a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Altana



 

 Altana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Altana   Nie Maj 25, 2014 8:00 pm

Altana bez wątpienia jednym z najprzyjemniejszych miejsc w Królewskich Ogrodach - to ostoja, w której strudzeni spacerem lub poszukujący chwili wytchnienia goście będą mogli odetchnąć rześkim powietrzem nadlatującym wprost znad zatoki. Zwieńczona daszkiem w kształcie kopuły kamienna konstrukcja, wysunięta nieco nad klif, nad którym wznosi się południowa część ogrodów, gwarantuje zapierający dech w piersiach widok na Czarną Zatokę. Wiejąca znad wody bryza będzie stanowić idealne orzeźwienie, zaś okrągły stolik, przy którym miejsce znajdzie aż osiem osób, po zapadnięciu zmroku oświetlony zostanie przez myrijski lampion, na którym przez fachmistrzów zawarty został trójgłowy smok. Altana będzie również wspaniałym miejscem do obserwowania pokazu Gildii Alchemików, który przewidziany został na północ.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
153
Join date :
16/11/2013

PisanieTemat: Re: Altana   Sob Cze 07, 2014 8:42 pm

//Sala Balowa

Klimat panujący w stolicy Siedmiu Królestw znacznie różnił się od tego, z którym na co dzień musieli się borykać mieszkańcy Północy. Diryan czuł się trochę niezręcznie, przemierzając alejki ogrodowe bez żadnych skór narzuconych na plecy. Niemniej przywdziewanie czegoś takiego byłoby co najmniej niestosowne.
Atmosfera panująca wokół stołów w samym sercu parku zmęczyła młodego Starka. Pragnął odetchnąć od wszechobecnych twarzy i głosów. Choćby na krótką chwilę.
Szedł spokojnie. Nigdzie się nie spieszył, bowiem i tak nie potrzebowali go na weselu. Wręczył podarunek, złożył życzenia - tu się kończy jego obowiązek jako delegata z Winterfell. Zastanawiał się, dlaczego akurat on został wskazany przez ojca jako ten z synów, który pojedzie do Królewskiej Przystani. Owszem, Aidan i Cailet wyjechali z Winterfell, ale między dziedzicem Północy a samym Diryanem znajdował się jeszcze jeden brat. Może dla niego pan ojciec ma inne zadanie.
Książęcą parę nie uraziło chyba to, że na ich zaślubiny nie przybył pierworodny syn Brandona. Wyjący o Świcie nie miał pewności, czy w ogóle zdają sobie sprawę z tego, iż jest on reprezentantem Namiestnika Winterfell. Z drugiej strony ciężko jest mieć im to za złe. Diryan też średnio orientuje się w sprawach wewnętrznych krain tak odległych, jak na przykład Dorne.
Zapach kwiatów wypełniał nozdrza Starka. Alejkami przechadzali się parami, bądź małymi grupkami, goście weselni, którzy tak jak Diryan zapragnęli odpocząć od balowego zgiełku.
Młody mężczyzna dotarł w końcu do zacienionego miejsca, w którym mógł przysiąść. Altana. Piękny, murowany pół-budynek. Budził podziw. Ale to nie na nią patrzył Wyjący o Świcie.
Wilkor próbował objąć wzrokiem cały morski bezkres, który roztaczał się za murkiem. Fale leniwie przewracały się jedna na drugą. Wyglądały, jakby zmierzały ku skalistemu brzegowi. Podążały w jego kierunku z zapartym tchem, pragnąc złączyć się ze skałą. Zamiast złączenia czekał ich jednak pewien rodzaj śmierci. Rozbijały się bowiem o kamienną ścianę i dołączały do swych sióstr, które również dotarły do swego celu i - paradoksalnie - nigdy go nie osiągnęły.
Na atramentowych głębinach cumowały statki. Żagle miały złożone, wiosła pochowane. Chybotały się, łaskotane po dnie przez morską pianę. Z tej odległości Diryan nie mógł dostrzec ich pokładów, ale oczyma duszy widział majtków szorujących pokład, załogantów, którzy przenosili ciężkie beczki z miejsca na miejsce i w końcu kapitana.
Morze było dla mieszkańca Winterfell czymś niezrozumiałym i pięknym zarazem. Kiedy był mały i wyruszał z rodziną do Białego Portu zawsze marzył o tym, by wyruszyć za linię horyzontu, tam gdzie - zdawałoby się - kończy się świat, choć w rzeczywistości zaczyna się kolejny - Essos.
Młodzian zamrugał powiekami. Uzmysłowił sobie, że pozwolił swej duszy opuścić ciało. Wyimaginowane obrazy egzotycznych krajów rozpłynęły się w nicość, kiedy stanął znów w altanie. Odwrócił się. Nikogo przy nim nie było. Na środku zaś stał stół uginający się od ciastek, owoców i podobnych łakoci. Dookoła były krzesła. Diryan nic z tego nie zauważył na początku - taki był otumaniony widokiem morza.
Podszedł do przekąsek i wziął w palce miodowe ciastko. Powrócił w miejsce, w którym stał wcześniej, oparł się łokciami o balustradę i, skubiąc wypiek, powrócił do oczyszczania swego umysłu ze wszelkich myśli. Zresztą, co w tym złego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Altana   Nie Cze 08, 2014 12:41 am

