku. Daeron odwzajemnił lekki uśmiech brata, powoli dopuszczając do siebie myśl, iż w umyśle przyszłego króla zrodził się niepokojący pomysł dotyczący młodszego Smoka…
- To, co powinien zrobić człowiek honorowy. - strużka krwi  wsiąknęła w jasne włosy Daerona, barwiąc je niemal na różowo. - Pogrzebiemy ich, byli przecież ludźmi.

Hojność

- Gratuluję szlachetnej postawy, synu. Gdyby więcej ludzi miało taki charakter, żylibyśmy w lepszym świecie.
Daeron wsłuchiwał się w miarowe pulsowanie ran, kiwając potulnie głową. Pan ojciec stał nad nim z roziskrzonym wzrokiem - zaledwie kwadrans temu wysłuchał opowieści Aerysa dotyczących wydarzeń w lesie i wszystko wskazywało na to, że na krótką chwilę to najmłodszy syn jest jego ulubieńcem.
Na krótką chwilę…
- Wielkiej trzeba siły ducha... zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, jak wiele mogłeś mieć do stracenia. Prawdę powiedziawszy, wszystko. Twój dziadek o mało nie pęknął z dumy, ale sam rozumiesz, w Białych Płaszczach jest siedmiu rycerzy, co prawda ser Grandison jest już wiekowym starcem, lecz wszyscy służymy do śmierci i…
- Piękna przemowa, jakiś wioskowy głupek może by nawet w nią uwierzył. - zachrypnięty głos Daerona bez problemu wzbił się ponad słowa ojca. - Ile już takich słyszałem przez ostatnie kilka miesięcy? Nie mamy dla Ciebie miejsca, jesteś za młody, zbyt wysoko urodzony, nie wypada, żebyś służył w armii…
Targaryen z trudem podniósł się z miejsca, dostrzegając zdumienie rysujące się na twarzy Jaehaerysa… i cień rozbawienia w oczach Aerysa.
- Zgodnie z tradycją, teraz powinny rozpocząć się targi i dyskusja o tym, ile dokładnie warte jest święte zaufanie; ile srebra potrzeba, żeby uciszyć sumienie; ile złota, żeby przeważyć brzemię obowiązku. - Daeron syknął cicho, czując, jak spuchnięta rana ponownie się otwiera. - Tyle że ja dziś nie jestem w nastroju do targów. Pewnego dnia zostanę Gwardzistą. Będę czekał rok, dwa, dziesięć, trzydzieści lat… tyle, ile trzeba. Będę czekał i pewnego dnia przywdzieję Biały Płaszcz. Obiecajcie mi to.
Milczenie, które zapadło w komnacie, gęstniało niemal z każdą chwilą - Daeron czuł, jak uniesienie powoli z niego ulatuje, ustępując miejsca… jego zwykłej nieśmiałości. Targaryen przygryzł dolną wargę, za wszelką cenę starając się powstrzymać wpływający na policzek rumieniec - lecz wtedy pomoc nadeszła z najmniej spodziewanej strony.
Zachrypnięty śmiech przerwał panującą w sali ciszę, ściągając uwagę zebranych na lekko uchylone drzwi. Mężczyzna oparty o framugę uśmiechał się kpiąco, splatając ręce na szerokiej piersi.
- Obiecujemy, dzieciaku. - ciemny, niemal wrzosowy wzrok Maegora Targaryena spoczął na Daeronie, jednak w spojrzeniu Smoka ciężko było doszukiwać się wcześniejszego, zapewne pozornego rozbawienia. - Wszyscy kurewsko poważnie przysięgamy.

