a
IndeksFAQUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj
Stół Reprezentacyjny



 

 Stół Reprezentacyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Stół Reprezentacyjny   Nie Maj 25, 2014 7:11 pm

Stół Reprezentacyjny to bez wątpienia największy oraz najbardziej okazały spośród wystawionych w Królewskich Ogrodach mebel - przeznaczony został dla Pary Młodej oraz, rzecz nader naturalna, dla ich najbliższej rodziny. Długi prostokątny stół, skryty pod śnieżnobiałym baldachimem, którego materiał delikatnie faluje przy nieśmiałych podmuchach wiatru, znajduje się w nader strategicznym miejscu - widać stąd miejsca innych gości, co jednoznaczne jest z faktem, iż każdy z zaproszonych szlachciców także może obserwować książęce rodziny. Dwa siedziska pośrodku stołu bez wątpienia przeznaczone zostały dla nowożeńców - ich oparcia, znacznie wyższe od reszty, wyrzeźbione zostały na kształt dwóch smoków zwróconych w stronę znajdującego się pośrodku słońca. Meble bez wątpienia pamiętały czasy wcześniejszych mariaży rodów Targaryen oraz Martell, jednak pomimo wielu lat, które upłynęły od ślubu Daerona II z Myriah Martell, nadal reprezentowały się dostojnie. Sam stół, okryty białym obrusem z delikatnymi, złotymi ornamentami ciągnącymi się przez całą jego długość, ustawiony został na lekkim podwyższeniu, do którego prowadziły trzy stopnie skierowane wprost do krzeseł nowożeńców. Co istotniejsze, jedno z siedzisk po prawej stronie, posiadało nieco inną rzeźbę niż pozostałe - drewno przybierało kształt ostrzy, drapieżnie wzbijających się ku niebu i jedynie ślepiec mógłby się nie domyślić, iż zaledwie dwa miejsca od Pana Młodego zasiądzie sam król, jeśli tylko zechce zaszczycić wesele swego brata. Nad reprezentacyjnymi krzesłami powiewały dwa herby - jeden, należący rzecz naturalna do rodu Targaryen i przedstawiający trójgłowego smoka na czarnym tle oraz drugi, obsadzony w czerwono-pomarańczowych barwach, na którym widniało słońce przebite włócznią.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Stół Reprezentacyjny   Sob Cze 07, 2014 7:38 pm

