a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Fontanna



 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Fontanna   Nie Maj 25, 2014 8:26 pm

Umieszczona w północnej części Królewskich Ogrodów fontanna, do której prowadzi jedna z wielu krętych ścieżek, to idealne miejsce dla tych z gości, którzy pragną choć na moment oderwać się od hucznej, weselnej zabawy. Egzotyczne kwiaty, drzewka rzucające na ścieżkę delikatny cień oraz szumiąca rozkosznie, zdatna do picia woda to zaledwie kilka z atutów tego zakątka ogrodów. Wokół fontanny ustawiono trzy kamienne ławki, na których można odpocząć po długim spacerze, zaś pochodnie, które rozbłysną po zachodnie słońca, rozproszą mroki wieczoru, pozwalając bezpiecznie wędrować po północnej części zielonych terenów.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Cze 11, 2014 12:20 pm

Kiedy przez chwilę obserwowała weselników, których delegacje kolejno wręczały prezenty, Daella nie mogła się nadziwić kreatywności co niektórych. Nie miała wątpliwości, iż ona nie chciałaby zostać zapamiętana przez fakt sprezentowania dziwnego upominku młodej parze.
Wydawałoby się, iż ta część ceremonii nie miała mieć końca. Dość szybko opuściła duszną sale, gdzie miały miejsca główne akty przedstawienia, wędrując dobrze sobie znaną ścieżką w stronę ogrodów. Po drodze mijała kolejne znakomitości z różnych stron Westeros, odwzajemniając grzecznie ich uprzejmości, tak że kiedy w końcu zajęła miejsce przy stole przeznaczonym dla rodziny królewskiej oraz książęcej z Dorne, odnosiła wrażenie, iż jej policzki cierpią przy każdej próbie ponownego poruszenia kącikami ust. Bo nie ulegało wątpliwości, że jeśli ktoś przed nią zamierza zagrać niezwykle poruszonego zaproszeniem na ślub namiestnika i jeszcze wykrzesał w sobie podziw dla tego miejsca, Daella musi zareagować równie grzecznie i subtelnie, najlepiej tylko przytakując i uśmiechać się uroczo. Pewnych dworskich obyczajów nie szło przeskoczyć.
Po toaście, który w końcu wzniósł Maegor i do którego nie wypadało się nie dołączyć, Daella bez trudu oddaliła się od centrum uroczystości. Nikt nie powinien mieć jej tego za złe, zwłaszcza, że większość uległa już wcześniej rozproszeniu. Nie miała ochoty ani na kolejne, podsuwane jej pod nos wymyślne potrawy, ani na słuchanie kolejnych pieśni, które przypadły najbardziej do gustu chyba wyraźniej podchmielonemu towarzystwu. Nie przepadała za sytuacjami, kiedy Królewska Przystań przeżywała zatrząśnięcie. Była tutaj, bo tego od niej wymagano a same święto dotyczyło jej brata, nie było to jednak równoznaczne z faktem, że wytrwa do końca wśród tylu sztucznie uśmiechających się lordów i jeszcze mniej naturalnych szlachetnych lady. To, jak ślicznie przystrojono królewskie ogrody, wydało się młodej księżniczce idealnym pretekstem do zwiedzania ich. Musiała się liczyć z tym, że nie będzie zapewne jedną personą zapuszczającą się w jako taki labirynt roślinności, ale pojedyncze dusze mogła jeszcze znieść. Zwłaszcza, że te były wyraźnie zaabsorbowane swoim towarzystwem.
Daella znała drogę do fontanny na pamięć. Ciche szemranie wody chyba najbardziej przyciągało jej uwagę, tak więc pozwoliła się mu prowadzić, aż w końcu jej oczom nie ukazały się trzy kamienne ławki otaczające fontannę, a także krzewy róż i innych, zadbanych kwiatów. Oparła dłonie na brzegu, pochylając się nieznacznie w stronę wody, jakby chciała się przyjrzeć odbiciu w nie do końca płaskim zwierciadle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Cze 11, 2014 10:42 pm

Mawiają, iż pierwsze wrażenie jest najważniejsze, że to właśnie ono w dużej mierze wpływa na postrzeganie drugiego człowieka i traktowanie go w kategoriach dobrze wychowanego… lub wręcz przeciwnie, nieokrzesanego, pozbawionego ogłady, a nawet bezczelnego. Jeśli rzeczywiście tak było, jeśli pierwsze wrażenie odrywało rolę najistotniejszą w relacji z drugą osobą - Hadrian Bolton był człowiekiem powszechnie znienawidzonym. Ot, głupia sprawa, pragnął zdążyć na ceremonię ślubną, beznamiętnie przyglądać zupełnie obcym mu ludziom wstępującym w związek małżeński, później zaś przekazać im zapewnie jedne ze skromniejszych podarków i życzyć wiele pomyślności na nowej drodze życia. Plan, choć dopracowany w najmniejszych szczegółach, na panewce spalił już w pobliżu Rosby, gdzie goście z dalekiego Dreadfort padli ofiarą rzeczy najbanalniejszej spośród banalnych, rzec można - monumentu banalności.
W wozie pękła im oś.
Ani wzmożone wysiłki wymienienia uszkodzonej części powozu, ani nawet desperacka próba nabycia nowego pojazdu nie uratowała Hadriana przed spóźnieniem się na ceremonię. Pół biedy, gdyby było to spóźnienie gustowne, jedno z tych, które są wręcz pożądane - gdy wszyscy sądzą, iż nie stawi się nikt nowy, a wtedy w zasięgu wzroku pojawia się kolejny aktor, podbijając serca zebranych swym gustownym opóźnieniem. Niestety, znacznie spóźnione zjawienie się Boltona nie było ani gustowne, ani pożądane, ani tym bardziej szczęśliwie zakończone. Do Królewskiej Przystani przybył, gdy wesele trwało w najlepsze i nikomu nawet się nie śniło, iż najmłodszy syn Lorda Dreadfort w ogóle zechce stawić się w stolicy Westeros. A jednak - stawił się, nękany wciąż powracającą, gorączkową myślą: jak, na Starych Bogów, znaleźć w tym tłumie parę młodą? Przemierzał kolejne zakątki Królewskich Ogrodów, z bladym uśmiechem na nie mniej bladej twarzy, walcząc jednocześnie ze szczeniacką radością, sprawianą mu przez przecinanie trawnika wbrew regułom ścieżek. Kroczył szybkim, pewnym krokiem, pozwalając, by wiatr wypełniał wnętrze jego płaszcza zielonymi liśćmi i zapachem ziemi. Główna część ogrodów wabiła go dźwiękami muzyki i śmiechem kobiet, jednak samo poczucie obowiązku znacznie przewyższało porywy ciała. Nakładające się na siebie ściany krzewów, które nabierały ostrości, kiedy tylko Bolton zatrzymał gdzieś wzrok, sprawiały jednocześnie, że na chwilę stracił orientację. W końcu, zawędrowawszy do miejsca, gdzie nie docierały nawet dźwięki uczty, Hadrian wzruszył z rezygnacją ramionami, przecinając niewielki, ozdobny krzak i lądując na kolejnej ze ścieżek, tym razem prowadzącej do bogato zdobionej fontanny.
I dość prędko przekonał się, iż nie jest tu sam.
Ogrodowa ozdoba, przyjemnie szeleszcząca podczas kolejnych strumyków wody, które wypuszczała, miała bowiem towarzysza… a raczej towarzyszkę. Brwi Boltona zmarszczyły się lekko, gdy - milcząc z wrodzonej przezorności - wpatrywał się w młodą dziewczynę pochyloną nad fontanną. Długie, jasne jak światło księżyca włosy opadały na jej smukłe plecy, lśniąc w promieniach słońca z intensywnością, której ciężko doszukiwać się u północnych kobiet.
To nie powinno trwać tak długo, skarcił się w myślach Bolton, dopiero po kilku chwilach odrywając wzrok od nieznajomej. Trwanie w ciszy zaledwie jard od obcej osoby może zostać odebrane, jeśli nie za próbę morderstwa, to za niecne i niegodne szlachetnego mężczyzny zamiary na pewno. Dlatego też Hadrian odkaszlnął cicho, dając tym samym znak o swej obecności. Niekoniecznie pożądanej, może nieco zaskakującej… lecz w pełni zaintrygowanej.
- Wybacz, pani, to nagłe najście. Sądziłem, że po trzykrotnym przejściu ogrodów będę znać je na pamięć…- Bolton zamilkł na moment, rozkładając ręce w bezradnym, nieco teatralnym geście. - … jak widać, po raz kolejny się pomyliłem. Mam nadzieję, iż nie przeszkodziłem w niczym istotnym?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Cze 12, 2014 10:41 am

Pogrążona we własnych myślach, jak zawsze rozbieganych oraz dalekich od tego, co działo się w najbliższym otoczeniu czy też związanych z ucztą, Daella nawet nie zorientowała się, iż ktoś nadchodzi oraz że następnie przystaje na dłużej, przyglądając się jej osobie. Być może nie było to do końca rozsądne, jednakże wierzyła, że tutaj, w domu, w ogrodzie, który tak bardzo kochała, nie może stać się jej krzywda. Także również mogły być to oznaki wciąż drzemiącej w jej zakamarkach świadomości dziecinnej naiwności. Świat nie był dla niej jeszcze doszczętnie niesprawiedliwy i podły, choć każdy starał się jej to wbić do głowy świadomie bądź nie do końca.
Dopiero ciche chrząkniecie, które przebijało się przez kolejne rozważanie, zmusiło smoczyce do podniesienia głowy, a także obejrzenia się przez ramię. Mężczyzna, zapewne jeden z weselników, mógł na chwilę spotkać się ze spojrzeniem fiołkowych oczu, które dyskretnie, acz z zainteresowaniem, przesunęły się po jego sylwetce. Nie bez powodu ktoś zapuszcza się w tak odległe od miejsca ucztowania zakamarki ogrodów.
- Skądże.
Odparła bez zastanowienia, z naturalną szczerością. Sądząc po dość charakterystycznym wyglądzie, na który składały się niepospolicie jasne loki oraz intensywnie fiołkowe oczęta, musiał mieć do czynienia z Targaryenówną. A nawet jeśli nie był pewien bądź zwyczajnie nie przykładał się do lekcji heraldyki tudzież historii, o rodowej przynależności dziewczyny świadczyć mogły smocze motywy na pasie sukni, a także rodowy pierścień, który mienił się na jej szczupłych palcach.
- Szukasz kogoś, Panie, czy zwyczajnie chciałeś od czyjegoś towarzystwa uciec, uznając tutejsze urocze ścieżki za idealny pretekst?
Spytała, odrywając dłonie od brzegu fontanny, a także skracając dystans, który dzielił ją z Hadrianem o kilka kroków. Musiał pochodzić z Północy, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Nie mógł również być Starkiem, a co za tym idzie prawdopodobnie jeden z chorążych, choć Daelii jeszcze trudno było oszacować który.
- I gdzie moje maniery! Daella Targaryen, Lordzie...?
Urwała, dość znacząco, przy czym także wykonała ukłon wręcz przepisowy w myśl zasad etykiety. Uśmiech czający się w kącikach ust i mające swoje odzwierciedlenie w pogodnym spojrzeniu zdradzał, że jednak nie do końca bierze sobie do serca te wszystkie sztywne protokoły regulujące pożądane zachowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Cze 12, 2014 1:08 pm

