a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Taras widokowy



 

 Taras widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Taras widokowy   Nie Maj 25, 2014 8:51 pm


Taras widokowy



Taras widokowy podczas uczty weselnej, poza funkcją rzec jasna krajoznawczą, będzie także najlepszym miejscem do obserwacji pokazu Gildii Alchemików zaplanowanego przez Namiestnika. Goście weselni przez północą zostaną zaproszeni na szeroki, wychodzący na Czarną Zatokę balkon, skąd będą mieli niepowtarzalną okazję, by móc podziwiać zdolności wywodzących się z Essos alchemików. Sam pokaz przeprowadzony zostanie ze statków, które z tej okazji wypłyną na wody zatoki i z jednej strony pozwolą całej Królewskiej Przystani podziwiać rewię, z drugiej zaś w razie jakiegokolwiek niepowodzenia uchronią mieszkańców stolicy przed tragedią, choć ta wydaje się nader nieprawdopodobna.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Nie Cze 08, 2014 9:38 pm

Znużone spojrzenie panny młodej prześlizgiwało się kolejno po każdym z gości, nie unikając ich wielobarwnych tęczówek, lecz z hardością jakby chciało przeniknąć je na wskroś. Gdy oficjalna część ceremonii dobiegła już końca, kąciki ust księżnej opadły powoli, niepostrzeżenie, a jej twarz spowiło pochmurne niemal oblicze. Weselnicy zajęci byli pochłanianiem wybornego kurczęcia w miodze, bądź sięganiem po kolejne cytrynowe ciasteczko, niemal rozpływające się w ustach. Dornijka ledwie skubnęła tego, co służba przedeń postawiła, choć kucharze Czerwonej Twierdzy z pewnością zasłużyli na uznanie. Każda potrawa bowiem stanowiła ucztę nie tylko na podniebienia, lecz również oczu. To nie miało jednak dla Ivory większego znaczenia, prawdę mówiąc - ledwie zwróciła na to uwagę. Przez myśl przemknęła jej ochota chwycenia za dzban wybornego, dornijskiego wina i wlania zawartości do gardła, lecz przecież nie mogła tego uczynić. Nie przystało to damie, a tym bardziej panny młodej. Zaciskała więc dłoń na nóżce swego kielicha i sączyła trunek powoli, nie przestając obserwować.
Wzrok zatrzymał się na najbardziej egzotycznych z weselników, a mianowicie członków książęcego rodu Xho, będących rodziną Ivory od strony matki. Ich słowa wymawiane w obcym, dziwnym dla obecnych języku, wybijały się ponad głosy inszych. A ton każdego z nich był radosny jak śpiew egzotycznych ptaków, który słyszała na Wyspach Letnich. Pamięcią powróciła do tej wiecznie zielonej krainy, gdzie drzewa liście miały tak długie jak jej tułów, a w krystalicznej wodzie morza mogła dostrzec ryby wszelkich kolorów i gatunków. Odbyła tam podróż jedynie raz, licząc sobie zaledwie osiem dni imienia, jednakże intensywność barw tych wysp pamiętała tak, jakby ujrzała to wszystko zaledwie wczoraj. Chciałabym znaleźć się tam jeszcze raz…, pomyślała Ivory, wpatrując się w pióra zdobiące długie płaszcze Letniaków, wiedziała jednak, że nie było to możliwe. Wyspy Letnie słynęły nie tylko ze względu na swe owoce i rybne przysmaki, lecz również na… wyjątkowo luźne podejście do konwenansów. Uśmiechnęła się pod nosem samo wspomnienie. Dornijczycy byli przy Letniakach wręcz pruderyjni!
-Księżniczko… Księżno! Czy zaszczycisz mnie tańcem? – niski głos pierwszego syna lorda Santagar wyrwał ją za zamyślenia.
Pogrążona we własnych myślach nie zauważyła, kiedy zniknął jej małżonek, a misternie wykonane krzesło świeciło pustką. Usta wygięły się w grymasie, gdy go dostrzegła, nim zniknął z oczu wszystkich.
-Oczywiście, ser – dziewczęcy głos Ivory wywołał na twarzy młodzieńca promienny uśmiech. Podniosła się więc z krzesła, lecz nim odeszła z Dornijczykiem, nachyliła się nad swym bratem, siedzącym tuż obok niej. Dłonie Ivory dotknęły ramion Edrica i przesunęły się ku łokciom, gdy nachyliła się, aby wyszeptać mu coś do ucha.