/ Królewska Sala Balowa

To koniec, pomyślał Targaryen pokonując ostatnie kroki dzielące go od stojącego na podwyższeniu Stołu Reprezentacyjnego. Nagle w pełni dotarło do niego, że nigdy nie zastanawiał się, jak moment jego własnego wesela będzie naprawdę wyglądał. Na dobrą sprawę miał wrażenie, iż sam ślub był jedynie bardziej chaotycznym, niźli spektakularnym przedstawieniem i że – jak na koniec wszystkiego – wciąż jeszcze zostało zbyt wiele do zrobienia, posprzątania... cóż, i to nie do końca było prawdą, ale któż by zwracał uwagę na niuanse. Skoro Namiestnik twierdził, że goście rzeczywiście chcą się bawić na weselu, to taka właśnie była ich wola, niezależnie od tego, co naprawdę sądzili. Aerys zapewne nazwałby to jednogłośnością ukierunkowaną i miałby w tym wypadku sporo racji. Targaryen co rusz odrywał wzrok od dekoracji, które miały uświetnić miejsce weselnej uczty i przyglądał się lordom oraz damom akuratnie zasiadającym przy stołach, ich strojom, twarzom, oraz – rzecz jasna – herbom. Te bowiem w szczególności warto było sobie odświeżyć. Kiedyś, gdy jeszcze z pełnią praw mieszkał na Smoczej Skale, Maegor mógł z dumą mówić, że zna wszystkie liczące się szlacheckie rody królestwa. Uczył się ich historii, by wiedzieć, jak zdobyły przywileje i komu je zawdzięczają. Aby poznać kierujące nimi ambicje, czytał o zajmowanych stanowiskach, matrymonialnych planach wobec dzieci i pożyczkach udzielanych innym rodom. Pikantne plotki zbierał natomiast dla zabawy. I z przyzwyczajenia. Targaryen studiował pilnie. Wiązał w pamięci godło z nazwiskiem, nazwisko z historią, a gdy już wiedział to, co mógł wyczytać z tekstów, imię aktualnego dziedzica podpowiadał Namiestnikowi stojący zawsze tuż przy nim Grandison, członek Gwardii Królewskiej. Jego ród również był w księdze. Mieli w herbie najbrzydszego lwa od czasów, gdy Maegorowi jako dziecku zaczęło wydawać się, że potrafi rysować zwierzęta.
To nieistotne, jaki ma herb – powtórzył w myślach Targaryen, zasiadając na krześle z misternie rzeźbionym oparciem, co jednak samemu Namiestnikowi bez większych problemów umknęło. Liczy się, że jest wierny jak pies. To może się kiedyś przydać.
Tymczasem ceremonia weselna jęła zyskiwać na tempie. Goście zajmowali miejsca przy dwóch niebotycznie długich stołach, ku którym prowadziła ich służba, zaś kolejności usadzania przyświecał naturalnie status - najbliżej stołu reprezentacyjnego zasiadali członkowie Wielkich rodów Westeros, następnie najpotężniejsi chorąży, później ci nieco mniej istotni, podupadli, w końcu zaś najbogatsi kupcy Królewskiej Przystani, a także honorowo zaproszeni rycerze. Na blatach okrytych śnieżnobiałymi, wyszywanymi złotą nicią obrusami już czekały dzbany schłodzonego wina z Dorne, Arbor, Myr, a nawet tak egzotycznych miejsc jak Meeren. Rodzina królewska nie żałowała trzymanych w spiżarniach beczułek i wytoczyła najprzedniejsze trunki, w tym także jasne oraz ciemne ale. Wszystko to jednak wydawało się rzeczą mniej istotną w zetknięciu ze smakołykami, które już czekały na gości. Piramidy utworzone ze słodyczy oraz owoców, czekoladowe fontanny, ciasta przybierające formy łabędzi, syren a nawet smoków, do tego nieprzebrane palety wędlin - sam widok wystarczył, by do ust napłynęła ślinka… a przecież nie wniesiono jeszcze głównych dań.
Targaryen wodził wzrokiem od jednego lorda do drugiego, zastanawiając się, jak wiele wysiłku, kombinacji i kłamstw kosztuje ich zachowanie przyjaznych wyrazów twarzy oraz uśmiechu na ustach. Nie wątpił, że większość w rzeczy samej życzyła młodej parze długiego i szczęśliwego życia, jednak na stu sprawiedliwych zawsze znajdzie się jeden, jedyny, ale potężny szkodnik. Maegor westchnął cicho, przenosząc wzrok na Ivory siedzącą po jego prawej stronie. Przez chwilę Targaryen sprawiał wrażenie, jakby pragnął coś powiedzieć, jednak usta Księcia Smoczej Skały wygięły się jedynie w lekkim uśmiechu, zaś wzrok powrócił do obserwowania sytuacji przy stołach. Dopiero po dłuższej chwili Namiestnik zerknął przez ramię na stojącego za wysokimi krzesłami chłopaka. Blondyn odwzajemnił spojrzenie Maegora, przeczesał obiema rękami nieco oklapnięte włosy i dziarskim krokiem podszedł do Targaryena.