Podczas mozolnej i dłużącej się wręcz w nieskończoność drogi przez Królewskie Ogrody, Bolton nieustannie wodził wzrokiem po kaskadach dachówek i murach z czerwonego kamienia prześwitujących gdzieniegdzie przez gęstą, kolorową plątaninę krzewów i krzaków. Czerwona Twierdza z bliska robiła jeszcze większe wrażenie niż z traktu, gdy Hadrian dostrzegł ją po raz pierwszy. Olbrzymia, potężna forteca, górująca nad Królewską Przystanią niczym olbrzym przypatrujący się karłowi robiła wrażenie zarówno za drugim, piątym, a nawet dwudziestym razem po jej ujrzeniu, zaś czerwone sylwetki murów i wież zamku były jak olbrzymie, posępne dziury w ciężkim, białym niebie. Od mieszkania w cieniu równie potężnej budowli gorsze mogło być tylko jedno - zamknięcie w jej ścianach. Dla Boltona, nawykłego do przestronnych połaci  ziem, nieskalanego widnokręgu i olbrzymiej przestrzeni, jaką ofiarowała Północ, stolica Siedmiu Królestw była niezwykle ciasnym, cuchnącym i, co gorsza, groźnym mrowiskiem. Miasto, które nigdy nie zasypia musiało nieustannie męczyć zamieszkujących je obywateli… do nich jednak nie zaliczała się rodzina królewska. Targaryenowie nie byli mieszkańcami Królewskiej Przystani, lecz jej władcami - i właśnie ta uprzywilejowana pozycja ratowała ich przed pogrążeniem się wśród falującej masy pospolitych ludzi. Czerwona Twierdza dla królewskiego rodu stanowiła swego rodzaju azyl, odgradzający ich od hałasu oraz zgiełku panującego poza zamkiem… jednak tylko głupiec sądziłby, że to jakikolwiek atut. Dla Hadriana życie w równie hermetycznym, sztucznie czystym świecie jednoznaczne było z zamknięciem w pudle, w którym człowiek dzień w dzień budzi się w tym samym miejscu... bez możliwości zmiany swej sytuacji, bez jakiejkolwiek szansy na wyrwanie się z koszmaru. Jednak nawet on nie mógł oczekiwać, że podczas swej chaotycznej wędrówki zdoła spotkać mieszkańca Czerwonej Twierdzy oraz, co istotniejsze, członka królewskiego rodziny - a jeśli nawet przez chwilę łudził się, że stojąca przy fontannie dziewczyna jest zwykłym gościem weselnym wywodzącym się z pomniejszego rodu, wystarczyło, by odwróciła się do intruza i obdarzyła go fiołkowym spojrzeniem błyszczących oczu. Bolton uniósł lekko brwi, dostrzegając nienaturalnie bladą… ale na swój sposób fascynującą skórę nieznajomej, kontrastującą z szatami obsadzonymi w barwach Targaryenów. Musiałby być ślepy lub głupi, albo jedno i drugie, by nie domyślić się z kim ma do czynienia. Nim zdołał spostrzec, co właściwie robił, już zginał się w lekkim ukłonie, nie spuszczając jednak wzroku z nieznanej mu członkini królewskiego rodu. Dworska kurtuazja, której Bolton od dziecka był chorobliwie niechętny, w podobnych sytuacjach musiała dojść do głosu i zmusić go do reakcji… jakiejkolwiek reakcji, wszak nie będzie sterczał bezczynnie łudząc się, że młoda księżniczka go nie zauważy.
- Należę do nielicznego grona osób w królestwie, które przez całe życie uciekają przed towarzystwem, pani. - przez usta Hadriana przemknął cień smutnego uśmiechu, kiedy wyprostował się spokojnie, wpatrując w smoczą księżniczkę z lekką dozą zaciekawienia. - Choć dziś role wyjątkowo się odwróciły i to ja szukam drugiego człowieka… czy też raczej - dwóch ludzi. Całkiem istotni dla obecnego święta, powinni rzucać się w oczy już od samego wejścia, ale zniknęli w niewyjaśnionych okolicznościach.  Krótko mówiąc, para młoda ukrywa się przed delegacją z Dreadfort. - Bolton wykrzywił usta w uśmiechu, splatając dłonie za plecami. Nie mógł mieć za złe gwiazdom dzisiejszego wieczoru chwilowej absencji, w końcu sam nie popisał się punktualnością, jednak dla Hadriana podobne… uroczystości były niezwykle męczące. Tłum ludzi, gdzie pragnie zamienić z każdym grzecznościowe słówko i wszyscy bez wyjątku biorą brak rozbawienia Boltona miernymi dowcipami za potwarz stanowił idealny sposób na skuteczne zirytowanie gościa z dalekiej Północy… a jednak obowiązek był obowiązkiem, nawet jeśli wymagał podobnych poświęceń.
- Bolton. Hadrian Bolton, najmłodszy syn władcy Dreadfort, bynajmniej nie Lord. - nawet nie rycerz, dodał w myślach ze znużeniem, mimowolnie unosząc kąciki ust w lekkim uśmiechu. Lady Daella Targaryen, o ile nie myliła go zwodnicza pamięć, była najmłodszą córką Jaehaerysa Drugiego i zdrowy rozsądek podpowiadał, by nie prezentować przy niej mrukliwej natury północniaka, pragnącego za wszelką cenę przekazać parze młodej podarunek i z ulgą ukryć się w cieniu altany z dzbanem wina w ręce.
- Czyżby siostra pana młodego również za wszelką cenę pragnęła uniknąć towarzystwa innych ludzi? - Bolton zmrużył lekko oczy, gładko przechodząc do wcześniejszego tematu. Rychła potrzeba odnalezienia młodej pary nagle zeszła na drugi plan, ustępując szczeremu zainteresowaniu młodą Targaryenówną. Nie wyglądała tak, jak Smoczyce wyobrażał sobie Hadrian, choć można to było zrzucić na karb wieku i sprawiała wrażenie kogoś, kto wciąż opierał się atmosferze panującej na królewskim dworze. A już samo to zasługiwało na uwagę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Cze 12, 2014 3:49 pm

Kiedy Daella była dzieckiem, zmuszonym do niewyściubiania nosa poza Smoczą Skałę, Czerwona Twierdza, w której zamieszkiwało jej rodzeństwo, wydawała się jej być miejscem wyśnionym do idealnej egzystencji. Zazdrościła swoim braciom i siostrom, iż mieszkać mogą na co dzień na dworze, z dala od zimnych skał rodzinnej twierdzy Targaryenów. Kiedy po raz pierwszy tutaj przyjechała, w jej myślach pełno było obrazów własnych wyobrażeń, jak i tych utkanych z wyczytanych opisów. Szybko jednak zderzyły się one z rzeczywistością., a cały urok tego miejsca uleciał, właściwie nie pozostawiając po sobie nawet najmniejszych śladów i złudzeń. Czerwona Twierdza choć pozornie piękna, była w środku pusta i zatruta przez jej samych mieszkańców. Mogła zachwycać odległych lordów, nie muszących tutaj zamieszkiwać, ale wystarczyło zostać na dłużej, choćby miesiąc, aby przekonać się na własnej skórze, iż życie dworskie dalekie jest od ideału a już na pewno pozbawione prostych, wydawałoby się nic nie wartych uroków. Po stokroć wolałaby mieszkać w cieniu giganta, którym była Czerwona Twierdza, niż w jej wnętrzu. Tak samo bez wahania wróciła na Smoczą Skałę, gdzie miała chociaż namiastkę życia tak, jak chciała, a nie jak od niej wymagano. Ale Daella urodziła się smoczycą i przyszło się jej wyłącznie pogodzić z losem księżniczki zamkniętej w wysokiej wieży. Hadrianowi dość łatwo przyszło przejrzenie tego, jak jest naprawdę i nie wymagało to komentarza.
Kiedy Bolton zgiął się w ukłonie, powstrzymała chęć otwartego prostu wobec tych wszystkich ceregieli, gdyż nie chciała urazić w niczym mężczyzny. Już i tak powinna dziękować bogom, iż trafił się jej towarzysz najmniej sztuczny. Wysłuchała uważnie, co miał do powiedzenia, nie wtrącając się w połowie zdania, choć z każdym kolejnym wydawała się być coraz bardziej rozbawiona.
- Obawiam się, że może minąć jeszcze wiele godzin samej weselnej zabawy, nim małżonkowie na powrót zasiądą przy wspólnym stole... Mego brata ostatnio widziano podczas toastu, po którym zniknął w tłumie z kolei drogą Ivory Ma... Targaryen ostatnio widziałam na tarasie w towarzystwie jakiś dam. I żałuj... Panie, iż ominęła Cię tak wspaniała i długa ceremonia wręczania podarków na środku dusznej, wypełnionej po brzegi sali.
Głos smoczycy płynnie przeszedł w zapierający dech w piersiach zachwyt, nadający słowom wyraźnego, ironicznego zabarwienia. Hadrian wydał się jej osobą nieprzykładającą wagi do dworskich manier, stąd też odważyła się wyrazić podobne zdanie. I nie zamierzała tym samym drwić z tradycji, a ze wszystkich person, które sztucznie podlizywały się namiestnikowi, mając idealną okazję podczas uroczystości weselnych. Bo przecież w towarzystwie źle odebranym by było nie pojawienie się i nie zabłyszczenie na tle innych.
- Jesteś więc z Północy, Panie.
Kryła się tutaj pewnego rodzaju fascynacja, aż nazbyt widoczna w tym, jak rozbłysły oczy Daelii na wspomnienie rodu, z którego pochodził jej siłą rzeczy towarzysz. Być może księżniczka stanowiła kolejny, sztampowy przykład kogoś, kto ciekawy jest tego, co jest mu nieznane i zupełnie niepodobne do tego, co ma na co dzień, jednakże uważać tak mógł wyłącznie mało bysty obserwator. Daella, której jedyną rozrywką przez długie lato było zaczytywanie się w opisy podróżników po Wesetor a także we wszelkie legendy związane z Siedmioma Królewstwami i nie tylko, zawsze najbardziej lubiła mroźne klimaty dalekiej Północy, kryjące swoje prawdziwe i prawdziwie niebezpieczne skarby daleko za murem. Nierozerwalnie związane było to z uosobieniem prawdziwej wolności, bo przecież Północ miała swoje rozległe, ciągnące się ziemie. Chrząknęła, samą siebie karcąc w myślach, że przecież nie przystoi, aby księżniczka uważana była za... zwyczajnie smutną w swojej małej, złotej klatce. Uznano by ją jeszcze za niewdzięczną, a przecież w obliczu tego, jak żyją inni ludzie w Królewskiej Przystani byłaby to zwyczajna samolubność.
- Nie tyle uniknąć towarzystwa innych, co uniknąć tych, którzy siedzą z Tobą przy jednym stole bądź spacerują i z ust ich nie schodzi przyklejony, jakże uroczo sztuczny uśmiech.
Znaczące spojrzenie i nie mniej dosadne słowa były na tyle wymowne, że Daella chyba nie musiała dopowiadać co chciała dać do zrozumienia Hadrianowi. Pozostało jej więc albo upić się winem, co by łatwiej było znieść to jakże zacne grono, albo zwyczajnie się od niego oddalić.
- Dla potencjalnego gościa, który sam będzie znudzony innymi sztucznymi damami oraz lordami wprawdzie nie mogę zaoferować nic poza swoim towarzystwem, gdyż nie mam nawet dzbana wina, nie mniej jest orzeźwiająca woda i brak jakichkolwiek, udawanych zachwytów czy wychwalania zastawy.
Po chwili dodała, a kąciki jej ust drgnęły, kiedy ruchem ręki wskazała na fontannę. Po prawdzie wystarczyło, aby wyraziła taką chęć, a już ktoś leciałby na łeb na szyje przez ogrody, aby dostarczyć księżniczce stosowny dzban wina, nie mniej nie miała serca tak... stresować służby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Cze 13, 2014 7:36 pm