No, no, no, Allya zrobiła niezłe przedstawienie. Nie było tego, czego obawiał się w tamtej chwili najbardziej, czyli ostrej, zdecydowanej i dosłownej reakcji kuzynki. Jedynie słowa pełne jadu... jedynie. A mogła zabić! Mimo wszystko odetchnął z ulgą, mając wrażenie, że rzeczywiście sprawy mogły przybrać zupełnie inny odruch.
Po złożonych życzeniach postał jeszcze chwilę wraz z gośćmi, swoją ciotką oraz kuzynką. Zdawało mu się, że lady Rhaelle zagryza zęby, żeby tylko nic nie powiedzieć. Miał wrażenie, że w świadomości ganiła Allyę za jej zachowanie, ale nie chciała tego pokazać przy wszystkich. A może wcale tego nie robiła, a w myślach cieszyła się z takiego rozwiązania zaproponowanego przez jej córkę? Lady Baratheon była prawdziwą enigmą. Ciekawe, czy jej mąż potrafił ją rozszyfrować w takich chwilach, jak ta. Cóż, teraz Derek z pewnością by się tego nie dowiedział.
Powiadomił w końcu swoją ciotkę o tym, że na chwilę opuszcza salę balową i udaje się, by coś... załatwić? To brzmiało dość kiepsko, ale bratanek lorda Końca Burzy nie za bardzo miał w tej chwili jakąś inna wymówkę. Zdawało się, że lady nie pochwala jego "ucieczki", jednak zgodziła się na nią, dając znak przytaknięciem głowy. Nie można było zwlekać, czas gonił, jeśli miał jeszcze zasiąść przy stole... A on chciał się tylko przejść.

Ogrody były naprawdę nieziemsko przygotowane. Widać, że zarówno Martellowie jak i Targaryenowie włożyli w tę uroczystość spory wysiłek. I sporo pieniędzy. Cóż, Derek rozumiał, że tym samym pokazuje się swoją potęgę ekonomiczną, ale spraszanie połowy królestwa na ślub kogoś, kogo tamci ani razu na oczy nie widzieli? Dość dziwna sytuacja. Nie jemu było oceniać, on sam po prostu by tak nie postąpił.
Przemierzając ogrody, myślał nie tylko o tym, co mogłoby się wydarzyć, ale też o tym, co już miało miejsce. Ciekaw był, czy Aylward dotarł już do Końca Burzy i czy czuje się dobrze. Ciekaw był, czy lord Baratheon przywitał swojego syna. Ciekaw był, gdzie podziewa się jego mała, kochana Orlaith. Ciekaw był też, co robi w tej chwili jego brat, Otton i jego kochana żona. Myśli krążyły wokół rodziny, ale prędzej czy później docierały do szafirowookiej piękności z Tarthu. Jak mógłby o niej zapomnieć? Samo wspomnienie jej sylwetki oświetlanej przez świece w sepcie sprawiło, że zatrzymał się i spąsowiał na całej twarzy. Nie powinien być tak emocjonalny w stosunku do kobiety. To go kiedyś zniszczy...
W końcu kroki doprowadziły go do altany, w której przyuważył jednego z gości. To Stark. Pamiętał go z sali. O ile się nie mylił, nie był to dziedzic - Aidan wyglądał inaczej, takie przynajmniej miał przeczucie. O drugim bracie nie wiedział nic, ale słyszał jeszcze o bliźniętach, z których jedno zmarło. Trupy nie łaziły po Westeros, więc może był to drugi z bliźniaków? Nie mógł tego określić. Wstąpił do altany i od razu rozpoczął:
- Ślub był piękny, ale przydałoby się zaczerpnąć po nim nieco powietrza, prawda? - uśmiechnął się na tyle, na ile pozwolił mu to własny, wewnętrzny humor. Zauważył też w dłoni młodziana ostatni kawałek miodowego ciastka. - Smaczne?
Jego ręka od razu pospieszyła do talerza z przysmakami.
- Czy rozumiem, że pragniesz ominąć toasty, ser? - Tym razem uśmiech Baratheona wydawał się być bardziej szczery. Zastanawiał się w duchu, choć chciał jak najprędzej ową myśl odrzucić, czy jego chwilowemu towarzyszowi też zdaje się, że ma do czynienia z bękartem pochodzącym z Ziem Burzy, a ubranym jak lordowskie dziecię, czy też z najprawdziwszym potomkiem rodu Jeleni. Pytanie to zadawał sobie od zawsze i nigdy nie chciał usłyszeć na nie odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
153
Join date :
16/11/2013