– Książę. Księżno... – rzekł, kłaniając się młodej parze w pas. Książę uśmiechnął się półgębkiem, przysuwając ku sobie koniuszkami palców kielich napełniony winem, podobnie czyniąc z pucharem Ivory. Blondyn raz jeszcze się skłonił, a każdy jego ruch mówił wyraźnie: jestem prometejskim skurwysynem, który nagnie każdą zasadę tylko dlatego, że można. I że to zabawne. Cóż, Maegor nie mógł powiedzieć, że ta postawa była mu szczególnie obca. Młody chłopak sięgnął po kielich Targaryena, pociągając z niego niewielki łyk i przełykając po chwili trunek. Namiestnik, najwyraźniej przyzwyczajony do podobnej procedury, rozsiadł się wygodniej na krześle, czekając, aż ewentualna trucizna zacznie działać.
Możesz mi przypomnieć… – poprosił Maegor, nie kryjąc rozbawienia – … cóż kupiło ci przywilej kosztowania książęcych trunków oraz dań, drogi... jak ty się właściwie nazywasz? - jasne brwi Targaryena podjechały nieznacznie do góry, gdy chłopak sięgnął po kielich Ivory, z niego również upijając łyk wina.
– Mówią na mnie Logen, Książę. – odparł blondyn, prostując się nieznacznie. – A uwagę Twoją zawdzięczam swym, wybacz brak skromności, niebywałym zdolnościom w zakresie sztuki miłości.
Maegor mimowolnie prychnął śmiechem, sięgając po swój puchar.
Znaczy rżnąłeś memu bratu dwórki? - zapytał Targaryen, już przygotowując się do wstania i wzniesienia toastu. Blondyn uśmiechnął się lekko, odsuwając od siedzisk pary młodej.
- Tak, Książę. - odpowiedział z pełną powagą, choć jego słowa mogły utonąć w krótkiej, acz donośnej salwie oklasków, wywołanych podniesieniem się z miejsca Maegora. Targaryen przywdział na usta grymas, który z powodzeniem mógłby uchodzić za uśmiech i skłonił się lekko, obracając w palcach złoty kielich wysadzany krwistoczerwonymi rubinami.
- Szlachetni Lordowie, miłościwe damy, mili goście! - Namiestnik przesunął wzrokiem po zebranych, nie zatrzymując jednak spojrzenia na nikim konkretnym. Ku temu jeszcze przyjdzie czas. - Nie znam słów, które mogłyby wyrazić wdzięczność, zarówno moją, jak i mojej umiłowanej małżonki… wdzięczność za Wasze przybycie, obecność oraz, rzecz najistotniejsza, gotowość do wybornej zabawy. Dzisiejszy dzień, zapewne najbardziej istotny w całym mym życiu, nie miałby równie podniosłego charakteru, gdybym nie mógł dzielić z Wami chwil radości. - Targaryen uniósł lekko kielich, uśmiechając się lekko, prawie niezauważalnie - ale mimo wszystko uśmiechając się. - Pragnę zatem wznieść toast. Zarówno za zebranych, ale również za tych, którzy nie mogli dotrzeć na uroczystość, choć przekazali swe życzenia. Niechaj weselna zabawa przebiega w spokojnej atmosferze, zaś wspomnienia dzisiejszej nocy pozostaną w pamięci nas wszystkich na długie, szczęśliwe lata. - kielich Maegora zalśnił lekko w nikłych promieniach słońca przebijających się przez materiał baldachimu i stuknął delikatnie o brzeg pucharu Ivory - dopiero po tym geście Targaryen uniósł naczynie do ust, pociągając z niego spory łyk. Na tyle spory, iż dokuczające mu od ślubu pragnienie w końcu zostało ugaszone… a przynajmniej na najbliższe kilka chwil. - Zabawę czas zacząć! - rzucił Namiestnik, wyzbywając się dotychczas towarzyszącego mu, oficjalnego tonu i skinął głową grajkom, ukrytym pod osobnym baldachimem, stojącym nieco na uboczu. Po tym geście powietrze wypełnił spokojny dźwięk instrumentów, na tyle łagodny, by nie przeszkadzał w spożywaniu pierwszego dania, które służba jęła wnosić na ucztę. Woń kwiatów zastąpił wyraźny zapach mięsa mieszający się z nutą warzyw - oto bowiem na stołach pojawiły się pierwsze dania. Przystawką, mającą wzbudzić apetyt przed właściwą ucztą, okazała się kremowa zupa z dyni, oprószona delikatną chmurką kwaśnej śmietany, nadającej daniu wyrazisty, lecz bynajmniej nie agresywny smak, podawana w towarzystwie ciemnego chleba opiekanego w delikatnym, górskim serze. Następnie kolej przyszła na kaczkę w cytrynach, której sama glazura wzbudzała mimowolny zachwyt. Po pierwszym kęsie nuta cytrynowa przejmuje kompletną dominację nad podniebieniem, jednak każda kolejna chwila przynosi ze sobą feerię smaków - mięso, zioła, ostra papryka nakładają się na siebie, eksplodując w końcu pełnią aromatu. Królewscy kucharze po raz kolejny udowodnili swój kunszt, zabierając każdego gościa do wędrówki po kulinarnym raju. Wszystko to, połączone z kolejnymi łykami zimnego wina, stanowiło wystarczający powód, by wziąć ślub. Cóż, przynajmniej chwilowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Dorne
Skąd :
Dorne, Słoneczna Włócznia
Liczba postów :
2203
Join date :
23/10/2013