Przenikliwość - cecha, która poniekąd najlepiej charakteryzowała najmłodszego Boltona, niczego nie ujmując z jego wrodzonej niechęci do uzewnętrzniania się przed innymi ludźmi. Był typem obserwatora, znacznie łatwiej przychodziło mu milczenie i wyciąganie wniosków, niż prezentowanie swojej osoby z jak najlepszej - a co za tym często podążą - również najgłośniejszej strony. Nie był naturalnie przeklętym czarnoksiężnikiem z Wolnych Miast, by bezbłędnie odgadywać charakter drugiego człowieka i móc sięgać wzrokiem w wydarzenia, które kształtowały osobowość rozmówcy… ale nie należał również do ślepców. Czasem smutek, nieistotne jak głęboko skrywany, wyzierał z każdego spojrzenia, gestu i wymuszonego uśmiechu drugiej osoby, zaś sam Hadrian potrafił to dostrzec. Umiejętność, pozornie dość powszechna, wywołana mogła być faktem, iż sam Bolton należał do ludzi przeraźliwie nieszczęśliwych, choć - w przeciwieństwie do wielu - nie musiał tego ukrywać. Utrata matki i trójki starszego rodzeństwa nie była ciosami, z których wyleczyć można się po tygodniu miesiącu czy roku żałoby, zwłaszcza zaś w wykonaniu introwertyka, jakim jest Hadrian. Są bowiem sytuacje, które wymagają bólu. Są wydarzenia, które wyczekują poświęcenia. I są ludzie, którzy wolą nieustannie, z masochistyczną wręcz determinacją oraz konsekwencją godzić się nacierpienie, bo to ono pomaga im zachować trzeźwość umysłu, zdolność do zimnej kalkulacji… a także, czy też nade wszystko - bezwzględność. Lojalność, obowiązek, duma, honor. Pojęcia, które dawno wyszły z mody. Co je zastąpiło?
Bolton nie miał żadnych wątpliwości co do odpowiedzi, która sama cisnęła się na usta: chciwość.
Królewska Przystań była wręcz świątynią chciwości i nieruchomym, olbrzymim posągiem wyprania z wszelkiej moralności… dlatego w tym większe zdumienie wprowadzała go każda kolejna chwila upływająca w towarzystwie Daelli Targaryen. Starzy i Nowi Bogowie albo postanowili zakpić ze śmiertelników, albo mieli wobec nich nieznane, niepokojące plany - wszystko to zaś przez obecność młodej księżniczki w tym, jak się zdaje, gnieździe zepsucia. Młoda Smoczyca, znacznie młodsza niż Bolton mógł sądzić, wszak jej najstarszy blat miał ponad trzydzieści dni imienia, nie pasowała do krajobrazu, jaki rysował się przed oczami Hadriana. Z wciąż dziecięcej twarzy emanowała niewinność, której próżno było szukać w całej stolicy, zaś szczerość uśmiechu mogła zbić z tropu nawet najbardziej upartego męża hołdującego sztywnym zasadom etykiety. Bolton nie łudził się, iż każdy Targaryen jest równie przyjazny nieznajomym przybyszom z Północy… ale sama myśl, że choć jeden ze Smoków takim się okazał, znacznie uspokajała mimowolne obawy wywołane równie bliską obecnością rodziny królewskiej.
- Skoro tak wygląda sprawa… - najmłodszy syn Lorda Dreadfort zmarszczył ciemne brwi, dopiero po dłuższej chwili wypuszczając z płuc wstrzymywane powietrze. - Moja taktyka sprowadzi się do odnalezienia pary młodej przed pokładzinami… dla mojego i ich dobra. - Bolton uśmiechnął się lekko, choć sama wizja przerywania nocy poślubnej bynajmniej go nie bawiła. Zwłaszcza, gdy jednym z dwóch uczestników tego… prywatnego święta jest Namiestnik Siedmiu Królestw. Wystarczyło jednak, by do Hadriana dotarły kolejne słowa Daelli Targaryen, a stonowany uśmiech przerodził się w grymas szczerego rozbawienia. Musiał lekko pokręcić głową, by nie zaśmiać się w głos na sam dźwięk ociekającego ironią zachwytu, który przed chwilą z aktorską precyzją wyraziła księżniczka.
- Twa reakcja, pani, jedynie pogłębiła mój żal. - odparł Bolton, choć jego spojrzenie mocno psuło ten efekt. Aż ciężko uwierzyć, że zaledwie przed kwadransem reagował wzgardą na pachnące słodko powietrze, szeleszczące draperie, olbrzymie drzwi Sali Balowej i rozpostarty za nimi wysoko zawieszony taras… choć gdyby zamknęli go wśród murów Czerwonej Twierdzy, zapewne nadal krzywiłby się z niesmakiem na widok mrocznych arrasów królów, kręcił nosem na błyszczące meble rozsiane na rozległej połaci podłogi. Bolton mimo wszystko nie potrafił… a może poniekąd nie chciał zaakceptować tego miejsca, jego miękkich łóżek i nie mniej miękkich ludzi. Nieskończenie bardziej odpowiadały mu zimne, ciche pustkowia Północy, choć życie tam było ciężkie, chłodne i krótkie. Ale przynajmniej uczciwe. Na krótkie stwierdzenie Daelli, skinął jedynie potakująco głową, przyglądając się z wyważonym spokojem smoczej księżniczce. Wzmianka o części królestwa, z której pochodził Hadrian, wywołała u niej poruszenie dostrzegalne jedynie w lśniących, lawendowych oczach. I nawet ani pozorna radość, ani uśmiech na ustach nie mogły go zwieść.
- Życie uczy nas sztuczności, pani. - mruknął cicho Bolton, odwzajemniając spojrzenie młodej Smoczycy.
Sztuczności… i kłamstw. Przede wszystkim kłamstw.
Hadrian musiał przyznać to z przykrością - całe południe, zwłaszcza Królewska Przystań, a już szczególnie Czerwona Twierdza wprost pękały od kłamstw. Czuł je na skórze, jak tłustą plamę, która nijak nie daje się zetrzeć. A, co gorsza, Bolton tkwił w samym środku tej plamy. Oszukiwał samego siebie, szukając usprawiedliwienia dla niechętnych spojrzeń, wyćwiczonych uśmiechów i ledwo skrywanej odrazy innych ludzi, zamiast zaakceptować świat takim, jakim jest. Nie może go zmienić, nie może naprawić - ale na pewno na pełne prawo do stworzenia własnego azylu. I właśnie to robił od wielu lat, w lochach Dreadfort…
- Już sama propozycja orzeźwiającej wody mnie przekonała… choć możliwość uniknięcia wątpliwie przyjemnego towarzystwa innych gości to argument nie do przebicia. Nawet jeśli ktoś zaoferowałby mi cały wóz złotego arborsk... choć nie, nie popadajmy w skrajności. - z piersi Boltona wyrwało się ciche westchnięcie, spowodowane najpewniej temperaturą, która mieszkańca Północy mogła doprowadzić do stanu szczerej irytacji - lub nawet chęci rozbicia kilku kufli ale na głowach kompanów. Na szczęście dla Daelli Targaryen, kufle znajdowały się poza zasięgiem ręki Hadriana, zaś on sam wciąż potrafił kontrolować ataki parszywego humoru. Lekkim gestem dłoni wskazał smoczej księżniczce jedną z ławek, już po chwili idąc w jej ślady i zasiadając na wskazanym miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Cze 14, 2014 6:42 am