-Dokonałeś perfekcyjnego wyboru – rzekła cicho, a głos, który przed chwilą był ciepły jak pustynny podmuch wiatru, ociekał teraz jadem godnym żmii.
Podała drobną dłoń mężczyźnie, który poprowadził ją ku Królewskiej Sali Balowej, gdzie grajkowie i bardowie nie pozwalali choćby na chwilę odpoczynki. Szeleściły spódnice, a śmiech niósł się ponad głowami weselników, którzy zdawali się zapomnieć choć na chwilę o codziennych troskach, aby oddać się zabawie. W nozdrza Ivory uderzył mdła mieszanka różnych perfum oraz potraw, która w zamkniętym pomieszczeniu mogła przyprawić o ból głowy. Spódnica jej białej sukni zawirowała jednak w tańcu, a usta księżnej uśmiechały się ciepło do młodego Santagara. Jednak gdy tylko skończyła się pierwsza melodia, uwolniła się z silnych ramion Dornijczyka, dziękując za wspólną chwilę rozrywki, po czym oddaliła się czym prędzej, a za nią jak cień podążył Biały Płaszcz.
Podążyła ku wyjściu, jednakże nie temu prowadzącemu ku Królewskim Ogrodom, gdzie odbywała się uczta, lecz rozległemu tarasowi, skąd można było podziwiać Czarną Zatokę w całej swej krasie. O tej porze z trudnością można było odróżnić morze od nieba, dostrzec tą linię, gdzie niebo łączyło się z niebiosami. Znalazłszy się na tarasach przymrużyła oczy i wzięła głęboki oddech. Pragnęła się stąd uwolnić, jak najprędzej. W latach dziecięcych marzyła o hucznym weselu, podczas którego będzie wirować w tańcu ze swym małżonkiem, miłującym ją rzecz jasna ponad wszystko na tym świecie. Roześmiała się w duszy z goryczą na myśl o tychże fantazjach, a jej oczy dostrzegły, że nie jest tu sama.
To Aryana Stark.
Ivory miała wrażenie, że ponownie czuje ciepły oddech służki na swych uchu, gdy spytała o ciemnowłosą damę siedzącą przy stole obok mężczyzny, który przedstawił się jako Diryan Stark. Zawsze słuchała uważnie wieści płynących z południa o zawieranych sojuszach, zrękowinach, czy małżeństwach. Informacje kto kogo nienawidzi, bądź poślubia były jednymi z istotniejszych na dworze. Wiedziała więc komu obiecano rękę szlachetnej Wilczycy o oczach barwy nieba wczesnym brzaskiem. Była świadoma również stanu i jego przyczyny jej narzeczonego. Mężczyzna z którym miała spędzić życie został zraniony zatrutym ostrzem Trystane Martella i walczył o życie, a siostra Dornijczyka… Skierowała swe kroku ku jego narzeczonej.
-Lady Aryano – odezwała się cicho, stając przy balustradzie, na której ułożyła dłonie. Przez chwilę spojrzenie panny młodej wbite było w majaczące gdzieś w oddali białe grzbiety fal, zaraz jednak spoczęło na smukłej sylwetce Starkówny.
-Przez chwilę można odnieść wrażenie, że jest tu pięknie, nieprawdaż? – spytała, podbródkiem wskazując na przestworze zatoki – Człek może zapomnieć, gdzie się znajduje. Tylko na chwilę, wielki to żal – tu Dornijka urwała na moment, a na jej karminowych wargach wykwitł nieprzewrotny uśmiech – Nigdy nie miałyśmy okazji się poznać, pani. Prawdę mówiąc to pierwszy raz, gdy spotykam pannę ze szlachetnego rodu Starków.
Słowa Księżnej płynęły powoli i cicho, ocierając się o granicę słyszalności, jakby były opowieścią na dobranoc, a nie uprzejmą rozmową, którą nakazują sztywne konwenanse. Były ciepłe tak, jak gdyby obie nie stały po przeciwnych stronach barykady; jakby nie była siostrą mężczyzny, który niemal śmiertelnie zranił jej narzeczonego.
Dwór nie był jednak miejscem, gdzie można było sobie pozwolić na luksus szczerości, okazanie swych prawdziwych uczuć – Dornijka wiedziała to doskonale. Przyjęła swą rolę i już nigdy nie miała przestać jej grać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
http://averyhere.tumblr.com/
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
213
Join date :
26/04/2013