PisanieTemat: Re: Stół Reprezentacyjny   Pon Cze 23, 2014 4:50 pm

/Fontanna

Słońce z wolna chyliło się ku zachodowi, a na gładkie trawniki Królewskich Ogrodów zstępowały smugi ciepłego światła. Niebo przybierało barwę pomarańczy i krwistej czerwieni, zwiastując nadchodzący koniec dnia. To jednak bynajmniej nie oznaczało koniec hucznego weseliska, którego przedstawienie rozgrywało się już od samego południa w Królewskiej Przystani, gdy szlachetni goście zjawili się w Wielkim Sepcie Baelora Błogosławionego, a para młoda przysięgła sobie miłość aż po kres swych dni. Można by pomyśleć, że było to zaledwie początek całonocnego świętowania tejże ważnej uroczystości, choć  niektórzy ze szlachetnie urodzonych mężczyzn sprawiało wrażenie silnie potrzebujących przerwy od nieustannie lejącego się strumieniami wina oraz kolejnych potraw, których sam już zapach wzbudzał niezaprzeczalny zachwyt. Grajkowie przestawali grać jedynie w chwilach, gdy przed weselnikami mieli zaprezentować się komedianci, bądź artyści o talentach mających za zadanie rozbawiać inszych. Ledwie znikali z oczu, a muzyka zaczynała brzmieć na nowo, zachęcając do poprowadzenia dam do Królewskiej Sali Balowej, gdzie spódnice sukien i płaszcze wirowały w tańcach. A w kątach zaś szeptano sobie na ucho gorące plotki o wyjątkowo swawolnej lady, bądź postępowaniu wielkich lordów, lecz gdy tylko zbliżyli się insi, z ust płynęły słowa ociekające lukrem. Istny festiwal fałszu i kłamu, oprawiony sukniami skrojonymi na różne modły oraz mdlące wonie perfum. Starannie zaplanowane przedstawienie trwało wciąż i wciąż, a miał je zakończyć dopiero brzask słońca, choć rzecz jasna nie tyczyło się to wszystkich obecnych. I bynajmniej nie chodzi to o młodziutkie dziewczątka odesłane do komnat gościnnych przez matki, aby zupełnym przypadkiem nie zagubiły się z jakimś lordem, czy rycerzem w labiryncie żywopłotów z dala od oczu wszystkich!
Ivory stąpała pomiędzy nimi lekko, dłonią wodząc po krzewach i opuszkami palców chwytając maleńkie listki. Gorące oddechy lata niosły ze sobą woń dojrzewających w ogrodzie czereśni oraz kwitnących kwiatów. W niewielkim labiryncie było tak cicho, że byłaby w stanie pomyśleć, że właśnie tutaj, kilkadziesiąt metrów dalej za zasłoną roślinności wcale nie odbywa się wesele. Jej własne wesele. Myśl ta bezustannie budziła w niej zdziwienie, że to już, że tak szybko i, rzecz jasna, w takich okolicznościach. Nie miało to jednak nic wspólnego z zaskoczeniem, przywołującym uśmiech na wargi i miłe uczucie w sercu, nie. Raczej z nieprzyjemnym uczuciem, które sprawiało, że krew stawała się coraz zimniejsza i wolniej krążyła w żyłach, a bezsilność przenikała duszę na wskroś, jak noc przenika wodę. Księżniczka Dorne oparła się o kamienny łuk, który wystarczyło ledwie przekroczyć, aby znaleźć się w samym centrum chaotycznego przedstawienia, a beznamiętne spojrzenie z wolna przesuwało się kolejno po weselnikach ucztujących przy zastawionych stołach, aby ostatecznie spocząć na własnym małżonku.
Maegor Targaryen.
Cóż o nim wiedziała? Jej wiedza ograniczała się do plotek i przerażających wręcz opowieści, które dotarły nawet do Słonecznej Włóczni. Większość z nich była, mówiąc niezwykle delikatnie, niepokojąca. Nieposkromiony charakter smoczego księcia, który jeśli wierzyć tymże plotkom, miał więcej wspólnego z płomieniami z samego dna piekieł, niźli ciepłem domowego ogniska, owiany mroczną już legendą, lecz nie to budziło jakąś obawę w sercu Dornijki. Opowieść o podejrzanych kontaktach z Gildą Alchemików w Essos oraz… prostytutkach, które zmarły przez napojenie je dzikim ogniem dotarły do jej uszu. Szmaragdowym Płomieniem zwano go przecież nie bez przyczyny.
Masz krew na imieniu.
Dornijska księżniczka po przybyciu do Królewskiej Przystani niemal od razu, tego samego jeszcze dnia pragnęła spotkać się ze swym najstarszym bratem, a jej życzenie zostało spełnione. Nie pytała jednak dlaczego. Dlaczego właśnie on. Odpowiedź na to pytanie była przecież oczywista. Edric zawarł ją w liście, w którym informował Ivory, że oddał jej rękę Smokowi. Najlepsza karta w tej rozgrywce.  Dziewczyna prychnęła śmiechem, odwracając spojrzenie, nim wyprostowała się dumnie i ruszyła ku stołowi, z wdziękiem lawirując pomiędzy gośćmi.