Ja nie pragnę uciekać, słowa wypowiedziane w stronę lady Aryany Stark raz po raz przebrzmiewały w głowie dornijskiej księżniczki, która wirowała teraz w tańcu wraz z lordem Bożej Łaski, mężczyzną niewiele starszym od jej najstarszego brata. Męskie dłonie zaciskały się raz po raz na jej tali, aby unieść ją ponad ziemię, bądź chwytały dziewczęce, coby zakręcić dziewczyną wokół jej własnej osi w rytm szybkiej melodii, przywodzącej na myśl odległe Dorne. Wyprawiane bale na dworach najbardziej egzotycznych z rodów Westeros, podczas których wino lało się strumieniami, a posadzki drżały od tańca, a kiedy nastawała noc wielu Dornijczyków oddawało się namiętności, która bynajmniej nie była tam potępiana. W Królewskiej Przystani jednak, podczas własnego wesela, Ivory musiała jednak zadowolić się namiastką zabaw, które pamiętała. Melodią budzącą wspomnienia, które napływały teraz do dornijskiej księżniczki jak te wzburzone fale, uderzające o brzeg Czarnej Zatoki.
Przez kilka ostatnich dni poprzedzających ślubną ceremonię Ivory wydawała się być pogrążona w melancholii, kiedy tylko umykała spojrzeniom innych, zamykając się we własnej skorupie. Pieczołowicie i starannie budowała wokół siebie mur, obsesyjnie niemal próbując sobie wmówić, że o wszystkim powinna zapomnieć. O letnich nocach spędzonych pod gwiazdami z Sameerą, gdy piach chrzęścił pod plecami. O słodkim soku malinowych mandarynek na palcach. O chłodzie płytkich basenów Wodnych Ogrodów i przyjemności uczucia, gdy fale Morza Letniego uderzały w kostki. O uczuciu wolności, bezkresnej i niczym niezmąconej wolności, gdy pędziła na grzbiecie Sahira traktem, a jedynym co mogło dostrzec oko był piasek. O swobodzie wyrażania myśli. O rozmowach, które prowadziła z Trystane w cieniu drzew cytrynowych. Jednakże teraz, gdy jej stopy po raz wtóry oderwały się od ziemi, a muzycy wciąż wygrywali dornijską melodię – zrozumiała, że była w błędzie. I nigdy wolno było jej zapomnieć. Zatracić siebie. To było szaleństwo, a zarazem grzech wobec wszystkiego, co przyszło jej przeżyć.
Przebrzmiała ostatnia już nuta melodii, a lord Bożej Łaski wypuścił ze swych silnych dłoni drobne rączki dornijskiej księżniczki, a teraz już – samej Księżnej Smoczej Skały. Obdarowała go ona promiennych uśmiechem oraz uprzejmym podziękowaniem, po czym prędko wymknęła się z Królewskiej Sali Balowej, ostrożnie lawirując pomiędzy gośćmi, nim ktokolwiek zdążyłby poprosić ją do następnego tańca. Pannie młodej nie wypadało odmawiać, lecz czuła, że potrzebuje chwili dla siebie. Przez tę myśl niemal parsknęła śmiechem. Tego dnia nie miała mieć ani jednego takiego momentu. Ledwie opuściła salę, a o jej uwagę zaczęła zabiegać jedna ze starszych, nobliwych dam, których wiek nie pozwalał już na wesołe harce, a jedynie obserwację. Tak jak inni pragnęła z Ivory porozmawiać, choć na chwilę, choć przez moment – była nie tylko najjaśniejszą gwiazdą tejże uroczystości, panną młodą, lecz również jedną z najbardziej egzotycznych dam. A to przyciągało uwagę, budziło ciekawość i zaintrygowanie. Dlatego też stała cierpliwie, promieniejąca radością i odpowiadająca z najwyższą uprzejmością. Wkrótce dołączyli także inni.
Nieprędko uwolniła się z pułapki pytań oraz rubasznych męskich żartów na temat pokładzin, które Ivory ucięła jedną ripostą, po czym oddaliła się pospiesznie w stronę Królewskich Ogrodów, tłumacząc się rzecz jasna obowiązkami wobec inszych gości, a uściślając – własnej rodziny. Jednakże nie znalazła się ani przy swym bracie, którego nie dostrzegła przy stole reprezentacyjnym, ani nawet szlachetnych członkach rodu Xho, który wyróżniali się na tle innych swą hebanową skórą oraz długimi płaszczami, przyozdobionymi kolorowymi piórami.
-Podaj mi wino – rozkazała jednej z wielu służących, którzy trwali nieustannie przy weselnikach, podając kolejne potrawy, zachwycające najwybredniejsze nawet podniebienie, napełniając kielichy i wykonując wszystkie swe insze obowiązki.
Ivory schroniła się w cieniu wierzby, oczekując aż wątła dziewczyna o włosach barwy miodu powróci z kielichem chłodnego wina, przedtem spróbowanego przez Logena. Nim to się jednak stało dostrzegła w oddali inszą dziewczynę, która towarzyszyła jej podczas ceremonii składania życzeń oraz wręczania prezentów przez szlachetnych gości. Odesłała ją wraz z jednym z prezentów, który teraz skakał wokół nóg bladej szatynki w inszej części ogrodu, gdzie bezzwłocznie księżna podążyła, trzymając już w dłoni kielich dornijskiego wina. Pozostawiła za sobą większość gości, którzy ucztowali bezustannie, wypełniając brzuchy ostrymi potrawami i słodkimi owocami, zaś głowy – nowymi plotkami i pogłoskami.
-Księżniczko… - służąca ukłoniła się usłużnie, ukrócając smycz, na której trzymała wilczura.
-Puść ją.
Dornijka przykucnęła na miękkiej, zielonej trawie wbijając spojrzenie w zwierzę. Psina była całkiem urodziwa. Na grzbiecie miała ciemnorudą, niemal brązową półdługą, na brzuchu zaś, łapach i szyi jasnoszarą. Nie mogła liczyć sobie więcej niźli sześć miesięcy, sięgała bowiem księżniczce nieco powyżej kolan. Z całą pewnością jednak zasłużyła sobie na miano… uroczej? Oczy lśniące jak bursztyny wlepiła w Dornijkę, natychmiast się do niej zbliżając i domagając pieszczot. Dziewczyna podrapała zwierzę po brzuchu. Chyba jesteś jedyną istotą w tym mieście, która nie wie czym jest kłamstwo, prawda moja słodka? W Słonecznej Włóczni nigdy nie posiadano psiarni, prawdę mówiąc – psów było jak na lekarstwo. Miejsce, gdzie woda była tak cenna jak złoto, nie sprzyjało zwierzętom, a ponadto na pustyniach nie żyła zwierzyna, na którą można by polować choćby dla rozrywki.
Pies zerwał się z podłoża, zaczynając wesoło podskakiwać wokół swej właścicielki i próbując zachęcić ją do zabawy. Prędko nawet jęła uciekać dornijskiej księżniczce, a ta… roześmiała się wyjątkowo szczerze. Zapewne po raz pierwszy tego dnia, który ociekał fałszem. Zarówno ze strony jej samej, umiłowanego małżonka, a także szlachetnych gości. Wszyscy z nich i każde z osobna tkwiło w kotle kłamstw i iluzji, jednakże nikomu choćby przez myśl by nie przeszło, iż mogliby to… przerwać? To uszłoby wszak za niegodne. Mogłoby zostać wręcz wyśmiane, bądź spotkać się z wrogością.
W Królewskiej Przystani niewygodna jest wyłącznie prawda.
Wszystko wokół było wyłącznie grą, lecz nie mogła się z niej wycofać. Podjęła ryzyko, zaakceptowała zasady. Wkroczyła na arenę z hardym spojrzeniem i nieprzewrotnym uśmiechem błąkającym się na wargach, nie mając zamiaru strącić się z niej bez walki. Była wszak Dornijką. Martellówną, potomkinią królowej Nymerii. Księżniczką. Płochliwość, bądź nieśmiałość – nie leżały w jej naturze. Co udowodniła, gdy pobiegła za swym ślubnym podarkiem ogrodową ścieżką, po kilku chwilach napotykając na swej drodze fontannę, a zarazem… swą szwagierkę w towarzystwie nieznanego jej mężczyzny. Pies zatrzymał się kilka kroków od nich, spoglądając nań nieufnie.
Pustynne lico dornijskiej księżniczki, a zarazem Księżnej Smoczej Skały, rozjaśnił promienny uśmiech karminowych warg.  Spojrzenie rozbłysło pozornie, gdy zbliżyła się śmiało – zapewne przeszkadzając w rozmowie. Kroczyła pewnie, lekko kołysząc biodrami i ze splecionymi ze sobą dłońmi. Na ramionach nie miała już płaszcza, w który ubrał ją Maegor Targaryen biorąc ją sobie za panią i żonę. Na wątłe, nagie ramiona Dornijki opadały lśniące pasma Czernych włosów, sięgających bioder, a na czubku głowy wciąż spoczywał rodowy, książęcy diadem przyozdobiony rubinami i pomarańczowymi szafirami, zapewne pamiętający lata, gdy jej ród władał Dorne, nie będąc zależnym od smoczego rodu.
-Mam nadzieję, iż nie przeszkodzę przyłączając się na chwilę – rzekła cicho z miękkim, dornijskim akcentem, który mógł wydać im się obcy. Wpływy Rhoyne wciąż były w Dorne niezwykle silne.
Przystanęła kilka kroków od Smoczycy i nieznajomego mężczyzny, a w oczy rzuciła się ogromna niemal przepaść dzieląca anemiczną, bladą dziewczynkę o włosach w których zamknięto księżycową poświatę, od egzotycznej, zdającej się być pełną życia Dornijki o śniadej skórze, delikatnych kobiecych krągłościach śmiało rysujących się pod białą suknią oraz oczach tak czarnych jak najgłębsza noc pustyni. Fakt, iż noszą teraz to samo nazwisko wydał się Ivory wręcz zabawny.
-Jedynie pannie młodej wypada ukrywać się przed gośćmi, nie sądzisz Daello? A także Ty… Panie, którego imienia dotychczas nie było mi dane poznać – powiedziała rozbawionym tonem, zbliżając się do mężczyzny o krok i podając swą drobną dłoń do ucałowania jak nakazywała dworska etykieta, a jej przenikliwe spojrzenie starało się uchwycić wzrok mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Cze 14, 2014 4:43 pm

Odcień szarości, nie pasujący do czerni ani też nie przesiąknięty w całości przez biel. Bo przecież świat nie dzielił się na biały i czary, na dobro i zło. Ta swojego rodzaju wyjątkowość Daelii, która jawiła się poprzez niepoprawny momentami optymizm, pomagała jej przetrwać na dworze i przynajmniej się w nim nie zatracić. Choć rzecz jasna szlachta, która lubiła i przywykła do takiej a nie innej, na dodatek głęboko zakorzenionej egzystencji, patrzyła się na małą księżniczką z niezadowoleniem lub pełnym politowania podziwem, zakładając się, jak szybko kochana smoczyca na własnej skórze przekona się, iż lepiej być dosłownie skurwielem bez skrupułów niż dobrą duszyczką. Ale ta nie chciała wyrosnąć na starą, zgorzkniała kobietę, która już dawno zapomniała jak smakuje życie. Kurczowo więc trzymała się tych jasnych, jeszcze niewyraźnie dostrzeganych stron w ponurej twierdzy. Z upływem lat, kiedy to siłą rzeczy dostrzegała coraz więcej w stoim otoczeniu, cena zaczynała wzrastać. Nie byłaby jednak sobą, gdyby zastanawiała się nad tym, kiedy w końcu dojdzie do granicy lub zwyczajnie nie będzie potrafiła tak żyć dalej.
Dziedzic Dreadfort tym bardziej nie pasował do scenerii wesołych weselników, tak więc na swój sposób na pewno łatwiej było im zrozumieć powody, dla których woleli się trzymać z dala od tej całej maskarady i jeden nie zamierzał przekonywać drugiego, iż przecież nie wypada. Czyżby Północ była ostatnim przyczółkiem, gdzie liczyć można było jeszcze na pewną... naturalność? Gdzie ludzie nie przywykli do przymierzania kolejnych masek, zapominając już, jak wygląda naprawdę ich twarz? Daella przytaknęła.
- Poczekajmy, Panie, aż nasi kochani towarzysze opóźnią jeszcze kilka dzbanów wina oraz innych trunków. Wtedy przynajmniej łatwiej będzie ich znieść, kiedy wyruszysz na poszukiwania państwa młodych. Ogród jest jednak ogromny, a komnaty, które oddano na użytek gości niezliczone, tak więc przyda Ci się... przewodnik po tych jakże uroczych zakątkach, nieprawda?
Czyżby smoczyca właśnie zaoferowała Hadrianowi pomoc w odnalezieniu pary książęcej? Każdy powód, dla którego nie będzie musiała wrócić na swoje miejsce przy stole reprezentatywnym, gdzie Martellowie wydają się chcieć ich zabić samym spojrzeniem, był dla Daelii jak najbardziej kuszący i wprost nie mogła się mu oprzeć. Oczywiście było coś jeszcze, co wręcz pchało ją do towarzyszenia prawdziwemu synowi Północy, jednakże o tym w swoim czasie.
- Być może, ale prawdziwą sztuką jest sobie radzić bez niej.
Stwierdziła, analizując słowa Boltona przez pryzmat własnej osoby. Nie wykluczała, że prędzej bądź później znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, kiedy będzie musiała przełknąć gorzką konieczność skrupulatnego skrywania tego, co tak naprawdę myśli bądź czuje. Wszystko to jednak było w czasie przeszłym. Jak na razie była dla swojego rodzeństwa wciąż ukochaną, młodszą siostrą, która choć rozkwitała, to jednak wciąż w pewnym sensie nadal była dzieckiem. Nie śpieszyło się jej, aby wyprowadzać kogokolwiek z błędu.
- Nie śmiem odmówić...
Cmoknęła, zdradzając nie mniejsze rozbawienie, które wywołała nie do końca zamierzanie u Hadriana. Wystarczyła kilka kroków, którym towarzyszył cichy stukot uderzanych obcasów o kamienne płytki w ziemi, aby Daella mogła usiąść na wcześniej wskazanej ławce. Obróciła głowę w stronę Boltona, wyraźnie się nad czym zastanawiając. Nie kazała mężczyźnie jednak długo zastanawiać się, co też smoczyca mogła od niego chcieć.
- Nie chce wyjść na ignorantkę, Panie, ale czy to prawda, że każdy szanujący się syn urodzony na Północy choć raz w swoim życiu musi zobaczyć mur na własne oczy?
Dzikość północnych ziem uważała za temat bardziej interesujący niż to, co wiązało się z weselem. Daella wyraźnie chciała powiedzić coś więcej, jednakże urwała w połowie zdania, kiedy do jej uszu, jak i zapewne uszu Hadriana doszły odgłosy kroków. Ktoś się zbliżał. Oczywiście nie było to niczym dziwnym, wszak każdy mieszkaniec Czerwonej Twierdzy szybko się uczył, że nawet w wychodku istnieje prawdopodobieństwo, że nie jest się tam do końca samemu. Szpiedzy cieszyli się dużą popularnością i tylko w zależności od tego, jak bardzo pękata była sakwa w smoki, wykonywali powierzone im zadania z mniejszą bądź większą subtelnością.
Na szczęście zza zarośli nie wyszedł żaden opasły, udawany możny, a panna młoda we własnej osobie. Spotkało się z kilkoma pytaniami, od razu odzywającymi się w świadomości smoczycy, choć żadne nie padło na głos. Miast tego, Daella zgrabnie podniosła się z miejsca i przywitała księżną Targaryen naturalnym, ciepłym uśmiechem.
- Oczywiście, że nie.
I bynajmniej nie powiedziała tego tylko z grzeczności. Za kilka dni, kiedy ceregiele już w pełni dobiegną końca, a wszyscy goście, w tym krewni Ivory, rozjadą się w swoją stronę, ta zostanie tutaj sama w zupełnie obcym sobie miejscu. Daella naprawdę chciała wierzyć w to, że jej brat należycie się zaopiekuje swoją panią żoną, jednakże istniało duże prawdopodobieństwo, iż namiestnik ma zgoła odmienne plany. Dlaczego więc miałaby czynić konieczność dalszego życia panny młodej na dworze jeszcze bardziej nieznośnym?
- Ależ Ivory, jestem pewna, że żaden z tych szlachetnych gości oraz nadobnym panien o nie mniej słodkim i prawdziwym uśmiechu, nie będzie tak bardzo zawiedziona brakiem możliwości cieszenia się z mojego towarzystwa, jak to się stanie, kiedy Ty im odmówisz tego zaszczytu!
W tych kilku, dobitnych metaforach, wyraziła sie chyba wystarczająco jasno, iż również ją zmęczyła konieczność znoszenia tych wszystkich płytkich i egoistycznych zachowań co niektórych. Dzielnie czyniła to przy okazji większości uczt, które były obowiązkowe w Czerwonej Twierdzy. Teraz, kiedy jednak siłą rzeczy były one urządzone z większym rozmachem, powątpiewała, aby czyjeś nieproszone, czujne spojrzenia odnotowały jej brak. Zapraszającym gestem zachęciła, aby i Ivory spoczęła na jednej z ławek, blisko szepczącej fontanny, wszak nawet we trójkę zmieszczą się na jednej bez większych problemów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Cze 14, 2014 10:41 pm