PisanieTemat: Re: Altana   Wto Cze 10, 2014 10:26 pm

Ktoś się odezwał. Wyrwał Diryana z jego rozmyślań. I jakże brutalnie tego dokonał!
Młody Stark zareagował impulsywnie. Momentalnie wyprężył się jak struna, skierował dłonie ku rękojeściom sterczącym nad jego barkami i obrócił się na pięcie tylko po to, by z ciastkiem w zębach stanąć w twarz z nieznanym mu mężczyzną, który zapewne nie po raz pierwszy znajdował się w Czerwonej Twierdzy [był zdecydowanie zbyt pewny siebie (choć to nie musiało niczego determinować)].
Wyjący o Świcie poczuł, jak twarz mu z lekka pąsowieje. Opuścił ręce i dojadł to, czego nie zdążył.
- Wybacz mi, panie. Wystraszyłeś mnie... - uśmiechnął się niepewnie i sięgnął po winogrono.
- Tak, zdecydowanie piękny - przytaknął rozmówcy, wsuwając owoc do ust. Przeżuł go i połknął, po czym kontynuował:
- Tutaj, na Południu, inaczej podchodzi się do kwestii ślubu i zabawy weselnej. Cała atmosfera uroczystości jest inna. Nie mówię, że gorsza, o nie! - uśmiechnął się nieznacznie. - Zapewne wynika to z kwestii wyznaniowych i światopoglądowych. No i z tego, kto dokładnie się dziś pobrał - przytaknął, niby sam do siebie.
- Tak, zdecydowanie przydałoby się odetchnąć świeżym powietrzem, choć w samym sercu Siedmiu Królestw może być z tym problem. Ciągle pełno tu ludzi, słońce praży nieubłaganie... Przynajmniej można oddać się wpatrywaniu w morskie odmęty pod dachem takiego cudu architektonicznego, jak ten - omiótł dłonią altanę.
Życie na Północy zdecydowanie różniło się od tego, które toczyło się na Południu. Nawet gdyby Diryan chciał zaczerpnąć tu choć krztynę świeżego powietrza, nie byłoby to możliwe choćby ze względu na klimat. Powietrze w stolicy było ciężkie, rozgrzane do granic możliwości. Gdy się je wdychało, miało się wrażenie, iż to nie odżywcze tchnienie, a jakaś gęsta masa spływa do płuc. Na Północy było inaczej. Dla tych, którzy stamtąd nie pochodzili, zima trwała tam nawet latem. Stark wiedział zaś bardzo dobrze, że to nieprawda, a ów punkt widzenia wynika z tego, że Południowcy najwidoczniej nie doświadczyli w swym życiu naprawdę srogiej zimy.
- Toasty? - Wyjący o Świcie nie wydał się być urażonym. - Wzniosłem parę, chyba wystarczy na jakiś czas. Nawet jeśli ominie mnie następne kilka, będę mógł nadrobić. W końcu przy stołach rozbrzmiewają one co i rusz. A ty, panie? Nie bawisz się z pozostałymi? - uniósł nieznacznie brew i wsunął jagodowe ciastko do ust.
Smak wypieku z nutką owocowej kwasoty spłynął na jego język. Po chwili namysłu dodał:
- Proszę nie mówić mi per ser. Nie jestem rycerzem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Altana   Czw Cze 12, 2014 2:49 pm