-Mój miły… - wyrzekła jedynie, gdy znalazła się już na swoim miejscu, ze zdziwieniem odkrywając, że Edric gdzieś zniknął. Nim jednak zdążyła powiedzieć więcej muzyka przestała grać, a goście zamilkli, służący bowiem wnosiło już wielkie, kulinarne dzieło sztuki, jakim okazał się być ślubny pasztet. Mistrzowie kuchni wyrzeźbili nań finezyjne ornamenty okalające herby obu rodów, które właśnie połączyły więzy krwi.
Ledwie przebrzmiały oklaski, a ze środka pasztetu przerwanego przez Księcia Smoczej Skały uwolniło się kilka białych gołębi, po czym wzniosły się nad głowami weselników i zniknęły między drzewami, uciekając jak najdalej. Nadeszła chwila, gdy tradycja nakazywała, aby panna młoda symbolicznie nakarmiła pana młodego, co Ivory uczyniła bez zbędnej zwłoki, promieniejąc miękkim uśmiechem, ukazującym białe, proste zęby. A później, ku ogólnej uciesze gości, wspięła się na palce i złożyła na policzku swego męża delikatny pocałunek, opierając przy tym dłoń o potężną pierś, po czym umknęła prędko. Po kilku minutach wszystko wróciło do poprzedniego stanu rzeczy, gdy wino lało się strumieniami, a zabawa trwała w najlepsze.
Mijały minuty, zamieniający się w godziny. Dzień dobiegał końca, a słońce zaszło wreszcie za horyzont, pozwalając dusznej, gorącej nocy objąć świat swymi mrocznymi ramionami. Rozbłysły zarówno lampiony i świece w ogrodach, jak i tysiąc gwiazd na niebie. Nad kępami wierzchołków drzew jaśniał wyimek srebrzystego księżyca, na którym utkwiło spojrzenie Ivory Martell, a właściwie już – Ivory Targaryen, choć ona sama nie mogła przemóc się, aby choćby tak o sobie myśleć. Od kilkudziesięciu już minut trwała nieruchomo, siedząc na krześle przechylona i wsparta łokciem o poręcz, opierając głowę o palce, nie tykając nawet tradycyjnej dornijskiej potrawy, jaką był gulasz z węży ze smoczą papryką, malinowymi mandarynkami oraz kroplą jadu do smaku. Karminowe usta księżniczki nie wypowiadały ani słowa, a jeśli którykolwiek z mężczyzn ośmielił się prosić ją do tańca, potrząsała przecząco głową, a jej spojrzenie nakazywało oddalić się czym prędzej. Dla niej samej wesele miało… dobiegać już końca, choć bynajmniej nie oznaczało to ułożenie głowy na poduszce do snu. Miała nieodparte wrażenie, że płomienie ze snów, ścigające ją niemal cały dzień, są już tak blisko, za blisko… Nie ma ani odwrotu, ani szans na ucieczkę. Mogła wiec jedynie trwać na tym cholernym krześle, wolną dłonią wprawiając wino w ruch w kielichu, aby sączyć go po chwili powoli, jakby miało pomóc jej przetrwać nieuniknione. Stłumić jakoś niepewność, zepchnąć w nicość niepokój. Nie bała się jednak, bynajmniej! Była Martellówną, na Bogów, a ponadto Dornijką – nie wychowano ją na lękliwą i płochą damę, która mdlała wprost w silne objęcia rycerza. Nie to miała zarówno we krwi, jak i naturze, zapewne nikt nie śmiał jej o to posądzić, gdy spoglądał na miękki, może nawet kpiący uśmiech błąkający się na jej ustach. Minęła godzina sowy, wkrótce miała wybić godzina wilka. A wraz z nią pokaz sztucznych ogni, przygotowany przez Gildę Alchemików, po nich zaś miały nadejść… tradycyjne pokładziny, bez których nie mogło obyć się wszak żadne wesele. Małżeństwo musiało zostać skonsumowane, choć znane były przypadki, kiedy panny młode wzbraniały się przed samym wejściem do septu, a tuż przed nadejściem momentu pokładzin wybuchały szlochem, lecz dornijska księżniczka nie należała do tego grona. Nie raz i nie dwa posyłała swemu małżonkowi ukradkowe spojrzenia, czy miękkie uśmiechy, nie zdradzając przy tym prawdziwego niepokoju, który nosiła przecież w sercu. Czas mijał nieubłaganie, wesele trwało w najlepsze, chyląc się ku punktowi kulminacyjnemu, którym miał być owy pokaz obserwowany przez gości z tarasu Królewskiej Sali Balowej. Lecz gdy nadeszła już pora, nadszedł odpowiedni moment, księżna Ivory wydawała się być bardziej zainteresowana cytrynowym ciasteczkiem, niźli własnym małżonkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