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Pon Cze 09, 2014 12:39 am


Gdyby dostawała złotego smoka za każdym razem, gdy słyszała porównanie książęcego wesela do wesel w różnych zakątkach kraju, byłoby ją teraz stać na złotą wannę, podobną do tej, którą otrzymał Namiestnik. Wiedziała, że podróżując na zaślubiny do Królewskiej Przystani ,nie może oczekiwać atmosfery rodem z północnej biesiady. Wymieniła kilka uwag na ten temat, jednak ciągnął się on w nieskończoność, dlatego Aryana zdecydowała się na chwilowe opuszczenie towarzystwa. Dłuższe przesiadywanie przy stole skutkowałoby nie tylko nie najmilszą prośbą o zmianę tematu, co mogło urazić niektórych obecnych, ale nie byłoby też najlepsze dla żołądka. Rozprostowanie kości było więc pomysłem wskazanym, dlatego panna Stark grzecznie przeprosiła najbliższych i udała się na samotny spacer po ogrodzie.
Nie ona jedna wpadła na ten pomysł, co i rusz napotykała na ścieżce lordów i damy, kupców i rycerzy, a także służbę, która dwoiła się i troiła, by przemknąć niepostrzeżenie i uzupełnić braki w winie bądź wyśmienitych potrawach, znajdujących się na stołach. Odnalezienie dla siebie ustronnego miejsca okazało się możliwe, jednak gdy tylko przysiadła na jednej z ławek przy fontannie, niemal natychmiast w zasięgu jej wzroku pojawił się Rodwell Cassel , syn Kapitana Straży z Winterfell. Aryana westchnęła, wiedząc doskonale, o co zaraz poprosi ją młodzieniec, ale nie odmówiła mu tańca i już po chwili ruszyli razem w stronę Sali Balowej.
Nie byli na niej jedyni, na całe szczęście, bowiem panna Stark znacznie lepiej czuła się w siodle niż na parkiecie i ostatnie, czego mogła by chcieć, to kompromitacja przed weselnymi gośćmi. Cassel okazał się jednak znakomitym tancerzem i Ary szybko dała się porwać radosnej atmosferze, wirując zgrabnie, podskakując kiedy trzeba i skłaniając się wdzięcznie na koniec. Melodia przebrzmiała, rozpoczęła się następna, a oni nie mieli w zamiarze przerywać sobie tej przyjemności. Dopiero gdy zmęczenie dało o sobie znać, zdecydowali się na odpoczynek. Krótka pogawędka dobiegła końca wraz z pojawieniem się na Sali panny, która zajmowała specjalne miejsce w sercu młodego Cassela. Aryana uśmiechnęła się tylko pod nosem, gdy mężczyzna opuszczał ją dla innej, ale przecież musiałaby być zupełnie niewrażliwa, by mieć mu to za złe.
Postanowiła zaczerpnąć świeżego powietrza, ale nie chciała wracać jeszcze do ogrodów, dlatego skierowała swe kroki ku tarasowi widokowemu, gdzież to przystanęła nad samą balustradą, oparła się o nią dłońmi, a wzrokiem powędrowała nad Czarną Zatokę, teraz skąpaną jedynie w świetle gwiazd i jasnej łunie znad ogrodu. Widok tak daleki od tego, co znała ze swoich rodzinnych stron, sprawił, że zatęskniła za Północą, za rodziną i swobodą. Przymknęła oczy, odcinając się od rzeczywistości i przywołując w pamięci ostatnie spotkanie z Aidanem. Była dojrzałą kobietą, a tęskniła za nim tak samo jak wtedy, gdy wyjeżdżał do Dreadfort, parę dobrych dni imienia temu. Gdyby był tu teraz, na pewno piliby wino przy stole, zaśmiewając się w głos z tego, jak bardzo ci wszyscy lordowie starali się dziś przypodobać Namiestnikowi i jego żonie, a później Ary wypomniałaby bratu, że skoro sam składał podobne życzenia (kolejność urodzenia zobowiązywała), to nie jest od nich wcale lepszy. Kąciki ust panny Stark uniosły się nieznacznie, gdy wyobraziła sobie oburzoną minę Aidana w reakcji na podobne oskarżenie.
- Lady Aryano.
Cichy głos wyrwał ją z rozmyślań i ani się spostrzegła, a przy jej boku stanęła panna młoda we własnej osobie, z bliska wyglądająca jeszcze piękniej niż wtedy, gdy zasiadała za stołem reprezentacyjnym wraz z małżonkiem. Aryana daleka była od zachowania spłoszonej łani, choć w myślach wyrzucała sobie, że mogła wcześniej wyczuć nadchodzącą towarzyszkę. Gdy Dornijka wpatrywała się we wzburzone fale, córka Północy obserwowała każdą zmianę na jej twarzy. Szybko zorientowała się, że Ivory Targaryen doskonale wiedziała, kogo zaszczyca swoją obecnością na tarasie widokowym, a jej poza i cichy ton były wyraźną oznaką tego, że mimo wszystko przychodzi w pokoju.
- Spoglądamy na to samo morze, a widzimy je inaczej – Aryana oznajmiła spokojnie, podążając za wzrokiem Księżniczki – Ja zapamiętam jedynie piękny widok, który ujrzałam odwiedzając Królewską Przystań. Wrócę do domu i prędzej czy później, umknie on z mej pamięci. Dla Ciebie, pani, to chwilowa ucieczka od rzeczywistości, która mogłaby trwać od dziś po wsze czasy – miała nadzieję, że jej śmiałe słowa nie zostaną opacznie odebrane.
Oczywiście, miała do czynienia z przedstawicielką rodu, który niedawno wzbudzał w niej jedynie nienawiść i ochotę do natychmiastowej zemsty. Ale w obecnej sytuacji nie mogła odnaleźć w sobie chęci do zadania bólu kobiecie, która stała obok niej. Choć wyglądała olśniewająco, jej gwiazda miała gasnąć z dnia na dzień, a klatka, w której się znalazła, miała robić się coraz ciaśniejsza. Aryana nie chciała się już mścić, teraz tylko jej współczuła.
- Pierwsze wrażenie jest ponoć najważniejsze. Mam nadzieję, że nie zawiodłam książęcej ciekawości – uśmiechnęła się delikatnie, przenosząc wzrok ze wzburzonej morskiej piany na spokojną, niemalże niewzruszoną twarz Ivory – Ja sama nigdy nie nawiązałam bliższej znajomości z nikim z dalekiego południa, choć dane mi było poznać żonę Twego brata, pani - okoliczności spotkania z Mellarie Martell wolała jednak zatrzymać dla siebie, niektórych strun nie warto było już poruszać. – Choć wszyscy mówią jak bardzo my, mieszkanki Północy i Południa, różnimy się od siebie, nie sądzę, by mieli wiele racji w tym względzie.
Kilka następnych chwil upłynęło w ciszy, choć Aryana nie odczuwała w tym niezręczności. Żadna z kobiet, znajdujących się na tarasie, nie szukała w tej chwili przyjaciółki, nie pragnęła zwierzyć się z dręczących ją sekretów. Stały ramię w ramię, a Ary odczuwała pewną elektryzującą satysfakcję z tego spotkania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Pon Cze 09, 2014 1:02 pm