Oblicze Dereka rozjaśnił uśmiech, gdy przed jego oczami miała miejsce dość komiczna scena. Ten niezwykły obrót z ciastkiem, jakiś niespodziewany zwrot akcji... Baratheon znał takie sytuacje. Sam miał kilka razy okazję wyglądać równie groteskowo. Wojownik chwytający miecz z ciastkiem między zębami. Zdarzały się wszak i takie sytuacje.
Derek zacisnął zęby na kruchym wytworze ludzkich rąk po czym przeżuł je leniwie, sprawdzając smak. Słodkie. Jak miód. W końcu były lepkie i miodowe. Kompletnie nie przystawało to do pogody na zewnątrz. Blondyn oblizał palce, czując, że zostało na nich jeszcze trochę kleistej substancji. Jego język powędrował do zębów, by zetrzeć zeń okruchy, które bezczelnie przyczepiły się do jasnej powierzchni szkliwa.
- Za słodkie - Cichy pomruk niezadowolenia wyrwał się z ust młodego Baratheona. Powieki przymknęły się, zasłaniając błękitne jak dzisiejsze niebo tęczówki. Dopiero po kilku chwilach niebieskie jak u Innych oczy wpatrywały się jeszcze raz w sylwetkę Starka. Tak, to musiał być Stark. Świadczył o tym wilkor wyszyty tu i tam oraz wygląd typowy dla człowieka Północy. Miał wrażenie, że ludzie z zimowych krain zawsze ubierają się zbyt ciepło jak na warunki, które mieli zastać tak daleko od domu. Derek odetchnął głęboko.
- Rzeczywiście, trudno jest tu oddychać czymkolwiek. Mimo wszelkich starań i pięknych woni ogrodów trudno odseparować się od wspomnień z przejazdu przez stolicę, prawda? - Podszedł do skraju altany, oparł się o nią plecami i łokciami, by wychylić się nieco i móc obserwować gładkie jak stół morze, po którym płynęła może jedna, maleńka łódka. Uroczy obrazek.
- Mam w planach powrócić tam, ale musiałem nieco odpocząć od tej weselnej atmosfery. Owszem, fascynuje mnie poznawanie nowych, niesamowitych ludzi z różnych części Westeros lub Essos, jednak wolę to robić w takich miejscach jak to, niż przy stołach, gdzie nie słyszy się nawet własnych myśli - To powiedziawszy, Derek oderwał się gwałtownie od murku, skierowując całe swoje ciało w kierunku Diryana. - Skoro już o poznawaniu mowa... Derek Baratheon, bratanek lorda Herberta.
Po tych słowach skłonił się wręcz tanecznie, po czym wrócił do wyprostowanej pozycji. Jasne oczy wpatrywały się uważnie w twarz Diryana.
- Jeśli sobie tego życzysz, nie będę się tak do ciebie zwracał. Zresztą, mówi się, że bycie rycerzem jest jedynie jakimś dziwnym południowym wymysłem nie spotykanym zbyt często na północnych ziemiach. Czy to prawda?
W oczach Baratheona pojawiły się jakieś iskierki rozbawienia. Chyba po tych kilku kielichach wina od razu stawał się bardziej rozmowny. Znikały wszystkie obawy, które mógł mieć zaledwie kilka chwil wcześniej. Zapominał nawet o tym, że ktokolwiek mógłby uznać go za bękarta. To były te dobre skutki początkowej fazy upojenia alkoholowego.
- Na Północy panuje pewnie teraz ożywczy, letni chłód. Chciałbym tam kiedyś pojechać - przyznał, znów spoglądając na spokojne morze. Jego myśli przez chwilę zawędrowały aż na Szafirową Wyspę. Tarth. Tak daleko, a jednak jakby na wyciągnięcie ręki.
- Małżeństwo musi być zaiste ciekawą instytucją - stwierdził przyciszonym głosem Baratheon, nie mogąc uwolnić wzroku od tej malutkiej łódki, która w tej chwili przenosiła go w zupełnie inne miejsce. Nad morze o barwie oczu pewnej panny oraz jej braci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Skąd :
Winterfell
Liczba postów :
153
Join date :
16/11/2013

PisanieTemat: Re: Altana   Pią Cze 13, 2014 11:51 pm

Uniósł wysoko brew. Za słodkie? Właśnie że dobre! Temu paniczykowi przysłużyłoby kilka dni na Północy, gdzie nie zwykło się piec tego typu ciastek. Diryan czasami zastanawiał się, jak zachowaliby się Południowcy, gdyby wrzucić ich na jakiś czas w realia panujące w krainie nieopodal Muru. Zapewne prędko znaleźliby jakiś sposób, który pozwoliłby im wyrwać się z tego - ich zdaniem - mroźnego więzienia.
- Wesela są dość nużące w całym swym rozmachu... - cóż, może wypowiedź nie do końca zrozumiała, ale z pewnością zawierająca jakąś cząstkę prawdy.
Małżeństwo osób z pierwszych linii dwóch potężnych rodów było nie lada wydarzeniem. Organizatorzy nie szczędzili wtedy ozdób, wykwintnych potraw, napitków, muzyków i innych form różnie pojmowanego przepychu.
Mężczyzna się przedstawił. A jednak Baratheon. No tak, Diryan dopiero teraz przyuważył sygnet rodowy, jaki widniał na palcu Dereka.
- Diryan Stark. Trzeci... z żyjących synów Namiestnika Północy, niezmiernie mi miło - od śmierci brata Wyjący o Świcie stale miał trudność przy mówieniu, którym z kolei jest synem swego ojca. Nie mówiąc już nawet o emocjach towarzyszących jakiemukolwiek wspominaniu Loarhisa...
- Owszem, tradycja rycerska nie zakorzeniła się na dobre w północnej kulturze. Nie oznacza to jednak, że w ogóle jest ona u nas nieobecna. Po prostu większość rodów nadal modli się do Starych Bogów. Manderly z Białego Portu jest jednym z nielicznych - jeśli nie jedynym - domem, który całkowicie wyznaje Siedmiu. Jest to jednak uwarunkowane ich pochodzeniem. Mimo to na Północy są mężowie, którzy chcą sprawdzać się w turniejach. Specjalnie przechodzą więc na Nową Wiarę i ubiegają się o ostrogi. Coś takiego ma miejsce, ale to nadal odosobnione przypadki. Nie traktujemy też inaczej tych, którzy są rycerzami. Pod murem wysoko urodzeni zwracają się do siebie po prostu „panie”.
A jednak studia pod okiem maestra na coś się zdały. Kiedy jako dzieciak Diryan grymasił przy nauce kultury poszczególnych regionów Westeros nie zdawał sobie sprawy, że będzie mógł ową nabytą wiedzą podzielić się za kilkanaście lat z przedstawicielem zacnego rodu z Ziem Burzy.
Stark zignorował uwagę odnośnie pogody panującej na Północy. „Przyjeżdżaj, zapraszamy. Ciekawe tylko, jak długo wytrzymasz...”
- Ciekawą? - punkt widzenia Baratheona zdecydowanie zadziwił potomka Brandona. - Nie rozumiem co ciekawego może kryć się pod przymusowym pójściem do łóżka z kimś, kogo się nie zna tylko po to, aby zadowolić instancje wyższe i zapewnić rodowi ciągłość...
Po co uzewnętrzniał się aż tak bardzo przed kimś, kogo nie znał? Otóż, Diryan wbrew pozorom wcale tego nie czynił. Duża ilość dzieci Lordów w tym wieku miała podobny sposób patrzenia do niego.
Chłopak stanął obok swojego rozmówcy. Oparł się łokciami o balustradę i utkwił wzrok w tym statku, co Derek.

