a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Seagard



 

 Seagard

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Liczba postów :
465
Join date :
23/03/2013

PisanieTemat: Seagard    Nie Kwi 21, 2013 4:57 pm




Seagard to zarówno nazwa miasta jak i górującej nad nim twierdzy rodu Mallisterów. Wybudowane w bliżej nie określonej przeszłości, najprawdopodobniej za czasów Pierwszych Ludzi. Zamek wyróżnia się swoją wielką wieżą, z racji znajdującego się na samym jej szczycie olbrzymiego dzwonu nazywanej "grzmiącą". Główna bryła zamku znajduje się na lądzie, ale solidne mosty, których utrzymanie jest utrapieniem każdego aktualnie rządzącego lorda łączą z twierdzą kilka niewielkich skalnych wysepek, na których wznoszą się kolejne , chociaż zdecydowanie niższe wieże. Znajdują się tam kwatery części z obecnych w zamku zbrojnych, a na najbardziej wysuniętej w morze każdej nocy rozpala się wielki ogień mający wskazywać statkom drogę do portu. Do zamku można dostać się jedynie od strony lądu, od strony morza poza fortyfikacjami chroni go sama niedostępność miejsca.

Miasto nie jest zbyt wielkie, chociaż jak na standardy Dorzecza możne je uznać za znaczne. Znajduje się w naturalnej zatoczce i jest chronione solidnym, chociaż niezbyt wysokim murem, którego utrzymanie ciągle jest przedmiotem sporu między zamkiem, a radą.  Sercem miasta jest niewielki rynek na którym wystawiane są sprowadzone rzadko z dalekich krain egzotyczne towary, a głównie rozmaite produkty codziennego użytku. Z racji położenia Seagardu zrozumiałym jest, że rynek mocno czuć rybą.  Dalej od morza znajdują się konstrukcje w mieście najnowsze i kto wie czy nie najcenniejsze. Nowo zbudowane manufaktury, tkalnie i folusze, chociaż hałaśliwe i smrodliwe ożywiły miasto do dotąd niespotykanego poziomu.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Sro Maj 01, 2013 1:46 pm

- Wszystko gotowe? - Trevet wpadł do stajni z impetem pocisku wystrzelonego z trebusza. Od kiedy dowiedział się, że ma ruszyć na koronację do Królewskiej Przystani biegał po całym zamku pomstując na opieszałych służących i skretyniałych parobków tylko po to, żeby jak najszybciej przygotować się do drogi. Czasu było mało dlatego wszystko musiało być spakowane w końskie juki i przygotowane do drogi w mniej niż dobę. Tymczasem należało odnaleźć pióropusz, który jakoby powinien być w kufrze , a zbroja turniejowa zdecydowanie potrzebowała przeglądu. W dodatku potrzebował zapasów na taką podróż, wina, wody i pieniędzy a wszystko sypało się z rąk lub ukrywało się w najbardziej niesamowitych miejscach. W końcu siłą klątw, gróźb i złorzeczeń udało mu się skompletować cały potrzebny ekwipunek. Dopiero wtedy mógł udać się do ojcowskiej komnaty po ostatnie dyspozycje i błogosławieństwo.
Lord Jason przyjrzał się synowi z chłodną rezerwą. Co tu ukrywać, stary lord cenił ciszę , spokój i wydawanie poleceń tonem pełnym autorytetu, a jego syn klął i wrzeszczał. Obie metody były skuteczne, ale ojcowska zdecydowanie bardziej rycerska.
- Pamiętaj, że reprezentujesz mnie, swoją matkę i cały ród. Nie wygłupiaj się, pij z umiarem i milcz tak długo jak to możliwe.
- Wiem ojcze - Trevet przybrał tak pokorną postawę jak to tylko możliwe. - Nie zawiodę cię.
- Ja myślę - lord Seagardu uśmiechnął się lekko. Pamiętaj, że na turniej zlecą się wszyscy lepsi rycerze w królestwie. Dobrze wiem, że to on cie najbardziej interesuje więc bądź świadom, że staniesz przeciw najlepszym. Posyłam z tobą Nikefora, żeby ciebie pilnował. Czy to jasne?
- Tak ojcze - lordowi Jasonowi zawsze należało potakiwać. Nawet jeśli Treveta w równym stopniu zachwycała możliwość zobaczenia dworu królewskiego i stolicy, co stanięcia w szrankach naprzeciw czołowych rycerzy Westeros. Poza tym na koronację musiały zjechać się wszystkie warte ujrzenia panny ze szlachetnych rodów, a same koronacje zdarzały się na tyle rzadko, że grzechem byłoby je przegapić.
Nie minęło wiele czasu a trzech konnych opuściło fortecę rodu Mallisterów i skierowało się na południe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Sob Cze 22, 2013 7:10 pm

Pod murami zamku wrzało straszliwe zamieszanie. Można nawet powiedzieć, że panował chaos, ale był to specjalny militarny jego rodzaj. Nadal zjeżdżające się ze wszystkich stron oddziały pomniejszych chorążych rodu Mallisterów wpadały w tygiel obozowiska i przemieszczały się w rozmaitych kierunkach. Lord Jason nadzorował wszystko z wieży bramnej, a jego syn jeździł jak oszalały od obozu do oddziału i przekazywał kolejne dyspozycje. A później zawracał i wyciskając z konia resztki sił gnał w stronę zamku. Jednocześnie zarządca zamku klnąc i narzekając musiał przygotować określoną ilość zapasów, która wystarczyłaby czterem tysiącom mężczyzn na przemarsz do Riverrun i ewentualny pobyt pod murami zamku. Z kruczarni wylatywały kolejne ptaki niosąc zapytania do najbardziej opieszało zjeżdżających się wasali, z spichlerza dobiegały głośne rozkazy, a pod murami ktoś najwyraźniej pijany wyśpiewywał pieśń koziołku i podstępnej babuleńce. Mimo całego zamieszania przygotowania posuwały się naprzód wyjątkowo sprawnie. Kolejni rycerze otrzymywali swoje rozkazy, oddziały formowały się względem broni, konie parskały ludzie przechwalali się swoimi umiejętnościami, a nad tym wszystkim dumnie powiewał proporzec ze srebrnym orłem na fioletowym polu. Jednak czas potrzebny na zorganizowanie takiej wyprawy był dużo dłuższy niż mieszkańcy Dorzecza mogli mu poświęcić. Dlatego lord Jason zdecydował, że armia nie ruszy jako jedna całość. Zaczął od wysłania dwóch znacznych podjazdów, jednego w stronę Riverrun, a drugiego na wschód od twierdzy Tullych. Główne siły miały wyruszyć jak tylko zakończy się zbieranie ludzi, a w ślad za nimi miał wyruszyć tabor z nieliczną eskortą i wszystkimi spóźnionymi oddziałami.
W końcu główne siły zostały uformowane i w należytym porządku opuściły okolice twierdzy Mallisterów. Ponieważ okolice był znane i już zbadane przez oba podjazdy lord Jason porzucił ostrożność na rzecz szybkiego marszu. Nie mógł rzecz jasna ruszać za szybko, żeby przedwcześnie nie przemęczyć ludzi i nie zostawić wozów z zaopatrzeniem zbyt daleko w tyle, ale tempo i tak wzrosło. Na przedzie szła chorągiew rycerstwa pod sztandarem z srebrnym orłem dowodzona osobiście przez lorda Jasona. W ślad za nią szli łucznicy i kusznicy dowodzeni przez ser Gyrolfa Bergsa. Szyk zamykała piechota wyposażona we wszelkiego rodzaju broń drzewcową - włócznie, glewie i gizarmy. Szyk zamykała i flankowała lekka konnica dowodzona przez młodego Treveta, który ochrypniętym głosem wydawał kolejne dyspozycje i kierował swoich jeźdźców w konkretne miejsca. Łącznie nieco ponad trzy i pół tysiąca zaprzysiężonych Seagardowi ludzi maszerowało w stronę Riverrun wzbijając tumany kurzu lecz wbrew tradycji nie paląc okolicznych wiosek. Lord Jason szanował zwyczaj do tego momentu, w którym przestrzeganie go oznaczało palenie własnych poddanych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Pon Gru 02, 2013 9:25 pm