Czerwona Twierdza była dziwnym miejscem nie tylko ze względu na zamieszkujących ją ludzi, lecz także  z powodu rozmachu, który rzecz jasna był zupełnie obcy komuś urodzonemu na Północy… zwłaszcza zaś w Dreadfort. Już sama fontanna, szemrząca spokojnie na końcu ścieżki, budziła w Boltonie coś na wzór mimowolnej irytacji, podszytej swego rodzaju znużeniem - woda pieniła się i bulgotała, tryskając wąskim strumieniem z metalowej tuby w kształcie smoczego pyska, po czym rozpryskiwała się w szerokim kamiennym basenie. Fontanna, jak nazwała to księżniczka Daella. Rury pod ziemią, dodał w myślach Hadrian. Bolton wyobraził sobie podziemne strumienie, płynące tuż pod jego stopami i podmywające fundamenty tego miejsca. Ta myśl przyprawiała go o lekki zawrót głowy. Mimo wszystko nie mógł odmówić Królewskim Ogrodom uroku, którego próżno szukać na północ od Riverrun. Ścieżka, na której stali, otwierała się na przeogromną zieloną przestrzeń, zgarniętą przez jakieś gigantyczne dłonie z wiejskich okolic i rzuconą między wysokie budynki, ale nie przypominającą niczego, co Hadrian kiedykolwiek widział. Trawa była gładkim i równym kobiercem żywej zieloności, przystrzyżonej niemal do ziemi. Rosły tu też kwiaty, ale w rzędach, kręgach i prostych liniach jaskrawych barw. Także dorodne krzewy i drzewa, stłoczone, ogrodzone płotkami, przycięte w nienaturalne kształty. I  była woda - strumyki szemrzące po kamiennych schodkach, kuszące samym dźwiękiem, zapewniające ochłodę podczas nieznośnie upalnych dni… Bolton każdym mięśniem ciała odczuwał to, jak bardzo musi odstawać od otoczenia. Wyobcowanie, lekka niepewność podszyta naturalną niechęcią do tłumów - wszystko to towarzyszyło Hadrianowi podczas wędrówki po tym równym, wyraźnie zaznaczonym polu zieleni, gdy chrzęścił butami na ścieżkach wysypanych maleńkimi szarymi kamyczkami. Gdyby nie napotkał na swej drodze Daelli Targaryen, zapewne dalej byłby jedynie potępioną duszą, krążącą bez celu po rozległym terenie. Musiał jednak przyznać, że zebrało się tu mnóstwo ludzi, którzy zbijali się w grupki, by wspólnie celebrować wesele… lub upijać się darmowymi trunkami.
- Im dłużej będziemy czekać, tym większe ryzyko zaistnieje, że któryś z podpitych lordów porwie moją przewodniczkę do tańca. - odparł z powagą Bolton, jasno dając do zrozumienia, iż  w pełni przyjmuje ofertę Daelli… choćby dlatego, że nie miał zbyt szerokiego wyboru, choć zapewne w tym wypadku przeważył cień sympatii przejawiany wobec do młodej Smoczycy. Była inna niż zebrane w Czerwonej Twierdzy kobiety, te upiorne panny okryte warstwami wyszukanych sukien, o wysoko zebranych włosach poprzetykanych szpilkami, grzebieniami i wielkimi osobliwymi piórami. Przywodziły mu na myśl wielki wazon w okrągłej komnacie - zbyt kruchy i delikatny, by się do czegokolwiek nadawał, na domiar złego przesadnie zdobiony. Ale już dawno nie patrzył na kobiety i uśmiechał się do nich pogodnie, tak na wszelki wypadek. Niektóre wyglądały na zszokowane, inne spoglądały na Hadriana z przerażeniem. Tak czy inaczej - nie mógł być niezadowolony z efektów.
- Sztuką… oraz umiejętnością wymagającą wiele poświęceń i nakładu energii. Na to zaś nie każdego stać. - w przeciwieństwie do Daelli, Bolton już dawno wyzbył się złudzeń. Dla niego świat nie był przygodą, którą można przeżyć w mniej lub bardziej emocjonujący sposób, lecz wyzwaniem, często zrównującym człowieka z ziemią. By nie poddać się przeciwnościom losu, by nie paść ofiarą własnych złudzeń - należało być czujnym, wręcz przewrażliwionym na punkcie potencjalnych zagrożeń. I Hadrian posiadał tą wątpliwie przyjemną, lecz jak najbardziej użyteczną przypadłość…
Z cichym westchnięciem przysiadł zmęczony na ławce, wydymając policzki, i spoglądając na potężny kształt za murami, odcinający się mrocznie na tle błękitnego nieba - stworzoną przez człowieka górę suchego, surowego, martwego kamienia. Żadna roślina nie tuliła się do tej strzelistej masy, w szczelinach między wielkimi blokami nie zagnieździła się nawet kępa mchu. Wieża Namiestnika.
Obowiązek ciążący na barkach mężczyzny, który świętował dziś swe zaślubiny był niewspółmiernie wysoki do ilości poświęcenia, jakiego wymagała jego praca. Poślubiona mu kobieta musiała w nadchodzącej przyszłości wykazać się cierpliwością godną bogów południowców… jeśli nie większą, żaden z nich bowiem nie musiał poślubić obcego człowieka z obowiązku.
- Każdy szanujący się? - Bolton uniósł lekko brwi, powtarzając mimowolnie pytanie Daelli. - Cóż… nie wiem, czy każdy szanujący, lecz taki, który jest ciekawy świata na pewno. - świata oraz tego, przed czym Mur rzekomo nas chroni, dodał spokojnie w myślach Hadrian, odrywając wzrok od majaczącej w oddali wieży. - Więcej na ten temat zapewne mógłby powiedzieć dziedzic Ostatniego Domostwa, ja… - nigdy nie lubiłem opuszczać Dreadfort, pełnię rozrywki odnajdując w lochach zamku, księżniczko.Tam przynajmniej nie marzłem. - ... posiadam w tym zakresie nieco mniejszą wiedzę. - Bolton uśmiechnął się do siebie w myślach, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, do czego dąży młoda Smoczyca. Nie miał zresztą ku temu okazji - ich oazę spokoju prędzej czy później musiał nawiedzić kolejny z gości… ale raczej żadne z nich nie spodziewało się ujrzenia samej panny młodej, pojawiającej się na ścieżce z gracją godną cieniokota. Hadrian, mimo swej rażącej ignorancji w dziedzinie Dorne, musiał mimo wszystko zauważyć różnicę w samej prezencji młodej kobiety, która jęła zbliżać się do fontanny. Ogorzała skóra, nie przypominająca jednak w żaden sposób chłopskiej opalenizny, perfekcyjnie zgrywała się z ciemnymi włosami i nie mniej ciemnymi oczami, przywodzącymi na myśl rozżarzone, błyszczące węgielki. Bolton poderwał się z ławki, gdy ciszę przerwał kobiecy, miękki głos, którego samo brzmienie wywołało na Hadrianie niemałe wrażenie. Już rozchylał usta, by udzielić odpowiedzi na retoryczne pytanie panny młodej, lecz wtedy na ratunek pospieszyła Daella, zostawiając mężczyznę z niemym wyrazem dezorientacji na bladej twarzy. Dopiero po chwili na jego wargach pojawił się lekki uśmiech, który mógł być równie sympatyczny… co po prostu neutralny. Nie pozostało mu nic innego, jak przeczekać uprzejmą wymianę słów między kobietami i dopiero kiedy ta dobiegła końca, ugiął się w lekkim ukłonie, ujmując delikatnie dłoń Dornijki.
- Hadrian Bolton, miłościwa pani. Najmłodszy syn Lorda Dreadfort… - odparł spokojnie, składając pocałunek na ciepłej, zabawnie kontrastującej z jego bladymi palcami skórze. Zmęczone, ciemne oczy nie ustąpiły jednak przed wzrokiem panny młodej i całemu ceremoniałowi towarzyszyło spojrzenie utkwione w czarnych tęczówkach kobiety. - … który ze szczerą skruchą wyznaje, iż spóźnił się na ślubną ceremonię. - dodał Bolton, prostując się energicznie. Jeśli szczęście w końcu postanowiło go  nawiedzić, jeden z jego towarzyszy trzymający się dotychczas w oddali, powinien zauważyć przybycie Ivory Targaryen i czym prędzej pomknąć po podarunek… cóż, przynajmniej właśnie tak powinien postąpić dla własnego bezpieczeństwa.
- Zechcesz z nami odpocząć, pani, nim obowiązki ponownie dadzą o sobie znać? - lekkim gestem Hadrian ponownie wskazał ławkę, nie zajmując rzecz jasna miejsca aż do momentu, póki nie uczyniły tego kobiety. Nawet Północ posiadała pewne ogólnie uznawane… normy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Cze 15, 2014 3:45 pm

Królewskie Ogrody miały w sobie pewien urok i czar. Pozornie niewielki teren został zagospodarowany z wielką kreatywnością oraz rozsądkiem, a układ roślinności nie tylko cieszył oko, lecz sprawiał też wrażenie miejsca przepełnionego aksamitną ciszą, poprzerywaną szumem wody w fontannie i brzęczeniem owadów. Trawa była tutaj nienaturalnie wręcz miękka, a idealnie przycięte żywopłoty tworzyły labirynty, które można przemierzać godzinami bez doskwierającego poczucia nudy. Spokój. Pozornie słowo to pasowało do Królewskich Ogród niemal idealnie, pozbawionych lepkości i brudu właściwych reszcie Królewskiej Przystani. Ale to przecież to tylko kolejne złudzenie, jedynie iluzja. Wśród ozdobnych krzewów, rozłożystych wierzb dających cień oraz setek barwnych kwiatów – czaiły się ptaszki, jednakże śpiewające do ucha jedynie własnemu panu. O wzroku i słuchu tak bystrych, iż nikt nie mógł się czuć bezpiecznie, nawet szepcąc. Obecne zawsze i wszędzie śledziły każdy krok. Słyszały każde słowo. Zapewne nawet tutaj, przy uroczej fontannie, gdzie pozornie stali jedynie we troje, nie licząc rzecz jasna służki, która trzymała się na dystans, próbując przywołać do siebie psa.
Księżna Smoczej Skały przystanęła przy Daelli oraz Hadranie, ciężar ciała przenosząc na prawą nogę i lekko wypychają biodro, a jej spojrzenie spoczęło na dziewczynie. Wydawała się być insza niż Ci, których dotychczas tutaj poznała. Nie dostrzegała w jej tęczówkach szalejącego płomienia z samego dna siedmiu piekieł, który płonął w oczach brata dziewczyny, a zarazem jej męża. W Maegorze Targaryen na pierwszy już rzut oka można było dostrzec… drapieżność? Siłę drzemiącą w szerokich barkach i wewnątrz potężnej piersi. Edric nie mylił się mówiąc, iż w błędzie byli sądzący, że Smoki wyginęły już lata temu… Jej małżonek był tego oczywistym zaprzeczeniem, czego nie dostrzegała w anemicznej, wątłej Daelli. W pewien sposób pięknej jak porcelanowa, krucha laleczka, jednak z całą pewnością nie drapieżnej, lecz mimo to Ivory nie zamierzała dać się zwieść słodkiej buzi i pozornie ciepłemu uśmiechowi.
Nikomu nie ufaj.
-Zapewne utopią się w swym fałszu, jeśli nie wyciągnę doń ręki – odparła Dornijka, uśmiechając się kącikiem ust.
Nie wydawała się być zmęczona, bynajmniej. Bardziej rozbawiona, niż znużona. Daella zdawała się pogardzać szlachetnymi gości, którzy tłumnie przybyli, aby hucznie świętować ceremonię zaślubin, a przy tym dawała upust swemu znużeniu. Było to… nierozsądne? Z pewnością niebezpieczne. Powinnaś stąd uciec, póki jeszcze możesz, przemknęło jej przez myśl, nim zwróciła się ku nieznajomemu mężczyźnie i uchwyciła spojrzenie niepokojących, ciemnych oczu.
Przeszedł ją dreszcz.
Podając mu swą dłoń, poczuła bijące od niego zimno, bynajmniej nie przywodzące na myśl chłodną bryzę, którą niosły fale Morza Letniego. Zagadka prędko została jednak rozwiązana, a odpowiedź na nią sprawiła, że na twarzy Dornijki pojawiło się lekkie zdziwienie. Dreadfort. Skłamałaby mówiąc, iż słyszała wiele dobrego o rodzie, który pieczętował się człowiekiem obdartym ze skóry, jednakże dotychczas Boltonowie pozostawali dlań jedynie w sferze opowieści i legend w mgliście malującej się północy.
-Myślę, że nie ma nawet czego wybaczać, panie. Mój umiłowany małżonek niewiele pozostawił szlachetnym rodom Północy czasu na przybycie – słowa wypowiadane przez Dornijkę były niezwykle ciche, ocierające się niemal o granicę słyszalności. A jej wzrok nie odrywał się od bladej twarzy Boltona, choć towarzyszyło temu nieprzyjemne uczucie kotłujące się w piersi.
-Z chęcią odpocznę chwilę, nim ponownie ktoś poprosi mnie do tańca. Wielu mężczyzn zapewne sądzi, że taniec z panną młodą może przynieść szczęście – rzuciła rozbawiona, odwracając się ku Daelli, aby usiąść na misternie wykonanej ławeczce w cieniu rozłożystej wierzby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
40
Join date :
17/05/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Cze 18, 2014 2:24 pm