/zt


Ostatnio zmieniony przez Diryan Stark dnia Pon Lip 21, 2014 2:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Ziemie Burzy
Skąd :
Koniec Burzy
Liczba postów :
242
Join date :
16/03/2014

PisanieTemat: Re: Altana   Pon Cze 16, 2014 2:50 pm

Nużące w swym rozmachu... ciekawe ujęcie sprawy. Derek chyba nie odbierał tego w ten sposób. Każda podobna uroczystość sprawiała, że zaczynał zastanawiać się nad swoim ożenkiem. Czy kiedykolwiek do niego dojdzie? A jeśli tak, to czy z kobietą, którą kocha? Któż mógł to wiedzieć? Bogowie ocalili mu życie pod Krwawą Bramą i w wąwozie, miał więc jakieś zadanie do wykonania.
- Diryan Stark... słyszałem o tobie, choć niezbyt wiele. Generalnie mam wrażenie, że w Końcu Burzy o Starkach wie się głównie tyle, że jesteście szlachetni, honorowi, waszym dziedzicem jest Aidan, a przyszłą małżonką mojego kuzyna Aryana. Dziwię się temu. Żałuję, że przepływ informacji jest w istocie niewielki - odparł z przekonaniem. Cóż, rzeczywiście tak się sprawy miały. Dzięki Aylwardowi wiadomo było, kim są przynajmniej dwie postaci z rodu wilkorów, ale poza tym trudno było to rozstrzygnąć.
Pokiwał głową ze zrozumieniem. Racja, Stara Wiara to też stary porządek. Pierwsi Ludzie. Ile o nich tak naprawdę wiedział? Tyle, co wyczytał w księgach na Szafirowej Wyspie. W pewnym czasie niezwykle interesowały go zwyczaje i pochodzenie ludu, który zasiedlił Siedem Królestw przed Andalami. Teraz mógł się zastanowić, z czego wynikał ten fakt. Może ciekawość dotycząca przyjaciela jego młodszego kuzyna sprawiła, że sięgnął po ten temat? Może kusiło go zobaczenie Muru i odzianych w czerń braci z Nocnej Straży? Żałował, że tak niewielu pojawiło się w tym czasie w Królewskiej Przystani... Ich warta trwała cały czas.
- Nie słyszałem jednak o wielu rycerzach z Północy, czego żałuję. Może kiedyś dane będzie mi się z jakimś zmierzyć, choć i ja niespecjalnie przepadam za turniejami. Nigdy nie byłem mistrzem w jeździe konnej i walce na wierzchowcu, wolę gdy na polu jest sporo przeciwników, a ja mam na sobie lekką zbroję, ewentualną małą tarczę i długi miecz w dłoni - Aż uśmiechnął się na samą myśl.
Na jego twarzy ponownie wykwitł uśmiech, gdy usłyszał komentarz Diryana dotyczący małżeństwa.
- Może jednak trafi się na osobę, którą kochasz. To się zdarza. Rzadko, ale się zdarza. Trzeba mieć ogromne szczęście. W innej ewentualności zawsze można pomyśleć, że osoba, z którą spędzisz resztę życia, będzie jednak na tyle dobra, że uda ci się ją pokochać. To się zdarza - powiedział, sięgając do stołu po dość spore jabłko. Zanurzył w nim zęby, odrywając spory kawałek.
- Toasty chyba już się zakończyły, a ja muszę jeszcze porozmawiać nieco z moją ciotką, więc proszę o wybaczenie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy, Diryanie Stark. Oby w wesołych okolicznościach - Z uśmiechem na ustach pożegnał człowieka Północy i ruszył przed siebie, co jakiś czas gryząc zabrane jabłko.

// zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Altana   Czw Lut 04, 2016 11:32 pm

W końcu dotarli do miejsca, gdzie prawdopodobnie przebywał ojciec Lucerysa. Prawdopodobnie, bo książę wciąż nie był pewny, czy prowadzący go służący wiedział, dokąd ma młodego Targaryena doprowadzić (pomimo uzyskanej później pewności kroku). Następnie chciał wynagrodzić mężczyznę honorem albo dwoma, lecz zdał sobie sprawę z tego, że zagraniczna moneta nie przyda się służącemu dosłownie na nic.
Dlatego też poprosił go tylko o imię twierdząc, że zapewni mu uznanie u króla. Kiedy dostał odpowiedź powtórzył w myślach Myren i odprawił go.