Gdy Ivory niemal bezszelestnie stawiała kroki, aby w ułamku sekundy znaleźć się przy ciemnowłosej damie, przez myśl przemknęła jej obawa, iż kobieta z północy może okazać się zwyczajnie… miałka. Tak jak wszystkie insze, które na przestrzeni lat miała okazję poznać. Blade i bez wyrazu. Rumieniące się z byle powodu i tak też chichoczące, a przy najmniejszej nawet aluzji mdlały, bądź wyrażały swe oburzenie zaciskając zęby i milcząc. Nie mające nic do powiedzenia, poddające się woli mężczyzn bez słowa choćby sprzeciwu.. Po prostu nudne, jednakże Aryana Stark już po pierwszych wypowiedzianych słowach, po samym nawet tonie głosu – wydawała się inna. Nie przebierała w słowach, a to cóż… mogło być tutaj nierozsądne. A wręcz niebezpieczne, jednakże Ivory nie odebrała ich jako afront. Uśmiechnęła się jedynie kącikiem ust, jakby kpiąco, jakby z zadowoleniem.
-… ucieczka od rzeczywistości..
Nie ma ucieczki od rzeczywistości.
Możesz na chwilę zamknąć oczy, myślą przenieść się w świat marzeń sennych i fantazji, lecz świat realny to coś, co nie znika, kiedy przestaje się w to wierzyć. A jednocześnie nie ma nic od niej bardziej niewiarygodnego. Rzeczywistość z całą swą szarością, okrucieństwem i zakłamaniem nigdy nie przestawała oblepiać  ciała jak zimna mgła, można było o niej… zapomnieć? Na chwilę, ułamek sekundy, mniej niźli mrugnięcie okiem, lecz to również nierozsądne. Ivory spaliła most łączący brzeg jej marzeń z brzegiem świata realnego. Nie było przepaści większej, niźli ta, która je dzieliła, lecz  musiała o niej zapomnieć. Była owładnięta przez okrutne i dominująco jasne poczucie, że już nie może się cofnąć.
To takie tragiczne, winnam napisać o tym poemat.
-Ja nie pragnę uciekać, pani – odpowiedziała Dornijka, a jej spojrzenie skupiło się na szaroniebieskich tęczówkach północnej damy.
Ivory Targaryen nie potrzebowała współczucia.
Ono było przeznaczone dla żebrzących kurw i maleńkich dzieci z wydętymi od głodu brzuszkami, jakie widywała na obrzeżach Słonecznej Włóczni i także tutaj, w Królewskiej Przystani. Dla nich była litość i współczucie. Dornijka nie zamierzała dzielić się swym cierpieniem, które schowała w najgłębszej otchłani swego serca i ronić łzy przy inszych. Była Martellówną.
Uniosła podbródek wyżej.
Słońce budzi się każdego poranka. Jest wieczne – mówił jej promienny uśmiech.
-Bynajmniej, moja droga, jednakże moja ciekawość pragnie… więcej. - Spojrzenie dziewczyny nie odrywało się od twarzy Aryany, badając każdą zmianę, każdy grymas i drgnięcie mięśni. –Prawdę mówiąc dzieli nas niemal Wąskie Morze, lecz istotnie można odnaleźć wiele wspólnych cech. Słyszałam, że niektóre z was nie lękają się chwycić za broń, podobnież jak i wiele Dornijek. Kilkakrotnie słyszałam o mieszkankach Wyspy Niedźwiedziej, gdzie podobno każde dziecko niezależnie od płci, przyuczane jest do obrony, ze względu na częste łupieżcze wyprawy Żelaznych Ludzi. – urwała na chwilę, spoglądając w morze. Szum fal rozbijających się o brzeg był niemal zagłuszony przez skoczne melodie wygrywane przez grajków. – To godne podziwu. W moim mniemaniu tutaj… na północy, wybacz pani, dla mnie wszystko poza Dorne jest północą, kobiety mają dość słabą pozycję. Tym bardziej jest to godne podziwu. Chciałabym kiedyś ujrzeć Twe strony, milady, jednakże obawiam się, że nie byłabym tam mile widziana. A ponadto pewna część ciała odpadłaby mi z zimna tuż za Riverrun, jednakże… podobno nawet w zimie w tkwi pewne piękno, tak jak w cierpieniu jest pewna idea.
Nim Aryana zdążyła odpowiedzieć, a także nim każda z nich zdążyła zauważyć, na tarasie widokowym znalazł się sam lord Bożej Łaski, pragnący poprosić dornijską księżniczkę do tańca. Nie śmiałaby odmówić. Nadchodziły dni, gdy mogła nie ujrzeć żadnej Dornijki i Dornijczyka poza własną służbą. Uprzejmie pożegnała więc lady Aryanę, lecz nim rozstały się na dobre, księżna spojrzała jeszcze przez ramię, a z jej ust padły ostatnie słowa:
-Z pewnością kiedyś jeszcze się spotkamy, zapewne w rodowej siedzibie Twego przyszłego małżonka, pani, kiedy, mam nadzieję, przybędę, aby odwiedzić mego brata.
Nim Aryana zdążyła odpowiedzieć, Dornijka zniknęła w Królewskiej Sali Balowej.