Ostatnimi miesiącami w mieście Seagard działo się naprawdę dużo. Więźniowie pod czujnym nadzorem strażników przekopywali i pogłębiali wejście do portu. Robota straszliwa i wymagająca dużych nakładów czasu, niewszystkim udało się dotrwać do momentu kiedy była zakończona. Nielicznym udało się skorzystać z nieuwagi straży, jakimś sposobem rozbić kajdany i uciec, nieco więcej pochorowało się i zmarło przy pracy. Dwóch spryciarzy z zajętego statku pirackiego próbowało wzniecić bunt, ale po szybkiej interwencji posiłków z zamku rebelianckie nastroje udało się uspokoić, a obaj prowydorzy zostali dla przykładu powieszeni. Do tego należało doliczyć wypadki i wszelkiego rodzaju zdarzenia nieprzewidziane co składało się na to, że w tym roku Seagard wyśle na Mur zdecydowanie mniej nowych czarnych braci niż zazwyczaj. Co jednak najistotniejsze prace zostały ukończone o czasie i do pracy mogli przystąpić fachowcy, murarze sprowadzeni przez lorda Mallistera z samego Starego Miasta, cieśle z Lannisportu i cała plejada miejscowych robotników.
Zaczęli od stawiania falochronu, który miał oddzielić obszar portu od otwartych wód zatoki. Do tej pory nierzadko sztormowe fale zalewały samo miasto, ale teraz miały zostać powstrzymane na specjalnej zaporze. Prace były skomplikowane i chociaż lord Jason nie oszczędzał musiały zająć sporo czasu. To były dobre czasy dla Seagardu, a zwłaszcza dla jego karczm i burdeli. Wiadomo, że jeśli budowlaniec nie pracuje to chleje lub na skromne dwie godzinki zapomina, że gdzieś na wsi zostawił żonę i trójkę dzieci. Kiedy prace zostały ukończone zaczął się kolejny etap budowy. Murarze zaczęli pracować nad nabrzeżami, do tej pory statki kupieckie musiały wyładowywać towary przy improwizowanym molo lub zwyczajnie spuszczać je na szalupy i w ten sposób dostarczyć dobra do miasta. Teraz miały zatrzymywać się przy dobrze przygotowanych nabrzeżach, które miały też ułatwiać celnikom Mallistera dostęp do staku i wykrywanie ukrytych, a nieoclonych dóbr. Ale wyładowane towary należy gdzieś przechowywać i trzymać. Dlatego zupełnie z oddolnej inicjatywy kupców seagardzkich przy porcie zaczęto stawiać magazyny i składy. Niektóre wyglądało przynajmnej pokracznie, ale jak długo spełniały swoją rolę lord Jason machał ręką na kwestie estetyki. Kilka wybudowano też na potrzeby floty obronnej Seagardu, gdzie miano od teraz magazynować liny, drzewca i zapasy dla okrętów na służbie. Ostatnią budowlą były suchy dok. I to ta ostatnia konstrukcja była tą do której przykładano największe znaczenie. Był wprawdzie niewielki i przeznaczony raczej do celów naprawy, ale razem z nim powstała pierwsza na Dorzeczu stocznia. Malutka i traktowana po macoszemu, ale zdolna do budowania niewielkich jednostek. Narazie jednak z braku funduszy miał służyć do remotowania i karenażu jednostek kupieckich. Wiadomo rozsądek nakazywał mieć statek przygotowany na szybką ucieczkę, kiedy tylko główki portu i nieustanna czujność Mallisterów dzieliła cię od piratów z Żelaznych Wysp.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Pon Mar 03, 2014 7:08 pm

Ktoś kiedyś powiedział,że pieniądz nie śmierdzi. Od niedługiego, ale wyraźnie wyczuwalnego okresu czasu mieszkańcy Seagardu mieli powód się z tym stwierdzeniem nie zgadzać. Nie ulegało bowiem wątpliwości, że nad miastem unosił się "smród przedsiębiorczości". Dlaczego smród? Cóż, wyobraźmy sobie, że niedaleko naszego miejsca zamieszkania powstaje wielka manufaktura tkacko-folusznicza radośnie rozsiewająca dookoła zapach szczyn, rozmaitych a rzadko kiedy przyjemnie pachnących barwników, surowego sukna, a czasami zgnilizny. Do tego trzeba niestety dodać garbarnię, a do garbarni podstawowy komponent skóry czyli bydło. Stada bydła zaś oznaczają wzbogacenie powietrza bogatym odczynem wytworów swoich kiszek i jelit. Miało to pozytywy takie jak równiej użyźniona gleba, ale też wady w postaci konieczności starannego wybierania drogi po ulicach i wspomniane już zapaszki. Ewidentnie tak właśnie musi pachnąć duch bogactwa.
Mieszkańcy Seagardu mogli sobie narzekać, ale do zamku przykre zapachy nie dolatywały, a lord Jason mógł z zadowoleniem obserwować jak stan jego skarbca i wpływy z podatków idą w górę. A bogaty lord, to zadowolony lord więc żeby poprawić nastroje wśród prostaczków zdecydował się urządzić kunsztowną kaźń miejscowego zbójcy. Specjalnie sprowadzono kata z samego Lannisportu, a miejscowi lichwiarze zbijali pieniądze na zakładach ileż to czasu biedak wytrzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Maj 20, 2014 9:04 pm

Nie należy być przesadnie wybrednym przy zbieraniu armii. Kmiotki, byli kłusownicy, biedota z ulic, rybacy, których oświeciło, że ryby śmierdzą a od wody chorują na kości, awanturnicy, lekkoduchy i wszyscy ci, którzy nie potrafili sobie znaleźć odpowiedniego miejsca na świecie. Lord Jason Mallister w swej łaskawości zażyczył sobie stworzenia z tej zgrai oddziału zbrojnych i tym zadaniem zechciał obarczyć piątkę swoich rycerzy domowych. Nie sprecyzował jak mają tego dokonać ani jak bardzo się z tym spieszyć. Po prostu poinformował jakiego efektu oczekuje.
Dlatego zbita banda obozowała przed murami miasta i codziennie po świcie była zrywana dzikimi okrzykami setników. Dość szybko podzielono ich na dwie nierówne grupy. Pierwsza składała się z wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli styczność z łukiem lub kuszą i jak łatwo przewidzieć szykowała się do wstąpienia do armii w roli strzelców. Do drugiej trafili ci, którzy nie rodzili żadnych nadziei i mieli w przyszłości zostać pikinierami. Nie ulegało wątpliwości, że przygłupów łatwiej nauczyć, którą stroną się kłuje niż niuansów obsługi długiego łuku. Dlaczego jednak lord Seagardu zapragnął wydawać złoto na szkolenie wieśniaków? Zwyczajnie zdecydował, że ci którzy do tej pory zajmowali się podstawowymi zadaniami wojskowymi takimi jak pilnowanie bram są potrzebni gdzie indziej, a ich miejsce może zająć nowa grupa. Z tych zasiedziałych nakazał uformować oddział do specjalnych poruczeń czyli jak ich nazwał "Twardogłowych". Mówiąc po ludzku uznał, że w rozbitym królestwie będącym w stanie permanentnej wojny należy zadbać o jednostkę, która będzie w stanie utrzymać szyk piechoty. O konnicę nigdy się na Dorzeczu nie martwiono, ale szarżą trzystu zakutych w pełne zbroje rycerzy wojny się nie wygra. Lord Mallister nie był nigdy osobą przesadnie wojowniczą i wolał siedzieć na łodzi z wędką lub wymyślać jak najlepszą zanętę na dorsza, ale potrafił być nieobliczalny kiedy mu w tym przeszkadzano. Dodatkowa siła zbrojna miała zapewnić mu pełny spokój ducha.

- Dlaczego znowu ja? - Trevet spojrzał prosząco w górę jakby oczekiwał, że Siedmiu wystąpi w jego obronie. - Dlaczego po raz kolejny mam jechać do Królewskiej Przystani? Czy naprawdę Targaryanowie nie mają niczego do roboty poza weselami i pogrzebami? I na jedno i drugie muszą sprosić pół królestwa?
- Dlatego, że to moja decyzja. - Lordowski ojciec nie miał w zwyczaju tłumaczyć się zbyt wylewnie - Skoro nie ja to padło na ciebie. Lepiej przywyknij, bo kiedyś to wszystko spadnie na ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Sro Kwi 01, 2015 4:10 pm

Nad wątkiem czuwa DARIUSZ

Tajemnica, legenda czy plotka to... O niechęci pomiędzy Seagerdem i Pyke wiedziało całe Westeros, więc nadmorska część Dorzecza była miejscem, gdzie ewidentnie można było próbować szukać morderców Crastera Greyjoya. Prudence, rzecz jasna, skorzystała z propozycji dowódcy Milczącej Wdowy i popłynęła Latającą Cholerą właśnie tam, w okolice Seagardu.