Następnie przyszedł czas na przyjemną rozmowę z ojcem, którego dość szybko zauważył w ogrodowej altanie. Cóż, nie zostało już nic, jak podejść do niego i zacząć rozmowę, prawda? Tylko dlaczego nogi księcia nie chciały się ruszyć? Przecież nie mógł się stresować czymś takim... przeprowadzał tę rozmowę z ojcem już wiele, wiele razy. Ale tym razem to miało być naprawdę. Żadnego cofania słów, czy zaczynania od początku. Nagle uświadomił sobie, że jego nogi potajemnie zdecydowały się działać i Lucerys znajdował się zaraz przed swoim ojcem, który tylko wpatrywał się w syna.
-Cześć, ojcze.-Powiedział chłopak z wyraźnie nerwowym uśmiechem-Wróciłem!-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Altana   Sob Lut 06, 2016 12:57 pm

To był piękne, wczesnozimowe popołudnie.
Oddalone o kilkadziesiąt jardów morze rozbijało się z hukiem o poczerniały skały zatoki; w powietrzu nieustannie roznosił się dźwięk fal przetykany okrzykami wygłodniałych mew, które krążyły w okolicach portu w poszukiwaniu łatwego łupu. Niebo, choć muśnięte szarymi chmurami, przejaśniało się tu i ówdzie, nadając światu jasne, choć niezbyt intensywne barwy.
Młodszy beat świętej pamięci Jaehaerysa II lubił to miejsce – było tak naprawdę jedyną ostoją spokoju w całej Królewskiej Przystani… a już zwłaszcza w Czerwonej Twierdzy, gdzie każda ściana miała uszy, a każdy arras parę czujnie patrzących oczu. Jednak tutaj, w otoczeniu Królewskich Ogrodów, dominował cudowny spokój – służba nie kręciła się pod nogami, posłańcy nie szukali adresatów listów, a wrogowie nie mieli dostępu.
Cisza. Zadowolenie. Niezmącone niczym szczęście.
Nawet kroki rozlegające się na ogrodowej ścieżce nie mogły wytrącić wuja króla Aerysa z osiągniętej z naturą harmonii – liczący ponad pięćdziesiąt dni imienia Targaryen uniósł do ust kielich napełniony świeżym, jabłkowym sokiem. Już jakiś czas temu zrezygnował z alkoholu, odczuwając bolesne skutki jego nadmiernego spożycia – będąc w tak dorodnym wieku i licząc na przeżycie jeszcze kilku dni imienia, musiał zastąpić fermentowany sok z winogron czymś znacznie lżejszym. Padło na jabłka – tych na Włościach Korony było pod dostatkiem i nawet ich transport na Smoczą Skałę nie przysparzał większych problemów.
Jednak nawet smak świeżego soku nie był w stanie zatrzeć pojawiającego się w ustach, gorzkawego posmaku.
Posmaku, który pojawił się dokładnie w chwili, w której ciszę przerwał jednocześnie obcy… i na swój sposób doskonale znany głos.
Targaryen odstawił ostrożnie kielich na stolik, w pierwszym momencie nawet nie spoglądając na swego pierworodnego i jedynego syna.
Zjawił się. Tak po prostu… się tu zjawił.
Spojrzenie barwy fiołków spoczęło na Lucerysie; zimne, zaskakująco nieprzystępne dokładnie mierzyło młodzieńca, cal po calu, zupełnie jakby pragnęło odkryć każdą niedoskonałość… która przybrała formę trzymanego w ramionach dziecka.
- Co to? – twarde, charkliwe słowa wyrywają się z gardła starszego Targaryena, spojrzenie zaś w końcu odnajduje wzrok Lucerysa.
W rzeczy samej – nie mogło być mowy o cofaniu słów. Nie mogło być mowy o wahaniu, o kłamstwie, o próbie wymigania się od odpowiedzi. Ojciec nie tylko oczekiwał odpowiedzi… ale miał pełne prawo je uzyskać. W jego myślach rodziło się jedno pytanie za kolejnym, gwałtowna fala wątpliwości i namysłu, jednak usta nie mogły sformułować choćby jednego, dodatkowego słowa – nagła suchość w gardle musiała zostać zażegnana, przeto Targaryen sięgnął po kielich i duszkiem wypił zawartość pucharu, nawet na moment nie spuszczając wzroku z Lucerysa.
- Twoja siostra poślubi króla. – słowa wydobywające się z ust ojca padły nagle – przepełniony dumą ton, który świadczył o prawdziwej radości nadchodzącym ślubem. To miała być piękna ceremonia, która zgromadzi całą rodzinę…
… czy mógł jednak podejrzewać, że oznaczało to również obecność jego najmłodszego syna a brata przyszłej królowej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Altana   Sob Lut 06, 2016 5:50 pm