/zt obie chyba
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Castamere
Liczba postów :
54
Join date :
02/12/2015

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Pon Lut 15, 2016 9:50 pm


    Stół Pary Królewskiej


Przejście na taras widokowy był na prawdę niesamowitym pomysłem na zebranie trochę świeżego powietrza do płuc. Nie ma to jak odetchnięcie z ulgą po tym wszystkim, po tych całych zaślubinach oraz przekazywaniu darów. A tak było wszystko na prawdę w porządku! Co prawda.. Miała obawy, że pójdzie coś nie tak, że całkowicie w inny sposób to wszystko przebiegnie, a tak ma teraz spokój, może napić się wina i napawać się świeżym wdechem. Chociaż, czy ja wiem, czy takim świeżym?
Zapomniałam o jednym napomnieć - kobieta wzięła ze sobą czarny płaszcz, dosyć ciepły, aby podczas tego odpoczywania od tłumów i hałasów przypadkiem nie zmarznąć. Pogoda już nie jest taka, jaką by się chciało, a poza tym - i tak nie wychodziła nigdzie dalej, a jedynie stała pod zasłoniętą częścią - na wszelki wypadek gdyby jakaś niesłychanie dziwna pogoda miała się nadarzyć. Poza tym - nie widziała sensu w chodzeniu w kółko po tarasie, całkiem bez celu w sumie.
Przez okno co jakiś czas zaglądała do środka, a widząc brak jakiegokolwiek zainteresowania tym miejscem przez kogokolwiek, mogła w spokoju i ciszy posiedzieć, a raczej postać, ze swoimi myślami i alkoholem znajdującym się w kielichu. Wino było niesamowicie przepyszne, że aż żałowała iż nie wzięła ze sobą jakiegoś szkła z większą ilością tego trunku. Planowała się upić? Oczywiście, iż nie miała tego na celu. Nie brała dużych i częstych łyków, za każdym razem starała się delektować i smakować wino, by móc z każdym skosztowaniem rozpoznać dodatki wykorzystane do napoju. Jakiś kolejny owoc, coś takiego. Przecież nie zawsze wino tworzone jest tylko i wyłącznie na winogronie - każdy dodawał coś swojego, niebywale zaskakującego zarazem, co poprawia, a niekiedy pogarsza, smak procentowego napoju. To doprawdy niebywałe jak można tworzyć coś z niczego.
Przemyślenia o alkoholu już były, czyli można odfajkować z listy "przemyślenia Marianne podczas spędzania samotnego czasu na tarasie". Co teraz? Sama nie wiedziała. Po prostu patrzyła w niebo, znajdujące się tak daleko od niej, które chyba było równie samotne jak ona. Czy czuła się źle, że jest sama, a jedynie tylko z rodzicami, którzy to wciąż bawią się w szukanie jej przyszłego męża? Oczywiście, że tak. Jak każda Panna chciałaby mieć własnego ukochanego, wybranego przez samego siebie, choćby i miała czekać 20 długich lat na ten właśnie moment. Znając jednak swoją sytuację i położenie polityczne, jest idealną partią go połączenia jej z jakimś innym, za pewne niesamowicie znakomitym, rodem, które ją przygarnie i zarazem pieniądze jej ojca. Czemu to życie musi być takie trudne i niesprawiedliwe? Nie na to jej odpowiadać w tym czasie, ona tu tylko pije i myśli o byle czym, byleby na razie nie wracać do środka i słuchać tłumu, jaki to głośno się cieszy, klnie i śmieje zarazem z nie wiadomo jakich powodów. O, nawet jej tatulek dołączył go tych rozochoconych towarzyszów, jacy to się tak świetnie bawią. Matka zaś zapewne karmi inne damy swoimi plotkami, mając nadzieję, że któraś w końcu pójdzie w świat i zmieni bieg historii. Naiwna ta jej matula, ale i tak ją kochała, nic nie mogła poradzić na jej głupoty.
Ponownie przeniosła swe ciemne oczyska na płynące powoli niebo, całkowicie nie zdając sobie sprawy z tego co się tutaj na ziemi dzieje. Mari westchnęła ciężko, biorąc jeden większy łyk. Tak na uspokojenie i zaniechanie myślenia w stylu depresyjnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
14
Join date :
11/01/2015