Najpierw o nadpływających statkach usłyszeli dowódca straży Seagardu i główny zarządca. Trzeba teraz było powiadomić osobę najbardziej kompetentną w rodzinie do rozprawienia się z tą sprawą. Ser Roned pospieszył czym prędzej do komnat dziedzica rodu Mallister. Sprawa była wyraźnie nagląca, bowiem dowódca wparował do pomieszczenia bez uprzedzania pukaniem, czy też innymi, zbędnymi grzecznościami.
- Panie, bandery krakenów. Piraci są niedaleko i chyba mają zamiar wyskoczyć w okolicach naszego portu - rzucił kwaśno, robiąc jedną z tych swoich okropnych min. Mówiło się, że ser Roned stracił oko w walce z Goodbrotherami, gdy ci radośnie rabowali okoliczne wsie. Walcząc z dwoma piratami naraz, pozbawił się niestety jednego ślepka. Dobrze, że nie kuśki - ta z pewnością była mu bardziej potrzebna.
- Proszę się pospieszyć, sądzę, że nie mamy wiele czasu - Po tych słowach opuścił komnatę. Czekał tuż przy drzwiach, by jak najprędzej móc zaprowadzić Mallistera na miejsce obserwacyjne. No i czekać na jego rozkazy. Pierwsze przygotowania zostały już poczynione, jak zawsze w takich wypadkach. Goszczenie Żelaznych Ludzi było w tych okolicach rzeczą częstą, więc zarówno miasto jak i twierdza pozostawały w ciągłej gotowości w razie nagłego ataku z zachodu.

Trevet mógł się wkrótce przekonać, że ser Roned miał rację - dwie łodzie znajdowały się zaledwie kilka mil od portu. Jeden z drakkarów chyba rzeczywiście zamierzał znaleźć jakieś miejsce w niedalekiej odległości od Seagardu. Tylko po jaką cholerę robią ostrzegają całe miasto banderami z krakenem? Niezbadane są wyroki umysły Żelaznych Ludzi. A może to jednak ich szaleństwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Sob Kwi 04, 2015 3:33 pm

Wieści o nadpływających Greyjoyach wybudziły Treveta dużo skuteczniej niż gdyby użyto do tego całej beczki wody. Nie że nie skorzystał by z każdej wymówki, żeby odpuścić sobie lekturę sprawozdania maszoperii z Seawatch o połowie dorsza, która tradycyjnie sprowadzała się do tego, że rybaków ponownie nie będzie stać na zapłatę pełnej kwoty ustalonej daniny. Doprawdy ludzie stanowczo szukali wymówek, żeby wymigać się od swoich ustalonych przez bogów obowiązków. Ale chociaż kwestie finansów były równie bliskie sercu Mallistera jak każdemu innemu, to pewne rzeczy były istotniejsze. Dlatego wybaczył ser Ronedowi jego impertynencję i zachowywanie się w sposób dalece wykraczający poza przyjęte zasady. Zresztą kasztelan Seagardu cieszył się sympatią lorda Jasona i póki co był poza zasięgiem ewentualnej zemsty Treveta.
Wejście na basztę morską zajęło dłuższą chwilę, więc kiedy Mallister w końcu wyjrzał na morze oba drakkary były już bardzo dobrze widoczne. Rzeczywiście oba płynęły pod banderą Krakenów.  
- Doprawdy - Trevet uśmiechnął się złośliwie i krzywo spojrzał na Roneda - Dwa drakkary budzą aż taki niepokój? Będę hojny i powiem, że na pokładach mają stu osiemdziesięciu ludzi. Nie wydaje mi się, żeby było to warte większego zamieszania. - przez chwilę w milczeniu przyglądał się obu jednostkom, pewne rzeczy jasno wskazywały na mistrzowską rękę szkutników z Pyke, doskonale wyprofilowane stewy dziobowe i lekko obły kształt dziobu wskazywały, że są to jednostki zwrotne i szybkie, jeżeli miały czyste dna to raczej nie było szans na przechwycenie ich na morzu.
- Tamten - wskazał dłonią bliższy drakkar - Wygląda jakby zamierzali wylądować na plaży. Prawdziwy afront, przecież mamy tu pierwszorzędny port z falochronem i wszystkim czego potrzeba do szczęścia. Proszę zebrać oddział konnicy, ruszymy im naprzeciw. A odnośnie tego drugiego ptaszka... Przygotować "Niespodziankę" i "Dezmolda" mają go przechwycić jeżeli będzie kombinował. - teoretycznie Greyjoye nie robili niczego złego ani nawet nagannego, ale kiedy nagminny pirat składa ci wizytę i zamiast zwyczajnie zacumować w porcie snuje się po zatoce i ląduje na brzegu to dobrze jest zachować nieco większą czujność. Trevet zostawił na baszcie dwóch obserwatorów z zadaniem sygnalizowania o kolejnych poczynaniach Żelaznych, a sam zszedł na dziedziniec, gdzie pośpiesznie organizowała się liczna konna asysta. Na dziedzińcu czekała też jego zbroja przygotowana i pośpiesznie wyczyszczona przez Godrego i drugie śniadanie, bo Trevet zawsze robił się głodny kiedy miał wybierać się gdzieś konno. Mallister bez specjalnego pośpiechu wbił się w stalowe płaty i pogwizdując nieśmiało jak nowy czajnik, który nie jest jeszcze do końca przekonany na co go stać, wbił wzrok w jakąś szczególnie interesującą chmurę i w myślach zaczął układać odpowiedź na list zatroskanych rybaków.
Na górę jakiś tytuł grzecznościowy, zawsze im na tym zależy.
Pięć dziesiątek zbrojnych wyjechało przez bramę morską, która pozwalała na wyjazd z zamku bez konieczności przedzierania się przez miasteczko i bez przesadnego pośpiechu skierowało się w stronę szerokiej plaży na której najwyraźniej planowali wylądować Żelaźni. Trevet nie pchał się ze swoimi na piach, który chociaż mokry i twardy, niespecjalnie pasował jego ciężkiemu rumakowi i trzymał się solidnego gruntu.
Wedle mojej wiedzy ceny pozostają stabilne i zamykają się w przedziale...
Doprawdy co mogło przygnać do Seagardu dwa drakkary z Żelaznych Wysp? Trevet zdawał sobie sprawę, że miasto nie należało do dużych czy popularnych, a przecież Greyjoye musieli zdawać sobie sprawę, że nikt ich tutaj miło nie powita. Ba! Powinni raczej spodziewać się afrontów i złośliwości, nawet zbrojne powitanie które wysłał Trevet byłoby możliwe do przewidzenia. Więc po co? Bo chyba nie zostali nagle wielkimi fanami Seagardzkiej Manufaktury Szewskiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze - Seagard
Liczba postów :
92
Join date :
25/05/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Lip 19, 2016 2:19 pm

/ Zamek Seagard.