Irytacja ojca przerwanym spokojem napawała Lucerysa radością, której dawno nie czuł.
Jednak to szczęście chwilę później zmieniło się na strach i uczucie, które miał zawsze, gdy jako mały chłopiec wracał z ćwiczeń i widział pogardliwe spojrzenie ojca. Uczucie bezsilności, nagości, braku jakiegokolwiek znaczenia. Nie jest chyba niczym dziwnym, że szczerze nie nawidził swego ojca za takie momenty.
-To-Zaczął odpowiadać ojcu nakładając wyraźny nacisk na pierwsze słowo.- jest Willas-- Targaryen urwał odpowiedź ojcu. Nagle okazało się, że jego "genialny plan" na wkurzenie ojca nie ma szansy wyjść. On mnie przejrzy...to nie ma sensu... nie... Jakkolwiek książę się starał, nie mógł skłamać na temat ojcostwa Willasa.-Bękart ser Summeta, starego rycerza, którego wysłałeś ze mną do Volantis.-
To, co ojciec Lucerysa zrobił później całkowicie zbiło go z tropu. Jak on może mnie tak ignorować? Jego , jakby nie patrzeć, jedyny syn powrócił po wielu latach rozłąki, a on... ma to w dupie i zachowuje się, jakbyśmy nie widzieli się tydzień?! Ale Lucerys wiedział, że nie wywrze na ojcu wrażenia awanturą. Dlatego postanowił zastosować inną taktykę.
-Cieszę się jej szczęściem.-Powiedział chowając wściekłość za tak często widzianym uśmiechem wprost z twarzy kandydata na volantyńskiego triarchę.-Kiedy dokładnie?- Jednocześnie usiadł obok ojca i nalał sobie trochę napoju z dzbanka i wziął łyka- liczył na to, że poczuje słodki smak arborskiego wina... cholera. -Masz jakiś pomysł, co zrobić z Willem?- Zapytał wskazując kielichem na leżącego obok nich, śpiącego niemowlaka. Ha, nawet nie zauważyłem, kiedy mały zasnął... Faktycznie, 18-latek miał już kilka pomysłów, ale za długo obracał się w środowisku podzielonym na partie, by nie zapytać o zdanie lidera swojej, rodzinnej.
Oczywiście, siedzącego naprzeciwko siebie mężczyzny nienawidził, ale nie zmieniało to tego, że gdyby ktoś zaczął gadać o konflikcie w rodzinie królewskiej nie wyszłoby to nikomu na dobre. Była to kolejna rzecz, której nauczył się od polityków-kupców z Pierwszej Córy- rozbita rodzina upada, kropka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Nie żyje
Liczba postów :
139
Join date :
10/04/2013