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Sro Lut 24, 2016 12:42 am

Stół Pary Królewskiej

Ostatnia formalność została załatwiona. Przekazanie prezentów i oddalenie się od stołu pary królewskiej potraktował z ulgą. Nienawiść do wszelkich oficjalnych obyczajów stała się mantrą syna lorda Burzy. Przypuszczał, że sprawiają one przyjemność bardzo niewielu osobom – a kultywowano je jedynie ze względu na tradycję bądź potrzebę poczucia wyższości nad innymi ludźmi. Elitarność można było jednak przejawiać oraz odczuwać poprzez inne czynności, aniżeli nużące dworskie maniery. Ich nieprzestrzeganie odbierane było jednak z reguły negatywnie. Sam Leyton, jako członek jednego z najważniejszych rodów Westeros, na otwarty sprzeciw panującego stanu rzeczy nie mógł sobie pozwolić. Szły za tym przeróżne konsekwencje, a również gniew pana ojca, którego zastał niedawno w dobrym humorze i jakoś nie pragnął tego zmieniać. W Końcu Burzy wiele rzeczy mogło ujść mu płazem, znajdował się jednak w Królewskiej Przystani, otoczony przez członków wielu szlachetnych rodów oraz w pobliżu samego króla. Zdecydował się na chwilową ucieczkę od swoich myśli.
Wyjście na taras oraz złapanie kilku haustów świeżego powietrza zdawało się być dobrym pomysłem. Mogła to być ostatnia szansa tego wieczora – chwila wytchnienia od gorących dyskusji, dworskich formalności, potyczek słownych i wszelakich politycznych zagrywek. Leyton zdawał sobie sprawę, że uczta potrafi pochłonąć człowieka bezgranicznie i nieczęsto pozwala na chwile wytchnienia. Spory udział miał w tym alkohol, którego odpowiednie ilości potrafiły osłodzić nawet najgorsze towarzystwo bądź ubarwić nawet najnudniejszą opowieść. Tymczasem rześkie powietrze pozwalało oczyścić umysł i bez obawy o zbytnie oderwanie się od rzeczywistości – nacieszyć chwilą samotnej refleksji.
Sprawa samotności nie była do końca pewna. Mężczyzna lekko pchnął drzwi, właściwie jedynie je uchylając, i wślizgnął się na taras. Powietrze okazało się chłodniejsze aniżeli się spodziewał, toteż zaciągnął nieco płaszcz. Upił kolejny, skromny łyk wina i dopiero wtedy zdecydował się na zlustrowanie otoczenia. Taras widokowy, jak sama nazwa wskazuje, oferował kilka ciekawych widoków, żaden jednak nie zdołał zaprzeć tchu w piersiach młodego Baratheona. Nawet nieboskłon nie prezentował sobą niczego niezwykłego. Ot, kolejny powtarzający się każdego dnia widok. Mozolny aż do znudzenia.
Chłopak odetchnął głębiej. Obserwowanie krajobrazów i podziwianie gwiazd na niebie nie znajdowały miejsca w jego planach, odgonił więc od siebie niepotrzebne myśli. Dopiero wtedy dostrzegł kobietę, uświadamiając sobie że stoi niemalże bez ruchu od dobrych kilku, kilkunastu sekund. Aby nie marnować więcej czasu, a przy okazji nie wyjść na osobę kompletnie roztargnioną, postąpił spokojnie w przód, opierając się o balustradę. Liczył, że jego zaskoczenie oraz konsternacja, trwające krótką chwilę, pozostały niezauważone. Jego niebieskie oczy, o nieco nieobecnym wyrazie, jeszcze raz powoli omiotły okolicę zanim skierowały się ku Marianne.
- Tłum i hałas potrafią być męczące, czyż nie? Przynajmniej wino jest wyborne – zagaił rozmowę, upijając przy tym łyk wspomnianego trunku. Skoro już znalazł się w takiej sytuacji, grzechem byłoby nie odezwać się chociaż słowem. Zwłaszcza, że pozwalało to na bezkarne zlustrowanie rozmówczyni, chociaż Leyton starał się, aby jego spojrzenie nie było w żaden sposób nachalne. Wręcz przeciwnie, najwięcej uwagi skupił na twarzy kobiety, chociaż czasem jego wzrok uciekał niepozornie, niby to wpatrując się w jakiś punkt w oddali.
- Ciekaw jestem, jakie czekają nas jeszcze atrakcje. W końcu to królewski ślub. Wątpię aby poprzestali na ceremonii oraz uczcie – dodał jeszcze po chwili, uśmiechając się nieznacznie. Przypomniał sobie również o kielichu z winem, który tkwił nieruchomo w jego dłoni. Zakręcił subtelnie naczyniem, przez chwilę obserwując jak alkohol przelewa się w środku. Nie zdecydował się na kolejny łyk. Zbyt szybkie opróżnienie kielicha, gdy uczta nawet nie zdążyła się na dobre rozpocząć, było bez wątpienia złym pomysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Zachód
Skąd :
Castamere
Liczba postów :
54
Join date :
02/12/2015