Daella nie miała nic przeciwko tańcom, o ile jej partnerem nie będzie pierwszy lepszy lord. A już na pewno nie pierwszy lepszy lord, który będzie się do niej szczerzył oraz komplementował jej urodę tylko po to, aby później, w rozmowie ze swoją rodziną, szepnęła jednemu czy to drugiemu bratu, jak to pierwszy i lepszy lord dotrzymywał jej towarzystwa i starał się, aby księżniczka bawiła się jak najlepiej. Była wybredna, stąd też nie wirowała teraz na miejscu przeznaczonym na parkiet do tańców, swoją drogą cieszący się sporą popularnością, tylko siedziała na jednej z ławeczek w środku ogrodu. I bynajmniej nie wydawała się z tego powodu niezadowolona.
Mocno utkwiły jej w pamięci słowa dziedzica Dreadfort. Sztuka. Umiejętności. Kłamstwo. Czy teraz Hadrian Bolton również grał, dostosowując swoją rolę do niewinności i szczerości smoczycy? Zapewne nie dane będzie się jej nigdy dowiedzieć, ale wolałaby zapamiętać spotkanie mężczyzny jako... jeden z milszych punktów weselnych ceregieli, w których brała udział. I nic nie stało na przeszkodzie, przede wszystkim sam mężczyzna, aby tak się właśnie było.
Pojawienie się Ivory nieco ostudziło skłonności do fantazjowania Daelii na temat uroków północy, których chyba nigdy nie będzie jej dane zobaczyć. Może to i lepiej? Może niech pewne marzenia pozostaną tymi pięknymi, dziecinnymi i nigdy nie spełnionym? Może istniało ryzyko, iż Północ rozczaruje ją tak samo, jak przed laty uczyniła to Królewska Przystań i dlatego lepiej o niej zapomnieć? Lekko przechyliła głowę ku lewemu ramieniu, aby móc bez przeszkód spojrzeć na pannę młodą.
- Ktoś musiałby być bardzo uparty i przesądny, aby dwa razy pokonywać ogrodowe ścieżki. Możesz czuć się chwilowo... uspokojona. Poza tym, nasz towarzysz zawsze może uświadomić ewentualnego lorda, iż nie do końca jest to dobry pomysł, prawda?
Tu zwróciła się do Hadriana. Być może za kilka lat jej dotychczasowa niewinność, uroczy uśmiech i to, jak zapamiętał dwór najmłodsze z dzieci Targaryneów będzie dla Daelii idealnym narzędziem, aby utkać sobie pewną maskę dla samej siebie i korzystać z faktu, iż wszyscy mają ją za nieszkodliwe, kruche dziewczę. Nikt jednak na razie skutecznie nie zdeptał w niej tej słodkiej niewinności.
- Wymyśliłaś już imiona dla swoich czworonożnych przyjaciół? Zwłaszcza ten psi wydawał się być w pełni zadowolony z otoczenia, śliniąc buty co niektórych lady.
Daella skłamałaby twierdząc, że nie interesują ją to, co Ivory myśli na temat dość osobliwych prezentów, które dostała od co niektórych gości. Kreatywność nie zawsze jest po prostu pożądana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Północ
Skąd :
Dreadfort
Liczba postów :
135
Join date :
14/04/2014

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sro Cze 18, 2014 10:23 pm

Uroda Królewskich Ogrodów, mało istotne jak olbrzymia, nie mogła jednak w oczach Boltona równać się z krajobrazem, jaki oferowała na Północy zima. Zima, kojarząca się z dokuczliwym mrozem, opadami śniegu, długimi nocami i bladym słońcem na sinym niebie. Zielone krzewy i piękne kwiaty stawały się niczym w obliczu padającego śniegu, którego białe płatki wirują nad krawędzią urwiska, zamieniając zielone sosny, czarne skały i niebieską linię rzeki tuż przy Dreadfort w  szare duchy.  Hadrian jako dziecko czekał z niecierpliwością, aż lato dobiegnie końca i wraz z nadejściem jesieni na Północy pojawi się pierwszy śnieg. Uwielbiał wtedy budzić się rano i widzieć świat przykryty bielą. Uwielbiał wierzyć, że ten puch skrywał tajemnicę, cudowność i radość. A choć z nadejściem drugiej z zim, którą przeżył w wieku kilkunastu dni imienia, śnieg oznaczał wyłącznie więcej dotkliwego zimna, więcej szorstkiej wilgoci ubrań, więcej straszliwego wysiłku w wędrówce po Północy, nigdy nie zdołał wyzbyć się naturalnej sympatii do chłodu. Zapewne gdy będzie mu dane dożyć kolejnej z zim, nie raz powróci myślami do ciepłego lata dwieście sześćdziesiątego drugiego roku po lądowaniu Aegona w Królewskiej Przystani. Kwiaty spadające z drzew na skwerach, ptaki ćwierkające na ramionach posągów i promienie słońca przenikające liściaste konary w Królewskich Ogrodach - wszystko to, choć piękne i trwale zapisane w jego pamięci, nie będzie w stanie odeprzeć uroku chłodnej Północy, co stanowiło kwestię przywiązania… bądź przyzwyczajenia. Krąg poznaczonych bliznami, brudnych twarzy. Twarde oblicza. Skołtunione włosy. Zima wymagała wielu wyrzeczeń i zdawało się, iż jedynie mieszkańcy północnych terenów Siedmiu Królestw potrafią się na nie zdobyć. Bolton, choć niechętnie się do tego przyznawał nawet przed samym sobą, tęsknił za Dreadfort i wydawało się, że każda chwila spędzona w Królewskiej Przystani odbiera mu i tak niewielką przyjemność z życia. Postanowił jednak, z grzeczności… czy też - bardziej prawdopodobne - zwykłej przezorności stłumić w sobie znużenie i wypełnić wyznaczoną przez pana ojca misję do końca. Co, prawdę powiedziawszy, znacznie ułatwiło pojawienie się panny młodej, choć sam Hadrian na pewno nie dotrwałby spokojnie do tego momentu… gdyby nie Daella Targaryen. To właśnie jej głos wyrwał Boltona z zamyślenia, zmuszając do skupienia uwagi na wydarzeniach toczących się wokół ogrodowej fontanny.
- Naturalnie, pani. - najmłodszy syn Lorda Dreadfort rozciągnął usta w lekkim uśmiechu, przenosząc wzrok z Dornijki na smoczą księżniczkę. - Gdyby siła argumentu nie przyniosła pożądanych skutków… zawsze pozostaje argument siły, choć to nader drastyczne przedsięwzięcie na weselu. - dodał spokojnie Hadrian, ponownie kierując spojrzenie ku Ivory Targaryen… z domu Martell. Sama myśl, iż miał do czynienia z mieszkanką skrajnie położonej od Dreadfort lokacji, budziła naturalną ciekawość, podsycaną niezdrowo z każdą mijającą chwilą. Bolton przyłapał się na stanowczo zbyt długim lustrowaniu gładkiej, nieskalanej choćby najmniejszą zmarszczą skóry Dornijki, wyeksponowanej dodatkowo przez bogatą suknię… i niepotrzebnie ozdobionej kamieniami szlachetnymi.
- Mawiają, że Namiestnicy są znacznie bardziej niecierpliwi od królów. Trudno im się dziwić. - Hadrian zmrużył lekko oczy, nie zdradzając jednak swych myśli żadnym, choćby najmniejszym gestem. Wszak wiedza, że za panowania jednego smoczego króla karierę rozpoczyna oraz kończy kilku namiestników, nie jest niczym tajnym. Bolton wypuścił cicho powietrze z płuc, niecierpliwie wyczekując powrotu sługi. Kradzież cennego czasu panny młodej była zbrodnią, której nie dopuściłby się nawet on… i może to stanowiło powód, dla którego kąciki ust mężczyzny opadły nieznacznie w dół, zaś myśli prędko pomknęły ku planom przewidzianym na zakończenie wesela. Jego uwagę zaledwie po krótkiej chwili przykuł jednak powrót służącego, dzierżącego w rękach średniej wielkości, wykonany z czarnego drewna kufer. Hadrian skinął niecierpliwie dłonią, podnosząc się jednocześnie z ławki i odbierając podarunek z rąk milczącego towarzysza, który zaraz zniknął z pola widzenia, zostawiając szlachetnie urodzonych ich doniosłym sprawom.
- Żywię jedynie nadzieję, iż nikt nie ubiegł Dreadfort w pomyśle. - rzucił pod nosem Bolton, ostrożnie przekręcając srebrną  zasuwę, z cichym kliknięciem otwierając wieko kufra. We wnętrzu czarnej skrzyni coś zalśniło śnieżną bielą, gdy zaś Hadrian ujął w dłoń podarunek i wyciągnął go z kasety, wnet okazało się, iż wbrew wcześniejszym obawom jest to wyłącznie… futro. Bolton rozwiązał kokardę, która do tej pory krępowała puszysty materiał i rozprostował szerokie, miękkie fałdy, przeczesując palcami delikatną sierść i przekazując prezent w ręce panny młodej tak ostrożnie, jakby wykonany był z myrijskiego szkła.
- Dla mieszkańca Dorne nawet Królewska Przystań potrafi być zimnym miejscem, cóż dopiero o Smoczej Skale mówiąc… stąd podarunek od Lorda Dreadfort oraz całego rodu Bolton. Futro z hrakkara, białego lwa Essos. Mamy szczerą nadzieję, że podczas chłodów pozwoli zachować Ci ciepło, pani. - Hadrian skłonił się lekko, sięgając po postawiony wcześniej na krańcu ławki kufer. Gdy nacisnął jego dno, z prawej strony odskoczyła niewielka skrytka, wysuwając się bezszelestnie z pozornie gładkiej ścianki czarnego drewna. - Tu zaś prezent znajdzie Twój małżonek, Księżno. Podarowaliśmy mu to, na czym znamy się najlepiej… i mamy nadzieję, iż będzie z niego rozważnie korzystał. - Bolton sięgnął ostrożnie po owinięte w czarny jedwab niewielkie zawiniątko i położył je na dłoni, odsłaniając to, co skrywał materiał. W promieniach słońca zalśniła podłużna brzytwa, tak ostra, iż jej krawędź wydawała się cienka niczym igła. Rączka, wysadzana macicą perłową, dostosowana była do silnej, męskiej, ale nade wszystko - pewnej dłoni.
- „Nasze ostrza są ostre”. - usta Hadriana wygięły się w lekkim uśmiechu, gdy z zaskakującą wprawą zasłonił podarunek czarnym materiałem i ukrył go w wysuwanej skrytce. Nie były to prezenty… zachwycające. Nie były nawet wystawne. Ich głównym celem była funkcjonalność i to właśnie ze względu na nią mogły okazać się cennymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Fontanna   Pią Cze 20, 2014 10:51 am