avatar
Włości Korony
Skąd :
Smocza Skała
Liczba postów :
708
Join date :
29/10/2013

PisanieTemat: Re: Stół Reprezentacyjny   Sro Cze 25, 2014 6:17 pm

Maegor nie bawił się dobrze. Na początku, oczywiście, wydawało się to wspaniałą rzeczą, o jakiej mówić będą przez kolejne lata: uroczystość na jego cześć, z udziałem wielu najbardziej znamienitych mieszkańców Siedmiu Królestw. Z pewnością był to dopiero początek nowego życia w roli Namiestnika… dziwne jednak, większość gości wydawała się bardziej zainteresowana swoimi sprawami. Rozmawiali ze sobą o polityce, o interesach domów kupieckich, o zagadnieniach związanych z ziemią i przywilejami. O szermierce i swych wspaniałych umiejętnościach. O ślubie, przyszłych mariażach, dostawach arborskiego. Targaryen musiał tylko siedzieć, uśmiechać się i przyjmować dziwnie wstrzemięźliwe gratulacje od obcych ludzi we wspaniałych strojach, którzy nieledwie patrzyli mu w oczy. Na jego miejscu mogła równie dobrze siedzieć wyciosana z marmuru figura. Musiał przyznać, że uwielbienie wyrażane przez dziewki w burdelu było o wiele bardziej satysfakcjonujące od rozgrywającej się na jego oczach farsy... one przynajmniej udawały umiejętnie. Jednakże bardziej niepokojąca od wciąż nękających go ataków chorobliwego znużenia, była wyłącznie nieobecność Aerysa. Maegor wątpił, by Jego Wysokość właśnie spożywał posiłek w łóżku, oparty o poduszki i karmiony łyżeczką. Król po śmierci Ravath stał się na swój sposób… nieuchwytny. Pozorna stagnacja Aerysa i całodniowe przebywanie w Czerwonej Twierdzy były jedynie miernym złudzeniem, ilekroć bowiem ktoś pragnął spotkać się z władcą, nikt nie potrafił wskazać miejsca jego przebywania. I choć Maegor dziś nie powinien przejmować się niczym innym poza własnym weselem, jego myśli raz za razem powracały na dobrze znany trakt, próbując odnaleźć racjonalne wyjaśnienie dla nieobecności króla.
Na próżno.
Książę Smoczej Skały przez swe roztargnienie, nawet jeśli miałby ochotę zamienić kilka słów ze swą… małżonką, nie miał ku temu okazji przez znaczną część spędzonego przy stole czasu: do ucha ględził mu Lord Velaryon, drążąc temat Małej Rady i stanowiska Starszego Nad Flotą. Targaryen kiwał lekko głową ze zrozumieniem, całą uwagę skupiając na kuzynie swej małżonki oraz jego lubej. Młody Dornijczyk wraz z żoną stanowił olśniewającą parę i - co zabawniejsze - żadne z nich nie zwracało uwagi na to, co dzieje się wokół, ale nie tak, jak ktoś mógłby się spodziewać po  dwojgu młodych kochankach. Spierali się zajadle przyciszonymi głosami, podczas gdy ich sąsiedzi udawali, że nie chłoną każdego słowa.
- ... no cóż, niebawem wyruszę z Księciem, więc nie będziesz musiała znosić mnie już długo! - wymamrotał Dornijczyk. - Mogę zginąć! Może to uszczęśliwi Waszą Wysokość?
- Proszę, nie umieraj z mojego powodu - odcięła się młoda kobieta. Jej dornijski akcent ociekał jadem. - Ale jeśli musisz, to trudno. Przypuszczam, że jakoś zniosę smutek...
Maegor uśmiechnął się lekko pod nosem, zerkając na siedzącą po prawicy Ivory z dziwną dozą… o ile nie wdzięczności, to zrozumienia na pewno. Zawsze mogli być na miejscu tamtego małżeństwa. Gdy zaś Targaryen poczuł się do obowiązku, pragnąc wyrwać się spod wpływu Lorda Velaryona i pochylić w stronę swej żony, ktoś siedzący przy stole wschodnim  zwrócił jego uwagę, waląc pięścią w stół.
- Niech Inni tych prostaków z gminu! Niech Inni to chłopstwo! Leniwe psy, nie chcą nawet kiwnąć palcem!
- Wszystko przez te podatki - mruknął jego sąsiad. - To z powodu tych wojennych podatków tak się burzą. Słyszałeś o tym przeklętym osobniku, którego nazywają Garbarzem? Jakiś cholerny wieśniak głoszący rewolucję, i to otwarcie! Podobno jeden z królewskich poborców został zaatakowany przez tłum, niespełna milę od murów Tumbletone. Jeden z królewskich poborców, powiadam! Przez tłum! Niespełna milę od murów miasta...