Lojalność

- Zostawiasz mnie tu samą, nie dajesz znaku życia, a potem, kiedy wreszcie wracasz, chcesz się wymknąć bez choćby jednego pocałunku?
Zrobiła chwiejny krok w jego stronę.
- Jesteś pijana, Alis.
- Ja zawsze jestem pijana. - zirytowana potrząsnęła głową. - Nie mówiłeś przypadkiem, że się za mną stęskniłeś?
- Ale... - zamamrotał. W jego głosie dało się wyczuć dziwne, tak niepodobne przecież do niego zawahanie. - Myślałem...
- Właśnie. Na tym polega twój problem: myślisz. A nie jesteś w tym najlepszy.
Przyparła go do stołu. Zaplątał się we własną przypasaną broń i musiał oprzeć się ręką o blat, żeby nie upaść.
- Czyż nie czekałam na ciebie? Tak jak prosiłeś?
Delikatnie musnęła ustami jego usta, czubek jej języka prześliznął się po jego wargach. Zamruczała chrypliwie i przywarła do niego całym ciałem. Jej dłoń ześliznęła się na wysokość jego krocza i zaczęła go delikatnie pocierać przez spodnie.
- A drzwi? - zapytał zachrypniętym tonem.
- Jak ktoś wejdzie, to niech spierdala szukać sobie innego zajęcia. Nie ja go tu sprowadziłam. - wkręciła mu palce we włosy i odwróciła jego głowę, tak że teraz mówiła mu prosto w twarz. - Nie myśl teraz o tym! Przyszedłeś do mnie, prawda?
- Tak... naturalnie.
- To powiedz to! - przycisnęła mocniej dłoń do jego spodni.
- … przyszedłem do ciebie.
- Świetnie. Oto jestem. - szarpnięciem rozpięła mu sprzączkę paska. - Nie bądź taki nieśmiały.
Spróbował złapać ją za przegub dłoni.
- Alis, poczekaj...
Drugą ręką wyrżnęła go boleśnie w policzek. Głowa odskoczyła mu w bok, w uszach zadźwięczało.
- Przesiedziałam tu cały czas twojej nieobecności, nic nie robiąc! - wysyczała mu w twarz, bełkotliwie przeciągając zgłoski. - Nie masz pojęcia, jak się wynudziłam. A teraz jeszcze mi każesz czekać? Wal się!
Wcisnęła mu rękę w spodnie i wyciągnęła przyrodzenie na wierzch. Gładząc je jedną ręką,  drugą złapała go mocno za twarz. Ukąsiła mężczyznę w wargę, lekko, niezbyt boleśnie. Potem drugi raz, mocniej. Gryzła go, naprawdę go gryzła - mocno, zdecydowanie, jakby jego usta były chrząstką, którą trzeba przeżuć. Chciał się odsunąć, ale stół wbijał mu się w plecy, a Alis mocno go trzymała.
- Ty…!
Złapał ją za nadgarstek, wykręcił jej rękę na plecy i pchnął ją na stół. Sapnęła głośno, uderzywszy twarzą o wypolerowane drewno. Stał nad nią, zdjęty wściekłością, czując w ustach słony smak krwi. Obserwowała go jednym ciemnym okiem, pozbawionym wyrazu, widocznym w burzy włosów ponad wykręconym ramieniem. Przyśpieszony oddech zdmuchiwał włosy opadające jej na usta. Puścił jej rękę - na skórze został wściekle różowy ślad jego uścisku - a wtedy ona sięgnęła w dół, złapała spódnicę, podciągnęła ją, przesunęła dłoń niżej, znów podciągnęła, aż w końcu spod zebranego w talii kłębu spódnic wyjrzały nagie, jasnoskóre pośladki.
Przy każdym pchnięciu uderzała głową o ścianę, jego ciało z mlaśnięciem obijało się o tylną powierzchnię jej ud, spodnie osuwały się coraz niżej i niżej, aż w końcu rękojeścią miecza szorował po dywanie. Przy każdym pchnięciu stół skrzypiał rozpaczliwie, coraz głośniej, jakby rżnęli się na grzbiecie jakiegoś starca, który bynajmniej nie jest tym zachwycony. Przy każdym pchnięciu z jej ust dobywało się stęknięcie, a on sam sapał ciężko, nawet nie tyle z bólu czy rozkoszy, ile raczej z naturalnej potrzeby szybszego oddychania przy intensywnym wysiłku fizycznym. Nagle ugryzł ją w ramię - tak mocno, iż na skórze pojawiła się krew. Kobieta krzyknęła cicho, nieruchomiejąc pod nim z rozkoszy - kilka kolejnych, gwałtownych pchnięć zakończyło sprawę… a przynajmniej tak im się wydawało, gdy szybko wygładzali odzienie. Wystarczyło jednak spojrzenie na drzwi, by dotychczasowe podniecenie zniknęło bez śladu, ustępując miejsca szczeremu przerażeniu na jej twarzy…
… i niemej wściekłości na jego.
Nieruchome spojrzenie Daerona zamarło na twarzy Maegora, który zaledwie przed chwilą zerżnął na stole brata służkę. Książę Smoczej Skały pchnął kobietę w stronę wyjścia - strwożona dziewczyna przemknęła obok młodszego Targaryena bez cienia wcześniejszej odwagi, zaś starszy Smok ruszył gwałtownie w jego stronę. Maegor nie do końca wiedział, ile z zajścia widział brat - sądząc jednak po wyraźnie twarzy młodszego Smoka... wystarczająco wiele.
- Nikomu o tym nie powiesz… braciszku. - mruknął cicho Książę Smoczej Skały, wygładzając biały płaszcz zarzucony na ramiona Daerona. - Przecież nie chciałbyś stracić nowej posady po zaledwie tygodniu służby…
Młody Gwardzista zmarszczył lekko brwi. Został Białym Płaszczem w wieku dwudziestu dwóch lat, po śmierci ser Baldwyna Grandisona, z nadania własnego ojca…
Lojalność wobec króla i królewskiej rodziny.
- Nie powiem nikomu… bracie.