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Sro Lut 24, 2016 11:52 am

Wieczór nie zapowiadał się zbytnio ciekawie, z racji tego, iż pewnie pół imprezy będą otrzymywać prezenty i życzenia wszelkiej pomyślności z okazji wstąpienia w związek małżeński. Rozumiała doskonale, iż jest to ważna chwila dla wszystkich, nie tylko dla tych dwojga ludzi, ale na litość... Kogokolwiek. To nie może trwać wieczność - nie może to tak się ciągnąć w nieubłagany czas, trzeba zacząć zabawę! Tańce! Swawole! I inne takie. Oczywiście, nie chciała potępić organizacji wesela, po prostu potrzebowała odrobiny rozrywki, nawet jeżeli jeszcze tego słowa tak dobrze nie znała. Tak, niestety, wstyd się przyznać do tego, iż Marianne pierwszy raz jest na jakimś weselu, jakimkolwiek ślubie. Masz Ci los, że na pierwszy rzut trafił jej się właśnie ten najważniejszy jako zapoznanie się z tradycjami uczestnictwa tego wspaniałego czasu. Oby tylko się nie zawiodła.
Co prawda, nie sądziła iż zostanie na aż tak długi czas na tym przeklętym tarasie, jednakże wolała ten chłód i widok nieba niżeli duchotę i wielkie oczekiwanie na nic. Tak to mogła spokojnie popijać to swoje wino z kielicha i napawać się pejzażem, jaki się przed nią malował. Może i nie był on niesłychanie cudowny, nie zabierał tchu w piersiach, jednakże miał to coś. To coś to bardzo duże pojęcie, zdaję sobie z tego sprawę, ale potrafił skupić oczy na dłużej niż sekundę, by potem móc zatracić się we własnych myślach. Widzicie, jednak to coś ma jakieś swoje własne, głębsze wytłumaczenie. Jakiekolwiek by to nie było, jakieś się znalazło. I chociażby Marianne nie jest poetką, myślicielką, kimkolwiek ważnym, to i tak nikt by się pewnie nie zgodził co do takich słów. Mniejszość nigdy nie ma głosu, szczególnie jak tą mniejszością jeszcze okazuje się kobieta. Nie raz to przeszła. Ale już koniec wywodu na ten temat. Jesteśmy tu po to, aby się bawić, a nie smucić i mieć stany depresyjne.
Usłyszała jak drzwi zaczynają się otwierać - posiadały charakterystyczny trzask, który pewnie był spowodowany nie naoliwieniem zawiasów. Jednakże to nie było takie ważne w obecnej chwili. Dojrzała mężczyznę, jaki to nawet jej nie dostrzegł. W sumie nawet lepiej - nie chciała się narzucać, robić z siebie nie wiadomo co. Po prostu obserwowała go. Starała się nawet być jak najciszej - by tylko nie zakłócić mu odpoczynku od hałasu i tłumów. Chyba każdy to robił - co zajrzała przez okno, tym coraz mniej ludzi znajdowało się w środku i odchodziło gdzieś totalnie w bok, ewentualnie przysiadało się do stołu. Coś czuła, iż ta uroczystość nie będzie aż taka przyjemna i... wspólna. Każdy rozmawiał tylko z jedną, ewentualnie dwoma osobami, nikim innymi się nie przejmując. Chociaż, czego tu się spodziewać lepszego - jest wiele tak skłóconych tutaj rodów, że nie było mowy o spokojnym i zjednoczonym ucztowaniu. Nie zdziwi ją jak zaraz ktoś rzuci się drugiemu do gardła z rękoma, bo spojrzał się na niego tak, jakby mu chomika zadźgał widelcem.
Zaskoczenie, jakie pojawiło się na jej twarzy z racji podejścia nieznajomego do jej osoby, lekko ją zdezorientowało i jakby zamknęło. Zawstydziła się? Prawdopodobnie tak było, jednakże starała się tego nie okazywać. Po co robić z siebie głupka, jakby miała pierwszy raz kontakt z obcym mężczyzną? W sumie tak było, lecz jednego mogła być pewna - niesamowicie przypominał jednego z Baratheon'ów. Nie znała jakiegokolwiek z tamtych rejonów, ale wiele się nasłuchała o tym, jak i o innym rodzie. Otrząsnęła się, gdy wcześniej wspominany odezwał się do niej. Zapowiada się ciekawa noc.