Chłodny wiatr niósł ze sobą aromat zimy oraz soli. Mroźnym oddechem muskał niemalże pieszczotliwie odsłoniętą, gładką skórę której naturalny brzoskwiniowy odcień ustępował niezdrowej bladości i tylko delikatne płatki uszu oraz policzki pozostawały nieznacznie zaróżowione. Tęczówki tak czarne, iż na próżno było weń szukać źrenic, na wpół skryte pod woalą równie smolistych, długich rzęs skupione były na widoku rozciągającym się tuż za ogromnym oknem. Morze zdawało się być tego dnia spokojne, grafitową tafle wody przecinały niskie fale na których chmarą osiadały śnieżnobiałe mewy o posrebrzanych skrzydłach, ich krzyk idealnie współgrał z miarowym szumem rozbrzmiewającym w całej zatoce. Kąciki wąskich ust drgnęły wyraźnie, gotowe rozciągnąć różane wargi w delikatnym uśmiechu, jednak miast niego na twarzy dziewczęcia zakwitł nader nieprzyjemny grymas. Ból pojawił się niespodziewanie i choć nie należał on do tych najbardziej dotkliwych oraz długotrwałych, to pod wpływem zaskoczenia zdołał on wyrwać z jej gardła cichy syk. Ruch wokół niej zamarł na moment, powietrze zaś stężało od nagromadzonych weń niepewności oraz obaw. Gotowa była przewrócić zirytowana ślepiami, jednak gest ten nie wydawał się być odpowiedni dla młodej damy, dlatego też oszczędnym ruchem dłoni nakazała powrót do pracy. Krawcowa nieco nerwowo szarpnęła za jasny materiał sukni, upewniając się że żadna szkarłatna kropla nie zaplamiła tkaniny, jednocześnie rzucając szybkie spojrzenie sepcie. Zapewne, gdyby na niewielkim stołku w wybitnie niewygodnych pantofelkach stała sama córka lorda Jasona, to odziana w szarości Vevina zjadliwym tonem rozpoczęłaby istną tyradę odnoszącą się do niekompetencji służącej, obrażając w iście poetycki sposób całą jej rodzinę na kilka pokoleń wstecz. Szczęśliwie, dzisiaj swe usługi oferowała lordowskiej bratanicy, której przychylność septy nie sięgała co z kolei oznaczało, iż niefortunny incydent z igłą pozostanie niezauważony. Lelia Mallister, do niedawna prawdziwe - i do tego wybitnie krnąbrne - utrapienie swego rodu, walczyła z przemożną chęcią cichego westchnięcia, jednak widmo kąśliwych uwag dobiegających od strony piastunki skutecznie ją przed tym powstrzymało. Bo jak mogła powściągnąć swój temperament oraz zjadliwy język, jeśli była prowokowana przez tą bezczelną, grubą kobietę? Nauka obojętności przychodziła jej dosyć opornie, stąd co i rusz musiała napominać własne myśli. Oderwała wreszcie wzrok od morza, przenosząc go na dębowy stolik umieszczony pod ścianą, wokół którego krzątała się jej osobista służka. Misha o włosach równie rudych co marchewki, ustawiała starannie talerzyki z ciastem cytrynowym oraz orzechowym, przesuwała miseczki wypełnione miodowymi ciasteczkami oraz wciąż świeżymi owocami. Słysząc chrząknięcie od strony Veviny, ochoczo nalewała słodkiego wina do wyciągniętego kielicha, starając się nie chichotać zbyt często w odpowiedzi na jej słowa. Misha bowiem była posiadaczką nader piskliwego głosu, przez co mieszkańcy zamku po prostu nazywali ją Myszą.
- Skończone, moja pani - odezwała się cicho krawcowa. Pomagając dziewczęciu opuścić chybotliwi stołek, poprowadziła ją ku lustru. Suknia prezentowała się idealnie na smukłej sylwetce, jasnym kolorem podkreślając miodowe kosmyki kryjące się w ciemnobrązowych włosach upiętych tuż nad karkiem, w misterny kok. Przyglądając się swemu odbiciu, ptaszyna mogła zauważyć jak drzwi do komnaty uchylają się i do środka wślizguje się Faywyn, trzymająca w ramionach jej zimowy płaszcz. Skinęła głową, jakby w zadowoleniu nad kreacją co sprawiło, iż nowo przybyła schyliła się wypuszczając skrywane pod płaszczem zwierzątko. Brązowa myszka instynktownie pognała w stronę jedzenia, a jej obecność została zauważona przez dużą Mysz, która z przerażonym - i piskliwym - wrzaskiem rozlała niemalże cały dzban wina na septę. Kiedy kakofonia krzyków przybrała na sile, Lelek korzystając z zamieszania opuściła pomieszczenie, dłonią tłumiąc śmiech.
- Siedmiu, nie będzie mi to zbyt prędko wybaczone - stwierdziła wesoło, pozwalając narzucić na swe zziębnięte ramiona ciepły płaszcz podbity futrem z norek. Faywyn, druga z jej osobistych służek wyszczerzyła pożółkłe zęby w złośliwym uśmiechu, podając swej pani listy odebrane tego ranka z pokoi zajmowanych przez maestra.
- Ratowała się panienka przed nudą, nawet panienki ojciec by zrozumiał - uznała wspaniałomyślnie, oddalając się prędko od komnaty z której nie przestawały dobiegać paniczne okrzyki. Jeszcze chwila, a przybędzie Straż zwabiona harmidrem, a tego Lelia wolała uniknąć. Idąc, przeglądała koperty i pieczęć jednej z nich złamała dopiero, gdy ujrzała nań widniejący symbol z pstrągiem. Niecierpliwym ruchem wyciągnęła pergamin, z delikatnie zmarszczonymi brwiami zagłębiając się w treść wiadomości.
Och, nie. Była to jedyna myśl jaka przemknęła przez ogarnięty chaosem umysł, gdy skończyła czytać. Serce zatrzepotało w panice niczym ptak zamknięty w klatce i nie była pewna, czy towarzysząca temu obawa nie miała w sobie czasem nuty radości.
- Gdzie jest mój brat? - zapytała spokojnie, przywołując na twarz łagodny uśmiech. Pośpiech oraz nadmierny popłoch był niewskazany, a skłonność do przesady była doprawdy brzydką cechą panienki Mallister.
- Wraz z waszym ojcem, nadzoruje prace w porcie, panienko - odpowiedziała Fay, znajdując się tuż za jej plecami w odległości trzech kroków - Ale kuzyn panienki zdaje się być na placu treningowym...ćwicząc? - tego już nie była pewna. Lelia wreszcie westchnęła, długo i cicho. Rozsądek nie był najmocniejszą stroną Treveta, jednak jako dziedzic mógł udzielić jej kilku istotnych odpowiedzi, co więcej to on znał najlepiej poglądy swego pana ojca. Tak, powinna go znaleźć jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Czw Lip 21, 2016 1:16 pm

Brama wjazdowa uniosła się skrzypiąc potwornie, chwile później a o kamienny podjazd zastukały kopyta kilku koni. Zwykłe dźwięki mają to do siebie, że działają kojąco, a monotonia ich powtarzania się, wskazuje że wszystko w na świecie nadal toczy się zwykłym i ustalonym, czyli słusznym torem. Trevet z cichą satysfakcją przyglądał się jak na dziedziniec seagardzkiego zamku wjeżdża jedna z niewielkich lotnych drużyn, których zadaniem było patrolowanie wybrzeża. Kiedyś, w dawnych czasach podobnych patroli wyruszało więcej, ale obecnie ich rolę przejęły stojące przy brzegu strażnice, a i łupieżcze najazdy przytrafiały się  znacznie rzadziej.  
Trevet westchnął ciężko i ponownie narzucił sobie na ramię wędzisko i kilka linek, których końce obciążały wilgotne i lśniące rybie cielska. Przed nim jeszcze kawałek drogi, a przejmująco zimny wicher jakby uparł się, żeby resztkę dystansu jaka dzieliła rycerza od solidnych ścian zamku maksymalnie mu uprzykrzyć. Przewiany i jak zawsze przy takiej pogodzie zły w końcu doczłapał do wrót, gdzie w końcu znalazł jakieś schronienie przed wichurą, o tym jak niewiele warte przekonał się dopiero, kiedy ostatni, pożegnalny podmuch lodowatego wiatru przejechał mu plecach. Mallister rzucił w przestrzeń ciche przekleństwo i poczłapał w stronę szerokiego stołu, który teoretycznie stał w miejscu zupełnie bezsensownym, ale przydawał się jako mebel do wszystkiego.
Nie znał nikogo kto z czystym sercem powiedziałby, że lubi patroszyć ryby, ale należało to czynić bez żadnej zwłoki, a Trevet już raz wyrobiwszy sobie odpowiednie nawyki trzymał się ich twardo. Oparł wędzisko o krawędź blatu, z grubsza wyczyścił ostrze noża ze wszystkiego co mogłoby do niego przyczepić i zabrał się do dzieła. Każdej rybie należało otworzyć brzuch i następnie wywalić z niego wszystkie niejadalne elementy. Przydatne w takiej sytuacji są rękawice, bo wnętrze dorsza jest dokładnie tak przyjemne w dotyku jak można się spodziewać. Zajęcie brudzące i monotonne, ale po ukończeniu przynoszące satysfakcję.
- To się chyba liczy jako udany połów - mały giermek Egget ziewnął przeciągle prezentując swoje migdałki - Ale można byłoby to chyba załatwić nieco szybciej.
Trevet zignorował słuszne przeczucie, że gdyby tak dać gówniarzowi parę razy po pysku, to prawdopodobnie wyszłoby to dzieciakowi tylko na dobre. Może nawet nauczyłby się, kiedy milczeć, a kiedy można paplać na okrągło.  
- Daleko mi od miana eksperta, ale każdy kto stara się poganiać rybę przy wędkarstwie może się spodziewać jedynie miernych wyników. A jeżeli za coś się bierzesz, to zawsze musisz robić to starannie, aż do samego końca - Trevet jak zwykle kiedy musiał małemu cokolwiek tłumaczyć mówił spokojnym i cierpliwym tonem świętego. Tak samo zachowywał się martwy już niestety wychowawca Mallistera ser Timothy z rodu Innerych, teraz starał się odpłacić staremu podobnym traktowaniem jego jedynego wnuka. Nawet jeśli rzeczony wnuk miałby doprowadzić go do przedwczesnego zgonu.
- Zanieś teraz te cudne produkty pracy rybich rodziców do kuchni, tam będą wiedzieli co z nimi począć - rycerz uznał, że nie zaszkodzi mu odetchnąć od obecności swojego najmłodszego giermka. - A ja pójdę się chyba przebrać
Postanowienie było słuszne, bo kubrak przystrojony wżerami soli i okazjonalnymi śladami rybiej obecności prezentował się zdecydowanie niewyjściowo, ale nie dane było mu jego zrealizować. Głośne krzyki oznaczały, że najprawdopodobniej znowu coś zupełnie niestosownego wydarzyło się w niechcianym miejscu. Na ogół Trevet ignorował podobne wydarzenia jako znajdujące się daleko poniżej jego godności, ale tym razem po jakąś cholerę postanowił zbadać co się właściwie stało. Na pewno nie było przypadkiem, że błyskawicznie natknął się na swoją kuzynkę z niewinną miną oddalającą się od miejsca zdarzenia.
- Moja droga - zaczął bez uśmiechu - Co to za dziwny zbieg okoliczności, że akurat ciebie spotykam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze - Seagard
Liczba postów :
92
Join date :
25/05/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Sob Lip 23, 2016 3:19 am