Był lojalny - przez wszystkie te lata był lojalny. Ani słowem nie zdradził sekretów swej rodziny przed innymi jej członkami. W milczeniu słuchał i wykonywał rozkazy, funkcjonował gdzieś obok swego rodzeństwa - obserwując ich czyny, tragedie, chwile uniesień - ale nigdy nie biorąc w nich udziału. Nawet śmierć ojca, nawet samobójstwo Ravath… wszystko to rozgrywało się gdzieś obok Daerona, który ból przeżywał w jedyny znany sobie sposób: w ciszy. Nawet dziś, w dwudziestym szóstym dniu imienia, nadal ma w sobie coś z dziecięcej nieśmiałości, którą udaje mu się skrywać pod zbroją Gwardzisty - i chyba tylko dlatego wciąż funkcjonuje jako prawy rycerz, nie zaś zepsuta marionetka w rękach swej rodziny.


Ekwipunek


- "Aelor" - miecz półtoraręczny umieszczony w inkrustowanej pochwie; jego pozłacana rękojeść kształtem przywodzi na myśl trójgłowego smoka,
- zbroja z białych łusek typowa dla Królewskiego Gwardzisty - do tego srebrne zapięcia białego płaszcza na ramionach oraz złota brosza spinająca go pod szyją,
- biała, niczym nie zdobiona tarcza,
- Piołun - rumak o barwie nocnego nieba; jak wszystkie konie Gwardii należy do najlepszych rumaków w Westeros... i jak wszystkie zwierzęta jest kompletnie szalony.
- skórzana kamizela oraz spodnie, których Daeron używa wyłącznie, gdy jego zadanie wymaga bycia incognito,
- sakiewka z kilkoma złotymi smokami oraz srebrnymi jeleniami.

acidbrain



Ostatnio zmieniony przez Daeron Targaryen dnia Nie Mar 01, 2015 5:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Daeron Targaryen   Pon Sie 04, 2014 7:42 pm

Historia tobi naprawdę duże wrażenie, świetny konspekt oraz bardzo intrresująca kreacja postaci. Akceptuję!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Daeron Targaryen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Daeron Targaryen
» Viserys Targaryen
» Rody Chorążych
» Arateris Targaryen
» Naerys Pobożna Targaryen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Spis ludności :: Kobiety i Mężczyźni-