W spojrzeniu Hadriana Boltona drzemało coś niepokojącego.
Ciemne tęczówki mężczyzny spoczywały na Ivory dłużej niźli można by to uznać za normalne, a ona sama miała nieodparte wrażenie, że starają się przeniknąć na wskroś jej duszę. W pewnym sensie było to zarazem nieprzyjemne… i fascynujące. Sprawiał wrażenie zmęczonego. Podkrążone oczy, niemal trupioblada skóra, lecz gdy wpatrywała się w ciemną otchłań oczu Hadriana dostrzegała tam coś, co prędko wolałaby strącić w odmęty niepamięci. Ale mimo to nie odwróciła się ku Daelli, choć poczuła przenikający chłód gdzieś pod skórą. Nieprzyjemne uczucie, jakie dręczy człeka zaraz po przebudzeniu z koszmarnego snu. Płuca potrzebują więcej powietrza, które późną nocą wydaje się za rzadkie. I zimne, nawet gdy lato święciło swój triumf, tak jak teraz, gdy wokół nich rozkwitały pachnące kwiaty, a na jedynym czereśniowym drzewie czerwieniły się owoce, których barwa przypominała świeżą krew.
-O, mam nadzieję, że nie będzie to konieczne, jednakże dziękuję, panie, za Twą gotowość bronienia choć chwili mego spokoju – odparła z cichym śmiechem na ustach. -Słyszałam opowieści, że wesela Dothraków, barbarzyńskiego ludu zwącego siebie samych Władcami Koni i zamieszkującego Wielkie Morze Traw, uznaje się za nudne bez co najmniej trzech trupów. Opowieści ze wschodu nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. Całe szczęście, że w mieszkańcach naszych Siedmiu Królestw nie drzemie tak silna potrzeba rozlewu krwi… A przynajmniej nie jest tak jawna.
Głos Dornijki stawał się coraz cichszy, aż otarł się niemal o granicę słyszalności, a jej spojrzenie po raz wtóry spoczęło na bladej twarzy Hadriana. W swym życiu słyszała doprawdy wiele legend, pieśni i opowieści. Zarówno tych pochodzących z Essos, jak i Wysp Letnich, rzecz jasna również z Westeros… i samej Północy, a uściślając – nawet z samego Dreadfort, należącego do rodu młodzieńca. Rodu, który wsławił się obdzieraniem ludzi ze skóry. Zadawaniem tym straszliwych tortur i cierpienia, których nie przerywało nawet błaganie o łaskę śmierci. Historie te dotarły nawet do najdalszego kąta kontynentu, do odległej Słonecznej Włóczni, a teraz wracały do niej i podsuwały przed oczy wyobraźni drastyczne obrazy. Znów poczuła lepkie zimno pod gdzieś pod skórą.
Wzięła głębszy oddech, nim zwróciła się ku Daelli, spoglądając przy tym na psa. Suczka leżała na plecach, domagając się tym samym pieszczot szarego brzuszka.
-Szczerze mówiąc nie miałam jeszcze czasu nad tym rozmyślać, a tak rozkoszne stworzenia zasługują na coś więcej, niż zlepek liter wymyślonych na prędce – odpowiedziala Księżna, unosząc dłoń i gładząc srebrne włosy Daelli. –Ale chętnie wysłucham Twych propozycji.
Imię dla zwierzęcia było z pewnością mniej istotną kwestią, niźli ta dotycząca wychowania i miejsca przebywania. Ivory nie zwykła trzymać przy sobie czworonogów z wyłączeniem egzotycznej kotki z Volantis. A jej ślubny podarek najwidoczniej uwielbiał skupiać na sobie uwagę i ślinić pantofle nobliwych dam, które zaciskały zęby i zatrzymywały uwagi dla siebie, nie ośmielając się wyrazić niepochlebnie nowym pupilu księżnej.
Nim zdążyły dokończyć rozmowę, zjawił się służący, dzierżący w dłoniach skrzynię. Zdziwiona Dornijka posłała obojgu towarzyszy zdziwione spojrzenie, jednakże prędko okazało się, że skrywa ona… Ślubne podarki, choć ceremonia wręczania ich dawno dobiegła już końca. Wstała z ławki, a karminowe usta wygięły się w lekkim uśmiechu. W oczach zabłysła ciekawość… Mieszkańcy Północy już raz dziś wykazali się niezwykłą kreatywnością na tym polu, czego dowodem był pies łaszący się o jej kostki. Z uwagą obserwowała każdy ruch Hadriana, niecierpliwie wyczekując chwili, gdy oczy ujrzą podarek, który okazał się być… futrem, jednakże nie zwykłym futrem niedźwiedzia, czy inszego pospolitego zwierza. A samego hrakkara, białego lwa Essos. Ivory wyciągnęła dłonie, aby ostrożnie ująć w nie podarek i natychmiast zaskoczyła ją jego rozkoszna miękkość. Doprawdy dziwnym uczuciem było trzymać futro w swych dłoniach po raz pierwszy w życiu. Nigdy bowiem wcześniej go nie potrzebowała. Słoneczna Włócznia i Wodne Ogrody, gdzie spędziła całe życie leżały na południowym krańcu Westeros, który jedynie najsroższe zimy tysiąclecia chwytały swymi szponami. Na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat taka nie miała jednak miejsca, a Dorne zaznawało śniegu jedynie na szczytach swych gór. W Słonecznej Włóczni, leżącej niemal w linii prostej do miejsca, gdzie zaczynała się Kraina Wiecznego Lata, temperatura nie spadała poniżej kilkunastu stopni, nie było więc mowy o futrach, ani śniegu. Tego drugiego kornijska księżniczka nie widziała nawet na oczy! Wychowała się wśród piachu i gorąca, wiecznego dla niej lata.
Ująwszy ciężkie futro, zarzuciła je na własne ramiona, opatulając się nim szczelnie i wtulając policzek w materiał. Kłuł, lecz to było przyjemne uczucie.
-Jest… niezwykłe, panie. Nie potrafię odnaleźć słów, które wyraziłyby mój zachwyt i wdzięczność. Z pewnością nadchodzą dla mnie… zimne dni, które Tobie wydałyby się gorącym dniem, ale z tym nawet północna zima nie wydaje się taka straszna – odpowiedziała, co było dziwne tego dnia, całkiem szczerze. Nie pozwalała myślom wędrować ku Smoczej Skale, gdzie spodziewała się zamarznąć. Zatrzymała je w miejscu, w tym lwim futrze, które natychmiast sprawiło, że zrobiło się jej gorąco. Skinęła na służącą, stojącą nieopodal, a ona podążyła ku swej pani natychmiast, aby z najwyższą ostrożnością odebrać odeń futro, podczas gdy ta przyglądała się podarkowi przeznaczonemu dla jej małżonka.
-Nie mam najmniejszych nawet wątpliwości, że wzbudzi to w mym mężu niemniejszy zachwyt, niźli we mnie – odpowiedziała Księżniczka Dorne, próbując uchwycić spojrzenie ciemnych oczu Hadriana, gdy jego dłonie ukryły brzytwę w czarnym materiale. –Prawdę mówiąc, to…
Urwała nagle, a jej wzrok przykuła inna służka, która zbliżyła się nieśmiało, dając Księżnej znak, że… wzywają ją ślubne obowiązki.
-… prawdę mówiąc z chęcią zostałabym tu jeszcze chwilę, jednakże wesele nie może obyć się bez panny młodej. Z pewnością zaraz podadzą pasztet. – W głosie Dornijki dało się wyczuć nutę zawodu, kiedy uśmiechnęła się przepraszająco zarówno do Boltona, jak i do Daelli. –Panie, księżniczko…
Nie tracąc więcej czasu, pożegnała się uprzejmie, po czym ruszyła ogrodową ścieżką, oglądając się jeszcze przez ramię, aby posłać im jeszcze jeden uśmiech, nim zniknęła za rogiem żywopłotu. Za nią podreptał wilczur, radośnie machając ogonem – i z pewnością licząc na kawałek ślubnego pasztetu, który pan młody rozerwać miał mieczem, aby uwolnić kilka białych gołębi, a później nakarmić nim swą małżonkę, tak jak nakazywała to weselna tradycja Siedmiu Królestw. A księżniczka Ivory nie mogła przecież kazać mu na to… czekać.
Namiestnicy nie należeli do ludzi cierpliwych.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Maj 17, 2016 11:47 pm

Lucerys wciąż był w szoku po spaleniu jego krewniaczek. I trudno mu się dziwić, w końcu nie jest to przeżycie, którego doświadcza się codziennie i z całą pewnością nie jest ono przyjemne.
Ale było coś, co dobijało księcia bardziej niż śmierć smoczyc. Tym czymś była bezczynność. Chłopak doświadczył już okrucieństwa, do jakiego jest zdolna jego rodzina i zdecydowanie nie miał zamiaru się z nim pogodzić. Nigdy… dla 3 stosów w królewskich ogrodach… nigdy się na to nie zgodzi. Dlatego też Lucerys postanowił wziąć swój los w swoje ręce i wyjść z tła.
Jednak, żeby to zrobić potrzebował jakiegoś wydarzenia, czegoś, co pozwoliłoby mu na zaprezentowanie się szlachcie Westeros nie, jako kuzyn króla, a jako samodzielny mężczyzna z władzą i wpływami.
Naturalnym skojarzeniem jest uczta, ale ona jest dobrym wyjściem dla lordów posiadających własne zamki… Lucerys potrzebował czegoś innego. I dlatego postanowił zwrócić się do Aerysa i… poprosić monarchę o zgodę na małżeństwo z jedną ze spotkanych na uczcie weselnej szlachcianek. Daenerys Velaryon.
I tak oto Lucerys znalazł się w ogrodach Królewskiej Przystani.
Chłopak czekał tutaj na posłańca, który miał przynieść mu wieści o decyzji Jego Miłości. Dlatego też młodzian chodził teraz od jakiegoś czasu dookoła fontanny przedstawiającej jakiegoś króla albo bohatera z baśni albo boga-na rzeźbach wszyscy byli tacy sami- czekając na przyjście, miał nadzieję, dobrych wiadomości.
Bo w końcu, dlaczego król miałby się nie zgodzić na tak nieznaczący ślub? Z jego perspektywy Lucerys nie był dla niego żadnym zagrożeniem, nie był uwikłany w spiski andalsko-valyriańskiej szlachty ani nie pokazywał specjalnego zainteresowania koroną. Był zwykłym barankiem, którego żeni się z przedstawicielką innego rodu, by znaleźć w nim sojusznika na gorsze czasy, a te wydawały się zbliżać, co nawet sam szalony król musiał zauważyć. Przecież każdy ma pewną granicę ucisku, której przekroczenia nie zniesie. Nawet, a właściwie szczególnie, król powinien o tym wiedzieć.
Jednak nie było teraz czasu na głębokie rozmyślania nad naturą władzy i tym, kto  i jak powinien ją sprawować- posłaniec powinien przybyć do księcia lada moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Maj 19, 2016 10:13 pm