Cichy stukot obcasów uderzających o chłodny kamień posadzki, zdawał się tonąć pośród hałasu dobiegającego z niewieścich komnat. Ten jednak z wolna zaczął słabnąć im bardziej oddalały się od zamieszania, co ciekawe podobna rzecz miała się z wyrzutami sumienia leniwie kąsającymi podświadomość dziewczęcia. Jękliwe głosy podszyte stosownymi upomnieniami rozpływały się w chaosie myśli, wzmaganym przez starannie nakreślone litery tak znajome jej sercu. Ciemne łuki brwi zmarszczyły się lekko, kiedy z uwagą przedzierała pergamin na dwie części tak, by prywatną treść wiadomości mogła oddzielić od słów wzbudzających weń niepewność i zachować ich małe sekrety dla siebie. Nie lubiła tego uczucia, tej niepewności przechodzącej stopniowo w zwyczajną bezradność, gdy nie wiedziała cóż powinna czynić. Którą ścieżkę obrać, tak aby mogła wyjść z danej sytuacji nie tylko obronną ręką ale i z korzyścią dla siebie. Młody wiek oraz brak doświadczenia nie pomagał w odnalezieniu rozwiązania idealnego, dlatego musiała skorzystać z wiedzy innych.
Nawet jeśli to nie będzie zbyt przyjemne.
Nie ma ludzi niewinnych, wiedziała o tym Lelia której spojrzenie wręcz tchnęło łagodnością a usta jej zdobił delikatny uśmiech. Nie ma ludzi bez skaz, dlatego właśnie gdy ciemne niczym noc oczy dojrzały sylwetkę kuzyna, nie skuliła się w sobie jakby była gotowa wmówić światu że tak w zasadzie to jej nie ma, a te krzyki rozbrzmiewające za jej plecami to zwykłe kłamstwa i pomówienia. Nie, nie, ni jeden mięsień jej nie drgnął w odpowiedzi na chłodne powitanie Mallistera, w zasadzie Lelek wyglądała tak spokojnie i naturalnie, jakby w całym zamku panowała dosyć sympatyczna a wręcz kojąca cisza, a nie istny armagedon na trzy głosy w wykonaniu niewieścim.
- Ach! I tutaj się mylicie drogi kuzynie, w naszym spotkaniu nie ma nawet odrobiny zbiegu okoliczności - oświadczyła miękko, dygając uprzejmie na powitanie nim raczyła się odezwać. Zbliżyła się do mężczyzny powoli, po raz kolejny w duchu ubolewając nad tym, iż nie dane jej będzie nigdy poruszać się w taki sposób, w jaki czyniły to jej rówieśniczki. Niemal wszystkie panienki z szlachetnych domostw, z jakimi miała styczność brązowowłosa - teoretycznie - ptaszyna miały w sobie coś ulotnego, niemalże eterycznego co sprawiało iż chód ich bardziej taniec przypominał, zaś stopy młódek obleczone w kosztowne trzewiczki gotowe były w każdej chwili oderwać się od ziemi. Zazdrościła im tej lekkości, tej płynności ruchów nadających im wrażenie czegoś nad wyraz kruchego i uroczego. Lelia taka nie była, w zasadzie mierząc niezbyt chlubne sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu została zaklasyfikowana do dam raczej wysokich, przez co delikatność kroku nie była jej zwyczajnie pisana. Może właśnie dlatego, każdy ruch smukłego ciała miał w sobie pewnego rodzaju władczość. Jakby krocząc podkreślała fakt, iż nie tylko z całą pewnością istnieje ale i każdą połać ziemi przezeń mijaną, obiera w swe posiadanie. Naturalnie i z gracją, stanowczo acz na tyle subtelnie, by nie wzbudzała swoją osobą niechęci. Miłym wyrazem twarzy, niezwykle przyjemnym dla ucha głosem oraz uprzejmością, maskowała swój brak wizerunku typowej panienki w opałach, czekającej aż cny jakiś rycerz uratuje ją od wszelkich trosk nękających ten świat. I póki co udawało jej się to czynić dosyć skutecznie i z pozytywnym skutkiem.
- Miałam nadzieję, iż zechcesz poświęcić mi krótką chwilę i podzielisz się dobrą radą, gdyż doprawdy nie wiem cóż winnam czynić - westchnęła cichutko, opuszkami palców zakrywając usta. Zaraz jednak gestem wskazała, by ruszył razem z nią jak najdalej od harmidru. Po cóż się denerwować, gdy istniały dosyć ważniejsze sprawy niż wrzeszczące służki oraz septa? Faywyn w milczeniu, w stosownej odległości sunęła za nimi - Widzisz kuzynie, chociaż staram się utrzymywać dobre stosunki z moimi towarzyszkami z dziecięcych lat, nawet jako kobieta muszę brać pod uwagę niesnaski jakie targają Dorzeczem oraz naszym rodem. Tym większy odczuwam niepokój, gdy przychodzi mi czytać wiadomości od najmłodszej córki obecnego lorda Tully - zaczęła delikatnie, starając się wypowiadać w sposób nienatarczywy i spokojny - I chociaż zazwyczaj są one niewinne, nostalgiczne oraz roztrząsające tematy typowe dla dziewcząt w naszym wieku to ostatni list był dosyć...poruszający. Podobnież w niedalekiej przyszłości, lord Tully pragnie wysłać Lorelay...pamiętacie Lorelay, prawda? To ta malutka, urocza istota o gołębim sercu i kasztanowych włosach. Najwyraźniej jej niewinna uroda oraz łagodny charakter ma ułagodzić gniew chorążych, bowiem to właśnie ona ma w imieniu swego pana ojca objechać co bardziej znaczące domostwa w celu poprawienia nadszarpniętych między nimi stosunków, od czasu tego paskudnego incydentu z Arrynami - mówiła grzecznie i płynnie, podając mu zaraz oderwany wcześniej kawałek pergaminu z listem, jakby tym samym chciała udowodnić swoją prawdomówność - Jednocześnie Lorelay lęka się sposobu, w jaki zostanie...jeśli w ogóle zostanie, przyjęta w Seagardzie, prosiła więc o rychłą odpowiedź czy będzie mile widziana na zamku. Jak widzicie, sprawa jest poniekąd delikatna stąd wolałam wpierw rozmówić się z Tobą, niż z wujem - zakończyła wzdychając przy tym. Sądzono, że sytuacja w Dorzeczu była dosyć stabilna jednak Lelia miała tą przykrą świadomość, że wystarczy jedynie mała fala by zniszczyć ten zamek z piasku. A ona nie zamierzała być tą małą falą, która mogłaby zirytować lorda Jasona bardziej niż dotychczas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze, Seagrad
Liczba postów :
257
Join date :
30/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Lip 26, 2016 2:07 pm