- Wino nie naprawia wszystkiego. Nawet tak dobre jak to. - odparła spokojnie, upijając również alkoholu, nie spoglądając jednak na swojego rozmówcę - nie to co on! Nie chodziło o to, że nie chciała obejrzeć swojego rozmówcy - nawet nie wiecie jak bardzo pragnęła skorzystać z tej chwili! Ale jej dziwne podejście do życia i to, czego została nauczona, nie pozwoliły jej na to - po prostu dalej utrzymywało się w niej to lekkie zawstydzenie. Mari, musisz się ogarnąć!
- Jeżeli oczekujesz czegoś więcej, spodziewaj się jakiejś bójki. Na pewno poleje się krew, pomimo iż straż ma wszystkiego dopilnować. Nic innego nie cieszy ludzi, jak mała wymiana pięści na twarzy. - delikatnie zasugerowała co może się jeszcze dzisiaj przydarzyć, choć oczywiście nie wróżyła z kart i nie była tego pewna w stu procentach. Nasłuchała się jednak wiele o ślubach od swojego ojca, że statystycznie wyliczyła, iż takie "przypadki" dzieją się na co drugim weselu. - Może ewentualnie ktoś kogoś zgwałci. - druga sugestia, nie proponując naturalnie czegokolwiek swojemu nieznajomemu rozmówcy. To też się lubi dziać na weselach. Nie powiecie, że nie! - Oczywiście to tylko moje przypuszczenia, ale tak na prawdę Król i Królowa pewnie zajmą się sobą, a goście dostaną jakieś pokazy, dużo wina i jedzenia oraz towarzystwo na miarę królewskiego wesela. - sprostowała swoje wcześniejsze słowa, aby nie wyszła na dziwaczkę. Marianne po prostu jest zbyt otwarta i za bardzo lubi sobie ze wszystkiego żartować, żeby przy mężczyźnie, nawet jeśli czuje się przy nim speszona, nie powiedzieć czegoś niecodziennego. Czegoś, czego nigdy się nie słyszy od kobiet wprost, a już w szczególności gdy pierwszy raz się spotyka z taką osóbką. Marianne na koniec uśmiechnęła się w kierunku przypuszczalnego Baratheon'a. Był to zarazem miły, jak i cwaniacki "wyszczerz", jakby to wszystko co powiedziała, niesłychanie ją bawiło. I choć może prezentowała sobą kogoś, kto nie jest zbytnio ciekawy do rozmowy, to i tak miała to gdzieś. Nie, że nie szukała towarzystwa, taka już ona jest. Skoro jej bracia i ogólnie rodzina się z tym pogodzili, to każdy inny będzie musiał to sobie przyswoić w mniejszym lub większym stopniu.
- Tak po za tym - zwą mnie Marianne. Z rodu Reyne. - dygnęła, nie spuszczając go z oczu. Poprawiła przy okazji swą suknię oraz płaszcz, które niezbyt wygodnie ułożyły się po wyprostowaniu na jej ciele. - A Ciebie jak zwą, Panie? - zapytała miękko i dostojnie, jakby ślad tamtej Mari zniknął w dosłowną sekundę i ani śladu nie było po niej widać. Upiła ponownie wino, nawet nie przejmując się tym, iż może nie wyglądać to zbyt ciekawie oraz kobieco, najzwyczajniej w świecie chciało jej się pić. A na prawdę to wino było niesamowicie dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Taras widokowy   Nie Kwi 03, 2016 9:46 pm


Przeniesienie fabuły



Każdy z gości przebywających w Królewskiej Sali Balowej bądź tematach znajdujących się w subforum Sali przeniesiony został do tego tematu. Po wprowadzającym poście Mistrza Gry pojawi się post Aerysa Targaryena, później zaś kolejność pisania będzie dowolna.
Posty dodawać można do 7 kwietnia, później ponownie zainterweniuje MG, który zastrzega sobie prawo do wspomnienia również o tych postaciach, które do tego czasu nie napiszą posta w Ogrodach.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Taras widokowy   

Powrót do góry Go down
 

Taras widokowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Punkt widokowy
» Przeszklony taras
» Taras [czwarte piętro]
» Taras
» Punkt widokowy

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewska Sala Balowa-