Fakt, że Yrvick Brune z Dyre Den miał przed sobą niezwykle poważne zadanie, zdradzało drżenie jego dłoni. Zaciśnięte na zwiniętym, zalakowanym pergaminie dygotały niczym miotane febrą – nie pomagały głębokie oddechy ani modlitwy do Wojownika o odwagę; od stóp do głowy przepełniony był strachem.
Cóż, każdy by był, gdyby zadanie powierzył mu Aerys Targaryen. Osobiście. W cztery oczy.
Te kilka chwil, które ser Brune spędził w towarzystwie władcy Andalów, Rhoynarów i Pierwszych Ludzi były niczym całe centuria wypełnione grozą i niepewnością – rycerz z Dyre Den nie mógł mieć pewności, czy – jeśli opuści komnatę władcy żywy – uczyni to o własnych siłach. Choć niemal całe Siedem Królestw posądzało Aerysa Targaryena o szaleństwo, ten… okazał się zadziwiająco uprzejmy.
Jak ktoś, kto wypełnia swe obowiązki, odczuwa lekkie znużenie i myślami najpewniej znajduje się w komnacie świeżo poślubionej małżonki, ale nie jest obłąkany – wzrok króla był bystry, słowa zaś ostre niczym brzytwa, lecz konkretne i wymagające. Gdyby tylko Yrvick Brune nie znał władcy (bądź sądził, że go zna), mógłby wyjść z założenia, że ma przed sobą inteligentnego, nieco starszego mężczyznę, który przywiązuje uwagę do rzeczy ważniejszych niż przekazywanie posłańcom listów i poleceń. Jednakże mimo tej pozornie nieszkodliwej postawy, Aerys zdołał wzbudzić w rycerzu strach – wystarczyło jedno zdanie, nawet nie zawierające otwarcie rzuconej groźby.
Dostarcz wieść oraz list memu kuzynowi i lepiej uczyń to prędzej, niż później.
Ani słowa o paleniu na stosie, ucinaniu głowy bądź innej, strategicznej części ciała – a jednak Yrvick trząsł się niczym osika, z pełną desperacją poszukując Lucerysa Targaryena. Ser Brune mógł być wdzięczny Bogom za obdarzenie członków Smoczego Rodu tak nietypową urodą, która nawet tutaj, w Czerwonej Twierdzy, natychmiast rzucała się w oczy – bowiem to właśnie dzięki aparycji rozpoznał w stojącym przy fontannie młodzieńcu królewskiego kuzyna. Choć rycerz z Dyre Den spędził w stolicy blisko cztery lata, nigdy nie miał okazji poznać Lucerysa Targaryena – jego osoba pozostawała na dworze wielką niewiadomą, choćby z uwagi na nagłe pojawienie się w Czerwonej Twierdzy po latach nieobecności. Ser Yrvick Brune przyspieszył nieco kroku, odkaszlnął cicho i z odległości kilku jardów przywitał z młodzieńcem, w ten subtelny sposób wyrywając go z obłoków rozmyślań.
- Szlachetny Panie, przybywam z polecenia umiłowanego władcy – rycerz skłonił się nieznacznie, jak to przystało w obecności członka królewskiej rodziny, po czym powoli wysunął w jego stronę zapieczętowany przez Aerysa Targaryena list. Na czerwonym laku wyraźnie odznaczał się trójgłowy smok, jedynie potwierdzający prawdziwość pochodzenia wiadomości. – To słowa króla, które skreślił własną ręką, uznał, iż lepiej będzie, jeśli odpowiedź zawrze na papierze.
Ser Brune uśmiechnął się lekko, ni to przyjaźnie, ni z popłochem i w milczeniu wpatrywał się w Lucerysa Targaryena, który odebrał krótki list i zabierał się za łamanie pieczęci. Rycerz z Dyre Den nie wiedział, co znajduje się w treści wiadomości – znał jednakże pytanie, z jakim młodzieniec skierował się do swego starszego kuzyna.
I był wręcz chorobliwie ciekaw, czy król wyraził zgodę na ożenek, przeto nie drgnął nawet o cal, starając się wyczytać z twarzy młodego Targaryena jakąkolwiek odpowiedź.



Treść wiadomości:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Maj 21, 2016 11:37 pm

Lucerys zmierzył mężczyznę wzrokiem i, szczerze mówiąc, brzydził się widokiem. Człowiek, który został przysłany z wiadomością przypominał swoimi trzęsącymi się rękami, niepewnym chodem bardziej volantyńskiego niewolnika niż andalskiego rycerza. Kwiat naszego rycerstwa oraz przyszłość kawalerii Żelaznego Tronu. Dziedzictwo Braci Brune’ów, i królów Szczypcowego Przylądka. Książę wiedział o pochodzeniu posłańca właściwie tylko dzięki temu, że widział go kiedyś na dworze i mógł przysiąc, że pochodził on z Przylądka… albo okolic.
Ktoś mógłby powiedzieć, że osoba, jak Lucerys, która naśmiewa się z braku męstwa u kogokolwiek jest jak kocioł, który przygaduje garnkowi, ale prawda jest taka, że smok nigdy nie został mianowany na rycerza i właściwie nie miał zamiaru wstąpić do tego pocztu „wojowników”.
Targaryen nie mógł powstrzymać się jednak przed jedną, krótką refleksją. Osoba znajdująca się na fontannie nie musiała być faktycznie wielkim herosem godnym uwiecznienia w królewskich ogrodach… wystarczyła bogata rodzina, której zależało na tym, by ich krewny został dobrze zapamiętany. Książę zaśmiał się w duchu myśląc o możliwości, że po jego śmierci ktoś może wpaść na pomysł uwiecznienia go jako mężnego wojownika albo wspaniałego mędrca- to nie było w jego stylu.
- Dziękuję… ser. - powiedział zimnym tonem jeszcze raz mierząc wzrokiem stojącego przed nim szlachetnego męża, kiedy do jego wystawionej ręki trafił królewski list.
Jednakże utrzymywany wcześniej chłód zniknął z zachowania księcia, gdy ten zaczął czytać doręczoną mu wiadomość, a na jego twarzy pojawił się nawet uśmiech. Oczywiście poszerzył się on tylko, kiedy zobaczył, że posłaniec przypatruje się jego twarzy.
- Ser… Jak Ci na imię? - powiedział z ogromnym uśmiechem i bez szczerego zainteresowania.- A więc, ser Yrvicku Brune,- zaczął zaraz po tym, gdy służący się przedstawił.- Przekaż Jego Miłości, że jestem niezmiernie wdzięczny za Jego szczodrość oraz sprawiedliwość, a także znajdź moją wspaniałą siostrę, królową Rhaenys i przekaż jej moją ogromną wdzięczność za… przyjęcie fortunnej dla mnie strony w mojej sprawie. - Teraz, smok zaczął powoli się odwracać do rycerza.
- Ach! Prawie bym zapomniał. Z całego serca dziękuję Ci za wypełnienie tego, jakże ważnego zadania dla królewskiej rodziny. Mam najszczerszą nadzieję na to, że Siedmiu odda Ci to w przyszłości. I jeszcze więcej.- Dodał z uśmiechem na ustach oraz chęcią zakończenia tego spotkania w oczach.  
Kiedy już stało się to, czego srebrnowłosy wyczekiwał, młodzian udał się do swych komnat, by tam przygotować się do podróży na Driftmark. Gdzie miał oficjalnie poprosić lorda High Tide o rękę jego bratanicy.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Maj 22, 2016 9:05 pm

Nic nie mogło usprawiedliwić tchórzostwa – była to dość uniwersalna prawda, z którą trudno było się sprzeczać. Strach nie stanowił jednak reakcji wstydliwej, zwłaszcza, gdy był uzasadniony… zaś w przypadku ser Yrvicka zdawał się wręcz wskazany.
Choćby dlatego, że wywołany został przez człowieka, którego należało się bać – i bano.
Brune z Dyre Den nie przybył tu jednakże po to, by się sprzeczać o swą niewątpliwą odwagę (przejawianą zwykle podczas nocnych wypraw do burdeli Królewskiej Przystani – och, sypianie z tanimi dziwkami rzeczywiście wymagało nie lada hartu ducha!). Wypełnił swe zadanie, dostarczając Lucerysowi Targaryenowi wiadomość, i być może kupił tym sobie życie – gdyby kuzyn władcy nie otrzymał listu jeszcze dzisiaj, losy ser Yrvicka mogłyby potoczyć się (wraz z jego głową) zgoła inaczej. Dlatego też serce rycerza wypełniła otucha, zaś ten pierwotny, atawistyczny strach uleciał i rozmył się niby poranna mgła nad polaną. Jedyne, co pozostało, to wyłącznie czekać – czekać, aż smoczy książę skończy czytać wiadomość i pozwoli odejść posłańcowi. Ser Yrvicka Brune nie zdołał zrazić nawet chłodny ton głosu Lucerysa – obecnie był zbyt pochłonięty rozkoszowaniem się świadomością, iż dalsza część dnia będzie znacznie przyjemniejsza. Kto wie, być może zagra w kości z jednym z Królewskich Gwardzistów? Wystarczyło opłacić ich towarzystwo plotką, której rycerz z Dyre Den mógł nadać odpowiedni tor: fakt, iż dostarczył Targaryenowi list od króla, wystarczyło okrasić drobnym kłamstewkiem bądź zwykłym niedopowiedzeniem, zaś resztą zajmą się skorzy do koloryzowania ludzie. Czegoż mogła dotyczyć wiadomość – i to taka, w której swe stawiennictwo wyrażała sama królowa? Czym była ta fortunna strona w sprawie księcia? Czy rzecz dotyczyła polityki, handlu, prywatnej prośby smoczego księcia? Skąd ten nagły uśmiech na jego usta i pełnia zadowolenia bijąca z całej postaci? Coś bez wątpienia poszło po myśli Lucerysa Targaryena – i najpewniej jeszcze dzisiejszego wieczora cała Czerwona Twierdza będzie o tym szeptać po kątach.
- Naturalnie, mój Panie, natychmiast udam się do Miłościwego Władcy i przekażę mu Twe podziękowania, później zaś odnajdę Szlachetną Królową i powtórzę Twoje słowa – ser Yrvick Brune skłonił się nisko, być może zbyt nisko i zbyt służalczo, lecz teraz nie miało to znaczenia – w końcu właśnie kreował wszystkie możliwe teorie dotyczące treści wiadomości oraz tego, co wkrótce może wydarzyć się na dworze. Dopiero, gdy Targaryen ponownie zabrał głos, rycerz z Dyre Den wyprostował się nieznacznie i przywołał na usta lekki uśmiech.
- Wykonuję jedynie swe obowiązki, Panie… lecz dziękuję za Twe miłe słowa – gładkie, kurtuazyjne formułki wymykały się z ust ser Brune’a bez jakiegokolwiek problemu – przez lata w Czerwonej Twierdzy każdy nabywał tę umiejętność i nie zastanawiał się zbyt długo przed wyrażeniem kolejnych słówek wdzięczności bądź pożegnań. Ser Yrwick poczekał, aż to Lucerys Targaryen pierwszy odejdzie od fontanny, po czym natychmiast udał się do władcy, by przekazać mu słowa kuzyna – i jedyne, czego można było być pewnym, to tego, iż król i królowa nie będą jedynymi osobami, które usłyszą o tym spotkaniu.

/ zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Fontanna   

Powrót do góry Go down
 

Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Zamarznięta fontanna na środku parku
» Fontanna
» Fontanna Życia
» Fontanna Kupidyna
» Fontanna życzeń (MG:Nauru)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewskie Ogrody-