- Sami to sobie ściągnęliśmy na głowy! - twarz mówiącego była skryta przed wzrokiem Targaryena, ale ten rozpoznał go po złoconym szamerunku na rękawach. - Traktuj człowieka jak psa, a prędzej czy później cię ugryzie, to jasne jak słońce. Nasza rola jako lordów, jako szlachetnie urodzonych, polega bez wątpienia na tym, by szanować i chronić prostego człowieka, nie zaś uciskać go i okazywać mu pogardę.
- Nie mówiłem o pogardzie, lordzie Tarth, czy też ucisku, tylko o tym, co nam się od nich należy jako właścicielom ziemskim, a tym samym ich naturalnym i przyrodzonym zwierzchnikom...
Tymczasem, niczym uwięziona pod kielichem i brzęcząca nieustannie pszczoła, Lord Velaryon nie przestawał mówić o Małej Radzie. Namiestnik podparł dłonią podbródek, zamykając oczy i walcząc w duchu ze szczerą ochotą złapania wątpliwie miłego kompana rozmowy za poły wamsu. Prędzej czy później zapewne do tego by doszło - lecz wtedy kucharze wybawili Maegora od interwencji i nieświadomie przywołali do porządku, wnosząc między stoły imponujący pasztet z gołębi. Targaryen odkaszlnął cicho, przepraszając Lorda Driftmarku i, nim ten zdołał w jakikolwiek sposób zareagować, Książę Smoczej Skały ujął stanowczo dłoń swej małżonki, prowadząc ją w stronę kulinarnego wypieku. Nim para młoda zdołała dotrzeć na miejsce, giermek Namiestnika już wyłaniał się spomiędzy strzelistych krzewów, dzierżąc w dłoni pozłacaną pochwę, w której tkwił miecz o rękojeści przywodzącej na myśl szmaragdowego smoka. Maegor ujął oręż, obracając go spokojnie w silnej dłoni, zupełnie jakby sprawdzał jego wagę - w końcu jednak wyszarpnął ostrze z pochwy, które jednym, stanowczym cięciem zagłębiło się w kulinarnym arcydziele, przepoławiając je na pół. Brwi Targaryena podjechały nieznacznie do góry, gdy na wolność z pasztetu wyrwało się kilka białych gołębi. Książę Smoczej Skały mimowolnie zerknął w stronę wypieku, jakby szukał pośród jego okruchów rozpłatanego na dwie równe połówki ptaka, lecz zamiast krwawej ofiary - przed oczami Namiestnika pojawiła się Ivory, uzbrojona w talerzyk oraz widelec, na który nadziany został kawałek pasztetu. Kąciki ust Maegora podjechały nieznacznie do góry, gdy żona ostrożnie nakarmiła go wypiekiem i złożyła na jego policzku pocałunek, równie ulotny, co delikatny powiew morskiej bryzy. Targaryen z trudem przełknął suchy kawałek pasztetu, z niejaką ulgą reflektując, iż zamiast stać jak słup na oczach zebranych gości i wpatrywać się w swą małżonkę - może wrócić do stołu… oraz pucharu z winem, który opróżnił jeszcze przed zajęciem poprzedniego miejsca, natychmiast domagając się kolejnej dolewki. Dalszy przebieg uroczystości miał podobny charakter, co dotychczas - poza faktem, iż zebrani goście z chwili na chwili coraz dotkliwiej odczuwali oddziaływanie trunków, zwłaszcza, gdy te zostały wymieszane z wprawą godną maestra. Maegor odetchnął cicho z zadowoleniem, kiedy ujrzał Lorda Velaryona przy stole zachodnim, prawiącego coś do ucha Lordowi Rosby. Targaryen wiedział, że bycie punktem centralnym wieczoru wymaga od niego wielu wyrzeczeń - i jedną z nich była rezygnacja z wina, gdy tylko nad Królewskimi Ogrodami zapadł zmrok, a liczne lampiony oraz świecie rozgoniły gęstniejącą ciemność.
- ... Drudzy Synowie zaciskają pierścień wokół Yunkai, tak słyszałem! - krzyknął ktoś siedzący przy stole zachodnim. - Mądrzy Panowie zbierają siły, przysięgli, że wygnają najemników na Morze Dothraków!
- Ha! Mądrzy Panowie? Ci starzy głupcy nie nadają się do niczego!