Trevet z właściwą sobie flegmą i manierą wpatrywał się w raz obrany punkt położony około stopy nad głową kuzynki i słuchał tego co ta ma do powiedzenia. Nie żeby przesadnie uważnie, w końcu rzeczą kobiecą jest mówić więcej niż potrzeba, a rzeczą mężczyzny wyłowić ze słów to co istotne. Nieodległe wrzaski trzech kobiet nie ułatwiały mu tego zadania, ale Mallister z gorszych wyzwań wychodził bez uszczerbku dla swojej dumy człowieka więcej niż kompetentnego. Teraz zresztą nie dane mu było nawet stawić wyzwaniu czoła, bowiem jego przewidująca kuzynka zdecydowała, że w podobnych okolicznościach rozmowa będzie ciężka i usunęła się w nieco cichsze miejsce. Mallister rzecz to oczywista ruszył w ślad za krewniaczką.
- Lorelay Tully powiadasz... - powiedział niezbyt głośno, przystrajając swoją twarz w minę pełną zadumy, która pasowała mu jak Greyjoyowi uczciwa praca, uwagę o dziewczęcych listach zignorował z braku jakiegokolwiek sensownego komentarza. Trevetowi brakowała jakiegokolwiek doświadczenia w dziewczęcej korespondecji - Jak bym się nie starał nie potrafię  sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek miał przyjemność ją spotkać. Ale za to miałem okazję poznać jej świętej pamięci brata i jeżeli w czymkolwiek go przypomina to Siedmiu miejcie nad nami litość
Trevet westchnął ciężko na samo wspomnienie o Lancelu Tullym, ramię w ramię z którym walczył pod Stone Hedge, człowieku o niezwykłej popędliwości i pewności siebie tak wielkiej, że nawet Mallister był zadziwiony, ale nie równoważącemu tych cech stosowną ilością rozsądku.
- Ale jeżeli lord Tully zdecydował się chować za plecami swojej rodzonej córki zamiast samemu podjąć te rozmowy - głos zgrzytliwy, mina nieugięta i pełna dumy - to oczywistą rzeczą, że w Seagardzie nie odmówi się jej gościny. Doprawdy samo dopytywanie się o podobną sprawę zahacza o obrazę. No, ale młodej damie wypada oczywiście podobny nietakt wybaczyć.
Trevet przez chwilę zrezygnował ze swojej pełnej wyższości postawy i pozwolił sobie na nieco życzliwości.
- Przekaż jej, skoro już wzięłaś na siebie trud pośredniczenia w tej sprawie, że oczywiście będziemy jej niezwykle radzi. Jestem przekonany, że ojciec powie coś w podobnym guście. Ale jeżeli ktokolwiek liczy, że jak to powiedziałaś niewinna natura i łagodna uroda zastąpi prawdziwe realne działania i fakty to jest w srogim błędzie. Ale tego - zamilkł na chwilę - lepiej nie pisz. A jeżeli to wszystko to wybacz mi proszę, ale udam się w swoją stronę
Trevet skłonił się uprzejmie krewniaczce i rzeczywiście ruszył w stronę niewielkiej komnaty jaką zajmował. Doprawdy działo się ostatnio dużo więcej w całym Dorzeczu niż jeszcze przed paroma miesiącami, nawet odrobinę za wiele jak na jego rozum. Nic dziwnego, że minę miał strapioną i niepewną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze - Seagard
Liczba postów :
92
Join date :
25/05/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Sie 02, 2016 1:22 am

Przechyliła głowę delikatnie na bok, niczym zaintrygowany ptak który dostrzegł właśnie wyjątkowo interesującego robaka i postanowił poświęcić mu kilka chwil swej jakże cennej uwagi. Smoliście czarne tęczówki, choć tchnęły najprawdziwszą łagodnością, to posiadały również ten swoisty blask zdradzający nadzwyczajną czujność weń tkwiącą. Czujność, która nakazywała bacznie śledzić każdy, nawet najdrobniejszy ruch wykonany przez krewniaka. Obserwować jak mięśnie drgają na jego twarzy, jak mimowolnie porusza palcami prawej dłoni, jak krok za krokiem podąża w ślad za nią wyraźnie zaaferowany - choć z całej siły pragnie to zamaskować, skryć pod płaszczem zadumy oraz swego rodzaju arogancji. Kąciki wąskich ust dziewczęcia uniosły się jeszcze bardziej, nadając uprzejmemu dotąd uśmiechowi niejakiej figlarności i choć złośliwość już osiadała na języku, już pragnęła wypuścić spomiędzy warg drobną uszczypliwość na wzmiankę o najmłodszej z panien Tully, to cichy szept rozsądku nakazał milczenie. Nawet jeśli jej komentarz odnoszący się do braku zainteresowania urokliwymi damami, co rzutowało niejako na stan cywilny kuzyna - byłby nader trafny, to jednak sympatia żywiona do Treveta, nawet czyniącego w tym momencie te swoje wyniosłe - i jakże drażniące! - miny, powstrzymała ją przed wypowiedzeniem tych słów, nawet jeśli mówione by były w żartobliwym tonie. Skinęła więc tylko głową, zupełnie tak jakby zgadzała się z dziedzicem Seagardu, iż faktycznie obawa biednej Lorelay była nie tylko bezpodstawna, ale i wielce krzywdząca.
- Jesteście pewni? A już planowałam umieścić w liście do panienki Tully słowo, w słowo to co żeście mi powiedzieli - zakpiła delikatnie, najwyraźniej nie mogąc zapobiec wrodzonej impulsywności nakazującej mówić dokładnie to, co biedny Lelek ma dokładnie na myśli. Ach! W duchu zaklęła tak szpetnie, iż gdyby pani matka to dosłyszała to za kare zmusiłaby młodziutką Mallisterównę do wielogodzinnego klęczenia w sepcie, gdzie przepraszałaby za swój brak ogłady. Niemniej, musiała wreszcie zapanować nad swym krnąbrnym charakterem, inaczej w przyszłości przyczyni się on do wielu nieprzyjemnych sytuacji, przy których stale wypominane jej psikusy były ledwie pyłem przy monumentalnej górze  - Niemniej dziękuję za poświęcony mi czas kuzynie, twe słowa napawają mnie radością - dodała zaraz, ponownie dygając gdy Trevet począł oddalać się od ciemnowłosego stworzenia. I Lelia zapewne udałaby się do swych komnat, gotowa jak najszybciej przekazać swej przyjaciółce jakże cudowną wiadomość, gdyby nie krzyk tak głośny iż od niego nie jedna szklana waza zadrżała. A biedna, pozostawiona w tyle rudowłosa Mysza, ogłuchła.
- PANIENKO LELIOOO!
Nim zdążyła chociażby zareagować na ten jakże uroczy oraz przepełniony szczerą wściekłością wrzask septy - kochana i jakże domyślna Faywyn, niemal natychmiast chwyciła ją za cienki nadgarstek i pociągnęła za sobą, tak by biegiem wraz z dziecięcym śmiechem na ustach mogły czym prędzej opuścić korytarz. Zanim pulchna kobieta odziana w szarości, dysząc ze zmęczenia dopadłaby swe przyszłe ofiary.

/ zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Sro Wrz 14, 2016 7:10 pm

Seagard nie był po drodze do Królewskiej Przystani. Nie był też na żadnej z dróg, którymi Aliser uprzednio podróżował. Położony głęboko w ziemiach Dorzecza stał się jednak celem podróży Lannistera i panny Tuly. Wzięli jednak ze sobą zdecydowanie zbyt liczną świtę i przez to podróż, której odbycie normalnie zajmuje kilka dni rozciągnął się znacznie przez zbyt liczne postoje oraz konieczność obrania drogi, którą mogą przejechać wozy. Nie obyło się także bez małych incydentów, gdy złoty lew został dostrzeżony przed srebrnym pstrągiem. Gdy do omyłki doszło ze strony kilku wieśniaków, którzy uciekli z prędko z pól, to nie było nic więcej poza chwilą śmiechu dla wędrujących. Gorzej jednak, gdy natrafili na patrol jednego z lordów.
Mylić się by mógł jednak ten, kto uzna, że podróż była nerwowa i niespokojna. Chociaż gdzieś na dalekim południu wybuchła zaraza, a niedawno panoszyła się również w sąsiedniej Dolinie, to wśród ludzi Lannisterów i Tullych czas płynął jak gdyby beztrosko.
W końcu jednak udało im się dotrzeć. Było już późne południe, a mimo to było ciemno jakby lada chwila miała nastać noc. Szare chmury zakrywały całe niebo i lada chwila mógł runąć deszcz, toteż postanowiono nieco przyśpieszyć, może nawet kosztem dodatkowych sukien i tych, którzy skazani byli na wozy przez brak własnych koni. Część wraz z Aliserem i Lorelay ruszyła przodem witając mury Seagardu wcześniej niż reszta. Ich rzeczy oraz pozostali członkowie orszaku zjawią się dopiero godzinę, może dwie później.
W przeciwieństwie do przybycia Lannistera do Riverrun teraz ruszyli od razu ku bramom, nie obawiając się odmowy wpuszczenia. W końcu przybył członek rodu ich suwerena, a więc nie do pomyślenia byłoby kazanie Lorelay i jej świcie czekać pod bramami, to samo tyczy się zresztą gości panny Tully.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Riverrun
Liczba postów :
40
Join date :
08/07/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Pią Wrz 16, 2016 9:35 pm

Czas mijał szybko w towarzystwie Alisera, który wydawał się zacnym człowiekiem o podobnym uosobieniu do Lorelay. Gdyby miała możliwość z pewnością częściej widywała by się z dumnym lwem o złocistych włosach, który zaszczycał ją szerokim uśmiechem. Pstrąg obcujący z kotem? Kto by pomyślał, że te niegdyś zwaśnione rody potrafią z równym zapałem opowiadać historię swego życia nie mając krzty złego wydźwięku. Faye dotrzymywała im towarzystwa błądząc między końskimi kopytami i nie opuszczając ich o krok.
Podróż chyliła się do końca wraz z zachodzącym słońcem, które nieubłaganie uciekało przed księżycem. Freya wydawała się niespokojna, jednak Lorelay nie chciała już się zatrzymywać. Była równie zmęczona co ona, jednak myśl o spotkaniu swej drogiej przyjaciółki nie dawała jej spokoju. Nic dziwnego, że gdy tylko ujrzeli mury Seagardu panienka Tully wyraźnie się rozbudziła, ponownie nabierając rumieńców.
Popędziła konia, dając wyraźny znak Aliserowi, że powinni ruszyć, sama zaś sięgnęła po chorągwie z pstrągiem, którą podparła się przy bramie nie zsiadając z wierzchowca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorzecze
Skąd :
Dorzecze - Seagard
Liczba postów :
92
Join date :
25/05/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Nie Paź 02, 2016 2:03 am

Była zaskakująco delikatna oraz krucha. Wydawało się, że zaledwie lekkie muśnięcie lodowatego wiatru jest w stanie ją spłoszyć, sprawić iż rozpadnie się na tysiąc elementów, bez szans na powrót do swej pierwotnej formy. Krucha i ulotna, z czasem zdawała się nabierać bardziej tęsknego wyrazu. Opuszki palców uderzały z niewysłowioną czułością w struny harfy, pozwalając by łagodna melodia otuliła sobą pomieszczenie. Zawarta w niej słodycz idealnie współgrała z goryczą, wkradającą się między poszczególne nuty - tym samym nadając jej prawdziwie melancholijnego wyrazu.
Brzmi niczym pożegnanie. Ta myśl pojawiła się w umyśle Faywyn niespodziewanie, wprawiając w popłoch służkę na ledwie kilka uderzeń serca. Pochylona nad srebrnym kandelabrem, zapalała kolejne knoty świec nie pozwalając by ciemność ogarnęła komnatę, gdy tylko ostatnie promienie zachodzącego słońca opuszczą jej ściany. Nie do końca rozumie skąd wziął się ten lęk, niepokój odbijający echem słowa niedawno rozbrzmiewające w jej głowie. Nie potrafi się jednak otrząsnąć, wrócić do przerwanego zajęcia jak gdyby nigdy nic. Zamiast tego prostuje się, spojrzenie kierując ku postaci znajdującej się w centrum pokoju. Na wpół siedząc, na wpół leżąc na wyściełanym poduszkami drewnianym fotelu, Lelia Mallister wydaje się być uosobieniem spokoju. Wąskie, różane usta wykrzywione są w nikłym, z lekka nieśmiałym uśmiechu. Powieki opatrzone kurtyną długich, smolistych rzęs skrywają pod sobą czerń tęczówek, gotowych badawczo wwiercać się w rozmówcę jakby chciały przeniknąć do jego umysłu i wyrwać zeń wszelkie sekrety tylko po to, by mogła stworzyć z nich kolejną pieśń. Z głową odchyloną na oparciu siedziska, drobnymi dłońmi pozwala drżącej melodii umykać spod smukłych palców. Ciemnobrązowe, opatrzone miodowymi pasmami miękkie pukle opadają luźno na ramiona wtapiając się kolorytem w koc narzucony niedbale na plecy, oddzielający gładką skórę od chłodu umykającego z każdą sekundą dnia. Wygląda tak niewinnie, iż nie sposób jest połączyć jej obecny wizerunek z obrazem jakże krnąbrnej ptaszyny, będącej jeszcze kilka lat temu prawdziwym - choć nieco pociesznym - utrapieniem dla swego rodu. Fay uśmiecha się pod nosem, chłonąc jakże intymną atmosferę pomieszczenia przesyconego aromatem rozgrzanego wosku oraz olejków do ciała używanych przez Mallisterównę. Zapach kwiecia pomarańczy i miodu koi rozedrgane emocje, niedawno odczuwany strach znika w odmętach pamięci pozostawiając po sobie jedynie nieznaczne zaintrygowanie. Już pragnie rozchylić wargi, zadać pytanie młodziutkiemu Lelkowi, gdy drzwi z hukiem uderzają o ścianę a do środka wpada zdyszana Mysza, próbująca za wszelką cenę złapać oddech. Odpoczywająca młódka nie podskakuje z przestrachu pod wpływem głośnego i jakże niespodziewanego dźwięku. Stopniowo rzewna muzyka zamiera, a powieki dotąd ukrywające heban oczu szlachcianki, unoszą się powoli. Spokój nie opuszcza jej lic, a jeden ruch ręką zachęca rudowłosą Mishę do zbliżenia się.
- P...p-przybył pstrąg na g-grzbiecie lwa... - wyrzuca wreszcie z siebie służka piskliwym głosem, łapiąc się za serce jakby to miało zaraz wyrwać się z jej piersi - D...Dziedzic wyszedł ich powitać...Mmam coś przekazać Pani?
- Nie. Każcie tylko służącym zanieść więcej koców do komnat gościnnych, niech przygotują również kąpiel dla lady Tully oraz ser Lannistera. Po tak długiej... - tutaj kącik ust Lelii drga lekko, złośliwość pragnie dodać również coś od siebie, jednak powstrzymuje się  - ...podróży, należy się im chwila wytchnienia nim pan ojciec oraz lord Jason zaproszą ich na wieczerzę - skończywszy mówić, odwraca się już w stronę ciemnowłosej Faywyn chcąc już coś rzec, gdy zamiera raptem wzrok z powrotem kierując na rudą - Albo nie, przekażcie Lorelay niech nie zabiera ze sobą do sali jadalnej swojego psa. Przepłoszy jeszcze wszystkie koty. A ja lubię swoje koty - oświadczywszy to, obserwuje jak Mysza dyga i znika zatrzaskując za sobą drzwi. Faywyn parska cicho, kierując się do sypialni swej panienki, chcąc wybrać dlań odpowiedni strój na ten wieczór. Panna Lorelay Tully zawsze zdawała się mieć szczególne miejsce w sercu Lelka, jednak nawet to przywiązanie - jakże nadwątlone przez konflikt Tully z Arrynami - było niczym w porównaniu do sympatii odczuwanej do kociąt zamieszkujących zamek Seagard. Jak dobrze, że pewne rzeczy pozostawały niezmienne nawet jeśli czas płynął nieubłaganie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Paź 18, 2016 8:20 pm