PisanieTemat: Re: Altana   Nie Lut 07, 2016 5:39 pm

Poczuł, jak ogarnia go olbrzymie zmęczenie.
Było w tym coś przytłaczającego – olbrzymi , duszący cień padł na Targaryena, osiadając na jego barkach niczym ponury posąg. Doskonale znał źródło podobnego uczucia – siedziało wszak tuż obok, przybierając formę jedynego syna.
Wuj Aerysa II żałował, że nikt wcześniej nie poinformował go o przybyciu Lucerysa – mógłby przygotować się na tę rozmowę, rozważyć wszystkie możliwe scenariusze, skonsultować z jego matką, zrobić coś, cokolwiek, co pomogłoby mu w tym niechcianym starciu.  Było to niczym ziszczenie koszmaru każdego ojca – to gwałtowne skakanie sobie do gardeł, ta ostra wymiana zdań, w której nie było zwycięzców, w której oboje wykrwawiali się w boleściach… bez jakiegokolwiek sensu.
Bez choćby najbardziej banalnej przyczyny.
Starszy z Targaryenów potarł palcami czoło – czynił tak, gdy zdenerwowanie brało górę nad zdrowym rozsądkiem, gdy nie mógł uspokoić galopujących myśli, które niosły ze sobą irracjonalne, ambiwalentne stany. Lucerys doskonale znał ten gest ojca, obserwował go wszak jeszcze jako dziecko – rodziciel dokładnie w ten sam sposób unosił dłoń i dokładnie tak samo pocierał czoło, gdy dręczyły go troski. Było w tym coś wzruszająco znajomego, lecz nim młody Smok zdołał sformułować w myślach choćby jedno, spójne zdanie, oznaka chwilowej słabości zniknęła bezpowrotnie.
- Pamiętam ser Gregora. Jest… był- ojciec Lucerysa zamilkł na moment, by w końcu odkaszlnąć cicho i skinąć głową. Śmierć nie powinna być dlań niczym nadzwyczajnym – wszak sam zbliżał się do niej nieuchronnie. - … był dobrym rycerzem.
Starszy Targaryen nawet nie zauważył, gdy jego dłoń powędrowała w stronę niemowlęcia – silne palce mężczyzny z zaskakującą wprawą odwinęły skrawek materiału, który nachodził na niewinną, zarumienioną twarzyczkę chłopczyka – bacznej obserwacji dziecka towarzyszyła głęboka cisza, którą przerwały dopiero kolejne słowa Lucerysa. Ojciec słuchał uważnie, opuszkiem palca głaszcząc gładki policzek bękarta, po czym nagle odsunął dłoń od chłopca, jakby…
Pamiętam też, kiedy Ty byłeś tak mały, synu.
Starszy z Targaryenów przeniósł wzrok na swego pierworodnego – w oczach barwy lawendy nie było już początkowego zaskoczenia… ani chłodu. Spokojne spojrzenie, nadal zdystansowane, lecz na swój sposób złagodzone obecnością dziecka.
Obu dzieci.
- Za pięć dni. Czerwoną Twierdzę już ogarnął szał przygotowań, kucharze nie śpią po nocach, do stolicy zjeżdża się całe królestwo… - Targaryen pokręcił głową, zupełnie, jakby nie popierał czynienia ze ślubu równie hucznej fety… choć ta, naturalnie, była nieodzowna.
Zwłaszcza dla Aerysa.
Ojciec spojrzał na Lucerysa poważnie, dokładnie odczuwając, jak olbrzymi mur, niemal tak wysoki jak ten na Północy, powstał między nimi przez ostatnie cztery lata. Przeszkoda, której nie dadzą rady pokonać. Zawada, która stoi na drodze porozumienia…
… czy aby na zawsze?
- W stolicy jest wiele sierocińców – głos Targaryena był spokojny, stonowany. Mówił tak, jakby rzecz tyczyła się konia, którego należy zaprowadzić do kowala i podkuć, nie zaś małego, bezbronnego dziecka. – Świat zaś pełen jest bękartów – dodał po chwili, kładąc dużą, nawykłą do broni, poznaczoną plamami dłoń na blacie stolika. Nie miał zamiaru rozwiązywać problemu, który ciążył na barkach Lucerysa – przynajmniej nie zaś do momentu, w którym on sam nie wyjdzie z inicjatywą.
- Zostaniesz na ślubie – ojcowskie słowa nie były pytaniem, choć mogłoby się zdawać, że właśnie taki był ich sens – nie chodziło tu jednocześnie o narzucanie swych kaprysów synowi, tym razem sprawa dotyczyła znacznie wyższych szczebli. Jak zareagowałby król, gdyby do jego uszu dotarła wieść, iż po czterech latach niespodziewanie powrócił jego kuzyn…
… i nie został na ceremonii?
Jakie byłyby konsekwencje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Królewska Przystań
Liczba postów :
21
Join date :
25/01/2016

PisanieTemat: Re: Altana   Pon Lut 08, 2016 7:09 pm

To, jak zachowywał się królewski wuj był dla młodego Targaryena co najmniej dziwny. Czy to było możliwe, że czas zniekształcił jego obraz? Może ojciec nastolatka nie był tym potworem, którego Lucerys zapamiętał? Nie. Tak nie mogło być. Bo jak nazwać człowieka, który odsyła własnego syna, by później bez żadnego wytłumaczenia, pożegnania wysłać go do Volantis licząc na to, ze dziecko tam zostanie? Vzy takiego kogoś można nazwać jeszcze rodzicem? Nie, nie można... nie można... prawda?
-Za nic nie przegapiłbym tak ważnego wydarzenia, ojcze!-Powiedział z lekko fałszywym podekscytowaniem. Rzeczywiście, chciał uczestniczyć w tak ważnym wydarzeniu- oprócz oczywistej wagi dla jego rodziny, była to też wspaniała okazja na odświeżenie starych i zawiązanie nowych znajomości. Ale ton, którego jego ojciec użył sprawiał, że to, co powiedział brzmiało, jak rozkaz. Lucerys nie przywykł do rozkazów... i nie chciał tego dość szybko zmieniać.
-Ym... um... szczerze mówiąc, myślałem, że biorąc pod uwagę lojalność jego ojca... może mógłby być wychowywany na dworze i jeżeli byłoby to możliwe... przeznaczony do Gwardii albo Złotych Płaszczów?- Niby kuzyn króla pogodził się z myślą, że Willas zostanie wychowany w sierocińcu. Nie zmieniało to, jednak tego, że z jakiegoś dziwnego, nieokreślonego powodu Lucerys nie mógł się na to zgodzić w tej, konkretnej chwili. Po prostu nie mógł.-Oczywiście, jeżeli będzie wolał książki... może Cytadela, proszę, nie możemy go zostawić...- Powiedziałem to? Kurwa. Nagle 18-latek poczuł, że jego policzki przybierają kolor intensywnej czerwieni.-Wybacz, ojcze, ale muszę odpocząć po podróży.- Stwierdził zanim jego ojciec mógł cokolwiek powiedzieć.
Później udał się do swojej starej komnaty z dzieciństwa. Nie wiedział, jakim cudem pamiętał do nich drogę, ani właściwe czy ta którą pamiętał była dobra, ale nie obchodziło go to. Naprawdę był zmęczony tym wszystkim. To nie tak miało wyglądać...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Altana   

Powrót do góry Go down
 

Altana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Miejsce na ognisko i altana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewskie Ogrody-