Maegor wiercił się niespokojnie na swoim miejscu. Jak długo ta przeklęta męka miała jeszcze trwać? Odnosił wrażenie, że kilka kolejnych chwil spędzonych przy stole zakończy się uduszeniem pana młodego przez gęstniejącą atmosferę. Targaryen przesunął spojrzeniem po twarzach i w końcu skierował wzrok na Ivory, dostrzegając jej znużenie… równie porównywalne do narastającej w nim irytacji. Namiestnik rozchylił lekko usta, gotów przemówić do swej żony, lecz wtedy w szlachetnym zamiarze przeszkodził mu herold - odziany w jasne szaty mężczyzna wkroczył między stoły i donośnym tonem zaprosił gości na taras Królewskiej Sali Balowej, gdzie zebrani będą mogli obejrzeć pokaz Gildii Alchemików. Maegor powoli oderwał wzrok od herolda i wbił fiołkowe spojrzenie w Ivory, nie ruszając się ze swego miejsca nawet o cal, choć zebrani goście wyraźnie czekali na reakcję młodej pary. Targaryen obrócił w palcach puchar, dopiero po chwili odstawiając go na stół z głuchym huknięciem i zaciskając palce na dłoni panny młodej.  
- Moja pani... - Namiestnik skinął lekko głową i podniósł się, nie poluźniając uścisku, w którym zamknął rękę żony. Dalsza zwłoka nie mogła wchodzić w grę - dlatego Maegor ruszył powoli w stronę szerokiego wejścia do Sali Balowej, prowadząc u swego boku Ivory. Dotarcie na taras widokowy nie zajęło im wiele czasu, na dobrą sprawę trwało akurat tyle, ile potrzebowała para młoda, by zdążyć na pokaz Gildii Alchemików. Krążące dotychczas po Czarnej Zatoce dwa statki dryfowały teraz po spokojnej wodzie ze zwiniętymi żaglami i gdy tylko Książę z małżonką pojawili się na tarasie w niebo wystrzeliły pierwsze, kolorowe światełka. Czerwień, pomarańcz i złoto rozbłysły na nieboskłonie jasnymi iskrami przy akompaniamencie cichego huku, odbijając się w Czarnej Zatoce wielobarwną feerią. Kilka z zebranych na tarasie dam westchnęło cicho, gdy ze statków wystrzeliły kolejne światła, raz za razem wybuchając w powietrzu. Targaryen w milczeniu obserwował pokaz, odliczając w myślach chwile, które dzieliły go od…
- Czas na pokładziny! - głos wuja Maegora, brzmiący zresztą jak po kilku beczkach dornijskiego, bez problemu wzbił się nad głowami zebranych, natychmiast skupiając uwagę obecnych na starszym Targaryenie, opartym swobodnie o filar. - Niechże para młoda ma coś z tej uroczystości!
Pośród gości odezwało się kilka zebranych śmiechów, ale nawet najbardziej nietrzeźwi spośród zebranych nie kwapili się do ruszenia w stronę Księcia Smoczej Skały oraz jego żony - zresztą nie bez powodu.
- Dziękuję, wuju. - Maegor uśmiechnął się lekko, mimowolnie mocniej zaciskając palce na dłoni Ivory. - Znam drogę do sypialni… i bez wątpienia zarówno ja, jak i moja pani jesteśmy w stanie sami dojść do łoża. - Targaryen posłał chłodny uśmiech w stronę kilku mężów, najwyraźniej gotowych, by zanieść pannę młodą do komnat… po drodze naturalnie pozbywając się zbędnego dla niej odzienia. Maegor w końcu ruszył niespiesznie w stronę wyjścia z szerokiego tarasu, prowadząc u swego boku stąpającą lekko Ivory. Nikomu nie spieszyło się, by stanąć na drodze Namiestnikowi… ku jego cichemu zadowoleniu.
- Niech uczta trwa do świtu! Wszak żadne z nas dzisiaj nie zaśnie. - rzucił donośnie Książę Smoczej Skały, przerywając z doskonale wyuczonym rozbawieniem nienaturalną ciszę, jaka zapadła po decyzji Smoka.
Wszak żaden Targaryen nie pozwoli, by ktoś nadszarpnął dumę jego żony.

/ Ivory, Maegor - zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


PisanieTemat: Re: Stół Reprezentacyjny   

Powrót do góry Go down
 

Stół Reprezentacyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Westeros :: Włości Korony :: Królewska Przystań :: Czerwona Twierdza :: Królewskie Ogrody-