Lord Jason Mallister nie miał dziś szczególnie dobrego humoru – widmo zimy skutecznie spędzało mu sen z powiek, a krnąbrny jak młoda klaczka (w mniemaniu swego ojca) dziedzic nieszczególnie pomagał w narastającej masie obowiązków. Nawet dzisiaj zaginął bez wieści, najpewniej poświęcając się równie przyziemnym rozrywkom jak zarzucanie rybakom, że specjalnie plączą sieci bądź okładanie na dziedzińcu mieczem mniej doświadczonych rycerzy, każdy kolejny cios nazywając niosącą lekcje nauczką. Sam Lord bez wątpienia nie znalazłby sobie bardziej ambitnego zajęcia i w pełni oddałby się krytyce zbyt przesolonej ryby, nazbyt doprawionego pasztetu z minoga bądź stanowczo rozgotowanej wody (jak gdyby można było ją rozgotować). Los jednak miał wobec całego Seagardu inne plany, o czym Lord Jason przekonał się nad kufelkiem grzanego piwa – po powierzchni złocistego  trunku dryfowały suszone goździki, zaś komnatę wypełniał charakterystyczny zapach mieszanki miodu oraz alkoholu.
- Wasza miłość, do zamku zmierza delegac…
- Z Riverrun, tak, tak, jest to rzeczą wiadomą od przynajmniej tygodnia. Kiedy w końcu dotrą do bram, zejdę na dół i powitam w naszych progach tak, jak się godzi – Lord Jason machnął lekko ręką, zupełnie jakby służący był muchą, którą może odgonić gestem; ten jednak nie drgnął nawet o cal, czekając cierpliwie, aż Lord Mallister upije łyk grzanego piwa i otrze wąsy z piany.
- Zaiste, mój panie, lecz Pstrągowi towarzyszy Lew, co – jak się zdaje – nie było nam do koń…
- Niechże cię Inni, Svoren! Gdyby Pstrąg przyleciał na Smoku, o tak, wtedy mógłbym się dziwować, jednak o ile pamięć mnie nie myli – a nie myli nigdy – z Lannisterami łączą nas dobre stosunki od… - Lord Jason szarpnął ostrożnie lewą stronę sumiastych wąsów, zmarszczył lekko brwi, po czym dokończył bez wcześniejszej pewności w głosie. - … odkąd wraz z nimi oblegaliśmy Riverrun. Jakże zmienna jest polityka, nie dziwota, że to kobieta.
Nim służący zdołał dodać coś jeszcze, Lord Mallister podniósł się ze swego miejsca, wygładził materiał wamsu – pięknie obszytego i obsadzonego w rodowych barwach – po czym wyminął Svorena w drzwiach, podążając wprost na dziedziniec. Służący dogonił go dopiero w połowie schodów, narzucając na lordowskie plecy gruby, ciężki płaszcz, który miał chronić Lorda Jasona przed zbyt pochopnym przeziębieniem – w jego wieku pierwszy lepszy podmuch wiatru z Północy mógł napytać biedy. Pośpiech Lorda był jednakże nazbyt pochopny – pan na zamku czekał dłuższą chwilę, nim delegacje obu szlachetnych rodów pojawią się na dziedzińcu i nim powstały przez przyjezdnych rwetes ustanie na tyle, by należycie można było powitać gości. Jason Mallister, słynący na całe Dorzecze z manier tyleż nienagannych, co dumnych, podszedł do konia panny Lorelay, osobiście pomagając jej zejść z siodła – Lord uśmiechnął się nawet pod wąsami, gdy bezpiecznie odstawił lady Tully na kamienne płyty, w tym samym momencie ze spokojem przenosząc wzrok na – jak wnioskował po przyodziewku oraz złotych włosach – Lannistera.
- Będzie dla nas zaszczytem goszczenie równie szlachetnych gości – rozpoczął donośnym tonem, rozglądając się po zeskakujących z siodeł przyjezdnych. – W zamku czekają na was komnaty, byście mogli odświeżyć się po trudach podróży, w wielkiej sali z kolei już zastawiają stoły na wieczerzę, którą – żywię nadzieję – spożyjemy wspólnie – Lord Jason poprawił zwisający mu z ramienia płaszcz, po czym skinął lekko głową, jakby na potwierdzenie własnych słów.
- Zapraszam was pod mój dach, częstujcie się chlebem, solą i kiełbasą na znak seagardzkiej gościnności oraz szacunku – powiedziawszy to, Mallister wskazał dostojnym gestem na pokaźne, dębowe drzwi, za którymi czekała służba gotowa odprowadzić szlachetnych gości – wedle ich życzenia – do komnat bądź wielkiej sali.

    W kolejnym poście możecie zawrzeć informację, iż skorzystaliście z gorącej kąpieli w komnatach oraz możliwości zmienienia przyodziewku - zapraszam jednocześnie na wieczerzę, w której towarzyszyć będzie wam lordowska para, Lelia oraz jej ojciec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Casterly Rock
Liczba postów :
13
Join date :
12/07/2016

PisanieTemat: Re: Seagard    Wto Lis 22, 2016 8:44 pm

- Śpię w dziczy lub jadam wieczerze u Lordów. - Nagła myśl, która przemknęła Aliserowi przez głowę wyrywając go z słodkiego relaksu zażywanego w gorącej wodzie. Ponad taflę wystawała tylko odchylona w tył głowa z przymkniętymi oczyma i nieznacznie rozwartymi wargami.
- Jeśli tak właśnie wygląda sztuka dyplomacji, to niewiele rożni się od wojny, tyle tylko że zamiast rozlewać krew przychodzi pić wino. - Mruknął cicho pod nosem. Otworzył też oczy i rozejrzał się po Seagardzkiej komnacie. Ile już spędził czasu w wodzie? Nawet nie zauważył, gdy z gorącej stała się ledwie letnią.
Na ten długi czas zapomniał o problemach i niemal śnił. Dawno nie miał okazji polować. Toteż jego myśli powędrowały do ziem Zachodu, do nie tak licznych lasów i tym razem nie siedział zamknięty w warownym obozie a gonił za zwierzyną. Często jednak, nawet nieświadomie uwagę jego przyciągały inne wizję, inne zgoła sprawy. Turnieje, wino, kobiety... kąpiel to nie było miejsce na troski, politykę czy intrygi.
Czas jednak gonił niemiłosiernie. Aliser nie mógł spóźnić się na wieczerzę wyprawioną przez gospodarzy. Jakie wystawiły tym świadectwo Casterly Rock i całemu Zachodowi?  Był zresztą nieco głodny.
Oparł dłonie o krawędzie wanny i krzyknął od razu do służby, by przygotowała jego ubrania. Wyszedł tak żwawo, niemalże wyskoczył, że gdy stanął już na nogach zakręciło mu się w głowie. Złapał się za czoło, lecz szybko zamaskował ten gest przeczesaniem włosów.
Od tego niewiele czasu minęło, a Lannister zjawił się w Wielkiej Sali przybrany w szmaragdowy aksamit przystrojony rdzawymi guzikami - na każdym z nich był wygrawerowany lew.
Na szczęście, gdy przybył kolacja wciąż trwała. Część z jego ludzi, większa cześć, znajdowała się już tutaj. Kilku kolejnych dostrzegł wymieszanych z Seagardczykami - możliwe że walczyli kiedyś wspólnie, spotkali się na jakimś turnieju, czy też z innych jeszcze przyczyn się znali. Pozostali, których Lwowi nie udało się wypatrzeć na wieczerzy zapewne się nie zjawią.
Teraz jednak skierował się w stronę, gdzie zasiadała lordowska para i ukłonił się. Pozdrowił siedzących za stołem w krótkich słowach:
- To zaszczyt gościć w Seagardzie, przy tak hojnych gospodarzach. Przesyłam jednak również mniej osobiste wieści z Casterly Rock. Mój ojciec, a także jego ojciec - Lord Lannister życzą Seagardowi, Mallisterom wszelkiej pomyślności w nadchodzących czasach. - Po ostatnim słowie podniósł się i zajął przeznaczone dla niego miejsce za stołem.
Przez całą drogę spoglądał jednak z uwagą na gospodarzy. Nie przypatrywał im się cały czas, a raczej posyłał krótkie spojrzenie, by postarać się jak najwięcej wyczytać, lecz nie zwracać na siebie specjalnej uwagi. Rozglądał się również, czy na uczcie zjawiła się Lorelay.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Seagard    

Powrót do góry Go down
 

Seagard

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Dorzecze-